6/02/2019

Doroczna aktualizacja włosowa!



Ostatni większy wpis na temat pielęgnacji moich włosów (klik!) ukazał się w maju zeszłego roku, więc to idealny moment żeby sprawdzić jak sytuacja zmieniła się od tamtej pory.



Długość i fryzura


Największy wpływ na obecny stan moich włosów ma to, że są w tej chwili już dość długie i bardzo ciężkie. Sprawienie, by skręt trzymał się od mycia do mycia (u mnie są to najczęściej dwa dni, rzadziej trzy) jest trudne.

Po prawej ostre światło dzienne, po lewej przytłumione ohydną żółtą roletą w oknie ;)


Rzeczą, która bardzo by mi to ułatwiła byłoby doskonałe cięcie – na przykład takie jakie swego czasu zrobiła na mojej głowie pani Danka z salonu fryzjerskiego w Wejherowie. To co wtedy się zadziało na mojej głowie to był sztos. Niestety, od tamtej pory potrzebowałam już podcięcia końcówek, więc parę miesięcy temu na brodnickim Spotted zapytałam o fryzjera rozumiejącego kręcone włosy. Efekt był taki, że dostałam ze trzy komentarze, wybrałam jeden salon i wyszłam z niego ze łzami w oczach... Cięcie ostatecznie nie okazało się tragiczne, ale stylizacja była totalnym nieporozumieniem i zaowocowała jednym z najgorszych bad hair day jakie miałam w życiu. Musiałam z tym iść do pracy, więc wyczesałam z włosów tyle pasty (tak, pasty!) ile mogłam, spięłam je klamrą i z zaciśniętymi zębami odliczałam sekundy do momentu gdy będę mogła je umyć i ułożyć po swojemu.

Stan obecny jest taki, że końcówki są zdrowe, więc nie mam noża na gardle i nie muszę włosów na razie podcinać. Ale wiem, że będę musiała to zrobić prędzej czy później, a nie mam na razie możliwości skoczyć do Trójmiasta. Interesują mnie bliskie okolice Brodnicy/Nowego Miasta Lubawskiego/Grudziądza/Torunia, więc jeśli ktoś coś wie – proszę, ratunku.




Jak stylizuję moje fale/loki (typu 2c, wavy whirly)?


Drugą kłodą jaką mam pod nogami jest brak idealnego stylizatora. Po dobrej passie z żelami Balea trafiłam na jeden kiepski (będzie za miesiąc w denku), a obecnie zużywam inny nietrafiony – tym razem marki Kallos. W zapasie czeka już Syoss Max Hold, którego odlewkę miałam kiedyś od Kasi Na Fali i przynajmniej wtedy (mając o wiele krótsze włosy) bardzo go lubiłam. Oby sprawdził się i teraz.

Niestety na żelu Kallos wygląda to tak, że jeśli użyję ulubionych kombinacji to osiągam idealny good hair day... ale dzień kolejny jest już kiepściutki. Owszem, włosy są miękkie, zdrowe i błyszczące, ale mimo prób reanimacji skręt jest tak słaby, że daje bardziej wrażenie bałaganu niż czegokolwiek innego. I na walce o ten drugi dzień ładnego skrętu obecnie się skupiam.

Jednym z kroków ku temu jest moje niedawne postanowienie by bardziej zbliżyć się do pielęgnacji CG. Wszystkie jej zasady są mi doskonale znane od lat, lecz z krótkimi włosami osiągałam dobre efekty nawet jeśli sporadycznie użyłam czegoś z lekkim silikonem, parafiną czy polimerem. Teraz ciężar moich loków i kiepskie strzyżenie stanowią wystarczającą przeszkodę by zmotywować mnie do szukania zamienników dla dotychczasowych ulubieńców ;)

Wobec tego postanowiłam wymienić dotąd bardzo przeze mnie lubiane odżywki bez spłukiwania Ziaja (z moją ulubioną pomarańczową wersją Intensywne Nawilżanie), bo wszystkie mają w składzie i to dosyć wysoko silikon (Dimethicone) oraz parafinę. W ich miejsce kupiłam Regenerujący krem do włosów Nature Box, dlatego że na moje oko w całym Rossmannie był to jedyny produkt tego typu, a nie miałam głowy do zamawiania czegoś przez internet, „najlepiej” zza granicy i za miliony monet. Ten kosmetyk nie jest może najtańszy (chociaż akurat jest w promocji), ale moje włosy bardzo go polubiły, a w składzie nie ma zakazanych substancji i tylko jeden składnik, którego we włosowej diecie powinnam mieć jak najmniej:

Aqua (Water, Eau), Cetearyl Alcohol, Quaternium-87, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Panthenol, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Propylene Glycol, Glyceryl Stearate, Hydroxyethylcellulose, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ethylhexylglycerin, Citric Acid.

Na koniec dodam jeszcze, że wspominając we wpisie rok temu o odżywkach w piance nie spodziewałam się, że będą aż tak beznadziejne :'D Kupiłam jedną (kawiorową) i nie lubię jej tak bardzo, że chyba pójdzie do kosza, co u mnie jest rzadkością! Dam jej jeszcze kilka szans w różnych konfiguracjach, ale czuję, że z tej mąki nie będzie chleba.


To zdjęcie wygląda dość spektakularnie z taką ilością odżywek Anwen na raz, ale zaraz po wykonaniu tej fotografii cztery miniaturki odłożyłam dla mojej Mamy ♡


Czym odżywiam włosy: ulubione maski i odżywki, równowaga PEH


Większa uwaga związana z unikaniem silikonów wiąże się z tym, że zamierzam porzucić kochaną dotąd maskę Dr. Sante z keratyną. Przychodzi mi to tym łatwiej, że znalazłam ostatnio dwie inne odżywki, po których great hair day mam praktycznie gwarantowany – a to był główny powód dla którego trzymałam się tego konkretnego produktu mimo dwóch silikonów i jednego quaternium w składzie.

Ponadto od czasu mojego ostatniego wpisu wycofano ze sprzedaży moją ulubioną nawilżającą odżywkę Isana. Reszta na szczęście pozostaje bez zmian, więc przykładowo moją ulubioną maską emolientową pozostaje „anwenówka”: maska do włosów wysokoporowatych (tutaj!) (a na drugim miejscu Biovax Naturalne Oleje).

Wzięłam się natomiast za poszukiwania dobrych odżywek i w dwóch seriach (za każdym razem przy innej promocji) kupiłam wszystkie odżywki Anwen w wersjach mini, które moim zdaniem są idealne do testów. Otwierałam je i wypróbowywałam metodycznie, powoli, nie wszystkie na raz i na przykład Proteinowa Magnolia wciąż jeszcze leży zaplombowana.

Pozostałe odżywki proteinowe oraz emolientowe mam już wybadane i co ciekawe, idealnie sprawdził się u mnie dobór do porowatości! W przypadku masek tak nie było, bo maska do średnioporowatych była dla mnie „tylko” fajna i to w tej do wysokoporowatych się zakochałam. Tymczasem wśród odżywek ukochałam właśnie Proteinową Zieloną Herbatę do średniej porowatości, a odżywki do wysokoporków (Proteinowa Orchidea oraz Emolientowa Róża) są u mnie poprawne, ale bez szału. Nie pojawią się w denku, bo opakowania z resztkami produktów oddam mojej Mamie, która akurat ma włosy bardzo wysokoporowate i powinna się w nich zakochać. Trafią do niej też końcówki odżywek do średnioporowatych (chcę żeby wypróbowała je tak na wszelki wypadek!) oraz końcówka uniwersalnej odżywki humektantowej (Nawilżający Bez), bo ja zakochałam się w niej tak, że kupiłam sobie pełnowymiarowe opakowanie ♡

Tak więc moje własne zapasy odżywek na ten moment to dwie duże odżywki Anwen które kocham, jedna mała co do której jeszcze wyrabiam sobie zdanie (Irys) i jedna mała nieotwarta (Magnolia).

W planie minimum mogłabym mieć tutaj równowagę PEH zapewnioną: proteiny w Zielonej Herbacie i ewentualnie w Magnolii), emolienty w masce Kiełki Pszenicy i Kakao lub irysowej odżywce, no i oczywiście humektanty w Bzie. Ale jak wiecie, ja bardzo lubię raz na jakiś czas mocno doproteinować włosy metodą wcierania. Niestety, metoda ta zjada bardzo dużo produktu i trochę będzie mi tutaj szkoda kosmetyków Anwen, które takie najtańsze nie są. Dlatego na celowniku mam jeszcze poszukiwania taniej maski z keratyną zgodnej z CG (dopuszczam quaty w rozsądnej ilości, ale na pewno bez silikonów czy alkoholu) i w cenie tak do 8 zł/100 ml. Jeśli taką kojarzycie, to koniecznie dajcie mi znać!

Aha, w zapasach mam jeszcze maskę Nacomi, ale nawet jej nie otworzyłam – dorzuciłam ją do zakupów żeby mieć darmową przesyłkę ;)


Maskę Nacomi można kupić tutaj, a co do odżywek Anwen to jeśli macie średnioporowate włosy to na ten moment polecam szczególnie Nawilżający Bez (tu!) oraz Proteinową Zieloną Herbatę (tu!).  Wysokoporkom zamiast Herbaty powinna sprawdzić się Proteinowa Orchidea (tu!) oraz Emolientowa Róża (tu!), no i oczywiście koniecznie obłędny Bez. Jeśli wolicie nie brać od razu dużych opakowań, to polecam w sklepie Anwen zestawy miniaturek (bo sama od tego zaczęłam) ♡



Łagodne mycie oraz doraźne oczyszczanie


Zacznę od negatywu: jestem na siebie zła. Intensywnie denkowałam moje mocne szampony i peelingi, żeby przy okazji zakupów u Anwen bez wyrzutów sumienia dorzucić do zakupów jej peelingujący szampon oczyszczający Mint It Up (o, ten!). I wiecie co zrobiłam? Zapomniałam go wrzucić do koszyka. Nie mam przez to w tej chwili żadnego mocniejszego zdzieraka. Muszę teraz sprawdzić czy znajdę ten produkt w jakimś sklepie gdzie mogłabym dokupić też inne rzeczy (może Triny, może jakaś apteka...), a jak nie to po prostu kupię kolejne opakowanie Natur Vitala na wypadanie włosów. Ale jestem wściekła, bo właśnie na lato chciałam mieć taki fajny, orzeźwiający miętowy szampon ;<

Natomiast nie zapomniałam kupić obu nowych łagodnych szamponów Anwen i na razie jednego nie otworzyłam (Pomarańcza i Bergamotka), a drugi (Brzoskwinia i Kolendra) testuję od paru myć i tu chyba miłości nie będzie: jest dla mnie po prostu o wiele za mało wydajny. Jeśli jakimś cudem druga wersja nie zaskoczy mnie pod tym względem, to wrócę po prostu do szamponu Fitokosmetik, który KOCHAM!!!

Na długości myję włosy właściwie wyłącznie Kallosem Color, bo to jedyny Kallos bez silikonów w składzie. Mimo miłości do wersji Keratin i Algae postanowiłam je na razie odstawić, acz chętnie wróciłabym do nich gdybym na przykład trafiła na dobrego fryzjera i włosy trochę odbiłyby od nasady!




Niezbędniki: oleje, serum na końcówki, suchy szampon


Praktycznie co tydzień muszę raz użyć suchego szamponu i jak dotąd nie było dla mnie opcji lepszej niż Batiste dla brunetek. W opakowaniu które widzicie na zdjęciu zostało mi może na jedno użycie, a potem w ruch pójdzie suchy szampon Toni&Guy który dostałam w spadku od koleżanki z pracy. Będzie to mój pierwszy nie-ciemny suchy szampon od bardzo dawna, więc ciekawa jestem czy w ogóle będę chciała go używać.

Oczywiście podstawą mojej pielęgnacji pozostaje też olejowanie włosów. Odkąd w dobrej cenie kupiłam sobie olej konopny (podobny tutaj), rzepakowy kompletnie poszedł w odstawkę, choć oba lubię po równo. Natomiast od paru myć stosuję też olej do średnioporowatych włosów od Anwen i wstępnie jestem pełna nadziei. A kupić go można tutaj.

Jej serum na końcówki Happy Ends (klik!) mam dłużej, bo kupiłam je bodajże na promocji walentynkowej. Na razie z czystej ciekawości testuję je solo, to znaczy bez „domykania” go silikonowym serum na wierzch. Końcówki po styczniowym podcięciu są moim zdaniem bez zarzutu, ale zobaczymy jak długo się ten stan utrzyma oraz jak serum zachowa się gdy dorzucę jeszcze coś silikonowego. Wstępnie jestem na tak.

Inne


Nie stosuję obecnie masaży ani wcierek do włosów, a suplementuję wyłącznie to co przyjmuję ogólnie dla zdrowia i nie biorę nic konkretnie włosowego. Mam w zbiorach pojedyncze produkty, których z różnych powodów nie pokazuję we wpisie:

  • nawilżająca mgiełka z Biedronki, której nie zdążyłam użyć,
  • dwie stare wcierki, które stoją i czekają na zmiłowanie,
  • spray ochronny na słońce, którego w tym sezonie jeszcze nie używałam,
  • nielubiana pianka do włosów o której wspomniałam wcześniej...


Więc właściwie to wszystko. Sama jestem zaskoczona, że w dwóch zamówieniach skompletowałam praktycznie cały asortyment sklepu Anwen ;D I teraz czekam tylko aż Ania wypuści tanią odżywkę do mycia w litrowych słojach, bo na  takie rzeczy jak żel do włosów czy krem do loków nie śmiem nawet liczyć.

Zadania, które wyznaczam sama sobie to:

- poszukiwania znającego się na rzeczy fryzjera,

- denkowanie produktów nielubianych (żel Kallos, pianka Biovax) i niezgodnych z CG (maska Dr. Sante),

- znalezienie taniej CG-maski z keratyną do wprasowywania we włosy,

- ogarnięcie sytuacji z szamponami: wybranie któregoś zdzieraka (Natur Vital lub Anwen) i decyzja przy którym szamponie łagodnym zostaję (któryś Anwen czy Fitokosmetik),

- dokładne testy serum Happy Ends, ewentualne dokupienie drugiego produktu (na oku mam jedwab Green Pharmacy).

***


W tekście umieściłam linki afiliacyjne: to oznacza, że jeśli po kliknięciu w nie dokonacie zakupu, niewielki odsetek od transakcji trafi do mnie nie podnosząc jednocześnie ceny Waszego produktu. Za każde takie kliknięcie serdecznie Wam dziękuję! ^^

Ogólnie rzecz biorąc jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z miejsca, w którym jestem pod kątem kosmetycznym. Największą kością w gardle stoi mi brak sprawdzonej fryzjerki. W najgorszym razie podejdę do tego jak do pielęgnacji: będę na każde cięcie chodzić gdzie indziej aż wreszcie trafię na kogoś, kto zrobi to dobrze. Więc życzcie mi dużo cierpliwości...

A może macie dla mnie jakieś polecajki, także kosmetyczne?
Szczególnie przydatne byłyby dla mnie tanie maski z keratyną, ale oczywiście nie tylko :)

Buziaki!

Ania


22 komentarze:

  1. Widać że pielęgnacja działa, bo włosy są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swego czasu uwielbiałam Kallosa Color, ale obecnie wszystkie maski przetłuszczają mi włosy, nawet jak nakładam je od połowy ucha lub niżej:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale śliczne wlosy i ten skręt😀 cudo. Kochana a czy tabletki biotebal będą ok aby trochę podratować włosy. Chodzi mi głównie o wychowanie nowych babyhair i ogólne wzmocnienie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie spotkałam na swojej drodze fryzjera, który zna się na cięciu loków :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię suche szampony tej marki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. kocham te maske do wysokoporow od Anwen! :) a kallosa color uzywam jako baze do czegos ciekawszego - dodaje sobie oleje, zoltko czy make lub zmywam nim olej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wyrzucaj odżywki w piance, może uda nam się spotkać zanim straci ważność ;D. A może kup keratynę np. w ZSK i dolej sporo do pierwszej lepszej "zgodnej" maski?

    OdpowiedzUsuń
  9. Masek Kallos moje włosy chyba nie lubią. Za to jestem ciekawa jakby się u mnie sprawdziły odżywki Anwen :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kallosa lubię proteinowego, ale tylko raz w tygodniu, bo moje włosy są na proteiny bardzo wrażliwe. Moje pielęgnacja też się opiera na PEH, ale jakoś tam bardziej przez małe p (mniej protein), więcej emolientów i humektantów.
    Jak pewnie wiesz, z odżywkami od Anwen się nie polubiłam. Szkoda, że nie wiedziałam, że tak się dobrze u Ciebie sprawdzą, bo z przyjemnością bym Ci je oddała.
    Wczoraj widziałam stacjonarnie w Auchan kosmetyki Anwen, ten miętowy szampon i ogólnie duży wybór naturalnych kosmetyków do włosów.
    No i Twoje włosy, ale długie ;D Pięknie się prezentują <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Aniu, jak sądzisz, czy Sunozon Med żel przeciwsłoneczny SPF 50 może być tańszą alternatywą dla Antheliosa? A raczej czy nie zrobi mi krzywdy?

    Jego skład przedstawia się następująco:
    Aqua, Octocyrylene, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Salicylate, Titanium Dioxide (nano), VP/Hexadecene Copolymer, Acrylates Copolymer, Tocopheryl Acetate, Carnosine, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Dimethicone, Silica, Hydrogen Dimethicone, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Caprylyl Glycol, Caprylhydroxamic Acid, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA.

    OdpowiedzUsuń
  12. Odżywki Anwen kupiłam jak jeszcze nie było miniaturek i były to bez, zielona herbata, magnolia i irys. Orchideę i różę mam już w miniaturce. Nie próbowałam tylko zielonej herbaty, a wszyscy ją chwalą, więc jestem ciekawa jak będzie u mnie. Najlepsza z pozostałych dla moich prostych i średnioporowatych włosów to magnolia zarówno pod względem działania jak i zapachu. Zapachowo róża u mnie odpada. I serum na końcówki też... Zużywam je bo przecież nie wyrzucę, ale nie kupię ponownie z powodu zapachu i formuły, bo jednak wolę sera płynne. Nr jeden ze wszystkiego co miałam od Anwen to szampon peelingujący - jestem w trakcie drugiego opakowania, a trzecie czeka już w szafce :) Trochę trudno go wymyć z włosów, ale daję radę ;) Szamponów delikatnych nie miałam, ale odkąd wiem że są to mam straszną chęć kupić :) A co do masek to miałam tylko próbki i nic mnie nie zachwyciło. Gdyby nie były takie drogie to spróbowałabym z pełnowymiarową, ale na razie i tak jestem w trakcie zużywania zapasów.

    OdpowiedzUsuń
  13. A jeśli chodzi o maskę keratynową to może lepiej dolać sobie keratyny do jakiejś niedrogiej maski? I takiej która zagłuszy zapach keratyny ;)
    Jestem właśnie na etapie chodzenia za każdym razem do innego fryzjera... :/
    Zapomniałam zapytać dlaczego piszesz o "domykaniu" serum Happy Ends czymś silikonowym? Przecież są w nim silikony. Albo się nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajny wpis, jednak bardzo zainteresowała mnie opinia Gosi. Ponieważ zwróciła uwagę na ciekawe aspekty. Ciepło pozdrawiam, z przyjemnością będę śledziła dalej tą ciekawą dyskusje.

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam kiedyś tę odżywkę, bardzo mi pasowała i w sumie nie pamiętam czemu przestałam używać :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znam tych produktów, ale przydałoby się coś dobrego dla moich włosów.

    OdpowiedzUsuń
  17. Cześć Aniu, mam do Ciebie ogromną prośbę, od lat leczę się z trądziku zaskórnikowego, na szczęście sytuacja od kilku miesięcy była ok. stosowałam krem z sesdermy azelac na dzień i tonik z the ordinary z kwasem glikolowym na noc. I nagle mam mega wysyp podkórnych grudek, nie może tego w żaden sposób opanować mam 26 lat i za 2 miesiące ślub. Myślałam spróbować żel akneroxid 5, ale czytałam o nadtlenku i trochę się boje tego starzenia ( w czasach szkolnych brevoxyl działał na mnie bardzo dobrze) powiedz mi Kochana czy jest sposób na uratowanie mojej twarzy w tak krótkim czasie i na dodatekw lato?;(
    pozdrawiam Emilia

    OdpowiedzUsuń
  18. Lubię Nature Boxa, bardzo fajne mają linie i nie są drogie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ładny efekt uzyskałaś! Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger