4/08/2018

Przegląd produktów do pielęgnacji ust. Trzy lata PEH-owego dbania o skórę warg :)


W marcu 2015 roku popełniłam tekst o roli humektantów i emolientów w pielęgnacji ust. Pisałam o tym, że moje usta pierzchną łatwo i że w związku z tym wypracowałam sobie własny „system” dbania o usta. Dwie podstawowe jego zasady to:

  • żonglowanie w pielęgnacji ust kosmetykami nawilżającymi i natłuszczającymi

  • dbanie o to, by mieć osobny produkt do użycia w każdej sytuacji (w moim przypadku trzy na raz).


Od tamtej pory raz wróciłam do tematu w mojej facebookowej serii „Kosmeologika w praktyce”, gdzie pokazywałam Wam, że było u mnie dość monotematycznie: inne masełko Nivea... inny Carmex... inna pomadka Sylveco ;)


Dziś chciałabym podsumować inne stosowane przeze mnie produkty i… dodać do mojego systemu jeszcze jeden filar, a także pokazać Wam mój – jak zawsze subiektywny – przegląd kosmetyków do pielęgnacji ust, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę.



Naturalne sztyfty do ust



Wykręcane pomadki ochronne to podstawa pielęgnacji u ogromnej rzeszy Polek. Kiedyś poza pomadkami Nivea wybór był raczej ograniczony, ale obecnie w każdej drogerii za grosze możemy kupić świetny, często w pełni naturalny produkt. Ja taki sztyft mam praktycznie zawsze w kieszeni kurtki i używam idąc, jadąc, stojąc w jakiejś kolejce - zawsze, gdy poczuję, że usta są jakieś takie tępe i bez poślizgu.


Sylveco, Brzozowa pomadka ochronna z betuliną



W starszym tekście pisałam o tym, że zapoznaję się właśnie z brzozową pomadką Sylveco. Dziś mogę powiedzieć, że ją wtedy szczerze pokochałam! A o ile się nie mylę, było na jej temat trochę negatywnych recenzji... Tym niemniej, ponieważ i z nią, i z inną pomadką tej marki miałam same dobre odczucia, kolejne balsamy zamierzam na pewno wypróbować. Rokitnikowa pomadka Sylveco i cztery nowości z Vianka prędzej czy później będą moje! :D

Skład:
Glycine Soja Oil, Cera Alba, Lanolin, Butyrospermum Parkii Butter, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Oeonthera Biennis Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Betulin, Carnauba Wax.

Pomadkę brzozową kupicie na przykład tutaj (klik!), rokitnikową tutaj (klik!), a w tym samym sklepie znajdziecie też wszystkie cztery nowości Vianka: pomadkę łagodzącą (klik!), regenerującą (klik!), kojącą (klik!) i odżywczą (klik!). Dziękuję ❤



Alterra, pomadka ochronna do ust z rumiankiem BIO



Tę pomadkę znajdziemy w każdym Rossmannie i to za cenę niecałych pięciu złotych. Spopularyzował ją słynny blogerski patent z jej użyciem na rzęsy jako odżywki, za pomocą starej szczoteczki do tuszu. U mnie się ten trik nie sprawdził, ale dzięki niemu zapoznałam się z jednym z najlepszych balsamów do ust jakie kiedykolwiek miałam!

Skład:
Ricinus Communis Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Cera Alba, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Candellila Cera, Palmitic Acid, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Fruit Oil*, Tocopheryl Acetate, Aroma, Helliantus Annuus Seed Oil, Chammomilla Recutita Oil*, Daucus Carota Satvia Root Extract, Beta-Carotene, Tocopherol.



Make Me Bio, Kiss Me, Pomadka ochronna do ust



Marka ma w ofercie trzy pomadki, każda jedna z piękniejszym składem od poprzedniej ;) Ja w minikonkursie zorganizowanym podczas spotkania MayBe Beauty wygrałam pomadkę Kiss Me i jest doprawdy wspaniała. Podobnie jak wyżej wymienione idealnie sunie po ustach otulając je ochronną kołderką naturalnych wosków i olejków. Cudo!

Skład:
Glycine Soja (Soja) Wax, Macadamia Ternifolia (Makadamia) Nut Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (Słodkie Migdały) Oil*, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Squalane, Tocopherol (Witamina E)

Pomadkę Kiss Me z masłem Mango kupicie na przykład tutaj (klik!), a miodową pomadkę Sweet Honey tutaj (klik!). Dziękuję 


Eos, Organic Stick, balsam do ust



Marka znana głównie ze swoich jajeczek wypuściła niedawno nowość w postaci sztyftu. Skład jest przepiękny: miks olejów z organicznych upraw, a do tego między innymi ekstrakty i skwalan. Czuję, że to będzie hit :)

Skład (na przykładzie wersji Strawberry Sorbet):

Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Beeswax/Cera Alba (Cire d’abeille)*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Flavor (Aroma), Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax/Cire de carnauba*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract*, Tocopherol, Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract*, Beta-Sitosterol, Squalene.



Masła do ust



Kiedy Nivea wprowadziła do sprzedaży swoje masła w uroczych puszeczkach, szturmem zdobyły nasze serca i... zdetronizowały inny produkt tej samej firmy, który był wówczas na topie - wszędobylskie pomadki Nivea ;D Teraz masełek jest o wiele więcej, a ja wybrałam dla Was te, które mają moim zdaniem najfajniejsze składy :)


Delia, masełka do ust „Soczyste mango” i „Kusząca jagoda”



Nowość, której nie widziałam jeszcze w żadnym Rossmannie, a szkoda! Bo składem i ceną bije kupione przeze mnie niedawno masło innej firmy ;) W tym produkcie widzimy masło shea na pierwszym miejscu, po nim parafinę, ale zaraz potem wchodzą inne fajne rzeczy: lanolina, olej ze słodkich migdałów, a nawet olej arganowy stosunkowo wysoko i przed zapachem :O Szkoda, że jak do tej pory przeoczałam ten produkt... Wy już go znacie?

Skład (na przykładzie Kuszącej jagody):
Butyrospermum parkii Butter, Petrolatum, Lanolin, Polyglyceryl-3 Diisostearate, C10-18 Triglycerides, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Synthetic Beeswax, Silica Dimethyl Silylate, Cera Microcristallina, Argania Spinosa Kernel Oil, Aroma, Tocopheryl Acetate, Ricinus Communis Seed Oil, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Sucralose, Aqua, CI 15850, CI 77891, CI 42090.


NIVEA, Lip Butter, balsam do ust



Nie zrozumcie mnie źle: to, że odkryłam ciekawie zapowiadający się produkt Delia bynajmniej nie sprawia, że ten stał się jakiś gorszy ;) Trzeba podkreślić, że skład to nie wszystko i u mnie działanie maseł Nivea zawsze było bez zarzutu, a to jest już moje czwarte (po karmelowym, waniliowym i kokosowym). Masła te zawsze denkuję, bo od dawna mieszkają na moim biurku i tak właśnie lubię je stosować :)

W nich bazę stanowią oleje mineralne, ale masło shea i oleje są stosunkowo wysoko, a dodatkowo mamy tu dodatek nawilżaczy: gliceryny i innej pochodnej cukru. Ciekawa jestem, czy sukraloza obecna w masełkach Delii będzie dla mnie wystarczającym zamiennikiem tych składników! Ale o tym nie przekonamy się zbyt prędko, bo masełka zużywam baaardzo powoli ;D

Skład (na przykładzie wersji Blueberry Bush):
Cera Microcristallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Butyrospermum Parkii Butter, Ricinus Communis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Aroma, CI 77891, CI 15850, CI 15985, CI 42090.


Evree, My Super Balm, multifunkcyjny balsam



Tych balsamów nigdy nie stosowałam, bo są prawie dwa razy droższe niż takie masła Nivea podczas promocji chociażby. Warto jednak zwrócić uwagę, że tutaj skład jest najbardziej naturalny ze wszystkich maseł: poza naturalnymi olejami mamy tu właściwie tylko lanolinę, witaminę E, ekstrakt z gardenii i odrobinę kompozycji zapachowej – a więc mucha naprawdę tu nie siada. Kiedyś chętnie zapoznam się z nimi bliżej ;)

Skład (na przykładzie wersji pomarańczowej):
Helianthus Annuus Seed Oil, Beeswax, Theobroma Cacao Seed Butter, Cetyl Ricinoleate, Lanolin, Tocopherol, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Elaesis Guineensis Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Cocos Nucifera (Cononut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Mangifera Indica Seed Butter, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.


Body Club, ochronny balsam do ust o zapachu jagody



Co ciekawe, jagodowy balsam Body Club ma skład tak odmienny od wersji truskawkowej, że ten polecam, a tamten wręcz odradzam, bo poza olejami mineralnymi prawie nic w nim nie ma ;) A tutaj? O, to zupełnie inna historia. Na pierwszych miejscach w składzie oliwa z oliwek, olej rycynowy, masło shea... Potem robi się mniej naturalnie, ale wciąż jest tu wiele fajnych olei, witamina E, lecytyna czy wyciąg z rozmarynu.

Skład:
Olea Europaea Fruit Oil, Riciuus Communis Seed Oil, Butyrospermum, Parkii Butter, Cera Alba, Sorbitan Isostearate, PEG-2 Hydrogenated Castor Oil, Ozokerite, Hydrogenated Castor Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Wax, Stearic Acid, Olive Oil, Polyglyceryl-3 Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Lecithin, Rosmarinus Officinalis Extract, CI 75470.


Tu powinno być jeszcze opakowanie po balsamie Resibo, ale gdzieś mi wsiąkło :( Ale pokazywałam go Wam zaraz po otrzymaniu, o tutaj :)


Balsamy nawilżające



Jak wiecie z mojego starego tekstu, dałabym radę funkcjonować z tylko jednym produktem emolientowym zamiast dwóch – efekt byłby taki, że ciągle bym go szukała, ale dałoby się żyć ;D Natomiast bez produktu nawilżającego moja pielęgnacja ust nie istnieje. Samo natłuszczanie to o wiele dla mnie za mało, więc zawsze mam u siebie coś ze sporą dozą humektantów. Zobaczcie z czego możemy wybierać :)


Resibo, Kojący balsam do ust Perfector 3 w 1



Kosmetyk-magik. Ze wszystkich używanych przeze mnie balsamów nawilżających temu jednemu najbliżej było do tego by mógł się stać moim jedynym produktem do pielęgnacji ust. Ostatecznie okazało się, że jednak od czasu muszę przesmarować wargi jakimś tłuściochem, ale w porównaniu z tym jak często muszę to robić gdy zamiast Resibo używam innego nawilżającego balsamu jest to tak rzadkie, że pewnie u większości z Was byłoby całkiem zbędne. U takiego sucharka jak ja (i to z zamiłowaniem do noszenia szminek, zwłaszcza matowych) jest to prawie ideał, a w połączeniu z choćby kroplą masła shea raz na jakiś czas to po prostu perfekcja.

Oczywiście jak to w Resibo bywa, mamy tu 99,5% składników naturalnych: przede wszystkim znane nam oleje roślinne i woski, ale też witaminę E, ekstrakt z kiełków gorczycy oraz właśnie nawilżacze: Polyglycerin-3 oraz wyciąg ze stewii :) Coś wspaniałego.

Skład:
Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Hydrogenated Vegetable Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Aqua, Citrus Aurantium Dulcis Peel Wax, Jojoba Esters/Helianthus Annuus Seed Wax/Acacia Decurrens Flower Wax/Polyglycerin-3, Tocopherol, Brassica Alba Sprout Extract, Stevia Rebaudiana Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Aroma, Limonene, Linalool

Lip perfector 3 w 1 od Resibo kupicie na przykład tutaj (klik!). Dziękuję 



Wielofunkcyjne balsamy Dr. PawPaw:
Original Balm / Multipurpose Soothing Balm



Poza Dr. PAWPAW It Does It All wszystkie produkty marki bardzo wysoko w składzie mają nawilżający sok z aloesu, co czyni je bardzo dobrymi produktami nawilżającymi. Na pierwszym miejscu mamy tu zwykle wazelinę, ale po niej wchodzą same dobroci: rzeczony aloes, oliwa z oliwek i przede wszystkim ferment papai, od którego marka wzięła swoją nazwę.

Swoją drogą, nie wiem czy wiecie, ale pawpaw owszem, może oznaczać papaję Carica Papaya (i tak jest w przypadku tego produktu), ale tak naprawdę jest to nazwa zupełnie innej rośliny! Asymina trójklapowa (Asimina Triloba) jest jedynym owocem w Ameryce Północnej, który faktycznie się z niej wywodzi, a nie został sprowadzony zza granicy :O Takich ciekawostek dowiaduję się często z kanału Vox, więc podsyłam odpowiedni odcinek - uwielbiam ich! :)




Skład (na przykładzie Dr. PAWPAW Original Balm):
Petrolatum, Aloe Barbadenis Leaf Juice, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Carica Papaya (Fermented PAWPAW)

(Ja na spotkaniu blogerek dostałam balsam z serii Multipurpose,
ale z edycji limitowanej Red Sparkle, która nie jest już w sprzedaży)



Blistex, balsam do ust Classic



Jakoś tak się składa, że nawilżające balsamy są zwykle w formie smarowideł w tubce, ale mam i dwa wyjątki. Jednym z nich jest klasyczny Blistex: w mieszance naturalnych i syntetycznych emolientów mamy tu witaminę E, ekstrakt z rumianku oraz nawilżający sok z aloesu i sacharynę. Tej pomadki akurat nigdy nie miałam, ale na pewno kiedyś ją sobie sprawię!

Skład:
Hydrogenated Coconut Oil, Cera Alba, Etylhexyl Methoxycinnamate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Canola Oil, Jojoba Esters, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Phenoxyethanol, Isopropyl Myristate, Vanillin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, CI 77891, Saccharin, Alumina, Polyhydroxystearic Acid, Silica.


Nacomi, Lip butter



Nacomi jak zawsze stoi na wysokości zadania i oferuje coś ekstra. Niby tłuściutkie naturalne masełko, a jednak mamy tu nawilżający sorbitol i miód! Zapachy typu Panna Cotta czy Pinacolada też nie są wcale częste, bo dotyczą przeważnie beznadziejnych pomadek dla nastolatek, a tutaj możemy (nomen omen) mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko ;) Świetny skład, boski zapach, urocza puszka i niezła dostępność!

Skład (na przykładzie wersji Panna Cotta):
Theobroma Cacao Butter, Cera Alba, Ricinus Communis (Castor) Seed, Butyrospermum Parkii Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Sorbitol, Mel, Tocopheryl Acetate, Aroma.

EDYCJA 24.04.2018: Dzięki jednej z Was dodaję tutaj kolejny produkt o bardzo ciekawym składzie!

Eveline, głęboko nawilżające serum do ust z aloesem


Podczas przeglądania oferty drogerii to serum jakoś kompletnie przeoczyłam, a tymczasem ma bardzo ciekawy i wybitnie nawilżający skład. Jest tak za sprawą nawilżającego soku z aloesu na pierwszym miejscu w składzie oraz gliceryny na trzecim. Potem wchodzą nam już emolienty (zarówno alkohole tłuszczowe, pochodne oleju mineralnego, silikony, jak i naturalne olejki), więc balans między nawadnianiem a zamykaniem wody w skórze powinien być zachowany. Niestety, wśród konserwantów mamy DMDM Hydantoin, który Eveline dodaje prawie do wszystkiego :( Natomiast na osłodę są tu składniki kojące oraz antyoksydacyjna witamina E.

Skład:
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua (Water), Glycerin, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Sodium Polyacrylate, Microcrystalline Wax, Paraffin, Dimethicone, Octyldodecanol, Dehydroacetic Acid, DMDM Hydantoin, Allantoin, Butyrospermum Parkii Butter, Persea Gratissima Oil, Olus Oil, Tocopherol, Dipotassium Glycyrrhizate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.



Peeling do ust



Może nie jest tak, że wcześniej ich nie stosowałam, ale chyba nie doceniałam wystarczająco. Może wykonywałam ten zabieg za rzadko, może niewłaściwą metodą? Do czasu zakupu delikatnie złuszczającej pomadki Sylveco z brązowym cukrem peeling ust robiłam starą szczoteczką do zębów tak… od przypadku do przypadku, najczęściej w przeddzień makijażu z mocniejszymi ustami ;D


Sylveco, Odżywcza pomadka z peelingiem



... potem sprawiłam sobie bardzo już wtedy słynną odżywczą pomadkę Sylveco i wtedy jeszcze nie traktowałam jej jako peeling, a jako „naturalny sztyft z kieszeni kurtki” czyli produkt do codziennego stosowania.

Od razu na wstępie mogę powiedzieć, że nawet przy tak częstej aplikacji usta nigdy nie były „za bardzo złuszczone” ani nic z tych rzeczy. Jedynym powodem dla którego po tej pomadce nie kupiłam od razu identycznego egzemplarza był fakt, że produkt ten nie był moim ideałem do stosowania w biegu. O tym dlaczego pisałam na fejsie, o tutaj ;)


Po wykończeniu jej zaczęłam używać jakiegoś innego sztyftu i wróciłam do peelingowania warg szczoteczką. I dopiero wtedy zobaczyłam, że jego efekty są u mnie sporo słabsze! Wtedy, po zakupie pomadki wydawało mi się, że efekt idealnie wypielęgnowanych ust wynikał z doskonałego dopasowania zestawu Nivea + Carmex + pomadka. Jednak tej wiosny postanowiłam sprawdzić co stanie się gdy do zestawu obecnego (ciut gorszego) dorzucę peeling pomadką Sylveco raz na jakiś czas i... uau. Różnica jest naprawdę zauważalna.

Znam siebie na tyle by wiedzieć, że peelingów do nakładania palcem ze słoiczka/tubki nigdy nie używam: niezależnie od tego czy robię je sama, czy kupuję. Tak więc teraz solennie postanawiam dbać o to, by tę konkretną pomadkę Sylveco (albo jej nową, miętową wersję) mieć u siebie zawsze – no, chyba że inna marka wypuści podobny kosmetyk. Wtedy, o ile dorówna on składem produktowi Sylveco będę skłonna przynajmniej go wypróbować.

Skład (na przykładzie Odżywczej pomadki z peelingiem):
Glycine Soja Oil, Cera Alba, Sucrose, Lanolin, Oenothera Biennis Oil, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii Seed Butter, Betulin, Litsea Cubeba Fruit Oil, Eugenia Caryophyllus Oil.

Słynną Odżywczą pomadkę z peelingiem kupicie na przykład tutaj (klik!), a jej nową miętową siostrę - tutaj (klik!). Dziękuję 



Evree, Sugar Lips, cukrowy peeling do ust



Tym niemniej, wiem że wiele osób lubi peelingi/scruby w słoiczkach i dla nich Evree powinno być strzałem w dziesiątkę. Doskonale złuszczające drobinki cukru mamy zawieszone w pełnej naturalnych olejków bazie z dodatkiem lanoliny, ekstraktem z buraka, rozmarynu, gardenii, witaminami E i C, skwalanem, lecytyną... Na taki skład aż miło popatrzeć!

Skład (na przykładzie wersji poziomkowej):
Sucrose, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Lanolin, Beta Vulgaris Extract, Maltodextrin, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Rosmarinus Officinalis Extract, Mangifera Indica Seed Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Parfum.

Scruby do ust DIY


Takie cukrowe peelingi możemy też oczywiście zrobić same: albo w małej porcji „na raz”, albo w nieco większej do słoiczka.

Potrzebujemy przede wszystkim cukru i olejów (takich, jakie znajdziemy w domu), a opcjonalnie przydadzą się kosmetyczne półprodukty ze specjalnych sklepów :) Zapachu możemy nadać albo przez olejki eteryczne czy nawet olejki do ciast :D, albo przez użycie nierafinowanych olei kosmetycznych.

Bardzo polecam uwzględnić w naszej mieszance jakiś stały olej (typu kokos, masło shea, kakaowe czy mango), który po roztopieniu w kąpieli wodnej zmieszamy z innymi olejami i tym sposobem „zagęścimy” je żeby nasz scrub nie spływał nam po palcach...

Taki scrub konserwujemy witaminą E w kroplach lub wyciśniętą z kapsułek.

Balsamy-jajka


Z jakiegoś powodu nie mogę przekonać się do tej formy balsamu do ust, ale jajeczka cieszą się obecnie ogromnym powodzeniem! Muszę więc założyć, że i moje Czytelniczki będą zainteresowane tematem, więc choćby na podstawie samych składów wtrącę moje trzy grosze ;D

Balsamy EOS


Te produkty nie są tanie, ale zawierają 100% naturalnych składników i mają odpowiednie certyfikaty organiczności, w tym EcoCert. W składzie są właściwie dokładnie takie jak opisany wcześniej sztyft EOS, a więc naprawdę nie ma się tu do czego przyczepić :)

Skład (na przykładzie wersji truskawkowej):
Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Beeswax (Cire D’abeille)*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Natural Flavor (Aroma), Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Stevia Rebaudiana Leaf/Stem Extract*, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract*, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract*, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract*, Linalool


Laura Conti, Vital lip balm,
balsam chroniący usta przed stresem środowiskowym



Jak się okazuje, prawie dwa razy tańsze jajeczka Laura Conti też mają wiele do zaoferowania! Nie są to produkty organiczne, ale jednak też zawierające mnóstwo świetnych składników: oleje, lanolinę, witaminy, ekstrakty czy nawilżający kwas hialuronowy. Dla mniej rygorystycznych fanek naturalnej pielęgnacji na pewno są opcją do rozważenia :)

Skład:
Ricinus Communis Seed Oil, Cera Alba, Caprylic/Capric Trigliceryde, Lanolin, Candelilla Cera, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Copernicia Cerifera Cera, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Isopropyl Myristate, Octocrylene, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Polysilicone-15, Raspberry Seed Oil/Tocopheryl Succinate Aminopropanediol Esters, Sodium Hyaluronate (and) Ricinus Communis Seed Oil (and) Hydrogenated Castor Oil, Aroma, [+/-] Mica, Silica, Tin Oxide, Triethoxy Caprylylsilane, Calcium Aluminium Borosilicate, CI 77891, CI 77491, CI 15850, CI 60725, CI 47005, CI 61565.



Balsamy do zadań specjalnych



Bo czasem... zwykła pielęgnacja to za mało. Poznajcie moich ulubieńców na przypadki mniej typowe niż codzienne sytuacje!


OPRYSZCZKA | Blistex, balsam do ust MedPlus


Oczywiście, opryszczka jest chorobą wirusową i jeśli już to bierzemy się za nią ze wsparciem odpowiednich leków, ale pomadka z lekkim działaniem odkażającym potrafi bardzo pomóc! A ta pomadka Blistex poza tym, że zawiera kojącą kamforę i mentol, to dodatkowo nawilża za pomocą sacharyny i działa antyseptycznie przez zawartość tymolu, olejku z eukaliptusa i goździków. Ten świetny produkt podpowiedział mi Czytelnik i od tamtej pory zdążyłam polecić ją dwóm osobom zmagającym się z nawrotem opryszczki – za każdym razem z sukcesem :) Z własnego doświadczenia nie mogę tu nic napisać, bo nigdy mnie ta choroba nie dotknęła.

Skład:
Petrolatum, Cera Alba, Hydrogenated Polyisobutene, Jojoba Esters, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cera Microcristallina, Lanolin, Phenyl Trimethicone, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Polyethylene, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Octocrylene, Theobroma Cacao (Coca) Seed Butter, Camphor, Menthol, Menthyl Lactate, Cetyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Aroma, Parfum, Saccharin, Thymol, Yellow Iron Oxide, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Eugenia Caryophyllus (Cloce) Flower Oil, Eugenol, Coumarin, Limonene


Jednoskładnikowy produkt wielozadaniowy |

Ziaja, Lano-maść na brodawki sutkowe



Produkt idealny, jeśli w przeciwieństwie do mnie nie potrzebujesz trzech różnych kosmetyków do ust, bo wystarczy że je raz na jakiś czas dobrze natłuścisz. Albo przeciwnie: produkt idealny także wtedy, gdy jesteś jeszcze większym sucharkiem niż ja i poza ustami masz suche łokcie, kolana, pięty... Lano-maść Ziai to nic innego jak wysokooczyszczona lanolina, a więc produkt niebywale wszechstronny. Jeśli nie masz uczulenia na wełnę, to powinna sprawdzić się świetnie!


OCHRONA PRZECIWSŁONECZNA |

Sundance, Lippenpflegestift sensitive LSF 50



Czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu za granicą balsam z SPF 50 można kupić w Drogerie Markt za niecałe dwa euro (1,45 dokładnie!!!), a u nas taki poziom ochrony oferują właściwie tylko dermokosmetyki z apteki?! Bo mi jest na to brak słów... no, chyba że jest jakiś kosmetyk, którego nie znam? W takim razie koniecznie napiszcie mi jaki, a ja chętnie zwrócę honor :)

Skład:
CAPRYLIC / CAPRIC TRIGLYCERIDE | BUTYLENE GLYCOL DICAPRYLATE/ DICAPRATE | DIETHYLAMINO HYDROXYBENZOYL HEXYL BENZOATE | SYNTHETIC BEESWAX | RICINUS COMMUNIS SEED OIL | TALC | BIS-DIGLYCERYL POLYACYLADIPATE-2 | BIS-ETHYLHEXYLOXYPHENOL METHOXYPHENYL TRIAZINE | BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE | CANDELILLA CERA | DIETHYLHEXYL BUTAMIDO TRIAZONE | HYDROGENATED SOYBEAN OIL | POLYGLYCERYL-2 DIPOLYHYDROXYSTEARATE | GLYCERYL STEARATE CITRATE | MICA | TOCOPHERYL ACETATE | ETHYLHEXYL TRIAZONE | LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT | HELIANTHUS ANNUUS SEED CERA | PERSEA GRATISSIMA OIL | TOCOPHEROL | HYDROGENATED PALM GLYCERIDES CITRATE


Nie licząc dermokosmetyków, najwyższy filtr na jaki możemy liczyć w powszechnie dostępnych produktach do ust to SPF 30: taki ma na przykład Ziaja, Sopot Sun, preparat na usta i znamiona albo balsamy EOS Active. Oczywiście, lepsze to niż nic i w polskich warunkach można się do tylu ograniczyć, ale przed wyjazdem za granicę chyba trzeba szarpnąć się na dermokosmetyk, niestety :(


UKOJENIE | Carmex, Classic, nawilżający balsam do ust



Wcześniej zaliczałam ten produkt do grupy kosmetyków o działaniu nawilżającym, ale po kolejnych trzech latach testów udało mi się doprecyzować, że jego najważniejszym i najbardziej odróżniającym go od innych balsamów działaniem jest jego funkcja kojąca.

W składzie ma kamforę oraz mentol, a w wersji oryginalnej także fenol (zakazany w Unii Europejskiej). Wszystkie trzy z tych składników działają chłodząco, miejscowo znieczulająco, a w przypadku kamfory także antyseptycznie. Podczas mojego zimowego eksperymentu z retinoidami zauważyłam ogromną ulgę jaką sprawiał mi wtedy Carmex, chociaż trzeba z nim też uważać i na super podrażnione usta nakładać tylko najcieńszą warstewką z możliwych, by nie osiągnąć efektu przeciwnego do zamierzonego. Sprawdza się też nakładanie go „warstwowo”, na usta pociągnięte cienką warstwą emolientowego masełka.

Przypomnę, że ja stosuję wyłącznie wersję w tubce, bo słoiczków nie lubię, a sztyft się nie opłaca: każdy produkt niezależnie od opakowania kosztuje tyle samo, ale zawiera różną (w przypadku sztyftu – najmniejszą) ilość produktu. Specyficzny zapach Carmexu na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, ale dla mnie jest akceptowalny. I to o dziwo, zdecydowanie chętniej w wersji klasycznej: dodanie do zapaszku kamfory sztucznego aromatu  truskawki czy wiśni tylko pogarsza dla mnie sytuację ;)

Skład:
Petrolatum, Lanolin, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Paraffinum Liquidum, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Vanillin, Parfum, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol.



Pielęgnujące błyszczyki


Chociaż ogólnie preferuję szminki, w pracy nie bardzo mam możliwość dołożenia ich w ciągu dnia, więc w kieszeni mam zwykle jakiś błyszczyk. I staram się sięgać po takie, które nie tylko ładnie wyglądają, ale też nie pogorszą stanu moich ust :) Pokażę Wam więc takie, które te wymagania spełniają:


Lumene, Nordic Chic, Oil Infusion Lip Gloss



Mój obecnie używany błyszczyk dostałam od Justyny i bardzo go lubię! Mój to numer 800 Red Harmony i daje na ustach efekt delikatnego podbicia koloru z soczystym połyskiem. Bardzo wiosenny, naprawdę uroczy! Jak na błyszczyk jest też mało lepki i nie spływa z ust, co jest kolejnym plusem.

W składzie olej z maliny jest zaskakująco wysoko, a niżej pojawia się też witamina E, humektanty, olej słonecznikowy czy ekstrakt z rozmarynu. Jak na kosmetyk kolorowy to naprawdę dużo.

Skład:
POLYISOBUTENE, PARAFFINUM LIQUIDUM (MINERAL OIL), HYDROGENATED POLYDECENE, POLYETHYLENE, POLYBUTENE, VP/HEXADECENE COPOLYMER, RUBUS IDAEUS (RASPBERRY) SEED OIL, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE (OCTINOXATE), ETHYLHEXYL PALMITATE, PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, PHENOXYETHANOL, TOCOPHERYL ACETATE, CALCIUM ALUMINUM BOROSILICATE, SILICA, SILICA DIMETHYL SILYLATE, POLYGLYCERYL-2 TRIISOSTEARATE, BUTYLENE GLYCOL, SODIUM HYALURONATE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT, TIN OXIDE, PARFUM (FRAGRANCE).

Bielenda, powiększający balsam do ust, Hollywood Red


Tego produktu nie miałam, ale wnioskując po tym co już jest na jego temat w internecie myślę, że może mieć on podobny kolor do błyszczyka Lumene, a na pewno jest on łatwiej dostępny ;) Jednak uwaga: podstawową funkcją tego balsamu ma być tymczasowe powiększanie ust, więc zawiera drażniące substancje – niewskazane dla alergików. Jeśli jednak dla nas nie będzie to problemem, to skład balsamu ma wiele zalet: naturalne woski i oleje, humektanty, wspomniany wyciąg z imbiru... Myślę, że zapowiada się fajnie.

Skład:
Pertolatum (Nota N), Hydrogenated Polyisobutene, Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Lanolin, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Silica Dimethyl Silylate (nano), Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Mica, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Propylene Glycol, Glycerin, Hydrolyzed Collagen, Sodium Hyaluronate, Vanilyl Butyl Ether, Zingiber Officinale Root Extract, Ethylhexyl Palmitate, Palmitic Acid, Butylene Glycol, Hexylene Glycol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Parfum (Fragrance), Citral, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 77891, CI 77491, CI 15850, CI 16035.

Neve Cosmetics, Naturalny błyszczyk do ust Vernissage


Zupełnie innym typem kosmetyku jest tutaj produkt firmy Neve. Patrząc na zdjęcia użytkowniczek, przynajmniej niektóre jego odcienie wyglądają na dość konkretnie kryjące – jeśli więc transparentny Lumene albo szczypiąca Bielenda są nie dla nas, to błyszczyk Neve ma spore szanse nas zachwycić! Ja oszalałam na punkcie odcienia Golconde 

Skład:
Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Silica Dimethyl Silycate, Cera Carnauba/Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Dimer Dilinoleil Dimer Dilinoleate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Punica Granatum Fruit Extract, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Caprylyl Glycol, Water, Glycerin, 1-2 Hexanediol, Tropolone, Aroma (Flavour).


Naturalny błyszczyk Neve Vernissage kupicie na przykład tutaj (klik!). Dziękuję 


Mój aktualny schemat pielęgnacji ust


  • Na biurku: jagodowe masło do ust Nivea Blueberry Bush
  • W kieszeni płaszcza: pomadka Make Me Bio KISS ME z masłem mango
  • W torebce: Dr. PawPaw Multipurpose Soothing Balm
  • W pracy: błyszczyk Lumene, NORDIC CHIC Oil Infusion Lipgloss
  • Peeling: Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco
  • Kosmetyk na ratunek: Carmex Classic w tubce

Prawie wszystkie z obecnie używanych produktów wystarczą mi na długo: masełko Nivea i peeling Sylveco kupiłam mniej niż miesiąc temu; kosmetyki Dr. PawPaw są bardzo duże (25 ml!); a błyszczyka Lumene i pomadki Make Me Bio po prostu jest jeszcze sporo w opakowaniu. Tylko z opakowania Carmexa wyciskam już ostatnie krople ;D Ale gdybym miała stworzyć aktualnie wymarzony zestaw zastępców to wyglądałby on tak:

  • Na biurku: Delia, masełko do ust „Soczyste mango” (kocham zapach mango!!!)
  • W kieszeni płaszcza: Sylveco, Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu
  • W torebce: Resibo, Kojący balsam do ust Perfector 3 w 1
  • W pracy: nie wiem! :D Ale chyba faktycznie Neve VERNISSAGE w kolorze Golconda!
  • Peeling: Miętowa pomadka z peelingiem Sylveco
  • Kosmetyk na ratunek: Carmex Classic w tubce  

Oczywiście lista może ulec wielokrotnym zmianom, ale nie wiem czy ma to jakiekolwiek znaczenie - przy moim tempie zużywania kosmetyków do ust jestem praktycznie pewna, że do tematu nie wrócę wcześniej niż za rok :D


***


Dzięki za czytanie i jak zawsze - dajcie znać jacy są Wasi ulubieńcy, które produkty znacie i polecacie, a na których się zawiodłyście :) Jeśli tekst się podobał, koniecznie dajcie mu lajka na Facebooku, czyli TU - z góry dzięki!


Pozdrawiam wiosennie
Ania

23 komentarze:

  1. Ja bardzo lubię Eosy, Carmexa i Blistex, a ten ostatni polubil nawet moj facet! Swietny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie Carmex'y zupełnie się nie sprawdzają i nie polubiłam ich. Lubię Nivea, ale nie wszystkie wersje. Eos mam w zapasie, ale jeszcze nie używałam. Teraz używam masełko Nivea i jest fajne, ale nie lubię się paćkać palcem więc używam tylko w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A..i miałam też Sylveco z peelingiem, ale mimo tych zachwytów, które czytałam u mnie jakoś przeszła bez echa i nie wywoołała efektu wow :(

      Usuń
  3. Aniu dziękuję za pracę jaką zrobiłaś, świetny post. Czy mogłabyś napisać czy w związku z zakazem stosowania fenolu w UE warto taki fenolowy carmex przywieźć ze Stanow ? Czy dodatek fenolu rzutuje na jakieś wyjątkowe, dodatkowe walory ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fenol w tej formulacji ma być dodatkowym składnikiem uśmierzającym ból i swędzenie, więc może jeśli ktoś jest w straszliwej desperacji to można rozważyć. Natomiast ja cieszę się, że fenol w EU jest zakazany i jeśli nie jest to jakoś koniecznie potrzebne to jednak namawiałabym na wersję bez niego :)

      Usuń
  4. Właśnie używam peelingu Sylveco i trochę jestem w szoku jak mocno peelinguje! Super, że błyszczyk Lumene Ci przypadł do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobrze wspominam pomadkę Alterry :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Post ogromnie pomocny :) zainteresował mnie błyszczyk Neve. Masz go może gdzieś na ustach na FB czy Instagramie? Pozdrawiam! Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam tego błyszczyku :) Może niejasno wyraziłam się w tekście, ja przeglądałam tylko zdjęcia użytkowniczek w internecie i to z nich tak mi ten odcień przypadł do gustu :)

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uważam, że Carmex jest najgorszym produktem do ust. Przez zawartość mentolu nie mogłam go używać zimą, bo wystarczyło wyjść na zewnątrz i miałam wrażenie, że zaraz usta mi zamarzną. Poza tym kompozycji zapachowych i olejków eterycznych nie powinno się używać w pomadkach do ust (ani do twarzy), ponieważ wysuszają i podrażniają. Świetny filmik nagrała na ten temat Nadine Baggott.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam filmik z dużym zainteresowaniem, ale niestety nie mogę się z nim do końca zgodzić :)

      1. Nadine w ogóle nie uwzględnia bardzo ważnej zasady, o której pisałam już na blogu: dosis facit venenum, czyli to dawka czyni truciznę. Nie każdy kosmetyk (balsam do ust czy cokolwiek innego) który zawiera kompozycję zapachową zawiera jej w sobie tyle, żeby działała ona drażniąco. Oczywiście są produkty, które zawierają jej dużo, o czym w następnym punkcie.

      2. Są balsamy do ust, które są mocno perfumowane, ba! są i takie w których te estry stanowią substancje aktywne. Tak jest właśnie w Carmexie (który bez kamfory i mentolu byłby zwykłym tłustym mazidełkiem do ust) albo preparacie Bielendy (którego powiększające usta działanie ma wynikać właśnie z zawartości substancji drażniących). Te składniki zostały dodane do tych kosmetyków w określonym celu i jeśli kupujemy tubkę z czerwonym napisem "It soothes" to właśnie taki produkt dostajemy. Kojący, chłodzący. Jeśli chcemy natłuszczenia sięgamy po wazelinę, masełko czy coś innego; a jeśli chcemy ukojenia sięgamy po produkt kojący. Nie wydaje mi się to trudne do zrozumienia, więc nie rozumiem takiego generalizowania w filmiku Nadine - o czym na końcu ;)

      3. Jak wspomniałam w tekście, Carmex polecam do działania DORAŹNEGO. Na podrażnione, piekące usta, gdy samo nawilżanie i natłuszczanie to za mało by ukoić pieczenie/swędzenie/ból. Oczywiście, jeśli ktoś używa go co godzinę to na pewno ma jakiś problem, ale wnioskowanie że z tego powodu to Carmex jest złym produktem to dla mnie nieporozumienie ;)

      4. Chciałabym przypomnieć, że to, co mamy w olejkach eterycznych w dużym rozcieńczeniu znajduje się choćby w hydrolatach. I owszem, nierozcieńczony olejek herbaciany poparzy nam skórę, ale herbaciany hydrolat to wspaniały surowiec czy kosmetyk solo. Bo jest rozcieńczony właśnie ;) Kosmetyki po to przechodzą badania pod kątem alergizowania żeby upewnić się, że kompozycji zapachowej jest w nich odpowiednio mało. I oczywiście, zawsze znajdą się wyjątki - jako posiadaczka cery wrażliwej wiem coś o tym - ale to oznacza jedynie, że dana jednostka jest wyjątkowo wrażliwa, a nie że dany kosmetyk jest wyjątkowo drażniący ;)

      5. Nie cierpię, ale to naprawdę nie cierpię fearmongeringu i mam alergię na blogerki/vlogerki niepotrzebnie straszące swoich odbiorców. Uważam to za wysoce nieprofesjonalne szastać groźbami, na które przede wszystkim nie podaje się żadnych źródeł, a dodatkowo w opisie wrzuca się link afiliacyjny do preparatu Skinceuticals, w którym wysoko w składzie jest choćby Alcohol denat. - dla odmiany podrażniacz i wysuszacz o udowodnionym działaniu ;) Oczywiście w tym kosmetyku może być go mało, ale rozumiesz chyba do czego dążę. Dla mnie to jest totalna hipokryzja i robienie sobie sławy na straszeniu ludzi. Co jak widać działa - filmik ma 66 tys. wyświetleń, a klipy poprzedzające go już tylko 12, 26, 14, 6 tysięcy...

      Tak więc dla mnie nie, nie, nie i jeszcze raz nie :D Ale jestem bardzo ciekawa Twojej odpowiedzi, jak najbardziej zachęcam do rzeczowej dyskusji :)

      Usuń
  9. U mnie carmex był totalną klapą i bardzo go nie lubiłam :). Za to eosy były świetne, zresza jak kilka innych pozycji, które przybliżyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobra robota z tym spisem! Masa informacji, na pewno do niego wrócę przed zakupem kolejnego produktu do pielęgnacji ust.
    Używam od jakiegoś czasu peelingu do ust z Evree i mam wręcz wrażenie, że jest za ostry, za mocny i podrażnia mi usta :( albo robię coś źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aua, to słabo! A pomadkę Sylveco z peelingiem miałaś?

      Usuń
  11. Wow ale się napracowałaś :)
    Moje usta są dziwne, bo na niektóre produkty totalnie nie reagują (jak np. na balsam Resibo, czy pomadkę Alterry), a inne sprawdzają się znakomicie (Nuxe, EOS, Sylveco z peelingiem). Nie zastanawiałam się jednak nad tym, czy pomadka ma funkcję nawilżającą, czy natłuszczającą. Peelingu Evree nie lubię - ma za ostre kryształki, szarpie usta, a po skończeniu peelingu cały obszar ust jest tłusty na maxa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ok, teraz już wiem że na bank muszę kupić balsam z Resibo :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zainspirowałaś mnie swoim wpisem. Bardzo często mam na maksa spierzchnięte usta, moim hitem jest granatowy Blistex. Miałam wersję Classic, ale nie była aż tak mocarna. Okazało się, że na -55% w Rossmannie łapią się też pomadki. Chciałam kupić z Sylveco z Twojego polecenia, ale niestety nie było. Moje zakupy prezentowały się tak:
    1. Peeling do ust Selfie Project
    2. Pomadka z peelingiem Eveline
    3. Głęboko nawilżające serum do ust z aloesem Eveline
    4. Granatowy Blistex.

    Od razu odradzam peeling z Selfie Project - tłusty badziew z ogromnymi, ostrymi ziarnami, których jest też dość mało. Za to pomadka z Eveline - super, usta naprawdę są w o wiele lepszym stanie niż po peelingu szczoteczką. Serum z Eveline naprawdę nawilża bardzo, bardzo, bardzo, ale wchłania się i potrzebna mu taka emolientowa otoczka i tu wkracza mój Bliskex.

    Po trio peeling, serum i Blistex mam mega gładkie i zadbane usta. Już wiem że taka metoda ze mną zostanie. I polecam to serum, skład ma naprawdę super bo na pierwszym miejscu sok z aloesu, potem woda, potem gliceryna i dalej emolienty (parafina, woski, alkohole tłuszczowe).

    Jajka Eos miałam, ale dla mnie kompletnie nie są warte swojej ceny. Carmexy też lubię, ale Blistex ma przyjemny smak i nie mrozi aż tak bardzo.

    M. ze Szczecina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja Cię! Przygotowując tekst miałam zamiar przejrzeć skład każdego, ale to absolutnie każdego produktu do ust z Rossmanna, ale widzę, że to głęboko nawilżające serum z Eveline mi umknęło - aż dodam je jutro do posta, bo aloes na pierwszym miejscu to bardzo oryginalne rozwiązanie!

      Dzięki za komentarz! Te, które piszesz u Ziemoliny są rzeczowe i inspirujące, to skarb mieć takich Czytelników.

      Usuń
  14. Mnie wystarcza balsam Tisane w słoiczku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie już od dawna Carmex wiedzie prym :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale wypaśnyy artykuł! ♥♥ A ja znowu przeczytałam na telefonie, a potem zapomniałam skomentować jak usiadłam do komputera ;) W każdym razie u mnie Carmex to cudo - działa najskuteczniej, używam zawsze, gdy wychodzę na zewnętrz. I używam wersji limonkowej, praktycznie cały rok. A tak na co dzień to raczej sięgam po pomadki o takim bardziej naturalnym składzie, z jakimiś olejkami, lżejsze itp. Ale jakie to różnie - co mi się trafi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oooo widzę, że ktoś ma tutaj podobny problem do mnie, czyli usta wiecznie suche.. Kiedy zaczęła się moda na matowe pomadki myślałam, że z moimi ustami coś jest nie tak, bo ona wysuszały mi je na wiór! Potem tydzień dochodziły do siebie.. Dzięki Bogu producenci zaczęli wypuszczać fajne pomadki nie tylko long lasting super mat.. Wracając do tematu pomadek, aż przejrzę swój arsenał, bo mam ich sporo ;) W każdej torebce, w kieszeni, na biurku, przy toaletce. Moimi faworytami są: Blistexy - wszystkie rodzaje, Pomadka z peelingiem Sylveco i ostatnio balsamik z Resibo! W najgorszych momentach, np choroby, ratuje się maścią z wit. A). Dobrze wspominam również Tisane w słoiczku ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger