3/31/2017

Peptydy w pielęgnacji cery.


Peptydy w kosmetykach to temat, który chciałam poruszyć już od bardzo dawna. Problem polega na tym, że jest to niesamowicie szybko rozwijająca się dziedzina, a nie mam dostępu do wszystkich źródeł do jakich chciałabym mieć ;) Chcąc napisać tekst w pełni wyczerpujący temat odkładałam go w nieskończoność, aż w końcu dotarło do mnie, że idąc tą drogą – nigdy go nie opublikuję. Dlatego prezentuję Wam ten tekst wiedząc, że po pierwsze jest to tylko wstęp do tego, co chciałabym tu przedstawić, oraz że zapewne lada moment co najmniej część informacji zdezaktualizuje się… Tym niemniej, mam nadzieję, że przynajmniej na teraz okaże się dla Was wystarczający. Zapraszam :)

Zacznijmy od wyjaśnienia, czemu peptydy są tak ważną, odrębną grupą aktywnych składników w naszych kosmetykach. Posłużę się tu pewną (niedoskonałą! o czym za chwilę…) analogią.

Wyobraźmy sobie, że chorujemy – na przykład na zapalenie płuc. Jest kilka kroków, które możemy zrobić w celu poprawy naszego stanu zdrowia:

1. Proste zalecenia: leżeć w domu, oszczędzać się, pić dużo wody, wygrzać się.
2. Domowe sposoby: syrop z cebuli, czosnek, imbir, w innych chorobach często zioła.
3. Lekarstwa: na przykład antybiotyki.

Wyżej wymienione sposoby różnią się między sobą między innymi tym, ile wiemy na temat ich skuteczności.

W pierwszej grupie mamy sposoby tak oczywiste, że aż trudno powiedzieć jak działają ;) Każdy Wam powie, że tak trzeba, ale… jak się nad tym zastanowić, w pierwszej chwili czasem ciężko jest wyjaśnić czemu to jest tak dobre i potrzebne. Nie każdy wie, że niewyleżana grypa może skończyć się zapaleniem mięśnia sercowego, albo że w gorączce tracimy tak dużo wody, że możemy doprowadzić się do odwodnienia. Na pozostałe zalecenia tego typu możemy nie znaleźć żadnych twardych uzasadnień, ani tym bardziej badań naukowych, bo udowadnianie „oczywistej oczywistości” w przypadku, gdy owe zalecenia są darmowe i bezpieczne (czytaj: nawet gdyby były przesadzone, to nikomu nie grożą ani powikłaniami, ani zbędnymi wydatkami) nie ma po prostu sensu.

W drugiej grupie mamy często ludowe mądrości, za którymi może, ale nie musi stać naukowe uzasadnienie. Obecnie chyba wszyscy już wiedzą, że cebula i czosnek to tak zwane naturalne antybiotyki, a imbir stymuluje działanie układu odpornościowego. Jest tu tylko kilka problemów: nie wiadomo ile dokładnie tych naturalności trzeba zjadać, żeby faktycznie wywołały określony efekt; często nie wiemy jaka postać jest najlepsza (wywar, odwar, napar, syrop, nalewka…) i tak dalej. Próbuje się to badać, ale badania te są trudne, bo wiele ziół i nie tylko zawiera złożone mieszanki różnych substancji czynnych i analizowanie ich pojedynczo może prowadzić do błędnych wniosków, a analiza wszystkich na raz jest w najlepszym razie ekstremalnie trudna. Jeśli chcecie zobaczyć jak takie dylematy wyglądają w praktyce, zajrzyjcie na przykład do posta Anwen na temat imbirowej wcierki na skórę głowy (klik!) i przeczytajcie dyskusję zaczętą 25 lutego 2017 21:27. Podsumowując: ogólnie wiemy, że różne ekstrakty roślinne mogą działać na określone sposoby, ale ciężko jest tu wymagać konkretów.

Trzecia grupa to leki. Leki są różne, ale w przypadku antybiotyków mówimy o leczeniu przyczynowym. Mamy infekcję bakteryjną i poza leczeniem objawowym, profilaktyką powikłań czy stymulacją odporności, stosujemy lek zabijający bakterie. Dodajmy: lek drobiazgowo przebadany między innymi pod kątem jego farmakokinetyki, czyli sposobu jego uwalniania z danej postaci, wchłaniania w określonym miejscu ciała, dystrybucji po całym organizmie, metabolizmu i wydalania. Wiemy dokładnie co podajemy, w jakiej ilości i formie, oraz przede wszystkim znamy tak zwany „punkt uchwytu” leku, czyli przykładowo określony inaktywowany przez niego enzym albo otwierany przez niego kanał jonowy.


Czym w pielęgnacji skóry są peptydy?


Jeśli ten przydługi fragment jeszcze Was nie uśpił, czas na właściwą analogię. Taką „oczywistą oczywistością” jest dla naszej skóry na przykład przeciętny krem nawilżający. Wiemy, że nawilżona skóra funkcjonuje (i wygląda) lepiej niż skóra odwodniona. Czemu? Aż chciałoby się powiedzieć: „No… po prostu tak jest” ;) A tak poza tym to krem nawilżający wygładzi fine lines, a w przypadku odwodnionej, wiotkiej, czasem wręcz pergaminowatej skóry da efekt błyskawicznego liftingu. Większość z nas miałaby problem ze szczegółowym wyjaśnieniem dlaczego, ale bez wchodzenia w humektanty, okluzję, TEWL i tak dalej – wiemy, że jest to dla naszej skóry dobre.

„Domowe sposoby” to dla naszej cery wszelkie wyciągi roślinne i naturalne oleje. Ogólnie wiemy, że nam służą, ale w konkretach nie wiemy często czy i jak działają. To znaczy, oczywiście, można doczytywać w książkach zielarskich czy na stronie doktora Różańskiego o bardzo konkretnych flawonoidach, garbnikach itp., ale ile jest ich w ekstrakcie? Ile samego ekstraktu w kremie? Ile flawonoidu będzie w słoiczku pół roku po jego otwarciu? Ile z tego przeniknie naskórek? Czemu część z nas pod niebiosa wychwala pielęgnację skóry olejem arganowym czy kokosowym, a u mnie argan nie zrobił nic, a kokos zapchał? W mojej opinii to śliski temat. Każdy naturalny olej czy ekstrakt w moim kosmetyku niezmiernie mnie cieszy, ale traktuję je jako wsparcie dla substancji z grupy trzeciej.

A w trzeciej grupie są wszelkie składniki wycelowane w konkretne szlaki metaboliczne naszej skóry. I ja uważam, że peptydy w kosmetykach to najbliższe, co w pielęgnacji mamy do leków. Mogą w komórkach lub macierzy pozakomórkowej wywołać określone działanie w określonym mechanizmie. Są poddawane badaniom, bo koncerny które je opracowują, muszą przedstawić firmom kosmetycznym jakieś argumenty za tym, aby je zakupiono i wprowadzono do kosmetyków. Oraz, co ciekawe, podobnie jak leki często naśladują istniejące w przyrodzie substancje. Dokładnie tak jak aspiryna (kwas acetylosalicylowy) jest ulepszoną wersją kory białej wierzby, a antybiotyk penicylina – niektórych gatunków grzyba pędzlaka :) Niestety, na tym podobieństwa się kończą.

Czy peptydy leczą skórę?


Po pierwsze, w przypadku leków bada się nie tylko samą substancję, ale i całe zawierające ją preparaty. W przypadku kosmetyków – no, tak nie za bardzo. Najczęściej mamy do czynienia z jakimś śmiesznym badaniem, pod tytułem max. 30 kobiet smaruje się kremem i same oceniają, czy stan skóry się poprawił. W mojej opinii takie badanie jest totalnie bezwartościowe i od dawna już nie patrzę na te słupki i procenty, którymi pokryte są opakowania co drugiego kosmetyku w drogerii. Dodam też, że kiedy szukam informacji o konkretnych składnikach kosmetycznych, to te badania z koncernów również robione są zwykle z ułamkiem drobiazgowego zaangażowania w zobiektywizowanie wyników, tak typowego dla badań farmakologicznych. Mam świadomość, że jest to inna dziedzina i rządzi się ona własnymi prawami, ale z kronikarskiego obowiązku muszę zwrócić na to Waszą uwagę: nie każde badanie przywoływane przez producentów kosmetyków ma wartość. Statystyka i metodologia to klucz do poprawnego interpretowania ich.

Po drugie, z tymi bardziej wyrafinowanymi substancjami w kosmetyce zawsze pojawiają się nieśmiertelne problemy z ich stabilnością i przenikalnością. Oczywiście, po opracowaniu pierwszych generacji peptydów, pracuje się już nad nowszymi, które mają mieć nie tylko lepszą skuteczność, ale i być „łatwiejsze w obsłudze”, ale to wszystko dopiero się rozwija i potrzeba na to czasu.

No okej, ale co właściwie peptydy mają robić, że tak bardzo chcemy ich obecności w naszych kosmetykach?

Kurczę, w sumie to prawie wszystko.



Mechanizm działania peptydów


Jak wiecie albo nie wiecie, różne części naszego organizmu mogą porozumiewać się ze sobą na mnóstwo różnych sposobów. Od impulsów elektrycznych w układzie nerwowym, przez wszelkie przepływy jonów, aż po znane nam wszystkim hormony. Jest jednak grupa przekaźników, które są tu dla nas szczególnie ważne: mówimy o cytokinach.

Cytokiny to małe białka, których nasze komórki używają do kontaktowania się ze sobą. I peptydy w kosmetykach często* mają udawać właśnie ich działanie. Z tego względu na użytek tego posta podzielę peptydy kosmetyczne pod kątem efektu na trzy podstawowe grupy:

  • peptydy zwiększające gęstość skóry (ogromne uogólnienie!)
  • peptydy antyzapalne
  • *peptydy miorelaksacyjne, które nie zawsze udają ludzkie cytokiny, a na przykład działanie botoksu (czyli jadu kiełbasianego) czy jadu żmii.

Chciałabym podkreślić, że to jest taki mój autorski podział, na moje własne potrzeby ;) A koniecznie trzeba mieć na uwadze, że większość peptydów wykazuje działanie mieszane: szczególnie te przeciwzapalne najczęściej w ten czy inny sposób wpływają także na gęstość skóry.

Planuję w odleglejszej przyszłości długi tekst o każdej z grup, ale dziś jest to po prostu fizycznie niemożliwe – muszę poprosić Was o odrobinę cierpliwości :) Ale pokrótce każdą grupę omówię już dziś.

Peptydy pogrubiające skórę


Czy, jak to ja wolę je nazywać – zwiększające jej gęstość. Bez wchodzenia w szczegóły (bo te chciałabym zachować na osobny post), skóra ma złożoną budowę: pod składającym się z pięciu warstw i miriady różnych struktur naskórkiem znajduje się skóra właściwa, a pod nią tkanka podskórna. Skórę właściwą tworzy siateczka włókien kolagenowych, elastynowych i retikulinowych zatopionych w macierzy złożonej także  z glikozaminoglikanów, glikoprotein czy proteoglikanów oraz komórek, w tym produkujących wymienione włókna fibroblastów.

Większość peptydów z tej grupy w ten czy inny sposób ma wspomagać zachodzące w tej warstwie procesy, które naturalnie zwalniają wraz ze starzeniem się. Peptydy mogą pobudzać fibroblasty do podziału (żeby było ich więcej) lub do syntezy włókien skóry właściwej, zwiększać syntezę wspomnianych wyżej proteoglikanów czy GAGów, hamować rozpad istniejących włókien, a nawet stymulować wzrost keratynocytów naskórka. Słowem: wszystko, by skóra była gruba, gęsta i jędrna.

Peptydów mających dawać takie właśnie działania jest wiele i warto szukać ich w składach naszych kremów. Przykłady? Proszę bardzo: Copper tripeptide complex (= Copper tripeptide-1 = GHK-Cu = Iamin), Syn-Coll (= Palmitoyl tripeptide-3/5), Acetyl tetrapeptide-9 (= AcTP1), Acetyl tetrapeptide-11 (= AcTP2), Tripeptide-10 (= Citrulline = Decorin-like tetrapeptide = Decorinyl).

W tej grupie znajdą się także kosmetyki z czynnikami wzrostu, na przykład EGF (rh-Oligopeptide-1), FGF (sh-Polypeptide-11) czy IGF (rh-Oligopeptide-2). Pionierem tej tematyki jest tu bez dwóch zdań Azjatycki Cukier, a ja przyznam bez bicia, że zupełnie nie kojarzę dostępnych u nas kosmetyków z tymi składnikami. W podsumowaniu będzie parę słów o tym, czemu nie jestem nimi aż tak zafascynowana…


Peptydy przeciwzapalne


Kiedy w naszym organizmie trwa stan zapalny, zaczyna się niesamowita gra cytokin. Prozapalne, choć może ze względu na nazwę kojarzą się negatywnie, pełnią tu ważną rolę: to dzięki nim organizm wie, że ma się przed czymś bronić i dokąd skierować armię białych krwinek. Jednak czasami jest tak, że choć nic złego się nie dzieje, cytokin prozapalnych jest wiele i wywołują stan zapalny, który jest nam zupełnie niepotrzebny. Jest to między innymi jeden z mechanizmów leżących u podłoża trądziku (o którym muszę w końcu kiedyś napisać!), a dodatkowo przyczynia się to do starzenia się skóry. Peptydy o działaniu przeciwzapalnym mogą nam tutaj pomóc.

W składach szukajmy: ponownie Copper tripeptide complex (= Copper tripeptide-1 = GHK-Cu = Iamin), ale też Heat shock protein (70) (= Hsp70, częściej pod postacią Artemia extract – wyciąg z larw solowca), Palmitoyl tetrapeptide-7 (= Palmitoyl tetrapeptide-3).

Bardzo ciekawie zapowiadającym się składnikiem jest dwukrotnie już wspomniany kompleks tripeptydu z miedzią, który ma również udowodnione działanie na blizny, bo rozbija agregaty źle zsyntetyzowanego kolagenu. Jeśli nie wiecie o co chodzi, zobaczcie idealną ilustrację z bloga Beatrice The Biologist:



Peptydy miorelaksacyjne


Na koniec zostawiłam sobie moją ulubioną grupę peptydów: peptydy miorelaksacyjne, czyli w wolnym tłumaczeniu: rozluźniające mięśnie. Jak wiecie z mojego tekstu -> o widocznych oznakach starzenia, uważam, że z każdym rodzajem zmarszczek należy walczyć w wycelowany w nie sposób. Na zmarszczki mimiczne ma szansę pomóc relaksujący masaż, ale można też „porazić” mięśnie inną metodą: inwazyjną (jak botoks) lub nieinwazyjną – i tu właśnie z pomocą przychodzą nam peptydy.

W kosmetykach szukamy: acetyl hexapeptide-3 (= acetyl hexapeptide-8 = Argireline), wagleryny (Waglerin-1), Syn-ake® (= Tripeptide-3 = dipeptide diaminobutyroyl benzylamide diacetate), Pentapeptide-18 (= Leuphasyl), Pentapeptide-3 (= Vialox).

Mała uwaga: badania wykazały, że umiarkowane działanie Leuphasylu i mocniejsze działanie argireliny dawały razem dużo mocniejszy efekt, niż stosowane osobno – jeśli macie możliwość wykorzystać tę synergię, to polecam (i zazdraszczam ;D).

No dobra, ten tekst ma już prawie sześć stron. Jeśli dotrwałyście do końca, to naprawdę szczerze podziwiam. Na koniec parę słów ode mnie, o moim prywatnym podejściu do peptydów.


Peptydy w mojej pielęgnacji przeciwstarzeniowej


Ponieważ nie cierpię na żadne przewlekłe stany zapalne skóry, peptydy o działaniu przeciwzapalnym nigdy specjalnie mnie nie interesowały i dopiero na potrzeby tego posta więcej o nich poczytałam. W razie czego pytajcie: nawet jeśli czegoś nie wiem, to postaram się dowiedzieć :)

Jednak moją miłością są zdecydowanie peptydy miorelaksacyjne. Pisałam o tym już wiele razy, między innymi w tekście o mojej aktualnej pielęgnacji twarzy i temat z pewnością będzie się tu przewijał, bo mam wiele pomysłów jak go rozwinąć :)

Na sam koniec zostawiłam peptydy pogrubiające skórę. Nie udało mi się znaleźć badań porównujących je, ale moim zdaniem te same efekty mogą dać nam po prostu stosowane zewnętrznie retinoil i jego pochodne. Oczywiście, mechanizm działania jest inny. Preparaty też inne, bez porównania wręcz: gdzie luksusowemu kremowi z czynnikami wzrostu do drażniącego retinolu, o jego złuszczających pochodnych na receptę nie wspominając! Ale z drugiej strony, z peptydami mamy ten problem, o którym wspomniałam w przydługawym wstępie: kwestie stężeń i przenikalności. Retinoidy są tu jednak o wiele łatwiejsze w kontroli, a szczegółowe stężenia są podawane nie tylko przy lekach, ale też przy sensownych kremach. Więc ja, Ania, osobiście wybieram retinoidy. Oczywiście, dobrym kremem z peptydami nie pogardzę, ale większe zaufanie do skuteczności mam jednak w przypadku konkurencyjnej grupy składników ;) Natomiast zawsze chętnie będę polecać peptydy zwiększające gęstość skóry osobom, które retinoidów nie chcą lub nie mogą używać. Bo totalnie to rozumiem i absolutnie nikogo nie zamierzam na nic nawracać ;) Starałam się ten tekst napisać tak, żeby każda z Was mogła podjąć decyzję samodzielnie.


Więc, co wybierasz Ty? Retinoidy, peptydy, a może zupełnie inne środki prewencji przeciwzmarszczkowej? Z naszych komentarzowych dyskusji wiele się uczę, więc tym bardziej czekam na Wasze opinie. Przy okazji – jak chyba widać, mocno się przy tym tekście narobiłam. Myślę, że byłoby naprawdę MEGA fajnie gdyby jak najwięcej osób dostało tę wiedzę w swoje ręce, więc wyjątkowo proszę o to, żebyście dały temu tekstowi łapkę w górę na Facebooku: klikamy tu!, a potem kciuki w górę ;) Dzięki w imieniu i moim, i potencjalnych przyszłych czytelniczek <3


Wasza Ania



42 komentarze:

  1. Świetny post! Jeżeli chodzi o to co ja wolę? To jestem ogromną fanką zabiegów złuszczania kwasami:) Właśnie robię serię zabiegów z zastosowaniem kwasu szikimowego;) Na retinol jeszcze się nie zdecydowałam, nie odczuwam jeszcze takiej potrzeby, pomimo 29 lat (w tym roku) nie mam tak zmarszczek jak moje rówieśniczki uff. Wierzę, że to po części dzięki regularności zabiegów z kwasami (2 razy do roku na jesień i wiosnę), chronieniu skóry przed słońcem od 18tego roku życia (wcześniej nie byłam tak świadoma) i poprzez codzienną pielęgnację i higieniczny tryb życia (nie palę papierosów, alkohol bardzo sporadycznie i regularnie jestem aktywna fizycznie). Peptydy uważam za "fajny" dodatek do kosmetyków, właśnie kupiłam dla mojej starszej siostry serum z peptydami oraz rolkę do mezoterapii mikroigłowej i ciekawa jestem jak jej się spodoba :)
    Gdybym miała wybierać kolejność przeciwzmarszczkowych zabiegów to właśnie dla mnie pierwszeństwo mają kwasy, mikrodermabrazja, następnie mezoterapia mikroigłowa (tutaj mogą bć ampułki z peptydami), retinol, mezoterapia igłowa, lifting wampirzy czy jak to się nazywa :P a dalej to chyba już się nie posunę :P Wszystko uzupełniłabym masażem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacz Aniu jaka jestem zakręcona, robiłam poprzednio (3 serie po 6 zabiegów) kwasem szikimowym a teraz sięgnęłam po fitowy właśnie z retinolem, na razie 2 zabieg za mną.

      Usuń
    2. Zabiegi robisz w salonie czy sama ?

      Usuń
    3. Podbijam pytanie, Bogusiu :D

      No i ogólnie to jak najbardziej się zgadzam. Styl życia, dieta, rozsądna pielęgnacja, unikanie słońca to podstawy! :)

      Usuń
    4. Sama - jestem kosmetologiem :)

      Usuń
    5. O nie wiedziałam. Ale odwiedziłam przed chwilą Twojego bloga:)
      Masz śliczną cerę, ile masz lat jeśli można zapytać?

      A co byś poleciła dla 35latki? Cera wrażliwa, such czasami czerwieniąca sie na policzkach a na czle i brodzie lekko błyszcząca z roszerzonymi porami. Czasami na czole i/lub brodzie pojawiają sie wypryski ale sporadycznie.
      Mam lekki zmarszczki mimiczne na czole. Skóra pod oczami jest dosc cienka. Chciałamby trochę napiąć skórę twarzy aby byłą bardziej zwarta, napięta :)

      Usuń
  2. Jakie serum kupiłaś dla siostry? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z serii profesjonalnej Dr Norel

      Usuń
    2. Yonelle ma również serum z peptydami na bazie kwasu hialuronowego

      Usuń
    3. No właśnie zastanawiam sie nad kunpnem najnowszej linii Yonelle ale nie miałam od nich jeszcze nic. Bogusiu próbowałaś cos z Yonelle. Od Dr Norel też nie mam nic. Nissiax83 kiedyś bardzo polecała tonik z glukonolaktolem.

      Jakich filtrów uzywsz? Ja obecnie Anthelios ultralekki, troche się po nim świecę ale co tam prewencja przeciwzmarszczkowa najważniejsza :)

      Kasia, lat 34 :)

      Usuń
    4. Jejku, ale szkoda, że ani Yonelle, ani Norel nie wrzucają składów na swoje strony, strasznie ciężko coś znaleźć :(

      Usuń
    5. Z Yonelle znam głównie serię profesjonalną byłam też na ich szkoleniu. Piankę myjącą, tonik z kwasami,tonik hialuronowy, kwasy szikimowy oraz fitowy z retinolem (miałam 10-30%, 50% nie miałam), ampułki, serum hialuronowe oraz z peptydami, peeling enzymatyczny obecnie w formie pianki, maski w płatach, krem po zabiegach złuszczania.
      Z serii dla detalistów bardzo fajna maska z enzymami (young ful glow nr3), którą stosuje moja Mama (55 lat) i jej cera pięknie się po niej rozjaśniła, wygładziła i każdy mówi, że wygląda młodziej. Moja Mama nie należy do tych osób filtrujących się i godzinami dłubie w ogródki, więc taka zmiana zdecydowanie na +. Na dodatek ma cerę alergiczną. Klientki chwalą kremy do twarzy.
      Norela też znam, bo używałam i na studiach i w pracy. Bardzo lubiłam ich kwas migdałowy. Ten tonik właśnie kupiłam dla koleżanki, więc będę mogła się wypowiedzieć za jakiś czas jak efekty.

      Filtry ja na dzień używałam fluidu bb skin detox Clains spf 25, gdy przebywałam mało na słońcu w ciągu dnia, na zasadzie wyskoczyć do sklepu czy z samochodu do pomieszczenia zamkniętego. Gdy planowałam przebywać dłużej na słońcu np.na działce,na plaży czy spacerze, bieganie to spf 50 flosleku, koniecznie musiałam przypudrować i skóra mi się pod nim poci (ja w ogóle więcej się pocę) więc będę szukać czegoś innego, podobno filtr z SunOzon spf 50 jest specjalny do twarzy o matowym wykończeniu w niskiej cenie i nie zapycha.

      Aniu, skład serum Norel i Yonelle (seria pro) mogę Ci przesłać np. na instagramie, bo ostatnio dodawanie zdjęć na komputerze zajmuje mi wieczność.

      Usuń
    6. Będę mega wdzięczna! Interesuje mnie właściwie skład kosmetyku, który wg producenta ma działać przeciwstarzeniowo - te z witaminą C, peptydy, retinol, sama wiesz o czym najczęściej piszę :) Będę wdzięczna za każdą pomoc ^^

      Usuń
  3. Aniu masz jakies godne polecenia kremy z peptydami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z której grupy peptydów, do jakiej cery, z jakiej półki cenowej, co mają robić? :)

      Usuń
    2. Wprawdzie nie zadawałam powyższego pytania, ale też jestem bardzo zainteresowana poleceniem konkretnych preparatów - dla cery dojrzałej (46), naczyniowej, z utratą jędrności i elastyczności o działaniu miorelaksacyjnym oraz pogrubiającym skórę (nie używam retinoidów).

      Usuń
    3. Myślę nad kremem łączącym peptydy z obu grup i ciężko mi w tej chwili coś wygrzebać w pamięci :( Więc może coś łączonego? Na przykład Sidmool ma taką maseczkę do stosowania co drugi dzień (Royal Honey Peptide Deep Moisture Pack) ze wszystkimi trzema czynnikami wzrostu i do tego jakiś łagodniejszy produkt z Syn-Ake, np. ten krem: http://sklep.elfa-pharm.pl/pl/age-killing-effect-/174-age-killing-effect-krem-na-noc-na-zmarszczki-mimiczne-i-glebokie-linie-5904567054863.html ? :) On ma poza tym oleje (z róży damasceńskiej, arganowy, bawełniany, masło shea) i ogólnie fajny pod kątem cery naczynkowej skład.

      Usuń
    4. Dziękuję pięknie :) Już wszystko zamówiłam i będę stosować. Za jakiś czas wrócę i dam znać jak u mnie się sprawdziły te kosmetyki.

      Usuń
  4. To serum moze być fajne :)

    http://www.mojekosmetyki.pl/pl/p/Yonelle-MEDESTHETIC-Peptydy-40-skoncentrowane-serum-redukujace-zmarszczki%2C-ujedrniajace-i-wygladzajace-30-ml/8389

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. INCI: Aqua, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Palmitoyl Tripeptide-38, Phenoxyethanol, Ethylhexylflycerin.

      Fajnie szybko się wchłania (po zabiegach złuszczania), od razu daje efekt wypełnienia zmarszczek, napięcia skóry. Nie pozostawia lepkiej warstwy, polecam użyć krem na to serum. To akurat z serii pro, więc zakup dla osób nie z branży będzie utrudniony, ale mają chyba podobne dla detalu.

      Usuń
    2. Bogusiu a co sądzisz o serii Yonelle Medestethic? Dla kobiety w wieku 35 lat?

      Ewelina K.

      Usuń
  5. Retinoidy... kojarzą mi się z leczeniem trądziku, ale nie jestem na 100% pewna, ponieważ moja kuracja przebiegała dosyć dawno. Dobry trop?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej :) To chyba najsłynniejsze zastosowanie retinoidów :)

      Usuń
  6. Korcą mnie retinoidy, ale boje się podrażnienia. Dopiero raczkuję z kwasami, więc pewnie nie szybko nie będę wprowadzać nowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo, ale to bardzo zdrowe podejście! Jak pomagam dziewczynom układać schematy pielęgnacji to praktycznie zawsze namawiam, żeby jak najwięcej kosmetyków zostawić sprawdzonych (jeśli takie mamy), a nowości wprowadzać stopniowo, nawet jeśli nieodpakowane przesyłki korcą ;)

      Usuń
    2. ja widzę dziewczyny spokojnie i na chłodno do retinolu i retinoidów podchodzą a ja bezczelnie wychwalam go pod niebiosa - właściwie nie sam kwas, a delikatne stężenie w kosmetykach i najtańszą maść z witaminą A, która uratowała mi skórę i twarz.

      Usuń
  7. Droga Aniu,
    WoW co za tekst <3 czuje się jak po ciekawym wykładzie, dochodzę jednocześnie do wniosku, że może potrzebuje czegoś innego niż mi się wydawało.
    Dziękuję za sugestię Cetaphilu, ale stoi u mnie nie kochany - czuje się po nim, brudna? niedomyta? nie umiem tego nazwać wprost ale to nie dla mnie. Physiogelu do mycia nie używałam, miałam krem, niestety ale miał się nijak do Pharmacerisa N, o którym pieje u siebie w koło. Wiele produktów "extra nawilżenie" jest dla mnie za słabe.
    I dlatego po przestudiowaniu Twojego tekstu dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie oprócz dostarczenia sobie kolagenu/elastyny do organizmu przez żywność, potrzebuję "zagęścić" skórę, co powinno zmniejszyć utratę wody.
    dodatkowo dochodzi do tego pytanie czy nie mam jakichś alergii, również na składniki kosmetyków, a metoda prób i błędów - tak bardzo lubiana przez dermatologów - jest strasznie straszna, nie polecam. Zapraszam za to do siebie i do spisania mam nadzieję niebawem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie ma co żelu Physiogel oceniać po jakości kremu tej samej marki, bo większość marek dermokosmetyków ma moim zdaniem koszmarnie nierówną ofertę, od najgorszych bubli po moje największe miłości. Oczywiście nie namawiam, bo niczego nie mogę zagwarantować, ale sugerowałabym np. popytać w aptekach o próbki Physiogelu - a nuż? :)

      Nie wiem jak ogólnie pielęgnujesz skórę, bo być może wystarczyłoby ogarnięcie kwestii humektantów i emolientów, ale jeśli tu masz już wszystko dopięte na ostatni guzik to takie "pogrubianie" skóry powinno w przypadku skrajnego odwodnienia jej pomóc.

      Usuń
    2. Czesc Aniu :)

      Wlasnie przygladam sie tym kremom Age Killing Effect z Vis Plantis i nie wiem na co sie zdecydowac, krem czy serum. Mam 28 lat, skore tlusta, od dziecka linie pod oczami, ktore zaczely sie "rozdwajac", czyli przeksztalcaja sie kurze lapki. Na skorze pod oczami w kierunku skroni zaczynaja sie pojawiac drobne linie. Odwodnienie czy poprostu starzenie, sama nie wiem? Na czole mam juz utrwalone zmarszczki mimiczne. Stad moje pytanie co Twoim zdaniem bedzie lepsze? Kilka komentarzy wyzej polecilas krem, ale pytanie bylo wlasnie o niego. Co wg Ciebie powinnam zaczac stosowac? Serum(4%) i nawilzac dodatkowo czyms innym czy krem(1%) tez pod oczy, bez potrzeby dodatkowego nawilzania?

      Pozdrawiam
      Magda

      Usuń
    3. Dopisuje pytanie: moze polecasz inne produkty? Zaczynam lekko panikowac, bo czas uplywa, a ja nie mam odpowiedniej pielegnacji, nawet dobrze nawilzajacej :(

      Usuń
    4. Cześć :)

      Z Twojego opisu wnioskuję, że te zmarszczki to raczej miks mimicznych i tzw. fine lines spowodowanych odwodnieniem skóry, ale w sumie to przydałby się tutaj opis Twojej obecnej pielęgnacji, który może (choć nie musi) to potwierdzić albo zdementować.

      To serum też jest dosyć nawilżające, wysoko w składzie ma glicerynę i betainę. Wstępnie do głowy przyszło mi to, żeby do Twojego schematu pielęgnacji (albo obecnego, albo lekko poprawionego jeśli chciałabyś w nim coś zmienić) dołożyć to serum do stosowania jako krem pod oczy i w okolice - proponowałabym używanie go na mniej-więcej takim obszarze, jaki pokrywa maska Zorro :D

      Co sądzisz? :)

      Usuń
    5. Dziekuje za oszalamiajaco szybka odpowiedz ;) Nie jestem stala czytelniczka blogow, ale Twoj mam na liscie w zakladkach i kiedy mam czas to zagladam :)
      Musze napisac, ze mieszkam w Niemczech i mam dostep do innych kosmetykow niz w Polsce. Niektorzy tego zazdroszcza, ale "za miedza, u sasiada" wszystko wyglada lepiej. Jesli chodzi o kosmetyki to Polska jest w czolowce, a nie Niemcy ze swoim dm czy Lavera ;)
      Moja pielegnacja w ostatnich miesiacach wola o pomste do nieba. z wszczepionej przez "internet" nienawisci do chemii w kosmetykach zaczelam uzywac tylko naturalnych kremow, ktore skladaja sie glownie z olejow, masel i alkoholu jako konserwantu. Postaram sie opisac co uzywalam w ostatnich miesiacach.
      Do demakijazu uzywalam mieszanki oleju slonecznikowego z emulgatorem, potem jakiegos delikatnego zelu myjacego, ale nie zawsze. Olej oczyszczal dobrze, wiec zel uzywalam jak mialam wrazenie, ze skora jest niedomyta.
      Toniku nie uzywam, bo nie znalazlam zadnego z dobrym skladem, wiec uzywalam wody rozanej w sprayu.
      Na to krem. Zima byl to balsam do ciala z Lavera (zurawina i olej arganowy) lub maslo do ciala z Alverde z olejem makadamia i maslem shea + kilka kropel olejku tamanu.
      Rano mycie delikatnym zelem lub wspomnianym olejkiem z emulgatorem i krem do rak z tej samej serii Lavera. Od miesiaca uzywam kremu do twarzy z Alverde.
      Balsam do ciala i krem do rak na twarz? Mialy o wiele lepsze sklady niz wiele kremow do twarzy, a byly w domu, dlatego ich uzywalam.
      Poziom nawilzenia byl bardzo dobry, chociaz pod oczami bylo troche za sucho.
      Uzywam glinke ghassoul, zielona, rozowa i peeling enzymatyczny z owocow tropikalnych oraz maski algowe. Czasem peeling kawowy, ale masuje delikatnie, jesli zauwaze duzo suchych skorek na policzkach, bo inaczej sie ich nie moge pozbyc.
      Tak z grubsza to wszystko o czym pamietam.
      Sklady zaraz dopisze.

      Czekam w napieciu na Twoja opinie ;)

      Magda

      Usuń
    6. Taka eko-pielęgnacja jak najbardziej u wielu osób może się sprawdzać i nikomu jej nigdy nie odradzam, ale są sytuacje kiedy oleje i ekstrakty to trochę mało i w mojej opinii pielęgnacja przeciwstarzeniowa właśnie do takich sytuacji należy.

      Tu chciałabym uściślić co dokładnie Cię interesuje. Jeśli czytałaś moje inne posty i dyskusje z komentarzy to wiesz pewnie, że pasjonuje mnie prewencja oznak starzenia, w której pierwsze skrzypce gra ochrona przeciwsłoneczna i witamina C. Natomiast gdybyś chciała przede wszystkim skupić się na zwalczaniu tego, co już się pojawiło, to bardziej skoncentrowałybyśmy się na peptydach, może też retinolu.

      Obie działki mocno się przenikają (większość preparatów z retinolem wymaga stosowania filtrów, a z kolei peptydy to składnik dobry właściwie dla każdego, i tak dalej... Ale chciałabym upewnić się co jest dla Ciebie najważniejsze :) I o jakich półkach cenowych mówimy? I jak bardzo chciałabyś zostać przy naturalnej pielęgnacji?

      Usuń
    7. Jestem na wszystko otwarta :) Chodzi mi o zwalczanie tego, co juz sie pojawilo, ale i przeciwdzialanie nowym zmianom. Chyba naleze do tych osob, ktore czuja sie wiecznie mlodo, ale cialo samo im przypomina, ze nie maja juz 18 lat ;)
      Jesli chodzi o ceny to patrzac okiem mojego partnera krem do twarzy za 100 zl to troche za duzo ;) Do 80 zl za jeden produkt powinno byc w sam raz. Oczywiscie jesli cos jest warte swojej ceny to i to rozwaze. Cialo mamy tylko jedno, a nie wiadomo, jak dlugo przyjdzie nam zyc, prawda? ;)
      Od dawna szukam kremu z filtrem, ale na szukaniu sie skonczylo, bo na nic sie nie moglam zdecydowac. Chyba nie lubie eksperymentow, a moze raczej wyrzucania pieniedzy w bloto, co sie czasami zdarza.
      Mysle, ze moim najwiekszym problemem jest nierowna powierzchnia skory, zwlaszcza na policzkach i problem "zapychania". Zaskorniki mam odkad pamietam i pory za nic nie chca sie oczyszcic. Retinol bylby tu chyba podwojnie skuteczny. Czy myle jego dzialanie z retinoidami?
      Podsumowujac chce nawilzac, zminimalizowac juz powstale i zapobiec nowym zmarszczkom oraz moze oczyszcic i wygladzic skore?
      Nie wiem tez ile da sie zrobic za pomoca pielegnacji, a z czym musialabym sie zglosic do dermatologa. Apropos dermatologa, kiedys dostalam recepte na masc z retinoidami z wytlumaczeniem, ze to masc z kwasami owocowymi. Recepty nie wykupilam z braku zaufania do lekarza. Czy slusznie?
      Pielegnacja moze, ale nie musi byc calkiem naturalna. Zdrowy rozsadek i skutecznosc sie liczy :)

      Jestem naprawde pod wrazeniem Twojej checi pomocy Aniu :) Rzadko czytam komentarze, dlatego nie wiedzialam jak bardzo sie angazujesz.

      Pozdrawiam
      Magda

      Usuń
    8. "Cialo mamy tylko jedno, a nie wiadomo, jak dlugo przyjdzie nam zyc, prawda? ;)" - lepiej bym tego nie ujęła! Trochę z tego bierze się moja pasja: żyjemy dłużej, dłużej jesteśmy aktywni zawodowo i nie tylko, więc dbanie o zdrowie oraz o "przyszły" wygląd wydaje mi się dobrym pomysłem ;)

      Retinoidy to pochodne retinolu, o znacznie mocniejszym działaniu. Ale retinol, zwłaszcza w sensownym stężeniu, też potrafi zdziałać cuda i to zarówno w kwestii przeciwstarzeniowej, jak i zaskórnikowo-trądzikowej :)

      Próbuję sobie przypomnieć maść łączącą retinoidy z kwasami owocowymi i prawdę mówiąc, żadnej takiej nie kojarzę. Pamiętasz może jej nazwę?

      Co do tego czy słusznie to się nie wypowiem, bo nie badałam Twojej skóry i nie wiem, co to za preparat ;) Ale są przypadki, kiedy retinoidy zewnętrzne czy doustne są niezbędne - niestety, nie każdy trądzik można wyleczyć mydłem Aleppo i olejkiem herbacianym (jak to mawia Ziemolina z bloga Kosmostolog :D).

      Takim żelaznym zestawem stosowanym i polecanym przeze mnie (do znudzenia!) jest stosowanie rano serum z witaminą C i filtra - w obecnej porze roku z SPF 50. Bielenda ma czadowe serum, które poza wit. C ma kwas glikolowy (zaskórniki!) i peptydy na zmarszczki mimiczne, więc brzmi to idealnie jak coś dla Ciebie :) Chodzi mi dokładnie o ten produkt:
      https://www.facebook.com/kosmeologika/photos/a.361725403991050.1073741828.336758143154443/741418629355057/?type=3 (jak widzisz, sama go używam :) )

      Jeśli chodzi o kremy przeciwsłoneczne z taką wysoką ochroną UV, to ważna jest jakość zastosowanych filtrów. Taka jakość jest dostępna w niektórych tańszych produktach, ale są to straszliwe tłuściochy i przy tłustej cerze raczej nic z tych półek cenowych nie podpasuje :( Więc namawiałabym na któryś z filtrów La Roche-Posay albo Vichy, na ten przykład:
      http://www.laroche-posay.pl/produkty-do-zabieg%C3%B3w-piel%C4%99gnacyjnych/Anthelios/ANTHELIOS-XL-SPF-50-FLUID-DO-TWARZY-p4164.aspx
      http://www.laroche-posay.pl/produkty-do-zabiegów-pielęgnacyjnych/Anthelios/ANTHELIOS-XL-SPF-50-BARDZO-WYSOKA-OCHRONA-ŻEL-KREM-DO-TWARZY-SUCHY-W-DOTYKU-p8351.aspx
      http://www.vichy.pl/produkty-przeciws%C5%82oneczne/vichy-ideal-soleil-matujacy-krem-do-twarzy-spf-50-o-wysokiej-skutecznosci-ideal-soleil/p15025.aspx

      Na wieczór warto byłoby dodać jakiś retinol i może właśnie coś w okolice oczu mocno wycelowanego w te zmarszczki mimiczne, więc tu polecałabym:
      http://www.pharmaceris.pl/pl/product/krem-retinolem-tradzik-wieku-doroslego-noc-pureretinol-0-3/
      i w okolicach "maski Zorro" albo to serum z Vis Plantis Age Killing Effect, albo Intensywne Serum Liftingujące Zmarszczki Dermofuture :)

      Nie wchodziłam na razie w oczyszczanie i tonizowanie, bo rozumiem, że Twoje obecne metody sprawdzają się u Ciebie i to jest najważniejsze :) Ale istotne jest, żeby były łagodne i nie wysuszały skóry, jak najbardziej mogą być wszelkie naturalne produkty - byle nie z SCS, dość powszechnym w ekokosmetykach.

      Daj znać co Ty na to ;)

      Usuń
    9. Bardzo dziekuje za Twoja pomoc Aniu :) Z oczyszczania wlasciwie jestem zadowolona, ale tylko pod wzgledem usuwania makijazu i lekkich zabrudzen. Zaskorniki mam od bardzo dawna, wlasciwie od dziecinstwa, czesc jest bardzo uporczywa, dlatego potrzebuje czegos mocniejszego zeby je "ruszyc".
      Przyjze sie wszystkim produktom, a ze niedlugo bede w Polsce to sobie wybrane zamowie :)
      Odezwe sie w przyszlosci zeby podziekowac ;)

      Pozdrawiam
      Magda

      Usuń
    10. Mam nadzieję, że odezwiesz się żeby dać znać jak wrażenia - przy takim podpowiadaniu kosmetyków "na odległość" zawsze jest ryzyko, że się coś nie sprawdzi, więc w razie czego zawsze zachęcam dziewczyny do podzielenia się własnymi odczuciami, bo to też ważna lekcja dla mnie, a dla nich/dla Was okazja, żeby zgłosić jakieś zastrzeżenia :)

      Więc czekam na kontakt od Ciebie i pozdrawiam!

      Usuń
    11. Czesc Aniu,

      odzywam sie po jakims czasie zeby napisac, ze polecone przez Ciebie kosmetyki zamowilam, odebralam, ale niestety z nadmiaru wrazen zapomnialam na peronie kolejowym i ktos zamiast odniesc do strazy ochrony kolei, po prostu je ukradl :| Potrzebowalam tydzien, zeby sie z ta informacja oswoic, bo w torbie bylo tez kilka innych rzeczy np. ulubiony welniany sweter, 80% posiadanej kolorowki i moj Swiety Graal - Tangle Teezer. Przez kilka dni bedac w ruchu na miescie caly czas mialam takie wrazenie jakby mi czegos brakowalo, cos bym zgubila, chociaz mialam ze soba tylko torebke i dobrze o tym wiedzialam. To bardzo nieprzyjemne uczucie, ktorego Ci nie zycze ;)
      Produkty moze kupie jeszcze raz, ale jak juz to za jakis czas. Dziekuje za Twoje rady :)
      Wczoraj bylam u dermatologa i dostalam Skinoren oraz zel Inderm na dzien. Nie umiem rozmawiac z dermatologiem, ktory tylko popatrzy na mnie przez 2 sekundy i sie obraca do komputera, zeby wypisac recepte. Tak jak juz Tobie pisalam mam problem z zaskornikami, dlatego przepisano mi kwas azelainowy, ktory juz kiedys na wlasna reke stosowalam, ale za krotko. Co tym razem bylo inaczej to to, ze od kilku dni mialam 3 male wypryski na policzkach (2 z wlasnej winy) i dlatego dostalam masc z antybiotykiem (erytromycyna). Po tych wypryskach po kilku dniach nie bedzie sladu i jesli skora bedzie taka jak zawsze to zostana mi "tylko" zaskorniki otwarte i zamkniete. Myslisz, ze rowniez wtedy powinnam stosowac ten antybiotyk?

      Pozdrawiam,
      Magda

      Usuń
    12. Jeny, co za historia!!! Nawet nie wiesz jak mi przykro :(

      Odnośnie antybiotyku, to nie mogę Ci doradzić. Wizyta u lekarza a taka porada w internecie to zupełnie co innego, nie wyobrażam sobie wejść w kompetencje kogoś, kto z Tobą rozmawiał, widział Cię na żywo itp. :( Jeśli masz wątpliwości co do jakości otrzymanej porady to zachęcam do szukania innego lekarza do skutku.

      Usuń
  8. Maslo do ciala Alverde, Olej makadamia i maslo shea:
    Ingredients: Aqua, Glycine Soja Oil*, Glycerin, Alcohol*, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Theobroma Cacao Seed Butter*, Olea Europaea Fruit Oil*, Xanthan Gum, Calendula Officinalis Flower Extract*, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract*, Rosa Damascena Flower Water*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Limonene**, Benzyl Salicylate**, Linalool**, Citral**

    Balsam do ciala Lavera, olej arganowy i zurawina:
    Water (Aqua), Glycine Soja (Soybean) Oil*, Glycerin, Alcohol*, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Fragrance (Parfum)**, Argania Spinosa Kernel Oil*, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Xanthan Gum, Caffeine, Sodium Hyaluronate, Hydrogenated Castor Oil, Hydrogenated Palm Glycerides, Hydrogenated Lecithin, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Limonene**, Linalool**, Citronellol**, Geraniol**, Citral**, Benzyl Salicylate**, Coumarin**, Eugenol**

    Krem do twarzy Alverde, olej z oliwek i slonecznikowy:
    Aqua | Glycine Soja Oil* | Alcohol* | Glycerin* | Glyceryl Stearate SE | Olea Europaea Fruit Oil* | Simmondsia Chinensis Seed Oil* | Cera Alba | Glyceryl Laurate | Helianthus Annuus Seed Oil* | Olea Europaea Fruit Extract* | Sucrose Distearate | Xanthan Gum | Parfum** | Sodium Citrate | Tocopherol | Citric Acid | Glycerin | Alcohol | Helianthus Annuus Seed Oil | Limonene** | Geraniol** | Citronellol** | Linalool** | Citral**

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuje za ten tekst, świetne kompendium do którego na pewno będę wracać :-) W ogóle świetnie się czyta Twoje teksty, zarówno notki na Twoim blogu jak i komentarze na innych blogach. Mam podobne odczucia jeśli chodzi o badania na kosmetykach przeciwstarzeniowych - niestety bardzo niewiele jest takich rzetelnych (ze ślepą próbą itd.), a jeszcze mniej badań niesponsorowanych przez firmy kosmetyczne, a tym sponsorowanym średnio ufam.

    Jeśli ktoś szukałby produktu zawierającego wiele różnych peptydów to polecam zainteresować się serum "Buffet" The Oridinary (za ok. 65 zł) - zawiera m.in. agrirelinę, Syn-ake, Palmitoyl Tetrapeptide-7 i inne peptydy o trudnych nazwach ;-). Trochę udało mi się je rozszyfrować dzięki Tobie :-) Mam je dopiero od jakichś 2 tygodni, więc jakiegoś spektakularnego działania nie zaobserwowałam (chociaż z tego co rozumiem peptydy miorelaksacacyjne powinny działać natychmiast?), ale bardzo dobrze nawilża (ma kwas hialuronowy, glicerynę i kompleks aminokwasów) i wygładza. Stosuję go jako bazę pod krem z filtrami mineralnymi.

    Dorota W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ci się sprawdza serum?

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger