4/26/2020

5 x less waste, czyli dbam o siebie mądrzej



Zero waste czyli styl życia, w którym wyprodukowane przeze mnie śmieci z całego roku mogłabym zamknąć w niewielkim słoiku to cel, do którego nie dążę... przynajmniej na razie. Ale less waste, które interpretuję jako szukanie w codziennym dniu małych sposobów na w miarę bezbolesne zmniejszenie generowanych przeze mnie odpadów to temat który mocno siedzi w mojej głowie i o którym chciałabym dzisiaj z Wami pogadać.

Przed Wami pięć zmian, które z powodzeniem udało mi się wprowadzić w ostatnich miesiącach!



1. Szampon w kostce


To ciekawe jak szybko przeszłam z trybu „dla szamponów w kostce i mydeł do włosów nie widzę na razie szansy” (tak pisałam w sierpniu w tekście „10 rzeczy, które zmieniłam na LEPSZE”!) w tryb „to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem”. Pierwszą kostkę szamponu z Czterech Szpaków kupiłam niejako na zakładkę, to znaczy mając w zapasie kilka innych produktów do mycia. Bardzo obawiałam się, że totalnie się nie polubimy i na wszelki wypadek nie chciałam być zdana tylko na znielubiany szampon w kostce.

Tymczasem kupiłam już drugie opakowanie i poza nim mam w łazience tylko końcówkę oczyszczającego szamponu Anwen, który pewnie będę w dalszym ciągu raz na dwa lata kupować do dokładniejszego oczyszczenia skóry głowy co około miesiąc. Tym niemniej na ten moment większego powrotu do szamponów w płynie nie przewiduję i jestem z tego powodu bardzo zadowolona!

Tu pytanie do Was: jakie inne myjadła do włosów w kostce polecacie? O mydle do włosów z Czterech Szpaków słyszałam raczej same kiepskie opinie, ale może jest coś lepszego od mojego szamponu? Jedyne moje wymaganie to to żeby był dostępny na Triny, ale fajnie by było jakby był polski i nietestowany na zwierzętach :)

Szampon do włosów Cztery Szpaki możecie kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ, a szampon Anwen Mint it up! TUTAJ - dziękuję Wam ♡





2. Mydło w kostce


Dobra, jak już ruszyłam z tematem szamponu w kostce, to omówmy od razu temat mydła. We wspomnianym wcześniej tekście mówiłam o tym, że na razie używam go tylko do mycia rąk, a do ciała jeszcze nie. No więc wreszcie zdenkowałam mój ostatni żel pod prysznic i w ruch idzie wreszcie mydło w kostce! Mam na to dwa pomysły. W pierwszej kolejności chcę zużyć mydło Dudu Osun, które kupiłam z myślą o pielęgnacji cery, a okazało się jednak dla niej za mocne. Jestem ciekawa czy jego antyseptyczne właściwości dadzą jakiś efekt na mojej skórze, która ze względu na rogowacenie okołomieszkowe ma tendencje do wyrzucania drobnych krostek, wrastających włosków itp.

W drugiej kolejności chcę spróbować innej strategii: po prostu mydeł jak najdelikatniejszych. Z tego powodu kupiłam sobie „Misia” z Czterech Szpaków (a dla porównania chcę sprawdzić jeszcze wersję „Len i Rumianek”) i zobaczyć, czy ewentualnie podsuszona przez Dudu Osun skóra na tym mydle trochę odetchnie. Ale tu muszę uzbroić się w cierpliwość.

Mydło Dudu Osun możecie kupić z mojego linku afiliacyjnego TUTAJ, mydło Miś: TUTAJ, a mydło Len i Rumianek: TUTAJ - dziękuję Wam ♡




3. Masło shea zamiast balsamu do ciała


Jednym z wpisów, za które dostaję od Was najwięcej ciepłych słów jest tekst „Cellulit, rogowacenie okołomieszkowe, zaskórniki, zbędne owłosienie - moje niezawodne sposoby! [KOSMETYCZKI JEJ NIENAWIDZĄ] Poznaj jeden prosty trik!” Muszę się Wam do czegoś przyznać: dla mnie napisanie go też miało pewną wartość terapeutyczną i przyklepało do końca moją akceptację tego, jak wygląda moja skóra. Widać to nawet po opublikowanych przeze mnie potem „denkach”: przestałam świrować i stawać na głowie, by kurczowo trzymać się balsamu Balea, a zaczęłam zużywać inne zgromadzone w zapasach.

Obecnie mam rozpoczęte dwa ostatnie balsamy do ciała, ale po skończeniu ich nie chcę już wracać do kosmetyków tego typu. W okolicach Bożego Narodzenia dostałam od brata pół dużego opakowania czystego masła shea i muszę przyznać, że jestem zachwycona tym jak miękka jest dzięki niemu moja skóra. Nie zrozumcie mnie źle: nie jest gładka! Bo rogowacenie bez balsamu Balea trochę mi się nasiliło. Ale sama skóra jest mięciusieńka, a trudności w aplikacji samego masła denerwują mnie mniej niż się spodziewałam.

Z czystego wygodnictwa po skończeniu tego masła zamierzam przerzucić się na sprzedawany na wagę balsam Organique: o tym rozwiązaniu wspominałam we wpisie Minimalizm w pielęgnacji ciała, ale dopiero w komentarzu uściśliłam, że jego skład to w około 60% masło shea i w prawie 40% płynne oleje (sezamowy, migdałowy, …). Efekt jest taki, że balsam ma konsystencję stałą, ale o wiele łatwiej upłynnia się pod wpływem ciepła dłoni i lepiej się wchłania. Jestem na tę zmianę gotowa ;)

Zimnotłoczone, nierafinowane masło shea kupicie na przykład TUTAJ - dziękuję Wam ♡




4. Koncentrat płynu do płukania jamy ustnej


Jak wiecie albo nie wiecie, mam małego bzika na punkcie dbania o zęby: bardzo pilnuję zarówno kontrolnych wizyt u dentysty (tak, chodzę nawet jak się nic nie dzieje), jak i codziennej higieny jamy ustnej.

Bardzo uwierał mnie temat wszelkich płukanek do jamy ustnej: przez długi czas cierpliwie robiłam płukankę samodzielnie, ale w gorętszych okresach totalnie wypadało mi to z głowy; wiecznie zapominałam dokupić składników; zawsze coś było nie tak. Czasem ratowałam się płukankami z drogerii, ale zużywam je w błyskawicznym tempie generując 2-3 plastikowe odpadki MIESIĘCZNIE o_O (na przykładzie płukanki Colgate: 500 ml przy stosowaniu 2x20 ml wystarcza na niecałe dwa tygodnie...).

Jakiś czas temu robiłam zamówienie w drogerii ekologicznej Betterland i postanowiłam szarpnąć się na koncentrat do płukania jamy ustnej: według producenta 100 ml koncentratu jest równoznaczne ze 130 litrami płynów do płukania, bo stosujemy 3 krople na kubek wody. Ja już od bardzo dawna nie stosuję tak dużych objętości i z czystej wygody używam starej nakrętki od płynu do płukania (wspomnianego wcześniej Colgate :D) i na nakrętkę daję jedną-dwie krople koncentratu.

Oczywiście na dłuższą metę nie jestem w stanie ocenić na ile ten płyn się spisuje – dopóki moja dentystka nie powie mi, że olaboga, moje zęby nagle zaczęły się psuć, to tak naprawdę mogę tylko ufać wytwórcy, że jego produkt robi co ma robić. To zresztą w 85% alkohol wzbogacony właściwie tylko olejkami eterycznymi z mięty, szałwi, drzewa herbacianego, lawendy, cynamonu i goździków.

INCI: Alcohol*, Aqua, Menthol, Mentha viridis oil, Mentha piperita oil*, Salvia officinalis oil*, Melaleuca alternifolia oil, Lavendula officinalis oil, Cinnamomum Cassia oil, Eugenia caryophyllus oil, Limonene**, Linalool**, Cinnamol**, Eugenol**

Koncentrat ziołowego płynu do płukania jamy ustnej kupicie TUTAJ - dziękuję Wam ♡




5. Organiczna bawełna w wacikach i patyczkach higienicznych


Wielorazowych płatków kosmetycznych używam już od około trzech lat i przechodziłam z nimi różne fazy. Był taki moment, kiedy stosowała demakijaż oczu zwykłym, kuchennym olejem, a dalej twardo robiłam to tymi samymi wacikami, którymi potem oczyszczałam całą cerę. Mogę się mylić, ale w końcu uznałam, że chyba jednak szkodziło to mojej skórze. Oczywiście winę może tu częściowo ponosić to, że praktycznie wszystko piorę w krótkich, chłodnych cyklach, co na dopranie oleju z bawełny może być zdecydowanie za słabe.

Dlatego postanowiłam wprowadzić pewien kompromis: demakijaż oczu robię olejem na połówce zwykłego jednorazowego wacika. By jednak zmniejszyć ten negatywny wpływ na środowisko przerzuciłam się na rossmannowskie płatki z bawełny organicznej Isana (oraz takież patyczki higieniczne). Przy moim trybie życia paczka wystarcza mi na około pół roku, więc główny koszt to te dwa plastikowe woreczki rocznie. Nie idealnie, ale dla mnie akceptowalne.

Jeśli chodzi o bio patyczki higieniczne, to cieszy mnie nie tylko bawełna organiczna, ale i papierowy „drążek” oraz kartonowe opakowanie... chociaż tę plastikową folijkę w okienku mogliby sobie darować. Jedno opakowanie wystarcza mi na sporo ponad rok, więc jestem skłonna im ją wybaczyć.

Cieszę się, że oba produkty są dostępne stacjonarne, bo zamawianie takich rzeczy przez internet też wiąże się ze śladem węglowym: to są takie dylematy, które pewnie wiele z Was zna i rozumie. Także cieszę się, że ogólna moda na ekologię i less waste trafia pod strzechy, do mainstreamu ;D


***


Tych kilka zmian to tylko czubek góry lodowej tego, co chciałabym jeszcze wprowadzić. Cieszę się, że jesteście tutaj ze mną i towarzyszycie mi w tej podróży :) Jeśli są jakieś zmiany, które udało Wam się ostatnio wprowadzić, a które mile Was zaskoczyły – piszcie, każda inspiracja jest na wagę złota!

Trzymajcie się ciepło,
Ania

21 komentarzy:

  1. Uwielbiam szampon 4 Szpaki! Kocham! Mam 3 opakowanie z rzędu. Przerzuciłam się też na mydła w kostce + teraz Szpaki wypuszczają odżywkę w kostce! Czekam na paczkę z premierą:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz dość trudno kupić coś bez dostawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szampony w kostce są super! :) Jakieś 2 lata temu kupiłam w UK kostkę z Lusha, sprawdziła mi się genialnie i jak tylko zobaczyłam, że mamy już sporo polskich kostek, wpadłam po uszy :D
    Oprócz tego ze szpaków, używałam jeszcze tych dwóch: https://triny.pl/szampony-do-wlosow/8352-herbs-and-hydro-szampon-w-kostce-konopie-z-malinami-puszka.html i https://triny.pl/szampony-do-wlosow/8935-miodowa-mydlarnia-szampon-do-wlosow-w-kostce-miod-i-zurawina-refill.html
    Herbs&Hydro zdecydowanie zostanie ze mną na dłużej - ładnie się pieni, nie rozmięka i dobrze działa :) Miodowa Mydlarnia też była spoko, ale bez szału. 4 szpaków raczej nie kupię ponownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się upewnię - ze Szpaków miałaś mydło do włosów czy szampon?

      Herbs&Hydro zapisuję do wypróbowania ;)

      Usuń
    2. Szampon :)

      A jeśli chodzi o mydła w kostce, też się już na nie jakiś czas temu przerzuciłam (na razie do ciała i rąk) i jak na razie Hagi oraz Ministerstwo Dobrego Mydła nie mają sobie równych :)

      Usuń
  4. Dlaczego ja wczesniej nie wpadłam zeby przeciąć moje platki kosmetyczne na pol? Juz to robie!:))
    A patyczki do uszu z papieriwym a nie plastikowym patyczkiem są również w biedronce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, kurczę, chyba nie w każdej, bo w mojej nie widziałam... Ale obadam! I dziękuję w imieniu pozostałych Czytelniczek :)

      Usuń
  5. Jeżeli chodzi o szampony w kostce cf (zgodne z kryteriami Stowarzyszenia Kosmetyki Bez Okrucieństwa) to na triny znajdziesz szampony od Ajeden i Soap Szop. Od Ajeden kupiłam ostatnio szampon z szałwią i na pewno jest dość mocny. Podobno z amlą jest delikatniejszy. A od Soap Szop mam szampon Yen i jest s u p e r. Jest delikatny i pięknie pachnie bzem i agrestem. Od 4 szpaków też miałam szampon, z którego byłam bardzo zadowolona, ale Soap Szop u mnie jest top1 teraz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jest wyprzedany teraz :D Ale przypięłam sobie na pinterestową tablicę z produktami do wypróbowania ;)

      Usuń
  6. Po raz pierwszy kupiłam szampon od Czterech Szpaków na wyjazd w góry. W planie była wędrówka od schroniska do schroniska przez tydzień, więc zależało mi na jak najlżejszym plecaku. W użytkowaniu szampon sprawdził się super przez 3-4 pierwsze użycia. Włosy były błyszczące jak nigdy. Później na moich wysokoporowatych włosach przydałaby się dodatkowo już odżywka.
    W ramach ograniczania produkcji śmieci w domu kupuję mydła w kostce. Świetnie sprawdziły mi się te z Ministerstwa Dobrego Mydła i mam sklep stacjonarny w moim mieście. Używam ich do mycia rąk (tylko dla domowników, gdy przychodzą goście wyciągam mydło w płynie) i do kąpieli. Żadnych negatywnych objawów na skórze nie ma, nie widzę różnicy między tymi mydłami a łagodnymi żelami pod prysznic, których używałam wcześniej.
    Ida

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja też tak robię, że mam mydło w płynie dla gości ;D

      Usuń
  7. Aniu,
    czy ma sens nakładanie na całą twarz takiego bukietu peptydów jak w Buffet? Logika (bo niestety nie wiedza na temat peptydów) podpowiada mi, że miorelaksacyjnych nie powinnam rozsmarowywać po całej twarzy. Czy lepiej zaopatrzyć się w jedno serum z peptydami miorelaksacyjnymi i używać na wybrane partie twarzy a osobno stosować serum z pogrubiającymi peptydami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem w ten sposób: takiego twardego, naukowego dowodu na to, żeby peptydy miorelaksacyjne SZKODZIŁY nałożone tam, gdzie nie walczymy ze zmarszczkami mimicznymi to nigdy nie znalazłam. Widziałam tylko opinie osób, z których zdaniem się często liczę, ale też nie byli to dla mnie jacyś guru pielęgnacji. Więc summa summarum ja uważam, że ewentualnie może być to w pewnym sensie marnotrawienie tej części składników Buffetu i gdyby istniało równie bogate serum peptydowe w równie korzystnej cenie, to mogłabym pokusić się o stosowanie jednego na "maskę Zorro", a drugiego na resztę twarzy. Natomiast mi w tej chwili żaden taki produkt nie przychodzi na myśl i jak za tydzień-dwa otworzę mój Buffet (bo właśnie kończy mi się serum z argireliną) to będę stosowała go na całą twarz. :)

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź!

      Usuń
  8. Polecam szampon Dolina Czeremchy. Wg mnie przebija Cztery Szpaki które też bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A polecasz któryś konkretny? Czy każdy? (jest owsiany, rokitnikowy, melisowy, kwiat lotosu)

      O, i widzę, że mają odżywkę w kostce! To też wpisuję na wishlistę ;D

      Usuń
  9. Aniu, jeśli będziesz miała jakieś obserwacje o starciu Dudu Osum z rogowaceniem okołomieszkowym, to koniecznie czekam na wpis :)

    Jeśli chodzi o mydła do ciała w kostce, to wreszcie trafiłam i mogę polecić - Biały Jeleń z kozim mlekiem (koniecznie ten z kozim mlekiem!), nie wysusza, nie daje uczucia ściągnięcia skóry itp., a normalnie zawsze mam ten problem.

    Fajnie, że napisałaś o połówce wacika :) To jest właśnie mój sposób, zasadniczo czyszczę twarz, w tym zmywam makijaż olejkiem + żelem, będąc pod prysznicem, czasem pozostaje lekki cień pod okiem, który domywam przy okazji tonizacji: pół wacika i trochę płynu micelarnego wystarcza. Kiedyś miałam ambicje całkowice zrezygnować z wacików, ale już się nie terroryzuję. Znacznie ograniczyłam ich użycie, to już i tak dużo :) I tylko denerwują mnie te z usztywnionymi brzegami, bo trudniej je przepołowić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja robię trochę inaczej, ale to wynika z tego że używam codziennie tuszu wodoodpornego. Więc ja przed prysznicem robię wstępny demakijaż samych oczu kuchennym olejem na połówce wacika, potem robię masaż twarzy i szyi na oliwce hydrofilnej (aktualnie mam taką z Avonu) i na koniec pocieram nią też oczy, żeby rozpuścić całą resztę. Wtedy wskakuję pod prysznic, a po prysznicu myję jeszcze twarz łagodnym żelem i nim też zahaczam o oczy :P A po żelu tonizacja czy hydrolaty już na wacikach wielorazowych.

      Usuń
    2. A co do Dudu Osun, to będę o wpływie na rogowacenie jeszcze donosić, ale mam wrażenie, że chyba jednak dosyć konkretnie przesusza mi skórę. Więc jeśli okaże się, że robi fajne efekty, to będę miała trochę dylemat ;P

      Usuń
  10. Ja się nie napalam na zero waste, bo ludzie ze wszystkiego potrafią zrobić przesadę i globalną wojnę. Staram się ograniczać jak się da, ale nie popadam w przesadę i nie chwalę się tym. Już mi się ostatnio oberwało za kubek z kawą Costa, którą kupiłam na stacji i wyszłam z ich kubkiem a nie własnym... Co do mydła do ciała - ja z typowych mydeł całkiem zrezygnowałam, ale awaryjne Aleppo zawsze jest w zapasie ;) Kuszą mnie jedbak syndety od Isany :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger