4/12/2018

Co wybrać? | WIBO, Unicorn Tears, odżywczy primer i serum do twarzy 2w1 vs. FARSÁLI, Unicorn Essence. Dywagacje na temat składu.




Obejrzałam sobie wczoraj filmik Adrianny Grotkowskiej, która podjęła pierwszą próbę przetestowania nowości od Wibo i skonfrontowania jej z fenomenem oryginalnego produktu, którym Wibo się... ekhem... „zainspirowało”. Wspomniała, że testować będzie je wyłącznie użytkowo, bo na chemii kosmetycznej się nie zna, ale że chętnie zapozna się z czyjąś opinią jeśli się taka pojawi. Pomyślałam sobie, że to ciekawy temat, więc od razu napisałam dla Was ten tekst :)


Na początku disclaimer: nie jestem kosmetologiem, chemikiem, technikiem produkcji kosmetyków.
Zamieszczona w tym wpisie opinia to moje osobiste przemyślenia w ramach samodzielnie zdobytej wiedzy.

A teraz do rzeczy. Zaczniemy od krótkiej metryczki.


FARSÁLI, Unicorn Essence, Serum upiększające do twarzy


  • Cena: ok. 219 zł / 30 ml

  • Obietnice producenta: ochrona skóry przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, przygotowanie cery pod makijaż, przedłużenie jego trwałości



WIBO, Unicorn Tears, odżywczy primer i serum do twarzy 2w1


  • Cena: ok. 21,99 zł / 30 g

  • Obietnice producenta: ochrona skóry przed wolnymi rodnikami; poprawa kondycji skóry, głębokie nawilżenie i rewitalizacja; zwiększenie przyczepności podkładu; podniesienie tym samym trwałości makijażu


Jak widać, obietnice są do siebie wręcz bliźniaczo podobne, o opakowaniach czy nawet nazwach nie wspominając. Będę szczera: nie mam o takich „inspiracjach” dobrego zdania, ale to temat na osobny post. Postaram się zamknąć dziób na kłódkę i skupić na konkretach. A więc czas na skład.


FARSÁLI, Unicorn Essence – moja analiza składu



Water, Propanediol, Glycerin, Polysorbate 20, Glyceryl Polyacrylate, Euterpe Oleracea (Açaí) Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Lycium Barbarum (Goji) Fruit Extract, Sambucus Nigra (Elder Berry) Fruit Extract, Tamarindus Indica Seed Polysaccharide, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil, Red 33, Red 4, Blue 1, Mica, Titanium Dioxide.

Mamy tu do czynienia z typowym serum wodnym: klasycznych emolientów w jego składzie nie ma właściwie w ogóle. Bazę kosmetyku stanowią cztery podstawowe składniki. Zaczynamy tu od wody, za którą stoi propanediol – tak zwany glikol roślinny, czyli środek rozpuszczający otrzymywany z kukurydzy. Za nimi mamy kolejny składnik „bazy” kosmetyku, czyli Polysorbate 20: emulgator otrzymywany z oleju kokosowego uważany za najłagodniejszy ze wszystkich polisorbatów. Po nim mamy Glyceryl Polyacrylate: żelujący składnik, który delikatnie zagęszcza serum i pozwala mu stworzyć na skórze zmiękczający i kondycjonujący film.

Między składnikami bazy pojawia się gliceryna. Moim zdaniem składnik świetny: doskonale nawilżający, wybitnie rzadko uczulający, a w tym produkcie zapewne mocno przyczyniający się do jego lepkiej konsystencji, a co za tym idzie – właściwości zwiększających przyczepność makijażu. Niestety, w którymś momencie w blogosferze poszła fama, że gliceryna zapycha i w ogóle jest samym złem, więc dużo osób jej unika. Nie twierdzę, że gliceryna jest składnikiem dobrym dla każdego i w każdej ilości, ale na moje oko zjawisko zostało po stokroć rozdmuchane.

W każdym razie, następnie wchodzi nam kilka ekstraktów: z jagód açaí, jagód-borówek, jagód goji i bzu czarnego, oraz nawilżający polisacharyd pozyskany z nasion tamaryndowca. Z tej ilości ekstraktów może wynikać właśnie wysoka pozycja gliceryny w INCI – wyciągi są często właśnie glicerynowe. W każdym razie wszystkie wymienione owoce są bardzo znane z wysokiej zawartości antyoksydantów, więc to wspaniale że faktycznie są w tym serum.

Po nich wchodzą nam już tylko: konserwanty, regulator lepkości, dwa naturalne olejki eteryczne (z bergamotki i skórki cytrynowej), barwniki, rozświetlająca mika i tlenek tytanu (w teorii mogący być filtrem mineralnym, ale na ostatnim miejscu w składzie ma pewnie raczej rozjaśniać/rozbielać). A nie, przepraszam, przed kompozycją zapachową mamy tu jeszcze ekstrakt z wanilii – może ze względu na zapach? Bo tak nisko raczej nie zdziała dla naszej cery czy makijażu za wiele :)

A więc podsumowując: serum Farsali to wodna konsystencja oparta o glicerynę, ze sporą garścią świetnych esktraktów i standardową końcówką składu odpowiedzialną po prostu za przyjemność stosowania serum. Umówmy się, że od kosmetyku za ponad 200 zł większość z nas będzie wymagała idealnej konsystencji, pięknej barwy czy eleganckiego zapachu.

Na marginesie: szukając opinii o tym serum natknęłam się na filmik na YouTube, którego autorka bardzo mocno broni tezy, że produkt Farsali nie zawiera składników aktywnych. Nie wiem co mogła mieć na myśli, bo to serum to głównie składniki aktywne ;D Więc radzę podchodzić z dystansem do takich radykalnych opinii.

WIBO, Unicorn Tears – moja analiza składu


Aqua, Glycerin, Propanediol, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Lycium Barbarum Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Mica, Xanthan Gum, Polysorbate 60, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbitan Isostearate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Parfum, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Citric Acid, CI 77891, CI 16035, CI 42090.

Baza produktu Wibo wygląda bardzo podobnie to bazy serum Farsali: woda, propanediol, trochę inny główny filmomer zagęszczający (Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer - obecny w składzie oryginalnego kosmetyku, tylko że zdecydowanie dalej w składzie!). Nic nowego pod słońcem, podobnie jak grająca tu pierwsze skrzypce gliceryna.

Zamiast pięciu ekstraktów mamy ich tutaj trzy: z jagód goji, żurawiny oraz jagód açaí. Więc wybór bogatych w witaminę C i inne antyoksydanty jagód został tutaj dosyć udatnie odtworzony.

Końcówka składu jest i podobna, i niepodobna do składu serum Farsali. Podobna, bo też stanowią ją mika, regulatory lepkości/emulgatory, konserwanty, kompozycja zapachowa, barwniki. Niepodobna, bo są tu one w innych proporcjach oraz często są to po prostu inne rozwiązania: ogólne „Parfum” zamiast naturalnych olejków eterycznych, ekologiczne konserwanty zamiast unikanego przez niektóre użytkowniczki FEOGu, barwniki w większości też inne (poza Blue 1, bo to to samo co CI 42090 obecne w serum Farsali).

A teraz odpowiem Wam na pytanie które serum wybrać by osiągnąć efekt jak na ilustracji... ;)


Czy skład serum Wibo dorównuje serum Farsali?

Czy da się to w ogóle ocenić?


I to jest właśnie ta najtrudniejsza część. Ja powiem tak: na skład kosmetyku możemy spojrzeć na kilka sposobów.

Czy sera Wibo i Farsali mają zbliżone substancje aktywne?

Tak! Oba kosmetyki to roztwór ekstraktów z pełnych antyoksydantów jagód w glicerynie, z dodatkiem miki i różowego barwnika.

Czy któreś z nich może zaszkodzić mojej cerze?


Każdy kosmetyk może. Na przykład jeśli należysz do tego wąskiego grona, które faktycznie źle reaguje na glicerynę. Albo, co bardziej prawdopodobne, jeśli dopadnie Cię uczulenie na jakiś wyciąg. Albo jeśli doprowadzisz do tak zwanego przenawilżenia skóry. Albo jeśli zaszkodzi Ci jakiś barwnik czy zapach, bo takie rzeczy też się zdarzają, a u wrażliwych cer potrafi to stanowić normę.

Natomiast tak w ogólnym spojrzeniu żaden z omawianych produktów nie zawiera obiektywnie szkodliwych składników. Oczywiście są przeciwniczki gliceryny, FEOGu, a nawet jak się ostatnio dowiedziałam (w komentarzu pod poprzednim postem) – olejków eterycznych! Ale jeśli nie ulegamy mitom czy trendom, oba składy są obiektywnie zupełnie spoko.

Czy serum Farsali i/lub Wibo faktycznie pielęgnuje skórę?


Nie mam powodów, by uważać że nie. To znaczy jest teoretycznie możliwe, że składniki określane przeze mnie jako „baza” jednego czy drugiego kosmetyku stanowią 95% jego objętości, a całą resztę jakieś smętne dodatki. Skład INCI pokazuje nam tylko malejącą zawartość poszczególnych składowych kosmetyku, a nie podaje nam ich proporcji, o dokładnych stężeniach nie wspominając. Ale nawet w tym najczarniejszym scenariuszu nawilżające działanie gliceryny z pewnością byłoby dla nas odczuwalne :) Natomiast ja mimo wszystko zdziwiłabym się gdyby były to rzeczywiste proporcje, więc myślę że i antyoksydacyjne działanie naszych ekstraktów powinno dać na naszej cerze choćby dyskretne rezultaty.

Które serum pielęgnuje lepiej?
Które serum lepiej przedłuży mi trwałość makijażu?


Tego nie da się wywnioskować z samego składu INCI. Obejrzałam sobie opakowanie produktu Wibo, a w internecie zdjęcia kartonika od kosmetyku Farsali. Na żadnym z nich producenci nie podają nam procentowych stężeń użytych przez siebie wyciągów. Tak więc na moje oko nie mamy tu żadnego punktu zaczepienia. Potrafię wyobrazić sobie, że dla niektórych z nas lepszy będzie oryginał, a dla innych – produkt Wibo będzie mniej lepki/bardziej trwały/lepszy dla cery/cokolwiek. Nasze cery też się różnią i nie ma zasady dobrej dla wszystkich ;)

Czy imitacja Wibo jest udana?


Na tyle na ile mogę powiedzieć nie próbując żadnego produktu: tak. Skład określam jako łudząco podobny, Adrianna mówi o tym, że nawet kolory są do siebie zbliżone. Według niej serum Wibo jest bardziej wodniste i lżejsze w konsystencji. W kwestii zapachu Farsali ewidentnie ją zachwycił, a Wibo pachnie delikatnie i przyjemnie. Jeśli chcecie przekonać się jakie są jej wrażenia w temacie współpracy z makijażem, zachęcam do obejrzenia filmu Adrianny:





Mam nadzieję, że przyda się Wam ten tekst i jeśli się spodobał -
- podzielcie się nim ze znajomymi albo w inny sposób okażcie mu trochę miłości ;D
Będę szczególnie wdzięczna za lajka na fejsie, o tutaj, a Wam polecam kanał Adrianny <3

Ściskam,
Ania


43 komentarze:

  1. Super porównanie, zastanawiam się nad tym serum z Wibo, więc dobrze wiedzieć, że jednak ma jakieś składniki aktywne ;) pomyśle nad zakupem i obejrzę sobie filmik :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wpis, świetne porównanie, które na pewno będzie bardzo pomocne zwłaszcza dla osób, które zastanawiają się nad zakupem i borykają się nad wyborem.
    Ja pierwsza raz widzę te produkty Wibo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Będę zagladac tu częściej! Lubię fakty a nie lanie wody. Nawet wiem, o którą Youtuberke chodzi, bo tym jej wyznaniu sama sprawdzałam skład farsali :)
    Dzięki za tekst
    Pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu świetny pomysł na post, nie znam tych produktów, ale post porównawczy składami rewelacja! Pomoże niektórym osobom zadecydować, co wybrać.
    P.s. Też nie lubię takich "inspiracji",a wchodząc do Rossmanna widziałam ich bardzo dużo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co prawda nie wiedziałam wcześniej o istnieniu obu kosmetyków, ale z miłą chęcią przeczytałam Twoje porównanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne porównanie!Dziękujemy Ci!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja wlasnie tez obejrzalam ten filmik i bardzo mnie zaciekawil ten olejek i porownanie jest swietne <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialne porównanie :) Aktualnie karmię piersią i unikam konserwantów typu phenoxyethanol dlatego cieszę się, że Wibo go nie ma :) Jest to dla mnie małe zaskoczenie nawet :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super post, fajny pomysł! Ja chyba żadnego z tych kosmetyków nie kupię, wystarczy mi na co dzień serum z wit. C. Ale widzę, że oba kosmetyki mają spoko składy - brawo dla Wibo za fajny skład, ale trochę szkoda, że tak zżynają od innych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Aniu, a planujesz jakieś rozwinięcie tematu przenawilżenia skóry? Bo jest o tym bardzo mało a myślę, że czasem może to dotyczyć mojej kapryśnej cery.

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję, tylko że to jest to już zjawisko z pogranicza choroby (przez niektórych utożsamiane z zapaleniem okołoustnym na przykład) i opisywanie takich tematów w etyczny sposób, bez udzielania na blogu porad lekarskich jest problematyczne, więc co jakiś czas pracuję nad szkicem, odkładam, wracam, znów odkładam... Ale dzięki, że przypominasz mi o zapotrzebowaniu na ten tekst :)

      Usuń
  12. Świetny wpis, choć mnie akurat oba produkty nie interesują :)

    OdpowiedzUsuń
  13. świetne porównanie i na pewno bardzo pomocne :) przynajmniej wiadomo czy warto zawracać sobie głowę tymi produktami :)

    OdpowiedzUsuń
  14. super porownanie! :D ja raczej skusilabym sie na Wibo, szczegolnie na pierwszy raz, bo nie wiem czy w ogole polubilabym sie z tego tpu produktem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. cudowny tekst. rewelacyjnie przeprowadzona analiza i bardzo żetelna

    OdpowiedzUsuń
  16. Trafiłam tu od Ady bo faktycznie tematyka ciekawa. Fajnie wszystko napisane.

    OdpowiedzUsuń
  17. Właśnie szukałam porównania. Super, że Cię znalazłam ��
    Kupiłam dziś serum z wibo,a jutro go będę testować ��

    OdpowiedzUsuń
  18. Jest sporo firm, które wzorują się na tych wysokopołkowych. Nawet nasza tu rodzima z Trójmiasta tak robi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnóstwo firm tak robi i nie chodzi tylko o kosmetykę ale także i o perfumy. Wystarczy spojrzeć na Avon czy Oriflame i ich analogie zapachowe do znanych marek :)

      Usuń
    2. Na perfumach nie znam się w ogóle (Avon czy Oriflame pachną mi "generycznie", ale nie wyłapałam wzorowania się na innych zapachach), ale brak kreatywności to dla mnie jedna z większych bolączek w przemyśle kosmetycznym :(

      Usuń
    3. To prawda. Najgorsze jest to, że bardzo często klienci sami wymuszają na firmach kosmetycznych wzorowanie się na innych.

      Usuń
    4. Dokładnie! Dopóki sprzedawanie używanie podróbek nie będzie uważane za naganne, tylko jako przejaw zdrowego rozsądku to firmy dalej będą to robić, bo to żyła złota :(

      Usuń
  19. Cześć Aniu,
    mam do Ciebie pytanie, co polecasz co mycia ciała przy zapaleniu przymeszkowym (chyba;p, chodzi o mojego Narzeczonego a on niestety dokładnie nie pamięta co powiedział dermatolog). Od zawsze używa męskich żeli z drogerii, bo twierdzi, że śmierdzi mu skóra.. nic nie mów;p kupiłam mu ostatnio żel z yope ( chciałam coś łagodniejszego)ale chyba za bardzo go wysusza. Sama nie wiem co będzie najlepsze do mycia ciała, bo ma bardzo dużo tych drobniutkich krosteczek, szczególnie na ramionach, nogach i plecach.
    Będę wdzięczna za jakąkolwiek poradę, bo robi się coraz cieplej a jemu głupio chodzić w spodenkach;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpisałam Ci przy poprzednim pytaniu, ale dzięki że się przypomniałaś :*

      Usuń
  20. Wibo już tak jedzie po bandzie z tymi ich "inspiracjami", że nawet nie chce mi się patrzeć w ich stronę.
    I powiem tak - mam ochotę kupić Farsali - używałabym go na klientkach. Wibo bym nigdy nie używała pod makijaż dla kogoś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. Gdyby mnie było stać to kupiłabym Farsali, bo mam sytuacje gdzie by mi się świetnie sprawdził. Ale podróbki kupować nie będę.

      Usuń
  21. Ja nie testowałam żadnego z produktów i nie będę opowiadała się za użytkowym zastosowaniem ale chciałabym napisać jak to wygląda z technologicznego punktu widzenia.
    To że mamy w składzie dany ekstrakt nie oznacza, że zawsze mamy go tyle samo oraz że zawsze pochodzi z tego samego źródła. Tak naprawdę to tyczy się wszystkich składników aktywnych.
    Ja nawiążę do ekstraktów roślinnych bo będzie mi najłatwiej wytłumaczyć o co mi chodzi.
    Ekstrakt roślinny dodawany do kosmetyków nie jest nigdy "sam" zawsze jest w czymś np. roztworze wodnym, wodno glicerynowym, olejowym itp. Taki roztwór razem z ekstraktem jest dodawany do kosmetyku. Może się okazać co jest częstym przypadkiem że w takiej mieszaninie mamy 1 % ekstraktu a 99% to gliceryna.
    Oczywiście te informacje są podane w dokumentacji do składnika jednak przy pisaniu składu glicerynę dodaną jako surowiec oraz glicerynę w której był ekstrakt sumuje się i wpisuje w INCI jeden raz.
    Czyli możemy mieć produkt który będzie miał 1 % ekstraktu X i produkt, który będzie miał 10 % ekstraktu X z takim samym składem INCI.
    I w tym momencie (choć nie zawsze) może mówić o tym cena. Im wyższa tym możemy mieć 90% pewności że składników aktywnych jest więcej, bo są po prostu drogie.

    Drugi fakt jest taki, że jeśli mamy załóżmy 10 % ekstraktu X z firmy A i 10% takiego samego ekstraktu X z firmy B to nie można mówić o tym, że są takie same i działają tak samo, bo jest taka sama ilość. Każda firma dopiera składniki według siebie i są firmy, które idą na jakość kosztem wyższej ceny, a są firmy które idą na ilość kosztem niższej ceny i gorszych warunków użytkowych przez np. pozyskiwanie, które wpływa na niszczenie danych właściwości składnika.

    Dodajmy na koniec, że ze składu INCI nie dowiemy się czy dany składnik nie został zastosowany w kompleksie, który poprzez zastosowanie odpowiednich komponentów działa jeszcze lepiej na skórę. Czyli jeśli w składzie INCI mamy napisany ekstrakt X, Y i Z to mogą być to trzy, oddzielne ekstrakty lub może być to kompleks ekstraktów, stosowany na jakimś dobrym nośników, który jeszcze podkręca jego "właściwości".
    Mam nadzieję, że w miarę jasno to napisałam, jeśli nie to pozostaję do dyspozycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tego wszystkiego świadomość, pisałam o tym na przykład tutaj:
      http://www.kosmeologika.pl/2017/07/dlaczego-z-zioami-dla-zdrowia-i-urody.html

      A także w samym tekście starałam się kilkukrotnie podkreślić, że z samego INCI nie da się wyczytać wszystkiego, tylko ogólny zamysł. Myślisz, że powinnam to jeszcze gdzieś jakoś wyróżnić? :)

      Usuń
    2. To już tak naprawdę zależy od Twoich czytelników czy mają tego świadomość :)

      Usuń
  22. Super wpis:) nie pozostaje teraz nic innego jak zapolować na produkt z Wibo :).

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja to wgl nie jestem na czasie, nie wiedziałam że taki produkt istnieje, zarówno ten drogi jak i wersja od Wibo :).
    Piszesz, że jesteś przeciwna takiemu 'zżynaniu' z droższych produktów, ale jednocześnie pamiętam jak rozmawiałyśmy o zapachach La Rive czy Bi-es (w kontekście, że jakbyś na formu wizażu napisała że ich używasz, to perfumomaniaczki zjadłyby żywcem ;D), a do nich nie miałaś nic przeciwko?
    Kochana wciąż czekam na sms/mail od Ciebie kiedy możemy się spotkać, miałam małe problemy z mailem ale już mi wszystko naprawili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam, że nie oceniam tych co używają, a nie że sama używam - bo nie używam. I jedne, i drugie miałam raz, za czasów nastoletnich :) Z czego La Rive śmierdziało przeokrutnie! Ale oba dostałam w prezencie, więc nic dziwnego, że zapachy nietrafione ;)

      Odpiszę Ci jak tylko będę mogła :)

      Usuń
    2. Aaaa rozumiem, ta nasza pogawędka miała miejsce na stacji pkp jakieś 2 lata temu, to i pamięć już nie ta :). Czekam niecierpliwie!

      Usuń
  24. Aniu co myślisz o tym filtrze? Coś o firmie słyszałaś? Ja trafiłam przypadkiem jedna z blogerem wspomniała o tej firmie.na stronie jest skład bardzo krótki. Jak z ochrona? Co sądzisz?
    https://www.topestetic.pl/is-clinical/eclipse-spf-50-transparent-krem-ochronny-transparentny-100-g?gclid=Cj0KCQjw_ODWBRCTARIsAE2_EvWlKfTE-RUjDOYf-sgbkL0f7tROmuR9Y71cipQhWc1yTaiTwbZIzNUaAszmEALw_wcB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To filtr mineralny, a ja nie jestem ich fanką delikatnie mówiąc ;)

      Marki nie znam, ale tym się nie sugeruj - dermokosmetyki mało mnie jarają, więc mam w nich słabe rozeznanie :D

      Usuń
  25. Mnie to ostatnie "odgapiarstwo" (jest takie słowo w ogóle?) ;P Wibo bardzo denerwuje.. Nie nie mogę na to patrzeć. Nie ma co się zasłaniać tym, że robią "tańszy zamiennik".. Dla mnie to nieetyczne ;)
    Super porównanie, widzę, że raz możemy mieć esencję z jednorożca, a raz jego łzy.. Jakoś się nie dziwie, że wyginęły ;P Buziakii ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no właśnie? "Coincidence? I think not" ;D

      Usuń
  26. Bardzo fajny wpis chociaż od kiedy czytam Twojego bloga i wprowadziłam kilka zmian w pielęgnacji twarzy, które znalazłam w Twoich postach, przestałam stosować produkty do makijażu typu podkład itp, bo wreszcie moja cera wygląda dobrze i baza pod makijaż przestała być potrzebna. Kusi mnie teraz zakup kremu BB, bo jedynie mam problem z trochę za bardzo zaróżowioną cerą.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam tę bazę z Wibo i na mojej trądzikowej skórze sprawdza się bardzo dobrze - po pierwsze, mnie nie zapycha, a po drugie - lekko przedłuża trwałość makijażu. Dla mnie to taki gadżet, ale całkiem ciekawy - nie mogłam przejść obok niego obojętnie, bo jednorożce, a i skład mi się spodobał :P

    Pozdrawiam, Elf Naczi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że może to być też fajny produkt dla osób z tendencją do suchych skórek uwidacznianych przez podkład - taka gliceryna to jednak spora dawka nawilżenia :)

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger