10/25/2018

(przyspieszone) Półroczne denko!





Ostatni post tego typu pojawił się na blogu w czerwcu i generalnie nie planowałam robić wpisów na ten temat częściej niż dwa razy w roku, bo trochę to jednak rozcieńcza ogólną tematykę mojego bloga. Ale tym razem zrobię wyjątek, z przyczyny tak prozaicznej że bardziej się nie da: najprawdopodobniej w ciągu najbliższego miesiąca przeprowadzam się i wiecie co? Nie wyobrażam sobie targać ze sobą pudła pustych opakowań po kosmetykach! A więc podsumujemy je teraz, opakowania pójdą do kosza, a ja będę miała trochę gratów do zabrania mniej. Dobry pomysł? Tak myślę.



Pielęgnacja włosów



Maski, odżywki i kuracje



Jak widać, królowały u mnie sprawdzone hity: maski do włosów Kallos Keratin, moja ulubiona tania maska emolientowa Biovax Naturalne Oleje, najukochańsza na świecie maska proteinowa Dr Sante Argan Hair i doskonała odżywka nawilżająca czyli Isana Professional OIL CARE Effektiv Kur. Poza nimi testowałam trochę nowości, ale ostrożnie, więc zdążyłam zużyć tylko jedną: maskę do włosów Balea Professional Oil Repair Intensiv Haarmaske. To była naprawdę mega, mega fajna maska emolientowo-proteinowa i przy tak konkurencyjnej cenie (2,95 €/300 ml produktu)  na pewno chciałabym jeszcze kiedyś do niej wrócić.

AQUA | CETEARYL ALCOHOL | DICAPRYLYL ETHER | GLYCERYL STEARATE | BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER | STEARAMIDOPROPYL DIMETHYLAMINE | BEHENTRIMONIUM CHLORIDE | CITRIC ACID | ETHYLHEXYL STEARATE | PANTHENOL | ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL | PROPYLENE GLYCOL DIBENZOATE | TOCOPHEROL | HYDROLYZED KERATIN | HYDROLYZED CORN PROTEIN | HYDROLYZED SOY PROTEIN | HYDROLYZED WHEAT PROTEIN | AMODIMETHICONE | LAURDIMONIUM HYDROXYPROPYL HYDROLYZED WHEAT PROTEIN | CETRIMONIUM CHLORIDE | HYDROXYPROPYL GUAR HYDROXYPROPYLTRIMONIUM CHLORIDE | POLYQUATERNIUM-10 | HYDROXYETHYLCELLULOSE | DIPROPYLENE GLYCOL | SODIUM NITRATE | PARFUM | SODIUM BENZOATE | PHENOXYETHANOL | POTASSIUM SORBATE.


Szampony


Tutaj kompletny miks przypadkowych produktów. Szampon Włosy Plus do włosów przetłuszczających się miałam w zbiorach od tak dawna, że nie pamiętam na którym spotkaniu blogerskim go dostałam. Nie umiem ocenić jego działania regulującego przetłuszczanie, bo jako mocnego SLS-iaka stosowałam go tylko raz na jakiś czas, do pełnego oczyszczenia włosów.

Szampon Fitokosmetik z niebieską glinką był zdecydowanie jednym z najfajniejszych łagodnych szamponów jakie kiedykolwiek miałam. Kupiłam go po recenzji u Anwen i przy najbliższym zamówieniu z Triny na bank wezmę parę opakowań na zapas, bo jest świetny. Balans między łagodnością a oczyszczaniem jest w punkt!

Ten szampon możesz kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ - dzięki!


Arganowy szampon Equilibra dostałam w podarunku od Karoliny. Podobnie jak większość szamponów tej marki jest oparty o ALS, ale nie polubiłam go aż tak, jak wersji aloesowej. Być może wynika to z tego, że w tamtej aloes stoi wyżej w składzie niż sam surfaktant, skutkiem czego szampon naprawdę bosko nawilża skórę głowy. Tutaj po wodzie i ALS mamy dwa kolejne surfaktanty i dopiero potem wchodzi gliceryna czy tytułowy olej arganowy. Tak więc dla mnie był to bardziej ekskluzywny szampon oczyszczający niż przyjemniaczek do stosowania codziennego. Gdybym nie miała już ulubionego szamponu oczyszczającego Natur Vital to pewnie z chęcią bym do niego wróciła.

Od Justyny dostałam solidną odlewkę rozmarynowo-miętowego szamponu Petal Fresh Volumizing. Ogólnie na pewno był to fajny szampon o pięknym zapachu, ale po prostu nie był AŻ TAK dobry jak Fitokosmetik. Natomiast w porównaniu z nim jest o wiele łatwiej dostępny (Rossmann), więc jeśli szukacie szamponu do codziennego stosowania dostępnego stacjonarnie, to na pewno warto dać szansę właśnie temu.



Oleje, oliwki i inne


Po nie wiem jak długi czasie zdenkowałam oliwkę dla bobasów Babydream w wersji dla wrażliwców. Teraz ma zupełnie inne opakowanie, ale skład się nie zmienił: bazę stanowi Ethylhexyl Stearate czyli emolient pochodzenia roślinnego, ale wysoce przetworzony i przez to wyjątkowo neutralny dla skóry. Byłam bardzo ciekawa jak kosmetyk tego typu sprawdzi się na moich średnioporowatych lokach i o dziwo, zauważyłam dość prostą zależność: do olejowania nie nadawał się zupełnie, ale bardzo dobrze sprawdzał się jako składnik wzbogacający lżejsze maski czy odżywki. Bardzo prawdopodobne, że właśnie przez to jeszcze kiedyś zakupię tę oliwkę.


Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Tocopherol, Tocopheryl Acetate.


Poza tym wpadły mi w ręce dwie odlewki od Basi: osławiony L’Oreal Mythic Oil (jako silikonowe serum na końcówki) oraz mieszanka Dabur Amla. Ta ostatnia mocno mnie rozczarowała pod kątem włosów, bo nie udało mi się znaleźć dla niej dobrego zastosowania. O dziwo, całkiem fajnie działa na rzęsy :) Z kolei Mythic Oil to dla mnie kwintesencja reakcji „meh”. No jest to fajne, lekkie serum na końcówki, ale czy lepsze od pierwszego z brzegu jedwabiu z Biovaxa? Nie wydaje mi się, ale oczywiście kogoś innego może zachwycić albo całkowicie rozczarować.

Olejek Dabur Amla możesz kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ - dzięki!



Pielęgnacja ciała



Dłonie i stopy


Zacznę od największego hitu czyli kremu do rąk z serii Tołpa DERMO MANI o nazwie Odnawiające serum do rąk i paznokci 5w1. Normalnie w życiu bym się nie zainteresowała takim produktem, bo jeśli coś jest tak lekkie by dało się wycisnąć z takiej pompki, to na pewno nie będzie dla mnie wystarczająco treściwe. Pierwszy błąd: ten krem zaskakująco dobrze odżywia jak na tak lekką konsystencję. W krytycznych momentach wspierałam się tłustszymi kremami (zwłaszcza w formie kompresu na noc), ale sięgałam po nie znacznie rzadziej niż się spodziewałam. Drugi błąd: ten krem wchłania się JAK MARZENIE. W pracy muszę wielokrotnie w ciągu dnia myć ręce i dezynfekować je alkoholem, a potem albo dotykać innych ludzi, albo obrabiać góry papierów. W obu przypadkach tłuste, oślizgłe ręce byłyby niedopuszczalne. A ten krem z Tołpy to jedyny jak dotąd znany mi produkt, który bardzo szybko wchłania się do sucha (zwłaszcza jeśli chwilkę go pomasuję) i z tego powodu na bank kupię go ponownie jak tylko pozbędę się innych zapasów. Polecam bardzo.

W kwestii paznokci najczęściej noszę je pociągnięte tylko odżywką, więc jakiś zmywacz mam w domu zawsze – mimo, iż normalnych lakierów nie używam już w ogóle. Zmywacz do paznokci Isana miałam już wiele, wiele razy, ale nie powiedziałabym by czymkolwiek się wyróżniał. Nie kupię go ponownie tylko dlatego, że chcę przerzucić się na zmywacze w szklanych opakowaniach – niestety, w zastępstwie za Isanę zdążyłam kupić kolejny zmywacz w plastiku i dopiero po nim wprowadzę ten zamysł w życie. No cóż.

Jeśli już mam ochotę na kolorowe paznokcie, to w grę nie wchodzi dla mnie właściwie nic innego niż hybrydy lub lakier monohybrydowy. Dlatego mam do pokazania dwa akcesoria z tym związane: bloczek Realac i zestawy folia+wacik do odmaczania lakieru. W żadnym z przypadków nie mam porównania do innych marek, więc mogę powiedzieć tylko że te były solidne i sprawdzały mi się. Nowy bloczek dostałam na Meet Beauty, a z usuwaniem lakieru na razie radzę sobie bez gotowych odmoczek tego typu.

Z Waszego polecenia kupiłam krem do stóp Fuss Wohl z 25% mocznika. Był bardzo dobry, a jak na swoją cenę to po prostu świetny. Czy najlepszy? Jeszcze nie wiem, ale wygląda na to że mój Lirene z 30% mocznika chyba go przebija. Ale na pewno jest to bardzo godny polecenia kosmetyk.

Udało mi się też zużyć próbki: antyperspirującego odżywczego kremu do stóp ManFoot oraz kremu do rąk izraelskiej marki Sabon. Krem do stóp był tragiczny, chociaż facetowi pewnie na lekkich konsystencjach może zależeć bardziej niż na działaniu... no cóż, mi nie. Krem z Sabon był w porządku, ale po jednej małej próbce ciężko powiedzieć cokolwiek więcej.




Ciało


Część to moje pewniaki, o których pisałam już wcześniej (czasem niejeden raz!): balsam do ciała BaleaMED, antyperspirant Garnier Minerals, mokre chusteczki z Auchan (tym razem nie w wersji Sensitive, a Natural), dezodorant Alterra Jojoba & Szałwia (kocham ten zapach!).

Trafiło się i parę bardziej przypadkowych kosmetyków: balsam izraelskiej marki Shemen Amour otrzymałam w prezencie, Olejek do kąpieli i pod prysznic Roge Cavailles dostałam na Meet Beauty, a próbkę olejku pod prysznic Sabon dostałam gratis do jakichś zakupów. W oliwce fajne jest to, że to jest autentycznie 45% olejków w składzie (przede wszystkim winogronowego i rzepakowego), więc to była próbka idealna do zabrania na wyjazd – balsam do ciała był niepotrzebny :) Balsam i olejek były fajne, ale nie urzekające, a już na pewno nie pobiły moich dotychczasowych ulubieńców!


Pielęgnacja cery


Podstawy pielęgnacji


Ostatnimi czasy przerzuciłam się na wodoodporny tusz do rzęs i w związku z tym wprowadziłam do pielęgnacji dodatkowy krok oczyszczania okolic oczu za pomocą płynu dwufazowego. Ten z kultowej serii Ziaja Kozie Mleko ma doskonały stosunek ceny do jakości i już kupiłam kolejne opakowanie. W międzyczasie przewinęła mi się przez ręce dwufazówka Balea z polecenia Hellojzy, ale najprawdopodobniej zostawiłam ją w hotelu przy okazji wesela przyjaciółki. Zdążyłam jednak zużyć z pół opakowania i była równie świetna! A jeśli ktoś lubi naturalną pielęgnację, to Balea ma przy tym znacznie bardziej zbliżony do naturalnego skład.

Skład Ziai:

Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Hexyl Laurate, Tocopheryl Acetate, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Propylene Glycol, Goat Milk Extract, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol.

Skład Balea:

AQUA | ETHYLHEXYL STEARATE | CETEARYL ISONONANOATE | HELIANTHUS ANNUUS HYBRID OIL | PANTHENOL | GLYCERIN | SODIUM CHLORIDE | POTASSIUM PHOSPHATE | SODIUM BENZOATE | LEVULINIC ACID | SODIUM LEVULINATE | CI61565.

Jako zagorzała fanka płynów micelarnych przetestowałam w Rossmannie kolejną nowość Bielendy czyli Oczyszczający płyn micelarny Zielona Herbata i był fantastyczny. Nie dość, że świetnie doczyszczał, to jeszcze zawiera naprawdę szereg świetnych składników: substancje łagodzące, pochodną kwasu azelainowego, olejek z drzewa herbacianego, fajną postać witaminy C, nawilżający sorbitol... Teraz mam już prawie zużyty kolejny micel (stary dobry BeBeauty z Biedronki) i mogę powiedzieć, że z tanich, drogeryjnych produktów te dwa micele lubię najbardziej: BeBeauty gdy cera lekko się podsusza (np. po basenie), a Bielenda Green Tea gdy trochę kaprysi i próbuje się wysypać.

Aqua (Water), PEG- 6 Caprylic/ Capric Glycerides, Panthenol, Potassium Azeloyl Diglycinate, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, 3-0- Ethyl Ascorbic Acid, Sorbitol, Allantoin, Disodium EDTA, Cetrimonium Bromide, Parfum (Fragrance), Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Jak wiecie, poza micelami lubię także toniki i hydrolaty i dzięki uprzejmości Basi mogłam przetestować odlewki dwóch z nich: płynu lawendowego z Fitomedu i wody z czystka z Make Me Bio. Obu byłam bardzo ciekawa, bo: płyn lawendowy z Fitomedu to jeden z niewielu hydrolatów jaki można dostać stacjonarnie lub zamówić z darmową dostawą do niektórych aptek; a zapach czystkowego hydrolatu Make Me Bio owiany jest legendą... zerknijcie co o nim pisze Basia. Ja ewidentnie mam mniej wrażliwy węch, bo chociaż nie pachniał mi on pięknie to w ogóle nie przeszkadzało mi to w stosowaniu go. I w ogóle obie odlewki zrobiły na mnie świetne wrażenie.

Wodę z czystka Make Me Bio możesz kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ - dzięki!



Nie mogę tego samego powiedzieć o miniaturce żelu oczyszczającego Avene Cleanance. Jego buteleczka jest tak poręczna, że zachowam ją na pewno na wyjazdy i tak właśnie go zużyłam. Ale powiem Wam, że nie jest to moja bajka. Nie ma może aż tak tragicznego składu jak podobne żele LRP czy Vichy, ale to i tak niezły rypacz. Ja takiego efektu nie lubię, trzy dni używania takiego żelu to dla mnie max.

Oczywiście twarz nie tylko oczyszczałam, ale i smarowałam – tymi kremami co zawsze ;) Nie muszę chyba kremów z serii Bielenda Neuro Collagen 50+ nikomu przedstawiać. Krem podoczy Perfecta ELIXIR Multi-Kolagen kupiłam pod... swoim własnym wpływem ;D bo wpadł mi w oko podczas pisania dla Was przeglądu drogeryjnych kremów pod oczy. Jest świetny zwłaszcza na dzień, bo jest z tych raczej lekkich kremów doskonałych pod makijaż. A, zużyłam też bardzo fajną naturalną pomadkę Kiss me od Make Me Bio! Wygrałam ją podczas mikrokonkursu zorganizowanego na jednym ze spotkań MayBe Beauty i była mega fajna :)

Pomadkę ochronną Make Me Bio możesz kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ - dzięki!




Kroki dodatkowe


Jak widać, trochę tego było! Zużyłam do końca dwa świetne kosmetyki, które pokazywałam Wam w przeglądzie najlepszych peelingów enzymatycznych. Resibo dostałam od marki, Tołpę na konferencji Meet Beauty. Jak wiecie z podlinkowanego wpisu, oba serdecznie polecam.

Peeling multifunkcyjny Resibo możesz kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ - dzięki!


Najwięcej zużyłam... masek. Maseczki na alginacie Nacomi to moja klasyka (chociaż rumiankową miałam po raz pierwszy i do żurawinowej czy borówkowej się nie umywa, o Himalaya Herbals zmiodlą indyjską też pisałam Wam wcześniej: to glinka wzbogacona o liczne ziołowe ekstrakty, prawdziwa bomba na zbuntowaną trądzikową cerę. Nowością była dla mnie maska Tołpa Czarny detoks. To również jest kosmetyk na bazie glinki, ale konsystencją jest jej znacznie bliżej do produktu L’Oreal Czysta glinka + węgiel. Obie maski są fajne, ale Tołpa działa u mnie po prostu efektywniej i z nich to Tołpę bym polecała bardziej. Aha, dostałam ją na Meet Beauty!

Maskę rumiankową Nacomi możesz kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ, a maskę Himalaya Herbals TUTAJ - dzięki!


Jak widzicie, postanowiłam naprawdę ostro wziąć się za zużywanie saszetek, więc w denku znalazły się także: glinka żółta ze Zrób Sobie Krem, błotna maska z płachcie z 7th Heaven (Montagne Jeunesse), maska Tołpa Specialist z 1% kwasu fitowego (otrzymana na MayBe Beauty) oraz maska w płachcie Innisfree z granatem (My real squeeze mask). Dwie pierwsze są MEGA świetne, a ostatnia nie zrobiła z moją cerą nic. Największy zgryz mam z maską Tołpa i wydaje mi się, że to byłby dobry produkt dla osób z rozhisteryzowaną cerą, która potrzebuje lekkiego złuszczenia, a na wszystko reaguje obrazą majestatu. U mnie nie zrobiła zbyt wiele, ale ja moją traktuję mocniej na co dzień.

Na koniec zostawiłam sobie sera. Najdłużej na mojej półce postało serum Vis Plantis RETI VITAL CARE, więc zacznę od niego, choć będę o nim pisać jeszcze osobno w serii wpisów poświęconych retinoidom. Ale już teraz mogę powiedzieć, że ten preparat uważam za dobry nawet dla cer bardzo wrażliwych, bo chociaż ma prawdziwy retinol (a nie na przykład Retinyl palmitate, jak to zwykle bywa w kosmetykach naturalnych i tanich kremach drogeryjnych), to cała kompozycja składu oparta o piękne nawilżacze sprawia, że to kosmetyk o bardzo łagodnym działaniu. Więc spektakularnych efektów przeciwstarzeniowych bym się po nim nie spodziewała, ale jak wczesna prewencja zwłaszcza dla posiadaczek skóry suchej czy wrażliwej? Bez dwóch zdań.


Oba sera Bielenda to moje klasyki. Wiecie, że kocham te produkty, a to z serii Neuro Glycol chyba jako pierwsza wypatrzyłam i spopularyzowałam, bo serio – taki skład w takiej cenie... A wersji korygującej używałam pod koniec lata, gdy skończyło mi się rozjaśniające i Green Tea :D To chyba małe uzależnienie ;)



Wszystko inne


O tej szałwiowej paście Ziaja Mintperfekt mówiłam Wam chyba z milion razy, ale dopiero teraz udało mi się pamiętać i wrzucić ją do pudła z pustakami ;P Ale serio, używam tylko jej i tak raz na 10 opakowań kupuję Colgate Max White – każda z nich fajnie odświeża kolor szkliwa, ale bardzo nie polecam tej Optic, bo POTWORNIE barwi usta na niebiesko.

Bardzo długo traktowałam temat perfum po macoszemu, zwłaszcza że żaden zapach do końca do mnie nie przemawiał. Dziś mam już swoje absolutnie ukochane perfumy, które spokojnie mogłyby stać się moim signature scent, ale zanim się do nich ograniczę zużywam także stare flakoniki. Tutaj mam do pokazania taki, którego się wstydzę: jest to ewidentna podróbka. Jest to imitacja bardzo udana, więc chociaż dla osób z zewnątrz nie było to tak jasne. Tym niemniej dziś już nigdy bym czegoś takiego nie kupiła i najchętniej w ogóle nie pokazywałabym tego dowodu grzechów młodości. Ale wierzę, że okażecie mi wyrozumiałość, bo zapewniam że skrucha i postanowienie poprawy z mojej strony są!

Do dzisiejszego denka załapał się też jeden tusz. To wodoodporna wersja mojego ulubionego tuszu EVER czyli maskary Lash Sensational od Maybelline. Pierwszą wygrałam w konkursie u Innookiej, potem kupowałam własne opakowania, raz zrobiłam eksperyment z wersją Luscious nie zauważając jakiejś szczególnej różnicy na plus. Wersję Intense Black na razie odpuszczam, a opcja wodoodporna jest okej – ale to jest jedynie takie „tylko” okej. To znaczy tusz w tej wersji był zdecydowanie trwalszy niż normalny, ale jednak lądował mi pod okiem pod koniec dnia. Tak więc w jej zastępstwie kupiłam już inną wodoodporną maskarę – jeśli obserwujecie Kosmeologikę na Facebooku to wiecie jaką :)


Ale, ale! – zawołacie – przez cztery miesiące nie zużyłaś z kolorówki nic poza tuszem? Serio?


No dobra, niech Wam będzie. Zużyłam więcej kolorówki, a konkretnie pięć tajnych kosmetyków. Napiszę o nich w okolicach stycznia, ale jeśli już teraz chcecie wiedzieć co to było, czemu dopiero wtedy o nich opowiem i w ogóle o kij chodzi?! to nie ma innej opcji jak dołączyć do grupy Project Pan Polska. Zapewniam Was, że w moich postach na tej grupie znajdziecie wszystkie odpowiedzi, a przy okazji macie szansę poznać super ludzi i zmienić swoje podejście do kosmetyków kolorowych. Brzmi dobrze? Jeśli tak, kliknijcie TUTAJ i dołączcie do nas!

Dzięki za uwagę, dziewczyny, i do następnego!

Wasza Ania

13 komentarzy:

  1. OMG ten szampon Fitokosmetik chcę! Muszę go gdzieś obczaić, bo miałam jakiś inny z solą, ale u mnie się nie sprawdził, ale teraz szukam dobrego, łagodnego szamponu. A zużucie naprawdę mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś robiła zamówienie to się podłączę, a jak byś szukała czegoś stacjonarnie to dłuższą chwilę myję głowę czymś co się zwie Isana, Kids, szampon i żel pod prysznic 2 w 1, sensitive i jest zaskakująco dobry!

      Usuń
  2. Sporo tego, ale jak na 4 miesiące to nie dziwne :) Kilka produktów znam tj. Tołpa czy Bielenda i chwalę sobie :)
    Ostatnio coraz częściej czytam i spotykam na blogach produkty Roge Cavailles i ciekawią mnie, zwłaszcza te do kąpieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokąd się przeprowadzasz kochana? Jeśli jakoś daleko to może udałoby nam się spotkać jeszcze przed? :(
    Szampon Fitokosmetik czeka w zapasie, kupiłam też wersję z białą i czrną glinką - miałam kiedyś Garniera ultra doux z glinką i był świetny, niestety wycofali go krótko po tym jak się nim zachwyciłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się nam uda :) Ale w tym tygodniu nie ma mnie w Trójmieście, odezwę się :)

      Usuń
    2. Dobrze, to czekam na maila albo smsa :) dłuuugo mi nie odpisywałaś i już się bałam że się niewiadomo o co obraziłaś czy coś ;D

      Usuń
  4. Muszę spróbować tej pasty szałwiowej Ziaja!
    Naprawdę fajne są takie denka z dłuższego okresu, fajnie zobaczyć taki szerszy obraz :)
    Dzięki za polecanie grupy Project Pan Polska! PPP ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo się tego nazbierało :) Miałam maskę Kallosa, ale mi ta marka nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już ci chyba kiedyś pisałam w komentarzu, ale zachęcam do dołączenia do naszego subredditu reddit.com/r/panporn :) jestem tam moderatorem, mamy prawie 40 tysięcy członków i z otwartymi ramionami witamy nowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za polecenie, ale nie korzystam z Reddita :D Wiem, że to świetna sprawa, ale już i tak przygniata mnie czasochłonność blogowania i tak dalej, więc teraz wręcz staram się rezygnować z różnych stron i portali zamiast dokładać kolejne ;) Ale na pewno fajnie, że dziewczyny z komentarza sobie o niej przeczytają!

      Usuń
  7. Ten micel z Bielendy muszę koniecznie kupić :)
    Czy mogłabyś zdradzić jakie są Twoje ulubione perfumy? Właśnie szukam jakiegoś zapachu na sezon jesień-zima :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje absolutnie ukochane perfumy to Tuberose & Angelica od Jo Malone, ale to nie jest najlepszy wybór na zimę (jak sądzę). MARZĘ, żeby na zimę sprawić sobie od nich Wood Sage & Sea Salt, bo te pachną jak morze w samym środku zimy - dla mnie obłęd!

      Usuń
  8. Ten niebieski szampon mnie kusi już od dłuższego czasu :)
    Ten Mythic Oil jest w sumie słynny, nie osławiony :D Szkoda, że nie wywarł na Tobie żadnego większego wrażenia, ja go bardzo lubiłam za to, jak dobrze się wchłaniał mimo moich wiecznie oklapniętych tłuścioszków :) Nigdy nie musiałam się bać o obciążenie, a przy tym bardzo ładnie pachnie, a pełnowymiarowe opakowanie jest piękne, szklane i z pompką :) Więc całościowo uważam go za bardzo dobry produkt.
    Całe szczęście, że woda z czystka nie przeszkadzała Ci tak bardzo, jak mi! Dla mnie to jeden z najgorszych zapachów ever :( Obok spiruliny, dziegcia i rzepy...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger