1/31/2018

Mój wyczerpujący schemat pielęgnacji twarzy: aktualizacja 2018




Zapowiadałam ten wpis i zapowiadałam, bo chciałam przed nim opublikować jeszcze jeden duży „naukowy” artykuł: tym razem dotyczący retinolu i innych pochodnych witaminy A. Niestety, chwilowo nie jestem w stanie poświęcić kilkunastu godzin pracy na jeden tekst, więc stojąc przed wyborem: zmienić kolejność wpisów lub trzymać się jej kosztem długiej ciszy na blogu zdecydowałam się odrzucić to drugie rozwiązanie. Dlatego dziś opowiem Wam jak obecnie wygląda pielęgnacja mojej cery.


Jest cała masa tekstów, które ułatwią Wam przyswojenie i zrozumienie zawartych tutaj treści i wskazówek:







… a to tylko najważniejsze z nich. W porównaniu z rokiem poprzednim trochę się zmieniło (czasem odrobinę, a czasem dość mocno), a trochę zostało dokładnie tak jak było.

Bardzo podobny, ale jednak bogatszy w porównaniu z rokiem 2017 jest...


Mój podstawowy schemat stosowania kosmetyków


Rano:


masaż twarzy (na olej)
delikatne mycie twarzy
tonizacja płynem micelarnym lub tonikiem
serum z witaminą C
lekki krem pod oczy
krem przeciwsłoneczny z wysokiem filtrem


Po powrocie z pracy:


łagodne mycie twarzy
tonizacja cery płynem micelarnym lub tonikiem
masaż twarzy, szyi i dekoltu (na lekki olejek)
doustna suplementacja antyoksydantami


Wieczorem:


oczyszczenie cery płynem micelarnym
serum z peptydami miorelaksacyjnymi / antyoksydacyjne serum na naczynka
krem na noc
odżywczy krem pod oczy


Raz w tygodniu:

„złuszczanie” retinoidami
peeling + maseczka



Trzy urodowe rytuały dziennie krok po kroku


Rytuał poranny


masaż twarzy (na olej)


Po wstaniu z łóżka i wzięciu leków chwytam za przygotowaną wcześniej opaskę, z lodówki wyjmuję serum z witaminą C i idę do łazienki. W telefonie na jednym z ekranów głównych zapisany mam skrót do ulubionego masażu okolic oczu. Pompuję więc na dłoń porcję oleju, nacieram nim całą twarz i odpalam poniższy klip:



Po tym masażu błyskawicznie wykonuję jeszcze dwa inne:




Na koniec ścieram z twarzy nadmiar oleju za pomocą suchego płatka kosmetycznego.

łagodne mycie twarzy


Zwilżam twarz chłodną wodą i myję ją za pomocą żelu do twarzy opartego o łagodne detergenty. Osuszam ją delikatnie ręcznikiem papierowym. O tym, czemu uważam ten krok za istotny, a jednak skład żelu nie jest tu dla mnie najważniejszy na świecie pisałam w tekście „Mój ulubiony... sposób oczyszczania twarzy.”

tonizacja cery płynem micelarnym lub tonikiem


Na płatek kosmetyczny wylewam sporą porcję płynu micelarnego lub toniku i przecieram całą twarz, a następnie powtarzam cały proces.

W dni, kiedy pomijam masaż i mycie żelem i płyn micelarny jest pierwszym kosmetykiem jaki nakładam na twarz po wstaniu z łóżka. Dla mojej cery poranne mycie wodą nie jest konieczne i nie stosuję go od lat. Nawyk ten zmieniłam dopiero dwa-trzy tygodnie temu gdy wprowadziłam poranny masaż twarzy na olej, co z kolei wymusiło jej poranne mycie.

serum z witaminą C


Serum przechowuję w lodówce, ponieważ preferuję produkty z mało stabilną, ale za to wysoce aktywną formą witaminy C, a te zyskują na trwałości jeśli są przechowywane w chłodzie i ciemności. Wklepuję je w całą twarz łącznie z okolicami oczu (pomimo szczypania, którego dość często wtedy odczuwam, żadne podrażnienie się nie pojawia).

Na szyję i dekolt nakładam najczęściej inne, dużo tańsze serum niż na twarz.


lekki krem pod oczy


Jak wspomniałam w moim artykule o pielęgnacji skóry wokół oczu, często mam wrażenie, że gdy na twarzy pojawiają się dwie tłustsze plamy obok siebie (przykładowo, krem z filtrem na większości twarzy oraz krem pod oczy o bogatej konsystencji), bardzo łatwo mieszają się one ze sobą, co u mnie prowadzi do nasilonej migracji kosmetyku z filtrem do oczu, a w rezultacie do pieczenia, łzawienia i rozmazania makijażu. Dlatego osobiście preferuję rano lekkie kremy pod oczy.

Jeśli jesteś szczęściarą i możesz w tej okolicy stosować kremy z filtrem... zazdroszczę. I polecam! To najlepsze, co możesz zrobić dla swojej skóry w tym miejscu.

krem przeciwsłoneczny z wysokiem filtrem


Jak wspominałam na blogu wielokrotnie, moim zdaniem ochrona przeciwsłoneczna jest zdecydowanie najważniejszym filarem przeciwstarzeniowego dbania o cerę. Owszem, istnieją metody minimalizowania fotostarzenia bez kremów z filtrem, ale ja prawie każdego ranka podejmuję decyzję o zapewnieniu cerze pełnej ochrony przez zastosowanie odpowiedniego preparatu. Odpowiedniego, czyli z filtrami o pełnym spektrum, fotostabilnymi, oraz – co zależy już tak naprawdę tylko od nas – stosowanego w odpowiedniej ilości.

Jeśli używam tańszego, tłustszego kremu to odmierzam jego prawidłową ilość strzykawką i nakładam ją w dwóch warstwach w około dziesięciominutowych odstępach. Jeśli mam lepszy, zastygający preparat, preferuję nałożenie wszystkiego za jednym zamachem i odczekanie aż kosmetyk zastygnie. Dopiero wtedy sięgam po makijaż.

Rytuał po powrocie z pracy czy uczelni


łagodne mycie twarzy +
tonizacja cery płynem micelarnym lub tonikiem


Nie lubię typowych kosmetyków do demakijażu i nie stosuję ich. Od wielu lat zmywam makijaż wodą i żelem do twarzy ewentualnie „domywając” odrobinę tuszu do rzęs czy eyelinera płynem micelarnym czy tonikiem.

Kroki te przeprowadzam dokładnie tak, jak opisałam to rano. W obu przypadkach szczególnie skupiam się na okolicy oczu, którą podczas mycia długo i bardzo delikatnie masuję mieszaniną wody i żelu, a podczas tonizacji zatrzymując na chwilę nasączony płynem micelarnym wacik na rzęsach i ich nasadzie.


masaż twarzy, szyi i dekoltu (na lekki olejek)


Na twarz nakładam lekki (schnący) olej. W tym przypadku kluczowe jest dla mnie to, żeby był to olej możliwie najlżejszy, bo zostawiam go na twarzy do wieczora (a i wieczorem nie pozbywam się go całkowicie).

Wiosną chciałabym ten krok wzbogacić o zmieszanie oleju z odrobiną kwasu hialuronowego, bo jesienią czy zimą natłuszczenie i odżywienie jest super, ale wiosną i latem przyda się więcej nawilżenia. A takie serum olejowo-hialuronowe stanowiło kiedyś absolutną podstawę mojej pielęgnacji i ostatnio bardzo za nim zatęskniłam!

Sekwencja wykonywanego przeze mnie masażu wygląda następująco:

masaż „kamień-nożyce-papier” → masaż rozkurczający mięśnie czoła → masaż na okolice oczu → masaż antygrawitacyjny Shiseido → ponowny masaż „kamień-nożyce-papier” (patrz: poniżej)




doustna suplementacja antyoksydantami


Mając już zmyty makijaż i zrelaksowane mięśnie twarzy, biorę kapsułkę antyoksydantów. To też często moment, w którym olejuję włosy przed wieczornym myciem metodą OOMO i ogólnie spędzam z pół godziny odpoczywając przez dbanie o siebie: czasem jest to manicure, czasem depilacja, dwa razy w roku wymoczenie stóp i nałożenie skarpetek złuszczających...

Rytuał wieczorny


oczyszczenie cery płynem micelarnym


Zgadza się: wieczorem nie zmywam doszczętnie olejku z twarzy. Przecieram ją tylko płynem micelarnym lub tonikiem by delikatnie ją oczyścić, ale jednocześnie zostawić na cerze cieniuteńką warstewkę oleju. Na razie metoda ta sprawdza się i nie zapycha mnie, ale uczciwie powiem że robię tak dopiero od dwóch-trzech tygodni, więc negatywny wpływ na cerę ma jeszcze czas się ujawnić. Obiecuję dać Wam znać gdy będę już pewna swego! A na razie mimo wszystko zachęcałabym do zmywania go żelem, bo od eksperymentowania na skórze macie mnie ;)

serum z peptydami miorelaksacyjnymi / antyoksydacyjne serum na naczynka


Pod krem na noc nakładam serum. Ponieważ ważna jest dla mnie walka za zmarszczkami mimicznymi, jeden ze stosowanych przeze mnie preparatów to serum z peptydami rozkurczającymi mięśnie. Stosuję je na całą górną połowę twarzy z wyłączeniem okolic oczodołowych. Dzięki temu skupiam się aplikowaniu go nad mięśniami, które kurcząc się powodują powstawanie zmarszczek na czole i wokół oczu.

Takiemu serum daję około dziesięć  minut na wchłonięcie zanim nałożę na to krem do twarzy. Gdybym na resztę skóry nie położyła wtedy jakiegoś kosmetyku i zostawiła ją z samym płynem micelarnym czy tonikiem, zapewne zaczęłaby się odwadniać. By tego uniknąć wprowadziłam osobne serum do stosowania na resztę twarzy. Ponieważ te okolice to przede wszystkim policzki na których mam rozszerzone naczynka krwionośne, pomyślałam że jest to dobry moment by ostatni raz spróbować je zmniejszyć! Dlatego obecnie stosowanym przeze mnie produktem jest w serum do cery naczynkowej, a w zapasie mam między innymi kompleks na naczynka ze sklepu z półproduktami i ogólnie planuję podjąć choćby kilka prób zawalczenia o równiejszy koloryt cery.

Takie serum nakładam na resztę twarzy: dolną część policzków, nos, okolice ust i brodę oraz wokół oczu.


krem na noc


Na noc lubię kremy niezbyt tłuste, zwłaszcza że rano stosuję filtry-tłuściochy i wieczorem stawiam bardziej na nawilżanie niż na odżywianie. Od dawna szukałam kremu o odpowiedniej formule, który dodatkowo będzie miał poszukiwane przeze mnie substancje o działaniu przeciwstarzeniowym: peptydy pogrubiające skórę lub retinol, peptydy miorelaksacyjne, witaminę C, antyoksydanty.

odżywczy krem pod oczy


Jak wspomniałam, rano zdecydowanie preferuję pod oczy kremy lekkie, ale na noc najchętniej sięgam po bogate, treściwe formuły otulające skórę niczym odżywcza chmurka olejków i ekstraktów. Po takim traktowaniu skóra rano jest bardzo miękka i gładka, świetnie toleruje lekkie kremy i doskonale leży na niej makijaż.

Rytuał cotygodniowy


„złuszczanie” retinoidami


Raz w tygodniu aplikuję na skórę lek miejscowy oparty o retinoid. Stosuję go jako mój sposób na wprowadzenie do pielęgnacji skutecznej pochodnej witaminy A bez szukania kosmetyków z retinolem. Ponieważ skóra reaguje na to przez bardzo agresywny proces prowadzący parę dni później do złuszczania skóry i czasem jej podrażnienia, wykonuję go raz w tygodniu. Zastosowanie wybranego przeze mnie preparatu w środę (co robię najczęściej) powoduje wystąpienie wylinki około piątku wieczorem i gdy wracam do pracy po weekendzie, cera wygląda już dobrze.

Ten stosowany przeze mnie retinoid jest też zamiennikiem dla stosowanego przeze mnie jak dotąd mikrozłuszczania. Jak  wiecie, moja cera łatwo się zanieczyszcza i do tej pory absolutną podstawą mojej pielęgnacji były kosmetyki z kwasami: najczęściej toniki lub kremy mikrozłuszczające do codziennego stosowania. Teraz po prostu nie mam gdzie „upchnąć” ich w codziennym schemacie i tutaj z pocą przychodzi mi regulujące rogowacenie działanie retinoidów.

peeling + maseczka


Moje weekendowe złuszczanie jest dość intensywne, a w niedzielę widać już, że poniedziałek będzie spoko. Dlatego często decyduję się na pozbycie się niedobitków suchych skórek przez peeling, a po peelingu stosuję zawsze maseczkę.

Ponieważ retinoid działa na mnie jak peeling enzymatyczny, do pozbywania się suchych skórek nieco bardziej wolę obecnie peeling mechaniczny, ale łagodne peelingi enzymatyczne również zdają egzamin.

W kwestii maseczek niewiele się u mnie zmieniło. Co prawda, odkryłam że mocno nawilżające maseczki w płachcie dają wyjątkowo dobry efekt w pielęgnacji poretinoidowej, ale w dalszym ciągu trzymam się głównie alg i glinek.

Idealne dla mnie kosmetyki do każdego rytuału


masaże twarzy (na olej)


Innych olei używam wtedy, gdy planuję zostawić je na skórze dłuższy czas, a innych gdy zaraz po masażu olejek zmywam. W tym drugim przypadku zdarzało mi się masować absolutnie na każdy rodzaj oleju: spożywczy rzepakowy, (w innych okolicznościach zapychający mnie) olej kokosowy, wszelkie oliwki do ciała i tak dalej. Obecnie najmilej sięga mi się po olejek Alterra limonka & oliwka, którego orzeźwiający zapach świetnie mnie rano dobudza. Ale będę szczera: nie wiem czy kupię go ponownie, bo jest to dla mnie po prostu zbędny wydatek. Po wykończeniu go zapewne przeleję tu zwykły olej rzepakowy, winogronowy czy oliwę i dodam odrobinę olejków eterycznych dobranych do moich potrzeb. Opakowanie Alterry dozuje dokładnie taką dawkę, jakiej potrzebuje na całą moją twarz, co jest dla mnie ogromnie dużym plusem.

Natomiast podczas masowania z zostawieniem olejku na twarzy zwracam uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze olejek musi być lekki: albo czysty olej schnący albo przeznaczona do twarzy mieszanka (mojego wykonania lub z drogerii). Po drugie celuję tutaj w oleje nierafinowane, bo zależy mi by ów olej nie tylko natłuszczał skórę, ale i ją odżywiał.

W tej chwili mam w domu olejek Evree REVITA PERILLA oraz nierafinowany olej z pestek moreli. Evree jest fajnym produktem, ale moim zdaniem o wiele za drogim: kupiłam go, co prawda, na promocji 2+2 w Rossmannie, ale regularna cena (bodajże 40 zł/30 ml) jest mocno przesadzona. Taki zwykły olej z pestek moreli kosztuje jakieś 13 zł/50 ml i do tego smakowicie pachnie marcepanem (którego jeść nie lubię, ale zapach ubóstwiam!).

Ogólnie wiem, że świetnie sprawdzają się u mnie wszelkie oleje z pestek owoców (truskawka, malina, śliwka, winogrona...), a kiedyś wielbiłam olej konopny i myślę, że w tym roku spróbuję z nimi trochę poeksperymentować.


Tutaj możecie kupić moje ulubione oleje: konopny, z pestek moreli czy maliny. Dziękuję! :)



łagodne mycie twarzy


To temat, na który pisałam wiele razy. Najważniejsze dla Was jest jedno: najlepszą metodą oczyszczania cery jest ta, która się u Ciebie sprawdza. Takie najbardziej lubiane („najlepsze”) metody mycia twarzy opisałam na blogu już dawno, a potem pokazywałam Wam pięć świetnych łagodnych myjadeł do twarzy godnych uwagi.

Obecnie używam łagodzącej emulsji myjącej do twarzy Vianek, a ogólnie to szykuję część drugą wpisu z ulubionymi łagodnymi żelami: pierwszy był w kwietniu 2015 r., więc mimo iż w ciągu tych trzech lat używałam w 9 przypadkach na 10 dokładnie tych pięciu opisanych wówczas żeli, to jednak raz na jakiś czas albo dostanę coś w prezencie, albo na spotkaniu blogerek, albo w przesyłce od marki albo sama sporadycznie łamię się gdy zobaczę coś w jakiejś naprawdę korzystnej promocji.

O emulsji Vianek mogę na razie napisać krótko: ma świetny skład, dokładnie i delikatnie myje, nie wysusza mi skóry i generalnie spełnia wszystkie te warunki, które ja stawiam myjadłom do twarzy. Jestem zadowolona.

Łagodzącą emulsję Vianek kupicie na przykład tutaj. Dziękuję! :)



tonizacja płynem micelarnym lub tonikiem


Tu mogłabym zrobić prawie kopiuj-wklej z powyższego punktu. Często piszę o tonikach, ale tak naprawdę to najczęściej używam któregoś z moich pięciu ulubionych toników domowych lub jednego z moich ulubionych pięciu toników i płynów micelarnych z drogerii. I w ciągu trzech lat od zrobienia tych dwóch list z pięć razy zdarzyło mi się sięgnąć po jakiś inny produkt z powodów dokładnie opisanych przy żelach do twarzy :) Aktualizację/ciąg dalszy/suplement do tego tekstu mam już właściwie napisany i chciałabym, by ukazał się tu w ciągu miesiąca.

Obecnie używam płynu micelarnego Resibo, który jest przecudowny! Ma idealny skład, idealną skuteczność i idealną łagodność. Do tego pięknie pachnie. Mam zarzuty do opakowania, bo osobiście nie lubię rozpylać toników-mgiełek i wolę tradycyjne wylewanie ich na wacik, a dodatkowo jestem przeciwniczką nadmiernego opakowywania wszystkich produktów, więc zastanawiam się po co jeszcze tutaj ta kartonowa tuba... Szerzej o tym płynie wypowiem się w zapowiedzianym artykule, ale już teraz mogę powiedzieć, że jest naprawdę cudny.


Płyn micelarny Resibo jest do kupienia na przykład tutaj. Dziękuję! :)



serum z witaminą C


Trochę o tym czemu tak bardzo cenię ten składnik i jakimi kryteriami kieruję się wybierając kosmetyki zawierające go opowiedziałam w przeglądzie drogeryjnych ser z witaminą C. Jednak serum, którego ja używam nie jest produktem szeroko dostępnym, więc paradoksalnie mój od dawna ulubiony preparat nie załapał się do artykułu, w którym wspominam czasem produkty naprawdę sporo gorsze ;)

Moim absolutnym faworytem od dawna jest serum Liqpharm LIQ CC Light z 15% kwasu askorbinowego ustabilizowanymi przez niskie pH kosmetyku. Ja dodatkowo trzymam moje serum w lodówce. Kolejne opakowania tego kosmetyku kupuję już naprawdę od dawna, bo bardzo cenię sobie prostotę tego rozwiązania. Lekka, wodnista konsystencja jest idealna pod krem z filtrem (albo jakikolwiek inny), skład jest prosty i pozbawiony zbędnych składników.

Jeśli z tych czy innych powodów szukacie innego serum, może zainteresować Was mój podlinkowany wyżej przegląd kosmetyków tego typu inspirowany ofertą Rossmanna.


kremy pod oczy: lekki i odżywczy


Niedawno na blogu pojawił się przegląd kremów pod oczy na każde potrzeby, gdzie opisałam już moje wrażenia z obecnie stosowanych kremów: Vis Plantis, RETI VITAL CARE oraz kremu pod oczy Resibo. Wiecie więc jak bardzo jestem z nich zadowolona, nie będę tutaj dublować treści: w razie czego wiecie gdzie znaleźć tamte minirecenzje.

Krem Vis Plantis nie widnieje już na stronie producenta, ale gdzieniegdzie jest wciąż do kupienia - na przykład tutaj. A krem Resibo można zamówić na przykład tu. Dziękuję! :)



krem przeciwsłoneczny z wysokim filtrem


W panującym obecnym sezonie jesienno-zimowym przez wysoki faktor rozumiem SPF 30. Przegląd najlepszych kremów z filtrem na jesień i zimę z taką właśnie ochroną wrzuciłam na bloga nie tak dawno temu i jest on jak najbardziej aktualny. Dowodem na to niech będzie fakt, że iż używam właśnie jednego z nich: La Roche-Posay, ANTHELIOS XL, Żel-krem do twarzy suchy w dotyku. Ten produkt znajduje się w ścisłej czołówce kosmetyków pielęgnacyjnych, bez których nie wyobrażam sobie życia ;) Ale jak staram się podkreślać, z filtrami jest tak, że najlepiej jest przetestować kilka. Często popularny hit u nas zawodzi na całej linii, a coś mało znanego/lubianego zachowuje się zaskakująco dobrze. Więc warto się nie poddawać i szukać ideału :)



doustna suplementacja antyoksydantami


Tu też nic nie zmieniło się w porównaniu z zeszłym rokiem. Kompletnie olewam wszelkie multiwitaminki „na piękną cerę, włosy i paznokcie” stawiając po prostu na pełnowartościową dietę dostarczającą wszystkich potrzebnych witamin oraz mikro- i makroelementów.

Są jednak substancje, które byłoby mi ciężko dostarczyć z dietą, zwłaszcza że nie lubię wielu zdrowych rzeczy: od pomidorów czy ogórków (serio!), przez czerwone wino aż po wszelkie egzotyczne superfoodsy. Dlatego antyoksydanty obecne w tych roślinach suplementuję odpowiednim preparatem. W moim przypadku wybór padł na Olimp ANTI-OX Power Blend, który biorę bodajże od półtorej roku. O tym jak łatwo jest naciąć się na produkt kosztujący krocie i przedstawiający sobą wątpliwą wartość pisałam kiedyś na fanpage'u. Mój suplement teoretycznie powinien być w różnych sklepach ze wspomagaczami dla sportowców, ale w praktyce jest go bardzo ciężko dostać: z jakiegoś powodu znacznie częściej widuję wersję Olimp GOLD VITA-MIN (czyli te same antyoksydanty co ANTI-OX plus dodatkowa kapsułka z witaminami oraz mikro- i makroelementami).


Przez internet polecam apteki internetowe, na przykład tę. Dziękuję! :)



serum z peptydami miorelaksacyjnymi / antyoksydacyjne serum na naczynka


Jak wiecie z mojej recenzji wypełniacza zmarszczek Dermofuture, jest to nic innego jak serum z mocno skoncentrowanym peptydem miorelaksacyjnym i ja właśnie tak je stosuję. Od publikacji tamtej opinii nic się nie zmieniło, dalej uważam że to fantastyczny kosmetyk.

Na resztę twarzy nakładam serum wzmacniające naczynka z fioletowej serii marki Vianek. Nie mam jeszcze pełnej opinii na temat jego skuteczności, bo chociaż produkt kupiłam z okazji Black Friday, to trochę czekał aż go otworzę. Jest to na pewno kosmetyk o cudnym składzie i fajnej konsystencji bardzo lekkiego kremu, który sprawdza się u mnie i pod inny krem, i ewentualnie solo.  Jest jednak dość drogi: po zdjęciach w internecie albo dużym kartoniku na półce w drogerii czy aptece wyobraziłam sobie produkt o pojemności co najmniej 30 ml, a tymczasem w cenie ponad 30 zł dostajemy zaledwie połowę tego... Tak więc tak naprawdę niezależnie od jego skuteczności praktycznie na pewno nie kupię tego produktu więcej, bo jest dla mnie po prostu za drogi :'D Mam tylko nadzieję, że opinię zdążę wyrobić sobie zanim mi się skończy (a ciężko jest to ocenić, bo wygodne i higieniczne opakowanie typu airless jest nieprzezierne). Mam też pewne obawy, czy mnie jednak nie zapycha, a jeśli tak, to czy wynika to ze składu serum jako takiego czy z tego, że stosuję go w pielęgnacji warstwowej. Na pewno dam Wam znać.

Serum Dermofuture znajdziecie na przykład tutaj, a Vianek tutaj. Dziękuję! :)



krem na noc


Uważam, że najzwyklejsze kremy z drogerii są wyjątkowo niedoceniane, ale wiem też skąd się to bierze: każdy producent obiecuje złote góry, a tylko z rzadka skład kremu daje choćby cień nadziei na to, żeby kosmetyk zrobił w naszej skórze cokolwiek dobrego. W temacie pielęgnacji przeciwstarzeniowej natknęłam się już na dwa kremy, które miały świetne składy: do cery suchej mogę polecić Bielenda, SUPER POWER MEZO, Aktywny krem nawilżający, a sama na mojej mieszanej cerze chwalę sobie Bielenda, NEURO COLLAGEN, Liftingujący krem koncentrat przeciwzmarszczkowy.

Kremy Bielenda są powszechnie dostępne, Aktywny krem nawilżający na przykład tu, a Neuro Collagen 50+ tutaj. Dziękuję! :)



„złuszczanie” retinoidami


Tu mamy mały problem, bo nie chciałabym zbytnio rozwijać się na temat stosowanego przeze mnie leku przed merytorycznym przygotowaniem Was, moich czytelników, z tematu retinoidów w pielęgnacji i leczeniu skóry.

Na ten moment powiem tylko, że tej zimy zdecydowałam się na Atrederm 0,025% oraz że planuję nie tylko duży artykuł o retinoidach, ale i prawdopodobnie osobny tekst podsumowujący moją kurację po jej zakończeniu najpewniej w marcu. Od razu powiem: nie będzie różowo! Więc na razie proszę Was o odrobinę cierpliwości i szczyptę zaufania, bo zamierzam zupełnie szczerze napisać Wam absolutnie wszystko. Jest dla mnie bardzo, bardzo ważne, żeby to dobrze wybrzmiało: retinoidy na receptę to nie zabawka. Bądźmy rozsądne.


peeling + maseczka


Jak wspomniałam, w tej chwili mały renesans przeżywają u mnie peelingi mechaniczne, które stopniowo schodziły u mnie na coraz bardziej boczny tor. Teraz z przyjemnością wyciągam z szafki oparty o korund wygładzający peeling Sylveco, którego wydajność jest wprost obłędna i który chyba nigdy mi się nie skończy :D Jest fajnym, skutecznym i pięknie pachnącym produktem, ale po jego zdenkowaniu kupię raczej czysty korund do mieszania w dłoni z żelem do twarzy, by po prostu nie mnożyć u siebie kolejnych opakowań kosmetyków (chociaż oczyszczający peeling z Sylveco korci!).

Po retinoidach dużą ulgę przynoszą mi wygrane u Karoliny hialuronowe maseczki w płachcie Princess Academy. Poza nimi w dalszym ciągu namiętnie stosuję algi (najchętniej w postaci maseczek na alginacie Nacomi) oraz glinki: zarówno czyste, jak i nieco wzbogacone jak to jest w przypadku maseczki Himalaya Herbals z miodlą indyjską (neem) chociażby.

Moje ulubione maseczki Nacomi to wersja borówkowa i żurawinowa, a peeling znajdziecie na przykład tutaj. Dziękuję! :)



Jak te produkty mają przeciwdziałać starzeniu?


Przede wszystkim: wielopłaszczyznowo. Moją pielęgnacją biorę sobie na cel walkę z najważniejszymi składowymi starzenia się skóry za pomocą takich ogólnych działań:

  • przeciwdziałania tak zwanej migracji twarzy,
  • walki z hiper- i dyspigmentacją,
  • prewencji zmarszczek mimicznych,
  • ochronie struktur skóry takich jak kolagen czy elastyna,
  • pobudzaniu do ich odbudowy,
  • dbaniu u prawidłowe nawilżenie i ogólne zdrowie cery.
I taka super-mini-ściągo-pigułka na przykładzie mojej pielęgnacji mogłaby wyglądać tak:

Przeciwdziałanie migracji twarzy → masaże

Walki z hiper- i dyspigmentacją → ochrona UV, witamina C, serum na naczynka

Prewencja zmarszczek mimicznych → masaże, peptydy miorelaksacyjne

Ochrona struktur skóry → ochrona UV, witamina C, antyoksydanty doustne i w kosmetykach

Pobudzaniu do skóry do odbudowy → retinoidy, peptydy pogrubiające skórę, witamina C

Dbanie o zdrowie cery → kosmetyki o odpowiednim balansie humektantów do emolientów, łagodne i systematyczne oczyszczanie i tonizowanie, masaże, oleje, i in.

Czy to wszystko jest naprawdę konieczne?


Oczywiście, że nie! Zerknijcie na powyższe zestawienie. Gdybym pozbyła się jednego czy dwóch elementów (dajmy na to: reinoidów i witaminy C) to dalej robiłabym „coś” w każdym z możliwych pól. No i prawda jest po prostu taka, że wszystko zależy od nas, bo ręce może wiązać nam styl życia (na przykład niemożność codziennego filtrowania się), brak czasu, pieniędzy, cierpliwości czy cokolwiek innego. I to jest jak najbardziej w porządku :)

Po prostu mając do dyspozycji tyle metod, kosmetyków i składników musimy układać swoje schematy pielęgnacji indywidualnie, a nie kopiować jeden do jednego cudze rozwiązania. Dla mnie pielęgnacja skóry jest pasją, więc jest na bogatości - co absolutnie nie jest i nie powinno być uważane za podejście dobre dla każdego.

Jeśli udało mi się Was jakoś zainspirować, podpowiedzieć ciekawe techniki czy zwrócić uwagę na mniej znane kosmetyki to jest mi ogromnie miło! Bardzo chętnie przeczytałabym Wasze aktualne schematy, gdyby komuś nudziło się na tyle by je opisać <3

Buziaki!
Ania


23 komentarze:

  1. Z przyjemnością czytam Twój blog i nawet zaczęłam używać serum Liq CC. Tylko mam problem, po tym serum zostają na twarzy białe smugi. Za grubo kładę? Ile serum zużywasz podczas jednej aplikacji? Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm hm, a jesteś pewna, że chodzi Ci o serum Liq, a nie o Dermofuture? Pytam, bo Dermofuture właśnie bardzo smuży (pisałam o tym w recenzji), a Liq to przecież właściwie sam bardzo lekki płyn i zabiłaś mi teraz ćwieka...

      Usuń
    2. Hej, to jest na pewno serum Liq CC wersja light :)
      Za każdym razem zostają smugi po wyschnięciu, no chyba że jeszcze przyklepię wszystko warstwą kremu spf...

      Usuń
    3. Kurczę, w takim razie zupełnie nie wiem co Ci poradzić - chyba najlepiej będzie napisać do producenta, bo myślę, że możesz mieć wadliwy produkt... Każde opakowanie które miałam było lekkim, żółtawym płynem, który wchłaniał się w skórę jak woda zostawiając tylko lekko lepką warstwę...

      Usuń
  2. Wow, bardzo dopracowany wpis :)
    Z ogromną przyjemnością przeczytam ten o retinoidach. Ja mam za sobą kurację Locacidem (lata temu) i wiem, z czym to się wiąże. Szkoda, że niektórzy podchodzą do tego na luzaku. Teraz używam LIQ CR i to serum faktycznie jest (dla mnie) łagodne, a i tak wiele osób mogłoby nim sobie zaszkodzić :)
    Fajna ta ściągawka na końcu - przyjemne podsumowanie, nieco systematyzuje w głowie.
    No i dobrze, że poranny rytuał, a nie poranna rutyna :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu co myślisz o koncentracie AA Q10? Producent pisze ze zawiera 5% q10+wyciagu z malin i są wysoko w składzie, a ja zastanawiam się czy gdzieś jest chaczyk.
    Skład:aqua, Propylene Glycol, Pentylene Glycol, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Squalane, Diemthicone, Isodecyl Neopentanoate, Hydrogenated Polydecene, Trilaureth-4 Phosphate, Ubiquinone, Tocopheryl Acetate, Rubus Idaeus Fruit Extract, Tocopherol, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Ceramide NP, Butyrospermum Parkii Butter, Behenyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Palmitic Acid, Potassium Cetyl Phosphate, Silybum Marianum Seed Oil, Cetyl Alcohol, Lecithin, Myristyl Alcohol, Lauryl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Sodium Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cholesterol, Decylene Glycol, 1,2-Hexanediol, Phenocyethanol, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Parfum.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu co myślisz o koncentracie AA Q10? Producent pisze ze zawiera 5% q10+wyciagu z malin i są wysoko w składzie, a ja sie zastanawiam czy gdzieś jest chaczyk.
    Skład:aqua, Propylene Glycol, Pentylene Glycol, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Squalane, Diemthicone, Isodecyl Neopentanoate, Hydrogenated Polydecene, Trilaureth-4 Phosphate, Ubiquinone, Tocopheryl Acetate, Rubus Idaeus Fruit Extract, Tocopherol, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Ceramide NP, Butyrospermum Parkii Butter, Behenyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Palmitic Acid, Potassium Cetyl Phosphate, Silybum Marianum Seed Oil, Cetyl Alcohol, Lecithin, Myristyl Alcohol, Lauryl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Sodium Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cholesterol, Decylene Glycol, 1,2-Hexanediol, Phenocyethanol, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Parfum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Q10 (tutaj jako Ubiquinone) i wyciąg są naprawdę wysoko w składzie, więc myślę, że sumarycznie mogą faktycznie dawać 5% składu. Jeśli lubisz te składniki to myślę, że tutaj nie ma ściemy raczej :)

      Usuń
  5. Wyczerpujacy tekst który odpowiada na wiele pytań :) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam dwa pytania :)
    1. Czy wypełniacz zmarszczek DermoFuture mogę stosować na całą twarz? Wiem z poprzedniego postu, że producent nie widzi przeszkód, ale czy wpływa również na zmarszczki mimiczne wokół ust czy lepiej znaleźć coś innego?
    2. Co myślisz o kremie THEO MARVEE Temptation NutriLift Cream, Krem odżywczy z jadem węża i komórkami macierzystymi na noc. Czy jest warty swojej ceny?

    Dziękuję za usystematyzowanie mojej wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad. 1: Z tego co wiem, te zmarszczki tylko w małym stopniu wynikają z przykurczu mięśni, nawet Botox stosuje się w te okolice raczej rzadko, więc nie spodziewałabym się tu jakichś niesamowitych rezultatów. Natomiast spróbować można na pewno, zwłaszcza jeśli podejrzewasz, że Twoje mogą wynikać w dużej mierze z powodu pracy tych mięśni (np. jeśli palisz papierosy). Zaszkodzić nie powinno ;)

      2. Podrzuć skład, chętnie zerknę :) Jad węża to pewnie wagleryna lub Syn-ake (dobre składniki), komórki macierzyste w kosmetykach to ściema i naciągactwo, a liczy się też co poza tym siedzi w kremie :D

      Usuń
    2. Ja się tylko często uśmiecham ;)

      Niestety nie mam składu - kupiłam ten krem mamie, a na słoiczku nie jest nic napisane. Z google wiem, że jest to syn-ake. Czy mogę więc założyć, że 80zł za 50ml jest ok? Zastanawiam się czy nie kupić jej bielendy, bo różnią się ceną. Sama używam niebieskiej serii i jestem zadowolona. Ale ja mam 29, a ona 53 lata ;)

      Usuń
    3. Oczywiście każdy może mieć do tego inne podejście, ale moim zdaniem zdecydowanie NIE można tak założyć :( Liczy się ile jest tego peptydu i w jakim towarzystwie. Jeśli krem to będzie sam "wypełniacz" i pod koniec składu peptyd w ilości mniejszej niż kompozycja zapachowa (a jest to częsty scenariusz przy dermokosmetykach na przykład) to moim zdaniem sto razy lepszą opcją jest wydać 1/4 ceny na krem Bielendy. Natomiast jeśli reszta składu jest super, peptyd wysoko, to wtedy 80 zł zaczyna być opcją do rozważenia ;)

      Usuń
  7. Mój rytuał jest skromniejszy, bo ja bardziej leniwa:) Ale sobie z ciekawości te masaże przejrzałam, mają sens, wszystkie te ruchy wykonuje się w masażu klasycznym twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A myślałam, że to już ja porządnie pielęgnuję twarz, ale jednak Ty jesteś mistrzynią :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Poleciłabyś jakieś serum na naczynka z drogerii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Rossmannie chyba najprędzej to https://www.rossmann.pl/Produkt/Dr-Medica-Naczynka-dermatologiczne-serum-zmniejszajace-widocznosc-naczynek-na-dzien-i-na-noc-NA-,392231,7092, a w Hebe powinno być to serum z Vianka które pokazuję :)

      Usuń
  10. Twój schemat spada mi jak z nieba i widzę naprawdę sporo wspólnego :) U mnie jednak jest mycie poranne i wieczorne :) Nie mogę też stosować olejków solo a tym bardziej na nich...masować. Skóra reaguje wręcz histerycznie :(
    Pomyślałam jednak, że poranne masowanie mogłabym zrobić podczas mycia twarzy a wieczorne podczas aplikacji lotionu lub ew. lotionu z kroplą olejku.
    Serum aktualnie używam rozjaśniającego z Biochemii Urody, zobaczymy co będzie po jego zdenkowaniu. Filtrów oczywiście używam codziennie :)
    Maseczki u mnie są raz w tygodniu i są to...właśnie glinki i algi. Co tydzień robię sobie także leczniczą nasiadówkę z retinoidami w postaci Atre o takim samym stężeniu jak Twoje :D
    Zastanawiam się tylko nad tematem tych peptydów...Ja nie cierpię nie zmarszczki (poza chyba delikatnie tworzącą się doliną łez (?), ale chciałabym im naprawdę zapobiegać...W jakie miejsca dokładnie nakładasz te peptydy i czy robisz to codziennie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim zaczęłam masować się rano masowałam twarz głównie podczas wieczornego mycia, na wodę i żel/emulsję - bardzo spoko opcja! Tylko trzeba się żwawo ruszać albo zwilżyć dodatkowo w trakcie :)

      Mapkę mojego stosowania peptydu znajdziesz w tekście o pielęgnacji okolic wokół oczu :D Nakładam go tak jak tam + na czoło, codziennie poza dniem "atredermowym" :)

      Usuń
  11. Bardzo fajny artykuł, ale ja osobiście nie mam zaufania do oleju kokosowego, trochę z własnego doświadczenia, trochę z przeczytanych artykułów w sieci, czy magazynach typu food forum . Wszystko poza tym super , czekam na więcej ! Doceniam wykonaną pracę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w jakim sensie nie masz zaufania? Bo jeśli chodzi o tę trwającą od kilku lat histerię pod tytułem "olej kokosowy dobry na wszystko, po co Ci leki, kremy, pasta do zębów i inne oleje w kuchni" to ja też się od tego absolutnie odcinam i bynajmniej nie pochwalam :)

      Ale tak jak wspomniałam, ja używam go do masażu twarzy tylko wtedy, kiedy olej zostania po nim natychmiast zmyty - w innych okolicznościach olej kokosowy od szybko mnie zapycha.

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger