5/18/2020

Doroczna aktualizacja włosowa - 2020!



Ostatnią aktualizację włosową znajdziecie tutaj: KLIK!

Długość i fryzura


Już ostatnio wspominałam o tym, że długość moich włosów utrudnia w tej chwili utrzymanie ich skrętu na dłużej. Opowiadałam też o mojej opłakanej w skutkach wizycie u fryzjera w Brodnicy. No cóż, chyba nie będzie niespodzianką jeśli powiem, że w tej materii nie zmieniło się zbyt wiele ;)

Włosy są, oczywiście, jeszcze dłuższe niż ostatnio. Muszę chyba zrobić im zdjęcie kiedy są mokre, bo wtedy tak naprawdę to widać ;) Na razie nie myślę o ich długości jak o zapuszczaniu per se, ale faktycznie staram się podcinać tylko końcówki i trochę z ciekawości sprawdzam jak długie uda mi się wyhodować :P



Po beznadziejnym cięciu w Brodnicy przez... uwaga, prawie rok (!) nie udało mi się znaleźć czasu żeby iść na podcięcie końcówek. Doprowadziło to do tego, że chyba pierwszy raz od wpadnięcia we włosomaniactwo doszłam do stadium prawdziwego wystrzępienia końców na małe miotełki. W końcu jakoś przed Gwiazdką dostałam nagłej motywacji do ogarnięcia tematu.

Jako że w międzyczasie znowu się przeprowadziłam (tym razem do Nowego Miasta Lubawskiego), to znowu kompletnie nie wiedziałam gdzie iść... Wobec czego po prostu wpisałam hasło „fryzjer” w Google Maps i poszłam do najbliższej fryzjerki z wolnym terminem. Obyło się bez tragicznego etapu stylizacji, ale oczywiście widać było, że ścinanie falo-loków to nie była jej bajka.

W związku z tym cięcie jest totalnie meh, włosy wiszą bezpłciowo i tęsknią za panią Danką z Wejherowa. Powoli przymierzam się do kolejnego podcięcia i jeśli któraś z Was może polecić kogoś w okolicach Nowego Miasta Lubawskiego/Grudziądza/Olsztyna, to dawajcie. Jeśli nie, to znowu pójdę do salonu z Google'a i będę kwękać, że włosy się nie układają tak jak po wizycie u eksperta :D



Jeden szampon, by wszystkimi rządzić


Odkąd przełamałam psychiczną (w głównej mierze) barierę przed stosowaniem szamponów w kostce liczba butelek w mojej łazience zmalała drastycznie. Nie mam już szamponu łagodnego, szamponu mocnego i szamponu peelingującego, tylko jedną jedyną kosteczkę od Czterech Szpaków (i jest to już moje drugie opakowanie - do kupienia tutaj!).

Jeśli olejuję włosy (a robię to w tej chwili bardzo rzadko – myślę, że nawet nie raz w tygodniu...) to faktycznie używam odżywki lub maski myjącej (najchętniej Kallosa Color, obecnie balsamu na kwiatowym propolisie od Babuszki Agafii) do rozemulgowania go. Natomiast skórę głowy i tak zawsze myję szamponem w kostce i już teraz ostrzę sobie zęby na te polecone przez Was w jednym z moich niedawnych wpisów (klik!).


Czym odżywiam włosy:
oleje, maski i odżywki; równowaga PEH


Jak już zdradziłam przed chwilą, obecnie nakładam olej na włosy wyjątkowo rzadko – po prostu wracam z pracy często za późno, by nałożyć go chociaż na te 2-3 godziny, a jeśli mam nałożyć na krócej to często odechciewa mi się całej imprezy i wolę nie nałożyć go w ogóle, a w zamian za to umyć włosy szybciej. Natomiast obu moich olejów (Anwen Mango do włosów średnioporowatych oraz kuchennego winogronowego) używam też często do wzbogacania maseczek i dostarczam włosom emolientów w ten sposób.

Po myciu zawsze nakładam jakąś odżywkę lub maskę i ogólnie stawiam na te emolientowe, a tylko raz na jakiś daję im dawkę protein czy nawilżenia. Najlepszą odżywką humektantową jest dla mnie bez wątpienia Nawilżający Bez od Anwen, a jedną z najlepszych proteinowych anwenkowa Zielona Herbata. Obie akurat mi się skończyły, więc pod presją kupiłam w Tesco pierwszego lepszego Glisskura z keratyną, a nawilżenia dostarczam biedronkową mgiełką (o niej pod koniec).

Z emolientami łatwo mi dogodzić: wzbogacony Kallosbananowy Garnier czy olejowy Biovax już są super, a ideałem wciąż pozostaje maska Anwen do włosów wysokoporowatych. Więc i pod tym względem nie zmieniło się u mnie zbyt wiele :)

Na pewno mega ostrzę sobie zęby na odżywki w kostce. Mam ich już kilka na oku i składy wyglądają typowo emolientowo, a przecież to właśnie te produkty idą u mnie jak woda! Jeśli odżywki z Czterech Szpaków, Doliny Czeremchy lub Herbs & Hydro sprawdzą się u mnie chociaż w połowie tak jak szampon w kostce, to się chyba popłaczę ze szczęścia ;)

Na liście życzeń mam jeszcze anwenowe nowości (obie maski Sleeping Beauty) oraz ewentualne odżywki czy maski od Hairytale Cosmetics, bo jestem ich ogromnie ciekawa.

Nawilżający Bez kupicie tutaj, proteinową Zieloną Herbatę tutaj, anwenkę do włosów wysokoporowatych tu, a odżywki w kostce odpowiednio: Cztery Szpaki klik!, Dolina Czeremchy klik!, Herbs & Hydro klik!.

(tak się składa, że Cztery Szpaki mają w składzie humektant [sok z aloesu], Dolina Czeremchy proteiny [owsa], a Herbs&Hydro tylko emolienty z kropelką gliceryny pod koniec - czy możliwe będzie osiągnięcie nimi czegoś na kształt równowagi PEH? Jejku jej, oby!)



Jak stylizuję moje fale/loki

(typu 2c, wavy whirly)?


Uwierzcie lub nie, ale prawie ich nie stylizuję. Pod wieloma względami (jak ulubione odżywki) moja pielęgnacja włosów mało się zmieniła, ale pod kilkoma uległa diametralnej przemianie.

Najważniejszą zmianą jest to: przestało mi tak strasznie zależeć. To znaczy owszem, dalej chcę mieć ładne, długie, zdrowe włosy, ale jak się słabo skręcą czy oklapną to trudno. Gdy na drugi dzień skręt jest osłabiony, to w ogóle nie mam z tym problemu i właściwie w tej chwili normalne jest dla mnie, że co drugi dzień (po myciu!) mam włosy rozpuszczone, a w pozostałe dni noszę je w kucyku, koczku albo z palemką.

Z tego powodu moja stylizacja ograniczyła się do jednego prostego kroku: po myciu w mokre włosy wgniatam krem do loków Cantu Activator i to wszystko. Nie używam żelu do włosów, żadnych sprayów, fryzur do spania, ploppingu czy plunkingu. Zastanawiam się jedynie nad powrotem do mojej DIY mgiełki a la Jessicurl, ale serio – najpierw musiałoby mi się zacząć chcieć xD

Do tego totalnego niechcenia przyczyniło się to, że obecnie bywają ciągi kilku dni kiedy codziennie ćwiczę. A skoro nie chcę myć włosów codziennie, to i tak muszę godzić się z tym, że one co któryś raz będą w nie-idealnym stanie.



Niezbędniki: serum na końcówki, suchy szampon


Suchy szampon Toni&Guy zużyłam w bólach, ale zużyłam i wróciłam do ukochanego Batiste dla brunetek :D Nie ma dla mnie lepszego.

Byłam mega zadowolona z anwenkowego serum na końcówki Happy Ends (klik!), niedawno mi się skończyło. Po nim zużyłam wszelkie możliwe próbki (a dzięki saszetkom dołączanym do masek Biovax zebrało mi się ich bardzo dużo) i obecnie smaruję końcówki tylko kropelką oleju Anwen, tego do olejowania. Przy najbliższej okazji będę chciała wypróbować Happy Ends w wersji płynnej! (klik!)


Inne


Tu mogłabym dosłownie wkleić cytat z poprzedniego tekstu:

Nie stosuję obecnie masaży ani wcierek do włosów, a suplementuję wyłącznie to co przyjmuję ogólnie dla zdrowia i nie biorę nic konkretnie włosowego. Mam w zbiorach pojedyncze produkty, których z różnych powodów nie pokazuję we wpisie.
Produkty te widzicie powyżej. Intensywnie pracuję nad zużyciem ich na najróżniejsze sposoby ;)

Rok temu wyznaczyłam sobie także kilka zadań:

- poszukiwania znającego się na rzeczy fryzjera,

- denkowanie produktów nielubianych (żel Kallos, pianka Biovax) i niezgodnych z CG (maska Dr. Sante),

- znalezienie taniej CG-maski z keratyną do wprasowywania we włosy,

- ogarnięcie sytuacji z szamponami: wybranie któregoś zdzieraka (Natur Vital lub Anwen) i decyzja przy którym szamponie łagodnym zostaję (któryś Anwen czy Fitokosmetik),

- dokładne testy serum Happy Ends, ewentualne dokupienie drugiego produktu (na oku mam jedwab Green Pharmacy).

I, jak widać, mimo wszystko trochę poległam: sprawdzonego fryzjera w okolicy jak nie miałam tak nie mam, podobnie jak dobrej do wprasowywania (taniej!) CG-maski z keratyną. Ale resztę spełniłam bez problemu, a przy okazji bardzo zmniejszyłam moje zapasy kosmetyków do włosów!


Moje cele na ten rok określiłabym tak:

- poszukiwania znającego się na rzeczy fryzjera,

- zdenkowanie albo oddanie produktów niepotrzebnych czy nielubianych (żele do włosów, mgiełki...)

- zakup keratyny jako alternatywy dla taniej CG-maski do wprasowywania we włosy,

- testy odżywek w kostce i ewentualnie kosmetyków od wspomnianych wcześniej influencerek!

***


W tekście umieściłam linki afiliacyjne: to oznacza, że jeśli po kliknięciu w nie dokonacie zakupu, niewielki odsetek od transakcji trafi do mnie nie podnosząc jednocześnie ceny Waszego produktu. Z góry dzięki za takie wsparcie ;)

Jak zawsze czekam na Wasze polecenia! Wy zawsze potraficie mi coś podpowiedzieć ;)


xoxo,
Ania

3 komentarze:

  1. Isana z Rossmanna ma tez dwie wersje szamponów w kostce. Mają dobry skład (dziewczyny z piggypeg potwierdziły), niezłe opinie i przystępną cenę (14,99 zł bez promocji). Jak zdenkuję otwarte butelki, to biorę się za testowanie :)
    https://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,322254,isana-festes-shampoo-cocos-mango-duft.html
    https://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,322255,isana-festes-shampoo-granatapfel-duft.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Z lokami łatwo nie jest, widzę po swojej sasiadce. Odwiedziła prawie wszystkich fryzjerów w naszym mieście i nadal szuka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Ci osobiście mogę polecić odżywki w kostce, jeżeli się zastanawiasz. Nigdy nie miałam takiego efektu jak po nich.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger