7/31/2018

Okrycia wierzchnie w mojej szafie kapsułkowej





Uwielbiam kurtki i płaszcze! Ze wszystkich typów ubrań, których liczbę staram się ograniczać tak bardzo jak to możliwe, to właśnie w przypadku okryć wierzchnich najbardziej boli mnie serce gdy postanawiam wyjść ze sklepu/zamknąć zakładkę/usunąć dany ciuch z koszyka. 



Jest moim zdaniem coś bardzo fajnego w tym, kiedy to jak nasza stylizacja wygląda na ulicy (a więc okrycie wierzchnie, galanteria, także „dół” stroju lub przynajmniej jego widoczna część) w zauważalny sposób koresponduje z tym co widać, gdy już wejdziemy do pomieszczenia i zrzucimy z siebie część opakowania. Jakoś tak smutno mi, gdy z tych czy innych powodów muszę do danego zestawu dorzucić zbyt elegancką albo zbyt sportową kurtkę. Nie wiem czy znacie to uczucie, ale jeśli wydaje się to Wam dziwne to przepraszam, ale tak właśnie czuję i niewiele mogę na to poradzić ;) 

Mimo wszystko staram się nie szaleć i nie przesadzać z liczbą kurtek czy płaszczy w mojej garderobie. Tym razem – w przeciwieństwie do poprzednich tekstów o ubraniach na lato, zimę czy okres przejściowy – za moimi wyborami nie idzie aż tyle rozkminy. Mają być ciepłe i do mnie pasować. Tyle.

Moje największe inspiracje w temacie i okryć wierzchnich, i szafy w ogóle wymieniałam już wcześniej, ale zacytuję tu fragment dawniejszego wpisu. Opowiadając Wam na co zwracam uwagę wybierając ubrania wspomniałam o tym, że kocham:

  • fantastykę! przede wszystkim lekką nutkę klimatu fantasy, czyli tego co kojarzy się z elfami, magią i tak dalej :D 
  • motywy militarne: nie chodzi mi o khaki i moro, tylko o elementy przywodzące na myśl historyczne mundury oraz strój do jazdy konnej; 
  • french chic, czyli styl którego tłumaczyć zapewne nie trzeba; 
  • lubię też elementy typowo męskie, a dodatkowo rockowe i preppy. 

Po moim niedawnym odkryciu (dzięki Anwen!) bardzo silną inspiracją stał się dla mnie styl, który Greta Kredka określiła mianem Gwiezdnego Etherealu. Czy ja faktycznie „mam” ten Ethereal nie wiem na sto procent, bo nie poddałam się profesjonalnej diagnozie. Mi osobiście wydaje się, że i owszem, ale nawet jeśli nie to moje wybory ubraniowe od tak dawna swobodnie dryfują w kierunku „gwiezdnego” stylu, że jest to moim zdaniem powód absolutnie wystarczający by uznać go za cenną dla mnie inspirację. 

Jeśli temat ten Was interesuje, zajrzyjcie do opisu tego Etherealu na blogu Get The Look, zerknijcie na odpowiednią tablicę inspiracji na Pintereście i poczytajcie dyskusje osób, które w typologii Grety Kredki siedzą od dawna. A w ogóle to polecam zapoznać się z podstawami całej typologii Ethereal, bo może którykolwiek z nich da Wam takiego kopa do działania jak mi ten gwiezdny!

Naturalnie większość zdjęć na tych moodboardach stanowią stylizacje, których odtworzenie 1:1 w sytuacjach codziennych byłoby co najmniej dziwne... Ale kiedy przeglądam „szafirową” strefę na pinterestowej tablicy, a potem patrzę na swoje zdjęcie w jednej z najczęściej noszonych przeze mnie bluzek, to jakoś nie czuję wielkiego zgrzytu:




Tak więc ostatnimi czasy czuję wielki przypływ kreatywności i mam ochotę do mojej bazy (do której doszłam głównie intuicyjnie i bez konkretnych celów) przemycić świadomie trochę więcej „gwiezdnych” detali. 


Okrycia wierzchnie na ciepłe dni 


Tym właśnie kierowałam się wybierając mój najnowszy nabytek – kurtkę typu bomber, której przez niesamowite upały nie zdążyłam jeszcze nawet założyć ;) Jest czarna i z cienkiego weluru/aksamitu, czyli dosyć „gwiezdna”; z drugiej strony fason jest zupełnie normalny i to mi jak najbardziej odpowiada! Kupiłam ją na Allegro i jest to tak absolutny no-name, że nie ma nawet wszywki ze składem tkaniny, krajem produkcji czy instrukcją postępowania. Ale zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i wiem, że będę ją jesienią i wiosną często nosić.

W okresie przejściowym lubię nosić jeszcze trzy inne typy kurtek: klasyczną ramoneskę, dżinsową katanę i prostą parkę.


Ramoneska idealna


Perfekcyjnej skórzanej kurtki szukałam długo, bo miałam sporą listę wymagań: czarna, nieskórzana (bo na taką nie byłoby mnie stać), niezbyt błyszcząca, z asymetrycznym zapięciem z boku, bez kołnierza, bez ściągaczy, z możliwie najmniejszą liczbą okuć... Wreszcie znalazłam mój ideał w lokalnym sklepiku w mojej rodzinnej mieścinie. Ponownie jest to kompletny no-name, ale mam ją już dość długo (dwa albo nawet trzy lata) i pomimo częstego noszenia jest w idealnym stanie. Kiedy się zniszczy na pewno będę chciała wymienić ją na jak najbardziej zbliżony wyglądem model, tylko że ze skóry. Obym do tego czasu poprawiła mój status materialny na tyle by okazało się to realne ;D


Dżinsowa katana


Kurtałka z dżinsu to chyba jedyny rodzaj okrycia wierzchniego jaki lubię nosić do letnich stylizacji. Długo zastanawiałam się co zakładać w chłodne letnie wieczory i dopiero któraś z Czytelniczek podsunęła mi pomysł takiego wdzianka – sama nie wpadłam na to, bo ostatni raz kurtkę tego typu miałam chyba w podstawówce. Teraz na próbę sprawiłam sobie taką zupełnie prostą, moi rodzice znaleźli ją w Kiku. Jak to dżins, jest ze 100% bawełny, więc nosi się ją bardzo fajnie! 


Wygodna parka


Moją parkę z Reserved po prostu uwielbiam. Jest w niej wszystko co chciałam: troczek w talii (dla mnie konieczność!), przepastne kieszenie, kaptur. Dodatkowo jest całkowicie bawełniana i bez podszewki! Jedyny minus znajduję w postaci przedziwnego ozdobnika przy kapturze, który to został obszyty kiczowatą taśmą z równie kiczowatym napisem. Boję się to odpruć na własną rękę, bo może ta wątpliwa ozdoba pomaga trzymać kaptur w całości – więc chciałabym najpierw przemyśleć czym ją zastąpić. Myślałam o pasku z czarnej skóry, płótna, nawet o ćwiekach, ale jakoś nic nie chwyta mnie za serce. Może macie jakieś pomysły? :D 




Okrycia wierzchnie na zimne dni


Ponadczasowy trencz


Teraz pokażę Wam czym taki zmarzlak jak ja otula się w dni najgorszej pogody. Jesienią często wyciągam z szafy trencz: zdecydowanie należę do tych osób, które uważają że w odpowiednim trenczu każdy wygląda dobrze! Dodatkowo moim zdaniem nie ma lepszego płaszcza do założenia na eleganckie okazje do sukienki. Lata temu miałam naaajlepszy na świecie trencz z F&F (marka dostępna w Tesco!), ale od tamtej pory sporo schudłam i trzeba było go wymienić na inny. Ten który noszę teraz mój chłopak kupił w Zarze i uwielbiam go prawie tak samo jak tamten ;) Sam płaszcz jest z mieszanki 93% wiskozy z poliestrem, a podszewka ma 49% wiskozy dzięki czemu dalej jest dość przewiewna. Nie gotuję się w tym trenczu nawet w stosunkowo ciepłe dni. 


Wełniany szlafroczek na pierwsze chłody


Jak tylko trochę się ochłodzi, wyciągam szlafrokowy płaszcz z Unisono. Marka ta w ogóle nie była na moim radarze dopóki Paulina nie podpowiedziała mi jej w komentarzach do któregoś posta z serii ubraniowej. I dzięki niej mam wygryw życia: za około sto złotych wyrwałam cudo z mieszanki 50% wełny, 35% wiskozy i 15% kaszmiru, a na dodatek uszyte w Europie (a konkretnie we Włoszech). Kolor jest idealny, fason jest też, kocham ten płaszcz! Przez zawartość kaszmiru delikatnie się kulkuje, ale przed nowym sezonem po prostu go ogolę golarką do swetrów i będzie dobrze.




Mistrzostwo z Mango


Jak zrobi sie tak naprawdę, naprawdę zimno, to wyciągam mój płaszcz z Mango. O tym jak ciężko było mi znaleźć ciepły płaszcz dla siebie, czemu wybrałam ten, jaki ma skład, a nawet zdjęcie ze strony sklepu pokazywałam tutaj. Dalej uwielbiam ten płaszcz tak samo jak wtedy i nie bez kozery trafił wtedy do moich ulubieńców miesiąca ;)

Skafander na ekstremalne mrozy


Niestety, zdarzają się takie dni, gdy odpuszczam. Na szczęście w ostatnich latach nie było zbyt wielu takich sytuacji, ale czasem polska zima potrafi zmusić mnie do zamiany płaszcza na skafander. Coś, co nie wchłonie tyle wody co wełna, coś co jest wygodniejsze do brodzenia w zaspach, coś co lepiej wygląda do ciężkich zimowych butów, coś co ma gruby kaptur czy ściągacze przy nadgarstkach... Wszystko to sprawia, że w najgorsze mrozy zakładam najstarsze z moich okryć wierzchnich: płaszcz typu kołdra/śpiwór z Terranovy. Kupowałam go w czasach, kiedy naprawdę nie umiałam wybierać sobie ubrań (nie żeby teraz było wybitnie, ale jest lepiej!)... A jednak jakoś udało mi się wybrać najmniejsze zło: nie jest aż tak nadmuchany, ma zaznaczoną talię, nie błyszczy się i ma kolor, w którym siebie lubię. Więc oczywiście nie czuję się w nim aż tak super jak w eleganckim płaszczyku, ale w porównaniu do innych zimowych skafandrów ten jest chyba najlepszym wyborem dla mnie.

Tym niemniej, nie płaczę rzewnymi łzami, że od dwóch lat wisi w szafie ;) Jeśli nie ma ostrych zim, to tylko lepiej! Osobiście w dupie mam „white Christmas”, nienawidzę śniegu i wszystkiego co z nim związane ;) 



Wymarzone uzupełnienie mojej szafy 


Zdjęcia pochodzę ze sklepu Zalando: [1, 2], [3]



Wydaje mi się, że jak na to jak skromna była moja szafa letnia, zimowa czy przejściowa, okryć wierzchnich mam stosunkowo dużo. Mimo to są co najmniej dwie kurtki, których brak rzeczywiście odczuwam:


  • sportowa kurtka typu softshell choćby do chodzenia na fitness; 

  • krótsza, nieformalna jesienna kurtka, najlepiej granatowa bosmanka! 


Z pierwszym zakupem czekam aż gwiazdy ułożą się w odpowiedniej linii i jakaś fajna oferta w Lidlu zbiegnie się w czasie z nadmiarem gotówki w moim portfelu ;) Chociaż zastanawiam się czy jednak nie poszukać czegoś w sklepach sportowych. Macie do polecenia coś niedrogiego na przykład w Decathlonie? 


Drugą kurtką jaką bym chętnie przygarnęła jest coś, co w Polsce nazywamy bosmanką, a co po angielsku znane jest jako pea coat (ew. peacoat). Powód jest prozaiczny: uwielbiam chodzić z plecakiem zamiast torebki. I jakoś niezbyt gra mi to z tymi zimowymi płaszczami, które Wam dziś pokazałam. Prosta granatowa bosmanka to coś stworzonego dla mnie i gdyby nie to, że ta po lewej (Levi’s) kosztuje prawie 600 zł, a ta po prawej (Gant) ponad tysiąc, to nawet bym się nie zastanawiała. Ale ten zakup zwyczajnie musi poczekać. Wychodzę z założenia, że jeśli do tej pory żyłam bez nich, to jeszcze parę sezonów mogę ;) 

***


Dzięki za uwagę i niezmiennie z wielkim zainteresowaniem czekam na Wasze komentarze. Z odzewu pod postami ubraniowymi dowiaduję się od Was mnóstwa ciekawych rzeczy, więc zapraszam do komentowania i pozdrawiam Was! 


Wasza 
Ania

9 komentarzy:

  1. Jeny Aniu, jest 30 stopni a Ty o kurtkach :D
    Do tej parki doszyłabym taśmę koronki albo pasek z kwiatowym haftem, ale nie wiem czy to by się Tobie spodobało ;)

    Jeśli chodzi o ubrania wierzchnie to jestem szczęściarą i mam już swój zestaw idealny
    - skóra (a nawet dwie bo mam brązową i taką żółtawą dostałam w prezencie)
    - szary wełniany płaszcz
    - kurtka sportowa z membraną
    - kurtka puchowa
    - futro (chyba trochę wstyd, ale uwielbiam je nosić do sukienki zimą gdy są mrozy, no i pasowało do sukni ślubnej w grudniu)
    I nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba (tylko ufarbować skórę z brązu na czerń) ♥

    W ogóle ile ja się dzięki Tobie dowiem! jakoś nigdy za bardzo się nie przejmowałam kurtkami i tylu nazw modeli i krojów nie znałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie rozglądam się za różnymi taśmami tego typu, ale zwykle jak mi się coś podoba to jest takie mega ozdobne. Jakoś dziwnie bym się czuła zakładając do dresu parkę obszytą koronką ;D Ale na pewno coś znajdę :)

      A jakiej firmy masz tę kurtkę sportową? Polecasz?

      Usuń
    2. A wiesz, że nie pamiętam jakiej firmy ta kurtka? Musiałabym wstać do szafy i wygrzebać ją z najwyższej półki :P Ale to jakaś sportowa outdoorowa marka, fjord nansen albo the north face albo coś takiego, kupowałam z 5-6 lat temu.

      Usuń
  2. Nie wiedziałam, że to się nazywa bosmanka :D Mam taką beżową i bardzo lubię. Ostatnio mi serce pękło, bo wydawało mi się, że znalazłam ładną ramoneskę online, ale nie ma mojego rozmiaru :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przycupnę i podrzucę pomysł na skórzaną kurtkę: może lepiej nie szukaj po sklepach, bo skórzane sklepowe to płacz i zgrzytanie zębów. Skóra najczęściej jest owcza, czyli bardzo miękka i układająca się, ale też cienka i podatna na zarysowania i rozdarcia. Polecam wybrać się do kuśniarza z wyrysowanym wymarzonym modelem lub zdjęciem, Pan uszyje Ci taką idealnie pod Ciebie. Skórę wybieraj cielęcą, też jest miękka, ale jednak dużo mocniejsza niż owcza, na pewno wytrzyma sporo sezonów. Naprawdę polecam, swoje dwie skóry szyłam u kuśniarki, obie z cielaków, noszę kolejno 4 i 2 lata i są idealne. Raz na miesiąc przecieraj olejem wazelinowym (do kupienia np na allegro) i masz kurtkę jak ta lala ;)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię Twoje wpisy w tej tematyce.
    Ja mam u siebie kilka kurtek (również te przeciwdeszczowe, na wyjazdy itp), płaszczy i dwie skóry. Jedną białą a drugą czarną.
    Biała trafiła do mnie jak szukałam jakiegoś bolerka do sukni ślubnej na czas przejazdu, kupiłam ją od jakiejś dziewczyny za śmieszne 30 zł (była z metkami) i do sukni ślubnej pasowała jak ulał i dodatkowo służy mi teraz podczas chłodnych letnich wieczorów np na przyjęciach weselnych. Ja nigdy nie przepadałam za białym kolorem (oprócz podkoszulek) więc tym bardziej się dziwię, że znalazła tyle zastosowań :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger