5/05/2019

Antyoksydanty w pielęgnacji cery: Co robi dla naszej cery koenzym Q10? Który przeciwutleniacz jest najlepszy?



Uderzę się w pierś: do tej pory traktowałam na blogu antyoksydanty trochę po macoszemu. To znaczy, jasne, witaminą C zachwycam się odkąd tylko pamiętam, ale całą resztę zbywałam trochę machnięciem ręki.


Zauważyłyście na pewno, że analizując składy kosmetyków nie roztkliwiam się nad każdym roślinnym ekstraktem z osobna: wynika to głównie z tego, że przypisywane im właściwości są co najwyżej umowne, słabo udowodnione, często bez propozycji konkretnego mechanizmu w jakim to czy inne zjawisko miałoby zachodzić. To wszystko wzbudza we mnie silny sceptycyzm, bo ja sama wolę zainwestować w dobre serum z witaminą C i mieć temat z głowy: wiemy na bank jak witamina C działa, w jakich postaciach i formulacjach oraz w jakich stężeniach. Ale ostatnio pomyślałam sobie, że choćby z dbałości o moje Czytelniczki powinnam w końcu o antyutelniaczach napisać.

Wszystko bowiem sprowadza się do mojego podejścia do pielęgnacji cery: nie mam problemu z tym, jeśli ktoś pielęgnuje cerę zupełnie inaczej niż ja, poważnie. Ale wiem też, że większość z nas czerpie wiedzę na temat pielęgnacji cery z telewizji, kolorowych gazet albo innych mało rzetelnych źródeł (tu zaliczyłabym wiele blogów) i to wzbudza mój wewnętrzny sprzeciw. Przecież decyzja podjęta na podstawie pełnej wiedzy mogłaby być zupełnie inna. A to nie jest fair, że tylko ułamek społeczeństwa umie w świadomą pielęgnację i reszta musi działać po omacku, bo aktorka w reklamie poleciła jakiś produkt (którego najprawdopodobniej nigdy nie miała w rękach).

Podsumuję ten zawiły akapit następująco: chcę, żeby każda z nas wiedziała co dla naszej cery jest najlepsze i dopiero wtedy podejmowała decyzję czy dany krok jest warty jej czasu, energii czy pieniędzy.

Więc może po tym artykule będziecie dalej, tak jak ja, przywiązywać do większości przeciwutleniaczy raczej średnią uwagę. Ale może będzie wręcz przeciwnie. Najważniejsze jest to, że teraz będziecie dokładnie wiedziały czy w Waszej sytuacji spłukanie się na serum z astaksantyną czy kwasem liponowym ma sens czy nie.



Co to są przeciwutleniacze (antyoksydanty)?


Przyznam bez bicia, że nie mam bladego pojęcia jak wygląda program podstawowy biologii czy chemii w szkole średniej, ale jedno wiem na pewno: to, że mitochondria są „elektrowniami” dla naszych komórek wtłaczane jest nam do głów już od gimnazjum.

Jak to działa? W gigantycznym skrócie: pewne substancje chemiczne wchodzą do mitochondrium, podczas szeregu reakcji chemicznych powstaje z nich coś zupełnie innego, a efektem ubocznym są naładowane wysokoenergetycznymi wiązaniami cząsteczki tak zwanych przenośników elektronów. Te z kolei zużywane są w innych reakcjach, do których tę energię trzeba dostarczyć. Mniej-więcej w ten sposób działa metabolizm komórek: ktoś nie śpi aby spać mógł ktoś, jeden związek trzeba zredukować żeby inny mógł się utlenić i wejść w cykl reakcji.

I tak jak w brodatym dowcipie, że śmierć jest skutkiem ubocznym życia, tak i cały ten skomplikowany system reakcji ma swój efekt uboczny: są nim szeroko pojęte wolne rodniki. Jest to cała grupa związków, które w określonym momencie przyjęły lub oddały jeden elektron, a więc do pełnej pary (czegoś, co dla stabilności związku jest niezbędne) brakuje im kolejnego. Rodniki te dążą do sparowania samotnego elektronu na dwa sposoby:

  • mogą po prostu „uderzyć” w losową cząsteczkę i oddać lub zabrać jej elektron. To z kolei prowadzi do zmiany struktury tej cząsteczki: uszkodzenia DNA, utleniania lipidów... Nic fajnego. Ma swoje zastosowanie w mechanizmach obronnych organizmu.
  • mogą zostać zneutralizowane przez specjalne substancje, których specyficzna budowa pozwala na przyjmowanie/oddawanie elektronów, a następnie bezinwazyjny powrót do wcześniejszej postaci, w pełni gotowej do kolejnego redukowania.


Substancje opisane w punkcie drugim to właśnie antyoksydanty (przeciwutleniacze, zmiatacze wolnych rodników).

Jak działają przeciwutleniacze?


Jest kilka kątów pod jakimi możemy spojrzeć na ten temat, ale z praktycznego punktu widzenia najbardziej przyda nam się podział na działanie pierwotne oraz wtórne.

Antyoksydanty działające w sposób pierwotny przerywają reakcję łańcuchową powstawania wolnych rodników poprzez przemianę związków niestabilnych w bardziej stabilne [1].

Antyoksydanty działające w sposób wtórny robią wszystko inne, czyli neutralizują działanie tych wolnych rodników, które już powstały. W zakres ich działania wchodzi opóźnianie utleniania lipidów, absorbcja promieniowania UV, częściowa regeneracja przeciwutleniaczy pierwotnych, utworzenie ochronnej powierzchni, kompleksonowanie jonów metali potrzebnych do oksydacji [2].

Przykłady:

Mechanizm pierwotny: wszystkie związki z grupy witaminy E, butylohydroksyanizol (BHA) [2]
Mechanizm wtórny: palmitynian askorbylu [2], karotenoidy [1]

Istnieją też takie antyoksydanty, które nie są zmiataczami wolnych rodników: to znaczy nie przyjmują/oddają elektronów, ale neutralizują działanie reaktywnych form tlenu w inny sposób: mogą to być na przykład inhibitory utleniania kwasów tłuszczowych (jak kwas nordihydrogwajaretynowy) albo środki chelatujące (jak powszechny w kosmetykach EDTA), które wiążąc metale hamują procesy utleniania [3].

Może na koniec przypomnę jeszcze, że zaletą antyoksydantów w kosmetyku jest też ich działanie konserwujące go. Nie uchronią emulsji przed bakteriami, ale przed jełczeniem jak najbardziej. Z drugiej strony, przeciwutleniacze „zużyte” na obronę kosmetyku przed światłem czy ciepłem na naszej cerze już nie zadziałają, warto więc inwestować w produkty opakowane w ciemne szkło czy pompki typu airless.




Czy to już wszystkie przeciwutleniacze?


A skąd! Omówić powinniśmy na pewno jeszcze jedną bardzo dużą grupę antyoksydantów (flawonoidy) oraz przedstawić chociaż kilka najsłynniejszych przeciwutleniaczy.

Flawonoidy w kosmetykach


Flawonoidy to ogromna grupa roślinnych substancji czynnych: obejmuje ponad 5000 zidentyfikowanych związków chemicznych [1] i pewnie drugie tyle związków, które dopiero poznamy. Zresztą, samo odkrycie flawonoidu to dopiero początek zabawy: wypadałoby jeszcze w dobrze zaplanowanych badaniach udowodnić jak działa, w jakich stężeniach albo czy w ogóle jest bezpieczny do stosowania.

Zaletą flawonoidów jest to, że poza działaniem antyoksydacyjnym mogą przynieść cerze wiele innych korzyści: na przykład modulować stan zapalny czy wpływać na naczynia włosowate.

Najwyższą aktywność antyutleniającą mają katechiny z zielonej herbaty, flawonole z pestek, skórek i liści winogron oraz flawonoidy sosny śródziemnomorskiej (pyknogenole) [1]. Inne popularne flawonoidy to rutyna, kwercetyna czy hesperydyna.

Koenzym Q10 (ubichinon)


To chyba najpopularniejszy (obok witamin A, C i E) składnik kosmetyków: reklamy kremów Nivea wypromowały go tak, że chyba każda kobieta kojarzy koenzym Q10 jako składnik kremów przeciwzmarszczkowych. Czy słusznie? Niezupełnie.

Zalety koenzymu Q10: wiemy na pewno, że przenika do skóry i pobudza jej metabolizm [4], bo da się to stosunkowo łatwo zmierzyć (mierząc w skórze zawartość ubichinolu, czyli tego co powstaje z ubichinonu po jego udziale w życiu komórki). Kolejną zaletą są oczywiście właściwości antyoksydacyjne, których dowiodło mnóstwo prac i co do czego nie ma wątpliwości. Najprawdopodobniej ma też właściwości przeciwzapalne [5].

Wady? Niby były wstępne przesłanki o tym, że ma niwelować zmarszczki (a konkretnie kurze łapki [6]), ale współczesne badania wskazują bardziej na wzrost produkcji produkcji niektórych włókien występujących w warstwie podstawnej naskórka (lamininy czy kolagenu typu IV i VII), bez wpływu na kolagen I [7] który stanowi podstawę w procesie starzenia.

Astaksantyna


Substancja ta należy, co prawda, do wymienionych wcześniej karotenoidów, ale zależało mi na osobnym omówieniu jej właśnie po koenzymie Q10. Dlaczego?

Dlatego, że to idealna ilustracja do problemu który poruszę za chwilę: metod pomiaru siły antyutleniaczy. Jeśli chodzi o porównanie takiej astaksantyny do pozostałych antyoksydantów, rozstrzał danych jest ogromny: według jednego źródła: „astaksantyna jest silniejszym przeciwutlanieczem niż β-karoten, witamina E i witamina C, odpowiednio 54, 14 i 65 razy.” [8] Według innych: „jest ona 54 razy silniejsza niż Betakaroten, 65 razy silniejsza niż witamina C, 500 razy bardziej aktywna niż witamina E i koenzym Q10 (Lim i wsp. 2002).” – co ciekawe, pracy przywołanej w nawiasach nie udało mi się znaleźć w sieci. Ale gdyby to była prawda, to rozstrzał między 14 a 500 w przypadku witaminy E to dosyć dużo, prawda? To patrzcie dalej: TUTAJ i TUTAJ astaksantyna zwalcza wolne rodniki już 6 tysięcy (!) razy skuteczniej niż witamina C...

Tak więc na pewno wyłania nam się tutaj obraz składnika o bardzo dużej aktywności antyoksydacyjnej, ale do konkretnych liczb serio nie przywiązywałabym się.

Kwas liponowy


To jeden z tych kwasów bez właściwości złuszczających, w przeciętnych stężeniach 1-4% nie podrażnia skóry, a więc nie jest to substancja, której musimy wystrzegać się wiosną czy latem. Według niektórych wyliczeń [9] jest sto razy mocniejszym zmiataczem wolnych rodników niż kwas askorbinowy.

To, co moim zdaniem jest o wiele ciekawsze to przypisywanie kwasowi liponowemu właściwości redukujących zmarszczki. Konkretnie ma chodzić o zwiększanie syntezy wspomnianego wcześniej kolagenu typu I [10], co ma przekładać się na wygładzanie drobnych zmarszczek typu fine lines. Oczywiście twardych dowodów nie ma i długo nie będzie, ale znalazłam co najmniej kilka małych badań z 5% kwasu liponowego w kremie czy żelu, których wyniki są przynajmniej obiecujące. [11, 12]




Skąd wiadomo który antyoksydant jest najsilniejszy?


Tutaj zaczynają się schody. Nie tylko mamy na to kilka metod (co najczęściej oznacza, że żadna nie jest do końca miarodajna...), ale w ogóle pojawia się mnóstwo pytań o to jak uwzględnić w tym wszystkim różne postacie (na przykład witaminy C), siłę działania w różnych stężeniach, przenikanie substancji do skóry, stabilność w kosmetyku oraz ogólnie fakt, że większość producentów nie dzieli się z nami wiedzą na temat stężeń i nie mamy pojęcia czy w kremie z wielkim napisem KWAS LIPONOWY jest go 0,5% czy 5%...

Idealnego systemu według mojej najlepszej wiedzy nie ma. Mamy kilka innych, wadliwych, ale stanowiących jakiś wyznacznik ogólnych trendów.

Wskaźnik ORAC

Oxygen radical absorbance capacity

Akurat o tym wskaźniku pisałam na blogu dwa lata temu we wpisie o ochronie przeciwsłonecznej bez kremów z filtrem. Z tego co widzę na Wikipedii, naukowcy odeszli od tej metody w 2012 r., więc jeśli chcecie z czystej ciekawości zobaczyć jak wtedy wyglądał nasz stan wiedzy to zajrzyjcie tutaj.

Z tego co wiem to metodę tę zastąpiono reakcją Folin-Ciocalteu, ale nie znalazłam żadnych infografik dla przeciętnego zjadacza chleba, a szkoda!

Metoda z chemiluminescencją [13]


To metoda, którą wykorzystano w opublikowanej w 2007 r. pracy “Quenching Activities of Common Hydrophilic and Lipophilic Antioxidants against Singlet Oxygen Using Chemiluminescence Detection System”. Wygląda na to, że to właśnie na nią powołują się strony internetowe porównujące między sobą te czy inne przeciwutleniacze.

W pracy tej wyniki pomiarów zebrano w takiej oto zgrabnej tabeli:



Jeśli wyniki te miałyby być miarodajne, to liczby w ostatniej kolumnie miałyby korelować z potencjałem antyoksydacyjnym: im większa liczba, tym silniejszy przeciwutleniacz.

metoda DPPH badania zdolności antyoksydacyjnej


Tu pozwolę sobie na dosłowny cytat:

Metoda z zastosowaniem odczynnika DPPH jest szeroko stosowana do pomiarów zdolności antyoksydacyjnej naturalnych surowców: owoców, soków, wyciągów roślinnych, żywności. (...) Jest szybka i dokładna, a otrzymane wyniki są odtwarzalne i porównywalne z wartościami uzyskanymi podczas innych badań opartych na zdolności zmiatania wolnych rodników [14].

Udało mi się w innej publikacji [15] znaleźć tabelę porównującą do siebie inne składniki (o dziwo, także po polsku), ale widać jak na dłoni, że wyniki te trzeba interpretować jeszcze inaczej niż w poprzednich przypadkach.


Weźmy na tapet witaminę E oraz witaminę C, bo składniki te znajdziemy w obu tabelach. Za pomocą chemiluminescencji witamina E (0,049) była 55 razy silniejsza od kwasu askorbinowego (0,00089), a w metodzie DPPH różnice te nie są aż tak ogromne: odpowiednio 42,27% i 29,49%. Stanowi to idealną ilustrację tego, co pisałam wcześniej: tego rodzaju zestawienia dobrze pokazują relacje (co jest silniejsze, co jest słabsze), ale liczbowe stosunki między poszczególnymi antyoksydantami pozostają dla nas tajemnicą.

Chcę przy okazji podkreślić, że ja się na tych metodach nie znam ani trochę - to już nie medycyna czy kosmetologia, a biotechnologia i chemia: tematy dla mnie odległe. Ale jeśli są na sali chemiczki czy biotechnolożki to gorąco zachęcam do poprawienia mnie, jeśli gdzieś się pomyliłam!

***


Jak wspomniałam wcześniej, ja z radością przytulam każdy roślinny ekstrakt czy przeciwutleniacz w kosmetyku, ale na pewno nie opieram na nich mojej pielęgnacji: cztery filary (filtry, witamina C, peptydy i kwasy) to dla mnie w sam raz. Ale oczywiście i ja często główkuję nad tym, czy wybrać ten czy inny krem albo serum i myślę, że odkąd uporządkowałam sobie w głowie tę całą wiedzę to łatwiej będzie mi zwrócić uwagę na składniki, które cenię wyżej niż inne. A Wy? Skorzystacie?


To jeden z tych wpisów, nad którymi pracowałam wyjątkowo długo:
jeśli się spodobał, polub go na fanpage'u tutaj - dziękuję ♡


Ściskam,
Ania


15 komentarzy:

  1. Bardzo cenny artykuł, który warto zapamiętać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie można było nieco skrócić treść, ale i tak mi się podoba forma w której przedstawiono temat :)

      Usuń
  2. Bardzo fajny artykuł. Jak zawsze odwaliłaś kawał roboty :)
    Mam pytanie nie związane z tematem. Czy Izotek wykazuje działanie lecznicze w przypadku stanów zapalnych na skórze ? A konkretnie, to mam w strefie T straszny łojotok, najgorszy na nosie oraz wokół skrzydełek i w tych miejscach mam ciągłe zaczerwienienie, podrażnienie, swędzenie. Czy on może jakoś zaleczyć ten stan ?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ogólnie rzecz ujmując, Izotek i generalnie retinoidy mają bardzo wielopłaszczyznowe działanie: regulują i łojotok, i rogowacenie, i stan zapalny, i pobudzają gojenie i tak dalej. Pytanie brzmi skąd biorą się Twoje dolegliwości - przykładowo, to może być także łojotokowe zapalenie skóry, a jego retinoidami nie leczymy. Najlepiej byłoby znaleźć przyczynę na wizycie u dobrego dermatologa :)

      Usuń
  3. O kurde, na chemii spałam ;p Pamiętam tylko papierek lakmusowy :D Ale artykuł ciekawy! Ja od niedawna dbam o obecność antyoksydantów (głównie witamina C) w pielęgnacji. Lepiej późno niż wcale ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znakomity i przydatny wpis

    OdpowiedzUsuń
  5. super wpis, mega przydatne rzeczy

    OdpowiedzUsuń
  6. Owszem korzystam, ale bardziej interesuje mnie ich dostarczanie w formie "pokarmowej" niż kosmetycznej. Może napiszesz kilka słów o antyoksydantach doustnych lub substancjach poprawiających stan skóry ale od wewnątrz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dobre pytanie na przykład do dietetyka :) Ale oczywiście mogłabym się podjąć tematu, tylko nie bardzi wiem co mogłabym dodać do powszechnie dostępnej wiedzy. Co Ciebie interesowałoby najbardziej?

      Usuń
  7. Warto spożywać również antyoksydanty w diecie, dla lepszego efektu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zdrowa dieta to w ogóle podstawa w dbaniu o cerę, także pełna zgoda :D

      Usuń
  8. Dla mnie bardzo ważne jest przede wszystkim dostarczanie antyoksydantów od wewnątrz :) Przykładam dużą wagę zarówno do samej diety jak i suplmentacji i jak na razie widzę efekty. Planuję także stopniowo wprowadzić je do pielęgnacji jak skóra się uspokoi przy obecnych, odrobinę okrojonych filarach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda! Na szczęście lato sprzyja dostarczaniu anyoksydantów choćby w pochłanianych na kilogramy truskawkach czy czereśniach ;)

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger