12/22/2019

Półroczne denko! I wielki powrót z wygnania ;)



Cześć, dziewczyny!

Jestem Wam winna kilka słów wyjaśnienia – a przynajmniej tym z Was, które nie śledzą mnie na Instagramie. Moja grudniowa nieobecność wynikła z kolejnej przeprowadzki, a po przeprowadzce: z braku internetu :D W zasadzie toczka w toczkę tak samo było w grudniu rok temu, pamiętacie? Więcej postaram się napisać o tym w jakimś bardziej prywatnym wpisie, a dziś nie chciałabym już bardziej przedłużać. To denko jest aż z sześciu miesięcy, więc nazbierało się sporo produktów do omówienia!


Tym razem postanowiłam wyróżnić dodatkową kategorię Stałych Hitów. Bo ile razy mogę pisać Wam o płynie Facelle czy żelach do twarzy w Biedronki? Tym razem pod zdjęciem podlinkuję tylko odpowiednie wpisy, w których będzie można poczytać o tych kosmetykach więcej, a jeśli jesteście ze mną od dawna i macie dość zachwytów maską do włosów Anwen albo Kallosem Color to po prostu przewijajcie dalej ;)






(Krem Peel Mission dostałam od marki)




Włosy


Wydawało mi się, że nie testowałam wcale aż tylu nowości, ale jak widać trochę się zebrało. Żel do włosów Kallos i maskę Nacomi na pewno wrzucałam do koszyka w celu uzyskania darmowej dostawy. Widoczna na zdjęciu produkty Anwen testowałam dla zasady ;) A dwie odlewki i rozpoczęty suchy szampon trafiły do mnie z drugiej ręki, za co zawsze jestem wdzięczna nawet gdy produkt się u mnie nie sprawdzi!

Kupię ponownie tylko olej konopny, chociaż ciężko powiedzieć czy będzie to produkt tej samej marki: ten widoczny na zdjęciu był w ofercie limitowanej bodajże w Biedronce.

Reszta produktów mnie niestety nie urzekła, a część była naprawdę kiepska: suchy szampon Toni&Guy (bardzo bielił), odżywka Isana (kiepski skład + robiła z moich włosów siano), żel do włosów Kallos (utrwalenie zerowe).

Pozostałe kosmetyki po prostu były meh: znam lepsze szampony niż Anwen Brzoskwinia i kolendra, lepsze maski od Nacomi awokado, lepsze odżywki niż odlewka Nivea czy Proteinowa Magnolia od Anwen, a szampon Fitokosmetik z białą glinką był dla mnie o wiele gorszy niż brat z glinką niebieską.

Odżywkę bez spłukiwania Nature Box całkiem lubiłam, ale szukam czegoś lepszego i zdecydowanie bardziej ekonomicznego. Obecnie kończę drugie jej opakowanie, więc będzie jeszcze w przyszłym denku ;)

(Isana, Nivea i Toni&Guy to prezenty od znajomych)




Ciało


Może wydawać się, że jest tu podejrzanie dużo kosmetyków, ale wcześniej dłonie i stopy oddzielałam od reszty, a tym razem zgrupowałam je razem.

Hity: krem do stóp Podopharm, krem S.O.S od Resibo, nawilżane chusteczki Dada, pasta do zębów Schmidt's

Kity: krem do rąk L'Occitane (miałam prawie identyczny produkt z Yves Rocher i był dziesięć razy lepszy), krem Weleda (z powodu alkoholu wysoko w składzie zużyłam go do ciała i tu sprawdził się przyzwoicie)

Produkty SolverX są świetne, ale dla mnie po prostu za drogie by kupować je ponownie – te dostałam zresztą od marki. Pasta Colodent czy skarpetki złuszczające z Biedronki były okej, ale jest tyle podobnych produktów na rynku że raczej nieprędko do nich wrócę. Kosmetyki Sabon miałam przywiezione jeszcze z Izraela, teraz raczej nie mam do nich dostępu :D Balsam Ziaja zgodnie z obietnicą producenta bardzo mocno chłodził – niby super, ale ja tego uczucia wcale nie lubię! A żel na obolałe mięśnie Moveo stosowałam tak rzadko, że nie widzę potrzeby nabywania kolejnego produktu. Rozcięta tuba w lewym górnym rogu to no-name krem do rąk, który był naprawdę spoko, ale nie da się go kupić bo to marketingowy gadżet.

Aha, krem Resibo trafił do mnie w paczce PR-owej, żel Moveo i balsam Ziaja dostałam na spotkaniu blogerskim wieki temu, pastę do zębów Schmidt's testowałam przed podjęciem współpracy z marką, kremy do rąk (L'Occitane i różany no-name) dostałam od przedstawicieli farmaceutycznych, a krem Weleda od marki.




Twarz


A tutaj odwrotnie: mamy tylko dwa „meh” kosmetyki, dwa kity, a reszta jest bardzo dobra i godna polecenia.

Nie polecam zakupu olejków myjących Miya oraz Selfie Project. Pierwszy jest potwornie gęsty i tłusty, jakby w ogóle nie zawierał emulgatora. Drugi przeciwnie, porównałabym do rozwodnionego płynu do naczyń – jakby w ogóle nie zawierał oleju :D [o obu olejkach pisałam w Przeglądzie olejków myjących]

Większego wrażenia nie zrobiła na mnie pianka Sabon oraz hydrolat Bielenda.

Natomiast pozostałe kosmetyki były świetne:

  • hydrolat z oczaru wirginijskiego Botame: śmierdziel (jak to oczar), ale działanie cudo!
  • krem pod oczy Make Me Bio z SPF 25: świetny krem pod oczy z filtrem to unikat na wagę złota; [pisałam o nim szczegółowo w Przeglądzie kremów pod oczy z sensownym filtrem]
  • seboregulujący płyn micelarny AA Vegan jako bardzo fajny produkt mikrozłuszczający, [pisałam o nim w Przeglądzie toników kwasowych]
  • serum aktywnie nawilżające z serii Bielenda Super Power Mezo Serum, niestety wycofane :(
  • „matujący” krem z SPF50 Ziaja: matować to on nie matuje, ale ma świetne filtry w składzie przy niewygórowanej cenie, więc stanowi dla mnie idealny filtr na szyję i dekolt. Nie pierwsze to moje opakowanie, ale końcówki kremów z filtrem często rozdaję koleżankom, które dopiero przymierzają się do wejścia w filtromaniactwo i dlatego potem brakuje mi opakowań w denkach ;)




Kolorówka


Większość widocznych tutaj kosmetyków zdenkowałam w ramach naszej facebookowej grupy Project Pan Polska.

Wyjątkami są jedynie kredka do ust Pierre Rene Lipmatic (wspaniała), wodoodporny tusz z Eveline (niezły, ale ideału szukam dalej) i pudry Ecocera.

Puder bambusowy i ryżowy Ecocera oceniam bardzo pozytywnie, ale puder L'Origine to tragedia. Odradzam absolutnie każdemu.

Korektor Maybelline, cienie Maybelline Color Tattoo, pomadka Bourjois Color Boost czy szminka Gosh 161 Sweetheart (kupiona przez ten wpis u Marii z Ubieraj się klasycznie) to dobre produkty, do których nie wrócę tylko dlatego, że cały czas trzymam kurs na kolorówkę polską, nietestowaną na zwierzętach itepe, itede. Wiecie o co chodzi. A jak nie wiecie, to moje przemyślenia znajdziecie we wpisie Makijaż minimalistki.

W wyprasce był puder do konturowania z Inglota w kolorze 505 – fantastyczna rzecz. Obecnie mam dwa inne bronzery na wykończeniu, ale jeśli pod koniec będę miała akurat miejsce w mojej palecie magnetycznej Inglot to bardzo możliwe że wrócę właśnie do tego kosmetyku.

Brakuje tu na pewno kredki do ust z Essence i kredki do oczu Deborah Milano i może czegoś jeszcze...? Nie wiem czemu, ale kosmetyki kolorowe jakoś łatwiej idą do śmieci - może to z tej radości, bo jednak zużywa się je o wiele ciężej niż pielęgnację ;)

(Puder L'Origine dostałam na spotkaniu blogerskim)




Inne


Kupię/kupiłabym ponownie: aktywne serum rozjaśniające z Bielendy (gdyby go nie wycofali), miętową pomadkę peelingującą z Sylveco, olejek do mycia gąbek Isana, bio płatki Isana, olejek marula (tego nie zdążyłam poużywać zbyt wiele, szybko go stłukłam :(...).

Z tych lub innych powodów nie kupię ponownie: szminki Essence, bo mam na oku polskie odpowiedniki (najbardziej marzy mi się Vipera ELITE MATT #125 oriental), pomadki Peel Mission Lip Sun Protection SPF 15 (potwornie bieliła), patyczków Carea (przerzuciłam się na eko patyczki Isana), korektora Moia (jakoś nie leżał na mojej cerze).

Wrażenia nie zrobiły na mnie mydło Yope i szampon Ziaja AZS, ale mogę powiedzieć też żeby to były złe produkty.

Pomadka Peel Mission była w paczce od marki, korektor miałam od Basi, a odlewkę szamponu od Czytelniczki <3 )



Próbki, miniaturki


W ostatnich miesiącach ostro wzięłam się za zużywanie wszelkiego rodzaju saszetek. Były wśród nich także rzeczy drogie: od Avene, przez Yoskine, Yonelle, aż po Lancome. W większości przypadków nie zrobiły na mnie wrażenia po tych dwóch użyciach jakie dało się z nich wycisnąć, ale w takiej suytuacji ciężko winą obarczać same produkty, więc nie będę się o nich rozpisywać.  No, chyba że mam wspomnieć o składach - kompletnie nie dla mnie, cóż za niespodzianka ;) Wspomnę tylko o tych dwóch produktach, które mogłabym kiedyś zakupić:
  • złuszczające chusteczki tołpa, Dermo face sebio
  • trzystopniowa kuracja o nazwie Bielenda, Professional Formula, Mikrodermabrazja 3-fazowy zabieg wygładzający


Na co dzień nie sięgam po takie rzeczy w ogóle, nienawidzę babrania się z saszetkami. Ale kiedy mam wyjazd dłuższy niż te 2-3 dni, bardzo lubię mieć coś takiego przy sobie. Wiadomo, cera wtedy często lubi się trochę zbuntować i zamiast wozić ze sobą peeling i maseczkę, wolę wziąć produkt tego typu i załatwić temat właściwie od ręki. Polecam serdecznie (ale Tołpę odradzam wrażliwcom – kwas glikolowy nieźle kopie!).

***

Kończąc ten wpis chciałabym jeszcze przeprosić Was za ohydne zdjęcia - miałam ten weekend tak obłożony robotą, że miałam wybór: albo zrobić te zdjęcia dziś w słabym świetle i dodać wieczorem wpis, albo zrobić doświetlone zdjęcia i dodać wpis za tydzień. Albo dwa. Mam nadzieję, że rozumiecie mój wybór... ;)

Wesołych Świąt!

Dobrze być znowu z Wami.

Ania

19 komentarzy:

  1. Inaczej patrzę na skład kosmetyków odkąd oglądam Kacpra. A Ty jakie masz zdanie na ten temat? Warto unikać pewnych konserwantów, alkoholu, silikonów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosmetyki bez konserwantów NIE ISTNIEJĄ, nie ma możliwości wyprodukowania ich tak, żeby były bezpieczne dla użytkowania :)

      Silikony mają swoje zastosowanie - ja ich akurat unikam, ale są takie typy cery czy włosów gdzie są przydatne, a dla wrażliwców to już w ogóle są świetne :)

      Alkohol - ja unikam w zasadzie we wszystkim poza wcierkami na skórę głowy, ale jest też konserwantem na przykład we wszystkich eko kosmetykach Alterra, Alverde, Weleda, a one mają wielu fanów. Nie każdemu zaszkodzi.

      Natomiast kanał Kacpra stanowczo ODRADZAM ;) Śmiech przez łzy, że jest tyle świetnych kanałów, blogów, profili na Instagramie, a to akurat ten tak eksplodował popularnością.

      Usuń
  2. Ciesze sie,ze ktos poruszył temat kanału Kacpra.Dlaczego go odradzasz?Pytam ponieważ śledzę Twojego bloga od dłuższego czasu,od niedawna oglądam również kanał Kacpra i chciałabym poznać Twoje zdanie na ten temat.Jako szary czlowiek powoli już się zaczynam gubić w tym,czego używać,a czego nie.W większości wasze zdania się pokrywają,analizujecie składy, wyszukujecie w kosmetykach wartościowych skladnikow odżywczych,rozbieżność jest natomiast jeśli chodzi o niektóre kontrowersyjne składniki jak np. rzekomo rakotwórcze DMDM hydantoin-Kacper sugeruje wyrzucić taki kosmetyk do kosza,Ty natomiast dopuszczasz stosowanie 2-3 kosmetyków z tym składnikiem w codziennej pielęgnacji.Chłopski rozum podpowiada:lepiej nie ryzykuj, znajdź kosmetyk bez takich kontrowersji!Z drugiej strony coś mi podpowiada,że być może ocieram się już o przesadę.Tym sposobem mój ulubiony krem Bielenda neuron collagen 50 zawisł pomiędzy łazienką A koszem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kacper dużo nakłamał o sobie, więc raczej też bym mu nie wierzyła :) pomijając już to, co odradza, a co zapakował do swojego boxa.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź,ja do Kacpra podchodzę z rezerwą,tak jak do wszystkiego, co pojawia się w sieci,jednak zastanawia mnie, czy jego kanał jest powiedzmy na tyle przekłamany I mało wiarygodny,ze rzeczywiście absolutnie nie warto go oglądać?Nadal czekam,aż właścicielka bloga doprecyzuje,co miała na myśli.Pozdrawiam,Kasia.

      Usuń
    3. Moja kosmetyczka ze 2 lata temu dobierała mi kosmetyki wg dobrego składu. To samo o czym jest mowa u Kacpra. Czekam więc na wypunktowanie co jest nie tak. Poza stylem wypowiedzi oczywiście bo to akurat mi lata.
      Od lat miałam problem z przebarwieniami i dopiero rozpisana pielęgnacja daje radę, już nie mam "okularów" pod oczami. Stosuję hydrolaty, nauczyłam się kłaść serum i najważniejsze ściągać makijaż ale nie z użyciem mleczka Nivea:0

      Usuń
    4. Zacznę od wypowiedzi pierwszego Anonimka :) Przede wszystkim nie stresuj się tym, że jeszcze się w tym gubisz. Dostępnych jest bardzo wiele źródeł, a po początkowym olśnieniu („Eureka! Nie mam złej cery tylko używam złych kosmetyków!”) im bardziej zagłębiasz się w ten temat, tym bardziej widzisz, że nie jest to takie czarno-białe. Nie trać zapału, pytaj, szukaj, a na pewno w końcu wyczujesz co i jak :)

      Jedyne co łączy podejście moje i Kacpra to ogólna analiza składów. Kacper robi tę analizę tak, jak robi ją wiele krytykowanych przeze mnie influencerów, zwłaszcza zwolenników eko pielęgnacji. W dużym uproszczeniu ich filozofia wygląda tak:

      Jeśli kosmetyk jest naturalny – jest dobry!
      Jeśli nie jest naturalny – jest zły...

      Ja się nie zgadzam z oboma wnioskami.

      Wiele naturalnych kosmetyków ma bogato wyglądające składy (dużo olei, ekstraktów, witamin...) i dlatego ich producenci nie mają skrupułów obiecywać konsumentkom gruszek na wierzbie. Tymczasem za większością tych naturalnych składników nie ma żadnych dowodów na ich działanie. Więc dostajemy produkty o naturalnych składach, często drogie (bo same składniki mogą być drogie, co nie znaczy że dla naszej cery są jakieś wybitnie cenne), a tak naprawdę nie wiele warte z punktu widzenia korzyści dla skóry.

      Już pomijam to, że wiele naturalnych rzeczy (alkohol, muchomor sromotnikowy, arszenik...) są NATURALNE, a bynajmniej nie są dla nas zdrowe.

      Sporo pisałam o tym też w starych tekstach, na przykład tutaj:
      https://www.kosmeologika.pl/2017/07/dlaczego-z-zioami-dla-zdrowia-i-urody.html

      Teraz drugie twierdzenie: jak kosmetyk jest „chemiczny” to jest zły.

      Zacznijmy w ogóle od tego, że wszystko wokół nas to chemia i takie dzielenie substancji jest po prostu bzdurne. Ale przede wszystkim te syntetyczne składniki mają swoje zadanie! I takie miejsca jak kanał Kacpra robią według mnie bardzo dużo złego, bo sprawiają, że zaczynamy szukać kosmetyków bez tego, bez tamtego. Mamy wrażenie, że do dobrego składu jakiś zły pan z rogami i widłami dolewa nam truciznę chichocząc diabolicznie. Tymczasem na przykład parabeny to jedne z najlepszych konserwantów, a przez pro-naturalne ruchy wielu producentów wycofało je ze swoich kosmetyków i szczycą się naklejkami „bez parabenów” jakby było, kurde, czym. Kacper mówił w którymś filmie (bodajże tym na temat Biodermy), że kwas glikolowy w kremie nie zadziała, bo są w nim polimery. Owszem, są, ale są tam elementem systemu wolnego uwalniania kwasów – co sprawia, że potencjał drażniący jest mniejszy (bo kwas jest uwalniany stopniowo). Takich stwierdzeń jest u niego multum, a obejrzałam może z dziesięć filmów i odpuściłam.

      W temacie wiarygodności Kacper zaorał się sam tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=NLxljzLxzDo&t=2s , a potem było już tylko lepiej – zawartości boxa nie śledziłam, ale mówienie, że jakiś zestaw kosmetyków nadaje się do KAŻDEJ cery to gruba manipulacja, żeby nie nazwać tego po imieniu: po prostu kłamstwem.

      Teraz do Any: oczywiście, jestem za świadomą pielęgnacją. O tym jest cały mój blog i wystarczy przejrzeć kilka postów żeby zobaczyć, że mleczka Nivea też bym Ci nie poleciła ;) Ale uważam, że jest bardzo duża różnica między powierzchownym poczytaniem sobie o składnikach i zachwycaniem się każdym produktem, który jest naturalny; a prawdziwą wiedzą która dopuszcza odcienie szarości zamiast dzielenia wszystkiego na czarne i białe. Nawet z tych blogów, które ja sama krytykuję da się dużo nauczyć, a najlepiej jest jeśli umie się oddzielić przydatne informacje od powielania miejskich legend typu olej z pestek malin jako naturalny filtr ;) Jednak uważam, że większość z nas tej umiejętności nie posiada i dlatego zawsze odradzam źródła, co do których mam poważniejsze zastrzeżenia. Kanał Kacpra zdecydowanie do nich należy.

      Usuń
    5. No dobrze to dlaczego jest tak mało informacji o tandetnych kosmetykach pielęgnujących? Stąd popularność programu Bosackiej bo nikt dotychczas nie powiedział wprost o tym co kryje słoiczek.
      Idąc do kosmetyczki, fryzjera czy nawet dermatologa trzeba liczyć się z tym że będą polecać produkty od których dostają prowizję od handlowców. A blogerzy? Tu zastrzeżeń brak?

      Usuń
    6. Mogę odpowiedzieć tylko pytaniem na pytanie: czemu tak mało mamy informacji o tandetnych produktach spożywczych, produktach AGD, usługach finansowych czy o czymkolwiek innym? Odpowiedź jest taka sama: odpowiedzi istnieją, tylko wcześniej nie było mody na bycie świadomym konsumentem. Wiedza była zawsze, ale przed erą internetu ciężko było w ogóle zacząć kwestionować pewne rzeczy, a co dopiero znaleźć odpowiednie informacje.

      I uważam, że uwrażliwienie konsumentów na to co kupują jest jedyną zasługą Bosackiej, której działalności od dawna nie śledzę. Program „Wiem co jem” miał dobre początki, a potem szybko poszło to w straszenie widzów, bo mocne emocje sprzedają się lepiej niż rzeczowe, suche fakty.

      Nie jestem pewna czy mogę zgodzić się z przedostatnim punktem.

      → Kosmetyczka owszem, pracuje zwykle na produktach określonej firmy, ale czy to znaczy że do codziennej pielęgnacji będzie nam polecać te same gabinetowe produkty? Niekoniecznie. Sama zresztą wspominasz, że i Tobie kosmetyczka polecała produkty wg składu.

      → Fryzjer według mnie w ogóle nie jest ekspertem od pielęgnacji włosów i chyba nie znam nikogo z młodszego pokolenia kto traktowałby w tej dziedzinie fryzjera jako autorytet. Nie mówię, że ich nie ma – kwestionuję tylko to czy naprawdę jest to powszechne zjawisko.

      → Dermatolog jest lekarzem, więc w przeciwieństwie do kosmetyczki czy fryzjera nie pracuje na żadnych kosmetykach (ani nawet na lekach), nic nie zyskuje z tego że poleci ten czy inny kosmetyk/lek. Wyjątek: dermatolodzy mający prywatne gabinety typu medycyna estetyczna, ale domyślam się że nie o tym tu mówimy. Warto też zaznaczyć, że nie każdy dermatolog pielęgnacją się interesuje.

      Co do blogerów, to przeczytaj jeszcze raz mój komentarz. Mam mnóstwo zastrzeżeń do blogerów oraz wszystkich innych influencerów, wszelkiej maści ekspertów od pielęgnacji skóry, którzy wrzucają skład kosmetyku w analizator i myślą, że tym można zastąpić dyplom z kosmetologii. Który to dyplom też oczywiście nie jest żadną gwarancją sukcesu, czego kanał Kacpra jest dla mnie idealnym przykładem. I tak jak napisałam w poprzednim komentarzu: to jest normalna faza jak się dopiero zaczynać składy, nie oceniam każdego kto zastosuje czasem za duże uproszczenie itd. Ale jak się robi całą karierę na fali trendu zwanego „skin-scare” to coś już jest dla mnie mocno nie tak.

      Usuń
    7. I tu się podpiszę poza wypowiedzią dot dermatologa bo ich "usługi" to polecanie kosmetyków, można powiedzieć że Iwostn gości u nich na stałe. Dobry dermatolog u nas jest rownie unikalny jak dietetyk.
      Kosmetyka też na wagę złota bo osób mówiących o zabiegach nieodpowiednich do danego rodzaju skory, potrzeb jest niewiele. Chcesz np mikrodermabrazja bo coś o niej czytałaś to zrobią ale żeby zaproponować kurację ktora przyniesie widoczny efekt?! Zapomnijcie. Te osoby są przekazywane droga pantoflowa, bo kto to widział żeby robić wywiad, oglądać, robić zdjęcia i jeszcze po zabiegu być w kontakcie i spędzić zmiany

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Ściągnęłam aplikacje do czytania składu więc widzę w sklepie że konserwanty mogą być różne różne. Może czas mówić o użytych rodzajach Tak jak ilości silikonu w kremie? Mnie nawet silikon w kremie do rąk nic nie robi poza chęcią ciągłym smarowaniem. Zmieniony na ten z dodatkiem mocznika poprawia jakość skóry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, konserwanty są różne, ale wszystkie są przebadane i dopuszczone do używania w kosmetykach W OKREŚLONYCH STĘŻENIACH - regulowanych przez przepisy. Producent nie ma prawda wrzucić do kosmetyku konserwantu nieprzebadanego albo w ilości przekraczającej normy, które uznano za bezpieczne.

      Co do kremów do rąk z silikonami i mocznikiem: to się nie wyklucza. W idealnym świecie wzięlibyśmy dwie próbki o składzie identycznym poza dodatkiem silikonu w jednej z nich. Osobiście myślę, że ten mocznikowy krem z dodatkiem silikonu mógłby być jeszcze lepszy niż ten z samym mocznikiem.

      Ale w prawdziwym świecie nie da się tego porównać, bo wielu (powiedziałabym, że większość) producentów idzie w skrajności i ich produkty są albo kompletnie naturalne, albo prawie kompletnie "nienaturalne" :D I taki krem, w którym poza silikonami nic nie ma to rzeczywiście nie będzie zbyt dobry dla większości z nas... Co nie znaczy, że silikony są dla skóry złe :)

      Usuń
  4. Zmieniłam też szampony i odżywki i skóra głowy zaczęła się nareszcie zachowywać poprawnie. Była ciągle przesuszona a któryś z fryzjerów sugerował że mam łuszczycę, tak się znają na rodzajach włosów, skóry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FRYZJER NIE JEST OD DIAGNOZOWANIA CHORÓB! Ani skóry, ani włosów, ani żadnych innych. Od tego jest lekarz...

      A że kosmetyki fryzjerskie są jednymi z najbardziej niewartych swoich ceny produktów wiadomo nie od dziś, bardzo polecam bloga Anwen albo w postaci pigułki jej książkę o pielęgnacji włosów :) https://www.empik.com/jak-dbac-o-wlosy-kolomycew-anna,p1101378667,ksiazka-p

      Usuń
  5. ja tez sie w koncu powoli zbieram za te wszystkie probki, jednorazowe kosmetyki itp, bo tylko zajmuja miejsce i sa totalnie nieeko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już je wyprodukowano to niestety z ekologicznego punktu widzenia jest już za późno: możemy tylko zmniejszyć zło i je zużyć, a potem wrzucić opakowania do recyclingu. Natomiast oczywiście zgodzę się, że zebrane do kupy zajmują miejsce, a nie przynoszą zbyt wiele radości, więc najlepiej zużywać je na bieżąco :)

      Usuń
  6. A jak używać serum glikol plus Vit c bielendy? Czytałam opis na opakowaniu i u ciebie i tak się zastanawiam używać tego codziennie? I czy koniecznie filtr do tego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznij od używania raz na tydzień i sprawdź jak reaguje cera: kwasu glikolowego jest w nim sporo, a to mocny składnik ;) Tak, zalecam filtr, zwłaszcza gdybyś miała używać go często (np. codziennie).

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger