7/21/2014

ABC ochrony przeciwsłonecznej


Zerkam na tytuł tego posta i od razu ciśnie mi się na usta pytanie: dlaczego w ogóle chronić się przed promieniowaniem słonecznym, tak jakby było ono czymś złym? Słońce jest źródłem życia na Ziemi, powoduje produkcję witaminy D w skórze, chroni przed depresją i ma szereg innych korzyści, prawda? No, prawda – tylko, że nie cała.


Warto mieć na uwadze, że wszystko ma swoje wady i zalety, a prawie wszystko jest dobre dla nas tylko w umiarze. A powodów do "filtromaniactwa" może być wiele:
  • lęk przed nowotworem skóry (szczególnie u osób, których członek rodziny na niego chorował); 
  • ochrona przed poparzeniami słonecznymi: zwłaszcza u ekstremalnie bladolicych rudzielców (fototyp I), którym zaszkodzić może nawet umiarkowana ekspozycja na słońce; 
  • protekcja skóry w trakcie i po niektórych zabiegach oraz kuracjach, np. kwasami czy retinoidami; 
  • skłonności do przebarwień: nie tylko tych patologicznych, ale też piegów (często znienawidzonych przez ich posiadaczki); 
  • ochrona młodości skóry: światło słoneczne odpowiada za znaczną większość procesów starzenia cery i że chroniąc się przed nim – przedłużam jej młodość;
  • BO TAK, bo podoba mi się jasna karnacja i taką właśnie chcę trzymać! 

Jeśli więc możesz odnaleźć swój opis choć w jednej z powyższych grup, to ten wpis jest dla Ciebie :) Jeśli wyżej wymienione powody nie dały rady Cię zainteresować, może zrobią to poniższe ciekawostki...



źródło

Poznajcie jednojajowe bliźniaczki: Gay Block po lewej i Gwyn Sirotę po prawej. Na zdjęciu panie mają po 59 lat i widać, jak różnice w stylu życia wpłynęły na ich wygląd. Obie urodziły się w Baltimore i Gwyn mieszkała tam całe swoje życie, podczas gdy Gay przeniosła się do słonecznej Kalifornii (gdzie m. in. opalała się na plażach nudystów), następnie przepracowała charytatywnie kilka lat w Chinach i Tajlandii, a potem na stałe osiedliła się na Hawajach. Wszystko to można wyczytać z jej twarzy, bo cera na zdjęciu po lewej wydaje się należeć do dziesięć lat starszej osoby.



Filtromaniaczki opanowały nawet Kwejka ;) 

Więcej o mechanizmach starzenia przeczytacie w moim tekście:


Tematykę rozszerzam w wielu innych tekstach o pielęgnacji przeciwstarzeniowej.

Jeśli więc z tych czy innych powodów jesteście skłonne sięgnąć po ochronę przeciwsłoneczną, to przejdźmy do następnej części:

 Czym się chronić?

Ochronę przed słońcem może zapewnić nam szereg substancji: od minerałów, poprzez związki chemiczne, aż po naturalne filtry występujące w przyrodzie. Nie każdy jednak chroni nas tak samo, przed tym samym spektrum światła i z taką samą mocą. Ochrona filtrów naturalnych (do których należy na przykład olej z pestek malin, masło kakaowe czy witamina E) jest właściwie niemierzalna, stąd prawdziwe filtromaniaczki traktują je raczej jako uzupełnienie „standardowej” pielęgnacji. Z kolei wadą filtrów mineralnych jest powszechne utrapienie – bielenie twarzy. Jest to zasługą składników tych filtrów, to jest dwutlenku tytanu (Titanim Dioxide) oraz tlenku cynku (Zinc Oxide), które przed światłem chronią odbijając je niczym lustro – stąd częsty efekt białej twarzy, zwłaszcza na fotografiach.

Wydawałoby się, że świętym Graalem filtromaniaczek będą filtry chemiczne, których jest cała gama. Niestety, wybranie pochodzenia filtru to dopiero początek zabawy ;) Ważna jest jeszcze jego moc, fotostabilność, stabilność chemiczna oraz oczywiście cena i dostępność. Po kolei omówię teraz wszystkie przeszkody, które czyhają na początkującą filtromaniaczkę ;)


ODPOWIEDNIA MOC FILTRA

Idąc na plażę kupujemy kosmetyki do opalania o różnej skali. Zalecany SPF (Sun Protection Factor, czyli czynnik ochrony słonecznej) na pierwsze dni opalania dla jasnych blondynek ma wartość 30, więc wydaje nam się, że jeśli nasz krem na dzień bądź podkład będzie miał SPF 25 czy 15 to wciąż zapewni nam ochronę bardzo wysoką. Jest to częsty błąd, i to podwójny.

Po pierwsze: SPF 25 od SPF 30 nie różni się arytmetycznie, o 5/30 (czyli o ~17%). Różnią się logarytmicznie, więc filtr 25 jest pięć razy słabszy od „trzydziestki”. Tym samym SPF 15 nie zapewni Ci połowy tego, co trzydziestka, tylko jedną piętnastą – około 7%... Nie jest to zbyt wiele, prawda?

Po drugie, kremów na dzień i podkładów nie obowiązują takie normy jak kremów przeciwsłonecznych i kompletnie nie wiadomo w jakim stopniu chronią one przed promieniowaniem UVA: kluczowym, jeśli jednym z powodów filtrowania jest ochrona przed starzeniem skóry.

Od przedstawiciela firmy Ziaja wiem, że istnieje w przypadku kremów przeciwsłonecznych obowiązek badania parametrów obowiązkowych „(...) przy produktach ochrony przeciwsłonecznej (...) wartość UVA podzielona przez wartość SPF musi być > lub = od 1/3” [wyrażana w PPD].

Co więcej, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że promienie słoneczne trafiają do naszej cery przez cały rok, niezależnie od klimatu, pogody a nawet od tego czy przebywamy wewnątrz bądź na zewnątrz. A przecież ze stoków narciarskich wracamy mocno opaleni nie bez powodu! Tylko część promieniowania UV zatrzymuje się na chmurach albo okiennych szybach; ogromna część dociera do Twojej twarzy nawet teraz, gdy czytasz ten post w zaciszu swojego mieszkania. Pogoda, pora roku czy strefa klimatyczna mają oczywiście znaczenie, dlatego w Polsce utartym w praktyce (czyli na Wizażu ;) ) standardem jest na co dzień: SPF 30+, a latem i gdy spędzamy dłuższy czas na zewnątrz: SPF 50+.




DOBRY FILTR – CZYLI JAKI?


Oczywiście, są zwykłe kremy oraz podkłady oferujące taki poziom ochrony (przynajmniej na poziomie SPF), a jednak filtromaniaczki uparcie trzymają się swoich kremów przeciwsłonecznych. Oczywiście jest to podparte różnymi powodami, z których kluczowymi są fotostabilność i stabilność: dwa pojęcia o podobnych nazwach, lecz mocno innych znaczeniach.

Fotostabilność określa czy nałożony na skórę filtr rozkłada się pod wpływem słońca, czy chroni ją stale. Znalezienie kosmetyku fotostabilnego jest bardzo ważne, bo w przeciwnym wypadku konieczna będzie ponowna aplikacja kremu w ciągu dnia (i to co kilka godzin), co samo w sobie jest już uciążliwe, a jeśli nosi się na nim makijaż taki jak podkład czy puder – często niewykonalne.

Na szczęście, niezastąpione Wizażanki zebrały nazwy filtrów fotostabilnych do kupy i w tym linku znajdziecie ich pełną listę (stan na rok 2008). Tak więc tu zachęcam Was do osławionego przez wszystkie możliwe -maniaczki czytania składów przed zakupem: czy to w Internecie, czy też w sklepie.

Stabilność (dla ułatwienia zwana też przeze mnie stabilnością chemiczną) mówi o tym, czy składniki filtru nie ulegną rozkładowi w kontakcie z innymi substancjami chemicznymi. Tu głównym winowajcą jest słynny Parsol 1789 (znany też jako Butyl Methoxydibenzoylmethane, Avobenzone czy Octinoxate). Jego destabilizatorami są głównie talk, mika, dwutlenek tytanu, tlenek cynku czy tlenki żelaza (pigmenty), a ponieważ są to składniki chyba 99% kosmetyków kolorowych – ochrona zapewniana przez Parsol jest praktycznie żadna (u osób, które noszą jakikolwiek makijaż). Jest jednak jeszcze coś takiego jak stabilizatory Parsolu, czyli składniki utrudniające jego degradację nawet jeśli zetknie się z destabilizatorem. Należą do nich:
  • octocrylene 
  • 4-methylbenzylidene camphor 
  • tinosorb s 
  • tinosorb m 
  • butyloctyl salicylate 
  • hexadecyl benzoate 
  • butyloctyl benzoate 
  • mexoryl sx 
  • diethyhexyl 2,6-naphthalate (DEHN) 
  • diethylhexyl syringylidene malonate (DSM). 

Ja Parsolu mimo wszystko unikam, ewentualnie toleruję gdy jest jednym z kilku filtrów w danym preparacie oraz towarzyszą mu stabilizatory. Ale oczywiście da się znaleźć zwolenniczki innych poglądów i nie roszczę sobie prawa do głoszenia jedynej słusznej prawdy ;)




Bo wybór to dopiero połowa sukcesu...

Skoro mamy już wybrany odpowiedni filtr, mogłoby się wydawać, że to już koniec kłopotów. Jest jednak jeszcze parę spraw, o których chciałabym wspomnieć.

Myślę, że określenie „wolne rodniki” nie jest już raczej niczym zagadkowym, ale na wszelki wypadek przypomnę: są to substancje, które na skutek metabolizmu w skórze stały się wysoce reaktywne i przez to mogą uszkodzać jej strukturę przyspieszając procesy starzenia. Niestety, niewykluczone jest, że filtry chemiczne mogą generować takie substancje. Dlatego istotne jest, by taki filtr nakładać na krem bądź serum z antyoksydantami (przeciwutleniaczami): idealnym wyborem będzie witamina C lub kompleks A, C i E, warto też zainteresować się produktami z astaksantyną.

Ważną rzeczą jest objętość kremu, którą na siebie nałożymy. Ponieważ wartości faktorów wyliczane są bardzo precyzyjnie, takie są też zalecenia ich stosowania. Ogólnie zaleca się na samą twarz 1-1,25 ml lub 1,5-1,8 ml na twarz, szyję i dekolt. Bardzo polecam odmierzanie strzykawką (przynajmniej na początku): będziecie w szoku ile tego kremu jest... Moim zdaniem najlepszym sposobem jest podzielić to na dwie porcje i nałożyć najpierw jedną, a gdy ta w miarę przeschnie - drugą.


Filtr musi się wchłonąć bądź zastygnąć – daj mu na to co najmniej 20 minut. Następnie możesz nałożyć makijaż. Tu uprzedzam o (moim zdaniem) największym minusie filtrów: te kremy są tłuste. Nawet jak nie są bardzo tłuste, to trzeba ich nałożyć na twarz dwie grube warstwy. Nie wchłoną się nigdy do końca zostawiając na twarzy film, którego nie wolno ścierać na przykład bibułkami-absorbentkami.

Myślę, że nawet nałożenie podkładu dłońmi czy pędzlem języczkowym zepsuje ich efekt, a warto pamiętać, że tu (i w przypadku wspomnianej wyżej objętości) działa ta sama zasada co z mocą filtrów, czyli jej drastycznie szybki spadek wraz ze zmniejszoną ilością użytego czy pozostawionego na skórze kosmetyku. Cytując Wizaż: „przy 0,5 ml z SPF30 robi się SPF5, a z SPF50 – SPF7”.

Dlatego ja bardzo polecam przy filtrach nakładanie podkładu pędzlem typu flat top (kabuki albo jeszcze lepiej skunksem duo fibre) lub rezygnację z niego na rzecz samego pudru, którym delikatnie omiatamy twarz.



Ponadto tego ważne jest, by nie ścierać kremu w ciągu dnia: nie dotykać twarzy, nie pozwalać mu spłynąć z potem i tak dalej. W przeciwnym razie pomimo fotostabilności kosmetyku powinno się go w ciągu dnia uzupełniać.

Mam nadzieję, że ten post się Wam przyda (nie tylko latem!) i przynajmniej niektórych zachęci do zgłębienia tej dziedziny wiedzy. Przypomnę, że poradnik ten to „ABC ochrony...”, nie zaś „Wszystko o...” i chciałabym to podkreślić z całą mocą. Liczę, że to nie dyskwalifikuje go w Waszych oczach, a lektura sprawiła Wam przyjemność :)

Jeśli temat Was zainteresował, zachęcam do zajrzenia do zakładki FILTRY, która w menu o góry znajduje się w części "Ulubione tematy" nie bez przyczyny ;)

Filtrujcie się zdrowo :*

A.










1 komentarz:

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger