5/18/2019

O perfumach dla laika przez (prawie) laika


Zacznijmy od najważniejszego: praktycznie nigdy nie podobają mi się żadne perfumy z drogerii czy perfumerii. Jasne, pośród setek buteleczek zdarzały się takie w miarę i miło było dostać takową w prezencie, ale nigdy nie trafiłam na coś takiego co rozkochałoby mnie w sobie na tyle by wydać kilka stówek na flakon. Z kolei w tych tańszych bardzo denerwowało mnie, że czuję na każdym. Gdyby dany zapach był spełnieniem moich marzeń to byłabym w stanie przełknąć brak oryginalności albo wysoką cenę, ale w momencie gdy mówimy o zapachach „w miarę” to perfumowanie wydawało mi się w moim przypadku zabiegiem totalnie na siłę.

Poza samotnym flakonem na większe okazje rzadko kiedy kupowałam perfumy i w związku z tym bardzo, ale to bardzo słabo znam zapachy nawet najbardziej kultowych klasyków. Przy każdej wizycie w perfumerii czy drogerii staram się powąchać 2-3 dotąd nieznane mi zapachy, ale jeśli nie spodobają mi się na pierwszy rzut... nosa, to momentalnie o nich zapominam. Więc chociaż na pewno wąchałam takie gwiazdy jak Shalimar (Guerlain), Angel (Thierry Mugler) czy One (Calvin Klein) to dziś nie rozpoznałabym ich nawet gdyby ktoś mnie nimi oblał prosto z wiadra.

Natomiast prawda jest taka, że mi każde damskie perfumy pachną po prostu damskimi perfumami i to jest zupełnie nie to, co ja chciałabym nosić. Zawsze wkurzało mnie, że perfumy mogą się nazywać na przykład „Stokrotka” (chodzi oczywiście o Daisy od Marca Jacobsa) i w ogóle nie pachnieć jak stokrotki, ani nawet specjalnie kwiatowo. Jeśli Wam to nie przeszkadza i asortyment przeciętnego sklepu z perfumami Wam odpowiada to świetnie! Tylko że wtedy z mojego wpisu nie dowiecie się raczej niczego ciekawego. Wyjątkowo mocno kieruję ten tekst do perfumowych laików i fanek naturalnych zapachów, które może są teraz na tym etapie, na którym ja byłam kiedyś: frustracji, że nic w Rossmannie, Douglasie czy Sephorze nie odpowiada ich gustowi.

Tak, w perfumeriach też da się znaleźć prostolinijne zapachy


U mnie pierwszy maleńki przełom nastąpił, gdy trafiłam na „jabłuszka” Donny Karan. Zapachy takie jak DKNY Red Delicious i Be Delicious to w zasadzie jedyne mainstreamowe perfumy jakie kupiłam z pełną premedytacją. Uwiodło mnie w nich to, że pachną stosunkowo naturalnie: jedne słodkimi, drugie kwaśnymi jabłkami. Oczywiście czuję w nich te wszystkie nuty dodatkowe, ale same jabłka wybijają się na pierwszy plan. I mimo iż owocowe perfumy nie należą do moich ulubionych, to te jakoś tak dziwnie mi się podobały. To właśnie uświadomiło mi, że może właściwym rozwiązaniem dla mnie byłoby szukanie perfum o takich nieskomplikowanych bukietach. Zamiast kilku nut w akordzie głowy, kolejnych czterech w akordzie serca i jeszcze paru w akordzie bazy miałyby one jeden dominujący zapach, ewentualnie naturalny duet... To brzmiało super. Tylko że jeszcze wtedy nie wiedziałam skąd takie perfumy wytrzasnąć. Więc twardo spryskiwałam się „jabłuszkami” i wąchałam w drogeriach co popadnie szukając wymarzonych pereł.



Drugi (gigantyczny dla mnie) przełom nastąpił w sierpniu ubiegłego roku, kiedy Hellojza pokazała na Instagramie zakupowe łupy, a w tym między innymi perfumy Jo Malone. Za jej sprawą dowiedzialam się, że marka ta jest dostępna stacjonarnie w dużych Douglasach, niedługo potem kupiłam moje pierwsze w życiu perfumy z miłości, a potem to już popłynęłam i obecnie lista zapachów, które chciałabym wypróbować nie ma końca. Ale o tym za chwilę, bo najpierw musimy zrobić przerwę na mini wykład z teorii.


Co siedzi w butelce perfum?


W dużym uproszczeniu: alkohol i olejki eteryczne (i inne substancje zapachowe).

Proporcje mogą być bardzo różne i to jest akurat bardzo przydatna wiedza: w zależności od tego jak dużo składników zapachowych mamy we flakonie, perfumy mogą być bardziej lub mniej trwałe. By to wstępnie ocenić kupując perfumy należy zwracać uwagę na typ produktu:

  • woda perfumowana (eau de parfum, EdP): 10 do 19% olejków eterycznych
  • woda toaletowa (eau de toilette, EdT): 4 do 10% olejków
  • woda kolońska (eau de cologne, EdC): 3 do 5% olejków.

Są też inne określenia: bardziej stężone esencje perfum (20-43% olejków) oraz mniej stężone wody odświeżające (1-2%), ale nie mam z nimi żadnego doświadczenia, więc dziś nie o nich.

Jeśli chodzi skład samej kompozycji zapachowej, to zdecydowanie najczęściej wygląda to tak, że składa się ona z olejków eterycznych ułożonych w piramidę: mamy wtedy tak zwane nuty głowy, nuty serca i nuty bazy.


Tak wygląda rozkład nut perfum Coco Mademoiselle. Miałam je kiedyś i nie czułam w nich nic w powyższego, pachniały mi po prostu perfumerią. // źródło: Fragrantica. com

Nuty głowy to ten bukiet, który czujemy chwilę po spryskaniu się perfumami. Nuty serca to te, które czuć na skórze przez następnych kilka godzin. Nuty bazy to woń, która utrzymuje się na skórze najdłużej, a nierzadko możemy poczuć ją na naszych ubraniach czy szalikach całe dni później.

Ostatnie pojęcia które chciałabym wprowadzić dotyczą samego podziału firm perfumiarskich. Co łączy praktycznie wszystkie perfumy jakie znajdziesz w Sephorze, od Armaniego po Yves Saint Laurent? To marki produkujące tak zwane designer perfumes, czyli zaprojektowane dla/przez domy mody. Alternatywą dla nich są perfumy niszowe i marki indie (od ang. independent, czyli niezależne). Tych perfum najczęściej próżno szukać stacjonarnie, chyba że właśnie wyspecjalizowanych w tej kategorii sklepach. Na szczęście niszowe perfumerie internetowe powszechnie oferują sprzedaż próbek, a na perfumiarskich forach kwitnie próbkowy barter. Więc zanim wydamy miliony monet na sprowadzenie wymarzonego flakonu zza siedmiu gór i siedmiu mórz możemy przekonać się czy faktycznie pachnie tak, jakbyśmy tego oczekiwały.

Oczywiście branża olfaktoryczna ma o wiele więcej swojego żargonu. Jeśli chcesz brzmieć profesjonalnie, to perfumy cytrusowe nazwiesz hesperydowymi; takie które pachną deserem (czekoladą, wanilią...) to perfumy gourmandowe... można by tak długo, tylko po co? Jeśli zakochacie się w perfumach to wchłoniecie te pojęcia bez wysiłku, a dla laika to tylko suchy słowniczek.




Mainstreamowe perfumy niszowe: Jo Malone London


Wrócmy więc do Jo Malone. Nazwa marki nie była mi obca, bo lata temu fascynacja Wiedźminem kazała mi szukać perfum pachnących bzem i agrestem. I faktycznie, Jo Malone miało wtedy w ofercie zapach Elderflower & Gooseberry, ale niestety: dla gimnazjalistki sprowadzenie drogich perfum i to zza granicy było kompletnie nierealne. Dzisiaj tego zapachu nie ma już w ofercie, a szkoda, bo dałabym się za niego pokroić.

Natomiast teraz, dzięki Hellojzie, przypomniałam sobie o istnieniu marki i co się okazało:

Po pierwsze, praktycznie wszystkie ich perfumy mają nazwę w rodzaju „X i Y”, z reguły dokładnie oddającą charakter zapachu. Jeśli perfumy Jo Malone nazywają się „Basil & Neroli” to znaczy, że będą pachniały głównie bazylią i kwiatem neroli, a dla równowagi dorzucony będzie jakiś bazowy akord (w tym przypadku białego piżma i wetiweru) żeby przedłużyć trwałość zapachu.

Po drugie, w ciągu tych lat kiedy nie interesowałam się perfumami, Jo Malone weszło na polski rynek i w co większych Douglasach pojawiły się ich piękne stanowiska. Czyli wahając się nad zakupem tego czy innego zapachu możemy iść do perfumerii i go przymierzyć: zobaczyć jak zachowuje się na naszej skórze, ocenić jego trwałość... W kategorii perfum niszowych to OGROMNY luksus. Dlatego Jo Malone na perfumiarskiej scenie jest jak zespół Queen w przemyśle muzycznym: niby jest to alternatywa dla głównego nurtu (odpowiednio: designer perfume czy muzyki pop), ale jednak ogromna popularność sprawia, że słowa takie jak „nisza” bardzo słabo tu pasują, to w zasadzie tylko etykieta. Marka została zresztą kupiona przez Estee Lauder już w 1999 r.

Na ten moment mam tylko jeden pełnowymiarowy flakon od Jo Malone i są to perfumy Tuberose & Angelica. Pachną dokładnie tak, jak wskazywałaby na to nazwa: tuberozą i dzięglem, dodatkowo mamy tu w nutach bazy trochę bursztynu i drewna. Ubóstwiam ten zapach, a apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc oczywiście chciałabym kupić kolejne: tej zimy na sto procent sprawię sobie Wood Sage & Sea Salt, a wiele innych podobało mi się tak „wstępnie” i po dłuższych medytacjach któryś pewnie wreszcie u mnie zagości.

Poza tym jednym flakonem sprawiłam sobie jeszcze bajeczny zestaw miniaturek, który bardzo urozmaicił moją kolekcję i pozwolił mi przetestować pięć zapachów na spokojnie, w różnych warunkach i kombinacjach.

  • Perfumy Jo Malone występują w pojemnościach 30 i 100 ml (wersje klasyczne) oraz 50 i 100 ml (wersje Intense); ważne: nie ma tutaj zależności typowej dla innych firm, w których dany zapach można kupić jako bardziej lub mniej skoncentrowany. Jeśli Tuberose & Angelica to Cologne Intense, to tylko jako Intense można ją kupić.





Pierwszy stopień wtajemniczenia: Diptyque Paris


W tej chwili nie pamiętam już czy „Ulubieńców czerwca” Red Lipstick Monster obejrzałam przed czy po tym jak złapałam dzięki Hellojzie perfumowego bakcyla. Bardzo możliwe, że obejrzałam go od razu w lipcu, ale nie zwróciłam uwagi na perfumową polecajkę z powodu mojego ówczesnego uprzedzenia do perfum jako takich.




Tymczasem w swoim filmie Ewa poleca naszej uwadze bardzo ciekawe perfumy równie ciekawej marki. Jeśli Jo Malone porównałam do Queen, to Diptyque w branży perfumiarskiej jest bardziej jak Dawid Podsiadło. To znaczy owszem, w pewnych kręgach jest super popularna, ale jednak skalę zasięgu ma nieporównywalną z Jo Malone, nie znajdziemy jej też w Douglasie czy Sephorze.

Z powodu braku dostępności stacjonarnie większość z nas skazana jest na próbki, miniaturki. Na iPerfumy (obecnie Notino) kupiłam kiedyś dekanty (odlewki) L'ombre dans l'eau oraz Volutes, dzięki czemu dowiedziałam się, że te pierwsze bardzo mi się podobają, a te drugie zupełnie nie. Aktualnie moim najnowszym perfumowym nabytkiem jest zestaw miniatur z zeszłorocznej kolekcji świątecznej: jest tam wspomniane  L'ombre dans l'eau, polecany przez Ewę Philosykos oraz trzy inne zapachy, po których normalnie nie wiedziałabym czego się spodziewać. A teraz już wiem na przykład, że Do Son jest na tyle podobny do Tuberose & Angelica od Jo Malone, że póki mam tamten to Do Son nie jest wysoko na mojej liście zakupów. Za to Philosykos to mój wymarzony zapach na najbliższe lato!

  • Zdecydowaną większość zapachów Diptyque możemy kupić jako wodę perfumowaną (75 ml) lub toaletową (50 ml lub 100 ml). Nie wspomniałam, że zapachy te nie są aż tak nieskomplikowane jak Jo Malone, ale w dalszym ciągu są ekstremalnie naturalne i absolutnie uwodzą takiego wybrzydzacza jak ja.


Zaawansowany nałóg:

Fueguia 1833, Vagabond Prince, Jo Loves i tyle innych...


Jedyną wadą perfum Jo Malone jest ich mizerna trwałość, a w przypadku Diptyque testuję je jeszcze zbyt krótko by się na ten temat wypowiedzieć. Poszukując marki robiącej podobne rzeczy o większej trwałości wpadłam w wir kanałów i blogów poświęconych perfumom. Nie da się tu wymienić wszystkich marek, o których słyszałam coś dobrego, więc wymienię tylko te których próbki zamówiłabym gdyby nadarzyła się okazja.


  • Fueguia 1833 to argentyńska firma, w której nosem za wszystkimi zapachami jest ten sam człowiek: Julian Bedel. Zgodnie z moją wiedzą, w latach 2010-2016 stworzył  dla swojej firmy kilkadziesiąt kompozycji, po czym zajął się wyłącznie produkowaniem ich – podobno w liczbie 400 sztuk każdego zapachu rocznie. Oczywiście wszystko to nie ma dla mnie większego znaczenia i traktuję to jako ciekawostkę. Liczą  się naturalne zapachy i podobno obłędna trwałość.


  • Vagabond Prince to marka stworzona w 2012 roku przez założycieli portalu Fragrantica. W ciągu tych kilku lat obecności na rynku wyprodukowali cztery kompozycje, z których dwie nie interesują mnie w ogóle, jedna zapowiada się ciekawie, a ostatnia... brzmi jak coś w sam raz dla mnie. Enchanted Forest mają pachnieć jak zielony las i bardzo chciałabym kiedyś przekonać się, czy faktycznie dałyby mi wymarzony efekt „elfa w miejskiej dżungli”.


  • Jo Loves to efekt kilkuletniej „emerytury” Jo Malone, która po sprzedaży firmy jeszcze przez kilka lat zasiadała w jej zarządzie, po czym zrobiła sobie małą przerwę i wróciła z nowymi pomysłami: obecnie inspirowanymi głównie jedzeniem (gdzie w przypadku poprzedniego projektu były to głównie angielskie łąki, sady i ogrody). Po samych nutach i opisach ciężko wyobrazić mi jest jak pachniałyby perfumy truflowe czy pomelo, ale największe nadzieje wiążę z trzema zapachami: No. 42 The Flower Shop, Shards of Cedar and Red Thyme oraz Gardenia. Oczywiście jest jak najbardziej możliwe, że na żywo spodobałyby mi się zupełnie inne albo wręcz żadne; albo że zapachy te są nietrwałe i niewarte zdecydowanie wyższej niż w przypadku marki Jo Malone ceny. Tego pewnie jeszcze długo się nie dowiem, ale bardzo chciałam się tym z Wami podzielić!



Gdzie i jak czytać o perfumach?


Ja zdecydowanie najbardziej lubię buszować na wspomnianym wcześniej portalu Fragrantica, a moją ulubioną czynnością jest sprawdzanie znanych zapachów pod kątem tego do jakiej kategorii przynależą. Bo jeśli dzisiaj powiem Wam, że L'ombre dans l'eau od Diptyque to bardzo zielone perfumy, to pewnie wiele z Was nie będzie wiedziało o co chodzi. Ale kiedy raz powącha się perfumy zielone (albo mleczne, wodne, balsamiczne...) to potem dużo łatwiej jest po samych opisach wyobrazić sobie ten czy inny zapach.

Za następny poziom zaawansowania uważam umiejętność wyłapywania poszczególnych nut. Nie wiem jak Wy, ale ja chyba nigdy nie miałam okazji powąchać bardzo popularnego perfumiarskiego surowca jakim jest drzewo sandałowe. Odkąd wypróbowałam na własnej skórze i ponosiłam przez cały dzień Tam Dao od Diptyque, wiem już czym to pachnie i pewnie dam radę wyłapać to w innych bardzo sandałowych perfumach. Albo już dziś mogę powiedzieć, że zapach tak bardzo drzewny nie jest dla mnie. To cenne lekcje, ale trzeba bardzo dużo czasu (i wielu butelek perfum) by nauczyć się sensownej liczby nut.

Być może z czasem przyjdzie ten poziom zaawansowania, który mają osoby piszące na Fragrantice recenzje: ludzie umiejący wychwycić jakość użytych składników, to jak dobrze je ze sobą skomponowano, to czy zapach jest interesujący czy raczej dla mas. Są to jednocześnie ludzie, którzy o ulubionych zapachach piszą takie poematy, że dla wielu z nas graniczy to pewnie ze śmiesznością. Ciekawa jestem czy i kiedy wbiję się na ten poziom, choć na razie jest mi bardzo dobrze u samych stóp tej góry i tak naprawdę dopiero wybieram się na jej podbicie.

***


Mam oczywiście pełną świadomość, że tematu totalnie nie wyczerpałam i dla prawdziwej perfumoholiczki będzie on śmiechu wart. Ale hej, ja sama chętnie przeczytałabym taki artykuł choćby i rok temu, a wtedy nic takiego nie znalazłam. Więc może przyda się Wam :)

Jeśli chciałybyście posłuchać moich opinii o konkretnych zapachach Jo Malone i Diptyque, to w ciągu 24 h zajrzyjcie na moje Insta Stories! Będę chciała zrobić Wam o nich pogadankę, więc macie do tego wpisu mały bonus :D


Pozdrawiam Was czule
Ania

30 komentarzy:

  1. Polecam jeszcze bloga Sabbath i grupę Polska Pachnąca na fb :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloga Sabbath znam, ale szczerze mówiąc w ogóle nie kojarzy mi się z treściami dla początkujących, a wręcz przeciwnie ;D Ale bardzo dziękuję za polecenie grupy, czekam już na zaakceptowanie mojej kandydatury ;)))

      Usuń
  2. Tak bardzo czekałam na taki wpis u Ciebie i tak bardzo się cieszę, że nie tylko ja nie mogę znaleźć nic dla siebie w popularnych drogeriach :)

    Przełomem był moment kiedy poznałam zapachy Jo Malone - na ten moment miałam już 3 buteleczki i mimo różnej trwałości każdej z nich na mojej skórze, jestem bardzo zadowolona :)

    Ostatnio też zaczęłam wchodzić w bardziej "niszową" niszę i poznawać takie marki jak Dyptique, Phaedon i Byredo . W niszowych perfumach chyba najbardziej cenie ich różnorodność i bezkompromisowość.

    Niemniej jednak, jeżeli macie problem ze znalezieniem idealnego zapachu, to mocno polecam Mo61. Od jakiegoś miesiąca szukałam zapachu bardzo zielonego i mokrego, coś w stylu zapachu parku wiosną po deszczu :) Bezskutecznie wąchałam dziesiątki zapachów, aż do dzisiaj - wystarczyło 30 min i najcudowniejszy zapach gotowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie czuję się za cienka w uszach żeby iść do Mo61, bo czuję że po prostu mam za mało doświadczenia by w ogóle zwerbalizować czego szukam. Ale kiedyś NA PEWNO <3

      Bez bicia przyznam, że Phaedon czy Byredo nie znam. Na pewno poza wspomnianymi we wpisie w oko wpadły mi te Le Labo (Lys 41) z paczki Galilu :D No i mam jeszcze próbki z paczki (Parfumerie Generale, Arquiste), więc może tu coś mnie zachwyci :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy wpis! Ja też buszuje na Fragrantice :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znałam fragrantica, ale już mi się podoba. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj wielu jeszcze nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobry wpis. Tak bardzo czekałam na taki wpis u Ciebie i tak bardzo się cieszę, że nie tylko ja nie mogę znaleźć nic dla siebie w popularnych drogeriach :) Lubię eksperymentować z niszowymi kosmetykami i lubię o nich czytać, a także je testować.

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak, uwielbiam jabłuszka <3 Jestem też wielką fanką serc od DKNY albo stokrotek od Jacobsa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już na samym początku wpisu pomyślałam o Jabłuszkach, bo pamiętam jak lata temu gadałyśmy o perfumach i je chwaliłaś, jak doszłam do fragmentu o nich to tym bardziej się uśmiechnęłam :)

    Z prostolinijnych i tanich zapachów na pewno warto powąchać Green Tea od EA (zielone herbaty innych marek dla mnie nie pachną już tak intrygująco...), wody "tematyczne" z Yves Rocher typu kokos, wanilia, porzeczka, kwiat bzu, pomarańczy, moim zdaniem całkiem dobrze oddają ich naturalne zapachy
    Z droższych są Aqua Allegoria Guerlaina, m.in. mandarynka, różne herbaty, ewentualnie jeszcze Davidoff Cool Water, ale to zapach który się kocha lub nienawidzi
    Podobną niszą już tylko z nazwy jak Jo są Hermesy, szanowane na Fragrantice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama kocha te herbaciane perfumy, ale mi akurat nie podchodzą :) O tych z YR dowiedziałam się dosłownie kilka dni temu, jestem ich bardzo ciekawa i na pewno czy pierwszej okazji zajrzę do sklepu stacjonarnego by je sprawdzić. Obawiam się głównie sztuczności/płaskości zapachu, ale będę musiała to sama wyniuchać :)

      Aqua Allegorie wąchałam i zupełnie mi nie leżą, a Cool Water w ogóle mi do tej listy nie pasuje - w ogóle nie jest prostolinijny, typowe perfumy pachnące perfumami ;D Hermes to z kolei znany dom mody, więc nigdy nie pomyślałabym o ich perfumach jako o niszy, tylko raczej jak o typowych "designer perfume". Ale może jest tu coś o czym nie wiem, nigdy nie miałam w ręce ich flakonu :)

      Usuń
  9. Polecam wyprobowac perfumy Montale: francuskie perfumy niszowe, charakteryzują się przede wszystkim miłością do zapachów z Orientu i Arabii ale nie tylko. Ja kupije przez notino. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A umiesz podpowiedzieć gdzie dałoby się je powąchać stacjonarnie? Zapowiadają się bardzo ciekawie, nawet cena bardzo przystępna jak na niszę ;O

      Usuń
  10. Też mam problem ze znalezieniem czegoś dla siebie w zapachach z sieciówek. Mój najbardziej komplementogenny i za razem ukochany "perfum" powstał zupełnie przez przypadek. Chciałam zrobić mgiełkę rozświetlającą do ciała. Wymieszałam oliwkę dla dzieci z resztką rozświetlacza do twarzy po czym pod ręką miałam jakąś słodką, kiedyś mi sprezentowaną, rzadko używaną wodę toaletową (bodajże z oriflame), której solo bym nie zużyła. Dolałam ja do mojego "rozświetlacza" po czym zupełnie zakochałam się w tym zapachu oliwki zmieszanym ze słodka nutą perfum. Po prostu uwielbiam ten zapach, ale nie mam pojęcia jak znaleźć coś podobnego czym mogłabym się po prostu psiknąć (bo jednak smarowanie się oliwką, nie jest dla mnie na co dzień). Mi ten zapach daje jakieś takie poczucie bezpieczeństwa i beztroskę (co ciekawe zapach oliwki solo wcale tak mnie nie urzeka), a ludzie często mówią, że ślicznie pachnę plażą/ latem. Żadne perfumy diora, D&G, YSL nie równały się zarówno w moim odbiorze jak i odbiorze innych.
    Ale strasznie chcę wypróbować Twoje typy. Zapachy z jedną główną nutą są dla mnie. Wielkie dzięki za wpis:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może napisz nam co to była za oliwka, jakie perfumy i jaki rozświetlacz, jeśli miał jakąkolwiek woń - jestem MEGA ciekawa to były za składniki!

      Plus, jeśli jeszcze masz tę mieszankę to warto byłoby wziąć ją w garść i iść do Mo61 <3

      Usuń
  11. Super tekst! I ... nie czuję się winna ;D Lubię polecać coś dobrego! Nawet mój M ma swojego Malona. Tu jestem w szoku, bo kiedy dałam mu go powąchać w perfumerii to stwierdził, że to jest dziwne.. Pomyślał i kupił sobie na święta 100 ml butelkę :) Jego zapach to Black Cedarwood & Juniper i nadaje się głownie na zimę. Ja nie wiem jak to jest z tą wodą kolońską, bo ten zapach po 1 psiknięciu zmiata z nóg. To wręcz idealny zapach do garnituru, płaszcza, na wyjście do teatru. On przyćmiewał moją Chanel Gabrielle, czułam tylko jego zapach ;P No i jest to zapach maksymalnie męski... ;))

    Twój pierwszy akapit i już mogę za Tobą powtórzyć - nigdy nie podobały mi się perfumy z perfumerii! Myślałam, że nie umiem nosić perfum, że się nie znam. Ale zawsze podobały mi się zielone zapachy natury - koszona trawa, jaśmin, róża, lawenda, bazylia, pomarańcze, akacja itd. I cieszę się, że poszłam tą ścieżką i to znalazłam w perfumach jo malone. Obecnie mam dwa flakony - Wood Sage & Sea Salt i lime basil & mandarin. Pierwszego używam ostatnio z chłodniejsze dni. Lubię jak mnie otula. Nie lubię mocnych perfum. Chanel poszła do szuflady XD
    Mandarynka to 100% do poprawienia nastroju. Kojarzy mi się z rozgrzanym w słońcu Wrocławiem i z drinkami pitymi w restauracyjnym ogródku.. Te perfumy kupuje dla emocji i dla takich skojarzeń ;) Marzy mi się również ich zapach czystych róż i tak chcę pachnieć na swoim ślubie (kiedyś tam..) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi niektóre mocno męskie Malony pachną absolutnie bosko, pamiętam że w perfumerii bardzo podobał mi się na przykład Blackberry & Bay. Oczywiście po tak długim czasie nie pamiętam samego zapachu, tylko wrażenie jaki dawał i kiedyś pewnie postaram się powąchać go ponownie :)

      Lime Basil & Mandarin też totalnie kojarzy mi się z drinkami, tylko bardziej z takimi pitymi nad basenem w pięciogwiazdkowym hotelu (a właściwie z moim wyobrażeniem, bo nie miałam okazji ;D)! To jest jednak niesamowite jak te skojarzenia mogą być podobne :)

      Usuń
  12. Bardzo ciekawe informacje, ja jestem kompletnym laikiem w temacie zapachów! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. A interesują Cię perfumy w olejku? Są trwalsze od alkoholowych. Arsenic o tym dużo pisała i potrafi tak pięknie opisać zapach :) Ja bym chciała perfum pachnący kwiatem cytryny czy mandarynki z dodatkiem czegoś może wodnego, zielonego, świeżego. Mam indyjski perfum w olejku Neroli i to jest zbliżone do tego, ale jednak to nie całkiem to. Na skórze już nie pachnie tak pięknie jak z flakonu. Jestem kompletnym laikiem w temacie perfum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję to chyba większość perfum w olejku to typowe perfumy arabskie - cieżkie, orientalne, kadzidłowe i tak dalej. Na ten moment (bo nie wiem czysię tokiedyś nie zmieni) to zupełnie nie moja bajka. Gdybym mogła powąchać je stacjonarnie to na pewno dałabym im szansę, ale nie miałam jeszcze okazji albo źle szukam :) A z ciekawości, jaki olejek neroli masz? Ten zapach akurat kocham, więc czuję się zainteresowana :D

      Usuń
    2. To ten: https://www.helfy.pl/kosmetyki/perfumy/perfumy-olejku/indyjskie-perfumy-olejku-neroli

      Usuń
    3. No to przekonałaś mnie! Właśnie zamówiłam :D

      Usuń
    4. Napisz potem czy Ci się spodobał :)

      Usuń
  14. Bardzo ciekawy wpis. Masa informacji :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Też nie przepadam za drogeryjnymi perfumami - czasem dostawałam jakieś w prezencie, więc czasem użyłam, ale nie wzbudzało to mojego zachwytu.
    Ostatnio dostałam perfumy mango z body shopu i używam ich czasem, z nieco większą przyjemnością, pachną owocowo i trochę czarną herbatą, taki zapach w sam raz na lato, można spryskać się nawet codziennie i nie szkoda zużywać, a zapach jest na tyle delikatny że mam pewność, że nie duszę nikogo w biurze ;) (sama jestem bardzo wrażliwa na zapachy, jak ktoś obok mnie jest solidnie wyperfumowany to jest to dla mnie mocno nieprzyjemne)
    Ale moją nową miłością jest Mood scent bar, z dużym wyborem niszowych perfum, a szczególnie perfumy od D.S.&Durga - każdy zapach opowiada jakąś historię. Podoba mi się też bardzo seria Monocle dla Comme des Garcons. Wszystko to oczywiście koszmarnie drogie, więc na pełnowymiarową butelkę nie mogę sobie chwilowo pozwolić, ale Mood scent bar sprzedaje próbki, co dla mnie jest świetnym rozwiązaniem, bo i tak nie używam perfum codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie markowe. Może kiedyś się skuszę na niszowe.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger