2/18/2018

Minimalizm wiosenno-jesienny. Sezon przejściowy w ramach slow fashion.



Całkiem niedawno pokazałam Wam jak ubieram się zimą, a ponieważ już bardzo tęskno wyglądam ku wiośnie to pomyślałam, że taki tekst o wiosennych ubraniach zadziała na mnie terapeutycznie ;) Jeśli więc macie ochotę pozaklinać rzeczywistość razem ze mną, zapraszam! 




Na wstępie przypomnę jakimi podstawowymi zasadami rządzi się moja szafa: 
  • ma być mi ciepło! Tutaj nie uznaję żadnych półśrodków; 
  • celuję w ubrania z naturalnych tkanin i generalnie jak najlepszej jakości; 
  • lubię stonowaną kolorystykę, polecaną zresztą do mojej karnacji typu Soft Summer; 
  • preferuję rzeczy wykonane z poszanowaniem ludzkiej pracy i środowiska.


Uniform wiosenny/jesienny 



Gdybym miała wyobrazić sobie mój ulubiony zestaw noszony wiosną, dolna połowa ciała krystalizuje się w mojej głowie bez problemu: granatowe spodnie (nie dżinsy!) typu skinny o długości około 7/8, gołe kostki i baleriny albo mokasyny z czarnej, rzadziej brązowej skóry. To zestawienie traktuję jak moją drugą skórę i narzucam je na siebie nawet się nie zastanawiając. 

Góry są mniej stałe, oczywiście głównie dlatego że pogoda wiosną czy jesienią również jest zmienna. Czasem wybieram „wyciągnięty” z zimowej szafy kaszmirowy sweter, a przy prawie letniej pogodzie często sam T-shirt, ale najczęściej jestem tak gdzieś pomiędzy.

Wtedy decyduję się na zestaw docieplony przez: dżinsową koszulę, moje ulubione obleczytko (to słówko, które ściągnęłam od mojej współlokatorki, bo urzekło mnie od pierwszego zasłyszanego razu!) lub rzadziej marynarkę.  

Te warstwy docieplające narzucam między między odpowiednie dla danej pogody okrycie wierzchnie a jakąś podstawową „górę”. I tych gór/topów też mam kilka ulubionych rodzajów: zwykłe T-shirty, ładniejsze bluzki lub moje ukochane zestawienie w postaci gładkiej, basicowej bokserki z dodatkową warstwą dopasowanej kolorystycznie koronki zakładanej na wierzch. 

O swetrach, dżinsowej koszuli czy części T-shirtów nie będę się rozwodzić, bo pokazałam je Wam dokładnie w tekście o mojej zimowej capsule wardrobe. Dziś pokażę Wam kolejne rzeczy :)



Wspomniane przeze mnie obleczytko jest zrobione z wiskozy z 5-procentową domieszką elastanu i kupiłam je w nieistniejącym już lokalnym sklepiku w Gdyni. Zapłaciłam za nie około 50 złotych, a uwielbiam je za przepastne kieszenie oraz za to, że wyglądem przypomina mi trochę fakturę drewna <3 

Na zdjęciu widzicie moją jedyną casualową marynarkę/blezer. Na studiach byłam m.in. cztery lata w kółku endokrynologicznym i na jedno ze spotkań inna kółkowiczka przyszła w takiej marynarce, akurat kiedy szukałam czegoś takiego! Okazało się, że dopiero co ją kupiła, więc również popędziłam do Medicine (dawniej Reporter) i od razu ją nabyłam mimo iż skład (65% poliester, 35% wiskoza) był taki, że w każdym innym przypadku bym ją zdyskwalifikowała. Ale w przypadku ubrania, które nie leży tak totalnie blisko ciała naturalny skład ma dla mnie mniejsze znaczenie. Zwłaszcza, że dzięki temu tego blezera nie trzeba w ogóle prasować! A ja naprawdę nienawidzę tej czynności, więc to dla mnie ważne :D Trudno mi powiedzieć ile kosztował, bo był to jeden z naprawdę bardzo nielicznych zakupów, gdy po prostu poszłam do sklepu i kupiłam coś bez większego medytowania i dodawania/usuwania tego z koszyka zakupów po milion razy. Raczej w widełkach 100-150 zł :)



Jeśli chodzi o spodnie, to moimi ulubionymi są naprawdę super obcisłe i właśnie takie „przykrótkie” portki, które udało mi się wyrwać w Diverse za jakieś 50 zł (mieszanka zawierająca 68% bawełny). Mają jeden minus: niemiłosiernie obłażą wszelkimi możliwymi paprochami, a jak się mieszka z dwoma kocurami to jest to po prostu recepta na zużywanie miliona rolek do odkłaczania miesięcznie ;))) Wydaje mi się też, że pomału wyświecają mi się zwłaszcza na szwach, więc będę rozglądała się za zamiennikiem. Aha, oczywiście w zimniejsze dni wracam do długich spodni, skarpetek i krytych butów; a w cieplejsze sporadycznie włożę spódnicę: ta jest z Mohito, z czarnej ekoskóry (a więc 100% poliuretanu) i kupiona na wyprzedaży za niecałe 50 zł. Ogólnie nie lubię chodzić w kieckach, ale w tej czuję się naprawdę dobrze. Założyłam ją nawet na See Bloggers 2017 ;) Przesuń w prawo, żeby ją zobaczyć w akcji i może doradzić mi, czy nie powinnam skrócić jej tak z pięć-dziesięć centymetrów, bo ciągle biję się z myślami :D



Pod marynarkę czy obleczytko lubię zakładać najzwyklejsze koszulki. Najlepiej czuję się w T-shirtach z dużym, okrągłym dekoltem. Poza czarnym T-shirtem z COS pokazanym Wam ostatnio moje aktualnie ulubione koszulki to: 



Szara i biała to T-shirty z bawełny organicznej z H&M Conscious, które w ramach Black Friday kupiłam za 24 zł/sztuka.  Ten jasnobłękitny T-shirt jest marki Vila, a wykonano go z takiej fajnej, bardzo lejącej się wiskozowej dzianiny i o ile pamiętam, mama kupiła mi go w lumpeksie za jakąś symboliczną kwotę. Niestety, już pomału dogorywa :( Bardzo lubię też lyocellową koszulkę Esmara (z Lidla, może 30 zł?), która jest zupełnie inna w fakturze: sztywna, prawie pudełkowa, z czegoś w rodzaju cieniutkiej tkaniny dżinsowej przez co wygląda o wiele mniej nieformalnie niż pozostałe.

Natomiast zestawem, który noszę naprawdę bardzo często jest prosty, gładki top bez rękawów (bokserka, tank top...), na który zarzucam najczęściej koronkową narzutkę o w miarę dopasowanym kolorze lub wygodną koszulę na krótki rękaw.

Mam takich zestawów całkiem sporo i wszystkie opierają się o bazę ze śmiesznie tanich i MEGA dobrych jakościowo topów Esmara z Lidla. Kupuję je w dwupakach po około 19 zł i trochę ich już mam: granat, szarość, biel, oliwka i jadeit (liczba jest nieparzysta, bo jedna z nich była w zestawie z czymś wzorzystym - kupiłam ten dwupak na spółę z przyjaciółką). Od dawna wypatruję czerni, chętnie wymieniłabym też biały, bo mam go już bardzo długo i kolor nie jest tak świeży jak kiedyś... Aha, oczywiście tego typu topy zawierają często tak zwane linie basic dostępne w praktycznie każdej większej sieciówce.



Mam jeden taki czarny basicowy top tego typu i nawet jest dość kosztownym produktem marki Muji, ale jest on z takiej żeberkowanej dzianiny, za którą - jak pokazał czas - nie przepadam. Noszę go, ale tylko pod dodatkową koronkową narzutkę. Gdybym miała założyć go solo czułabym się jak w bieliźnie, bo ta żeberkowa struktura nierozerwalnie kojarzy mi się z podkoszulkami ;)



Obie koszule na krótki rękaw są z lidlowej Esmary: zieloną dostałam od cioci, która kupiła ją dla siebie bez mierzenia i nie trafiła z rozmiarem :) a granatową dokupiłam sama za 9 zł podczas cyklicznego czyszczenia magazynów Lidla z tych ubrań, które w ciągu roku jakoś nie sprzedały się.

Koronkowych narzutek też mam całkiem sporo, wszystkie są kupione w lumpeksach przez moją mamę w zawrotnych cenach typu trzy złote ;) Jak widać, biała, niebieska i granatowa są na szerszych ramiączkach, a czarna, szara i szafirowa mają krótkie rękawy. Są dzięki temu bardzo wygodne, a z jakiegoś powodu prawie wszystko co ma długi rękaw (koszule, eleganckie bluzki, a nawet tak zwane longsleeve'y) ogromnie mnie krępuje. Wyjątkiem są wyłącznie swetry i koszule z dżinsu, w których mogłabym nawet sypiać :D




Lista zakupów 


Podobnie jak w przypadku szafy zimowej, nie odczuwam dotkliwego braku właściwie niczego. Jest jednak parę rzeczy, których znalezienie sprawiłoby mi dużo radości:

Edycja 11.06.2018: Dzięki Waszym podpowiedziom kupiłam po prostu dżinsową katankę!
  • przede wszystkim chciałabym znaleźć w sklepach coś do zarzucania na T-shirt czy inną bluzkę, a co pasowałoby mi proporcjami do tej spódnicy! Bardzo chętnie noszę ją z samym topem albo z wkładanym przez głowę swetrem. Ale brakuje mi czegoś rozpinanego (kardigana? żakietu? hmm...) co mogłabym narzucić jako dodatkową warstwę - nic, co obecnie posiadam jakoś nie gra mi długością :)
  • T-shirt z organicznej bawełny w kolorze granatowym (zapewne kwestia czasu) oraz indygo albo butelkowej zieleni (raczej mało typowe, więc nie mam zbytnio nadziei);
  • może jeszcze jedna koszula w typie tych sztuczydeł z Lidla, najlepiej w ecru albo jasnym błękicie, chociaż ciemny fiolet też byłby super!
  • chętnie powitałabym w szafie koronkę w kolorze jadeitu/nefrytu, ale w ogóle nie widuję czegoś takiego ani w sklepach, ani w second handach :)


I to właściwie wszystko. Mimo iż chodzę dosłownie w kółko w jednych spodniach na krzyż, mam tyle różnych fajnych gór (koronek, koszul, T-shirtów) że nie odczuwam tu właściwie żadnych większych potrzeb.

Ania

15 komentarzy:

  1. Twój styl jest w moim guście :) te koszule, bluzki i marynarki :) podoba mi się !

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko mi się podoba :) W ciucholandach zawsze znajdzie się coś fajnego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam podobny styl, jedynie te koronkowe góry nas różnią (teraz myślę, że właściwie nie mam ani jednej koronkowej rzeczy wierzchniej). Paleta kolorów też bardzo moja i również nie mogę doczekać się wiosny, bo w tym roku w Seulu, gdzie mieszkam, zima była wyjątkowo mroźna. Jedynie koncepcja minimalizmu w mojej szafie jakoś nie może przyjąć się na stałe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie niemalże wszystko mi się podoba, z pojedynczymi wyjątkami :) Lubię taki styl ubierania :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę w końcu ten porządek w szafie zrobić ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałam Ci podziękować za posty o modzie; słyszałam wcześniej o książce slow fashion, ale zwykle jak jest jakiś szał na coś, to się odwaracam i ewentualnie wracam do tego później(tak było z moją ulubioną saga millenium, którą przeczytałam po 'boomie'). Dzięki Tobie sięgnęłam po tą książkę i zadałam sobie pytanie co mi sie podoba i jak chcę wyglądać. Twoje posty pokazały mi również że są takie style jak elfi;) Niby powinnam wiedzieć ale pewnie nie wpadłabym na to żeby go przejrzeć. Chętnie czytam twoje posty o modzie, jako że jestem na początku drogi, a ty już dalej :) Bardzo podobają mi się koronkowe góry, zdecydowanie w moim stylu, ale nie umiem się przekonać do spodni 7/8. Powodzenia w kompletowaniu szafy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli szukasz inspiracji w takich klimatach lekko fantasy to polecam Ci ten link, to moje najnowsze odkrycie! http://getthelook.pl/typologia-ethereal/ I dzięki za tyle miłych słów! <3

      Usuń
  7. Z ogromną przyjemnością przeczytałam ten post i też wyczekuję wiosny!

    Jestem pod wrażeniem Twoich koronek :) Takie super uzupełnienie stylu.
    Spódniczkę nieco bym skróciła, bo wolę jak do płaskiego obuwia jest odsłonięte nieco kolano. Do sukienek czy spódnic osobiście lubię nosić skórzaną kurtkę, bo żakiety właśnie kończą się z tyłu nieco niżej przez co wygląda się hmm szeroko?
    Dobrze wiedzieć, że topy z Lidla są fajnej jakości, te co kupiłam lniane są przyjemne, bo cienkie, ale nie zachowują swojej formy,gdy są często noszone, w przeciwieństwie do męskich lnianych koszul o czym u siebie pisałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dwa lniane topy z Lidla (planuję je pokazać przy omawianiu szafy letniej) i jejku, kocham je! Dokupię kolejne na bank, jeśli tylko kolory będą moje :) Są zdecydowanie mało wyrafinowane, ale tak wygodne że mogłabym ich z siebie po prostu latem nie zdejmować :D

      Usuń
  8. Do narzucenia na górę do spódnicy gorąco polecam dżinsowe kurteczki, można przebierać w długościach, na pewno znajdziesz coś w sam raz. Ja mam dwie z Lee i robią mi za swetry/marynarki/kurtki właściwie przez cały rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że też o tym nie pomyślałam... Muszę tylko przemyśleć jaki kolor dżinsu będzie dla mnie najlepszy i wyślę mamę na poszukiwania w sh :D

      Usuń
  9. Te koronki piękne! :) Spódnica według mnie zdecydowanie do skrócenia, co najmniej o 10 cm.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj mnie też czeka tworzenie lisy zakupów na wiosnę ;) Na razie zakupiłam biały t-shirt z COS, trampki i też potrzebuję takiej lekkiej marynarki/narzutki ;) Pewnie już dawno sporządziłabym taką listę, ale pogoda nie zachęcała ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja to właśnie najbardziej lubię tak sobie robić listę na odległą przyszłość i z dużym wyprzedzeniem wypatrywać okazji do zakupu, bo potem w środku sezonu to nic mi się nigdy nie podoba ;D

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger