3/15/2020

Podeślij ten wpis swojej Mamie! Pielęgnacja cery dojrzałej ♡



Znaczną część odbiorców treści z Kosmeologiki stanowią kobiety w dojrzałym wieku, posiadające cerę z widocznymi oznakami starzenia – czasem bardzo zaawansowanymi, bo składają się na to lata złych nawyków (przede wszystkim opalania).


W moim odczuciu schemat stosowany przeze mnie (patrz: poprzedni wpis!) dla tych kobiet będzie za mało efektywny: stawia on bowiem głównie na profilaktykę, a jeśli chodzi o działanie aktywne to sięgam głównie po substancje o delikatnym działaniu: peptydy i łagodne preparaty z retinoidami. Dlatego pomyślałam sobie, że fajnym pomysłem będzie niewielki poradnik dla tych z nas, które potrzebują bardziej intensywnego działania.

Absolutnie rozumiem, że niewiele z nas interesuje się składami na tyle mocno, by wgryzać się w INCI, substancje czynne, badania naukowe. Osoby z tego wąskiego grona pewnie nie potrzebują ode mnie wielu porad, bo większość wiedzy dotychczas zgromadzonej na blogu mogą zastosować samodzielnie i dla nich potrzebne jest tylko dzisiejsze podsumowanie.

Mam nadzieję, że już bez obsuwy (czyli za tydzień) ukaże się wersja skondensowana, taka totalnie produktowa. Dla tych z nas, które nie mają kompletnie zainteresowania składami jako takimi, a oczekują tylko prostych wskazówek gwarantujących widoczne gołym okiem rezultaty.

Tak więc wyobrażam sobie, że ten wpis kieruję do kogoś, kto raczej nie zagląda dzisiaj na Kosmeologikę po raz pierwszy. Kimkolwiek jesteś, witaj w moich progach! ♡


Ogólne zasady


Musimy zacząć od obalenia kilku mitów. Pierwszym i według mnie najważniejszym jest to, że w zasadzie żadne serum czy krem dostępne w drogerii (czy jakimkolwiek innym sklepie) nie są w stanie wymazać zmarszczek, które już posiadasz – ewentualnie może za wyjątkiem najmniejszych, najdelikatniejszych z nich. Nie mówię, że nie da się cofnąć wskazówek zegara, ale z całą pewnością nie jest to możliwe w pielęgnacji opartej o kremiki z Rossmanna.

*


Drugim mitem albo właściwie może powszechnie źle rozumianym tematem jest to, że składnik składnikowi nierówny. Prawie każdy kosmetyk da się opisać tak, żeby brzmiał jakby zawierał coś niesamowitego. Idealnym przykładem jest krem Bioxelan: produkt tak cholernie oszukańczy, że poświęciłam mu cały osobny rozgniewany wpis, a przecież na upartego gdybym była zatrudniona w marketingu mogłabym napisać kwiecisty tekst o tym, że jego skład jest przebogaty: masło shea, olej migdałowy, olej z pestek winogron, sok z aloesu, ekstrakty z alg, zielonej herbaty oraz rozmarynu, kolagen, elastyna, kwas hialuronowy...

Tego rodzaju lanie wody bombarduje nas z mediów od tak dawna, że ja od pięciu lat nie mogę wyłączyć mojej Mamie skojarzenia, że kwas hialuronowy to jakiś wspaniały środek na zmarszczki – a nim nie jest! CHYBA że użyjemy go jako wypełniacza wstrzykniętego przez lekarza.

Jeszcze większe bzdury na opakowaniach umieszczają ci producenci, którzy zamiast koloryzować składy biorą się za przemawiające do wyobraźni porównania. Janda ma w ofercie kremy typu „Siła Wypełniacza Hialuronowego” albo „Siła Nici Kosmetycznych” i teoretycznie oczywiste powinno być dla nas, że taki krem nie ma i nie może mieć porównania do tych cokolwiek inwazyjnych zabiegów... Na inne, jeszcze bardziej bezczelne marki obiecujące góry złote typu „odmłodzenie o dziesięć lat w miesiąc” szkoda sobie nawet strzępić języka.

Do czego zmierzam: od dziś zachęcam wszystkich do ignorowania opisów producentów, łącznie z deklaracjami dla kogo dany kosmetyk teoretycznie jest przeznaczony.


Widoczne oznaki starzenia się skóry


W gruncie rzeczy lista składników o naprawdę udowodnionym działaniu przeciwzmarszczkowym jest krótka, tak samo jak dość krótka jest lista widocznych oznak starzenia się cery – to temat, który już kiedyś omówiłam.

Króciutko podsumuję: u podstaw starzenia się skóry leży utrata jej gęstości (i wynikające z tego zmarszczki), na co działamy przede wszystkim pochodnymi witaminy A (retinoidami) oraz wspomagająco peptydami, a jeśli mamy zapał do profilaktyki to ochroną przeciwsłoneczną.

Zmarszczki mimiczne możemy też rozluźniać masażem.

Obok braku zmarszczek powinno nam też zależeć na równym kolorycie cery. Tu z pomocą przychodzi nam witamina C, niacynamid, antyoksydanty, a w profilaktyce także ochrona przeciwsłoneczna.

Trzecim ocenianym przez nas aspektem jest owal twarzy: linia żuchwy, proporcje poszczególnych elementów (na przykład pełność warg/wielkość przestrzeni między ustami a nosem) oraz wynikające z migracji twarzy bruzdy: w szczególności bruzda nosowo-wargowa, która nie jest taką zwykłą zmarszczką. Tutaj w grę wchodzą przede wszystkim masaże i ćwiczenia, a w profilaktyce także zdrowe nawyki: prawidłowa postawa ciała, spanie na plecach, unikanie dziwnych odgnieceń i szkodliwego manipulowania przy twarzy.

A teraz do rzeczy!




Rano: liczy się SPF!


Ostatnią ważną rzeczą jaką musimy wiedzieć jest to, że jeśli chodzi o profilaktykę starzenia to najważniejsza jest ochrona przeciwsłoneczna. Do tego stopnia, że gdyby ktoś zapytał mnie jaki jest najlepszy krem przeciwzmarszczkowy, ja odpowiedziałabym bez wahania: krem z wysokim filtrem, i to aplikowany hojną ręką.

Na blogu jest już tekst opisujący podstawy ochrony przeciwsłonecznej. Dowiadujemy się z niego czy z licznych innych wpisów, że ja praktycznie co rano nakładam zamiast kremu do twarzy krem z filtrem: SPF 30 jesienią/zimą, a SPF 50 wiosną/latem.

Zauważyłam jednak, że im starsza jest moja Czytelniczka, tym ciężej ją do tego przekonać i to też szanuję. Przedstawiacie mi wiele powodów: od zwykłej bariery psychicznej po trudności w dobraniu preparatu, który sprawdzi się w życiu zawodowym, często na reprezentacyjnych stanowiskach. I ja to w pełni szanuję. Chciałabym w takim razie namówić Was chociaż na kilka rzeczy. Po pierwsze, zajrzyjcie do wpisu „Ochrona UV bez kremów przeciwsłonecznych” i zobaczcie co mam Wam do zaproponowania. Po drugie, wybierając krem na dzień zwróćcie uwagę na to, by zawierał filtr UV. Tak po prostu.

Wiem z pierwszej ręki, że w przeciętnej drogerii kremów o sensownym SPF (bo często są to wartości rzędu 6 czy 10...) jest jak na lekarstwo: boleśnie przekonałam się o tym przygotowując dla Was zestawienie drogeryjnych kremów na dzień. Myślę, że w tej sytuacji warto zwrócić uwagę na kosmetyki naturalne: w przeciwieństwie do aptecznych kremów do opalania są to tak naprawdę normalne nadające się do noszenia na co dzień formulacje do których tylko „dorzucono” filtr. Oczywiście musimy pamiętać, że tak stosowane kremy z SPF na przykład 30 nie dadzą nam tej samej ochrony co wsmarowany w przepisowej ilości krem przeciwsłoneczny stworzony z myślą o plażowaniu. Ale jeśli mamy już cerę z mocno widocznymi oznakami starzenia to w mojej prywatnej opinii taka moc ochrony jest rozsądną podstawą.




Wieczorem: liczą się retinoidy!


Jedyną grupą składników, która ma prawdziwie udowodnione działanie odnawiające skórę są retinoidy czyli pochodne witaminy A. Ogólnie serię wpisów, które dokładnie Wam przybliżą ten temat mam w planach od niepamiętnych czasów, ale na potrzeby dzisiejszego wpisu muszą Wam wystarczyć te najważniejsze informacje:

1. Retinoidy zwiększają grubość skóry właściwej, czyli tej warstwy skóry która w rzeczywistości odpowiada za to jak gruba i młoda jest nasza cera.

2. Retinoidy mają możliwość przeprogramowania komórek naszej skóry tak, żeby zmusić je do bardziej wytężonej pracy. To wielka rzadkość wśród składników kosmetycznych, które zazwyczaj działają tylko na jej powierzchni lub w bliskich powierzchni warstwach naskórka.

*


Skoro już znamy (ekstremalnie uproszczony!!!) mechanizm działania to musimy powiedzieć sobie o kilku rzeczach wiążących się z wprowadzaniem i stosowaniem retinoidów w naszej pielęgnacji.

Tym, co faktycznie działa w naszej skórze jest kwas retinowy, czyli tretynoina. To jest taki nasz składnik „bazowy”.

Retinol, o którym pewnie każda z nas kiedyś słyszała to składnik, który w naszej skórze przez specjalne enzymy jest przekształcany do retinalu, a potem do tretynoiny właśnie.

W mojej stareńkiej recenzji niedostępnego już kremu Avene Triacneal pisałam z kolei o tym retinalu właśnie: wówczas był to najsilniejszy składnik z grupy retinoidów dostępny w kosmetykach (a nie w lekach na receptę).

Retinoidów jest oczywiście o wiele więcej, ale zasada jest ta sama: te różne pochodne są w naszej skórze przekształcane do postaci aktywniejszych. To oczywiście generuje pewne „straty”: przykładowo nie cały retinol przekształci się do retinalu, a potem nie cały retinal przekształci się w tretynoinę. Dlatego nie każda obecność retinolu w kremie oznacza jego niesamowite działanie przeciwzmarszczkowe.

*


Tu może pojawić się pytanie: no dobrze, to w takim razie po co bawić się w retinole i inne pochodne zamiast sięgnąć po tretynoinę?

Odpowiedź wynika z trzeciej najważniejszej cechy retinoidów: większość z nich ma mniejszy lub większy potencjał drażniący skórę. Tretynoina i jej najbliższa siostra izotretynoina mogą doprowadzać do autentycznych wylinek: totalnego złuszczania skóry z twarzy, niezbyt przyjemnego w odczuciu i oczywiście wybitnie nieestetycznego.

Tolerancję na retinoidy można w swojej skórze budować zaczynając od łagodniejszych preparatów i idąc w kierunku coraz mocniejszych. Wpływ ma także sposób sformułowania danego produktu: jest mnóstwo technologicznych rozwiązań, które albo zwiększają aktywność słabszych pochodnych, albo zmniejszają potencjał drażniący tych aktywniejszych. Oczywiście kosmetyki z tymi rozwiązaniami sporo kosztują.

Jakąś opcją na obejście tego działania jest zmywanie stosowanych przez nas preparatów: zamiast siedzieć na skórze przez dziesięć godzin od wieczornej pielęgnacji do porannego oczyszczania możemy zostawić je na skórze tylko na trzydzieści minut w ramach Short Contact Therapy (SCT).

*


Wszystko wskazuje na to, że najbardziej spektakularne efekty osiąga się za pomocą tretynoiny. Bardzo polecam Wam zajrzeć na Instagrama inti_skin i do jej przypiętych relacji pod hasłem „tretynoina”: zobaczycie tam efekty przed i po, i to takie że kapcie spadają...

Mam jednak świadomość, że jeśli faktycznie nigdy dotąd nie interesowałyśmy się pielęgnacją (a przynajmniej nie ponad to, żeby kupić sobie co jakiś czas nowy, rozreklamowany krem) to pewnie ciężko będzie nam nagle porzucić wszystkie dotychczasowe nawyki i podporządkować całą pielęgnację budowaniu tolerancji tak mocne retinoidy i łagodzeniu powstających w ten sposób podrażnień...

Nie mówiąc już o tym, że zdecydowana większość tego, co jest o oczko ciekawsze niż retinol czy retinal jest albo na receptę, albo diablo drogie, albo i jedno i drugie. Dlatego na początek chciałabym zaproponować trzy opcje, które są łagodne, a przy tym stosunkowo tanie i łatwo dostępne:

a) dla absolutnie początkujących: drogeryjne kremy z retinolem

b) dla ciekawych świata: produkty The Ordinary zawierające albo retinol w skwalanie, albo miksu malutkiej dawki retinolu z łagodnymi estrami (seria Granactive)

c) dla tych z minimum doświadczenia: pojedyncze dermokosmetyki od Pharmaceris, La Roche-Posay czy Avene, o których będę jeszcze pisać.

O retinoidach postaram się napisać więcej w następnym wpisie, bo nawet teraz mam wrażenie że dla prawdziwych laików już dzisiaj mogłam trochę za bardzo odpłynąć ;)


Co poza tym?


Pielęgnacja, która opiera się na tym, żeby:

nasz dotychczasowy krem na dzień zmienić na inny, tylko że z filtrem przeciwsłonecznym

+

krem wieczorny na preparat z łagodnym retinoidem

nie wymaga innych dużych zmian, więc jeśli mamy ulubione metody oczyszczania skóry, tonizowania jej, peelingi czy maseczki to nie ma co zmieniać ich na siłę.

***


Inaczej sprawa się ma jeśli:

  • nie jesteśmy ze swojej dotychczasowej pielęgnacji zadowolone (i na przykład wciąż borykamy się z trądzikiem, naczynkami...)

  • wprowadzimy do pielęgnacji taki porządny krem z filtrem nakładany w przepisowej ilości (bo wtedy może pojawić się potrzeba dokładniejszego oczyszczania wieczorem)

  • przejdziemy na wyższy poziom retinoidowego wtajemniczenia (i będziemy szukać produktów dobrze współpracujących z różnymi stopniami podrażnienia skóry).


Są oczywiście rzeczy, które warto do SPF i retinoidu dodać niezależnie od wszystkiego. I pewnie każda ceromaniaczka widziałaby to inaczej, ale mój subiektywny wybór wyglądałby tak:


dobre serum z witaminą C pod poranny krem


Według mnie witamina C to wspaniała rzecz dla cery i w profilaktyce starzenia, i gdy walczymy już z tym co się na skórze zadziało. Jest niezbędna do syntezy kolagenu, rozjaśnia przebarwienia, stanowi silny antyoksydant – czego w niej nie kochać?

Jako, że moja skóra jest mieszana z dość tłustą strefą T, celuję w sera wodniste, lekkie. Cery dojrzalsze zdecydowanie częściej są suche, więc w tej sytuacji bardziej przydadzą nam się lekkie kremy i emulsje, które otulą cerę dodatkową dawką nawilżenia.


codzienny masaż


Zmarszczki mimiczne (jak sama nazwa wskazuje...) wynikają z naszej mimiki. Mogą to być kurze łapki w kącikach oczu, lwia zmarszczka między brwiami, poziome zmarszczki na czole.

Profilaktyką takich zmarszczek jest zapanowanie nad naszą mimiką (tak, to możliwe!) oraz takie detale jak prawidłowa korekcja wzroku okularami (by nie mrużyć ich, gdy próbujemy coś przeczytać...). Przydaje się też masaż, którym dodatkowo rozkurczymy te mięśnie i pozwolimy im oraz skórze do których są przyczepione odpocząć...

Moje ulubione masaże (w tym dwa na zmarszczki mimiczne) pokazuję niezmiennie w moich schematach pielęgnacji – także w tym najnowszym (klik!). Pozostałych etapów masażu używam do walki z migracją twarzy (a więc z utratą owalu oraz powstaniem bruzdy nosowo-wargowej) oraz do  dbania o prawidłowy odpływ limfy z twarzy.


serum na zmarszczki mimiczne pod retinoidy


Jeśli chodzi o walkę ze zmarszczkami mimicznymi za pomocą kosmetyków to naszym najlepszym przyjacielem będzie tutaj produkt z peptydami, które pomogą nam rozluźnić te pospinane mięśnie. Myślmy o nich jak o mniej inwazyjnym botoksie: zamiast całkowicie paraliżować te mięśnie jadem kiełbasianym, dajemy im tylko delikatnego, ale regularnego kuksańca przypominającego im o prawidłowym rozkurczu.



peptydy i antyoksydanty:
w codziennej pielęgnacji, doraźnych maseczkach/ampułkach/zabiegach, doustne


Poza peptydami a la botoks istnieją też „peptydy a la retinoidy”, czyli peptydy pobudzające nasze komórki do zwiększania grubości skóry. Uważam, że to jeden z najcenniejszych składników w takich klasycznych kremach do twarzy i sto razy bardziej wolę tani, „chemiczny” drogeryjny krem z peptydami niż drogi, naturalny krem z bogactwem olei, ekstraktów i witamin, ale za to bez peptydów. Jeśli chcesz nauczyć się wczytywać w składy tak, by sprawdzić czy Twoje kremy mają w sobie te składniki, zajrzyj do mojego wpisu Peptydy w pielęgnacji cery.

Tym, czego w naturalnych kosmetykach zazwyczaj nie brakuje są antyoksydanty. Oczywiście nie są one dla pielęgnacji naturalnej zarezerwowane – w końcu koenzym Q10 wszedł na salony dzięki marce Nivea. Na moim blogu jest już tekst Antyoksydanty w pielęgnacji cery i powtórzę tutaj to, co napisałam w jego podsumowaniu: „z radością przytulam każdy roślinny ekstrakt czy przeciwutleniacz w kosmetyku, ale na pewno nie opieram na nich mojej pielęgnacji: cztery filary (filtry, witamina C, peptydy i kwasy) to dla mnie w sam raz.” Wspominam o nich po to, żeby wskazać Wam kolejną rzecz którą ja sama biorę pod uwagę wahając się między zakupem jednego czy drugiego kosmetyku.

***


Już teraz powiem Wam, że u mnie jeszcze bardzo, bardzo długo treści o tych bardziej zaawansowanych retinoidach będą szczątkowe i zdecydowanie teoretyczne. Zwyczajnie nie mam potrzeby by intensywnie regenerować swoją skórę: mam 29 lat, a od około pięciu lat systematycznie się filtruję. Więc oczywiście w moich wpisach o retinoidach przybliżę Wam podstawy tych bardziej wyrafinowanych metod, ale po praktykę będę musiała odesłać Was gdzie indziej (między innymi do @inti_skin, o której już wspomniałam).

Na dziś myślę, że te podstawy będą dla Was w sam raz. Jeśli cokolwiek jest dla Was niejasne, czujecie że jakiegoś tematu nie wyczerpałam – piszcie do mnie śmiało. Zrobię co mogę, żeby ten wpis uzupełnić albo przez niewielkie edycje albo (w razie potrzeby) przez osobny wpis-suplement.

Tymczasem trzymajcie się ciepło!

Ania

9 komentarzy:

  1. Super wpis. Mamie przekażę, ale i sama skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej. Czemu nie odpisujesz już na komentarze pod postem? :/ Dużo osób pisząc pod Twoimi postami nieciwrpliwie czeka na twoją opinię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jednym z ostatnich tekstów napisałam, że przechodzę trudny moment w życiu. Proszę o uszanowanie tego.

      Usuń
  3. Przydatny post dla tych,co nie wiedzą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy booster z retinolem i retinoidem z biochemii urody taki https://www.biochemiaurody.com/sklep/serumoil-renew2.html będzie dobry? Dziękuję za rady (49 lat) czekam na więcej porad dla dojrzałych cer.
    Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam mieszane odczucia, bo komunikacja wokół tego produktu nie jest dla mnie jasna. Jeden procent CZYSTEGO RETINOLU to jest bardzo dużo! A tu jeszcze 1% estrów?

      Obstawiam więc, że 1% to składnik sprzedawany na BU jako retinol, czyli w rzeczywistości "Hydrogenated Retinol; Caprylic/Capric Triglyceride" - nie dość, że retinol uwodorniony, to jeszcze tak naprawdę nie czysty tylko w olejowym nośniku. Nie mówię, że to coś złego! Tylko utrudnia mi to ocenę, a samego produktu nie miałam.

      Usuń
  5. Hej Aniu! Dziękuję za ostatnie teksty! Są bardzo informatywne.

    Mam pytanie: czy używasz retinolu również wiosną i latem? Ja bym chciała, ale boję się przebarwień (choć filtruję się dość restrykcyjnie).

    A tak poza tym: przykro słyszeć, że masz trudniejszy czas w życiu. Trzymaj się, a kiedy za trudno się trzymać, to pozwól sobie odpuścić - to też jest OK. :) Pozdro dla Zgredka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mamy nie namówię na porzucenie kremików z drogerii, ale sama staram się pielęgnować skórę bardziej świadomie. Dzięki, że mogę do Ciebie zaglądać i zawsze znaleźć coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny, wyczerpujący tekst. Brawo!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger