5/18/2017

Cienie do powiek dla początkujących, część 6.: Twoja idealna paletka. Złożysz ją sama :)




Nie jest to pierwszy post tego rodzaju w blogosferze, ale czuję, że mam coś do dodania od siebie w tym temacie, więc chciałabym się podzielić z Wami moimi przemyśleniami. Wbrew panującej obecnie modzie na kupowanie niezliczonych palet z cieniami do powiek, jak dotąd kupiłam tylko dwie (z czego bez jednej spokojnie mogłabym się obyć) i wydaje mi się, że parę wniosków udało mi się dzięki temu wyciągnąć.

Wnioski te będą dotyczyły tego, jak skomponować swoją własną paletkę. Jestem przeciwniczką marnotrawstwa w każdej postaci, a niestety z tym kojarzy mi się idea gotowych palet cieni do powiek. Typów urody i gustów jest tak wiele, że w mojej opinii prawie zawsze w paletce będzie kilka kolorów, których nie będziemy używać. Jeden-dwa to wynik bardzo dobry, ale im dłużej czytam blogi tym bardziej przekonuję się o tym, że to po prostu rzadkość. To marnowanie nie tylko naszych pieniędzy, ale i surowców i energii, a więc zaśmiecanie planety. Więc jako absolutna zwolenniczka paletek DIY, zapraszam Was na dzisiejszy tekst!

Zacznijmy od tego, o jakim produkcie będziemy dzisiaj mówić. Najogólniej rzecz biorąc, jeśli chcemy stworzyć własną paletę to możemy zastanowić się nad zakupem dwóch rodzajów pustych kasetek do cieni: takie z przegródkami na konkretne cienie lub zupełnie ich pozbawione. Te pierwsze możemy dodatkowo rozpatrywać pod kątem kształtu i rozmiaru miejsc na wkłady – nie jest bowiem tak, że wszystkie wkłady wejdą do wszystkich „przegródkowych” kasetek.

Dodatkowo warto pamiętać, że o ile nie zaznaczę inaczej, w tekście będę omawiać systemy palet magnetycznych: kasetki z wbudowanym w nie magnesem, do którego metalowe panewki wkładów przyczepiają się dzięki magii fizyki ;) Są też inne pomysły (jak umieszczanie wkładów „na klik” chociażby) i o nich też napomknę.

Kasetka magnetyczna na cienie do powiek DIY


Ale moment, może wcale nie potrzebujesz korzystać z takiego systemu? Jeśli masz trochę ulubionych cieni (pojedynczych/podwójnych albo składowych mniej czy bardziej udanych palet), to możesz wrzucić je do bezprzegródkowej kasetki albo… zrobić ją sama. Na przykład z piórnika, jak tutaj:


Potrzebować będziesz opakowania (płaskiej puszki, opakowania na płytę DVD, ewentualnie solidnego pudełka), dobrego kleju (polecam Magic) i arkusza magnetycznego, który w sklepach papierniczych kosztuje dosłownie kilka złotych. Arkuszem wyklej dno swojego opakowania, całość ozdób i wypełnij ulubionymi cieniami :) Cienie z opakowań bez problemu wyjmuje się po podgrzaniu ich od spodu (za pomocą świecy albo nawet prostownicy) i podważeniu za pomocą wykałaczki.

Marki z kasetkami magnetycznymi w ofercie


Więc jeśli masz jakąś paletę, w której kilka cieni jest ledwo maźniętych, a kilka intensywnie eksploatowanych, to już masz całkiem fajną bazę do swojej wymarzonej palety. Oczywiście zamiast kasetki na cienie DIY możesz ją też po prostu kupić w Inglocie (Freedom System, model Flexi), Glam Shopie (kasetki Glam Box), stoiskach Vipera (linia Magnetic Play Zone), sklepach oferujących produkty Nabla (Make Up Sorbet, Minti Shop), e-sklepie Make Up Geek czy salonach M.A.C (modele Pro Palette Large/Single Compact i Pro Palette Large/Duo Compact).


Wszystkie te paletki to taka czy inna „ramka” z dnem wypełnionym magnetyczną masą, do której przyczepimy nasze cienie. Czy będzie to miks marek i półek cenowych tworzących artystyczny nieład, czy skompletowany w jednym sklepie zestaw z pasującej do kasetki firmy – to zależy tylko od nas.

Na moim przykładzie powiem, że osobiście jakoś wolę kasetki z przegródkami. Mam świadomość, że tak naprawdę jest to mniej praktyczne i sporo miejsca w kasetce „marnuje się”, ale nie potrafiłam się przekonać i już ;) Więc jeśli jest na sali ktoś z podobną słabością – zerknijcie do Inglota na stary system Freedom albo do MACa właśnie. Poczwórną kasetkę na okrągłe cienie ma też Kobo i Hean, a niemagnetyczną czwórkę „na klik” wprowadziło właśnie do oferty Essence (linia My Must Haves). Inne cienie na „klik” ma w ofercie Urban Decay.

Jak skompletować cienie do własnej paletki z wkładami?


Nawet jeśli mamy już kasetkę (niezależnie od jej typu) i parę cieni włożenia w nią na początek, większości z nas czegoś będzie w tym zestawie brakowało.  W tej grupie znajdzie się pewnie jakaś niewielka grupa szczęściar, które dokładnie wiedzą co idealnie uzupełniłoby ich zbiory. Jeśli do nich należycie - #zazdro. W tym tekście padło już sporo marek produkujących cienie mono z myślą o kasetkach, więc na pewno bez problemu uda się Wam znaleźć poszukiwany cień :)

Cała reszta z nas musi się jeszcze trochę pomęczyć i podjąć pewnie niejedną ciężką decyzję ;) Dla Was właśnie powstał ten tekst. Chciałabym, żebyście w tej chwili zastanowiły się nad następującymi kwestiami:


  • Czy lubisz bawić się makijażem? Czy zajmujesz się nim zawodowo/półprofesjonalnie? Czy malujesz tylko siebie?

  • Jaki masz stosunek do kolorowych makijaży? Preferujesz wyłącznie neutralne, totalnie kolorowe, a może coś pomiędzy?


Pierwsze pytanie to takie rozgrzeszenie. Jeśli makijaż to Twój zawód albo hobby to prawie nie ma takiej ilości cieni, która byłaby za duża ;D To znaczy każdy ma inny styl pracy i lubi pracować na innych narzędziach, a zresztą – inaczej będzie wyglądał kuferek osoby robiącej makijaże ślubne, a inaczej kogoś pracującego przy artystycznych sesjach zdjęciowych. Także tutaj swój system wypracujesz sama, ale może niniejszy tekst przyda Ci się, jeśli dopiero stawiasz pierwsze kroki i zastanawiasz się od czego zacząć.

Inaczej rzecz wygląda jeśli chcesz stworzyć taką typową paletkę dla siebie. W tym przypadku bierzesz pod uwagę wyłącznie własne gusta czy karnację, więc każdy cień powinien mieć swoją rację bytu i być przemyślanym elementem pasującym do pozostałych. Chciałabym tutaj wyróżnić kilka podstawowych założeń, które przyjmuję pisząc ten tekst. Kieruję go do tych z Was, które:

  • chcą nosić cienie do powiek,
  • nie do końca wiedzą jakie i jak,
  • nie chcą marnować nieużywanych kosmetyków.

Jeśli spełniasz powyższe warunki, ten tekst jest dla Ciebie :) Jeżeli nie czytałaś wcześniejszych części tego cyklu to kliknij TUTAJ! i zapoznaj się z nimi, bo powinny odpowiedzieć na większość Twoich pytań. A następnie rozważmy kilka scenariuszy:

Signature look


Konia z rzędem komuś, kto zgrabnie przetłumaczy ten zwrot! Najczęściej widzimy go w kontekście ubrań, ale i określony typ makijażu może stać się naszą bazą i znakiem rozpoznawczym. Adele i jej cut crease, Amy Winehouse i jej eyeliner, Kim Kardashian i jej smokey eyes… oczywiście, nie musi chodzić o makijaż oczu: dla Taylor Swift będzie to czerwona szminka.

Powyżej zdjęcie przykładowego zestawu w kasetce Kobo mojej przyjaciółki: czwórka cieni i bazowy cień w kremie Maybelline. Wszystkie wkłady są z serii Kobo Mono Eyeshadow i są to: 143 Rosy Brown, 102 Almond, 116 Dark Chocolate i 127 Graphite. W klasycznym zestawie zamiast matowego Almond proponowałabym perłę/satynę. Cudne pojedyncze wkłady z połyskiem ma w ofercie np. Hean.

Jeśli więc chciałybyśmy, aby nasza idealna paletka była nieduża, ale oferowała możliwość zrobienia bardzo konkretnego makijażu (ewentualnie z opcją delikatnego odmieniania go na przykład na większe okazje), będziemy potrzebowały zapewne około 4-6 cieni. Zakładając, że chodzi nam o makijaż bardzo klasyczny, potrzebne nam będą:

  • cień w kolorze zbliżonym do naszej skóry,
  • drugi cień ciemniejszy, do modelowania oka,
  • czarny/grafitowy lub inny bardzo ciemny kolor do przyciemniania zewnętrznego kącika, linii rzęs itp.,
  • jasna perła do wewnętrznego kącika,
  • opcjonalnie: jakiś mniej oczywisty, błyszczący cień do makijażu wieczorowego i/lub jeszcze jeden cień neutralny umożliwiający większą liczbę kombinacji.
Ten dodatkowy neutralny cień może mieć na przykład inne wykończenie niż ten bazowy. Jeśli więc w naszej podstawowej czwórce jest matowy brąz, dołóżmy jeszcze jakiś satynowy czy metaliczny – oczywiście, o ile lubimy ten efekt.

Jeśli tak jak ja, kochacie cienie w kremie albo za moją radą z części pierwszej cyklu o cieniach do powiek zaopatrzyłyście się w jeden z nich jako bazę swoich dziennych, szybkich makijaży to z takim zbiorkiem łącznie 5-7 cieni dla wielu z nas będzie całkowicie wygodnie. Naprawdę. Jestem pewna, że wiele z nas w głębi serca wie, że paletka dwunastu losowo wybranych brązów typu Naked od UD to dla nas za wiele i ani nie posiada wszystkiego czego chcemy, ani nie pasuje nam w stu procentach tym co faktycznie zawiera. I chociaż ona na zdjęciach wygląda fajniej niż taka o, smętna czwórka i słoiczek, to potem taki leżący wyrzut sumienia potrafi nas nieźle unieszczęśliwić ;)

Konsekwentny styl


Signature look to coś, co zawsze do mnie bardzo przemawiało, ale po prostu nie pasowało do mnie. Ja po prostu lubię trochę zabawy i chociaż ciągle krążę wokół podobnych efektów, to wcelowałam w coś większego: w moim przypadku dwa matowe cienie w kremie, około 10 prasowanych cieni (9 matowych i jeden nietypowy metaliczny) oraz dwa sypkie, lśniące pigmenty.


Na moją kolekcję składają się:

  • cień w kolorze idealnie zbliżonym do mojej skóry na powiekach, czyli matowy Inglot 330. Takiego cienia będziemy używać częściej niż pozostałych, dlatego wolałam coś o większej gramaturze i po długich poszukiwaniach znalazłam :)
  • cztery maty wymienione wcześniej: Kobo 102, 143, 127 i 116, z czego ten ostatni (Dark Chocolate) służy mi też do makijażu brwi;
  • mat Kobo 117 Cafe Latte to drugi, jaśniejszy cień do brwi do poprawienia ich w przyśrodkowej połowie łuku;
  • matowy Kobo 115 Orient Brown i 104 Pale Peach, czyli jeszcze dwa dodatkowe neutrale do codziennych makijaży;
  • mat Kobo 114 Aubergine i kultowy duochrome 205 Golden Rose, które należą do moich ulubionych kolorowych akcentów;
  • dwa cienie w kremie: wspomniany wcześniej Maybelline oraz Bell Hypoallergenic Waterproof Mat Eyeshadow nr 01;
  • dwa sypkie, lśniące minerałki od Bare Minerals: Magnificent Pearl i Blissful Pearl.



W mojej opinii to jest dużo. Zwłaszcza jak na to, że nie maluję oczu codziennie, bo mam różne fazy ;) I dla każdej z nas te uzupełniające cienie mogą wyglądać trochę inaczej. Czemu moje dobrałam właśnie w ten sposób? Kilka faktów o mnie:

  • mam niebieskie oczy i chłodną, stonowaną karnację w typie Soft Summer;
  • lubię różne makijaże, ale prawie zawsze są neutralne z odrobiną koloru;
  • ten kolorowy akcent dobieram prawie zawsze metodą harmonii lub kontrastu;

  • kocham matowe cienie, a potem długo, długo nic i dopiero potem wykończenia metaliczne, zwłaszcza typu duochrome;
  • zaczynając kompletować cienie byłam w posiadaniu pięknej, kolorowej, błyszczącej paletki prawie całkowicie pozbawionej cieni neutralnych.

Jak widzicie, moja sytuacja była dość klarowna: miałam zero bazowych cieni na start, sprecyzowane wymagania i pulę około dziesięciu cieni do wykorzystania. Efekty widzicie same :) A najfajniejsze jest to, że ten zestaw spisuje się u mnie i-de-al-nie. W zależności od fazy eksploatuję go bardziej lub mniej, ale nawet stawiając na mocne usta, powieki pokrywam najpierw cieniem Inglota, potem nieco niżej Maybelline, a w wewnętrzny kącik daję Kobo 102 i opcjonalnie wieńczę wszystko robioną eyelinerem kreską. UWIELBIAM ten efekt.

Od lewej: Kobo 205 Golden Rose, 114 Aubergine, 104 Pale Peach, 116 Orient Brown, 115 Dark Chocolate, 117 Caffe Latte, 127 Graphite, INGLOT 330, Kobo 143 Rosy Brown, 102 Almond.


Dodatkowo kolorów 117 i 116 używam do brwi codziennie, i w ogóle: gorąco polecam wkomponowanie w paletę kolorów do podmalowania brwi, jeśli to praktykujecie i jesteście w stanie znaleźć pasujące Wam odcienie.

W moim przypadku ten pomysł był tak trafiony, że po wykończeniu tych cieni poszukam ich odpowiedników w Inglocie, by móc kupić je w większym rozmiarze. Cienie do brwi jestem w stanie zdenkować (udało mi się to duetem marki Catrice), więc duża gramatura mi niestraszna :) W pozostałych przypadkach preferuję małe, okrągłe cienie, bo te duże zużywają się w nieskończoność i po prostu się starzeją.

Konsekwentny styl PLUS

Mając opisaną wyżej bazę cieni, które pasują do naszego wyobrażenia o idealnym makijażu dziennym, możemy uzupełnić ją nie jednym-dwoma, a całą (mniejszą lub większą) paletką kolorowych cieni, jeśli trafimy na taką idealnie pasującą do naszego gustu i karnacji.

Jak widzicie, w powyżej zaprezentowanym zestawie mam tak naprawdę dwa nie-neutralne kolory: fiolet i różowe złoto od Kobo. W rzeczywistości kolorowych zasobów mam sporo więcej, bo jestem szczęściarą, która odkryła na rynku paletę idealnie wpisującą się w swoje potrzeby: chodzi o Storm marki Sleek.




Jeśli pamiętacie mój wywód o harmonii i kontraście z wcześniejszych części cyklu, to wiecie, że w dużym uogólnieniu dla niebieskich oczu będą to:

  • kontrast: wszelkie odcienie złota i miedzi;
  • harmonia: albo barwy z gamy zieleni, albo z rodziny fioletów;
  • ton w ton: niebieski i jego odcienie.

„Storm” zawiera je wszystkie: dwa obłędne odcienie błękitu (stalowy i chabrowy), głęboką zgaszoną zieleń, nieoczywisty odcień na pograniczu różowego wina i łososia oraz całą garść złota (trzy różne) i brązów (dwa maty, jeden metaliczny). Ubóstwiam tę kompozycję i jeśli o mnie chodzi, to wraz z cieniami Kobo i może odrobiną jakiejś zieleni byłby to mój idealny zestaw do odpicowania makijażu odrobiną koloru.

Tu następuje moment uderzenia się w pierś: w poszukiwaniu zieleni do uzupełnienia mojej kolekcji zagalopowałam się i kupiłam paletę, bez której mogłabym się obyć. „Garden of Eden” Sleeka wygląda obłędnie, to prawda. Ale aż pięć zielonych cieni (plus jedna zieleń ze Storm!) to dla mnie stanowczo za dużo! Pozostałe kolory (lśniąca miedź, dwa wrzosowe i cztery kolejne brązy) są przecudowne, ale po prostu w moim przypadku zbędne. Często totalnie zapominam o posiadaniu tej palety i to właśnie jej widok w moim kuferku zainspirował mnie do tej serii postów.

Samą metodę stworzenia solidnej bazy z wkładów oraz puli dodatkowych kolorów za pomocą wkładów i/lub gotowych palet polecam Wam BARDZO. W tej chwili palet jest obecnie tyle rozmiarów i rodzajów, i to na każdej półce cenowej, że każdy będzie w stanie znaleźć coś dla siebie. Ważne jest żeby przemyśleć ile tych nietypowych kolorów jest nam faktycznie potrzebne: być może będzie to po prostu piątka cieni jak ten od Golden Rose czy Miyo. Pamiętajmy tylko żeby nie zapominać się i kupować tylko to, co faktycznie jest nam potrzebne. Piątka cieni, z których dwa będą nieużywane to porażka – lepiej kupić trzy wkłady, które będą pasowały nam w stu procentach.

*

Pomału przymierzam się do zakończenia tego cyklu, chociaż korci mnie jeszcze post z pokazaniem Wam zastosowania tych wszystkich rad i zasad w praktyce – zdjęć moich codziennych makijaży... Nie jestem pewna czy w ogóle umiałabym to uchwycić (buk mi świadkiem, że próbowałam – ale zawsze mogę popróbować bardziej :P), tylko moje pytanie brzmi: czy Wy w ogóle chciałybyście to zobaczyć? Wiecie, że nie jestem wizażystką, więc nie wiem czy moje laickie podejście w ogóle by Was zainteresowało :) Co Wy na to? Czekam na Wasze komentarze :)

12 komentarzy:

  1. ja chyba po prostu lubie miec wybor :) chociaz nie mam wiecej niz 5 paletek -wlaczajac te z pojedynczych cieni :D planuje jednak kupic palete magnetyczna z inglota, bo chce wszystko poprzekladac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem całkowicie "kupiona" tym rozwiązaniem :)

      Usuń
  2. Ja mam oczy piwne, żółte. Karnacja neutralna z zaczerwienieniami, ale ciągnie mnie w żółcie. Oprawę mam ciemną, raczej chłonną i wymytą. I ogromny problem co tak serio mi pasuje. Twój opis: kontrast, harmonia i ton w ton, to właśnie to czego ciagle poszukuję 😅 Kiedyś do tego dojdę 😂 Świetny wpis, bardzo chętnie zobaczę Twoje makijaże dzienne 👌🏻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla piwnych oczu beże i brązy to klasyczny makijaż ton w ton :) W harmonii leżą odcienie złota i zieleni (jeśli ciągnie Cię w żółcie, to takich odcieni bym szukała - oliwkowych, khaki itd.). A w kontraście stoją fiolety, baaardzo często polecane do wszelkich brązowych odcieni tęczówek :) Ten Aubergine z Kobo jest właśnie z tej cieplejszej palety.

      Usuń
  3. Aniu, trochę nie na temat, ale mam pytanie: czy polecasz coś do bardzo, ale to bardzo plączących się włosów? Wystarczy, że włosy nie są w kitku 10 minut i mam jeden kołtun na drugim... Rozczesywanie ich zajmuje po 20 minut ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakiej są porowatości? I czy masz w pielęgnacji jakieś silikony?

      Usuń
    2. Niskoporowate i nie mam żadnych silikonów

      Usuń
    3. To jest kilka rzeczy, które warto wypróbować - nie znam dokładnie Twojej pielęgnacji, więc nie umiem określić co ma największe prawdopodobieństwo sprawdzenia się. Ale do przemyślenia są na pewno: zwiększenie ilości emolientów w pielęgnacji, wprowadzenie niewielkiej ilości silikonów, płukanka z siemienia lnianego, odżywki bez spłukiwania :)

      Usuń
    4. Prawdziwe niskoporowate włosy są takie śliskie że się nie plączą.

      Usuń
    5. Niby tak, ale ile z nas ma włosy "prawidziwie" nisko-/średnio-/wysokoporowate? Bo ja prawie nie znam takich osób :) Nie można zamykać się w tych kategoriach, to są tylko wskazówki.

      Usuń
  4. Ja tam akurat mam kilka paletek, które bardzo lubię :) Choć owszem, nie wykorzystuję 100%... Jeżeli chodzi o paletki magnetyczne, wolę takie bez przegródek, mam Inglota, ale ciężki jest dziad...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ciężki, ale dla mnie w ten sposób, który przyjemnie kojarzy się z solidnością, a nie z nieporęcznością :) Oczywiście to rzecz gustu.

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger