Wróćmy do korzeni, czyli o detoksie skóry raz jeszcze.

10/20/2018

Wróćmy do korzeni, czyli o detoksie skóry raz jeszcze.





Detoks skóry, oczyszczanie jej, odtruwanie to oczywiście słowa-klucze, które z prawdą nie mają wiele wspólnego. Ale ale, przecież pisałam o tym – uwaga – w pierwszym poście na blogu, o tutaj!

Teraz pytanie za sto punktów: kto pamięta ten tekst? Czy są na sali Czytelniczki, które są ze mną od samego początku? :)

Wróćmy jednak do tematu i porozmawiajmy o detoksie skóry po raz kolejny. Dzisiaj piszę ten artykuł z perspektywy setek wiadomości jakie wymieniłam z Wami dyskutując nad Waszymi planami pielęgnacyjnymi.

Podstawową trudnością jaką zauważam w Waszych perypetiach są problemy z określeniem typu cery.

To tak naprawdę temat na osobny wpis, ale chciałabym przytoczyć kilka przykładów:

  • nieśmiertelny problem naddiagnozowania skóry trądzikowej na podstawie samej obecności porów wypełnionych treścią rogową, zwłaszcza na nosie. Pisałam o tym we wcześniejszych tekstach, tutaj! i tutaj! więc nie chciałabym się tutaj specjalnie powtarzać. Pory na nosie, okazjonalny pryszcz związany z cyklem menstruacyjnym czy tłusta skóra na czole NIE są objawami trądziku.

  • klasyfikowanie swojej cery na podstawie wieku: najczęściej w wykonaniu młodych osób wzbraniających się przed używaniem „dorosłych” kosmetyków, ale i w drugą stronę – zdarzało mi się dojrzalszym Czytelniczkom zaproponować kosmetyk teoretycznie skierowany do młodzieży (o fajnych lekko kwasowych tonikach Under Twenty czy Selfie project pisałam w przeglądzie toników z kwasami!) i dostać bardzo zdziwioną odpowiedź. Tymczasem wiek naszej cery nie ma zbyt wiele wspólnego z naszym wiekiem metrykalnym i w 99% przypadków radzę Wam ignorować wszelkie „20/30/40/50+” na opakowaniach. Zajrzyjcie też do tekstu „Pielęgnacja cery 25+” by poczytać o tym więcej.

  • nazywanie cery suchą ze względu na obecność suchych skórek czy uczucia ściągnięcia po myciu, najczęściej jakimś beznadziejnym, SLS-owym żelem aptecznej marki;

  • nazywanie cery tłustą na podstawie świecenia się strefy T po nałożeniu parafinowego kremu i grubej warstwy równie tłustego, skłonnego do warzenia podkładu;

  • wykluczanie prawidłowego typu skóry na podstawie podtypu takiego jak cera dojrzała, wrażliwa czy naczynkowa. Tymczasem te podtypy mogą występować niezależnie od typu podstawowego, ba! mogą występować wszystkie razem. Panie w dojrzalszym wieku o suchej, płytko unaczynionej i wrażliwej skórze nie są bynajmniej rzadkością. Dlatego układanie planu pielęgnacyjnego potrafi być dużym wyzwaniem jeśli chcemy zająć się wszystkimi problemami, a nie tylko wybranymi!


Moim zdaniem najlepszym powszechnie dostępnym narzędziem pomocnym w rozpoznaniu typu cery jest odpowiedni wpis na blogu Kosmostolog, o ten: (klik!)

Ale jeśli przeczytałyśmy ten wpis i dalej nie wiemy, to moim zdaniem wskazane byłoby przeprowadzić opisany już u mnie kiedyś na blogu detoks skóry. Taki reset jest szczególnie wskazany jeśli mamy wrażenie, że:

  • „wszystko nas zapycha”,

  • „skóra reaguje histerycznie na wszystko”,

  • „raz jest taka, a raz taka”,

  • „zaraz utonę pod zakupionymi kosmetykami do pielęgnacji.”




 

Jak przeprowadzić pielęgnacyjny reset skóry?

Pierwszym krokiem będzie zawsze przejrzenie zapasów. Absolutną podstawą musi być dla nas łagodne (!) myjadło do twarzy oraz hydrolat lub prosty płyn micelarny czy tonik. Chociaż zwykle unikam takich kategorycznych stwierdzeń, to tutaj zaryzykuję i powiem: jeśli nie mamy w łazience takich kosmetyków, to prawie na pewno w naszym schemacie pielęgnacyjnym są fundamentalne błędy.

Oczyszczanie


Mam na blogu wpis zatytułowany „Jak wybrać uniwersalne łagodne myjadło do twarzy, ciała czy włosów?”, więc jeśli mamy w domu różne kosmetyki do wyboru to łatwo je przejrzeć pod tym kątem.

Jeśli jednak w łazience mamy to, co często opisujecie w mailach (pastę Ziaja z liśćmi manuka, żele typu Effaclar czy Vichy Normaderm...) to proponowałabym jednak wybrać się na zakupy. Na blogu opisałam mnóstwo fajnych, łagodnych żeli do twarzy, ale na etapie takiego totalnego resetu polecałabym zwrócić uwagę na przykład na Bielenda, CARBO DETOX: Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy. Ma wyjątkowo krótki skład pozbawiony zarówno składników pochodzenia roślinnego, jak i wszystkich innych potencjalnych paskudników.

Skład:
Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Carbon Black, Niacinamide, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Opcją alternatywną albo dopełniającą ten delikatny żel są olejki myjące (hydrofilne). W wersji podstawowej, takiej jak bezzapachowy olejek myjący z Biochemii Urody mają one właściwie tylko trzy składniki: olej, witaminę E i emulgator. To, co mamy dostępne stacjonarnie to produkty o znacznie bardziej złożonych składach:


Miya, Lekki olejek do demakijażu i oczyszczania twarzy, oczu, ust:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Decyl Oleate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Sorbitan Laurate, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum (Fragrance), Limonene.


Bielenda, Botanic Spa Rituals, kremowy olejek do mycia twarzy:
Tripelargonin, Aqua (Water), Betaine, Sorbitol, Glycerin, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate SE, Coco Glucoside, Raspberry Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Persea Gratissima  (Avocado) Oil, Tocopheryl Acetate, Melissa Officinalis Leaf/Ste Extract, Panthenol, Sorbityl Laurate, Xanthan Gum, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Linalool.


Podkreślam, że żadnego z dwóch powyższych olejków nie miałam jeszcze w rękach i zupełnie nie wiem jak się sprawują. Natomiast w planie naszego „resetowego” schematu można je rozważyć jeśli podejrzewamy, że naszej skórze może być bliżej do mieszanej, tłustej, trądzikowej. Jeśli intuicyjnie skłaniamy się ku suchej, wrażliwej, naczynkowej to osobiście radziłabym jednak prosty olejek z emulgatorem a la Biochemia Urody lub zupełnie nic, a więc oczyszczanie jednoetapowe.

Tonizowanie


Absolutnie najprostsze opcje jakie wchodzą w grę to hydrolat lub tonik z octu jabłkowego (przepis tutaj!). Jeśli w przeszłości z pozytywnym skutkiem testowałyśmy kosmetyk tego rodzaju to z całą mocą zachęcam do wybrania właśnie jego zamiast testowania nowości. Jeśli zupełnie nie wiemy co ze sobą począć, a octu jabłkowego nie mamy i nie chcemy mieć, to polecałabym jeden z hydrolatów tolerowanych przez znaczną większość użytkowniczek: lawendowego czy różanego.

☆ Najróżniejsze hydrolaty możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! Make Me Bio lawendowy, Make Me Bio różany, Avebio lawendowy, Avebio różany i wiele innych ☆


Oczywiście w grę wchodzą też toniki i płyny micelarne o prostym składzie. Wśród płynów micelarnych królem krótkiego składu i skuteczności jest Bioderma, SENSIBIO H2O, Płyn micelarny do oczyszczania twarzy i demakijażu lub jego niskobudżetowa wersja: Płyn Micelarny 3w1 do skóry wrażliwej od Garnier (różowy). Z Garnierem powinny uważać te osoby, które podejrzewają że szkodzi im obecność gliceryny w kosmetykach: moim zdaniem zjawisko znacznie rzadsze niż się wydaje, ale oczywiście niemożliwe do wykluczenia. Bioderma jest bez gliceryny, Garnier ją zawiera.


Skład Biodermy:
AQUA/WATER/EAU, PEG-6 CAPRYLIC/CAPRIC GLYCERIDES, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, CUCUMIS SATIVUS (CUCUMBER) FRUIT EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, CETRIMONIUM BROMIDE, DISODIUM EDTA.

Skład Garniera:
Aqua/Water, Hexylene Glycol, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Poloxamer 184, Polyaminopropyl Biguanide (B162919/4).


Jeśli wolałybyśmy coś bez surfaktantów to możemy sięgnąć po prosty tonik: taki ma w ofercie na przykład Resibo albo Jadwiga (Tonik ziołowy dla cery mieszanej). To już są produkty mniej neutralne niż wymienione wyżej, ale moim zdaniem jak najbardziej godne rozważenia.

Skład Resibo:
Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Citrus Aurantium Amara Flower Water, Propanediol, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Rheum Rhaponticum Root Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

☆ Tonik Resibo możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆


Skład Jadwigi:
Aqua, Propylene Glycol, Calendula officinalis Extract, Sodium Citrate, Citric Acid, Chamomilla Recutita Flower, Allantoin, benzyl alcohol, Calendula Officinalis Flower Extract, Benzyl Alcohol.

☆ Tonik Jadwiga możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆


Nawilżanie i odżywianie


W moim oryginalnym wpisie na temat detoksu skóry skupiłam się na odżywianiu jej za pomocą mieszanki oleju i kwasu hialuronowego, które można zamówić w sklepach z półproduktami. Prawda jest jednak taka, że samo złożenie zamówienia jest dla wielu z nas barierą, która nastręcza trochę trudności. Więc choć oczywiście tamtą opinię podtrzymuję, to postanowiłam w końcu wybrać jeden krem, który będzie naszym produktem bazowym.

Chciałam znaleźć coś, co jest naprawdę popularne, łatwo dostępne, przystępne cenowo, a przede wszystkim: zarówno nawilżające, jak i odżywcze; grające z makijażem, nie przesadnie tłuste. Podczas resetu nie czas myśleć o starzeniu, filtrach, kwasach: chcemy ustalić jaka nasza cera jest w stanie zbliżonym do podstawowego.

Swoją drogą, jestem bardzo ciekawa na jaki krem postawiłybyście Wy, moje Czytelniczki, w sporej części blogujące! Co ciekawe, 90% dziewczyn z którymi mailowałam na temat pielęgnacji ma albo miało w swoich zapasach krem-żel z serii Dermedic Hydrain. Osobiście chyba nigdy go nie miałam, ale nie jestem fanką kremów aż tak lekkich: w moim odczuciu ich balans jest tak mocno przesunięty w stronę humektantów, że na wielu cerach dają efekt odwodnienia skóry przez brak wystarczającej okluzji. Nie mówię, że kremy-żele nie sprawdzą się nigdy i u nikogo, ale w ramach resetu raczej nie widzę dla nich miejsca.

Osobiście proponowałabym lekki krem brzozowy Sylveco. Wiem, że może się to wydać dziwne: w przeciwieństwie do większości wyżej wymienionych kosmetyków jest to produkt naturalny, a dodatkowo chyba nigdy nie zachwycałam się nim na łamach Kosmeologiki. Ale jak na krem eko jest on moim zdaniem wyjątkowo mało tłusty i nie zawiera wielu ekstraktów, więc z całego morza najróżniejszych kremów i mazideł wydał mi się opcją najbardziej obiecującą na sam początek.

Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Xylitol, Sorbitan Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid, Sucrose Cocoate, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulinic Acid.

☆ Krem Sylveco możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆

Złuszczanie


Do kosmetyków wymienionych powyżej dodałabym jeszcze peeling enzymatyczny i maseczkę z glinki (najlepiej rhassoul lub różowej) do stosowania według potrzeb: może raz w tygodniu, a może ciut rzadziej lub częściej. Pamiętajmy, że moc peelingu możemy regulować czasem trzymania go na skórze, a maseczkom nie wolno dać zaschnąć na twarzy (regularnie zwilżajmy je wodą!).

Jeśli zastanawiamy się jaki peeling wybrać, to niedawno na blogu ukazał się przegląd świetnych peelingów enzymatycznych. Wersją tanią, dostępną i dość uniwersalną jest zdecydowanie peeling Ziaja Ulga.

☆ Liczne glinki możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! Nacomi ghassoul, różowa od Your Natural Side, a dla leniuszków gotowa rozrobiona z wodą glinka różowa w mniejszej tubie lub rozrobiona ghassoul w większej


Schemat przeprowadzania resetu


Jak wiecie, uważam że w większości przypadków poranne mycie twarzy wodą jest zbędne i wystarczy zastąpić je przetarciem skóry wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Trik ten zalecam szczególnie tym z nas, które podejrzewają u siebie cerę suchą lub mieszaną; zwłaszcza jeśli wieczorne oczyszczanie będzie dwuetapowe (olejkiem oraz łagodnym żelem).

Podsumowując, z naszymi nowo zebranymi kosmetykami postępujemy następująco:

Rano:


(opcjonalnie myjemy twarz),
przecieramy ją hydrolatem, tonikiem lub płynem micelarnym,
nakładamy krem Sylveco.

Wieczorem:

(opcjonalnie oczyszczamy twarz olejkiem),
myjemy ją łagodnym żelem,
tonizujemy hydrolatem, tonikiem lub płynem micelarnym,
wklepujemy krem Sylveco.

Średnio raz w tygodniu:

peeling Ziaja + maseczka z glinki



Na takiej pielęgnacji dajmy sobie miesiąc. Oczywiście jeśli w międzyczasie stanie się coś spektakularnego (uczulenie, niezwykły dla nas wysyp niedoskonałości...) natychmiast wracamy do ostatniej bezpiecznej dla nas konfiguracji. Ale jeśli obserwujemy tylko drobne, być może losowe pogorszenia typu pojedyncza krostka – spróbujmy nie panikować, bo równie dobrze może nie wynikać ona z pielęgnacji, tylko z naszej własnej gry hormonalnej, diety czy stresu.

Po miesiącu powinnyśmy poddać skórę dokładnym oględzinom, chociaż tak naprawdę po takim czasie głowa zazwyczaj sama z siebie puchnie nam od wniosków i przemyśleń. Obraz jest najczęściej zupełnie jasny, a ponieważ większość z nas ma cerę mieszaną to często okazuje się, że z tak ułożonym schematem pielęgnacyjnym tak naprawdę nic wielkiego nie trzeba robić. Co innego, jeśli chcemy odpowiedzieć na jakieś bardziej wyszukane potrzeby: na przykład płytkie unaczynienie skóry czy prewencję starzenia. W takiej sytuacji startujemy z bardzo wygodnego miejsca i możemy ostrożnie wprowadzać nowości takie jak serum z witaminą C czy delikatny tonik z kwasami PHA.

Jeśli są jednak obszary naszej skóry, z których ewidentnie nie jesteśmy zadowolone, to powinnyśmy w pierwszej kolejności skupić się na odpowiednich krokach:

  • cera lub niektóre jej miejsca są za suche, ściągnięte? To prawdopodobnie cera sucha lub mieszana w stronę suchej. Przede wszystkim upewnijmy się, czy pijemy 1,5-2 l wody dziennie. Następnie warto zastanowić się, czy mycie wodą jest jej w ogóle potrzebne; przyda się też pielęgnacja warstwowa oparta o nawilżające sera i esencje. Na rynku jest też tyle innych kremów nawilżających, że warto je przetestować i sprawdzić, czy któryś nie sprawdzi się lepiej niż Sylveco.


  • na cerze jest wiele wyprysków objętych stanem zapalnym? Najprawdopodobniej nie obędzie się bez leczenia u dermatologa, ale jeśli problem nie jest mocno nasilony to moim zdaniem warto przedtem spróbować ogarnięcia go pielęgnacją. Umiejętne połączenie niektórych dermokosmetyków, peelingów kwasowych czy dostępnych bez recepty kosmetyków opartych o pochodne retinoidów wraz z dobrze uporządkowaną bazą pielęgnacji potrafi zmniejszyć problem na tyle mocno, że terapia ograniczy się tylko do ewentualnych leków do stosowania miejscowego. Daleko mi od demonizowania retinoidów doustnych czy tetracyklin, ale przed podjęciem takiej decyzji warto chociaż sprawdzić ile da się uzyskać bez nich.


Miałam mieszane uczucia czy w ogóle wypada napisać tekst na ten sam temat co 4,5 roku wcześniej, ale mam wrażenie że dodałam tutaj naprawdę dużo informacji i dlatego mam wielką nadzieję, że wpis się Wam przyda. Dajcie znać jak się podobał czy to w komentarzu, czy to za pomocą reakcji na Facebooku, o tutaj :)

Ależ się za Wami stęskniłam!
Ania

Świetne, polskie i do każdej cery: pięć peelingów enzymatycznych!

9/28/2018

Świetne, polskie i do każdej cery: pięć peelingów enzymatycznych!




Dawno już chyba nie było tak, żebym prezentowała w jednym wpisie tego typu wyłącznie polskie produkty! A tym razem całkowicie naturalnie i spontanicznie tak właśnie wyszło, co bardzo mnie cieszy. To pokazuje tylko jak świetnymi kosmetykami stoją polskie drogerie i że najczęściej naprawdę nie trzeba szaleć z dermokosmetykami, azjatycką pielęgnacją czy bajerami zza Oceanu: skarby są tuż za rogiem ;)

Naturalny krem przeciwstarzeniowy? BOTAME Argan Oil & Green Tea – intensywnie nawilżający krem do twarzy anti-age

9/16/2018

Naturalny krem przeciwstarzeniowy? BOTAME Argan Oil & Green Tea – intensywnie nawilżający krem do twarzy anti-age




Naturalne kosmetyki przeciwzmarszczkowe – jak wiecie, moim zdaniem jest to na razie duża nisza na rynku. Większość naturalnych kremów z napisami typu „anti-aging” czy „cera dojrzała” tak naprawdę nie zawiera nic, co miałoby konkretne i udowodnione działanie przeciwstarzeniowe.

Pierwsze zamówienie półproduktowe: co wybrać? Półprodukty idealne do stosowania solo i w prostych kombinacjach.

9/05/2018

Pierwsze zamówienie półproduktowe: co wybrać? Półprodukty idealne do stosowania solo i w prostych kombinacjach.




Wiem, że znaczna część z moich czytelniczek to osoby już całkiem zaawansowane w temacie chemii kosmetyków: czytacie składy, robicie własne produkty, chętnie czytacie moje czasem nieprzyzwoicie długie posty na bardziej techniczne tematy. Dziś chciałabym skierować moje słowa do osób stawiających pierwsze kroki w temacie naturalnej pielęgnacji i opowiedzieć trochę o tych półproduktach kosmetycznych, które uważam za najbardziej przydatne dla początkujących. Ponieważ u mnie gołe listy się praktycznie nie zdarzają, o każdej rzeczy postaram się co nieco opowiedzieć, uzasadnić mój wybór i zaproponować przykładowe zastosowania. Co Wy na to?
Chodź na zumbę! 4 rzeczy, które dały mi treningi + 5 sposobów by wycisnąć z zumby jeszcze więcej

8/30/2018

Chodź na zumbę! 4 rzeczy, które dały mi treningi + 5 sposobów by wycisnąć z zumby jeszcze więcej





Od dłuższego czasu po każdym prawie treningu zumby powtarzam sobie, że muszę Wam kiedyś o niej napisać. Jest stałym elementem mojego życia od tak dawna i zawdzięczam jej tak wiele, że po prostu muszę się tym podzielić dokładnie tak samo, jak dzielę się z Wami odkryciami popkulturalnymi albo wrażeniami po niektórych pełnych emocji miesiącach. Może okaże się, że wpisem tym przekonam kogoś niezdecydowanego – tak jak zrobiły to ze mną moje przyjaciółki dobre pięć lat temu!

Jak skorzystać z promocji w Rossmannie i nie zwariować. Ani nie zbankrutować.

8/22/2018

Jak skorzystać z promocji w Rossmannie i nie zwariować. Ani nie zbankrutować.




W Rossmannie nowa promocja! Aktualnie obok tych -51% na kosmetyki kolorowe promocje 2+2 są największymi akcjami tego typu w drogeriach stacjonarnych i myślę, że warto z nich korzystać. Ale, ale! wszystko z głową. Jeśli idziemy do sklepu i łapiemy za rzeczy, których nie planowałyśmy kupować, to nawet jeśli kosztowały 10% oryginalnej ceny my tracimy pieniądze (a nie oszczędzamy je). Więc moją podstawową wskazówką jest:

Cellulit, rogowacenie okołomieszkowe, zaskórniki, zbędne owłosienie - moje niezawodne sposoby! [KOSMETYCZKI JEJ NIENAWIDZĄ] Poznaj jeden prosty trik!

8/16/2018

Cellulit, rogowacenie okołomieszkowe, zaskórniki, zbędne owłosienie - moje niezawodne sposoby! [KOSMETYCZKI JEJ NIENAWIDZĄ] Poznaj jeden prosty trik!




Co jest ładne, a co jest brzydkie? Odpowiedzi na takie pytania wcale nie są oczywiste. Owszem, istnieją pewne atawistyczne, wynikające z ewolucji popędy, z którymi się rodzimy: większe piersi były przez naszych praprzodków interpretowane jako oznaka płodności czy dobrego stanu zdrowia, więc w dużym uogólnieniu wielu mężczyzn preferuje piersi większe od mniejszych. Nie działa to jednak oczywiście zerojedynkowo, to po prostu pewna tendencja.
Jak zapuścić włosy w rok? Efekty na kręconych włosach.

8/10/2018

Jak zapuścić włosy w rok? Efekty na kręconych włosach.


Z mojej włosowej metryczki wiecie wszystko: miałam kiedyś długie gęste włosy, jedną trzecią objętości straciłam z powodu anemii, ścięłam je na krótko, po roku postanowiłam spróbować znowu je zapuścić, tym razem walcząc o utrzymanie nowoodkrytego skrętu i o powrót do dawnej gęstości.

Decyzję tę podjęłam ostatecznie w styczniu 2016 roku, więc mamy idealny czas na podsumowanie. Jak zawsze przypomnę Wam, że pod tagiem zapuszczanie włosów znajdziecie sporo przydatnych postów na ten temat: kompendium dbania o zdrowy i szybki wzrost włosów, tekst o najbardziej w tym czasie przydatnych akcesoriach oraz cokwartalne podsumowania.

Grafika pochodzi z mojego mini-kompendium :)

W tym tekście podobnie jak w większości pozostałych moich artykułów na ten temat utrzymam znaną Wam formę „odhaczania” listy pięciu podstawowych aspektów, o które przy zapuszczaniu włosów trzeba zadbać. Zaczynamy :)


Po pierwsze: fryzjer i fryzura

Jak być może pamiętacie, na samym początku zapuszczania podcięłam włosy, żeby w okresie przejściowym się ładnie układały. Kolejne cięcie (po prawie ośmiu miesiącach, we wrześniu) połączyłam z delikatnym cieniowaniem, z którego byłam i jestem ogromnie zadowolona. Teraz włosy zaczynają trochę grymasić, ale w rodzinnym mieście (gdzie chodzę do fryzjera) na dłużej będę pewnie dopiero na Wielkanoc… W każdym razie, planuję wtedy odświeżyć cieniowanie i podciąć końcówki. W ostatecznym rozrachunku powinnam i tak zostać na sporym plusie, bo na oko rosną mi obecnie w tempie dwóch centymetrów miesięcznie.



Na nowo odkryłam też radość z upinania włosów – a może zrobiłam to po raz pierwszy? Z długimi, ciężkimi włosami z trudnością przychodziło mi nawet zrobienie ładnego kucyka i w 9 przypadkach na 10 nosiłam je rozpuszczone. Teraz spokojnie co drugi dzień coś z nimi robię, nawet gdyby miała być to zwykła kitka. A jeśli kiedyś nauczę się pleść sobie ładne warkocze, to spełni się moje małe marzenie ;)

Dodatkowym motywatorem jest tutaj kwestia ochrony końcówek przed niszczeniem się od ocierania, przygniatania i przycinania np. suwakiem kurtki. Więcej o tym zjawisku, fryzurze przejściowej i „włosach, które nie rosną” pisałam w moim poradniku zapuszczania włosów.



Po drugie: suplementacja


Ogólnie rzecz biorąc, odżywiam się dość zdrowo i nie ma dnia, w którym nie zjadłabym łyżki siemienia lnianego, tak znanego ze swojego dobroczynnego wpływu na włosy.

Dieta dietą, ale czasem warto się czymś wspomóc. Z powodów zupełnie niewłosowych, przez całą jesień i zimę biorę witaminę D. W ciągu ostatniego roku miesiące, w których nie brałam jej w ogóle, były tylko cztery: od maja do sierpnia. W marcu i kwietniu brałam po prostu połowę dawki (1000 j. dziennie), bo przy moim domatorstwie i ciągłym filtrowaniu ta odrobina wiosennego słońca to tyle, co nic ;)

Z takich typowych włosowych wspomagaczy parę miesięcy brałam Calcium Pantothenicum (włosy jak zawsze wystrzeliły), a miesiąc piłam skrzyp – więc skuteczności tego ostatniego nijak nie mam jak ocenić. Ale smakował mi na tyle, że jeszcze pewnie do niego wrócę ;)

Natomiast obecnie suplementuję się czymś zupełnie innym. Ze względu na cerę postanowiłam wprowadzić u siebie kurację miksem antyoksydantów i… zaczęłam od małej wtopy: niechcący zakupiłam je w zestawie w witaminami i minerałami, czyli wersję Gold Vita-Min Anti-Ox ;) Więc przez miesiąc brałam je również, a wspominam o tym, bo skład miały lepszy niż niejedna „włosowa” mieszanka, więc na pewno przyczyniły się do obecnego stanu. Na co dzień jednak odżywiam się tak, że nie czuję potrzeby uzupełniania diety tą częścią zestawu i ograniczę się do samych przeciwutleniaczy. Także od następnego opakowania zostanę przy Olimp Anti-Ox Power Blend.


Po trzecie: wcierki


Od zewnątrz wcieram kupioną niedawno odżywkę Radical MED przeciwko wypadaniu do włosów.

Po wykończeniu Jantaru i opartej na alkoholu wcierki Balea MEN byłam zdecydowana kupić coś bezalkoholowego. Totalnie napaliłam się na Saponics od Farmony, ale nigdzie nie mogłam go wtedy upolować… Więc dość spontanicznie kupiłam wypatrzoną w jakiejś drogerii czy aptece nowość.

Na ten moment wciąż nie umiem powiedzieć, czy jestem zadowolona z tej wcierki. Prowadzę jeszcze dalsze testy, ale mam pewne podejrzenia, że po użyciu na skórę głowy dostaję od niej łupieżu :( Nie jestem tego tak w stu procentach pewna, ale jeśli to prawda – bez bólu zużyję ją na długości, na przykład olejując na nią włosy :)


Po czwarte: skóra głowy


Kiedy miałam długie i tylko lekko falowane włosy, masaż skóry głowy był kwestią prostą: albo mi się chciało, albo nie. Raczej nie miewam problemów z motywacją i zdecydowanie rzadkością było, żebym sobie odpuściła.

Teraz jest jednak tak, że włosy mam bliżej typu kręconego niż prostego/falowanego i masażer-pająk wyraźnie psuje mi loki :< Z tego powodu ciężko mi się zmobilizować do używania go; bardzo często myję głowę z myślą, że następnego dnia chciałabym na taką czy inną okazję super się prezentować, a co za tym idzie – mieć włosy ładnie skręcone, a nie stanowiące kupę bałaganu ;) Więc bez bicia oświadczam, że w ciągu ostatniego roku robiłam to naprawdę sporadycznie i tak naprawdę nie wiem, czy będę się do tego zmuszać w przyszłości.

Z innej beczki, bardzo jestem zadowolona z rokitnikowego scrubu do skóry głowy Natura Siberica. Nie wiem czy poświęcę mu osobny post (recenzje rezerwuję raczej na produkty, o których mam coś więcej do powiedzenia), więc już teraz napiszę, że świetnie oczyszcza, DOSKONALE wypłukuje się z moich gęstych kudłów i pachnie czymś w rodzaju Vibovitu ;) Na wybitnie gęstych włosach może okazać się mało wydajny, ale ja nie narzekam. Bardzo, bardzo fajny produkt.


Po piąte: zdrowie ciała i włosów


Nie mogę oczywiście nie wspomnieć tu o tym, że po prostu dbam o cały swój organizm. Staram się wysypiać i zdrowo jeść, piję dużo wody i zielonej herbaty. Dwa razy w tygodniu wychodzę na godzinę zumby, więc mam też trochę ruchu, choć na świeżym powietrzu jedyną moją aktywnością jest piesze chodzenie wszędzie tam, gdzie to możliwe.

To cytat z mojego poprzedniego posta (o obecnej pielęgnacji cery), który pasuje tu jak ulał. Nie ma zdrowych i szybko rosnących włosów bez dbania o siebie – tyle w temacie.

Oczywiście ważne jest też dbanie o same włosy. I tu w ciągu ostatnich trzech miesięcy nastąpił prawdziwy przełom! Udało mi się wreszcie włączyć na stałe olejowanie, mycie włosów odżywką, a co za tym idzie – moją ukochaną metodę OOMO.

Od lewej: 17.01.2016 r., kwiecień 2016 r., lipiec 2016 r.


Skórę głowy myję obecnie głównie mocniejszym szamponem, bo chciałabym go po prostu zdenkować i mieć go z głowy ;) Olej jedwabny EcoLab zmywałam dotąd resztkami Kallosa Milk, którego budyniowej woni szczerze nie cierpiałam i po wczorajszym zdenkowaniu mogłabym wręcz otwierać szampana ;) W zastępstwie kupiłam już maseczkę Scandic Banana, ale użyłam jej dopiero raz i mogę powiedzieć tylko tyle, że nic złego się nie zadziało ;) Pożyjemy, zobaczymy.

Jeśli chodzi o odżywianie po myciu, to żongluję produktami testując maski i odżywki w różnych konfiguracjach. Jeśli któraś z nich wyróżni się pod jakimkolwiek względem, na pewno zaowocuje to recenzją :) Na liście zakupów z całą pewnością jest maska Dr Sante z olejem arganowym, która podczas testów w formie odlewki od Kasi :* zafundowała mi najlepszy great hair day jaki w życiu miałam! Nie odczuwam potrzeby posiadania większej liczby masek, odżywki mam cztery (chociaż dwie są jeszcze nieotwarte) i dosłownie jedną (nader ciekawą!) odlewkę.

Od lewej: 26.08.2016 r., wrzesień 2016 r. - po podcięciu i styczeń 2017 r. jako stan obecny :)

Namnożyło mi się trochę produktów do stylizacji, bo poza codziennie używaną odżywką bez spłukiwania i żelem dorobiłam się jeszcze całego stadka odlewek, za których testowanie właśnie się biorę ;) Wraz ze wzrostem włosy robią się pod tym względem coraz bardziej wymagające, bo potrzeba coraz mocniejszych kosmetyków by wydobyć z nich skręt... Ale póki co, jestem z nich bardziej niż zadowolona, niech sobie rosną ;)

Niektóre produkty z posta możecie kupić za pomocą mojego linku partnerskiego - znaczy to tyle, że cena dla Was się nie zmienia, ale ja dostanę z niej niewielki odsetek. Nie krępujcie się korzystać :D A jeśli kojarzycie te kosmetyki czy suplementy to dajcie znać, reszta czytelniczek na pewno na tym skorzysta :)

Pozdrawiam,
Ania

Recenzja: Skin79, Waterproof Sun Gel SPF 50+ PA++++

8/07/2018

Recenzja: Skin79, Waterproof Sun Gel SPF 50+ PA++++




Cześć! Dziś wpadam do Was z bardzo, bardzo, BARDZO długą recenzją produktu, który był dla mnie twardym orzechem do zgryzienia... z kilku powodów.

Jak może pamiętacie, Wodoodporny żel przeciwsłoneczny z SPF 50+ od Skin79 kupiłam wieki temu, a konkretnie w marcu zeszłego roku. Długo zwlekałam z jego otwarciem wykańczając inne produkty, a kiedy w końcu się zapoznaliśmy zupełnie nie wiedziałam co o nim myśleć. Próbowałam go rozpracować, a w końcu... przyszła jesień.  Mocno nadszarpnięte opakowanie schowałam do lodówki i wyciągnęłam wiosną tego roku, by jeszcze się nad nim pobiedzić. Uważam, że wreszcie znalazłam na niego sposób, bo ostatecznie się polubiliśmy i przyszedł w końcu czas by Wam o tym opowiedzieć.

Okrycia wierzchnie w mojej szafie kapsułkowej

7/31/2018

Okrycia wierzchnie w mojej szafie kapsułkowej





Uwielbiam kurtki i płaszcze! Ze wszystkich typów ubrań, których liczbę staram się ograniczać tak bardzo jak to możliwe, to właśnie w przypadku okryć wierzchnich najbardziej boli mnie serce gdy postanawiam wyjść ze sklepu/zamknąć zakładkę/usunąć dany ciuch z koszyka. 

Przyczyny trądziku: nadmierne i nieprawidłowe rogowacenie.

7/25/2018

Przyczyny trądziku: nadmierne i nieprawidłowe rogowacenie.




Trądzik to moim zdaniem jedna z najciekawszych chorób skóry. Jej złożona etiologia zainspirowała mnie już do napisania dla Was kilku obszernych tekstów:

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger