8/07/2018

Recenzja: Skin79, Waterproof Sun Gel SPF 50+ PA++++




Cześć! Dziś wpadam do Was z bardzo, bardzo, BARDZO długą recenzją produktu, który był dla mnie twardym orzechem do zgryzienia... z kilku powodów.

Jak może pamiętacie, Wodoodporny żel przeciwsłoneczny z SPF 50+ od Skin79 kupiłam wieki temu, a konkretnie w marcu zeszłego roku. Długo zwlekałam z jego otwarciem wykańczając inne produkty, a kiedy w końcu się zapoznaliśmy zupełnie nie wiedziałam co o nim myśleć. Próbowałam go rozpracować, a w końcu... przyszła jesień.  Mocno nadszarpnięte opakowanie schowałam do lodówki i wyciągnęłam wiosną tego roku, by jeszcze się nad nim pobiedzić. Uważam, że wreszcie znalazłam na niego sposób, bo ostatecznie się polubiliśmy i przyszedł w końcu czas by Wam o tym opowiedzieć.


Skin79, Waterproof Sun Gel - co obiecuje producent?


Idea kosmetyku jest taka: ma być wodoodporny, dawać świeże i „wilgotne” wykończenie oraz nawilżać skórę.

O tym wszystkim dowiedziałam się już po zakupie, bo kosmetyk kupiłam totalnie w ciemno nie zapoznając się nawet z jego składem, nie wspominając o recenzjach (którymi w temacie pielęgnacji rzadko się kieruję) czy obietnicach producenta (których nie czytam praktycznie nigdy).

Ot, gdzieś w mediach społecznościowych zaatakowała mnie promocja, że bodajże za 49 zł mogę mieć nie tylko ten krem (którego cena regularna to 80 zł), ale i miniaturkę kremu BB, który od dawna miałam na oku! O tym, że w Skin79 BB Cream Super+ Orange się ostatecznie absolutnie zakochałam wiecie już z mojej recenzji ;)

Czy ten żel przeciwsłoneczny nawilża skórę?


Moim zdaniem średnio. To znaczy, podkreślmy to: nie zawiera alkoholu, za to ma w składzie sporo humektantów (substancji nawilżających). Więc nawet powinien trochę skórę nawilżyć. U mnie jednak często powodował jej ściągnięcie.

Mam na to swoją teorię: według mnie ten krem jest tak lekki i zapewnia tak małą okluzję, że potrafi sprawić że skóry „ucieknie” nawilżenie. Ostatnie upały i wysoka wilgotność powietrza zdają się potwierdzać tę teorię. Już tłumaczę o co chodzi.

Przy wcześniejszych podejściach do tego produktu rozwiązaniem problemu ściągnięcia skóry było aplikowanie go na... zwykły krem do twarzy, czego normalnie nigdy nie robię. Od lat nakładam filtry na serum z witaminą C, no eeewentualnie na gołą skórę. Jednak próbując uporać się z problemem pozornego wysuszania skóry przez ten filtr zaczęłam stosować go na warstwę mojego ulubionego kremu (Bielenda Neuro Collagen 50+) i dyskomfort zniknął. W Azji często stosuje się pielęgnację warstwową i nakładanie filtrów na krem nie jest niczym dziwnym, więc nie ma nic zaskakującego w tym, że ten żel tego wymagał.

Z kolei kiedy do Gdyni przyszła fala upałów, a wilgotność powietrza dramatycznie wzrosła, krem nawilżający okazał się pod tym filtrem kompletnie zbędny. „Woda” w powietrzu sprawia, że mimo „otwartego” przez humektanty okna woda z mojej skóry nie ucieka. Jeśli czujecie się kompletnie zagubione o co mi chodzi z tym uciekaniem wody, oknami, humektantami i wilgotnością powietrza, to już podaję hasło: okoń. To znaczy nie okoń, a humektanty oraz punkt rosy.

Myślę, że w przyszłym sezonie letnim to mogą być moi dwaj ulubieńcy.


Czy to faktycznie jest Waterproof GEL?


Jak wspomniałam, krem przeciwsłoneczny kupiłam bez większego namysłu, głównie z chęci wypróbowania czegoś nowego niż stale przeze mnie używane preparaty. Jakież było moje zdziwienie, gdy postanowiłam użyć go po raz pierwszy!

Bardzo ciężko jest mi opisać konsystencję tego kosmetyku. Nie jest to typowy krem, ale nie jest to też żel jak sugerowałaby jego nazwa. Jest znacznie rzadszy i lżejszy niż na przykład suchy żel-krem Anthelios z La Roche-Posay. Osobiście nazwałabym ten produkt mleczkiem albo lotionem przeciwsłonecznym. Po wyciśnięciu na dłoń wydaje się jeszcze w miarę kremowy, ale po nałożeniu na skórę momentalnie rozpływa się, robi się przezroczysty i śliski. Tak płynna konsystencja w moim przypadku absolutnie uniemożliwia nałożenie go w przepisowej ilości płytkiej łyżeczki od herbaty: nie sprawdza się ani aplikacja grubą warstwą, ani mój stary, sprawdzony trik dzielenia ilości na pół i nakładania warstwowego. Wobec tego nakładałam go po prostu tak grubą warstwą jak to możliwe – wbrew pozorom, łatwo jest to wyczuć.

Samo rozprowadzanie na skórze nie należy moim zdaniem do najprzyjemniejszych, bo przypomina troszkę rozsmarowywanie na twarzy olejku albo wręcz silikonowego serum. Z drugiej strony, problem robienia smug albo białych zgrubień na linii włosów praktycznie tutaj nie istnieje. Jest to dla mnie ogromna zaleta, bo używając zastygających preparatów (jak wspomniany zielony Antek) w pośpiechu albo przy kiepskim świetle częęęsto potem widzę, że zrobiłam to niestarannie i krem jest widoczny na twarzy. Przy wodoodpornym żelu Skin79 ryzyko takiej sytuacji było praktycznie zerowe.

Oczywiście jeśli należymy do tej frakcji filtromaniaczek, które zawsze, ale to zawsze nakładają przepisową ilość kremu z filtrem to tutaj może być problem. Z drugiej strony, te trudności z nałożeniem tak dużej ilości kremu mogą być moim subiektywnym odczuciem, wcale nie jest powiedziane, że u kogoś innego ten krem nie zastygnie w nieco inny sposób.

A propos zastygania...

Wykończenie i efekt na skórze


Skin79 Waterproof Sun Gel to kosmetyk zastygający. Nie jest to jednak zupełnie ten efekt co przy matujących fluidach aptecznych (które osobiście kocham): w nich najczęściej kosmetyk zawiera z jednej strony matujące, pudrowe składniki jak krzemionka (Silica), skrobie (szukajcie słowa „Starch”, np. Zea Mays Starch, Aluminum Starch Octenylsuccinate), perlit i inne, a z drugiej: często też to, co ja określam na blogu mianem „złych” alkoholi: Alcohol, Alcohol denat. czy Isopropyl alcohol. W większości kosmetyków obecność tego składnika całkiem go dla mnie* przekreśla, ale w przypadku standardowych filtrów matujących ma on określone zadanie: powinien natychmiast po nałożeniu odparować i zostawić na skórze suchą, pudrową warstewkę ze składników opisanych powyżej.

* Przypominam, że to nie jest, że moim zdaniem każda zawartość alkoholu w każdym kosmetyku szkodzi - po prostu moja cera i włosy zwykle bardzo nerwowo reagują na produkty z jego zawartością, więc osobiście staram się go unikać.

Żel wodoodporny Skin79 nie zawiera w ogóle alkoholu, a o ile się orientuję nie ma w nim też innych, równie lotnych składników które mogłyby funkcję owego składnika pełnić. A mimo to zastyga i to w bardzo ciekawy sposób, któremu zawdzięcza zapewne swoją nazwę: robi na twarzy coś, co najprędzej określiłabym jako suchy błysk/suchy żel. Twarz wygląda jak mokra i właściwie tak, jakby po dotknięciu miała nam wszystko totalnie zatłuścić. Tymczasem świeżo po zastygnięciu skóra jest tylko delikatnie lepka (nie tłusta!), a pewien film pojawia się dopiero z czasem: moim zdaniem zupełnie standardowo, tak jak po każdym innym kremie. Czyli czasem później, a w przypadku takich upałów jak obecne o wiele szybciej.

Jak Skin79 Waterproof Sun Gel współpracuje z makijażem?


Ponownie, nie mam na to krótkiej odpowiedzi ;) Albo może inaczej: jeśli mamy na myśli pełny makijaż, czyli taki z podkładem, to współpracuje bardzo dobrze – z tym, że daje efekt „dewy skin”, czyli takiej wilgotnej czy „zroszonej” cery. Ja tego efektu nie lubię, ale w Azji jest on bardzo ceniony i wiem, że swoje fanki w Polsce także ma. Więc warto o tym wiedzieć.

Natomiast ja fluidu używam niezmiernie rzadko! Od marca mam miniaturkę tego kremu BB ze Skin79 i chociaż kupiłam już nowe opakowanie, to w tamtej jeszcze coś mi zostało: to chyba najlepiej świadczy o częstotliwości z jaką sięgam po podkłady czy bebiki.

Jako fanka filtrów zdecydowanie preferuję makijaż, którego aplikacja do absolutnego minimum ogranicza jakiekolwiek pocieranie skóry. Nie chcę naruszyć warstewki filtra, dlatego od wielu lat najczęściej biorę po prostu mocno puchaty pędzel i za pomocą transparentnego pudru sypkiego oprószam cerę delikatnymi, stemplującymi ruchami. Do większości filtrów puder przykleja się na tyle dobrze, że wraz z korektorem pod oczy jest to dla mnie wystarczający makijaż cery na co dzień.

W przypadku wodoodpornego żelu przeciwsłonecznego ze Skin79 pojawił się spory problem: nie jest on na tyle lepki, by puder się do niego przyczepił. Przy wielu próbach aplikacji okazywało się, że cerę ostemplowałam pędzlem mocno umoczonym w pudrze, a dalej widać na niej ten „suchy błysk”. Efekt był moim zdaniem przeokropny ;P

Na szczęście Paulina podrzuciła mi ciekawy pomysł: najpierw użyć primera glinkowego Pretty Neutral od Annabelle Minerals, a na to dopiero pudru. I to był strzał w dziesiątkę! Zestaw żel Skin79 + primer + puder bambusowy z Biochemii Urody sprawdził się u mnie bardzo dobrze, choć nie zdążyłam tej kombinacji zastosować zbyt wiele razy, bo krem się kończył ;) Wyjątkowo dobre efekty zauważałam, gdy primer zaaplikowałam pędzlem, a puder puszkiem – w ten sposób nie zdejmowałam ze skóry filmu stworzonego przez krem z filtrem, a mat był nieziemski: z jednej strony nie płaski, a z drugiej strony zaskakująco długotrwały.

Ponieważ chyba ani razu nie udało mi się poużywać tego kremu przez miesiąc dzień w dzień, nie potrafię ocenić jego komedogenności. Na pewno mogę powiedzieć, że na cerze wydawał mi się lekki i bardzo dobrze się zmywał, a to cechy typowe raczej dla tych niezapychających filtrów.

Podsumowując moje ogólne odczucia, powiedziałabym że to krem do którego mogłabym chętnie wracać. Nie nadaje się na dni, kiedy chciałabym wyjść kompletnie bez makijażu (efekt suchego błysku...), ale na co dzień z delikatnym make-upem albo nawet pod podkład sprawdzał się bardzo dobrze. Nigdy nie chwyciło mnie pod nim słońce. A przez to, że nie da się nałożyć go w przepisowej ilości, był też wydajniejszy. Bardzo często jest w promocji  za mniej niż 5 dyszek, a więc wychodzi taniej niż moi ulubieńcy z LRP czy z Vichy (zwłaszcza biorąc pod uwagę tę wydajność). Nie jest jednak moim kremem z filtrem numer jeden, a oto dlaczego.


Skład


Nie zrozumcie mnie źle: nie uważam składu tego kremu za zły. Jeśli mielibyśmy popatrzeć na ogólną formulację, to w ogóle jest to jeden z najładniejszych składów kremów przeciwsłonecznych z wysoką ochroną jeśli wyłączymy z rywalizacji typowe kremy naturalne czy ekologiczne. Mamy mnóstwo nawilżaczy, olei, ekstraktów, witaminę E – pokażcie mi krem przeciwsłoneczny z drogerii czy apteki, który tak wygląda:

Water, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Homosalate, Ethylhexyl Salicylate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Propanediol, Dimethicone Crosspolymer, Pentylene Glycol, Salvia Hispanica Seed Extract, Centella Asiatica Extract, Houttuynia Cordata Extract, Ammonium Acryloyldimethyl-Taurate/Vp Copolymer, Fructooligosaccharides, Saccharide Hydrolysate, Acrylates/C10-30 Alkylacrylate Crosspolymer, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Pullulan, Octyldodecanol, 1,2-Hexanediol, Butylene Glycol, Anthemis Nobilis Flower Extract, Echium Plantagineum Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract, Calendula Officinalis Flower Extract,  Cardiospermum Halicacabum Flower/Leaf/Vine Extract, Dimethicone, Xanthan Gum, Polyglycery-3 Methylglucose Distearate, Polysorbate 20, Polyacrylate Crosspolymer-6, Titanium Dioxide (CI 77891), C2-15 Alkyl Benzoate, Tocopherol, Glyceryl Stearate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Peg-100 Stearate, Aluminum Stearate, Oleth-10, Polyhydroxystearic Acid, Alumina, Isodeceth-6, T-Butyl Alcohol, Simethicone, Phenoxyethanol, Fragrance

Zarzut mam jednak zasadniczy i dotyczy on samych filtrów zawartych w tym kremie. Wytłuściłam ich nazwy i mam nadzieję, że kojarzycie je z moich wpisów o składach kosmetyków przeciwsłonecznych:




Mamy w żelu Skin79 pięć filtrów przeciwsłonecznych: dwa filtry chemiczne przenikające, jeden filtr chemiczny nieprzenikający, jeden filtr chemiczny fotostabilny oraz jeden filtr mineralny. Jak wiecie, ja jestem zdecydowaną zwolenniczką kremów opartych o filtry fotostabilne: nie muszą to być jedyne przeciwsłoneczne składniki kosmetyku, ale powinny być w jego składzie jak najwyżej.

W kremie Skin79 najpierw mamy trzy filtry, które są stabilne „chemicznie”, czyli nie są rozkładane przez kontakt ze skórą. Niestety, nie są one fotostabilne, co oznacza że podczas ekspozycji na słońce pomału tracą swoje właściwości. Filtr, który jest i fotostabilny, i stabilny chemicznie mamy dopiero na czwartym miejscu: jest to Uvinul A Plus. Filtry mineralne z definicji są stabilne pod każdym względem.

Co to właściwie oznacza? Upraszczając to tak bardzo, jak to możliwe: w mojej opinii ten krem najlepiej sprawdzi się u osób, które mało przebywają na zewnątrz, a filtrują się na przykład z obawy przed starzeniem spowodowanym promieniowaniem UVA, przenikającym także przez chmury czy szyby do wnętrza budynku czy samochodu. Czyli wypisz wymaluj u mnie. Natomiast dla osób, które jednak więcej czasu spędzają na zewnątrz albo do standardowego opalania się na plaży ten krem się moim zdaniem nie nadaje.


W jakich sytuacjach warto sięgnąć po ten krem?


Kiedy już rozgryzłam jak lubię stosować ten krem, wymyśliłam sobie też plan stosowania go.Większość mojego tygodnia stanowią dni, kiedy idę tylko do pracy i nic więcej, bo albo nigdzie nie wychodzę albo ewentualnie wieczorem mam zumbę: wtedy zwykle wolę wrócić prosto do domu, wszystko zmyć i odsapnąć przed zajęciami. W takie dni żel Skin79 spisał się i-de-al-nie.

Natomiast w dni, w których planuję jakieś zakupy, spacer, spotkanie ze znajomymi, cokolwiek – to dni, w których stawiam na kremy z filtrami fotostabilnymi. Nigdy nie chodzę się opalać na plaży, ale gdybym miała taki zamiar to i tak wysmarowałabym się czymś fotostabilnym, ale i tańszym (patrz: zdjęcie powyżej) niż te matujące kremy z apteki, bo na plaży mat mi niepotrzebny ;)


W pierwszych słowach niniejszej recenzji podkreślałam, że jest to produkt dziwny. Mam nadzieję, że teraz jasne jest czemu musiałam o nim napisać ponad sześć stron (!) w Wordzie, żeby poczuć, że oddałam mu sprawiedliwość i ujęłam wszystko, co jest moim zdaniem godne uwagi.

Podsumujmy więc:
  • według producenta krem ten ma być wodoodporny, dawać świeże i „wilgotne” wykończenie oraz nawilżać skórę;
  • w praktyce może skórę ściągać zwłaszcza przy niekorzystnym punkcie rosy/suchym powietrzu, więc warto rozważyć stosowanie go na zwykły krem;
  • aplikuje się bardzo łatwo, ale raczej niemożliwe jest nałożenie go w bardzo dużej ilości;
  • zastyga na twarzy, ale nie na suchy mat, a na suchy błysk;
  • sypkie, suche produkty słabo do niego przywierają, więc może wymagać pokombinowania z makijażem;
  • daje wykończenie tak wilgotne, że idealne dla fanek „zroszonej” cery;
  • jest raczej bardziej wydajny i tańszy niż wiodące produkty z tej kategorii;
  • ma ciekawy, bogaty w pielęgnujące składniki skład...
  • ... ale zawarte w nim filtry w większości nie są fotostabilne;
  • wobec czego nie sprawdzi się do opalania czy ogólnie przebywania na zewnątrz, ale dobrze spisuje się przy małej ekspozycji na słońce.


Jak widzicie obwarowań, uwag i obserwacji jest nieprawdopodobnie dużo nawet w wersji TL;DR. Jestem bardzo ciekawa, jaki werdykt ostateczny wydałybyście Wy, przez pryzmat Waszych potrzeb. Ja ostatecznie daję mu ocenę pozytywną i przy okazji najbliższych zakupów ze Skin79 (buk wie kiedy, na razie się nie zanosi) na pewno będę chciała wrzucić go do koszyka jako taki filtr „do pracy”.

Co Wy na to?

Ściskam,
Ania


32 komentarze:

  1. z cera tlusta, ale potrzebujaca nawilzenia.. mysle, ze bym sie z nim nie polubila. Wciaz nie moge sie przekonac do takiego wykoczenia, a kazdy filtr wplywa u mnie na makijaz. Jestem w poszukiwaniu ideału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś tych matujących klasyków? Zielony Anthelios, matujący Vichy? :)

      Usuń
    2. Który to zielony? :)

      Usuń
    3. Suchy żel-krem, ma zielony pasek w odróżnieniu od fluid ultralekkiego który to ma pasek żółty ;D (I jest też jakaś seria z niebieskim)

      Usuń
    4. Moja świadomość totalnie ignorowała ten pasek, mimo że patrzyłam na niego codziennie :D I kompletnie nie zwracałam uwagi na jego istnienie :D Pamiętałam tylko biel i pomarańcz :D

      Usuń
  2. Już czytając obietnice producenta wiedziałam, że to chyba nie krem dla mojej cery. Po niemiłych przygodach z kremami BB tej marki nie sięgnę na pewno. To co o nim piszesz też mnie do niego nie kusi.. U mnie fajnie spisuje się La Roche Posay co dostałam w miniaturkach, koloryzujący i Coola ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie ten produkt na pewno by się nie sprawdził. Cieszę się, że mogłam przeczytać Twoją opinię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie kremy z filtrem do codziennego stosowania Cię interesują i jakie możesz polecić? :)

      Usuń
  4. Super, że wstawiłaś jego recenzje bo wydaje mi się , że nie ma takiej w polskim internecie. Ja też długo miałam z nim problem. Nakładam go od razu na wodę różaną i czułam suchość. Podobno w kosmetykach koreańskich podpis żel oznacza, że jest skierowany do cery tłustej. Teraz stosuje go po nałożeniu serum nawilżającego i czuję super uczucie na twarzy. Czasem gdy powietrze jest bardzo suche dodaje jeszcze odrobinę kremu nawilżającego. Z makijażem nie mam wielkiego problemu, nakładam na niego krem bb spf 42 pa++++ czasem matuje, a czasem zostawiam nie przypudrowany. Do pracy wolę jednak przypudrowaną wersję.
    Bardzo dziękuję Ci za recenzję, bo nie znam się na składach, a chciałam wiedzieć czy jest on dobry i jakiego rodzaju ma filtry. Chyba skusze się kiedyś na tego la Roch posey atheliosa (jeśli źle napisałam to przepraszam), żeby mieć czasem to wyboru takie matowe wykończenie.
    Trzeba jednak przyznać, że w tym momencie skin 79 50 spf jest najtańszy i dostępny w Rossmanie lub w mojej ukochanej drogerii w Krakowie - Pigment (obczaj ją sobie, bo ma też stronę internetową). W obu jego regularna cena to 60 zł, ale w Pigmencie ostatnio byla przecena do 40 zł, czyli można go dorwać w przysteprzy cenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim Krakowiankom zazdroszczę Pigmentu jak nie wiem co - zdarzyło mi się stamtąd zamówić w ramach DDD czy Black Friday, bo jednak koszt przesyłki często rujnuje jakąkolwiek opłacalność tego typu zakupów :/ Ale mega, MEGA cieszę się, że recenzja się przydała. Jak widzisz, wiele moich problemów było podobne do Twoich, więc dla mnie to też jest cenna wskazówka jeśli nie tylko ja mam takie odczucia.

      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  5. Przepisowa ilość nakładanego filtra to nie jest przecież łyżeczka do herbaty, która ma 5 ml! Nikt nie da rady nałożyć tego na twarz i szyję. Różne źródła podają +/- 1,25 ml na twarz i szyję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi chodzi o te płytkie łyżeczki, które mają ok. 2,5 ml :) Tak jak to widać na ilustracji np. tutaj:
      https://www.instagram.com/p/Bigx1FHlnHX/?utm_source=ig_share_sheet&igshid=1type0uebqm6y

      Usuń
    2. PS. O prawidłowej objętości kremu pisałam w jednym z podlinkowanych postów, o tutaj:
      https://www.kosmeologika.pl/2014/07/abc-ochrony-przeciwsonecznej.html

      Także spokojnie, nie nakładam 5 ml kremu na twarz, hihi ;)

      Usuń
    3. PPS. Wreszcie wróciłam do domu i wyedytowałam posta dodając słowo "płytkiej" - wielkie dzięki za czujność! <3

      Usuń
    4. Ja się spotkałam również z badaniami, że osoby z drobną buzią mogą nakładać nawet 0,7 ml dla pełnej ochrony (ale to już takie minimalne minimum) ;) Bądź co bądź każdy z nas ma inną powierzchnię buzi :P

      Usuń
    5. O kurczę, a podałabyś mi link? 0,7 przy 1,25 (a to już jest naprawdę opcja minimum) to jest niewiele więcej niż połowa... czy ktoś może mieć naprawdę aż tak drobną buzię? Hm...

      Usuń
    6. Nie znajdę już :( Ale uwzględnianie powierzchni twarzy wydaje mi się rozsądne :) Jakaś dziewczyna na YT obkładała sobie twarz jakimś materiałem, a później sprawdzała rzeczywistą powierzchnię skóry, odnosząc się do tych badań.

      Usuń
    7. Hm, widziałam kiedyś na Wizażu takie wątki, że dziewczyny obliczały sobie powierzchnię skóry, ale to było mega niedokładne... No nie wiem, ja jednak poniżej 1,2 ml bym nie schodziła :)

      Usuń
  6. Pamiętam jak mówiłaś na spotkaniu o tym kremie, a recenzja jest mega rozbudowana i treściwa, także szacun :) hasło: okoń mnie rozwaliło :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu a próbowałaś z Iwostinu ten do cery tłustej? To jedyny dotychczas z jakim zaprzyjaźniłam się na dłużej i dziwię się że nie ma żadnych zwolenników. U mnie 2 różne antki, vichy, choćby nawet i ten nowy anti age (swoją drogą tam alkohol bardzo podrażnia) pozostawiają tłusty i nieprzyjemny film na twarzy, robią mi buraka na stałe a ten iwostin jako jedyny jest ok. Nie znam się na składach i stawiam że pewnie on jest przyczyną braku popularności ale wchłania się do matu, nie bieli przy szybkim nakładaniu i jest super pod podkład. Może u mnie sekretem jest to że choć nie mam tłustej a kupuję do właśnie takiej tak dobrze się wchłania, nie wiem, ale polecam :) Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam... A nie bieli Ci skóry? Pytam, bo mega wysoko ma filtr fizyczny/mineralny, a te zwykle baaardzo bielą :)

      Ogólnie skład pod kątem filtrów raczej nie jest z mojej bajki:
      - najpierw jest niefotostabilny Ethylhexyl Methoxycinnamate,
      - potem niezbyt lubiany przeze mnie dwutlenek tytanu,
      - następnie wybitnie niestabilny Parsol :(
      - i dopiero na koniec dwa stabilne Tinosorby.

      Parsol to taki typ filtra, który rozkłada się nie tylko od słońca, ale i od wielu innych składników kosmetyków, takich jak dwutlenek tytanu (obecny w tym samym preparacie!), tlenek cynku, talk, mika czy tlenki żelaza (pigmenty). Tinosorby go trochę stabilizują, ale jednak jako filtr codzienny pewnie bym go nie zastosowała.

      Z trzeciej strony, przy tak niskiej cenie mogłabym go przynajmniej rozważyć do stosowania na szybkie wyjścia! Tylko zdecydowanie przedtem muszę sobie skombinować jakąś próbkę, bo opinie o tym czy on jest matowy są raczej mocno mieszane, chyba nawet z lekką przewagą tego, że nie :<

      Ale na pewno mogłabym dać mu szansę i dziękuję za to, że dzięki Tobie pojawił się na moim radarze ;)

      Usuń
  8. O rany, Aniu, ale przecudowna recenzja. Poruszyłaś chyba każdy możliwy aspekt! Mam go w zapasach i jestem ogromnie ciekawa jak się sprawdzi. Najpierw muszę jednak zużyć fluid ultralekki, a dostałam też teraz hojną odlewkę zagranicznego Nivea Super Water Gel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę baaardzo ciekawa Twojej opinii o Skin79 i o tej Nivei. A Nivea jak wychodziłaby cenowo (do objętości) gdyby się ją chciało skądś sprowadzić?

      Usuń
    2. No to do rozważenia ;D Będę czekać na Twoją opinię :)

      Usuń
    3. Co prawda mam tylko odlewkę, ale całkiem sporą :)

      Usuń
    4. Tylko tak sobie myślę, że ten skład to Ci się nie spodoba :)
      http://www.cosdna.com/eng/cosmetic_146d312588.html

      Usuń
  9. Super analiza ! Jak zawsze profeska! Ja w tym roku mam i zachwalam brata tego kemu, czyli Non-chemical Sun Block ;) Wiem, że wiesz, bo posyłałam Ci skład na Insta i jestem bardzo ciekawa, co o nim myślisz ;) U mnie, na wakacjach, sprawdził się fenomenalnie! Czułam ochronę nawet po kąpieli w morzu! Słońce mnie słabo chwyciło, ani razu się nie spiekłam (zwykle się zdarzało, np na dekolcie). No i jak on pięknie wygląda pod minerałami to jakaś bajka. Może chciałabyś próbkę lub odlewkę (jeżeli można tak przekazywać filtry)? Ja na pewno wrócę do niego w przyszłym roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat mineralnych nie lubię i nie stosuję, więc zakupu nie planuję, ale jakąś odlewką kiedyś przy okazji na pewno nie pogardzę! <3

      Usuń
  10. A ja go uwielbiam. To mój ulubiony filtr chemiczny. Jestem bardzo sucha, więc używam go na latopic��. Przyklepuję go też filtrem chemicznym, bo jestem wariatką�� Świetna recenzja jak zwykle!❤

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger