10/20/2018

Wróćmy do korzeni, czyli o detoksie skóry raz jeszcze.





Detoks skóry, oczyszczanie jej, odtruwanie to oczywiście słowa-klucze, które z prawdą nie mają wiele wspólnego. Ale ale, przecież pisałam o tym – uwaga – w pierwszym poście na blogu, o tutaj!

Teraz pytanie za sto punktów: kto pamięta ten tekst? Czy są na sali Czytelniczki, które są ze mną od samego początku? :)

Wróćmy jednak do tematu i porozmawiajmy o detoksie skóry po raz kolejny. Dzisiaj piszę ten artykuł z perspektywy setek wiadomości jakie wymieniłam z Wami dyskutując nad Waszymi planami pielęgnacyjnymi.

Podstawową trudnością jaką zauważam w Waszych perypetiach są problemy z określeniem typu cery.

To tak naprawdę temat na osobny wpis, ale chciałabym przytoczyć kilka przykładów:

  • nieśmiertelny problem naddiagnozowania skóry trądzikowej na podstawie samej obecności porów wypełnionych treścią rogową, zwłaszcza na nosie. Pisałam o tym we wcześniejszych tekstach, tutaj! i tutaj! więc nie chciałabym się tutaj specjalnie powtarzać. Pory na nosie, okazjonalny pryszcz związany z cyklem menstruacyjnym czy tłusta skóra na czole NIE są objawami trądziku.

  • klasyfikowanie swojej cery na podstawie wieku: najczęściej w wykonaniu młodych osób wzbraniających się przed używaniem „dorosłych” kosmetyków, ale i w drugą stronę – zdarzało mi się dojrzalszym Czytelniczkom zaproponować kosmetyk teoretycznie skierowany do młodzieży (o fajnych lekko kwasowych tonikach Under Twenty czy Selfie project pisałam w przeglądzie toników z kwasami!) i dostać bardzo zdziwioną odpowiedź. Tymczasem wiek naszej cery nie ma zbyt wiele wspólnego z naszym wiekiem metrykalnym i w 99% przypadków radzę Wam ignorować wszelkie „20/30/40/50+” na opakowaniach. Zajrzyjcie też do tekstu „Pielęgnacja cery 25+” by poczytać o tym więcej.

  • nazywanie cery suchą ze względu na obecność suchych skórek czy uczucia ściągnięcia po myciu, najczęściej jakimś beznadziejnym, SLS-owym żelem aptecznej marki;

  • nazywanie cery tłustą na podstawie świecenia się strefy T po nałożeniu parafinowego kremu i grubej warstwy równie tłustego, skłonnego do warzenia podkładu;

  • wykluczanie prawidłowego typu skóry na podstawie podtypu takiego jak cera dojrzała, wrażliwa czy naczynkowa. Tymczasem te podtypy mogą występować niezależnie od typu podstawowego, ba! mogą występować wszystkie razem. Panie w dojrzalszym wieku o suchej, płytko unaczynionej i wrażliwej skórze nie są bynajmniej rzadkością. Dlatego układanie planu pielęgnacyjnego potrafi być dużym wyzwaniem jeśli chcemy zająć się wszystkimi problemami, a nie tylko wybranymi!


Moim zdaniem najlepszym powszechnie dostępnym narzędziem pomocnym w rozpoznaniu typu cery jest odpowiedni wpis na blogu Kosmostolog, o ten: (klik!)

Ale jeśli przeczytałyśmy ten wpis i dalej nie wiemy, to moim zdaniem wskazane byłoby przeprowadzić opisany już u mnie kiedyś na blogu detoks skóry. Taki reset jest szczególnie wskazany jeśli mamy wrażenie, że:

  • „wszystko nas zapycha”,

  • „skóra reaguje histerycznie na wszystko”,

  • „raz jest taka, a raz taka”,

  • „zaraz utonę pod zakupionymi kosmetykami do pielęgnacji.”




 

Jak przeprowadzić pielęgnacyjny reset skóry?

Pierwszym krokiem będzie zawsze przejrzenie zapasów. Absolutną podstawą musi być dla nas łagodne (!) myjadło do twarzy oraz hydrolat lub prosty płyn micelarny czy tonik. Chociaż zwykle unikam takich kategorycznych stwierdzeń, to tutaj zaryzykuję i powiem: jeśli nie mamy w łazience takich kosmetyków, to prawie na pewno w naszym schemacie pielęgnacyjnym są fundamentalne błędy.

Oczyszczanie


Mam na blogu wpis zatytułowany „Jak wybrać uniwersalne łagodne myjadło do twarzy, ciała czy włosów?”, więc jeśli mamy w domu różne kosmetyki do wyboru to łatwo je przejrzeć pod tym kątem.

Jeśli jednak w łazience mamy to, co często opisujecie w mailach (pastę Ziaja z liśćmi manuka, żele typu Effaclar czy Vichy Normaderm...) to proponowałabym jednak wybrać się na zakupy. Na blogu opisałam mnóstwo fajnych, łagodnych żeli do twarzy, ale na etapie takiego totalnego resetu polecałabym zwrócić uwagę na przykład na Bielenda, CARBO DETOX: Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy. Ma wyjątkowo krótki skład pozbawiony zarówno składników pochodzenia roślinnego, jak i wszystkich innych potencjalnych paskudników.

Skład:
Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Carbon Black, Niacinamide, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Opcją alternatywną albo dopełniającą ten delikatny żel są olejki myjące (hydrofilne). W wersji podstawowej, takiej jak bezzapachowy olejek myjący z Biochemii Urody mają one właściwie tylko trzy składniki: olej, witaminę E i emulgator. To, co mamy dostępne stacjonarnie to produkty o znacznie bardziej złożonych składach:


Miya, Lekki olejek do demakijażu i oczyszczania twarzy, oczu, ust:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Decyl Oleate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Sorbitan Laurate, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum (Fragrance), Limonene.


Bielenda, Botanic Spa Rituals, kremowy olejek do mycia twarzy:
Tripelargonin, Aqua (Water), Betaine, Sorbitol, Glycerin, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate SE, Coco Glucoside, Raspberry Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Persea Gratissima  (Avocado) Oil, Tocopheryl Acetate, Melissa Officinalis Leaf/Ste Extract, Panthenol, Sorbityl Laurate, Xanthan Gum, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Linalool.


Podkreślam, że żadnego z dwóch powyższych olejków nie miałam jeszcze w rękach i zupełnie nie wiem jak się sprawują. Natomiast w planie naszego „resetowego” schematu można je rozważyć jeśli podejrzewamy, że naszej skórze może być bliżej do mieszanej, tłustej, trądzikowej. Jeśli intuicyjnie skłaniamy się ku suchej, wrażliwej, naczynkowej to osobiście radziłabym jednak prosty olejek z emulgatorem a la Biochemia Urody lub zupełnie nic, a więc oczyszczanie jednoetapowe.

Tonizowanie


Absolutnie najprostsze opcje jakie wchodzą w grę to hydrolat lub tonik z octu jabłkowego (przepis tutaj!). Jeśli w przeszłości z pozytywnym skutkiem testowałyśmy kosmetyk tego rodzaju to z całą mocą zachęcam do wybrania właśnie jego zamiast testowania nowości. Jeśli zupełnie nie wiemy co ze sobą począć, a octu jabłkowego nie mamy i nie chcemy mieć, to polecałabym jeden z hydrolatów tolerowanych przez znaczną większość użytkowniczek: lawendowego czy różanego.

☆ Najróżniejsze hydrolaty możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! Make Me Bio lawendowy, Make Me Bio różany, Avebio lawendowy, Avebio różany i wiele innych ☆


Oczywiście w grę wchodzą też toniki i płyny micelarne o prostym składzie. Wśród płynów micelarnych królem krótkiego składu i skuteczności jest Bioderma, SENSIBIO H2O, Płyn micelarny do oczyszczania twarzy i demakijażu lub jego niskobudżetowa wersja: Płyn Micelarny 3w1 do skóry wrażliwej od Garnier (różowy). Z Garnierem powinny uważać te osoby, które podejrzewają że szkodzi im obecność gliceryny w kosmetykach: moim zdaniem zjawisko znacznie rzadsze niż się wydaje, ale oczywiście niemożliwe do wykluczenia. Bioderma jest bez gliceryny, Garnier ją zawiera.


Skład Biodermy:
AQUA/WATER/EAU, PEG-6 CAPRYLIC/CAPRIC GLYCERIDES, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, CUCUMIS SATIVUS (CUCUMBER) FRUIT EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, CETRIMONIUM BROMIDE, DISODIUM EDTA.

Skład Garniera:
Aqua/Water, Hexylene Glycol, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Poloxamer 184, Polyaminopropyl Biguanide (B162919/4).


Jeśli wolałybyśmy coś bez surfaktantów to możemy sięgnąć po prosty tonik: taki ma w ofercie na przykład Resibo albo Jadwiga (Tonik ziołowy dla cery mieszanej). To już są produkty mniej neutralne niż wymienione wyżej, ale moim zdaniem jak najbardziej godne rozważenia.

Skład Resibo:
Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Citrus Aurantium Amara Flower Water, Propanediol, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Rheum Rhaponticum Root Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

☆ Tonik Resibo możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆


Skład Jadwigi:
Aqua, Propylene Glycol, Calendula officinalis Extract, Sodium Citrate, Citric Acid, Chamomilla Recutita Flower, Allantoin, benzyl alcohol, Calendula Officinalis Flower Extract, Benzyl Alcohol.

☆ Tonik Jadwiga możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆


Nawilżanie i odżywianie


W moim oryginalnym wpisie na temat detoksu skóry skupiłam się na odżywianiu jej za pomocą mieszanki oleju i kwasu hialuronowego, które można zamówić w sklepach z półproduktami. Prawda jest jednak taka, że samo złożenie zamówienia jest dla wielu z nas barierą, która nastręcza trochę trudności. Więc choć oczywiście tamtą opinię podtrzymuję, to postanowiłam w końcu wybrać jeden krem, który będzie naszym produktem bazowym.

Chciałam znaleźć coś, co jest naprawdę popularne, łatwo dostępne, przystępne cenowo, a przede wszystkim: zarówno nawilżające, jak i odżywcze; grające z makijażem, nie przesadnie tłuste. Podczas resetu nie czas myśleć o starzeniu, filtrach, kwasach: chcemy ustalić jaka nasza cera jest w stanie zbliżonym do podstawowego.

Swoją drogą, jestem bardzo ciekawa na jaki krem postawiłybyście Wy, moje Czytelniczki, w sporej części blogujące! Co ciekawe, 90% dziewczyn z którymi mailowałam na temat pielęgnacji ma albo miało w swoich zapasach krem-żel z serii Dermedic Hydrain. Osobiście chyba nigdy go nie miałam, ale nie jestem fanką kremów aż tak lekkich: w moim odczuciu ich balans jest tak mocno przesunięty w stronę humektantów, że na wielu cerach dają efekt odwodnienia skóry przez brak wystarczającej okluzji. Nie mówię, że kremy-żele nie sprawdzą się nigdy i u nikogo, ale w ramach resetu raczej nie widzę dla nich miejsca.

Osobiście proponowałabym lekki krem brzozowy Sylveco. Wiem, że może się to wydać dziwne: w przeciwieństwie do większości wyżej wymienionych kosmetyków jest to produkt naturalny, a dodatkowo chyba nigdy nie zachwycałam się nim na łamach Kosmeologiki. Ale jak na krem eko jest on moim zdaniem wyjątkowo mało tłusty i nie zawiera wielu ekstraktów, więc z całego morza najróżniejszych kremów i mazideł wydał mi się opcją najbardziej obiecującą na sam początek.

Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Xylitol, Sorbitan Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid, Sucrose Cocoate, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulinic Acid.

☆ Krem Sylveco możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! KLIK! ☆

Złuszczanie


Do kosmetyków wymienionych powyżej dodałabym jeszcze peeling enzymatyczny i maseczkę z glinki (najlepiej rhassoul lub różowej) do stosowania według potrzeb: może raz w tygodniu, a może ciut rzadziej lub częściej. Pamiętajmy, że moc peelingu możemy regulować czasem trzymania go na skórze, a maseczkom nie wolno dać zaschnąć na twarzy (regularnie zwilżajmy je wodą!).

Jeśli zastanawiamy się jaki peeling wybrać, to niedawno na blogu ukazał się przegląd świetnych peelingów enzymatycznych. Wersją tanią, dostępną i dość uniwersalną jest zdecydowanie peeling Ziaja Ulga.

☆ Liczne glinki możecie kupić na przykład tutaj - będę ogromnie zobowiązana! Nacomi ghassoul, różowa od Your Natural Side, a dla leniuszków gotowa rozrobiona z wodą glinka różowa w mniejszej tubie lub rozrobiona ghassoul w większej


Schemat przeprowadzania resetu


Jak wiecie, uważam że w większości przypadków poranne mycie twarzy wodą jest zbędne i wystarczy zastąpić je przetarciem skóry wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Trik ten zalecam szczególnie tym z nas, które podejrzewają u siebie cerę suchą lub mieszaną; zwłaszcza jeśli wieczorne oczyszczanie będzie dwuetapowe (olejkiem oraz łagodnym żelem).

Podsumowując, z naszymi nowo zebranymi kosmetykami postępujemy następująco:

Rano:


(opcjonalnie myjemy twarz),
przecieramy ją hydrolatem, tonikiem lub płynem micelarnym,
nakładamy krem Sylveco.

Wieczorem:

(opcjonalnie oczyszczamy twarz olejkiem),
myjemy ją łagodnym żelem,
tonizujemy hydrolatem, tonikiem lub płynem micelarnym,
wklepujemy krem Sylveco.

Średnio raz w tygodniu:

peeling Ziaja + maseczka z glinki



Na takiej pielęgnacji dajmy sobie miesiąc. Oczywiście jeśli w międzyczasie stanie się coś spektakularnego (uczulenie, niezwykły dla nas wysyp niedoskonałości...) natychmiast wracamy do ostatniej bezpiecznej dla nas konfiguracji. Ale jeśli obserwujemy tylko drobne, być może losowe pogorszenia typu pojedyncza krostka – spróbujmy nie panikować, bo równie dobrze może nie wynikać ona z pielęgnacji, tylko z naszej własnej gry hormonalnej, diety czy stresu.

Po miesiącu powinnyśmy poddać skórę dokładnym oględzinom, chociaż tak naprawdę po takim czasie głowa zazwyczaj sama z siebie puchnie nam od wniosków i przemyśleń. Obraz jest najczęściej zupełnie jasny, a ponieważ większość z nas ma cerę mieszaną to często okazuje się, że z tak ułożonym schematem pielęgnacyjnym tak naprawdę nic wielkiego nie trzeba robić. Co innego, jeśli chcemy odpowiedzieć na jakieś bardziej wyszukane potrzeby: na przykład płytkie unaczynienie skóry czy prewencję starzenia. W takiej sytuacji startujemy z bardzo wygodnego miejsca i możemy ostrożnie wprowadzać nowości takie jak serum z witaminą C czy delikatny tonik z kwasami PHA.

Jeśli są jednak obszary naszej skóry, z których ewidentnie nie jesteśmy zadowolone, to powinnyśmy w pierwszej kolejności skupić się na odpowiednich krokach:

  • cera lub niektóre jej miejsca są za suche, ściągnięte? To prawdopodobnie cera sucha lub mieszana w stronę suchej. Przede wszystkim upewnijmy się, czy pijemy 1,5-2 l wody dziennie. Następnie warto zastanowić się, czy mycie wodą jest jej w ogóle potrzebne; przyda się też pielęgnacja warstwowa oparta o nawilżające sera i esencje. Na rynku jest też tyle innych kremów nawilżających, że warto je przetestować i sprawdzić, czy któryś nie sprawdzi się lepiej niż Sylveco.


  • na cerze jest wiele wyprysków objętych stanem zapalnym? Najprawdopodobniej nie obędzie się bez leczenia u dermatologa, ale jeśli problem nie jest mocno nasilony to moim zdaniem warto przedtem spróbować ogarnięcia go pielęgnacją. Umiejętne połączenie niektórych dermokosmetyków, peelingów kwasowych czy dostępnych bez recepty kosmetyków opartych o pochodne retinoidów wraz z dobrze uporządkowaną bazą pielęgnacji potrafi zmniejszyć problem na tyle mocno, że terapia ograniczy się tylko do ewentualnych leków do stosowania miejscowego. Daleko mi od demonizowania retinoidów doustnych czy tetracyklin, ale przed podjęciem takiej decyzji warto chociaż sprawdzić ile da się uzyskać bez nich.


Miałam mieszane uczucia czy w ogóle wypada napisać tekst na ten sam temat co 4,5 roku wcześniej, ale mam wrażenie że dodałam tutaj naprawdę dużo informacji i dlatego mam wielką nadzieję, że wpis się Wam przyda. Dajcie znać jak się podobał czy to w komentarzu, czy to za pomocą reakcji na Facebooku, o tutaj :)

Ależ się za Wami stęskniłam!
Ania

34 komentarze:

  1. Bardzo fajny wpis. Zastanawiam się czy olejek z BU powoduje uczucie ściągnięcia skóry ? Ciągle szukam czegoś, co nie zrobi mi suchara na twarzy, ale już straciłam nadzieję. Dużo osób poleca Cetaphil, Physiogel, olejek Biodermy Atoderm, ale dla mnie to są produkty, które również dają uczucie wyszorowania twarzy mydłem :/ moja cera jest niestety strasznie wrażliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie zadać jeszcze pytanie nr. 2 :)
      Przeczytałam właśnie co pisałaś o łojotoku skóry, ponieważ mam z nim duży problem, szczególnie na nosie (podkład trzyma się ok. godzinę, a potem mam kit) i tak się zastanawiam, ponieważ nie miesiączkuję od kilku lat, mam niski poziom estrogenów, czy to możę być faktycznie jego przyczyną? Ginegolog zapisałam mi HTZ, ale jakoś nie stosuję jej jeszcze, Myślisz, że może mi ona wpłynąć na zmniejszenie łojotoku?

      Usuń
    2. Powiem tak: mi generalnie łagodne żele nie powodują ściągnięcia skóry, zwłaszcza jeśli od razu ją stonizuję i nakremuję (czyli zawsze ;P). Olejek też tego nie powoduje, ale ciężko mi porównać go z żelami, bo już one są dla mnie komfortowe w użyciu - więc tak naprawdę nie przekonasz się dopóki nie spróbujesz. Ale skoro w jego składzie jest tylko emulgator, a nie ma typowego surfaktantu to wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują że jeśli coś miałoby Ci nie ściągać twarzy, to tylko to. Albo mycie bez wody, na przykład takim płynem ziołowym jaki w ofercie ma marka DLA.

      Jeszcze dodam, że rzeczy typu Cetaphil, Physiogel, Atoderm są kompletnie nie dla mnie. Najłagodniejsze myjadło jakie miałam to różowy Vianek (aż ciutkę zbyt łagodny), bardzo lubię też takie kremowe żele jak różowy BeBeauty (z Biedronki).

      Co do łojotoku to zdecydowanie po HTZ spodziewałabym się zredukowania problemu. Oczywiście nie jest powiedziane, że to się stanie (albo że stanie się to szybko), ale tak intensywny przebieg jak opisujesz jednak najczęściej ma jakieś podłoże zdrowotne, zazwyczaj hormonalne.

      Ściskam! :)

      Usuń
    3. Dziękuję za odpowiedź. Mam nadzieję, że chociaż trochę minie mi łojotok :(
      A jak myślisz, czy lek na alergię typu Clatra może zmniejszyć wrazliwosc cery na makijaż? Głównie chodzi o powieki.

      Usuń
    4. Myślę, że olejek też może ściągać - przecież emulatory emulgują też tłuszcz własny u wypłukują go z porów.

      Klaudio, a próbowałaś może dodać olejku do produktu myjącego? Tak, żeby stosunek emulgatora do fazy olejowej się zmniejszył? Ja używam olejku myjącego Palmers i zawsze czuję po nim warstwę na twarzy którą muszę domyć. Więc może on by Ci odpowiadał? Próbowałam już kilku produktów (m.in. olejku z BU, Atodermu) i on zostawia taką ochronną warstewkę. Ale nie z drugiej strony po Physiogelu czułam się nieumyta, więc sama pewnie musisz sprawdzić na sobie. A może mleczko do demakijażu, które spłuczesz wodą?

      Jako wieloletni alergik nie sądzę żeby Clatra pomogła na nadwrażliwość, chyba że jest ona spowodowana alergią. Jeśli nie, to taki lek niewiele da - bo przecież jeśli hamuje (czy ogranicza) wydzielane histaminy a to nie ona jest przyczyną nadwrażliwości, to nic to nie da. A próbowałaś może ultradelikatnych kremów do oczu? Znoszą trochę nadwrażliwość.

      Pozdrawiam,
      M. ze Szczecina :)

      Usuń
    5. dzieki za odpowiedź. Widzisz, problem jest w tym, że moja cera nie toleruje kosmetyków zarówno z pielęgnacji i kolorówki. Odechciewa mi się żyć przez ten problem i to naprawde nienormalne żeby na wszystko być tak wrażliwym - codziennie czerwone powieki, oczy. Wyglądam przeokropnie. Pod oczy mam krem z SVR, który jedyny jako tako daje radę.

      Usuń
    6. Tak jak napisała M., podrażnienie i alergia to dwie różne rzeczy. Jeśli podrażnimy skórę powiedzmy, alkoholem albo środkiem do szorowania łazienki to nie biorą tutaj udziału szlaki związane z reakcją alergiczną i leki mające go przerywać nie wykażą skuteczności (chyba, że owa nadwrażliwość oczu byłaby pochodzenia mieszanego).

      Klaudia, a próbowałaś wokół oczu nakładać takie niby serum jakie opisuję w poście, czyli mieszankę olejku z kwasem hialuronowym? Albo w ogóle jakiegokolwiek olejku?

      Usuń
    7. A jaki olejek nada się na tak wrażliwe powieki? I kwas który polecasz?

      Usuń
    8. Taka wersja super hiper podstawowa to zakup samego olejku. Jedne z najlepszych przy wrażliwej skórze to winogronowy, z ogórecznika, wiesiołka, czarnej porzeczki... Myślę, że na dobry początek możesz stosować go tylko solo i upewnić się, że na pewno nie masz żadnej niepożądanej reakcji.

      Potem warto dokupić kwas hialuronowy i moim faworytem od samego początku jest konkretnie ten: https://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Potrojny-kwas-hialuronowy-1.5/378 Ja polecałabym najpierw mieszać go z olejkiem w dłoni w takich proporcjach, że olejku jest zdecydowanie więcej, a hialuronu tylko kropla - resztę możesz wetrzeć w twarz, dłonie, szyję czy dekolt :) Z czasem możesz zwiększać stosunek sprawdzając co polubi Twoja skóra, ja bardzo lubiłam 4 krople oleju na 3 krople kwasu hialuronowego.

      Są też takie różne olejki pielęgnacyjne, czyli z jednej strony produkty typowo natłuszczająco-odżywiające, co powinno poskutkować mniejszym podrażnieniem niż po kremie. Z drugiej strony, to już jest miks olejków i witamin, więc pojawia się pewne ryzyko, że coś nie zgra się z Twoją skórą. Zdecydowanie najbardziej chwalony jest ten olejek z Iossi: https://www.iossi.eu/a-e-c-witaminowy-koktajl-pod-oczy-retinol-witaminy-e-i-c ale uczciwie mówię, że go nie miałam; ja ogólnie nie przepadam za olejowymi kosmetykami.

      Teraz do głowy przyszła mi jeszcze lanolina. Jeśli nie masz uczulenia na wełnę to Ziaja ma taką tłuściutką maść, którą stanowi wysoko oczyszczona 100% lanolina, a więc też bardzo dobry produkt "barierowy": https://ziaja.com/product/11726-lano-masc

      Warto też przyjrzeć się makijażowi, może udałoby Ci się odczuć trochę ulgi po przerzuceniu na kosmetyki mineralne czy tusze dla alergików?

      Usuń
    9. Ja wiem, że cieszy się złą sławą (moim zdaniem niesłusznie) - ale warto spróbować wazeliny - powstrzymuje TEWL najbardziej ze wszystkich substancji okluzyjnych, ponadto nie uczula i jest obojętna. Ja najbardziej lubię z Vaseline, bo jest jakaś bardziej miękka niż Ziajowa. W okresie alergii i spowodowanych nią podrażnień bardzo służy mi zmywanie oczu albo różową Biodermą, albo dwufazą awokado z Bielendy (jest bezzapachowa i gładko sunie po powiekach). Oprócz kremu z SVR fajnie sprawdza mi się z Biodermy (teraz jest chyba w SP po 15 zł na maxi okazji) i zamiana tuszu na Clinique - nie mam z nim problemu nawet przy pyleniu.

      Pozdrawiam,
      M. ze Szczecina.

      Usuń
    10. A i jeszcze dodam, że przy podrażnieniach kosmetyki mineralne średnio się u mnie sprawdzają - podkreślają nierówną fakturę skóry, różnie współgrają z kremami, do tego sam proszek jakby dodatkowo uwrażliwia przez swoją suchość. Mi rewelacyjnie sprawdza się korektor Born This Way - naprawdę dodatkowo nawilża, nie powoduje rozmazywania się tuszu. Wiem, że ma ekstrakt z kokosa (wręcz pachnie wodą kokosową) więc przy alergii na kokosy na pewno niewskazany, ale polecam bardzo, to mój hit a używałam mnóstwa koretktorów z przeróżnych półek cenowych.

      M. ze Szczecina.

      Usuń
    11. Ja przeciwko parafinom i wazelinom u wrażliwców nic nie mam, ale o ile taka lanolina czy schnący olejek lekko się wchłonie, o tyle wazelina (według moich doświadczeń) nie wchłonie się nigdy, ani o jotę. A, i Vaseline nie miałam, ziajową lubię, a BARDZO odradzam wazelinę Bielendy!

      Z tymi minerałami chodziło mi bardziej o stosowanie ich wtedy, gdy skóra już się uspokoi, jako kosmetyk który nie wywoła ponownego zaostrzenia. No i sucha formuła powinna zgrać się z bogatą olejkową pielęgnacją. Ale oczywiście generalnie im bardziej suchy kosmetyk tym bardziej podkreśla suchość skóry, więc to nie jest recepta na każdy problem :)

      M., a zdarzyło Ci się stosować tusze Bell Hypoallergenic? Wrażliwcy z mojego otoczenia (osoby, którym każdy tusz szkodził) bardzo je chwalą. Ja po nie nie sięgam, bo z maskarami nie mam problemu, ale zawsze chętnie przyjmę cudzą opinię :)

      Usuń
    12. Jeszcze nie używałam, ale po takiej rekomendacji na pewno sprawdzę :)

      M. ze Szczecina.

      Usuń
  2. Dla mnie akurat te informacje były wiadome, ale na pewno przydają się wielu osobom :)
    Na szczęście obecnie nie mogę narzekać na stan cery :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że powtarzasz temat - w końcu jest zawsze na blogu sporo nowych osób, możesz też polecić trochę inne kosmetyki, bo rynek się zmienia.
    Przez parę lat jako takiego neutralnego kremu używałam Ava "Ultra nawilżający krem z kwasem hialuronowym", ale teraz jak patrzę, to no idealnego składu to on nie ma, heh. No ale jak byłam na studiach czy to mojej skórze niewiele trzeba było, a wśród drogeryjnych tanich kremów trudno mi było coś sensownego wtedy znaleźć. Z kremów, które ostatnio używałam taki w miarę neutralny był AA hydro sorbet do skóry normalnej (niebieski), ale teraz jak patrzę to też skład długi i kilka potencjalnie niefajnych składników. Kurcze, czego ja używałam :P A polecanego przez Ciebie lekkiego kremu brzozowego nie miałam okazji jeszcze używać, może kiedyś nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez sie steskniłam za Twoimi wpisami!
    Wlasciwie taki schemat jest dosc podobny do mojego i bardzo soboe go chwale. Ja rano przemywam twarz wodą, bo mam zawsze troche zaropiale oczy i nie wyovrazam sobie obudzic sie bez zminej wody. Czy robie cos zlego? Czy mycie twarzy woda z kranu faktycznie moze szkodzic?
    Co do przemywania skory rano- uzywam miceli, ale wcaz nie znalazłam idealu, mam wrazenie ze skora mi sie po nich swieci i zostaje lepka warstwa. Hydrolaty niestety odpadaja ze wzgledu na cene (probowalam, cera sie cieszyla, ale portfrel cierpiał;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama woda jako taka nie jest szkodliwa ani nieszkodliwa, tu chodzi o to co robimy przed czy po :) Na przykład gdybym ja tylko przemyła oczy wodą i nic więcej, to skóra od razu by mi się ściągnęła. Nie oznaczałoby to, że woda mi zaszkodziła, tylko że ja zaniedbałam późniejsze kremowanie. Jeśli Tobie ten sposób służy, to znaczy że jest dobry :)

      Dodam, że ja też miewam takie zaropiałe oczy rano zwłaszcza jeśli nałożę na noc odżywkę na rzęsy! Ale ja przemywam oczy płynem micelarnym, tak jak całą twarz. I to nie jest sposób lepszy czy gorszy od Twojego, po prostu inny :)

      A miałaś jakieś micele bez gliceryny, jak Bioderma właśnie? Mi ona tej warstewki nie zostawia, ale jak z kimś rozmawiam i uskarża się na to co opisujesz to często przy tego typu micelach jest jak ręką odjął ;D

      Usuń
    2. Sprawdze gliceryne na pewno, dzieki:)

      Usuń
  5. Aniu, super post. Ostatnio zrobiłam sobie taki reset i jestem już na finiszu. Moje spostrzeżenia są właśnie mniej więcej takie, jak napisałaś. Skórze i mi bardzo potrzebna była taka przerwa i dektoks - choćby po to, żeby zobaczyć, jaka naprawdę jest i czego potrzebuje. Wygląda na to, że wcale nie mam aż tak problemowej cery - najtłustszej na świecie, wrażliwej i trądzikowej. W tej chwili powiedziałabym, że jest mieszana z pierwszymi zmarszczkami a ze zmian trądzikowych to doskwierają mi głównie zaskórniki zamknięte.

    U mnie reset wyglądał tak: płyn micelarny - żel do mycia twarzy - krem nawilżający, ew. pod oczy. Wieczorem bez płynu micelarnego. Myślę że popełniłam lekki błąd, bo myłam twarz Effaclarem, ale on bardzo mi służył do tej pory, tym razem zmienię ma coś łagodniejszego - myślisz, że żel SVR Topialyse czy A-Derma do całego ciała są potencjalnie dobrymi wyborami? Akurat mam je na stanie w łazience. Co ciekawe, moja cera nie potrzebowała żadnego peelingu ani maski - może to jednak kwestia mocniejszego oczyszczania? (Co ciekawe, żel Vichy nie służy mi kompletnie - bardzo wysusza i podrażnia).

    Powiem Ci, że to, co napisałaś o żel-kremach to takie małe oświecenie dla mnie, dzięki któremu wszystko nabrało sensu. To możliwe, że podczas używania ich wraz z żelem do mycia Effaclar mam tak odwodnioną skórę, że przy nich przetłuszcza się, błyszczy i ma mocniej rozszerzone pory? Jak to właściwie dokładnie działa? Póki co zauważyłam, że bardziej mi służą treściwsze kremy z gliceryną dalej w składzie.

    Jedyna rzecz, która w Twoim poście budzi moje wątpliwości to krem. Czy generalnie nie bezpieczniej byłoby postawić na coś bardziej obojętnego/prostego bez zapachu, bez lub z niewielką ilością ekstraktów roślinnych i olei? To są jednak substancje, które mogą drażnić i uczulać a lekkią reakcję można jednak zbyt łatwo zbagatelizować. Osobiście bardzo polecam krem Uriage Tolederm i Ducray Keracnyl PP - może komuś przydadzą się te rekomendacje:) Ani Sylveco, ani Dermedic mi nie podpasowały.

    U mnie wyglądało to więc tak, że rano: żel Effaclar (do poprawy myślę) + krem Tolederm, wieczorem demakijaż różowym micelem z Biodermy i krem Tolederm. Mam wrażenie, że skórę mocno odwrażliwiło zmniekszenie ilości zapachowych kosmetyków, ale może to tylko wrażenie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie, bardzo lubię wchodzić na Twój blog - wpisy są ciekawe i merytoryczne i podoba mi się że polecasz konkretne kosmetyki oraz ogólnie Twoje podejście do pielęgnacji cery :)

    M. ze Szczecina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wydaje mi się, że reset powinno się raz na jakiś czas zrobić choćby dlatego, że w ogóle lubimy być wobec swojej skóry bardzo krytyczni, a z drugiej strony - skóra też się zmienia z czasem, moja kiedyś była naprawdę wrażliwa, a dzisiaj już nie jest. To potrafi dać do myślenia.

      Co do żeli, to: SVR zależy który! Gel Lavant to oczywiście SLeS na pierwszym po wodzie miejscu w składzie (masakra), a Baum Lavant to już prędzej - jest nawilżacz przed surfaktantem, sam surfaktant ciut łagodniejszy niż SLeS, no i ogólnie ma więcej olejków w składzie, a to łagodzi zawsze. Składów żeli z A Dermy nie kojarzę, ale jak mi powiesz jaki masz to sprawdzę ;D

      Nie powiedziałabym, że każda cera wymaga maski, ale to po prostu fajny krok PO peelingu - bez niego nigdy po maseczki nie sięgam ;P Ale skoro nie potrzebujesz peelingu to pewnie masz skórę mocno zbliżoną do normalnej (choćby za pomocą przemyślanej pielęgnacji) i łój nie utrudnia tak bardzo odrywania się starych komórek naskórka. Tylko pogratulować! :)

      To co piszesz o efektach połączenia mocnego żelu z leciutkim kremem to jest podręcznikowy przykład tego, jak pacjenci i pacjentki z trądzikiem zostają wmanipulowani w rozpierdzielenie sobie skóry. Szorują żelem z mocnymi sulfatami i alkoholem, tonik też jest często alkoholowy, sięgają po jak najlżejszy krem (bo przecież skóra jest tłusta) i bez zabezpieczenia skóry choć delikatną warstwą emolientów ona już totalnie wariuje.

      Wiele blogerek pisało o tym, więc tylko w skrócie: substancje nawilżające (humektanty) działają trochę jak otwarte okno, którym możemy wpuścić do naszej skóry trochę wilgoci. Ale jeśli tego okna nie zamkniemy, woda ucieknie ze skóry, bardzo często z naddtakiem dodatkowo jeszcze ją wysuszając. Dlatego DOBRY krem nawilżający MUSI zawierać nie tylko humektanty, ale i jakieś substancje tworzące na skórze pewien film: czyli emolienty. Mogą być one lżejsze lub cięższe, może być ich w kremie więcej lub mniej, więc sformułowanie dobrego lekkiego kremu jest trudne. Jeśli emolientów będzie za mało, "okna" zostają otwarte i skóra staje się odwodniona. Mam nadzieję, że nie napisałam tego zbyt chaotycznie - jest prawie pierwsza w nocy ;D Ale w razie czego pytaj śmiało!

      Co do kremu to powiem Ci, że długo się zastanawiałam. Ale prawdę mówiąc, moje własne doświadczenie z kremami do skóry wrażliwej jest skromne, bo na początku blogowania odkryłam krem Latopic i to jemu jestem wierna, a jednak dla niektórych cer byłby ciut za ciężki, dodatkowo jest trudno dostępny. Z kolei z Sylveco ręczę, że on ten balans humektanty/emolienty ma w punkt; dodatkowo jak na krem naturalny ma tylko dwa ekstrakty pod koniec składu, kompozycji zapachowej brak. Ma dużo olei, ale też w większości te naturalne, występujące nawet w kosmetykach dla atopików. A ogólnie co najważniejsze, jest to tylko propozycja - jeśli ktoś ma mega nadwrażliwą skórę, to pewnie i tak wybierze prędzej swój sprawdzony krem, czy to będzie Toledem, Keracnyl, Latopic czy Cicalfate :)

      Dzięki za taki ciekawy komentarz! Zawsze w komentarzach u Ziemoliny śledziłam Twoje wypowiedzi z dużym zainteresowaniem, a teraz czuję się zaszczycona Twoją obecnością tutaj :)

      Ściskam! ♥

      Usuń
    2. Jejku...

      * woda ucieknie ze skóry, bardzo często z NADDATKIEM

      * Ma dużo olei, ale też w większości te NEUTRALNE

      * Tolederm...

      Usuń
    3. Aniu, dziękuję za komplement, aż nie wiem, co z nim zrobić :) od dłuższego czasu czytam Twojego bloga i bardzo mi się podoba Twoje podejście zarówno do pielęgnacji i kosmetyków.

      Bardzo dziękuję za wyjaśnienie o co chodzi z tymi lekkimi kremami, teraz wszystko układa mi się w całość. Aż ostatnio byłam w szoku, bo na krem (Redermic R, bo chcę zacząć powoli przygodę z retinolem) nałożyłam czystą wazelinę - cienką warstwę i aż mi szczęka opadła, jak rano zobaczyłam, że skóra jest ZNACZNIE mniej przetłuszczona niż po lekkich kremach czy samym Redermicu. Żeby było jeszcze ciekawiej, twarz "umyłam" samą wodą i była w sam raz - była czysta i sucha w dotyku, ale wreszcie zupełnie nie ściągnięta nawet przez kilka chwil po umyciu. Ciekawe doświadczenie - nie wiem, na ile będzie to u mnie stałe ale już widzę, że moja cera naprawdę potrzebuje więcej okluzji niż sądziłam.

      Co do peelingów - niby jest jak mówisz, ale nie rozumiem skąd obecność zaskórników zamkniętych na policzkach i żuchwie? Które są w normalne, jeśli chodzi o przetłuszczanie. Zaskórników otwartych prawie nie mam.

      SLeS się normalnie nie boję zwłaszcza jeśli są czymś zbuforowane (oleje, alkohole tłuszczowe, gliceryna), ale faktycznie w tym żelu skład bynajmniej nie jest delikatny i się nie dziwię, że mam po nim suchą skórę. Ale fakt, że kuoiłam go głównie ze względu na zapach #żywotastmatyka.

      Żel A-Derma to ten właśnie:
      https://www.doz.pl/apteka/p4616-Aderma_zel_do_kapieli_i_pod_prysznic_wyciag_z_owsa_Rhealba_250_ml

      Ściskam również!
      M. ze Szczecina

      Usuń
    4. Zaskórniki zamknięte to zawsze są najtwardsi zawodnicy do wytępienia, w grę może wchodzić tyle czynników że tak naprawdę bez czegoś na kształt dermokonsultacji pewnie do tego nie dojdziemy. Jeśli nie masz w pielęgnacji jakiegoś mikrozłuszczającego toniku z PHA w sensownym stężeniu to pewnie od tego bym zaczęła; ale jeśli przyczyny są wewnętrzne (nieprawidłowego rogowacenie skóry, zaburzenia hormonalne i wiele innych) to samą pielęgnacją ciężko będzie tu coś podziałać.

      Co do myjadła z A Dermy to nie powinno być za mocne jak na detoks/reset :) Co prawda skład jest raczej złożony, ale jeśli masz je już w domu i do tej pory się sprawdzało, to czemu nie?

      Usuń
    5. Dziękuję za rady :)

      M. ze Szczecina :)

      Usuń
  6. Bardzo mocno mi się wydaje, że czytałam tamten wpis, chociaż na Twój blog trafiłam przez post o roli humektantów i emolientów w pielęgnacji ust, no i zostałam :) dzięki temu zyskałam mnóstwo świetnie przedstawionej merytorycznej wiedzy, no i poznałam Hamiltona (zachwyt taki, że rozważam wycieczkę do Londynu :D)
    Także dzięki! I pozdrawiam, Agata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O MÓJ BOŻE. ZACHWYCIŁAM KOGOŚ HAMILTONEM - MOGĘ UMIERAĆ! ♥ ♥ ♥

      A tak na serio, to nie wiem czy widziałaś na fanpage'u bloga, ale ja też właśnie postanowiłam sobie, że w 2019 jadę do Londynu choćby nie wiem co. A takim marzeniem ściętej głowy jest, żeby w 2020 zobaczyć na Broadwayu... Ech! :'D

      Usuń
    2. Ahh Broadway to aktualnie dosyć odległe marzenie, ale Londyn wydaje się całkiem realnym planem, chociaż brakuje mi zarażonych znajomych (pracuję nad tym :D), którzy by się ze mną wybrali, no i troszkę elastyczności wolnego czasu :)
      To życzę nam obu zrealizowania planów :D

      Usuń
    3. Ja chyba w końcu pojadę sama, ale myślę że i tak będę bite dwie godziny (czy ile tam trwa ten spektakl) będę płakać, więc może to i lepiej... :'D

      Usuń
  7. W tej prostocie tkwi metoda ;) W sumie sama zrobiłam podobnie, kiedy zaczęły się u mnie problemy. Wzięłam kartkę i rozpisałam sobie pielęgnację z uwzględnieniem tego co mam lub tego co znam. I w sumie wyszedł mi taki mini detoks. Nowości muszą pójść w odstawkę, ale jak piszesz, wprowadzam je stopniowo. W sumie to dobra decyzja, zrezygnowałam ze wszystkich dziwnych rzeczy typu maski w płachcie, drogeryjne sera itd. Moja cera jest chyba zadowolona, udało mi się zmniejszyć ilość stanów zapalnych tak, że można było się pokazać bez makijażu. Dodatkowo inna dieta - z Twojego polecenia ;)Jak pewnie wiesz zdecydowałam się jednak na kurację Tetracykliną. Z badań nie wyszło mi nic, a u mnie (wg. wywiadu z Panią Dermatolog) nie można podać za wiele ne skórę, ze względu na reaktywność i wrażliwość. Ale będziemy próbować z retinoidami podawanymi miejscowo (Epiduo?) ;) Cieszę się, bo już po niecałym tygodniu stosowania tetry (trzymam dietę i pielęgnację na tym samym poziomie) widzę wielką poprawę. Kuracja potrwa 3 miesiące, a potem będę się starała utrzymywać efekt pielęgnacją ;) Także jak najbardziej popieram pomysł kosmetycznego detoksu, w trudnych chwilach skóry może nam pomóc w określeniu jej potrzeb lub czynników drażniących, albo pomóc jej powrócić do równowagi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam w ostatnim czasie zero dostępu do kompa (spalił mi się zasilacz, a laptop jest tak stary że nie działa bez niego) i jeszcze nie nadrobiłam maili... Ale usiądę do nich najpóźniej w weekend! A już teraz MEGA cieszę się, że widać światełko w tunelu!

      Usuń
  8. Aniu bardzo przydatny post dla szerokiego grona odbiorców, bo dużo osób błędnie określa swoją cerę, tak jak pisałaś, przez złą pielęgnację którą stosuje nałogowo, dodając co rusz nowe elementy. Wyznaję zasadę, że im mniej tym lepiej, stąd nawet w mojej pielęgnacji od czasu do czasu bez kremowe noce, czyli myję buzię łagodnym żelem, aplikuję tonik i idę spać, już bez kremu nawilżającego czy z inną funkcją. A rano oględziny, czy skóra wydzieliła bardzo dużo łoju, czy raczej jest przesuszona itd. Od czasu do czasu warto zobaczyć jak się zachowuje bez tych wszystkich kremów i czego potrzebuje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam taki detoks od pewnego czasu (nawet jeszcze bardziej ubogi) i złuży mi to niewymownie :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger