6/07/2018

Recenzja: Ziaja, Bloker anty-perspirant. Jak używać blokerów, żeby sobie nie zaszkodzić?





O słynnym blokerze Ziai wspomniałam na blogu już ładnych parę razy, ale o dziwo nie doczekał się osobnego wpisu. Czas to zmienić!


Jeśli nie czytałyście mojego mini kompendium wiedzy o dezodorantach i antyperspirantach, to bardzo polecam to przed lekturą dzisiejszego wpisu. Zebrałam tam solidne podstawy tego jak w ogóle działa produkcja różnych rodzajów potu, czemu nie musimy obawiać się jej zahamowania, czym różnią się dezodoranty od antyperspirantów i jakie konkretne kosmetyki mogę Wam polecić w zależności od różnych potrzeb. Słowem, jeśli przy czytaniu dzisiejszej notki nasuną się Wam jakieś pytania czy wątpliwości, jest spora szansa że odpowiedź znajdziecie właśnie tam!


 Diabeł tkwi w stężeniach


Szczegółem, który odróżnia blokery od antyperspirantów jako takich jest po prostu stężenie substancji czynnej. W zwykłych antyperspirantach występuje ona często w stężeniu 5-15%, a w blokerach najczęściej 15-30%[1]. To sprawia po prostu, że żelowy „korek” niepozwalający wypłynąć potowi na powierzchnię skóry powstaje głębiej i dłużej się utrzymuje przed wypłukaniem. I to tyle.

W składzie większości blokerów poza wodą i substancją czynną (chlorkiem glinu, czasem w wersji uwodnionej) występuje raptem kilka substancji dodatkowych: często coś nawilżającego czy łagodzącego podrażnienia, jakiś zagęstnik, kompozycja zapachowa.

Na przykładzie Blokera Ziai wygląda to tak:

Aqua (water), Aluminum Chloride, Glycerin, PPG-26-buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Hydroxyethylcellulose, Potassium Sorbate, Parfum (fragrance), Citronellol, Limonene

I od siebie mogę powiedzieć, że sam kosmetyk ma lekką konsystencję i pachnie bardzo delikatnie mydłem. Zapachu tego ani trochę nie czuć już chwilę po aplikacji.

Jeśli chodzi o samą aplikację to należy przygotować się na to, że kosmetyk schnie dłuuugo. Zdarzyło mi się użyć go wieczorem zaraz po prysznicu, a potem wciągnąć się w pisanie tekstu na bloga albo czytanie książki i po paru ładnych godzinach mieć wciąż totalnie niezaschniętą plamę kosmetyku na skórze.

Jest to o tyle problematyczne, że kosmetyk o tak wysokim stężeniu często daje odczuwalne objawy na skórze: od swędzenia, przez mrowienie czy delikatne pieczenie aż po prawdziwy ból. W moim przypadku przy prawidłowej aplikacji jest to tylko swędzenie... Ale „tylko swędzenie” którego nie możesz podrapać, bo czekasz na wyschnięcie kosmetyku to dramat :D Dlatego w większości przypadków zdecydowanie namawiam do nakładania kosmetyku tuż-tuż przed wskoczeniem pod kołderkę.

A skoro przy wskazówkach jesteśmy...


Jak stosować blokery potu?



Dwa najważniejsze przykazania to:

  1. Nigdy nie aplikować na uszkodzoną, podrażnioną skórę ze względu na zawartość tak zwanych PEG-ów (a konkretnie PPG-26-buteth-26 i PEG-40 Hydrogenated Castor Oil).
  2. Zawsze według wskazań producenta.


W przypadku Ziai producent zaleca użyć kosmetyku na czyste i suche pachy 2-3 noce z rzędu (z pozostawieniem do wyschnięcia), a następnie 1-2 razy w tygodniu. Nie stosujcie go częściej.

Ja chciałabym dodać od siebie kilka wskazówek:

1. Aplikując bloker, nie „jeździmy” kulką po skórze tak jak zrobiłybyśmy to ze zwykłym dezodorantem. Jeśli to zrobimy, prawie na pewno w niektórych miejscach kosmetyk nałoży się grubszą warstwą, a zapewniam: tego nie chcemy! Zdecydowanie polecam wręcz rozłożenie aplikacji kosmetyku w czasie i zrobienia tylko jednego prostego pociągnięcia z góry nad dół na przykład po wewnętrznej stronie pachy. Nie martwmy się tym, że zewnętrzna część została bez kosmetyku – tam z kolei nałożymy go jutro.

2. Dobrze przemyślmy temat zgrania depilacji pach z nakładaniem blokera. Moim zdaniem najlepiej byłoby usunąć owłosienie jednego dnia, a pierwszy raz użyć kosmetyku dopiero następnego wieczora i podczas początkowej 2-3 dniowej fazy nie golić pach w ogóle. A dla niektórych z nas nawet ten dzień odstępu to może być za mało i na to trzeba się przygotować.

3. Do spania po nałożeniu blokera przygotujmy sobie top, którego nie lubimy nosić. Najlepiej na ramiączkach, z mocno wyciętymi otworami na ramiona, żeby bloker się w niego nie wycierał. Od biedy ujdzie luźny T-shirt pod warunkiem, że nie zasmuci nas trwałe odbarwienie tkaniny pod pachami: mocno stężone blokery jak najbardziej mogą tego dokonać.

4. Przygotujmy sobie sprawdzony krem łagodzący podrażnienia (u mnie najczęściej były to jakieś nietrafione kremy nawilżające, często wzbogacane przeze mnie jakimiś kojącymi dodatkami) oraz... na wszelki wypadek mokre chusteczki. O tym dlaczego, już za chwilę.

5. Jak wspomniałam wyżej, moment aplikacji zostawmy na naprawdę ostatnią chwilę przed snem.




Moje własne doświadczenia z blokerem Ziaja


O ile się nie mylę, swoje opakowanie kupiłam w lipcu szykując się na dwumiesięczny wyjazd wakacyjny w bardzo ciepłe okolice. Nie miałam wcześniej doświadczenia z kosmetykami tego typu, bo trzymałam się klasycznych antyperspirantów. Nie cierpię na nadpotliwość, więc dobrze dobrany antyperspirant działał u mnie doskonale przy codziennych aktywnościach i zupełnie nieźle w sytuacjach ekstremalnych (fale skrajnych upałów, intensywne uprawianie sportu). Przed wyjazdem czułam jednak, że to może być za mało i szukałam alternatywy.

Na opakowaniu blokera Ziaja producent nie wspomina słowem o zalecanej ilości nakładanego produktu. Wobec tego ja pojeździłam sobie kulką z rozmachem i zadowolona poszłam spać.

W nocy obudził mnie ból. Ale jaki! Kiedy zwlokłam się z łóżka do łazienki, poparzona pod pachami skóra była tak tkliwa, że duży problem sprawiało mi podniesienie rąk w celu zmycia kosmetyku. W takiej sytuacji doskonale sprawdzają się mokre chusteczki właśnie! Co prawda, samo usunięcie produktu ze skóry nie leczy jej w mgnieniu oka, ale w moim przypadku ból zmalał na tyle, że mogłam wrócić do snu i rano skóra była ewidentnie uszkodzona, ale przynajmniej mogłam ruszać rękoma na tyle, by się tam faktycznie umyć.

Poparzyłam skórę Blokerem kilka razy i za każdym razem proces regeneracji uszkodzonych okolic trwał około tygodnia. Dopiero odkąd wypracowałam sobie sposób aplikacji opisany powyżej w punkcie pierwszym problem ten zniknął całkowicie i od dobrego pół roku nie zrobiłam sobie nim najmniejszej krzywdy.

Uwielbiam to, jaki komfort daje: bo po Blokerze nie masz szans, żeby na skórze pojawił się choć cień wilgoci.

Uwielbiam to jak wydajny jest to produkt. No bo serio: kupiłam go w lipcu lub wcześniej, a na pewno pod koniec lipca byłam już za granicą z tym produktem w kosmetyczce. Od tamtej pory używam go 1-2 razy w tygodniu i sądząc po chlupocie zawartości opakowania mam go jeszcze połowę. Przecież to jakiś obłęd.

Nie dla każdego będzie to istotne, ale dla mnie owszem: produkcja śmieci związana z kupowaniem kolejnych opakowań tego czy innego antyperspirantu jest zminimalizowana, a plastik jest łatwy w recyklingu w przeciwieństwie do metalowych puszek produktami w aerozolu (których używałam wcześniej).

Do tego produkt jest śmiesznie tani i dostępny wszędzie bez problemów. Nie wiem czego więcej mogłabym sobie życzyć, a Wy?

Blokery innych marek


Nie mam absolutnie żadnego porównania do blokerów innych firm, ale mogę Wam obiecać, że mimo mojego ogromnego zadowolenia z produktu Ziai, choćby z czystej ciekawości w następnej kolejności sięgnę po dowolny inny bloker. Tak tani jak Ziaja (około 7 zł / 60 ml) nie będzie chyba żaden, ale czerwony Aquaselin (ok. 17 zł / 50 ml) nie jest o wiele droższy, a przy tej wydajności uważam różnicę za pomijalną. Podobnie reklamowane produkty mają w ofercie Etiaxil, Eucerin, Odaban, Iwostin, Vichy i SVR, ale ich tym bardziej nie znam i raczej prędko na własnej skórze nie wypróbuję. Jeśli Wy je znacie, dajcie koniecznie znać w komentarzach!


Buziaki!
Ania


21 komentarzy:

  1. Oj miałam to samo, pieczenie i ból. Nie lubię tej Ziaji. Za to używam kolejne opakowanie blokera Etiaxil - zilone opakowanie jest dla osób z wrażliwą skórą. Mi wystarcza jeden bloker na rok, bo używam go intensywniej wiosną-latem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to, sama przez taką sytuację przechodziłam, ale teraz nie tknę już tego typu produktów :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj to pieczenie i ból mnie zniechęciło, chociaż sama idea bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mialam kiedys taki rozowy, z Rossmanna. Tzn biale opakowanie, z rozowymi wstawkami - byl naprawde super :) teraz w lazience mam ten, ale moj facet wlasnie niedawno sie nim poparzyl.. ja aktualnie zrezygnowalam z tego typu produktow przez codzienna depilacje pach

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany, chyba nie chciałabym kombinować z blokerem! Jakoś mnie to zniechęca

    OdpowiedzUsuń
  6. Od lat zmagam się z nadmierną potliwością (zwłaszcza w sytuacjach stresowych) i musiałam zaprzyjaźnić się z blokerami ponieważ zwykłe antyperspiranty są dla mnie prawie nieskuteczne. Do tego po zużyciu jednego opakowania muszę kupować coś nowego, bo poprzedni przy następnym opakowaniu przestaje magicznie działać. Boję się, że kiedyś zabraknie mi nowości do testowania ;)
    Co do blokerów:
    - najpierw używałam Etiaxilu do skóry wrażliwej - dość drogi jak na moją wówczas studencka kieszeń i o ile dobrze pamiętam to mało wydajny jak na bloker; podrażniał najmniej ze wszystkich blokerów (może kiedyś do niego wrócę jak tylko wykończę to, co używam obecnie),
    - następny był Antidral - cena wprawdzie sporo niższa, ale bardzo, ale to baaardzo podrażniał; nie byłam w stanie zużyć do końca i po kilku próbach wylądował w koszu (a ja prawie nigdy nie wyrzucam kosmetyków i zawsze staram się je jakoś zużyć),
    - po dłuższym czasie nieużywania blokerów kupiłam Ziaję - sprawdzał się super, bardzo wydajny - jedno opakowanie zużywałam chyba z 1,5 roku, ale po drugim musiałam przetestować coś innego, bo miałam wrażenie że działa znacznie słabiej (ten mój odwieczny problem z antyperspirantami...),
    - obecnie używam Perspiblock - jest ok, działa, wydajny tak bardzo jak Ziaja,
    - w międzyczasie był Vichy zielony 48h - używany co 2-3 dni na noc nie działał wcale, ale jako antyperspirant do codziennego porannego użytku był super, nawet bez używania jakiegoś dodatkowego blokera (Vichy to dla mnie nie bloker). W ogóle nie podrażniał.
    - kKiedyś miałam czerwony Aquaselin - u mnie absolutnie się nie sprawdził jako antyperspirant do codziennego użytku. Blokerem go nawet nie nazywam ze względu na działanie (a raczej jego brak). I jeszcze zostawiał białe ślady. Jedyną jego zaletą było to, że absolutnie nie podrażniał, nawet nałożony bezpośrednio po depilacji. Ale może u Ciebie będzie lepiej skoro nie narzekasz na nadmierną potliwość :)
    Ależ się rozpisałam ;) Pozdrawiam! Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tak szczegółowy komentarz! A z ciekawości, jeśli miałaś bloker A, bloker B, bloker C i bloker D, to gdybyś po D wróciła nagle do A to też by się nie sprawdził? Czy nie sprawdzałaś?

      Usuń
    2. Ten problem dotyczy u mnie zwykłych codziennych antyperspirantów, blokerów w mniejszym stopniu. Próbowałam tak zrobić jak piszesz i ten pierwszy (A) po przerwie też kiepsko się sprawdzał. Dlatego planuję bardziej wydłużać przerwy i testować jeszcze raz. Aga

      Usuń
    3. Rozumiem! To bardzo ciekawy temat, w razie czego dawaj znać dla potomnych :)

      Usuń
  7. Dobrego blokera szukałam długo, zwłaszcza że wyznacznikiem w poszukiwaniu go była skuteczność nie u mnie a u mojego męża. W maju kupiłam przez internet antyperspirant "odaban"(dosyć drogi jak na tego typu produkt) na nadmierną potliwość i jest super, ale i przy nim trzeba uważać na aplikację. Za pierwszym razem pachy miałam podrażnione (20% aluminium chloride), ale aktualnie przy 5 aplikacji doszłam do wprawy ;) Widać trzeba sporo przetestować, bo nie wiadomo co zadziała akurat na daną osobę a co nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej marce nie słyszałam, ale zaraz wyedytuję post. Dziękuję! :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow to straszne :( Nigdy nie miałam czegoś takiego, a obecnie używam Antidral, w sumie według zaleceń i nie po depilacji, póki co nie mam problemów z podrażnieniami

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też uwielbiam bloker Ziai za działanie, ale nie używam go na noc właśnie przez odparzenia, jakie mi się robią przy takim sposobie aplikacji. Nakładam go wieczorem w bardzo małej ilości i leżę z rękami w górze jak najdłużej mogę. Później wycieram dokładnie chusteczką i idę spać. Jeśli zdarzy się jakieś podrażnienie to najlepiej u mnie działa maść Linomag!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie w ciągu ostatnich paru dni ktoś mi polecił ten Linomag przy innej okazji, więc muszę zapamiętać ten produkt :)

      Usuń
  11. Ja miałam kiedyś krótki epizod z blokerem, ale tak jak w Twoim przypadku skóra bardzo mnie piekła poprzez złą aplikację jak się teraz okazało. Później porzuciłam temat blokerów na dobre klika lat.
    Ziaja jest najtańsza więc od niej spróbuję jeszcze raz, tym razem z poprawną aplikacją.

    Przy 30 % Aluminum Chloride kosmetyk robi się bardzo wodnisty i może zdarzyć się, że "kulka" go przepuści dlatego w recepturach zazwyczaj nie przekracza się progu 15-25 % ze względu na konsystencję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziaja jest bardzo wodnista, ale jednak kulka dobrze ją aplikuje. Przy czym skoro w składzie jest też zagęstnik, to moim zdaniem nie ma co dywagować nad tym czy to 25 czy 30 procent, bo i tak się tego nie dowiemy, a kosmetyk i tak musi po prostu się sprawdzać! :D

      Usuń
  12. Oj ja też zrobiłam sobie krzywdę blokerem :/ Od tego czasu mam cykora, żeby znów po niego sięgać :P Ale może spróbuję Twoich rad :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny wpis, nawet nie wiedziałam, że różni się tylko stężeniem. Mi bloker nigdy kuku nie zrobił, ale ulubionej piżamce owszem :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger