9/05/2017

Co zamiast filtra? Ochrona przed UV bez kremów przeciwsłonecznych



Dzisiejszy pomysł na tekst podrzuciła mi czytelniczka podczas wypełniania mojej ankiety. Jak wiecie, zbieram Wasze opinie na temat bloga: tego co sądzicie o nim teraz i jak chciałybyście widzieć jego rozwój. Jeśli jeszcze jej nie wypełniałyście, koniecznie kliknijcie {tutaj} i poświęćcie parę minut na to, by Kosmeologika była jeszcze fajniejsza :)


W kilku miejscach ankiety jest opcja na dopisanie czegoś swoimi słowami i w ten właśnie sposób zainspirowano mnie do poruszenia dzisiejszego tematu. Czytelniczce za to odpowiedzialnej bardzo dziękuję za przypływ weny <3 Inne interesujące Was tematy możecie podrzucać mi też w komentarzach. Nie obiecuję, że każdy zrealizuję albo że zrobię to od razu, ale na pewno każdą propozycję rozważę – tak jak czytam każdy z Waszych komentarzy, za które ogromnie Wam dziękuję :)

Dziś pogadamy sobie o tym jak chronić cerę przed słońcem bez codziennego używania kremów z filtrem. Kto już trochę mnie zna ten wie, że temat ochrony przeciwsłonecznej jest dla mnie bardzo ważny. Kompleksowy tekst na ten temat napisałam już w pierwszym miesiącu istnienia bloga!


Dla pełnego zrozumienia tego o czym będę tu pisać lektura podlinkowanego wyżej artykułu jest właściwie niezbędna ;)



Kiedy można zastąpić krem z filtrem innymi metodami?


Faktem jest, że w „ABC ochrony przeciwsłonecznej” skupiam się głównie na kremach z filtrem, bo to je uważam za najbardziej efektywną metodę ochrony cery przed słońcem. Mimo to wiem, że dla wielu z nas stosowanie tych kosmetyków z tych czy innych powodów nie wchodzi w grę. Stuprocentowo szanuję to, że ktoś może nie chcieć czy wręcz nie móc stosować ich codziennie przez okrągły rok i jak (mam nadzieję) da się zauważyć zarówno w moich artykułach, jak i w komentarzach, nigdy na siłę nie zmuszam nikogo do filtrowania się. Moje stanowisko jest takie, że w pewnych przypadkach (takich jak na przykład stosowanie retinoidów/kwasów) bez kremów z filtrem ani rusz i jeśli nie planujemy ich stosować, to nie powinnyśmy w ogóle decydować się na daną kurację. Natomiast w większości innych przypadków możemy spróbować zminimalizować szkody i dać szansę alternatywnym metodom ochrony przed promieniowaniem UV. Czego możemy spróbować?

Zakaz opalania


Niby taka prosta rzecz, a wiem, że dla wielu... niewykonalna. No bo jak to tak, wrócić z urlopu i nie być strzaskanym na mahoń? Jak wrócę blada, to nikt nie będzie wiedział, że spędziłam tydzień w Chorwacji...

Na takie myślenie nie mam recepty. Istotą dzisiejszego artykułu jest ochrona skóry przez unikanie promieniowania ultrafioletowego, a to właśnie ono skutkuje opalenizną. W tym przypadku nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczka. Jeśli tak bardzo kochamy opaloną skórę, to efekt ten może zapewnić nam cała armia balsamów brązujących i samoopalaczy, a jeśli to nie wchodzi w grę to błagam: nie opalajmy się chociaż w solarium. Gdyby to zależało ode mnie to po prostu bym je zdelegalizowała ;)

Unikajmy słońca


Niezależnie od tego, czy opalamy się w tropikach na urlopie czy we własnym ogródku, większość czasu spędzamy jednak na normalnym funkcjonowaniu w codziennym życiu. Jest kilka kroków, które możemy zrobić by zminimalizować ekspozycję słoneczną w ciągu dnia i tym samym ograniczyć uszkodzenia skóry.

1. Chowajmy się przed bezpośrednim promieniowaniem: spacerując przechodźmy na zacienioną stronę ulicy, w kawiarni wybierajmy stolik pod zadaszeniem czy parasolem, na jogging wybierzmy się po zachodzie słońca i tak dalej. To proste!

2. Unikajmy wychodzenia z domu w najgorszych godzinach, to jest między dziesiątą rano a szesnastą (uwzględniając odchylenia charakterystyczne dla naszej lokalizacji jeśli trzeba). Jeśli mamy problem z oceną czy te „alarmowe” godziny dalej trwają, wystarczy stanąć w słonecznym miejscu i spojrzeć na swój cień: jeśli jest krótki, to słońce jest wysoko, a my jak na patelni. Jeśli cień jest dłuższy to jest już nieco lepiej.

3. Bierzmy pod uwagę swoje środowisko. Jeśli przebywamy na dużej wysokości nad poziomem morza albo w naszym otoczeniu jest dużo piasku, wody czy śniegu każda ekspozycja jest dużo bardziej ryzykowna ze względu na odbijanie przez nie znacznej części promieniowania.



Ekwipunek przecistarzeniowy: okulary, kapelusz i... parasolka?


Poza unikaniem słońca (a w szczególności opalania), warto rozważyć wyjątkowo łatwe i powszechne w stosowaniu bariery fizyczne. Gdyby artykuł ten dotyczył całego ciała (na przykład dla pacjentów z czerniakiem) to mogłabym tu opisać dobór ubrań zapewniających skórze naszego ciała maksymalną możliwą ochronę. Jednak dziś skupiamy się na twarzy, a tu godną uwagi ochronę zapewniają nie ubrania, a odpowiednie akcesoria.

Dobre okulary przeciwsłoneczne


Absolutnie podstawowe akcesorium dla każdego, kto dba nie tylko o wygląd, ale i o zdrowie. Niedawno w komentarzach podesłano mi link do pseudonaukowego artykułu krytykującego stosowanie wszelkich środków ochrony przeciwsłonecznej (!), postulując m.in. nieszkodliwość promieniowania UV dla narządu wzroku (!!!), co aż mnie zmroziło. Zaćma, zwyrodnienie plamki żółtej, nowotwory, ślepota śnieżna są schorzeniami wyraźnie powiązanymi ze słońcem i już same w sobie powinny być wystarczającym powodem do ochrony oczu. Ja od siebie dorzucę oczywiście powód typowy dla specyfiki mojego bloga...

Wiem, że są od tej reguły wyjątki, ale masa osób (a ja wśród nich) ma problem z używaniem kremów z filtrem w okolicach oczu. Filtry często „migrują”, a po wtarciu ich w oko odczuwalne jest silne pieczenie, łzawienie, makijaż spływa... słowem: dramat #problemypierwszegoświata :D No ale żarty żartami, a ja kremów z filtrem w okolice oczu nie stosuję, bo po prostu nie mogę.

Jakąś tam opcją są klasyczne kremy pod oczy, które akurat jakiś filtr mają – jasne. Ale najczęściej jest to góra SPF 20, a jeśli dodamy do tego fakt, że takich kremów nie nakładamy zwykle grubaśną, zastygającą warstwą (jak powinnyśmy robić to z typowymi kremami przeciwsłonecznymi) to ochrona tego rodzaju jest najpewniej pomijalna. Jeśli jednak jesteście zainteresowane, podpowiadam kilka kremów o prawie sensownych faktorach i z ciekawymi składami.

Co jest dla mnie mega smutne to fakt, że po wklepaniu w wyszukiwarkę na przykład na Rossmann.pl hasła „krem pod oczy spf” jedynym rezultatem z SPF 20 jest produkt kompletnie moim zdaniem nieciekawy, a wyższych faktorów po prostu nie ma :( Na całym Triny też tylko jeden produkt, wśród dermokosmetyków też bida...

  • Make Me Bio, Bio krem pod oczy z marakują SPF 25, {klik}
  • SkinCeuticals, Mineral Eye UV Defense SPF 30, {klik}
  • Medik8, Hydra8 Eye 360 SPF 30, {klik}.
Te okulary Giorgio Armiani (klik!) to dla mnie ideał pod względem wyglądu!
Ale te Polaroid (klik!), Oksy (klik!) i Gucci (klik!) też są piękne...


Tu wchodzi temat okularów przeciwsłonecznych. Dobre okulary ochronią nie tylko narząd wzroku, ale i skórę wokół niego. Zmniejszą ryzyko nowotworu skóry oraz opóźnią procesy jej starzenia. Jeśli to nie jest akcesorium godne uwagi, to ja nie wiem co nim jest.

Kilka uwag odnośnie wyboru okularów:

  • im większe, tym lepsze – jeśli uda nam się znaleźć pasujące do naszej twarzy „muchy” to świetnie, bo ochronią nas o wiele lepiej niż, powiedzmy, lennonki;
  • upewnijmy się, że szkła chronią przed pełnym spektrum promieniowania (UVA i UVB);
  • szukajmy oznaczeń „Meets ANSI UV Requirements” lub „UV Absorption up to 400 nm”: takie okulary blokują 99-100% promieniowania UV (z tego co wiem, takie przeciętne z sieciówek blokują około 70%);
  • jeśli okulary nie mają żadnego oznaczenia, to po prostu ich nie kupujemy! Koniec, kropka. Żadnych cudeniek za 10 zł z targowiska, a z badziewiem z AliExpress nawet do mnie nie podchodźcie. To nawet nie jest śmieszne.

Kocie oczy to kształt najlepszy do kwadratowej twarzy, więc ja nosiłabym je wszystkie - może poza tymi czarnymi od McQueena (klik!), bo nie lubię tego koloru blisko twarzy. Moje okulary korekcyjne są mega podobne do tych szarych Vogue (klik!), a moje ulubione przeciwsłoneczne to tandetna wersja tych od Michaela Korsa (klik!) i właśnie w takie chciałabym teraz zainwestować. To szaro-taupe-brązowe ombre od Vogue (klik!) są u mnie na drugim miejscu ;)


Kapelusz


Udało mi się znaleźć ciekawą informację, że sensowna ochrona zaczyna się od kapeluszy z rondem o szerokości minimum trzech cali (ok. 7,5 cm) i ma wartość porównywalną z SPF 5. (źródło)

Idealnie byłoby, żeby taki kapelusz był dodatkowo jasny i raczej „nieprzepuszczalny” - nie z siateczki czy luźno plecionej słomy, tylko na przykład z tkaniny.

Parasol


Ten gadżet zobaczyłam pierwszy raz u Azjatyckiego Cukru, który przygotował swego czasu bardzo ciekawe zestawienie innych gadżetów chroniących przed słońcem: zerknijcie nań {tutaj}. Część z tych akcesoriów nie dotyczy twarzy (a na tym chciałabym się dzisiaj skupić), a część dla mnie, prywatnie, jest jednak trochę zbyt szalona jak na moją nieśmiałość i polskie warunki ;) Ale parasolka z filtrem UV wydaje mi się pomysłem najbardziej akceptowalnym i nie wykluczam, że w przyszłości sobie taką sprawię.

Podobnie jak w przypadku okularów chciałabym zwrócić uwagę na to, że możemy kupić jakąś parasolkę, której sprzedawca na eBay dodał adnotację „UV” w tytule aukcji i otrzymać coś, co może działa, a może nie. Możemy też szarpnąć się na produkt atestowany i mieć gwarancję, że nasze robienie z siebie widowiska (:D) na sto procent ma sens, bo przekłada się na konkretną ochronę. Wybór oczywiście należy do nas.

Folie przeciwsłoneczne


Ostatnim „dużym” sposobem, o którym chciałabym dziś opowiedzieć są specjalne folie (filmy) do naklejania na szyby w domu czy w samochodzie, które odbijają promieniowanie UV.

Tu jest chyba miejsce na wspomnienie o czymś, co chyba nie do końca wybrzmiało w moim starym artykule o ochronie przeciwsłonecznej. Promienie emitowane przez Słońce poza światłem widzialnym zawierają trzy frakcje promieniowania nadfioletowego: UVA, UVB i UVC. Pozwolę sobie zaprezentować tu świetną infografikę:



Podsumujmy:

  • UVA: penetruje przez chmury i szyby; jest odpowiedzialne za starzenie się skóry (zmarszczki, przebarwienia...); używane w solariach.
  • UVB: szkodzi nam w sezonie letnim, przy dużym nasłonecznieniu; przyczynia się do nowotworów skóry; powoduje oparzenia słoneczne.
  • UVC: nie dociera do powierzchni Ziemi.

Najważniejsza informacja stąd to przenikalność promieniowania UVA. Co jakiś czas dostaję od Was pytania, czy jeśli dzień spędzacie pracując w pomieszczeniu to czy jest sens stosowania filtrów przeciwstarzeniowo. Odpowiedź brzmi: najprawdopodobniej tak.

Oczywiste jest, że dużo zależy od tego, jak dokładnie wygląda nasze stanowisko pracy. Inne uszkodzenia zaobserwujemy pracując w przeszklonym biurze, a inne w pozbawionym okien sklepie w centrum handlowym. Dokładną analizę sytuacji pozostawiam Wam, bo tylko specjalista (a nie lekarz) może nam w miarę dokładnie obliczyć docierającą do naszej cery dawkę. Włączamy zdrowy rozsądek i biorąc pod uwagę wszystkie zmienne podejmujemy decyzję samodzielnie :)

Te z nas, które dużo czasu spędzają w samochodzie albo we własnym domu; albo te, które mają własne miejsce pracy (jak prywatny sklep, biuro, gabinet...) powinien zainteresować temat folii odbijających promieniowanie UVA. Takimi foliami możemy okleić szyby w samochodzie, wszystkie okna w domu albo chociaż to jedno, które jest w „naszym” pokoju – miejscu, gdzie spędzamy najwięcej czasu.

Sama nie mam póki co własnego kąta, więc nie mam możliwości zastosowania tych folii i w związku z tym moja wiedza tutaj jest czysto teoretyczna. {Tu przeczytacie artykuł} (w języku angielskim) z bardzo rzetelnego moim zdaniem źródła jakim jest Skin Cancer Foundation. Nie chciałabym go tutaj w całości przepisywać, ale znajduje się w nim stwierdzenia tak ciekawe jak (tłumaczenie własne): „Ponad 90% raków skóry i widocznych oznak starzenia się skóry są powodowane przez słońce” czy „Przewlekła ekspozycja na promieniowanie UVA przez okna może przyspieszyć starzenie się skóry o 5 do 7 lat”. Są to rzeczy, które głoszę na blogu od dawna, ale brakowało mi dokładnych liczb – od dziś będę miała je na podorędziu.

Podlinkowany artykuł zaleca nam szukanie haseł „glass tinting” oraz „glass coating” (z tego co wiem, w Polsce wystarcza hasło „folia przeciwsłoneczna”). Myślę, że nie muszę tego pisać, ale na wszelki wypadek: jeśli na ochronie przed słońcem zależy nam tak bardzo, że weźmiemy się za zakup tych folii, to głupotą byłoby oszczędzanie na tym i kupowanie czegoś z niesprawdzonego źródła. Apeluję o porządne rozeznanie w temacie i zrobienie tego raz, a porządnie. Folie do oklejenia samochodu można kupić dosłownie wszędzie i ceny też nie są zaporowe, przykładowo:

  • Folia 300 x 50 cm, przyciemnienie szyb szyb 5% {klik}
  • Folia 300 x 75 cm, przyciemnienie szyb szyb 5% {klik}
  • Folia 300 x 50 cm, przyciemnienie szyb szyb 35% {klik}
  • Folia 300 x 50 cm, przyciemnienie szyb szyb 35% {klik}

Każda z tych folii blokuje do 99% promieniowania UV, a dodatkowo część światła widzialnego przyciemniając szybę w stopniu nieznacznym (5%) lub zauważalnym (35%). Jeśli nie potrafimy okleić naszych szyb samodzielnie najlepiej będzie zlecić to fachowcowi z warsztatu.

Kosmetyki kolorowe z SPF


Coraz więcej konsumentek zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że adnotacja „SPF ...” na etykiecie kosmetyku to coś, co warto mieć. Jednak jeśli ktoś nie do końca siedzi w temacie, to często nie wie, że na przykład takie „SPF 8” na podkładzie to tak naprawdę żadna ochrona. Pomijając już śmiesznie niską wartość faktora, to dochodzi do tego nieśmiertelna kwestia ilości aplikowanego produktu: żeby tworzył on na naszej cerze szczelną tarczę, musiałybyśmy go nakładać naprawdę bardzo, bardzo dużo. A to oznacza, że nasze SPF 8 (czy też 10, 12, 20, czy 30...) topnieje w oczach. Ale oczywiście wiele z nas wychodzi z założenia, że warto ciułać każdy strzępek ochrony i dla tych, których interesuje kolorówka o możliwie najsensowniejszej ochronie jest ten ustęp.

Ważna uwaga na wszelki wypadek: SPF w kolejnych warstwach kosmetyków NIE sumuje się! Stosując podkład z SPF 20 i puder z SPF 15, nasza ochrona ma wysokość taką, jak w najbardziej ochronnym kosmetyku – czyli w tym przypadku SPF 20.

azjatyckie kremy BB


W wielu krajach Dalekiego Wschodu codzienna pielęgnacja jest nierozerwalnie związana z ochroną przeciwsłoneczną już od bardzo dawna. Bez problemu można więc znaleźć tam słynne kremy BB, które mają łączyć krycie podkładu, naturalność kremu tonującego, pielęgnujące właściwości kremu na dzień i przeciwsłoneczną ochronę kremów do opalania.

O ile w Europie posługujemy się głównie wskaźnikami SPF dla promieniowania UVB, a PPD dla promieniowania UVA, o tyle w azjatyckich kremach BB szukajmy oznaczenia „PA +++”. Takie przykładowe kremy podrzucam Wam poniżej:
  • SKIN 79 Super Beblesh Balm Krem BB {Orange}
  • SKIN 79 Super Beblesh Balm Krem BB {Purple}
  • SKIN 79 Super Beblesh Balm Krem BB {Bronze}.

Mimo iż na co dzień nie używam podkładu, a jeśli już to wybieram zwykle mineralny, lubię mieć na podorędziu jakiś fluid na wymagające tego okazje i aktualnie jest to miniaturka
kremu BB Skin 79 Orange. BARDZO go lubię i pewnie w przyszłości zaopatrzę się w pełnowymiarowe opakowanie. Chyba że Wy polecicie mi inny "bebik" w podobnym odcieniu i z PA+++?


podkłady mineralne


Ponieważ zawierają w sobie filtry fizyczne (tlenek cynku i dwutlenek tytanu), mogą nam zapewnić jakąś ochronę. Przykładowo ochrona deklarowana przez Annabelle Minerals czy Lily Lolo to SPF 15. Nie wiem dla jakiej ilości aplikowanego produktu ustalano tę wartość, ale daje nam to pewien ogląd na sytuację.


Pierwsze dwa produkty są mi znane i polecam je na podstawie własnych doświadczeń. Kolejne dwa to nie moja bajka, ale wiem że są ogromnie lubiane, więc warto rozważyć :) Tutaj znajdziecie mój dość wyczerpujący tekst typu { wszystko o podkładach mineralnych } i jeśli jest to dla Was temat nowy, to proponowałabym raczej zakup kilku próbek podkładu (tu {matujący}, tu {kryjący} a tu {rozświetlający}) niż porywać się od razu na 4 czy 10 gramów, ale jeśli znacie swój typ kolorystyczny to jak najbardziej da się utrafić i za pierwszym razem.

podkłady płynne


Sporo producentów standardowej kolorówki dokłada do klasycznych fluidów SPF. Wartości są niestety najczęściej minimalne, więc pozwolę sobie podlinkować kilka produktów drogeryjnych, jak i kilka świetnie zapowiadających się dermokosmetyków, z wyższymi faktorami i ciekawszymi składami.

  • Revlon PhotoReady SPF 20, klik!
  • Revlon PhotoReady Airbrush Effect SPF 20, klik!
  • Max Factor Facefinity we fluidzie SPF 20, klik!
  • La Roche-Posay Toleriane Teint, podkład korygujący SPF 25, klik!
  • fluidy Iwostin SPF 30 (klik!): Purritin, Capillin, Sensitia, Correctin Max
  • Bioderma Photoderm Nude Touch SPF50+, klik!
  • La Roche-Posay Toleriane Teint Mattifying Mousse Foundation SPF 20, klik!
  • Jane Iredale BB Glow Time Podkład mineralny BB SPF 25, klik!
  • + bonus! Purles 122 Brightening Base SPF 50+ (rozświetlająca baza), klik!

pudry


Puder jest kolejnym kosmetykiem, który może złożyć się na naszą ochronę. Ogromną zaletą pudrów z faktorami jest to, że w przeciwieństwie do kremów z filtrem czy wszelkich fluidów łatwo jest ich dołożyć w ciągu dnia. Podobnie jak we wszystkich wcześniejszych tematach (kremy pod oczy, kremy BB, podkłady...) do ochrony deklarowanej przez producenta podchodziłabym z dużym dystansem. Tym niemniej, przedstawiam dwa ciekawe produkty.


Te dwa pierwsze pudry to w ogóle jest marzenie. Zerknijcie sobie w ich składy: nie dość, że każdy zawiera antyoksydacyjne wyciągi czy witaminy, to dodatkowo w każdym z nich mamy peptyd (Palmitoyl Oligopeptide). Wiecie, co sądzę o {peptydach}, prawda? No właśnie... <3



Przeciwutleniacze w pożywieniu

Znaczna część uszkodzeń wyrządzanych przez promieniowanie UV bierze się z wolnych rodników, które są przez nie generowane. W związku z tym możemy wspomóc się także od środka przez jedzenie pożywienia bogatego w tak zwane wymiatacze wolnych rodników (przeciwutleniacze, antyoksydanty) lub ewentualnie zastosowanie odpowiedniego suplementu diety.

Mnóstwo blogów i innych stron internetowych prześciga się w rankingach najlepszych źródeł przeciwutleniaczy, a znalezienie ich za pomocą wyszukiwarki to minuta osiem. Udało mi się jednak znaleźć artykuł inny niż wszystkie: ranking źródeł antyoksydantów mierzony wskaźnikiem ORAC, który został opracowany przez Krajowy Instytut ds. Procesu Starzenia w laboratoriach NIH (National Academy of Health). Ranking znajdziecie {tutaj}.

Z rankingu dowiemy się zarówno które przyprawy warto przywrócić do łask, jak i które owoce czy warzywa biją inne na głowę. Zobaczymy, że tak wypromowane jako źródło antyoksydantów owoce granatu nie są wcale lepsze niż nasze polskie jabłka czy śliwki.

Oczywiście wszelkie wyliczenia tego rodzaju są obarczone ogromnym ryzykiem błędu ze względu na bardzo pośrednią metodę pomiaru (reakcja z troloksem) oraz odmiany poszczególnych gatunków, ich pochodzenie, świeżość i pewnie masę innych czynników, ale myślę, że warto takie strony znać jako wyznacznik ogólnych tendencji bardziej niż drobiazgowe dane do wyliczeń ;) Może tak jak ja zainspirujecie się i wprowadzicie do diety dawno zapomniane produkty albo przestaniecie wyrzucać pieniądze na wątpliwej jakości superfoodsy ;)

Jak wiecie, poza tym że staram się trzymać zdrową dietę z pięcioma porcjami warzyw i owoców dziennie wspomagam się też suplementem Olimp {Anti-Ox Power Blend}.

Czy to wystarczy...?


Przeczuwam, że w tej chwili wiele z nas może zadawać sobie takie pytanie: a co jeśli dziś zamontuję we wszystkich możliwych oknach (mieszkanie, samochód, praca) folie przeciwsłoneczne, sprawię sobie kapelusz z szerokim rondem, porządne okulary i parasol z atestem, kupię odpowiedni krem pod oczy i kolorówkę, porzucę wygrzewanie się na słońcu, a słowo „solarium” wykreślę ze słownika...? Czy moja cera będzie chroniona tak, jakbym stosowała krem z filtrem, dajmy na to, SPF 30?

To jest oczywiście pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że ktoś kto spędza większość dnia w pomieszczeniach i/lub aucie, wszędzie ma założone folie, a dodatkowo stosuje pozostałe wymienione sposoby jest to możliwe. Ale im więcej czasu spędzamy na zewnątrz, tym szanse na to będą mniejsze. Tu pojawi się kolejne ważne pytanie...

Czy warto?


I to jest kwestia najbardziej indywidualna ze wszystkich. Ktoś z parasolem w słoneczne dni będzie czuł się jak klaun w cyrku, a kto inny będzie miał cudze opinie głęboko w poważaniu wiedząc, że za dekadę albo dwie to się „zwróci”. Ktoś może mieć już teraz kilka par porządnych okularów przeciwsłonecznych, a ktoś może nosić na co dzień korekcyjne i kompletnie nie widzieć dla siebie szansy w przerzuceniu się na soczewki kontaktowe. Dla kogoś jednorazowy koszt zamontowania folii będzie w pełni uzasadniony i akceptowalny, a dla kogoś będzie to koszt dawno wyczekiwanego gruntownego remontu któregoś pomieszczenia w mieszkaniu. To nie są decyzje, które ktoś może podjąć za nas, a jedynie doradzić nam, pokazać za i przeciw. Najzdrowszym podejściem będzie zdecydowanie opcja „ziarnko do ziarnka”, czyli zrobienie tego co możemy bez większego dyskomfortu i odpuszczenie sobie spinania się o SPF 5 tu czy SPF 10 tam.

***


Tyle ode mnie. Jeszcze raz dziękuję za podsunięcie mi tak świetnego tematu i mam nadzieję, że spełniłam oczekiwania ;) A będę linkować ten tekst jeszcze po wielokroć, bo jest wiele sytuacji, w których nie chcecie filtrów. Zaraz zajrzę do tekstu o { naturalnej pielęgnacji przeciwstarzeniowej } i podrzucę go tam, bo nie licząc części wybranych przeze mnie kosmetyków żadna z tych metod nie gryzie się z modą na ekologiczne kosmetyki, a wręcz powinny być doskonałym ich uzupełnieniem.

Miłego dnia!

Ania

22 komentarze:

  1. O mamo! Ale długi, przydatny, rzeczowy wpis, napracowałaś się! Ja nie mam problemu z używaniem filtrów UV, choć w okolicy oczu też bywa kiepsko :( Bell wypuścił ostatnio puder SPF50. Staram się też unikać przebywania w pełnym słońcu, ale nie zawsze się da. Chyba najgorsze jest to myślenie ludzi - bardzo często słyszę negatywne uwagi pod kątem mojej bladości, bo przecież każdy powinien być strzaskany na mahoń, jak to ujęłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja, ale super - dodałam ten Bell do posta :)

      A co do uwag, to ja w zależności od osoby komentującego najczęściej uśmiecham się pod nosem i robię swoje :D

      Usuń
  2. Świetny, bardzo wyczerpujący post. O ważnym temacie.
    Ja stosuje kremy z filtrem (SPF 50). Nie trafiłam jeszcze na ideał, ale niektóre powiedzmy, że są całkiem w porządku (np. ten Lirene z Twojego zdjęcia z tego posta).
    O parasolach z filtrami też czytałam. Pytanie jest takie, czy potrafiłabym wyjść w upalny dzień na ulicę z takim parasolem. Jeszcze nie wiem, chociaż mnie kusi;)
    Co do okularów... Mam ten problem, o którym napisałaś - noszę okulary korekcyjne i nie jestem w stanie przerzucić się na soczewki. Dla mnie zatem okulary przeciwsłoneczne na razie odpadają... A szkoda, bo filtra pod oczy nie nakładam...
    Ehhh... Same problemy z tym promieniowaniem:)

    Ważne, żeby o tym pisać i informować. Dlatego jeszcze raz chciałam pochwalić Twój wpis. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wielu okularów można dokupić specjalne magnetyczne nakładki przeciwsłoneczne, a dodatkowo to z tego co wiem zamawiając okulary korekcyjne można dopłacić za odpowiednią powłokę anty-UV :) Nie przyciemni okularów, bo blokuje tylko nadfiolet, a nie światło widzialne. No i jest jeszcze opcja soczewek typu Transitions :)

      Usuń
    2. To rzeczywiście są opcje do rozważenia i sprawdzenia:)
      Dziękuję za informacje. I za wartościowego bloga:)

      Usuń
  3. Jak zwykle kompleksowo. Ja mam ciągle mieszane uczucia co do filtrów, bo moja skóra ich nie lubi. Kiedyś po prostu unikałam słońca, przy dziecku to nie wchodzi w grę. Dużo kombinuję, ale też raczej wszystko na zasadzie ziarnko do ziarnka :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej Aniu,
    Mam do Ciebie bardzo ważne pytanie - czy uważasz, że już w wieku siedemnastu lat warto stosować filtry przez cały rok? Nie mówię tu o oczywistej ochronie przed słońcem, ale o "filtrowaniu się" przeciwstarzeniowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to oczywiście, że im wcześniej tym lepiej i sama żałuję, że wzięłam się za to stosunkowo późno. Nigdy nie jest za wcześnie na ochronę :)

      Usuń
    2. Dziękuję za szybką odpowiedź :)!

      Ja niestety, ze względu na chorobę, mimo tych siedemnastu lat, mam trzy płyciutkie zmarszczki na czole, które widzę tylko ja, ale które jednak są faktem :/. Wiem, że jestem narażona na ich powstawanie i chciałabym jak najskuteczniej temu zapobiegać, ale jestem raczej zielona w tym temacie i wolałam się upewnić, czy mi taka nadgorliwość nie zaszkodzi ;).

      Usuń
    3. W takim razie jeszcze uzupełnię ;)

      Mamy różne typy zmarszczek, o czym pisałam np. tutaj:
      http://www.kosmeologika.pl/2016/05/choc-reklamy-kremow-przeciw.html
      i bardzo mocno niewykluczone, że te na Twoim czole są mimiczne. To oznacza, że filtry pomogą Twojej skórze zachować plastyczność i spowolnić ich pogłębianie się, ale tak naprawdę to najlepiej byłoby zaatakować te zmarszczki od przyczyn (przez peptydy i masaże, dużo piszę na blogu na ich temat) i fitry traktować jako wisienkę na torcie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. A ja poleceń krem BB lub CC marki Erborian dostępny w Sephorach. Kocham je! Są cudowne i spełniają wszystko co lubię: mają w miarę wysoki filtr, polepszają koloryt mojej skóry i nawilżają;) Dużo podróżuje ale nie potrafię smarować się kremem 50 bo nie dobrze się czuje... 30 jest super i tylko tego używam;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam na stronę Sephory i żaden z dostępnych nie ma 30... Jeden BB nie ma nic, drugi ma 20, a CC ma 25 :(

      Usuń
  6. Kochana post jak zwykle kompletny i nie ma co tu dodać. jak się za coś bierzesz to kompleksowo! Brawo!! polecam wszystkim moim koleżanką twoją stronkę. jedna nawet zaczęła nakładać filtry :)

    Aniu czy możesz polecić jakiś dobry balsam do ciała? Chodzi o to aby dobrze nawilżał suchą skórę, miał dobry skład i najlepiej aby był dostępny stacjonarnie :)

    z góry dziękuję,
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam pytanie z innej beczki, póki sprawa jest jeszcze w miarę świeża, a mianowicie przebarwienia po wypryskach. Mają ok. 1,5-2 tygodnie. Wiesz może jak się ich pozbyć, albo chociaż rozjaśnić? Są różowo- czerwonawe. Próbuję kremem mikrozłuszczającym Liście Manuka z Ziaji i pastą z tej samej serii, trochę też Brevoxylem, ale niestety nie widzę po tym żadnej różnicy :(
    Nie wiem czy ma to jakieś znaczenie, ale może lepiej dodam, że nie borykam się z trądzikiem, po prostu ostatnio wyskoczyło mi kilka niespodzianek (które swoją drogą dłuuugo się goiły), nie jestem też w wieku nastoletnim a studenckim. Mam jasną cerę, nie używam podkładów, więc te przebarwienia są (jak mi się wydaje) dosyć mocno widoczne. Nie wiem już co robić, dlatego bardzo proszę o jakąś poradę :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Fantastyczny wpis! U mnie krem z filtrem ląduje na twarzy praktycznie codziennie :)
    Choć dzisiaj, jak siedzę w domu i jest mega pochmurno, to sobie odpuściłam - zamiast tego jest serum z witaminą C i lekki krem na dzień z filtrem 10. A do dłuższego siedzenia przy biurku przy komputerze i tak zasłaniam okno. (PS. dopisałabym do Twojej listy serum z antyoksydantami, witaminą C i takie tam:)).
    Okulary przeciwsłoneczne muszę sobie wreszcie kupić! Jak na razie mam takie tylko zwykłe z HM, ale niestety porządne okulary to taki wydatek, że co roku go odkładam :( za to kapelusz noszę prawie zawsze i to rzeczywiście działa! A oprócz kremu z filtrem używam podkładów i pudrów mineralnych z filtrem, azjatyckich kremów BB oraz serum antyoksydacyjne z witaminą C. Do tego unikam słońca, nie lubię się opalać. I jem dużo warzyw, warzywa są dobre na wszystko :D Jestem bladziochem cały rok i lubię to :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam twojego bloga. Ja przez 5 lat używałam filtry aż odkryłam koreańskie BB firmy skin79. Różowy jest dla mnie przecudowny chociaż ma tylko SP30 i to mnie martwi. Nie używam kwasów ani żadnych obecnie cięższych kremów ale mam 35 lat więc filtr w roli ochory jedynie.Zakupiłam więc złoty ze ślimakiem gdyż ten oferuje spf50 ale bardzo mnie wysusza w okolicach ust i nosa. Żaden krem nawilżający sobie z nim nie radzi.Czy mogłabym prosić o poradę jak sobie z tym radzić? Szkoda mi wyrzucić a zwykła pielęgnacja nawilżająca nie pomaga (nie używam żadnego serum bo się nie znam).Będę bardzo wdzieczna za poradę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bez filtrów nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania :) Tym bardziej, że równiutko, od 1 września rozpoczęłam kurację Zorackiem, do której tym razem mam zamiar w pełni się przyłożyć i w okresie wiosenno - letnim efekt jego stosowania utrzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej czy to prawda?:
    "CZY KREMY Z RETINOLEM MOŻEMY STOSOWAĆ LATEM ORAZ ZIMĄ?

    Tak, jak najbardziej. Nieprawdą jest, że retinol działa fotouczulająco. Obecnie kosmetyki zawierające retinol zostały tak opracowane by nie powodować podrażnień pod wpływem słońca. Dodatkowo retinol jest bardzo potrzebny skórze podczas naprawy uszkodzeń, które zostały spowodowane działaniem promieniowania słonecznego. Zatem jego stosowanie w okresie lata oraz zimy jest jak najbardziej wskazane."

    zródło:https://dermaestetic.pl/uroda/w-jaki-sposob-stosowac-kosmetyki-z-retinolem/

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej Aniu, czy serum gilolowe z Beilendy szczypie po nałożeniu? Czytałam przed chwilą opinie na wizażu i dziewczyny pisałąy ze bardz oszczypie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu, ostatnio natknęłam się gdzieś na ciekawostkę, że krople dla dzieci z wit. C mogą być tańszą a równie skuteczną alternatywą dla serum z wit. C, co o tym sądzisz? :)
    Oraz chciałabym dowiedzieć się co sądzisz o tym artykule

    http://porady-kosmetologa-dobra-kosmetyczka.blogspot.com/2014/11/peptydy-dlaczego-nie-warto-kupowac.html

    czy pani kosmetolog ma rację i naprawdę kosmetyki z peptydami muszą być drogie by były skuteczne?

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu, podrzucam temat na wpis ;)

    Bardzo chętnie poczytałabym o pielęgnacji cery (twarzy) z rogowaceniem okołomieszkowym. Bardzo szybko się zanieczyszczającej, z tendencją do odwadniania i wrażliwej.

    Pozdrawiam serdecznie
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  15. Aaa, no i kwestia stosowania retinoidów i kwasów w niskich stężeniach na twarz w ciąży i tuż przed. Jak to w końcu jest z barierą łożyskową, ile przed ciążą należy odstawić te specyfiki, itd. Ja mam informacyjny mętlik ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger