6/03/2018

10 kosmetyków do zabrania na wakacje! Jakie kosmetyki spakować do samolotu? Moja urlopowa kosmetyczka.





Jak spakować kosmetyczkę na urlop? Jeśli wybieramy się na wakacje, większość z nas nie chce pewnie zabierać ze sobą całej łazienki, a jeśli planujemy niskobudżetową podróż samolotem to możemy nawet nie mieć wyboru...



Jako totalny cebulaczek praktycznie zawsze podróżuję tylko z bagażem podręcznym, więc nie mogę zabrać ze sobą tylu mazideł ile bym chciała. W grę wchodzi oczywiście dokupienie czegoś już na miejscu, ba! uważam lokalne kosmetyki za fajną pamiątkę lub prezent, ale na dłuższą metę nie jest to zbyt oszczędne rozwiązanie: mam wrażenie, że kosmetyki w Polsce są jednak relatywnie tanie. 

Dlatego pogadamy sobie dzisiaj o kosmetykach na wakacjach. Co spakować przed wyjazdem, co dokupić na miejscu i dlaczego. Skupię się na podróżach samolotem, bo to one nastręczają nam więcej problemów. Z kolei gdy wybieramy dowolny inny środek transportu możemy zastosować te same zasady lub pozwolić sobie na większą dowolność ;) 



Jakie obostrzenia dotyczą przewozu kosmetyków samolotem? 




Zacznijmy od tego, że w bagażu rejestrowanym (nadawanym do luku samolotu) można przewozić właściwie to co chcemy, bez ograniczeń. Natomiast w zabieranym na pokład samolotu bagażu podręcznym płynne kosmetyki podlegają pewnym regulacjom. A więc do tego bagażu wrzucić możemy produkty: 

  • w pojemnikach o objętości do 100 ml każdy (nie muszą być przezroczyste ani w żaden sposób ujednolicone/wystandaryzowane) 
  • w przezroczystej torebce o maksymalnej pojemności jednego litra (tak, to musi być jedna kosmetyczka i owszem, musi być przejrzysta) 

Pamiętajmy, że kosmetyki płynne to także wszelkie emulsje, żele, pasty, aerozole i tak dalej. 



Jak spakować kosmetyczkę na pokład samolotu? 


Rozważmy dwa scenariusze: scenariusz podstawowy i scenariusz de luxe ;) 


Za wariant standardowy uważam dostępny w każdej znanej mi drogerii zestaw, który kosztuje około dziesięciu złotych i składa się najczęściej z małej saszetki zawierającej akurat trzy buteleczki 100 ml i 2-3 mniejsze słoiki. 

Za wariant rozszerzony uważam taki, w którym dysponujemy przezroczystą kosmetyczką o pojemności jednego litra i możemy wrzucić do niej nawet dziesięć takich stumililitrowych opakowań (albo odpowiednio więcej mniejszych...).

Zaczniemy od omówienia pełnej kosmetyczki, a więc wyboru dziesięciu kosmetyków jakie uważam za najrozsądniejszy zestaw dla przeciętnej podróżniczki niezależnie od tego czy będą to miniaturki, opakowania 100 ml czy wersje pełnowymiarowe. Później opowiem jakie produkty uważam za swoje absolutne minimum do spakowania tego niedużego zestawu na 3-5 kosmetyków, a w międzyczasie sprzedam Wam wszystkie patenty jakie sama stosuję by ułatwić sobie życie! Myślę, że będzie fajnie.



Dziesięć kosmetyków, które warto spakować na wakacyjny wyjazd 


1. Kwasowy tonik (lub płyn micelarny) 


Nie mylicie się: ostatni tekst z zestawieniem najfajniejszych kwasowych toników z drogerii ukazał się tu akurat teraz nie bez przyczyny. Myślałam, że już dawno wrzuciłam na Kosmeologikę taki przegląd i chciałam go dzisiaj podlinkować... więc gdy okazało się, że o gotowych kwasowych tonikach jeszcze nie pisałam postanowiłam szybko to nadrobić i odpowiedni tekst śmiga już na blogu. Tam też tłumaczę szczegółowo czemu uważam mikrozłuszczający tonik lub płyn micelarny za podstawę pielęgnacji cery latem, także na wakacjach! 


2. Krem do twarzy z odpowiednim filtrem 



Ja nie jestem do końca normalna, więc SPF 50 stosuję na twarz przez całą wiosnę i lato nawet gdy nigdzie nie wyjeżdżam, ale mniej ześwirowane Czytelniczki będą zainteresowane pewnie kremami o niższym faktorze. Podsyłam więc dawniejszy przegląd najlepszych kremów z SPF 30 do każdej cery. Część z zaprezentowanych tam produktów ma swoje odpowiedniki z mniejszymi czy wyższymi poziomami ochrony, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. W razie czego przypominam Wam też inny przydatny artykuł: jak samodzielnie przeanalizować skład kremu z filtrem i wybrać taki, który będzie miał największe szanse się u nas sprawdzić :)


3. Emulsja do opalania z filtrem 



Osobiście już od dobrych kilku lat nie opalam się, a gdy wychodzę z domu latem to nóg nie smaruję filtrem, a ramiona/szyję/dekolt/odkryte plecy chronię pięćdziesiątką. Od ładnych paru lat jest to w kółko ten sam produkt, czyli Lirene, Emulsja do opalania do skóry wrażliwej SPF 50+ która jest niesamowicie skutecznym, a przy tym bardzo tanim jak na taką jakość kremem.

Na marginesie powiem Wam, że ostatnio poleciłam tę emulsję komuś o fototypie I (rude włosy, przezroczysta skóra, OGROMNE ryzyko poparzeń słonecznych) i mimo jej pobytu w Egipcie nie mam na sumieniu ani jednego oparzenia u tej osoby ;) Jeśli to nie jest dowód to nie wiem co nim jest.

Uczciwie powiem, że nie mam właściwie żadnego doświadczenia z niższymi poziomami ochrony w balsamach przeciwsłonecznych. W dawnych czasach kupowałam po prostu ten krem z filtrem, który był w promocji (bardzo lubiłam Kolastynę, Sorayę czy właśnie Lirene) i nie pamiętam żebym przy prawidłowym użytkowaniu kiedykolwiek się zawiodła... więc jeśli interesuje Was coś mniejszego niż SPF 50, to zaryzykuję stwierdzenie że możecie kupić nawet produkt bardzo tani: byle miał tylko odpowiedni poziom ochrony oraz żeby był poprawnie stosowany :) 


4. Spray ochronny do włosów 


Patrząc po składach tego, co oferuje nam większość producentów nie przeceniałabym wartości tego produktu i kosmetyku marki profesjonalnej za > 50 zł bym nie zakupiła, ale tak się składa że są na rynku inne preparaty. Z tego co wiem powszechnie dostępne są tylko Bielenda, BIKINI: Kokosowa mgiełka do opalania, twarz + włosy 15 SPF oraz Sunozon, Spray ochronny do włosów, ale niestety oba składy zostawiają wiele do życzenia: przede wszystkim z powodu alkoholu, który w produkcie rossmannowskim jest co prawda na ostatnim miejscu, ale w Bielendzie dość wysoko :( Dlatego przy pierwszej nadarzającej się okazji kupiłam mgiełkę Anwen Summer Protect (której skład jest boski!) i teraz czekam tylko na okazję, by ją wypróbować! 


5. Balsam ­po opalaniu 


Zgodnie z moją wiedzą, w przeciętnym balsamie po opalaniu nie ma nic, co uzasadniałoby dla mnie zakup tego typu kosmetyku. To po prostu balsamy do ciała (i to raczej przeciętne...) z odrobiną chłodzącego składnika (na przykład mentolu), który – o ile nie poparzymy się – jest nam całkowicie zbędny, a i w przypadku poparzenia w żaden konkretny sposób nie przyspiesza gojenia tylko daje samo wrażenie chłodzenia. 

Ja wierzę w moje Czytelniczki na tyle, że polecam wzięcie raczej normalnego, DOBREGO balsamu, a najlepiej kosmetyku który posłuży nam też jako krem do rąk i stóp gdybyśmy tego potrzebowały. Możemy w tym celu wybrać zwykły, sprawdzony balsam do ciała o lekkiej konsystencji (bo nie ma nic gorszego niż lepienie się w upały...), kosmetyku typu „wszystko w jednym” jak choćby balsam MIYA My Wonderbalm albo jakiegoś naturalnego masełka opartego o masło shea (takie w ofercie mają Organique czy Nacomi i jego marki-siostry...). 

6. Bazowa maska do mycia i/lub odżywiania włosów 


Ten patent stosuję od dawna. Na każdy wyjazd zabieram ze sobą odlewkę sprawdzonej maski Kallos (u mnie Keratin), która nada się do szybkiego umycia/odświeżenia włosów jeśli nie mam sposobności na zabawę z OOMO, a dodatkowo jest świetną, leciutko proteinową bazą do wzbogacania!

Parę kropli oleju i mamy maskę odżywczą, odrobina miodu/gliceryny/aloesu i mamy maskę nawilżającą. Jeśli powcieramy ją pięć minut, uzyskujamy efekt „doproteinowania” włosów. A podczas ostatniego wyjazdu zdarzało mi się ją wzbogacać... hojną porcją najtańszego balsamu do ciała Life (marki własnej Super Pharm) by uzyskać efekt możliwie najbardziej zbliżony do równowagi PEH :D 

7. Płyn do demakijażu 


Z tego co wiem nie za wiele osób używa wodoodpornej maskary na co dzień (ja owszem), ale statystyka ta baaardzo rośnie w sezonie urlopowym ;) A więc bez dobrego płynu do demakijażu ani rusz.

Ponieważ będziemy stosować go wokół oczu, lepiej nie ryzykować podrażnień produktem kupionym na miejscu (ja tę zasadę stosuję zresztą do prawie całej pielęgnacji twarzy). Jeśli więc macie ulubiony produkt, polecam zabrać go ze sobą, a jeśli nie – zakupić jakiś i przetestować odpowiednio wcześnie przed wyjazdem :) Od siebie polecam dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust Ziaja Kozie Mleko! 



8. Antyperspirant, dezodorant, a może... bloker? 


Jeśli jesteśmy zwolenniczkami popularnych na świecie dezodorantów czy antyperspirantów to ten punkt możemy pominąć czy zastąpić innym, może bardziej przydatnym dla nas produktem. Wszak nasz ulubiony roll-on Nivea czy spray Fa kupimy praktycznie wszędzie, a w razie czego na pewno znajdziemy ich odpowiednik. 

Ja na wyjazdy zabieram Ziaja Bloker. Nawet mój absolutnie ukochany antyperspirant (Garnier Minerals w aerozolu) wymięka w takich super gorących krajach jak choćby Izrael, w którym wysoka wilgotność powietrza sprawia, że czasem naprawdę nie ma czym oddychać. Tymczasem taka niepozorna kulka za 6 zł sprawdza się absolutnie idealnie.

Nigdy, ale to PRZENIGDY nie spociłam się po użyciu blokera. Nauczenie się obsługi tego produktu kosztowało mnie trochę bólu, ale od momentu zakupu stałam się tak rozbestwiona, że nie wyobrażam sobie powrotu do innego typu kosmetyku. Zwykłego atomizera używam podczas upałów na inne partie ciała: pod biustem, w pachwinach, na plecach... Słowem, wszędzie tam gdzie zdarza mi się poczuć dyskomfort związany z poceniem.


9. Serum do twarzy z kwasami 


Podczas wyjazdów odpuszczam sobie część pielęgnacji przeciwstarzeniowej skupiając się po prostu na utrzymaniu cery w dobrym stanie oraz ochronie przeciwsłonecznej. Są jednak produkty, które łączą w sobie te dwie cechy i są to sera z Bielendy, a przede wszystkim: Aktywne serum rozjaśniające, Serum korygujące anti-age oraz Green Tea, serum multifunkcyjne.


Aktywne serum rozjaśniające nie dość, że „ogarnia” cerę glukonolaktonem (kwasem PHA) czy niacynamidem, to jeszcze za pomocą dość stabilnej formy witaminy C daje namiastkę działanie przeciwstarzeniowego ;) W Serum korygującym/anti-age witaminy C nie uświadczymy, ale za to mamy naprawdę konkretne stężenie kwasu migdałowego – ujednolicenie cery po tym serum jest przepiękne. Z kolei serum herbaciane to taki mały ideał: mamy w nim wszystko co wymieniłam z działaniem przeciwtrądzikowym wzmocnionym przez olejek z drzewa herbacianego, a dodatkowo ma lżejszą konsystencję niż wszystkie inne sera z Bielendy jakie przerobiłam. Minus? W podobnej cenie dostajemy dwa razy mniejszą pojemność, więc wychodzi znacznie drożej: dla mnie ososbiście za drogo by kupić ponownie. No chyba, że w podróż – wtedy taka mała buteleczka to tylko korzyść! 



10. Sprawdzony krem na noc
(do stosowania też pod oczy, a może i na dzień) 



Nie będę Wam pisała, który krem macie spakować – pewnie doskonale wiecie jaki jest Waszym ulubieńcem. Oczywiście mile widziane są lekka konsystencja, możliwość stosowania wokół oczu (żeby nie musieć pakować osobnego kremu w te okolice) oraz przyjazne podróży opakowanie: dla mnie bez dwóch zdań wygrywa air-less albo tubka. 


Moje ulubione kremy są niestety w słoiczkach, więc przekładam je sobie do podróżnych pojemników z Rossmanna. 



Jakich kosmetyków nie zabieram na wyjazdy 

(ale może Ty będziesz chciała) 


Przybory do depilacji 

Pomijając już fakt, że ja stosuję depilatory/laser (czyli efekty mam albo bardzo długotrwałe, albo wręcz permanentne) to wychodzę z założenia, że na wyjeździe bardziej opłaca się zakup maszynki na miejscu + golenie na mydło/odżywkę do włosów/cokolwiek niż zabieranie ze sobą własnych. Ale oczywiście w Rossmannie można przykładowo kupić miniaturkę pianki Isana albo żeli Gilette lub Ziaja Yego. 


Pasta do zębów 

Szczoteczkę biorę ze sobą, bo za bardzo boję się, że będę miała problem z jej zakupem od razu po przybyciu na miejsce: a jak mam się położyć bez wyszczotkowania zębów to jestem chora na samą myśl ;) Ale nici, płukanki odpuszczam sobie na wyjazdach całkowicie, a pastę kupuję na miejscu. Oczywiście, w drogeriach dostępne są miniaturki tak małe jak 18 ml, często można też dostać próbki past u dentysty – polecam zapytać! 


Odżywki, maski do włosów 

Do tej pory nie zabierałam ich wyłącznie dlatego, że podróżowałam zawsze tylko z tą maleńką, płaską kosmetyczką dołączaną do zestawu opakowań. W niej mieszczą się góra cztery produkty po 100 ml i po prostu działałam jak mogłam ograniczając się do tuningowalnego Kallosa Keratin ;) Natomiast wybór miniaturek jest zaskakująco duży: dostępną w Rossmannie Alterrę czy Tołpę mogę polecić Wam w ciemno. 


Środki łagodzące 

Jak wspomniałam wyżej, nawet przed trwającą do dziś erą ceromaniactwa nie traciłam głowy na wakacjach i o ile się nie mylę, skórę poparzyłam sobie jeden jedyny raz w życiu o_O Ale przynajmniej wiem dzięki temu jak to boli ;) i dlatego nie zapominam o tych z Was, które chcą spakować coś na podrażnienia. Osobiście zamiast byle jakiego balsamu chłodzącego zdecydowanie wolałabym zabrać ze sobą żel aloesowy albo krem z pantenolem: produkty znacznie bardziej wielofunkcyjne, które spokojnie zużyjemy do końca już po wakacjach.

Większość żeli aloesowych jest w zdecydowanie większych tubach, więc trzeba będzie je przelać. Dla leniwych lepszy będzie Ziaja krem łagodzący 10% D-panthenolu, który też działa cuda, a w opakowaniu jest 75ml. W sam raz! 


Peelingi do twarzy 

W domu stosuję peeling 1-2 razy w tygodniu, na wyjeździe już raczej tylko raz. Więc nawet na dwutygodniowy urlop przypadają góra dwa peelingi i... szkoda mi miejsca w kosmetyczce na kosmetyk do tego przeznaczony ;) Jeśli mam jakąś saszetkę to ją oczywiście pakuję, a jeśli nie to robię peeling z kawy, którym po prostu masuję baaardzo delikatnie (i oczywiście po wymieszaniu z delikatnym myjadłem, jakimś łagodzącym kremem czy olejami). 


Maseczki do twarzy 

Po pierwsze dlatego, że maseczką może być absolutnie wszystko. Weźmy lokalnie dostępny owoc, rozgniećmy go, dodajmy odrobinę miodu/jogurtu naturalnego/żelu z aloesem albo pantenolem/oliwy bądź oleju i voila, maseczka gotowa! 


Oczywiście, jeśli mamy jakąś fajną saszetkę do wypróbowania to warto rozważyć. Ja ostatnio na wyjeździe robiłam sobie Rytuał Ananasowy z Organique – mega fajny! A dostałam go jako gratis do zakupów, kto wie jak dawno temu ;D 


Mały suchy szampon 

Na razie w ogóle nie czułam takiej potrzeby, ale ja ogólnie mam z suchymi szamponami taki love/hate relationship. Na pewno mogę ABOLUTNIE odradzić przeokropny produkt got2b Fresh it up!, ale do przetestowania w samym Rossmannie są malutkie suche szampony trzech różnych marek (Cameleo, Aussie oraz Isana) więc może następnym razem się skuszę. Polecacie któryś na dobry początek? 



Produkty, które kupuję w miejscu spędzania urlopu 




Łagodne myjadło do twarzy, ciała i włosów 


Mogło zastanowić Was, że opisuję tutaj jakieś cholera wie jakie cuda typu serum do twarzy albo mgiełka ochronna do włosów, a nie piszę nic o zwykłym żelu pod prysznic, szamponie czy żelu do twarzy... 

Prawda jest taka, że zanim wycofano ze sprzedaży mój ukochany wielofunkcyjny żel Babydream „od stóp do głów” to odlewałam sobie jego 100 ml i to mi w zupełności wystarczało na wszystkie wymienione funkcje. Teraz tego produktu już nie kupię (a przynajmniej od dawna nie widuję go w Rossmannach) i nie znalazłam jeszcze dla niego odpowiednika. Dlatego na ostatnim wyjeździe po prostu poszłam do supermarketu, przejrzałam składy tamtejszych myjadeł dla niemowląt i... wybrałam najlepsze. To samo polecam i Wam.

Dwa tygodnie mycia twarzy czy okolic intymnych takim nie do końca przeznaczonym do nich myjadłem nie powinno zrobić im krzywdy, a jest to OGROMNA oszczędność miejsca w kosmetyczce! 

Tak swoją drogą: przyszło mi do głowy by stworzyć post typu „Jak wybrać dobre wielofunkcyjne myjadło” - trochę na wzór „Jak wybrać dobry krem z filtrem na wakacje i nie tylko?” sprzed dwóch tygodni. Co Wy na to? Zainteresowane?


Płyn do soczewek kontaktowych 


Nie wydaje mi się, żeby istniało jakiekolwiek istotne ryzyko „złego trafienia” z tym produktem. Przerobiłam ich mnóstwo i nigdy żaden nie zrobił mi krzywdy, ba! nie jestem w stanie zaobserwować specjalnych różnic między bardzo drogimi a bardzo tanimi. Więc moim zdaniem zakup małego opakowania płynu do soczewek w większym supermarkecie już na miejscu jest spoko opcją i tego się trzymam. A Wy jak robicie? 



Ostatnie patenty pielęgnacyjne na wyjazdy 




1. Sheet mask jako ratunek dla cery w samolocie 


To, jak suche jest powietrze w samolocie zapamięta na długo chyba każda osoba, która leciała nim więcej niż te, powiedzmy, trzy godziny.

Dla mnie ta suchość skóry bardzo pogłębia ogólny dyskomfort (przejawiający się choćby silnym pragnieniem czy totalnym wysuszeniem spojówek oczu), więc w podróż ZAWSZE zabieram ze sobą maseczkę w płachcie. I tak nie nakładam w dzień lotu makijażu (poza wodoodpornym tuszem do rzęs), więc nie mam najmniejszego problemu z tym by w kryzysowym momencie otworzyć saszetkę, położyć na cerze cudownie kojący, chłodny kompres i na 15-20 minut zamknąć oczy. Polecam Wam to najbardziej jak tylko mogę!!! 


2. Kryształ ałunu jako dezodorant nie tylko awaryjny 



Jeśli nie mamy już miejsca w naszej kosmetyczce albo po prostu chcemy mieć ze sobą coś na czarną godzinę, pamiętajmy że dezodoryzujący kryształ ałunu jest w istocie tylko kawałkiem minerału i lotniskowe ograniczenia go nie obowiązują. Warto go mieć, zwłaszcza że dodatkowo podobno dobrze sprawdza się przy hamowaniu małych krwawień z drobnych ranek takich jak zacięcie przy goleniu albo depilacji. 


3. Mokre chusteczki jako sposób na wszystko! 



Brak papieru toaletowego. Posiłek w terenie. Upadek, otarcie kolana czy ręki. Ubrudzenie czegoś. Brak prysznica. 



Na te wszystkie bolączki (i wiele innych!) mam jedną odpowiedź: nawilżane chusteczki. Na rynku jest ich mnóstwo: są takie dla niemowląt, są świetne Facelle do higieny intymnej, są odkażające do rąk, są dezodoryzujące do ciała... O tych do cery to nawet nie wspomnę. 



Wszystkie one są sprzedawane głównie w niewielkich opakowaniach, takich do torebki/plecaka na co dzień albo na krótki wyjazd. Natomiast jeśli: jedziemy z dziećmi ALBO na dłużej ALBO na „brudne” wakacje typu biwak, polecam Wam dostępne w Auchan chusteczki Baby Natural oraz Baby Sensitive po 72 szt. w opakowaniu. Mają zabójcze składy i są naprawdę idealne w stosowaniu, a przy tym tańsze niż dowolny typ chusteczek jakie wymieniłam wyżej. 

4. Mydło wszystko umyje...


Podobnie jak w przypadku ałunu, problemu nie ma też z przewozem mydeł w kostce. Jeśli więc mamy pod ręką jakieś dobre mydło (afrykańskie, węglowe, Aleppo i tak dalej...) albo nawet szampon w kostce od Lusha, to jest to jakaś opcja - zwłaszcza jeśli boimy się kupować myjadła, bo na przykład nie znamy się na czytaniu składów.



Lekka kosmetyczka na podróż 


Jak wspomniałam wcześniej, ja do tej pory podróżowałam zawsze z tą minikosmetyczką na maksymalnie cztery buteleczki po 100 ml. I tak metodą prób i błędów wypracowałam sobie zestaw, który dla mnie się sprawdzał: 

  • serum Bielenda,
  • odlewka maski Kallos Keratin,
  • odlewka kremu do opalania Lirene (który stosuję także na twarz),
  • mini tonik lub płyn micelarny,
  • mini kremy i maseczki.


Na przykładzie ostatniego wyjazdu, końcowe punkty załatwiły dla mnie miniaturka płynu micelarnego Bioderma (Fro, dziękuję! ;*),  miniaturka kremu La Roche-Posay Hydreane Legere (Cieniu, dziękuję! :*) miniaturka kremu Clinique pep-start (Basiu, dziękuję! ;*) i parę saszetek – to był świetny zestaw! 

Miniaturkom kremów zrobiłam w domu próbę uczuleniową, a saszetki zawierały sprawdzone produkty (głównie Sylveco i Ziai). Jak robię zakupy w sklepach firmowych Ziaja to dostaję nieraz pięć albo dziesięć czy nawet więcej próbek tego samego produktu: w takiej sytuacji można go wypróbować w domu i wziąć na wyjazd z przekonaniem, że nie nas nie uczula. 

*** 

Teraz nie kroi mi się żaden wyjazd, ale gdy nastąpi postaram się uwiecznić wyjazdową kosmetyczkę i w razie czego zdjęcie wrzucę na fanpage, gdzie mam taki fajny folder o nazwie „Kosmeologika w praktyce”, gdzie po długim czasie od publikacji tekstów pokazuję, że dalej stosuję te same zasady, triki czy produkty :) 

Mam nadzieję, że dzisiejszy tekst się Wam przyda! Wiem oczywiście, że nie każdy spędza wakacje w ciepłych krajach: może wybierzecie się do Szkocji, może na Islandię, a może traficie na deszczowy tydzień w Polsce... Jednak zawsze wydaje mi się, że spakowanie kosmetyczki na przelot samolotem w ciepłe kraje jest jakiś taki trudniejszy niż w innych przypadkach – ciekawa jestem czy się ze mną zgodzicie. 

Na koniec wspomnę, że spis genialnych sposobów na jeszcze większe ułatwienie sobie życia w podróży zebrałam we wpisie 7 zabiegów, które warto rozważyć przed ślubem czy podróżą! Jeśli chcecie na wyjeździe totalnie zapomnieć o zmaganiach z niewyjściowym wyglądem włosów, upierdliwym demakijażem oczu czy niechcianym owłosieniem zajrzyjcie tam koniecznie.

Jeśli artykuł się Wam przydał koniecznie podajcie go dalej
albo zostawcie mu TUTAJ łapkę w górę,
a ja życzę Wam udanych wojaży! 
Ania

16 komentarzy:

  1. U mnie zawsze podstawowe kosmetyki w wersji mini:
    - krem do twarzy
    - płyn micelarny te kilka dni posłuży też zamiast toniku
    - szampon do włosów
    - krem z filtrem kupuję te o pojemności 50 ml :)

    Z pastą do zębów różnie, czasami kupujemy na miejscu, czasami jak mamy resztę w tubce to bierzemy ze sobą. Lubię też takie nawilżane chusteczki dezodorujące, a jak używałam dezodorantu naturalnego w słoiczku to jego część przekładałam sobie do małego słoiczka na próbkę, można tak uczynić z każdym sztyftem, zawsze to mniej dźwigania ze sobą. Perfumy też biorę takie próbki, które dołączają do zakupów w perfumerii bo i tak używam ich wtedy jednie wieczorem, gdy słońce nie jest ostre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przez krem w wersji mini masz na myśli to, że przekładasz sobie jakiś Twój ulubiony czy masz gdzieś namierzoną drogerię, gdzie mają miniaturki czegoś fajnego? Bo z Rossmanna kojarzę miniaturki klasycznego kremu Nivea, ale to tyle...

      Usuń
  2. Właśnie przygotowuję kosmetyczkę na wyjazd, ale tylko kilka dni, więc wezmę tylko to co konieczne :) Ale wpis bardzo mi się przyda!

    OdpowiedzUsuń
  3. swietny wpis! :) sama jak sie pakuje na wyjazd to biore zawsze za duzo.. choc najczesciej wszedzie jezdze samochodem i moze to przez to, ze nie ogranicza mnie ten litr.. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bardzo nie lubie kupna kosmetykow pierwszej potrzeby na miejscu. U mnie zawsze jest tak ze w pierwszy dzien jest mega chaos, zanim sie dojedzie na nocleg z lotniska to najczesciej jest pozno, a potem okazuje sie ze nie mam sie czym umyć. Staram sie wiec zbierac próbki. Co do mydla- ja na wyjazd odkrajam zawsze maly kawalek np. Aleppo i trzymam go w takim malym plastikowym opakowaniu jak po probkach pudru anabelle:) i nigdy nie wyrzucam opakowan po kosmetykach z objetoscia 100 ml, wlasnie z mysla o podrozach malych i duzych:)
    Chcialam sie podzielic doswiadczeniem dot. dedepilacji. Ja gole sie maszynka i w zeszlym roku we wloszech wyszlam z zalozenia ze kupie najtansza maszynke na miejscu. Niestety na miejscu okazalo sie ze w sklepie blisko nas najtansze maszynki (bic.) sa w zeatawach i nie mozna kupic jednej. Zaplacilam z 7 euro, co ogolnie nie jest duza kwota, ale biorac pod uwage ze maszynki te byly niedokladne i mialam po nich ciagle podraznienia, to te wydane 7 euro czyli ppnad 30zl bolalo jak cholera;) okazalo sie ze jest lepszy sposob, ktory ogarnela moja przyjaciolka- maszynki venus, takie fioletowe z zelowym paskiem. Mozna kupic oddzielnie koncowke i zapakowane ostrze, ktore mozna przewozic w samolocie. Jest to drogie rozwiazanie- kolo 40 zl, ale maszynki te sa bardzo komfortowe i dokladne i uwazam ze berdziej sie oplaca je kupic od takich tanich na miejscu. Szczegolnie jak chcemy duzo czasu spedzac w kostiumie kąpielowym;)
    A kogo stac to ofc polecam laser albo chociaz wosk na wyjazd. Ale wiem ze to juz drozsza impreza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurde, ale beznadziejna sytuacja! A za info o tych maszynkach Venus dziękuję w imieniu Czytelniczek: sama nie stosuję tych metod, więc nie mam w nich za bardzo rozeznania i pewnie nigdy bym się nie dokopała do takiego fajnego patentu :)

      Usuń
  5. Nie lubię się pakować ;D Ale dużo podróżuję (wg chłopa mało) i pakuję się już odruchowo ;) Zwykle wybieramy samochód, a jak samolot, to nadajemy bagaż - zawsze ;) Ja stasuję system odlewek (przelewam swoje ukochane, sprawdzone produkty takie jak szampon, micel, tonik) i mam wtedy pewność. Moja skora podczas wyjazdów świruje, staram się być zabezpieczona na wszelkie wypadki. Ja już nawet nie ryzykuję w stylu "kupimy na miejscu" bo zwykle nie ma na to czasu i okazuje się, że hotel jest na jakimś totalnym odludziu ;P Dobrze, że polecam ten drogeryjny filtr z Lirene - ja też do ciała wybieram te z drogerii. Smaruję sie sumiennie i nigdy nas nie zawiodły ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się tutaj nie mogę zgodzić z Twoim chłopem, bo jak tak patrzę na Twoje Stories to też mam wrażenie że ciągle jesteś w podróży ;D

      Usuń
  6. Też jak latam samolotem to z bagażem podręcznym :) Ale na tyle rzadko, że zawsze nazbiera mi się małych opakować albo próbek do wykorzystania, więc nawet nie mam jakiegoś stałego systemu pakowania się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja to o ile mogę na takim wyjeździe umyć się od stóp do głów zwykłym mydłem, tak nie ruszam się bez odżywki do włosów. Niestety ale bez tego kosmetyku nie byłabym w stanie rozczesać moich strąków po rozjaśnianiu.
    Trafiłam na tak niekompetentnego fryzjera, że nie dość, że musiałam włosy sporo skrócić to nadal nie wróciły do swojej dawnej formy i cały czas leczę skutki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam zarówno wspomniane w tekście mycie odżywką, jak i olejowanie (niekoniecznie na wyjazdach). I rozumiem Twój ból - kręcone włosy nawet zdrowe bez użycia odżywki prezentują się zwykle przeokropnie :(

      Usuń
  8. Mgiełka do włosów z filtrami? Tego mogłabym spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę kupić mgiełkę Anwen, jestem jej tak strasznie ciekawa! <3
    A emulsję Lirene również UWIELBIAM i zużyłam z 6 tubek jak nie więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta mgiełka jest teraz w jakimś takim boksie/kolekcji z Minti Shopu, "Be Ready for Summer" jakby co :)

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger