Atopowe zapalenie skóry (AZS): jakich składników szukać, kosmetyki naturalne, plan pielęgnacji.

11/26/2018

Atopowe zapalenie skóry (AZS): jakich składników szukać, kosmetyki naturalne, plan pielęgnacji.



W poprzednim wpisie opowiedziałam Wam o atopowym zapaleniu skóry wszystko, co wydało mi się ciekawe i/lub przydatne z perspektywy pacjenta (i nie tylko) na temat samej choroby i ogólnych zasad radzenia sobie z nią.

Dzisiaj chciałabym pomówić o konkretach, czyli o kosmetykach do stosowania na skórę dotkniętą AZS. Co stanowi podstawę ich składu, jakich dodatkowych składników możemy w nich szukać? Do dzieła!



Bazę emolientów powinny stanowić substancje obojętne dla skóry


Olej mineralny, parafina, silikony


A takimi substancjami są właśnie wymienione w nagłówku powyżej składniki. Wraz z konserwantami z grupy parabenów mamy tu czterech Jeźdźców Apokalipsy urodowej blogosfery, bo aktualnie panuje moda na maksymalne demonizowanie tych składników: zarzuca się im wiele, ale najczęstszym argumentem jest ich syntetyczne pochodzenie, czyli mój ulubiony argument „to sama chemia”. W tym momencie mam dobrą radę: jeśli jeszcze nie znasz mojego tekstu pod tytułem „Dlaczego z ziołami dla zdrowia i urody łączy mnie szorstka miłość? Natura cię nie (zawsze) wyleczy”, to bardzo proszę o zapoznanie się z nim teraz. Nie chciałabym tutaj po raz wtóry (a wliczając liczne komentarze, maile itp. to po raz setny) tłumaczyć, czemu w „sztuczności” składnika nie ma nic złego, a „naturalność” składnika czy kosmetyku nie jest wartością samą w sobie.

Nagonkę na wszystkie te substancje uważam za wysoce szkodliwą, bo wielu producentów prześciga się teraz w „poprawianiu” składów kosmetyków tak, żeby odpowiadały one modzie, a nie temu co tak naprawdę byłoby najlepsze dla pacjenta czy klienta.

A tak się składa, że ze względu na związek atopowego zapalenia skóry z alergiami i z powodu leżącego u podstawy choroby defektu naskórka jako bariery, im bardziej kosmetyk jest obojętny tym lepiej. Naturalne oleje są mniej obojętne od tych syntetycznych, a ziołowe ekstrakty, kompozycje zapachowe (w tym naturalne olejki eteryczne!), barwniki i tak dalej składają się na coraz większe ryzyko.

Kto czyta mojego bloga od dawna ten wie, że ja od zawsze staram się z każdego kosmetycznego przesądu zedrzeć narosłe wokół niego mity i pokazać Wam to, co moim zdaniem jest najbliższe prawdy. A najbliższe prawdy jest to:

jasne, nie chciałabym stosować jako kremu do twarzy czystej wazeliny. Ale gdybym miała atopowe zapalenie skóry albo gdyby moje dziecko na nie chorowało, szukałabym w składzie kosmetyku haseł Paraffinum (liquidum lub sporadycznie solidum), Petrolatum, Cera Microcristallina czy Mineral Oil.

Ceramidy, cholesterol, kwasy tłuszczowe


Są to tłuszcze, które fizjologicznie występują w warstwie rogowej naskórka. Są one aktywnie transportowane za pośrednictwem swoistych receptorów do wnętrza żywych komórek w głębszych warstwach naskórka, a tam podlegają przemianom i następnie wraz z naszymi własnymi lipidami tworzą płaszcz lipidowy bariery naskórkowej [1]. Zdecydowanie warto ich szukać w kosmetykach.

Ceramidy są grupą składników, które mają podobny rdzeń (cząsteczkę sfingozyny), do której przyczepiony jest kwas tłuszczowy (których jest bardzo, bardzo wiele w zależności od ilości atomów węgla w łańcuchu). W związku z tym różnych ceramidów jest kilka i w kosmetykach znajdziecie je po prostu z numerem: Ceramide 1, 3... lub Ceramide I, III... Do grupy ceramidów zaliczamy też sfingozynę czy fitosfingozynę. Im cięższa postać AZS tym bardziej szukałabym ich w składach.

Cholesterol nie jest w kosmetykach zbyt często spotykany, a szkoda. Jeśli już to mamy jego roślinne odpowiedniki: Squalene i Beta-Sitosterol, więc warto mieć je na oku. Natomiast bez problemu można kupić w aptece maść cholesterolową albo eucerynę, która ten cholesterol także zawiera.

Wolne kwasy tłuszczowe (WKT), które występują w skórze i których warto szukać w kosmetykach dla osób z atopowym zapaleniem skóry to Stearic Acid, Isostearic Acid, Lauric Acid, Myristic Acid, Oleic Acid czy Palmitic Acid. Trzeba jednak pamiętać, że sam kwas w wysokim stężeniu może działać drażniąco oraz jest bardzo tłusty, więc często znajdziemy je w wersji która została poddana w laboratorium pewnej obróbce: najczęściej z kwasów tych robi się alkohole tłuszczowe (nie mylić z wysuszającymi alkoholami!) lub się je estryfikuje. Dlatego w kosmetykach znajdziemy także takie nazwy jak Stearic Alcohol, Isostearic Alcohol, Lauric Alcohol, Myristic Alcohol, Oleic Alcohol czy Palmitic Alcohol albo liczne nazwy w których pojawia się końcówka „-ate”: Isopropyl Myristate, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate i wiele innych.

Dużą zaletą stosowania zwłaszcza estrów jest to, że pełnią one w kosmetyku dodatkowo rolę emulgatora lub stabilizatora emulsji, dzięki czemu nie musimy dodawać do formulacji osobnych, być może mniej obojętnych składników o tych właściwościach (albo możemy dodać ich mniej). Dodatkowo alkohole i estry są zwykle lżejsze i mniej tłuste, co też jest ogromną zaletą.



Naturalne oleje roślinne


Jak wiecie, uwielbiam naturalne oleje i ekstrakty w mojej własnej pielęgnacji. Problem polega na tym, że nie każdy powinien mieć to samo podejście: ja nie cierpię na AZS, więc mam łatwiej. Atopik będzie miał pod górkę.

Musimy sobie uświadomić, że surowce naturalne lub organiczne często mogą zawierać w sobie wiele (nawet kilkadziesiąt lub kilkaset) rożnych związków i składników chemicznych. Niektóre z nich są alergenami. Na pewno wiecie, że istnieje lista najważniejszych kosmetycznych alergenów, które producent musi wymienić w INCI nawet, jeśli teoretycznie „mieszczą” się one w innym, bardziej zbiorczym haśle. Przykładowo, w wielu produktach mamy kompozycję zapachową „Parfum”, a po niej osobno wypisane Geraniol, Linalool i inne składniki tej kompozycji: są one wybitnie alergizujące.

No i właśnie 26 potencjalnych alergenów, które należy wykazywać w składzie na opakowaniu kosmetyku to substancje naturalne, które występują w większości naturalnych olejków eterycznych i wyciągów roślinnych. [2]

Moim zdaniem najbezpieczniejszą opcją są tak zwane oleje estrowe. Słynny Caprylic/Capric Triglyceride jest mieszanką kwasów tłuszczowych otrzymanych z oleju kokosowego którą poddano estryfikacji z gliceryną. Oryginalnie otrzymywany jest on z surowca naturalnego i przez to dopuszczony jest do stosowania w eko kosmetykach, ale z drugiej strony jest na tyle oczyszczony i poddany obróbce, że jest niejako roślinnym silikonem. Składnikiem podobnego typu jest Olus Oil, czyli po prostu olej roślinny, składający się głównie z trójglicerydów kwasów tłuszczowych.

Kolejną grupą olei jakie warto rozważyć są te będące źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych czyli NNKT. Tak naprawdę każdy olej naturalny ma jakąś swoją unikatową kompozycję i przez wzgląd na nią może wykazywać tę czy inną zaletę. Oto moi ulubieńcy:

  • wśród olei będących głównie źródłem kwasów omega-9 ja kocham olej rzepakowy (Canola Oil), ale popularne są także olej z awokado (Persea Gartissima Oil) czy ryżowy (Oryza Sativa);
  • znane źródła kwasów omega-6 to na przykład olej winogronowy (Vitis Vinifera Seed Oil), kukurydziany (Zea Mays Seed Oil), z krokosza barwierskiego (Carthamus Tinctorius) czy konopny (Cannabis sativa (Hemp) Seed Oil);
  • najsłynniejsze oleje dostarczające kwasów omega-3 to przede wszystkim olej lniany (Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil) i z lnianki siewnej (tak zwany rydzowy, Camelina Sativa Seed Oil);
  • olej makadamia (Macadamia Ternifolia Seed Oil) ze względu na wysoką zawartość kwasów omega-7. Tylko on i olej rokitnikowy (Hippophae Rhamnoides Oil) mają ich 20%, inne zawierają go znacznie mniej lub najczęściej wcale;
  • oleje będące źródłami kwasu gamma-linolenowego (GLA): przede wszystkim z ogórecznika (Borago Officinalis Seed Oil), czarnej porzeczki (Ribes Nigrum Seed Oil) i wiesiołka (Oenothera Biennis Seed Oil). 

Zastosowanie w kosmetykach na AZS znajdują też oczywiście masła i oleje roślinne oparte o kwasy nasycone, czyli wspomniane wcześniej kwasy: laurynowy, mirystynowy, stearynowy, palmitynowy czy arachidonowy. Najtańsze i najłatwiej dostępne są olej kokosowy i masło shea. 


Dane dotyczące kwasów tłuszczowych w poszczególnych olejach zaczerpnęłam ze świetnych wpisów u Kasi: tu, tu i tu.



W emolientach szukajmy substancji nawilżających (humektantów)


W pewnym sensie już kosmetyk natłuszczający przyczynia się do poprawy nawilżenia skóry: tworząc okluzję nie pozwala wodzie „uciekać” na zewnątrz. Istnieją jednak substancje, które potrafią przy tym wszystkim związać wodę w skórze, bo działają niczym maleńkie gąbeczki chłonące wodę [3]. Takie substancje nazywamy humektantami i wiele z nich naturalnie występuje w naszej skórze. Część z nich możemy wrzucić do worka o nazwie NMF: natural moisturizing factor (naturalny czynnik nawilżający). Kompleks ten składa się w 40% z aminokwasów i kwasu urokainowego, a także z kwasu piroglutaminowego (PCA), mleczanów, mocznika, jonów (chloru, sodu, potasu, wapnia, magnezu, fosforanowych), cukrów i mnóstwa innych substancji organicznych [4].

Wobec tego w INCI emolientów często znajdziemy: konkretne aminokwasy (jak na przykład lizynę, glicynę, kwas glutaminowy: Lysine, Glycine, Glutamic Acid) lub kompozycje pochodzenia roślinnego (na przykład Wheat Amino Acids, Hydrolyzed Wheat Protein), mleczany (Lactic Acid, Sodium Lactate i inne), mocznik (Urea), sole (na przykład Magnesium Sulfate, czyli tak zwaną sól gorzką czy Epsom) oraz różnego rodzaju sacharydy: Glucose, Sorbitol, Sucrose Cocoate...

Do najbardziej skutecznych humektantów należy gliceryna (glicerol), a inne składniki kosmetyków mające właściwości nawilżające to chociażby glikol propylenowy, hydroksykwasy [5], kwas hialuronowy, betaina, fucogel, pochodne aloesu czy miód, przy czym dwa ostatnie mają spory potencjał alergizujący, więc w kosmetykach na AZS raczej ich nie uświadczymy. Skupmy się na szukaniu haseł: Glycerin, Propylene Glycol, Hyaluronic Acid czy składniki z „Hyaluronate” w nazwie, Betaine (nie mylić z Cocamidopropyl Betaine!) czy Biosaccharide Gum-1.


W emolientach szukajmy substancji łagodzących, przeciwświądowych, probiotyków


Jak napisałam w poprzednim tekście, istota AZS częściowo opiera się na stanie zapalnym i ogólnej nadreaktywności skóry na bodźce, które u osoby zdrowej nie wywołałyby objawów. Gdy stan zapalny jest nasilony, lekarz leczy go najczęściej za pomocą sterydów (przede wszystkim miejscowych, ale także doustnych) lub inhibitorów kalcyneuryny (maść Protopic, krem Elidel), a w przypadkach skrajnie ciężkich możliwe jest zastosowanie ciężkiego kalibru immunosupresantów, czyli leków stosowanych typowo u pacjentów chociażby po przeszczepach narządów.

Kiedy leki są potrzebne, to są potrzebne i koniec, kropka. Z tak zwanym zjawiskiem sterydofobii należy walczyć tak samo jak ze stosowaniem tych (czy jakichkolwiek innych) leków lekką ręką. Każdy lek ma określone działania niepożądane i dlatego powinno się je stosować w określonych sytuacjach, a nie powinno się ich stosować gdy tej wyraźnej potrzeby nie ma... wiem, że to może brzmieć jak „oczywista oczywistość”, ale niestety obie szkodliwe skrajności trzymają się mocno.

Najsensowniejszym zachowaniem byłoby tutaj zawalczyć o to, by stan zapalny nasilał się jak najrzadziej. Mogą w tym pomóc właśnie kosmetyki, a konkretnie te zawierające składniki łagodzące podrażnienia.

Najpopularniejsze z nich jak alantoina czy pantenol są nam znane od dawna. O składnikach przeciwświądowych takich jak Octyldodecanol i Polidokanol (Laureth-9) pisałam Wam w recenzji kremu Latopic. Przeciwświądowe działanie wykazuje także tlenek cynku (Zinc Oxide), który w dermatologii stosuje się także na trudno gojące się rany, przewlekłe stany zapalne skóry czy liszaje [6].

Przydatne są także łagodne składniki działające antyseptycznie, zwłaszcza jeśli mamy skłonność do drapania się lub jeśli mamy do czynienia z dziećmi. Przykładem takiej substancji jest chociażby Evosina Na2GP, która w INCI wystepuje jako „Sodium Usnate, Propylene Glycol”. Jest to składnik aktywny pochodzenia roślinnego, która ma działać antybakteryjnie przeciw bakteriom Gram+ (włącznie z Staphylococcus epidermidis, Staphylococcus aureus, Bacillus subtilis, Sarcina lutea) [7].

Jak już jesteśmy przy mikrobiocie skóry, to przydatne mogą być też pre- i probiotyki. W Latopicu występowały metabolity pałeczek kwasu mlekowego (Lactobacillus Ferment), ale znanym prebiotykiem jest też Biolin. W INCI widzimy go jako „Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccaride”. Taki cukrowy kompleks stanowi pożywkę dla dobrych bakterii i zmniejsza ryzyko nadkażeń złymi bakteriami.



„Naturalny steryd”: ektoina (Ectoin)


Ektoina łączy w sobie dwie cechy, których chcemy w pielęgnacji skóry atopowej: z jednej strony zwiększa płynność warstwy lipidowej i chroni przed utratą wody z naskórka, a z drugiej: ma zdolność ograniczania procesów zapalnych, zmniejsza rozmiar uszkodzenia DNA, przyspiesza komórkowe mechanizmy naprawcze. W ten sposób zabezpiecza komórki naskórka przed działaniem niesprzyjających czynników środowiska, w tym promieni UV, wysokiej temperatury i suchości. [8]

Agoniści PPAR (receptorów proliferatorów peroksysomów)


Długo zastanawiałam się czy o tym w ogóle pisać, bo na razie jest to pieśń przyszłości, ale w końcu pomyślałam sobie: dobra, może się nie przyda, ale jeśli tak – to przynajmniej będę pierwsza ;)

W cytowanym już uprzednio stanowisku ekspertów Sekcji Dermatologicznej Polskiego Towarzystwa Alergologicznego i Sekcji Alergologicznej Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego możemy przeczytać: „Duże znaczenie w miejscowym leczeniu AZS ma stosowanie nowoczesnych emolientów z agonistami dla receptorów proliferatorów peroksysomów (peroxisome proliferator-activated receptors – PPAR). Są to wysokonienasycone kwasy tłuszczowe, niektóre flawonoidy, które poprzez aktywację swoistych receptorów jądrowych nasilają syntezę endogennych lipidów, poprawiając czynność bariery naskórkowej, a ponadto poprzez hamowanie NF-κB, odpowiedzi Th2, mastocytów i interleukiny 4 wywierają działanie przeciwzapalne zbliżone do kortykosteroidów.

Tłumacząc na polski: pewne substancje nałożone na skórę działają trochę tak, jak sterydy (to znaczy silnie wiążą się z odpowiednimi receptorami wywołując konkretną odpowiedź organizmu), ale ponieważ są to receptory zupełnie innego typu – nie wiążą się z działaniami niepożądanymi typowymi dla preparatów sterydowych.

Ten rodzaj odpowiedzi jest powodem, dla którego warto szukać w kosmetykach nienasyconych kwasów tłuszczowych, o których pisałam wyżej. Także wspomniana wcześniej fitosfingozyna poprzez działanie na receptory PPARα oraz PPARγ ma redukować reakcje zapalne, a dodatkowo hamować rozwój niektórych drobnoustrojów. [9]

Oczywiście bada się także pierwsze konkretniejsze związki: jeśli zobaczycie w składzie kosmetyku rapontycynę albo chociaż ekstrakt z rabarbaru: Rhubarb (Rheum rhaponticum) extract to właśnie o takim flawonoidzie mówimy [10].  Bardzo obiecująco wyglądają też badania nad składnikiem otrzymanym ze słonecznika: Sunflower Oleodistillate [11]

Ogromnie ciekawym (choć wciąż rzadko spotykanym) składnikiem jest pochodna kwasu palmitynowego: Palmitoylethanolamide (PEA), która fizjologicznie obecna jest w naskórku i której ilość w AZS jest drastycznie zmniejszona. Jej stosowanie miejscowe pobudza produkcję własnych lipidów skóry, a ponadto wykazuje ona właściwości przeciwbakteryjne i działa na receptory histaminowe mastocytów, utrudniając ich degranulację: „wyrzut” IgE dający natychmiastową reakcję. [12]

Tym niemniej, dopóki składniki te nie wejdą do mainstreamu najrozsądniej będzie trzymać się tego, co wiemy że działa: czyli przede wszystkim NNKT.



Jak skomponować podstawowy zestaw emolientów dla dziecka?


W przypadku dzieci sprawa wydaje się stosunkowo prosta: potrzebujemy na pewno jednego „myjadła” i jednego „smarowidła”, a do tego przydałby się krem pieluszkowy. Moim zdaniem najlepiej jest zacząć od smarowidła średniego kalibru i dopiero jeśli okaże się on niewystarczający dokupujemy kaliber cięższy i/lub lżejszy, by rozpocząć próby smarowania różnymi ich kombinacjami.

Jeśli okaże się to niewystarczające i jesteśmy pewni, że zachowujemy wszystkie przykazania z poprzedniego wpisu o Podstawach pielęgnacji skóry z AZS, to po miesiącu-dwóch takiej zintensyfikowanej pielęgnacji warto zmienić markę i rozpocząć proces od nowa.

Preparaty myjące w AZS


Są to najczęściej emulsje lub łagodne żele. Emulsje to najczęściej formuły ultradelikatne: na przykładzie emulsji do kąpieli Emolium Dermocare aż 94% jej objętości stanowią emolienty! Preparat ten dodajemy do wypełnionej wodą wanienki, a po krótkiej kąpieli delikatnie osuszamy skórę ręcznikiem (bez pocierania!). Skóra po takiej kąpieli od razu pokryta jest delikatnym filmem, który wzmacniamy i utrwalamy smarując następnie dziecko odpowiednim kosmetykiem.

Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Palmitate, PEG-40 Sorbitan Peroleate, Butyrospermum Parkii Butter, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Canola Oil, Persea Gratissima Oil, Laureth-7 Citrate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Aqua, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate.

Jak widać poza najważniejszą tutaj parafiną i triglicerydami mamy tu też estry tłuszczowe, masło shea, olej makadamia, rzepakowy i z awokado. Emulsję tę można stosować od 1. dnia życia dziecka.


To jest akurat mój prywatny szampon, ale to z powodu mojego ŁZS.

Ciemieniucha a atopowe zapalenie skóry


U większości dzieci nie ma potrzeby używania szamponu, bo można umyć ich główki tym samym olejkiem czy emulsją rozprowadzonymi w wodzie przy kąpieli całego ciała. Ale oczywiście kiedy ich włoski stają się dłuższe i gęstsze (a takie mają niektóre noworodki oraz często dzieci półroczne czy starsze) można sięgnąć po pierwszy szampon dla dziecka. Warto również rozważyć go jeśli u naszej pociechy pojawi się ciemieniucha.

Od pierwszego miesiąca życia można zastosować na przykład szampon nawilżający Emolium Dermocare. Bardzo wysoko mamy tu łagodzący pantenol, emolienty, MNÓSTWO substancji nawilżających i alantoinę. Za podstawę działania złuszczającego odpowiada tu kwas mlekowy, a absolutną wisienką na torcie są dla mnie dość wysoko glukonolakton oraz pod koniec składu pantolakton. Do tego wszystkiego mamy jeszcze ekstrakt z Tephrosia Purpurea.

Aqua, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Decyl Glucoside, Panthenol, Cocamidopropyl Betaine, PEG-75 Shea Butter Glycerides, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, Betaine, Sucrose Cocoate, Gluconolactone, Butylene Glycol, Tephrosia Purpurea Seed Extract, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Wheat Amino Acids, Urea, Diglycerin, Sodium PCA, Hydrolyzed Wheat Protein, Sorbitol, Lysine, Allantoin, Lactic Acid, Polyquaternium-7, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Parfum, PCA, Pantolactone, Potassium Sorbate.

Emolium Dermocare ma w swojej ofercie także żel na ciemieniuchę do stosowania od pierwszego dnia życia. Patrząc na skład widzę znowu pantenol tuż po wodzie, za nim głównie nawilżacze i delikatnie złuszczający kwas laktobionowy i pantolakton oraz alantoinę, a w międzyczasie jeszcze wspomniany wcześniej prebiotyk Biolin.

Aqua, Panthenol, Glycerin, Methylpropanediol, Betaine, Inulin, Hydroxyethylcellulose, Lactobionic Acid, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Pantolactone, Sodium Nitrate.


Natłuszczanie w AZS


Po każdej kąpieli trzeba w ciągu pięciu minut zastosować porządne natłuszczenie, na przykład za pomocą oliwki. Oliwka do ciała Emolium Dermocare ma taki skład jak lubię: bazę stanowi neutralna parafina i trójglicerydy, potem mamy trochę naturalnych olei, cholesterol i skwalan. Jako konserwant mamy tu samą witaminę E, jako regulator kwasowości sam kwasek cytrynowy, a za zapach odpowiada hipoalergiczna kompozycja zapachowa. Po ten produkt możemy sięgać od pierwszego dnia życia maluszka.

Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated Polydecene, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Olus Oil, Oxidized Corn Oil, Camelina Sativa Oil, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum, Citric Acid.


Jeśli zamiast oliwki wolimy coś o większej wchłanialności, możemy wybrać emulsję do ciała. Emulsja z Emolium Dermocare też jest oparta o emolienty, ale mamy tu także nawilżacze, tworzące delikatny film silikony, alantoinę oraz witaminy E i C. Stosujemy od pierwszego dnia życia.

Aqua, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Hydroxyethyl Urea, Methylpropanediol, Glycerin, Polysorbate 60, Phenoxyethanol, Biosaccharide Gum-1, Dimethicone, Trimethylsiloxysilicate, Allantoin, Stearic Acid, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Disodium EDTA, PEG-8, Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid

Jak wspomniałam, będzie nam także potrzebny krem na okolice pieluszkowe. Od pierwszego dnia życia możemy sięgać na przykład po krem przeciw odparzeniom Emolium Dermocare. Na pierwszym miejscu po wodzie ma on tlenek cynku: typowy składnik „barierowy”, lekko antyseptyczny i przeciwświądowy. Również wysoko znajdziemy medyczną lanolinę o wysokim stopniu oczyszczenia, czyli znany i lubiany składnik natłuszczający i kojący skórę. Idealnym dopełnieniem jest zestawienie tych substancji z prebiotykiem, który zadba o rozwój prawidłowej flory bakteryjnej. A wszystko to w bardzo neutralnym miksie emolientów, olei i nawilżaczy; wzbogacone o pantenol, alantoinę, witaminy E i C oraz pantolakton.

Aqua, Zinc Oxide, Isohexadecane, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Palmitate, Lanolin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Glycerin, Canola Oil, Inulin, Cera Microcristallina, Hydrogenated Castor Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Tocopheryl Acetate, Isostearic Acid, Magnesium Sulfate, Panthenol, Paraffin, Allantoin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Pantolactone, BHT, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate.

Jeśli jesteśmy w fazie intensyfikacji leczenia i chcielibyśmy spróbować pielęgnacji warstwowej, albo szukamy po prostu lżejszej konsystencji do smarowania twarzy naszej pociechy, to Emolium Dermocare ma poza oliwką także lżejszy krem. Tym razem poza samymi emolientami mamy tu sporo nawilżaczy: pochodną mocznika, fucogel, kwas hialuronowy i nie tylko. Nie zabrakło też kojącej alantoiny czy witamin E i C.

Aqua, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Hydroxyethyl Urea, Glycerin, Methylpropanediol, Polysorbate 60, Dimethicone, Trimethylsiloxysilicate, Biosaccharide Gum-1, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Stearic Acid, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Lactic Acid, Disodium EDTA, PEG-8, Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Sorbitan Oleate.


Domowe sposoby pielęgnacji skóry dotkniętej AZS


Bardziej od tradycyjnych sposobów polecam dermokosmetyki: o ile natłuszczenie jako takie to nie problem, o tyle odbudowanie konkretnych braków bariery naskórkowej, wyciszenie stanu zapalnego, nawilżenie czy prebiotyki to naprawdę inna liga. Na polskim rynku są obecnie dostępne emolienty w różnych formach kosmetycznych i w bardzo zróżnicowanych cenach.

Bywa niestety tak, że koszt ten w połączeniu z całokształtem diagnostyki i leczenia staje się przeszkodą. W takiej sytuacji dobrą opcją są kremy i maści recepturowe (tak zwane „robione” na bazie recepty od dermatologa), które są znacznie tańsze niż gotowe. W kąpieli ma szansę sprawdzić się woda z dodatkiem przygotowanego na bazie mąki ziemniaczanej „krochmalu”. [13] Pamiętajmy tylko, że maści „robione” muszą być przechowywane w lodówce i mają 1-miesięczny termin ważności.


Moi mili, ode mnie to tyle na dzisiaj. Chciałabym przypomnieć Wam, że partnerem dzisiejszego wpisu jest marka Emolium, producent kosmetyków Emolium Dermocare. Myślę, że efekt tej współpracy w postaci dwóch tak obszernych wpisów jest naprawdę fajny i jeśli też tak myślicie – dajcie znać reakcją na fanpage’u :) No i oczywiście podeślijcie oba wpisy wszystkim atopikom (lub ich rodzicom), bo to naprawdę solidna porcja wiedzy.


 Z góry dzięki za wsparcie!

Ania



1. Nowicki R. et al.: Atopowe zapalenie skóry – aktualne wytyczne terapeutyczne. Lekarz POZ 1/2015, s. 41.
2. Kosmopedia: Kosmetyki naturalne.
3. Medycyna Praktyczna: Co powinny zawierać emolienty?
4. Fowler J.: Understanding the Role of Natural Moisturizing Factor in Skin Hydration. Practical Dermatology, July 2012, s. 37.
5. Medycyna Praktyczna: Co..., tamże.
6. Mp.pl: Cynk (tlenek cynku) – opis profesjonalny.
7. Biotechnologia.pl: Evosina Na2GP.
8. Nowicki R.: Atopowe..., op. cit., s. 41-42.
9. Biotechnologia.pl: Zdrowa skóra w każdym wieku!
10. Materiały marki  Provital Group dot. Aquaxtrem™.
11. de Belilovsky Clarence et al.: Sunflower oleodistillate: A topical PPAR-α agonist developed for atopic dermatitis. Journal of the American Academy of Dermatology, Volume 64, Issue 2, AB58. 
12. Nowicki R.: Atopowe..., op. cit., s. 41.
13. Medycyna Praktyczna: Jak pielęgnować skórę dziecka chorego na AZS, jeśli rodzica nie stać na kupienie odpowiedniej ilości emolientów? 
„Ale Znowu Swędzi”, czyli Atopowe Zapalenie Skóry (AZS): czym jest, jak leczyć, co z pielęgnacją?

11/23/2018

„Ale Znowu Swędzi”, czyli Atopowe Zapalenie Skóry (AZS): czym jest, jak leczyć, co z pielęgnacją?


Atopowe zapalenie skóry najprawdopodobniej nie jest i nie będzie Twoim problemem, jeśli jesteś w stanie przeczytać ten tekst samodzielnie: wśród osób dorosłych jest to choroba rzadka, bo dotykająca zaledwie 0,9-1,4% populacji [1].

O pielęgnacji włosów po keratynowym prostowaniu raz jeszcze.

11/15/2018

O pielęgnacji włosów po keratynowym prostowaniu raz jeszcze.





Ponad półtora roku temu wrzuciłam na bloga tekst o kosmetykach, które uważam za dobrą alternatywę dla specjalistycznych preparatów do stosowania po keratynowym prostowaniu. Wpis się spodobał bardzo, czego dowodzi fakt że zawsze dumnie pręży się w belce najchętniej czytanych postów (po prawej) ;) Dostałam od Was dużo prywatnych wiadomości, że porady tam zawarte bardzo się Wam przydały co cieszy mnie tym bardziej, że był to post wyjątkowo subiektywny: sama keratynowego prostowania nigdy nie robiłam (acz nie wykluczam) i przegląd kosmetyków wynikał głównie z doświadczeń na włosach mojej mamy, która akurat ten zabieg wykonywała kilkukrotnie.
 
Trudny kompromis w slow fashion dotyczy obuwia. A oto dlaczego.

11/08/2018

Trudny kompromis w slow fashion dotyczy obuwia. A oto dlaczego.



Dobrej jakości buty to rzecz, w którą warto zainwestować – to hasło, z którym zgadza się chyba każdy, kto dobrej jakości obuwie nosi. Zacznijmy od kwestii zdrowotnej: dobrze zaprojektowany but o odpowiedniej wysokości obcasa, sztywniejszej cholewce czy innych walorach konstrukcyjnych potrafi poprawić nam dzień jak mało co! Ten, komu zdarzyło się spędzić cały dzień na nogach w niewygodnym obuwiu wie co mam na myśli. I nie chodzi mi tylko o niebotycznie wysokie obcasy! Płaskie jak naleśnik trampki czy baleriny o podeszwie tak cienkiej, że czujemy przez nią każdą nierówność chodnika też potrafią dać nieźle w kość. Nie zapominajmy też o odpowiednio wyprofilowanym wnętrzu buta. Na dobrej konstrukcji obuwia zyskują nie tylko nasze stopy same w sobie, ale i kręgosłup. Szczerze mówiąc dla mnie samo zdrowie i wygoda to kwestie wystarczająco ważne, by trzymać się butów wyższej jakości.

„Wszystko, co powiedziano Ci na temat plastiku to nieprawda – recycling nie jest odpowiedzią” | O zasadzie 3R (3U)

11/01/2018

„Wszystko, co powiedziano Ci na temat plastiku to nieprawda – recycling nie jest odpowiedzią” | O zasadzie 3R (3U)




„Idź do kuchni, otwórz swoją lodówkę i szafki, i wyjmij wszystko co zrobione jest z plastiku. Woreczki makaronu, ryżu (czy komosy, jeśli to Twoja bajka), butelki z olejem czy kefirem, opakowania sera i wędlin, kartony mleka czy soku, tacki z mięsem czy rybami, torebki szpinaku, trzypaki kiwi, pudełka z pomidorkami koktajlowymi, słoiczki na zioła (a przynajmniej ich pokrywki), butelki z płynem do naczyń, gąbki (opakowania, a często i same gąbki). Lista nie ma końca – a to tylko jedno pomieszczenie.”
Recenzja: naturalny krem regulujący bez kwasów. Kosmetyki DLA, krem na noc Niszcz Pryszcz

10/28/2018

Recenzja: naturalny krem regulujący bez kwasów. Kosmetyki DLA, krem na noc Niszcz Pryszcz



Czy pamiętacie może mój wpis zatytułowany „Recenzja: krem regulujący za dychę. Synoptis Pharma, Cera+ Solutions: Krem do skóry trądzikowej.”? Myślę, że wiele z Was będzie go kojarzyć, bo długo potem dostawałam od Was pytania o to gdzie stacjonarnie dostać krem, który bez kwasów, retinoidów i innych mocnych składników wykazuje porządne działanie przeciwtrądzikowe.

(przyspieszone) Półroczne denko!

10/25/2018

(przyspieszone) Półroczne denko!





Ostatni post tego typu pojawił się na blogu w czerwcu i generalnie nie planowałam robić wpisów na ten temat częściej niż dwa razy w roku, bo trochę to jednak rozcieńcza ogólną tematykę mojego bloga. Ale tym razem zrobię wyjątek, z przyczyny tak prozaicznej że bardziej się nie da: najprawdopodobniej w ciągu najbliższego miesiąca przeprowadzam się i wiecie co? Nie wyobrażam sobie targać ze sobą pudła pustych opakowań po kosmetykach! A więc podsumujemy je teraz, opakowania pójdą do kosza, a ja będę miała trochę gratów do zabrania mniej. Dobry pomysł? Tak myślę.

Wróćmy do korzeni, czyli o detoksie skóry raz jeszcze.

10/20/2018

Wróćmy do korzeni, czyli o detoksie skóry raz jeszcze.





Detoks skóry, oczyszczanie jej, odtruwanie to oczywiście słowa-klucze, które z prawdą nie mają wiele wspólnego. Ale ale, przecież pisałam o tym – uwaga – w pierwszym poście na blogu, o tutaj!

Teraz pytanie za sto punktów: kto pamięta ten tekst? Czy są na sali Czytelniczki, które są ze mną od samego początku? :)

Wróćmy jednak do tematu i porozmawiajmy o detoksie skóry po raz kolejny. Dzisiaj piszę ten artykuł z perspektywy setek wiadomości jakie wymieniłam z Wami dyskutując nad Waszymi planami pielęgnacyjnymi.

Podstawową trudnością jaką zauważam w Waszych perypetiach są problemy z określeniem typu cery.

To tak naprawdę temat na osobny wpis, ale chciałabym przytoczyć kilka przykładów:

  • nieśmiertelny problem naddiagnozowania skóry trądzikowej na podstawie samej obecności porów wypełnionych treścią rogową, zwłaszcza na nosie. Pisałam o tym we wcześniejszych tekstach, tutaj! i tutaj! więc nie chciałabym się tutaj specjalnie powtarzać. Pory na nosie, okazjonalny pryszcz związany z cyklem menstruacyjnym czy tłusta skóra na czole NIE są objawami trądziku.

  • klasyfikowanie swojej cery na podstawie wieku: najczęściej w wykonaniu młodych osób wzbraniających się przed używaniem „dorosłych” kosmetyków, ale i w drugą stronę – zdarzało mi się dojrzalszym Czytelniczkom zaproponować kosmetyk teoretycznie skierowany do młodzieży (o fajnych lekko kwasowych tonikach Under Twenty czy Selfie project pisałam w przeglądzie toników z kwasami!) i dostać bardzo zdziwioną odpowiedź. Tymczasem wiek naszej cery nie ma zbyt wiele wspólnego z naszym wiekiem metrykalnym i w 99% przypadków radzę Wam ignorować wszelkie „20/30/40/50+” na opakowaniach. Zajrzyjcie też do tekstu „Pielęgnacja cery 25+” by poczytać o tym więcej.

  • nazywanie cery suchą ze względu na obecność suchych skórek czy uczucia ściągnięcia po myciu, najczęściej jakimś beznadziejnym, SLS-owym żelem aptecznej marki;

  • nazywanie cery tłustą na podstawie świecenia się strefy T po nałożeniu parafinowego kremu i grubej warstwy równie tłustego, skłonnego do warzenia podkładu;

  • wykluczanie prawidłowego typu skóry na podstawie podtypu takiego jak cera dojrzała, wrażliwa czy naczynkowa. Tymczasem te podtypy mogą występować niezależnie od typu podstawowego, ba! mogą występować wszystkie razem. Panie w dojrzalszym wieku o suchej, płytko unaczynionej i wrażliwej skórze nie są bynajmniej rzadkością. Dlatego układanie planu pielęgnacyjnego potrafi być dużym wyzwaniem jeśli chcemy zająć się wszystkimi problemami, a nie tylko wybranymi!


Moim zdaniem najlepszym powszechnie dostępnym narzędziem pomocnym w rozpoznaniu typu cery jest odpowiedni wpis na blogu Kosmostolog, o ten: (klik!)

Ale jeśli przeczytałyśmy ten wpis i dalej nie wiemy, to moim zdaniem wskazane byłoby przeprowadzić opisany już u mnie kiedyś na blogu detoks skóry. Taki reset jest szczególnie wskazany jeśli mamy wrażenie, że:

  • „wszystko nas zapycha”,

  • „skóra reaguje histerycznie na wszystko”,

  • „raz jest taka, a raz taka”,

  • „zaraz utonę pod zakupionymi kosmetykami do pielęgnacji.”




 

Jak przeprowadzić pielęgnacyjny reset skóry?

Pierwszym krokiem będzie zawsze przejrzenie zapasów. Absolutną podstawą musi być dla nas łagodne (!) myjadło do twarzy oraz hydrolat lub prosty płyn micelarny czy tonik. Chociaż zwykle unikam takich kategorycznych stwierdzeń, to tutaj zaryzykuję i powiem: jeśli nie mamy w łazience takich kosmetyków, to prawie na pewno w naszym schemacie pielęgnacyjnym są fundamentalne błędy.

Oczyszczanie


Mam na blogu wpis zatytułowany „Jak wybrać uniwersalne łagodne myjadło do twarzy, ciała czy włosów?”, więc jeśli mamy w domu różne kosmetyki do wyboru to łatwo je przejrzeć pod tym kątem.

Jeśli jednak w łazience mamy to, co często opisujecie w mailach (pastę Ziaja z liśćmi manuka, żele typu Effaclar czy Vichy Normaderm...) to proponowałabym jednak wybrać się na zakupy. Na blogu opisałam mnóstwo fajnych, łagodnych żeli do twarzy, ale na etapie takiego totalnego resetu polecałabym zwrócić uwagę na przykład na Bielenda, CARBO DETOX: Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy. Ma wyjątkowo krótki skład pozbawiony zarówno składników pochodzenia roślinnego, jak i wszystkich innych potencjalnych paskudników.

Skład:
Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Carbon Black, Niacinamide, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Opcją alternatywną albo dopełniającą ten delikatny żel są olejki myjące (hydrofilne). W wersji podstawowej, takiej jak bezzapachowy olejek myjący z Biochemii Urody mają one właściwie tylko trzy składniki: olej, witaminę E i emulgator. To, co mamy dostępne stacjonarnie to produkty o znacznie bardziej złożonych składach:


Miya, Lekki olejek do demakijażu i oczyszczania twarzy, oczu, ust:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Decyl Oleate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Sorbitan Laurate, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum (Fragrance), Limonene.


Bielenda, Botanic Spa Rituals, kremowy olejek do mycia twarzy:
Tripelargonin, Aqua (Water), Betaine, Sorbitol, Glycerin, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate SE, Coco Glucoside, Raspberry Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Persea Gratissima  (Avocado) Oil, Tocopheryl Acetate, Melissa Officinalis Leaf/Ste Extract, Panthenol, Sorbityl Laurate, Xanthan Gum, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Linalool.


Podkreślam, że żadnego z dwóch powyższych olejków nie miałam jeszcze w rękach i zupełnie nie wiem jak się sprawują. Natomiast w planie naszego „resetowego” schematu można je rozważyć jeśli podejrzewamy, że naszej skórze może być bliżej do mieszanej, tłustej, trądzikowej. Jeśli intuicyjnie skłaniamy się ku suchej, wrażliwej, naczynkowej to osobiście radziłabym jednak prosty olejek z emulgatorem a la Biochemia Urody lub zupełnie nic, a więc oczyszczanie jednoetapowe.

Tonizowanie


Absolutnie najprostsze opcje jakie wchodzą w grę to hydrolat lub tonik z octu jabłkowego (przepis tutaj!). Jeśli w przeszłości z pozytywnym skutkiem testowałyśmy kosmetyk tego rodzaju to z całą mocą zachęcam do wybrania właśnie jego zamiast testowania nowości. Jeśli zupełnie nie wiemy co ze sobą począć, a octu jabłkowego nie mamy i nie chcemy mieć, to polecałabym jeden z hydrolatów tolerowanych przez znaczną większość użytkowniczek: lawendowego czy różanego.

☆ Najróżniejsze hydrolaty możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! Make Me Bio lawendowy, Make Me Bio różany, Avebio lawendowy, Avebio różany i wiele innych ☆


Oczywiście w grę wchodzą też toniki i płyny micelarne o prostym składzie. Wśród płynów micelarnych królem krótkiego składu i skuteczności jest Bioderma, SENSIBIO H2O, Płyn micelarny do oczyszczania twarzy i demakijażu lub jego niskobudżetowa wersja: Płyn Micelarny 3w1 do skóry wrażliwej od Garnier (różowy). Z Garnierem powinny uważać te osoby, które podejrzewają że szkodzi im obecność gliceryny w kosmetykach: moim zdaniem zjawisko znacznie rzadsze niż się wydaje, ale oczywiście niemożliwe do wykluczenia. Bioderma jest bez gliceryny, Garnier ją zawiera.


Skład Biodermy:
AQUA/WATER/EAU, PEG-6 CAPRYLIC/CAPRIC GLYCERIDES, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, CUCUMIS SATIVUS (CUCUMBER) FRUIT EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, CETRIMONIUM BROMIDE, DISODIUM EDTA.

Skład Garniera:
Aqua/Water, Hexylene Glycol, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Poloxamer 184, Polyaminopropyl Biguanide (B162919/4).


Jeśli wolałybyśmy coś bez surfaktantów to możemy sięgnąć po prosty tonik: taki ma w ofercie na przykład Resibo albo Jadwiga (Tonik ziołowy dla cery mieszanej). To już są produkty mniej neutralne niż wymienione wyżej, ale moim zdaniem jak najbardziej godne rozważenia.

Skład Resibo:
Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Citrus Aurantium Amara Flower Water, Propanediol, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Rheum Rhaponticum Root Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

☆ Tonik Resibo możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆


Skład Jadwigi:
Aqua, Propylene Glycol, Calendula officinalis Extract, Sodium Citrate, Citric Acid, Chamomilla Recutita Flower, Allantoin, benzyl alcohol, Calendula Officinalis Flower Extract, Benzyl Alcohol.

☆ Tonik Jadwiga możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆


Nawilżanie i odżywianie


W moim oryginalnym wpisie na temat detoksu skóry skupiłam się na odżywianiu jej za pomocą mieszanki oleju i kwasu hialuronowego, które można zamówić w sklepach z półproduktami. Prawda jest jednak taka, że samo złożenie zamówienia jest dla wielu z nas barierą, która nastręcza trochę trudności. Więc choć oczywiście tamtą opinię podtrzymuję, to postanowiłam w końcu wybrać jeden krem, który będzie naszym produktem bazowym.

Chciałam znaleźć coś, co jest naprawdę popularne, łatwo dostępne, przystępne cenowo, a przede wszystkim: zarówno nawilżające, jak i odżywcze; grające z makijażem, nie przesadnie tłuste. Podczas resetu nie czas myśleć o starzeniu, filtrach, kwasach: chcemy ustalić jaka nasza cera jest w stanie zbliżonym do podstawowego.

Swoją drogą, jestem bardzo ciekawa na jaki krem postawiłybyście Wy, moje Czytelniczki, w sporej części blogujące! Co ciekawe, 90% dziewczyn z którymi mailowałam na temat pielęgnacji ma albo miało w swoich zapasach krem-żel z serii Dermedic Hydrain. Osobiście chyba nigdy go nie miałam, ale nie jestem fanką kremów aż tak lekkich: w moim odczuciu ich balans jest tak mocno przesunięty w stronę humektantów, że na wielu cerach dają efekt odwodnienia skóry przez brak wystarczającej okluzji. Nie mówię, że kremy-żele nie sprawdzą się nigdy i u nikogo, ale w ramach resetu raczej nie widzę dla nich miejsca.

Osobiście proponowałabym lekki krem brzozowy Sylveco. Wiem, że może się to wydać dziwne: w przeciwieństwie do większości wyżej wymienionych kosmetyków jest to produkt naturalny, a dodatkowo chyba nigdy nie zachwycałam się nim na łamach Kosmeologiki. Ale jak na krem eko jest on moim zdaniem wyjątkowo mało tłusty i nie zawiera wielu ekstraktów, więc z całego morza najróżniejszych kremów i mazideł wydał mi się opcją najbardziej obiecującą na sam początek.

Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Xylitol, Sorbitan Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid, Sucrose Cocoate, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulinic Acid.

☆ Krem Sylveco możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆

Złuszczanie


Do kosmetyków wymienionych powyżej dodałabym jeszcze peeling enzymatyczny i maseczkę z glinki (najlepiej rhassoul lub różowej) do stosowania według potrzeb: może raz w tygodniu, a może ciut rzadziej lub częściej. Pamiętajmy, że moc peelingu możemy regulować czasem trzymania go na skórze, a maseczkom nie wolno dać zaschnąć na twarzy (regularnie zwilżajmy je wodą!).

Jeśli zastanawiamy się jaki peeling wybrać, to niedawno na blogu ukazał się przegląd świetnych peelingów enzymatycznych. Wersją tanią, dostępną i dość uniwersalną jest zdecydowanie peeling Ziaja Ulga.

☆ Liczne glinki możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! Nacomi ghassoul, różowa od Your Natural Side, a dla leniuszków gotowa rozrobiona z wodą glinka różowa w mniejszej tubie lub rozrobiona ghassoul w większej


Schemat przeprowadzania resetu


Jak wiecie, uważam że w większości przypadków poranne mycie twarzy wodą jest zbędne i wystarczy zastąpić je przetarciem skóry wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Trik ten zalecam szczególnie tym z nas, które podejrzewają u siebie cerę suchą lub mieszaną; zwłaszcza jeśli wieczorne oczyszczanie będzie dwuetapowe (olejkiem oraz łagodnym żelem).

Podsumowując, z naszymi nowo zebranymi kosmetykami postępujemy następująco:

Rano:


(opcjonalnie myjemy twarz),
przecieramy ją hydrolatem, tonikiem lub płynem micelarnym,
nakładamy krem Sylveco.

Wieczorem:

(opcjonalnie oczyszczamy twarz olejkiem),
myjemy ją łagodnym żelem,
tonizujemy hydrolatem, tonikiem lub płynem micelarnym,
wklepujemy krem Sylveco.

Średnio raz w tygodniu:

peeling Ziaja + maseczka z glinki



Na takiej pielęgnacji dajmy sobie miesiąc. Oczywiście jeśli w międzyczasie stanie się coś spektakularnego (uczulenie, niezwykły dla nas wysyp niedoskonałości...) natychmiast wracamy do ostatniej bezpiecznej dla nas konfiguracji. Ale jeśli obserwujemy tylko drobne, być może losowe pogorszenia typu pojedyncza krostka – spróbujmy nie panikować, bo równie dobrze może nie wynikać ona z pielęgnacji, tylko z naszej własnej gry hormonalnej, diety czy stresu.

Po miesiącu powinnyśmy poddać skórę dokładnym oględzinom, chociaż tak naprawdę po takim czasie głowa zazwyczaj sama z siebie puchnie nam od wniosków i przemyśleń. Obraz jest najczęściej zupełnie jasny, a ponieważ większość z nas ma cerę mieszaną to często okazuje się, że z tak ułożonym schematem pielęgnacyjnym tak naprawdę nic wielkiego nie trzeba robić. Co innego, jeśli chcemy odpowiedzieć na jakieś bardziej wyszukane potrzeby: na przykład płytkie unaczynienie skóry czy prewencję starzenia. W takiej sytuacji startujemy z bardzo wygodnego miejsca i możemy ostrożnie wprowadzać nowości takie jak serum z witaminą C czy delikatny tonik z kwasami PHA.

Jeśli są jednak obszary naszej skóry, z których ewidentnie nie jesteśmy zadowolone, to powinnyśmy w pierwszej kolejności skupić się na odpowiednich krokach:

  • cera lub niektóre jej miejsca są za suche, ściągnięte? To prawdopodobnie cera sucha lub mieszana w stronę suchej. Przede wszystkim upewnijmy się, czy pijemy 1,5-2 l wody dziennie. Następnie warto zastanowić się, czy mycie wodą jest jej w ogóle potrzebne; przyda się też pielęgnacja warstwowa oparta o nawilżające sera i esencje. Na rynku jest też tyle innych kremów nawilżających, że warto je przetestować i sprawdzić, czy któryś nie sprawdzi się lepiej niż Sylveco.


  • na cerze jest wiele wyprysków objętych stanem zapalnym? Najprawdopodobniej nie obędzie się bez leczenia u dermatologa, ale jeśli problem nie jest mocno nasilony to moim zdaniem warto przedtem spróbować ogarnięcia go pielęgnacją. Umiejętne połączenie niektórych dermokosmetyków, peelingów kwasowych czy dostępnych bez recepty kosmetyków opartych o pochodne retinoidów wraz z dobrze uporządkowaną bazą pielęgnacji potrafi zmniejszyć problem na tyle mocno, że terapia ograniczy się tylko do ewentualnych leków do stosowania miejscowego. Daleko mi od demonizowania retinoidów doustnych czy tetracyklin, ale przed podjęciem takiej decyzji warto chociaż sprawdzić ile da się uzyskać bez nich.


Miałam mieszane uczucia czy w ogóle wypada napisać tekst na ten sam temat co 4,5 roku wcześniej, ale mam wrażenie że dodałam tutaj naprawdę dużo informacji i dlatego mam wielką nadzieję, że wpis się Wam przyda. Dajcie znać jak się podobał czy to w komentarzu, czy to za pomocą reakcji na Facebooku, o tutaj :)

Ależ się za Wami stęskniłam!
Ania

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger