12/20/2020

Nowy rok, nowe wyzwanie: sprzątanie less waste!



Z ekologiczną chemią domową romansuję nieśmiało od dłuższego czasu. Startuję jednak z poziomu jedynie minimalnie bardziej zaawansowanego niż przeciętne polskie gospodarstwo domowe, bo swoje postępy mogę podsumować właściwie w kilku zdaniach.


Po pierwsze, przetestowałam szereg mniej i bardziej ekologicznych płynów do czyszczenia: uniwersalników Yope, dwóch różnych płynów Klareko (uniwersalnego i do zadań specjalnych), płynu uniwersalnego Zielko. Wszystkie oceniam pozytywnie: nie czułam się jakbym używała czegoś mniej skutecznego niż przeciętny produkt z supermarketu. Do tego miały ładniejsze opakowania i zapachy niż te standardowe czyścidła, a dodatkowym plusem jest rodzima produkcja.


Po drugie, przez moją kuchnię przewinęło się kilka mniej lub bardziej naturalnych płynów do naczyń: Yope, Frosch, Klar, a obecnie Opvask. Polskie Yope jako jedyne podaje skład w postaci takiej, jaką znamy z etykiet kosmetyków: zamiast niewiele mówiących nam formułek typu „5-15% anionowe środki powierzchniowo czynne” podaje nam listę niczym INCI szamponu ;) Ma certyfikat Ecolabel oraz zawiera 97% składników pochodzenia naturalnego oraz o niskim stopniu przetworzenia. Klar wyróżnia się tym, że na etykiecie rozbija listę składników pod względem funkcji w mieszaninie, a dodatkowo szczyci się tym, że nie zawiera barwników, opakowania produkuje z recyclingu, a sam płyn - przy pomocy energii odnawialnej (z wiatraków). Frosch próbuje uwieść nas tym, że opiera się o związki powierzchniowo czynne pochodzenia roślinnego o wysokiej i szybkiej biodegradacji. Producent deklaruje ograniczenia stosowania materiałów opakowaniowych oraaz nowoczesne wykorzystywanie materiałów pochodzących z recyclingu i do recyklingu przeznaczonych. Chwali się energooszczędną produkcją w miejscach wytwarzania (w tym certyfikatami EMAS, ISO 50001 oraz A. I. S. E.) oraz wykorzystaniem własnej instalacji uzdatniania wody. Po Opvask sięgnęłam, bo miał to być ultrawydajny koncentrat, a przy okazji moją uwagę zwróciły też certyfikaty Nordic Swan Ecolabel, The Blue Label, EU Eco Label, The Danish Organic O Label. Wszystkie płyny są wegańskie i wszystkie dobrze mi się sprawdziły.


Od dłuższego czasu myję ręce głównie mydłem w kostce zamiast wygodniejszego, ale opakowanego w plastik mydła w płynie. Na razie robię tak, że do ciała kupuję te lepsze kostki jak od Ministerstwa Dobrego Mydła czy Czterech Szpaków, a do rąk to co akurat jest w korzystnej cenie i zawinięte w papierek. Czasem dostaję w pracy jakieś tanie glicerynowe mydełko - to też idzie na mydelniczkę, a nie pod prysznic. Gdy z mydła zostaje ogryzek, którego ciężko się już używa to trafia do specjalnej puszki, a o tym co z nimi zrobię dowiecie się za chwilę.


Staram się jak najrzadziej używać ręcznika papierowego, a zamiast niego stosuję kompostowalne ściereczki, które mają wytrzymać do 300 prań. Do zmywania używam kupionych w Jysku gąbek Krilles (50% naturalne włókna sizalowe, 50% włókna z recyklingu, łączenie: poliuretan). No i to raczej tyle.


Mam jednak takie małe marzenie, żeby rok 2021 stał się dla mnie rokiem minimalizowania śladu węglowego w tej dziedzinie. Oczywiście, jak to ja, zamierzam to wprowadzać na spokojnie, bez szarżowania, gigantycznych zamówień, wywalania do śmieci rzeczy które można spokojnie zużyć, mimo że nie są bio, eko, naturalne ;)


Trzeba więc tutaj rozróżnić dwie rzeczy: nie chodzi mi o to, że boję się tak zwanej  „chemii” i dążę do zastąpienia jej tym, co ma być rzekomo bardziej bezpieczne. Zupełnie nie w tym rzecz. Dla mnie problemem jest to, że każdy z tych niby-eko produktów wymienionych powyżej opakowany był w plastikową butelkę, która potem trafiła do kosza. I to z tym chcę się zmierzyć. „Chemia” mnie nie przeraża, ale wszechobecny plastik tak.





Z czym startuję


Najpierw zrobię dla Was i dla siebie samej małe podsumowanie tego, co mam obecnie w domu. Następnie zastanowimy się wspólnie nad szukaniem alternatyw.


Moje domowe zapasy:


  • płyn „uniwersalny”

  • [opcjonalnie: płyn do zadań specjalnych, obecnie nie posiadam]

  • udrażniacz do rur typu „kret”

  • Domestos lub odpowiednik

  • płyn do naczyń

  • jednorazowe chusteczki do czyszczenia monitora

  • tabletki do zmywarki

  • proszek do białego prania

  • wybielacz w proszku, który dodaję do każdego białego prania

  • płyn do ciemnego prania.


Jeśli czegoś Wam tu brakuje, to pytajcie – może o czymś zapomniałam. Ale nienawidzę mieć pod zlewem tuzina przewracających się butelek, więc staram się nie mnożyć bytów i na przykład podłogę od lat myję rozcieńczonym płynem do naczyń, kamień z czajnika usuwam zwykłym kwaskiem cytrynowym, lustra i powierzchnie szklane za pomocą zwilżonej samą wodą ściereczki z mikrofibry i tak dalej.


Najprostsze przepisy na naturalne zamienniki do chemii domowej


Przepisów na najróżniejsze środki znalazłam całe setki. Ale tak jak obecnie nie mam w domu osobnego środka do armatury, lustra, kabiny prysznicowej czy piekarnika, tak nie zamierzam tworzyć ich własnoręcznie w wersji less waste. Aczkolwiek dopuszczam opcję, że domowy „uniwersalnik” nie będzie aż tak uniwersalny jak ten gotowy i być może niektórym zabrudzeniom nie podoła. Wtedy na mojej liście mogą pojawić się kolejne przepisy.


Na chwilę obecną moje poszukiwania zawęziłam do następujących:


„Uniwersalnik”


1 szklanka wody

1 szklanka octu

10 kropli naturalnego olejku eterycznego



Czyścik łazienkowy:


0,5 szklanki sody oczyszczonej

2-3 łyżki octu



Udrażniacz do rur



0,25 szklanki sody oczyszczonej wsyp do odpływu. Zalej 0,5 szklanki octu i przykryj na 15 minut. Zalej 2 litrami wrzącej wody.

(większość przepisów opiera się o boraks, którego nie posiadam)



domestos”


0,25 szklanki sody oczyszczonej wsyp do miski klozetowej, dodaj 1 łyżeczkę octu. Po pół godzinie wyczyść miskę i zmyj specyfik.



Płyn do naczyń I


sok z trzech cytryn

1,5 szklanki wody

1 szklanka soli drobnoziarnistej

1 szklanka białego octu


Zmieszaj sok cytrynowy z wodą, solą i octem. Gotuj w garnku przez około 10 minut, ciągle mieszając, dopóki płyn się nie zagęści. Jeszcze ciepły płyn wlej do szklanego naczynia. Używaj, jak każdego innego płynu do mycia naczyń.



Płyn do naczyń II


2 szklanki gorącej wody

1 szklanka rozdrobnionych płatków mydła

1 szklanka płynnej gliceryny

1 łyżeczka dowolnego olejku zapachowego


Płatki mydła należy zmieszać z gorącą wodą (do rozpuszczenia). Następnie – po ostygnięciu –  dodać glicerynę i olejek zapachowy. Kiedy mieszanka uzyska postać żelu, można przelać ją do butelki.



Płyn do naczyń III


2 szklanki przegotowanej wody (wciąż gorącej)

10 g płatków mydlanych (lub startego szarego mydła)

łyżka octu (najlepiej jabłkowego)

łyżka sody oczyszczonej

sok z połówki cytryny



Wszystkie składniki wymienione powyżej wystarczy zmieszać ze sobą. Woda powinna być gorąca, aby rozpuściły się w niej płatki mydlane. Uwaga na sodę oczyszczoną – w połączeniu z octem może tworzyć dużą pianę!


Przepisy pochodzą z następujących blogów i stron: Cup of Nature, Dzieci Są Ważne, Wirtualna Polska, Oh!Me, Weranda Country.




Których zmian nie planuję


(tymczasowo) odmawiam: tabletki do zmywarki


Po pierwsze dlatego, że mam ich akurat dużo - niedawno rozpoczęłam nowe opakowanie tradycyjnych tabletek. Po drugie dlatego, że wypatrzyłam sobie co najmniej dwie marki naturalnych tabletek do wypróbowania: Sonett i Pierpaoli Ekos. Szczególnie ciekawa jestem tych pierwszych, bo wydaje mi się, że Pierpaoli Ekos są indywidualnie pakowane w jakieś folijki, z których trzeba je będzie wyciągać. A produkowania takich dających się uniknąć śmieci chcę właśnie unikać.


stanowczo! odmawiam: środki do prania


Jeśli chodzi o moje podejście do odzieży, to jestem w tej chwili na takim etapie, że kupuję ubrania bardzo, bardzo rzadko. Z tego powodu mogę pozwolić sobie na to żeby zapłacić za nie więcej i kupić coś szytego w Polsce, w etycznych warunkach, z najwyższej jakości materiałów. I nie wyobrażam sobie żeby te drogocenne dla mnie rzeczy wrzucać do pralki z jakimiś orzechami piorącymi czy innym czyścidłem, które będzie dla mnie nieprzewidywalne. Noszę głównie bardzo ciemne kolory i ogromnie zależy mi, żeby ich głębię zachować jak najdłużej.


Może jeszcze kiedyś zmienię zdanie, ale w chwili obecnej pranie ubrań w boraksie, sodzie kalcynowanej, szarym mydle czy orzechach wydaje mi się dobrą opcją dla młodych mam, które piorąc śpioszki i pieluchy nie oczekują zachowania soczystych kolorów tylko neutralnego dla skóry dziecka usuwania największych zabrudzeń. Ja potrzebuję więcej.


Wyznaczam tu sobie jedynie mały cel: zredukować specyfiki piorące o jedno opakowanie, bo zamiast osobnego proszku i wybielacza chcę wybrać jeden wybielający żel piorący i przy nim zostać. Rzeczy ciemne dalej piorę w płynie do ciemnego prania.




Składniki, które mam w domu


Tak się szczęśliwie składa, że sporo składników potrzebnych do wykonania większości powyższych specyfików mam już w domu:


  • ocet

  • olejki eteryczne

  • skrawki mydeł

  • kwasek cytrynowy

  • soda oczyszczona
  • gliceryna
  • organiczny sok z cytryny
  • sól gruboziarnista
  • nadwęglan sodu.

Ten ostatni to trochę mało przemyślany zakup, bo stosuje się go właśnie w ekologicznej przepierce jako naturalny wybielacz. Ja zużyję go raczej do czyszczenia toalety i kuchni.

Z rzeczy bardziej przemyślanych to cieszę się, że wpadłam na to, by skrawki zużytych mydełek odłożyć sobie na przyszłość - teraz pozostaje mi je rozdrobnić i użyć do wykonania własnego płynu do naczyń! :)

To, co jeszcze by mi się ewentualnie przydało to boraks, ale planuję zamówić go w tak zwanym opakowaniu z odzysku z drogerii ekologicznej Better Land, z której są widoczne na zdjęciach słoje z sodą, kwaskiem cytrynowym czy nadwęglanem sodu właśnie. A zamówienie złożę raczej dopiero przy uzupełnianiu jakichś braków, więc to trochę potrwa ;) Na razie będę sobie radzić bez niego. A jeśli planujecie własne podejście do zmiany środków do prania to przyda Wam się jeszcze soda kalcynowana, też jest dostępna w słoju.

O tym jak dane przepisy mi się sprawdzą i przykładowo który z trzech płynów do naczyń okaże się według mnie najlepszy na pewno Was poinformuję. Być może będzie to dopiero za rok, gdy będę mogła podsumować efekty mojego małego wyzwania :)

Jeśli macie dla mnie jakiekolwiek polecajki będę Wam ogromnie wdzięczna! Jestem ciekawa, czy jest jakiś bardziej less waste sposób na pranie? A może jakaś fajna, stuprocentowo naturalna alternatywa dla gąbek i ścierek? Cokolwiek uważacie za fajne i godne podzielenia się przyjmę za otwartymi ramionami.

Z góry dziękuję!

Ania

10 komentarzy:

  1. Bardzo przydatny i dokładny wpis. Ja póki co zużywam zapasy, jak mam możliwość to idę po kosztach, ale nie lubię się męczyć, musi być szybko i skutecznie, sił mi nikt nie zwraca 'D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, na kanale Okiem chemika jest film o sodzie i occie. W skrócie - nie powinno się ich mieszać, bo neutralizują swoje działanie. Na zabrudzenia nieorganiczne (np.osad kamienny) leci ocet, na zabrudzenia organiczne (tłuste osady) leci soda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz! Ten film o tym nie mówi, ale tak sobie myślę: przez to że soda i ocet reagują ze sobą to chyba dają wrażenie "jakby coś się działo" i może stąd przeświadczenie o tym jaka to skuteczna mikstura. Na pewno muszę sobie teraz skompletować zupełnie inną listę :)

      Usuń
  3. Soda i ocet to moje niezbędniki do sprzątania

    OdpowiedzUsuń
  4. Po dwóch latach eksperymentowania kupuję teraz:
    1. Płyn do mycia naczyń - tak, prawdziwy. Ale na rok zużywam pewnie 1 l, a można poszukać jakiegoś eko
    2. Alkohol izopropylowy
    3. Ocet (można kupić koncentrat 80% i rozcieńczać, żeby było mniej butelek) albo kwasek cytrynowy (mniej śmierdzi i można kupić w słoiku z odzysku)
    Przydają się też, ale już nie są konieczne: soda oczyszczona, woda utleniona i aktywny tlen.

    Przepisy:
    „Uniwersalnik” - próbowałam z octem, ale nie lubię zapachu i nie można stosować na wszystkich powierzchniach (niszczy kamienny blat). Robię tak:
    70 ml izopropanolu
    1 ml płynu do mycia naczyń
    Uzupełniam wodą do 500 ml
    Trzymam w butelce ze spryskiwaczem

    „Do zadań specjalnych” - porządne mycie zlewu, toalety, usuwa osad z kamienia i mydła:
    1/3 płyn do mycia naczyń
    2/3 ocet
    Też trzymam w butelce ze spryskiwaczem

    Do podłogi (także drewnianej):
    2 ml płynu do mycia naczyń
    1 l wody
    Też butelka ze spryskiwaczem + płaski mop z mikrofibry

    Sam izopropanol świetnie czyści ekrany i ... pędzle do makijażu. Ocet odkamienia czajnik i toaletę. Aktywny tlen dodaję do białego prania, więc mogę używać tego samego płynu co do kolorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izopropanol zdarzało mi się kupować do odkażania sprzętu i powierzchni gdy jeszcze bawiłam się w kręcenie własnych kosmetyków, pędzle (po rozcieńczeniu chyba?) też nim odkażałam, a potem zapomniałam zupełnie. Masz doświadczenie z używaniem swojego uniwersalnika na takich trochę mniej standardowych powierzchniach jak na przykład płyta indukcyjna? :)

      Usuń
    2. Izopropanol jest używany do czyszczenia delikatnej elektroniki itp, więc w kuchni raczej niczemu nie zaszkodzi. Nie zostaje też na powierzchniach bo dobrze odparowuje. U mnie niczemu nie zrobił krzywdy ( no dobra, nie użyłabym go do malowanych ścian i jakichś superzabytkowych drewnianych mebli)

      Usuń
  5. Robiłam płyn do naczyń z cytryny. Naprawdę skuteczny

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki za realizację planu. Na pewno się uda!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger