12/31/2019

Nie zawsze jest fajnie, czyli o moim grudniu słów kilka



Ogólnie rzadko wrzucam tu teksty o moim życiu, jak to się mówi: lifestyle'owe. Najczęściej robię to wtedy, gdy z powodu emocjonujących wydarzeń zaniedbam trochę wpisy na blogu i gdy wrażenia tak we mnie buzują, że chcę Wam o tym wszystkim opowiedzieć. Łatwo jest wtedy znaleźć „największy sukces”, „najważniejszy wpis” czy „najlepszy moment”.

Tak często bywa.

W tym miesiącu jest inaczej. Na raz złożyły się zmagania ze śmiertelną chorobą u jednej z najbliższych mi osób, ponowna przeprowadzka oraz wyczerpanie moich sił fizycznych i psychicznych, także z powodu nawału pracy w przychodni. I chociaż było w tym miesiącu wiele świetnych chwil, to w momencie gdy piszę do Was te słowa czuję niemoc.

Bywa i tak.

Bardzo kusiło mnie by napisać ten tekst jako gorzką parodię tych zwykłych podsumowań i wybrać dla Was „najgorszy moment”, „największą porażkę” i tak dalej. Wierzcie mi, że ciężko byłoby zawęzić tekst tylko do pięciu punktów i to bynajmniej nie z braku pretendentów.

Mam jednak takie poczucie, że to byłoby jednak wcieranie soli w otwarte rany. Nie mówiąc już o tym, że większość tych problemów to nie są tylko moje własne sprawy i  przez to ciężko byłoby mi napisać o tych przeżyciach tak, by nie rozpisywać się o prywatnych problemach moich bliskich. I czuję, że wtedy pisanie Wam o tym, że COŚ się dzieje z jednoczesnym unikaniem podawania jakichkolwiek szczegółów jest trochę jak wrzucanie niejasnych statusów na Facebooka z nadzieją na współczujące reakcje ;)




Dlatego zrobię to, co umiem robić najlepiej i skupię się na pozytywach. Od następnego wpisu wracamy do dbania o cerę, a dziś chronologicznie omówię te perełki ostatniego miesiąca które uda mi się wyłuskać.


Najlepszy zakup


Muszę Wam przyznać, że z każdym rokiem coraz większą radość sprawia mi kupowanie prezentów dla najbliższych. Zawsze byłam tym typem, który większość prezentów kupuje jeszcze latem i potem nie może wytrzymać z ekscytacji przed wręczeniem ich. Ale odkąd sama pracuję i mam własny budżet na prezenty (zamiast kupowania ich z kieszonkowego od rodziców...), szukanie idealnych podarunków z roku na rok sprawia mi coraz większą frajdę. A jak już uda mi się wyłapać jakąś rzuconą mimochodem uwagę i zrealizować marzenie, którego spełnienia obdarowany się nie spodziewał to tego uczucia nie potrafię wprost opisać. Tak było między innymi z kosmetycznym kalendarzem adwentowym dla mojej Mamy – wspomniała o nim tylko raz, ale moje czujne ucho to wychwyciło i w grudniu moim ulubionym momentem każdego dnia było zdjęcie upominku dnia jaki w nim znalazła... ♡







Święta, Święta i po Świętach, a ja chcę pokazać Wam kosmetyczny kalendarz adwentowy Delia, który osłodził mojej Mamie oczekiwanie na te piękne dni. Z tego co wiem, przy cenie 160 zł jest to jedna z tańszych opcji, a uważam że niejeden droższy kalendarz wypada o wiele gorzej! . Na zdjęciu brak tylko szamponu do włosów blond, który Mama (szatynka) oddała siostrze. I właśnie 3 rzeczy do włosów (w tym szampon i odżywka z keratyną) oraz 3 do pielęgnacji twarzy (płyn i żel micelarny oraz dwufazówka) to jedyne miniaturki (50 ml!). RESZTA TO PRODUKTY PEŁNOWYMIAROWE. . Z pielęgnacji mamy tu jeszcze kurację do stóp (saszetka+skarpetki), odżywkę do paznokci, serum do skórek, masełko do ust i hialuronowe serum do twarzy. Składy kosmetyków do włosów są wg mnie średnie, cała reszta ma moją okejkę. . Najwięcej kolorówki jest do ust: przejrzysty błyszczyk w tubce, mocno napigmentowany błyszczyk Starlike, pozwalająca budować krycie pomadka w kredce i mega elegancka "uściana" szminka (Creamy Glam 106). Jako ciekawostki: mała pęseta oraz zestaw a la manicure hybrydowy: klasyczny czerwony lakier i top (bez lampy). . Mamy i makijaż oczu: hennę do brwi, czarny eyeliner w kałamarzyku, tusz Collagen Lash i cień do powiek 02 (satynowy beż). Pigmentacją raczej nie powala, ale na sobie nie próbowałam. . Są 2 felery: krem DD/podkład jest ciemny-akurat Mamie pasuje, ale dla większości odpada. Fioletowa metaliczna pomadka w płynie jakościowo jest super (wypróbowałam na sobie), ale połączenie fioletu z perłowym połyskiem jest IMHO okropne i dla większości karnacji nie do noszenia. . Oczywiście nie każdy kalendarz spodoba się każdemu. Ja szukałam takiego z kolorówką ORAZ pielęgnacją i możliwie niedrogiego (zrzucałam się tylko z bratem). Potem siedziałam na YT żeby zobaczyć na żywo kolory i wykończenia. Jak już miałam 3 kalendarze na oku to zrobiłam tabelę-ile rzeczy Mamie odpadnie, ile ujdzie, a ile autentycznie ją ucieszy. Wygrała właśnie Delia i jak oglądam unboxingi kalendarzy typu Sephora to czuję, że to była dobra decyzja 💙 . Miałyście w tym roku kosmetyczny kalendarz adwentowy? Albo w ogóle kiedykolwiek? Które polecacie, odradzacie? #notsponsored #niesponsorowane
Post udostępniony przez 🇵🇱 Ania, 29, NNM (@kosmeologika)

Największe odkrycie


Używane meble – tyle w temacie. W grudniu znowu się przeprowadziłam, a związany z tym brak internetu był przyczyną mojej nieobecności na blogu. Brakowało mi nie tylko internetu: nie miałam mebli, rolet, nawet głupiej szczotki do WC. Powoli sobie to wszystko kompletuję i tu pojawia się moje odkrycie: OLX i wszelkie portale mu podobne. W niecały miesiąc udało mi się za grosze zdobyć łóżko, stolik nocny, komodę i cztery krzesła (DOKŁADNIE takie jakich szukałam!). Moim marzeniem są jeszcze dwie komody, a idealny fotel dostałam od rodziców na Gwiazdkę. Nie czuję, by wiele więcej było mi potrzebne głównie dzięki temu, że po lekturze książek Marie Kondo nastąpiła w moich poglądach jedna największa przemiana: uważam, że nie ma lepszego patentu na przechowywanie gratów niż szuflady. Dużo szuflad.



Najlepszy moment


Nie będę tu chyba oryginalna i powiem to, co powiedziałaby pewnie większość z Was: wieczerza wigilijna, podczas której udało nam się zabrać razem i po prostu ze sobą być. Nawet jeśli za rok nie spotkamy się już w tym samym gronie to tego wieczoru nikt nam nie zabierze. Nie mam ręki do zdjęć i nigdy dotąd żadnych sobie nie wywoływałam, ale pierwszy raz w życiu czuję, że te fotografie chcę mieć w postaci namacalnej pamiątki.


Największy sukces


Zostanę w temacie Świąt i powiem: brak kłótni na rodzinnych spotkaniach. Nie żeby zwykle było u nas jakoś kłótliwie, ale chyba w każdej rodzinie czasem zawrze, zwłaszcza gdy temat zejdzie na politykę lub religię... Tymczasem u nas najgorętsze dyskusje w tym roku toczyły się na temat wyższości Roomby nad innymi robotami sprzątającymi oraz tego, czy „Joker” to film gloryfikujący amoralność. Wujkowi, który miał wątpliwości dotyczące tego filmu wybaczyłam zresztą jeszcze zanim skończyła się wieczerza – pożyczył mi bowiem komplet przepięknie wydanych „Thorgali”, więc jak tu się gniewać? ;)

Najważniejszy wpis


Chociaż opublikowane tydzień temu „denko” czytacie bardzo chętnie, to najważniejszym wpisem jest dla mnie właśnie ten – nawet gdyby po tytule nie kliknął w niego nawet pies z kulawą nogą. Uwierzcie lub nie, ale już teraz jest mi jakoś lżej na sercu.

Dzięki za to, że zawsze tu jesteście.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Ania

10 komentarzy:

  1. Dzieki, ze piszesz! Tobie rowniez Dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Tobie i Twoim bliskim. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporo się działo, a to tylko miesiąc. Ja przed każdym spotkaniem rodzinnym zapowiadam wszystkim, że o religii i polityce ani słowa :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wpis. W tym roku i w poprzednich latach jakoś szczęśliwie przeżyłam święta bez sporów. Unikamy takich tematów na szczęście :) Życzę jeszcze lepszego roku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymaj się, piszesz świetnie. Damy radę ❤️
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj się! I wszystkiego dobrego na nowy rok <3

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger