9/29/2019

Czy makijaż w weekend to konieczność i skoro nie, to dlaczego warto oraz jak go wykonać



W przedostatnim wpisie podzieliłam się z Wami czymś, co stanowi dla mnie właściwie nowy rozdział w podejściu do kosmetyków kolorowych.

Ogólnie nie mam problemu z wychodzeniem z domu bez makijażu, ale po prostu lubię go nosić i wykonywać. Tym niemniej w weekendy daję skórze odpocząć od kremu z filtrem, więc praktycznie zawsze mniej lub bardziej świadomie pomijałam też makijaż z wyjątkiem tych bardzo nielicznych sytuacji kiedy w weekend wyjdę z domu na jakieś spotkanie ;) W związku z tym przynajmniej kilkukrotnie musiało zdarzyć mi się to, co jest w tej sytuacji nieuniknione: wpadnięcie w takim nieogarniętym stanie na kogoś, na kim jednak wolałabym zrobić nieco lepsze wrażenie. Nie żeby spędzało mi to potem sen z powiek, ale humor czasem potrafił mi się na chwilę popsuć.

Bardzo żałuję, że z bloga Azjatycki Cukier zniknął wpis, w którym Basia cytowała kilka ciekawych badań mówiących o tym, że nasze dbanie o własny wygląd miewa często realny wpływ na samoocenę i nie tylko. Nie chcąc niczego przekręcić napomknę tylko, że o ile pamiętam w jednym z omawianych eksperymentów dziewczętom przed egzaminem kazano przymierzyć sweter albo strój kąpielowy, po czym okazało się że grupa „swetrowa” wypadła na egzaminie nieco lepiej. Osobiście uważam to zjawisko za fascynujące i stanowiące kolejny aspekt tematu dbania o siebie (czy to przez pielęgnację skóry czy włosów, makijaż, strój...).

Trzecim interesującym zjawiskiem jest to, że niejedna z nas po porannym rytuale dbania o schludny wygląd czuje się potem bardziej ogarnięta i zmotywowana do działania. Jeśli w sobotę nie przebierzemy się nawet z piżamy w zwykłe ubrania to bardzo możliwe, że dzień spędzimy faktycznie w łóżku albo na kanapie. Co nie zawsze jest czymś złym, ale jeśli chciałybyśmy w weekend nadrobić trochę zaległej roboty to na pewno warto zacząć poranek od przejścia z trybu odpoczynku w tryb aktywności – co może (ale nie musi!) obejmować choćby minimalny makijaż.

Jak wspomniałam w tekście „10 rzeczy, które zmieniłam na LEPSZE” dla mnie idealny przepis na taki delikatny makijaż opublikowała na swoim kanale Maxineczka. Na razie robię go tym, co mam w zapasach, ale docelowo chciałabym skompletować idealny zestaw w duchu tego o czym pisałam w poście „Makijaż minimalistki: czy go potrzebujemy, ile i właściwie jaki?”, czyli z kosmetyków:

- polskich,

- najchętniej indie,

- nietestujących na zwierzętach,

- od kreatywnych firm realizujących własne pomysły zamiast odpowiedników znanych produktów innych marek.

Mimo iż jeszcze trochę mi do tego idealnego zestawu brakuje to chciałabym już teraz go Wam pokazać. Między innymi dlatego, że Wasze rekomendacje są często bardzo ciekawe i gorąco liczę na to, że podpowiecie mi coś zaskakującego!



1. Naturalny krem tonujący


Maxineczka poleca zbyt ciemny dla mnie kosmetyk Eveline, a zresztą: od dłuższego czasu posiadam tonujący krem Cosnature (kupiony z polecenia Justyny!). Jest on konserwowany alkoholem, więc nie nadaje się do codziennego stosowania, ale w weekendy jest jak znalazł. Natomiast po skończeniu go chętnie znalazłabym zastępcę na polskim rynku... tylko gdzie? Kremy BB Miya i Vianek będą dla mnie na 99% za ciemne. Innych nie kojarzę i tu od razu uśmiecham się do tych z Was, które kojarzą coś w tym rodzaju ;)

Krem Cosnature można kupić TUTAJ - z góry dzięki! ♡

2. Korektor pod oczy


Obecnym na zdjęciu Bell „Magic Wand” nie sugerujcie się, raczej nie kupię go ponownie (chociaż wyrok jeszcze nie zapadł). Co prawda mam dwa inne korektory w zapasie, ale już dzisiaj chciałabym zapytać Was o Wasze ulubione polskie korektory pod oczy! Pytam zarówno o te delikatniejsze, idealne do tego minimalistycznego makijażu weekendowego, jak i o te mocno kryjące do używania na co dzień. Zaskoczcie mnie! :D

3. Puder transparentny


Choć na zdjęciu widać opakowanie po pudrze ryżowym EcoCera, to tak naprawdę tych pudrów używam codziennie, a w weekendy sięgam po coś jeszcze bardziej naturalnego: makę z maranty trzcinowatej. Zerowe obciążenie dla skóry, a mat (jak na to o jakim produkcie mówimy!) jest spektakularny. Ja w ogóle kocham wszystkie naturalne, sypkie transparentne pudry, ale rzeczy tak prostej i neutralnej jak ta mąka nie da się zbyt łatwo zdeklasować.

Ryżowy Fixer EcoCera można kupić TUTAJ - z góry dzięki! ♡


4. Połyskujący róż


Ogólnie bez dwóch zdań wolę matowe róże (w właściwie to róż w kremie po prostu), ale za radą Maxi do makijażu w sobotę czy niedzielę idzie lśniący róż mineralny: u mnie jest to Annabelle Minerals w kolorze Lily Glow. Rzeczywiście zgadzam się z tym, że potrafi on wtedy dodać cerze dużo zdrowia i używam go z rozkoszą. W tygodniu wracam do ulubionego różu w sticku, a blasku wolę dodawać sobie rozświetlaczem.

(ten kosmetyk dostałam w ramach zgłoszenia na konferencję Meet Beauty)

Róż Annabelle Minerals można kupić TUTAJ - z góry dzięki! ♡

5. Puder rozjaśniający do wewnętrznych kącików oczu


Tak się składa że mam takie dwa! Wkład z Inglota 503 do mojej paletki typu Freedom, a drugi w palecie do konturowania z Affect (chodzi o ten środkowy czyli D-0007). Myślałam że będę używać tych pudrów na okolicę pod oczami, ale szczerze mówiąc to najlepiej czuję się gdy tej okolicy nie pudruję w ogóle... Więc dzięki temu patentowi w ogóle będę miała jak je zużyć :D

6-7. Brwi!


Zasadniczo żel do brwi z Joko (kolor Chocolate) odpowiada mi, ale nie jest produktem którego mogłabym używać solo. Nie dlatego że jest z nim coś nie tak tylko dlatego, że moje brwi mają bardzo nierówną górną granicę i żelem nie da się tego według mnie skorygować. Patrzę na nagrane wczoraj wieczorem Insta Stories i na widok moich brwi aż zgrzytam zębami :D Więc dosłownie od dzisiaj dodaję do tego kroku cokolwiek czego da się użyć w roli pomady. Na zdjęciu widać cień do powiek którego próbuję się pozbyć, ale planuję później zastąpić go pomadą z Kobo, bo słyszałam o niej sporo dobrego!

8. Naturalny tusz do rzęs


W swoim filmie Maxineczka mówi o tym, że ze względu na swój perfekcjonizm w malowaniu rzęs od maskary woli po prostu podkręcenie rzęs zalotką. Ja tego perfekcjonizmu w sobie nie mam, więc poza podkręceniem chciałabym podkreślić je tuszem i to na pewno lżejszym niż używana przeze mnie na co dzień maskara wodoodporna. Byłam BARDZO zadowolona z tuszu Deborah Formula Pura (i nawet dzięki Basi mam jedno opakowanie w zapasie ♡), ale eksplorując asortyment polskich firm kosmetycznych zdecydowałam się na zakup naturalnego tuszu Felicea. Wstępnie jestem z niego chyba wystarczająco zadowolona, ale z ostatecznym werdyktem też się jeszcze wstrzymam.

9-10. Balsam do ust/naturalna szminka


Ogólnie idealnym balsamem do tego makijażu byłby Lip Perfector od Resibo, ale niestety końcówkę swojego już dawno zgubiłam, a jego cena chwilowo powstrzymuje mnie przed zakupem nowego. Dla mnie balsamem, któremu jest jakoś w miarę do niego najbliżej jest rokitnikowa pomadka od Sylveco! A gdy mam ochotę na odrobinę koloru na ustach sięgam po naturalną pomadkę Felicea (moja jest w kolorze 28 cień ametystu*). Na marginesie, po wpisie u Anne Marie na temat pomadek o dobrym składzie (klik!) zapragnęłam szminki Boho Beauty, ale w sumie to sama nie wiem już czy ta firma jest polska... Może któraś z Was się orientuje?

* Swoją drogą, najpierw kupiłam kolor 24 szary róż, mimo że na zdjęciach wyglądał totalnie pomarańczowo: uznałam, że nazwa nie mogła wziąć się znikąd, a zdjęcia muszą być po prostu przekłamane. Kolor okazał się być dokładnie taki jak na zdjęciach, więc po prostu oddałam pomadkę Mamie (ma jesienny typ urody). Człowiek który wymyślał nazwę musiał być chyba daltonistą :P

Kojący balsam do ust Resibo można kupić TUTAJ, a rokitnikową pomadkę Sylveco TUTAJ - z góry dzięki! ♡


Podsumowując stwierdzam, że aż TAK wielu kosmetyków do idealnego zestawu mi nie brakuje. Rzecz rozchodzi się głównie o krem tonujący i korektor pod oczy, bo co do tuszu i szminek sprawa nie jest specjalnie paląca. Chociaż oczywiście z chęcią sprawdzę każdą Waszą polecajkę :)

A Wy malujecie się w dni, kiedy relaksujecie się w domu?
Jakie kroki wtedy pomijacie, a które z nich zmieniacie?

Pozdrowionka,
Ania

15 komentarzy:

  1. Ja ostatnio rzadko mam takie dni, ale u mnie codzienny makijaż to często jedynie tusz do rzęs i w drogę :P. Ciekawi mnie ten z Felicea, sporo dobrego o nim czytałam, a do tej pory najbardziej lubiłam zieloną wersję Physicians, choć nie jest Polski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o tych z Felicea słyszałam raczej średnie opinie, ale na razie jestem zadowolona :) A z takich bardziej naturalnych tuszy mi bardzo sprawdzał się Deborah Milano Formula Pura!

      Usuń
  2. Konieczny czy nie, dla mnie to ulubione zajęcie, lubię się w makijażu, więc nie będę udawała skromnisi :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mi się chce to się maluję, a jak mi się nie chce to tego nie robię :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwelbiam makijaż i w weekend zwykle lubię z nim poszaleć, wykorzystując to, że mam więcej czasu niż w tygodniu:) To mój makijąż codzienny jest trochę bardziej minimalistyczny bo rano przeważnie się spieszę i szkoda mi czasu na blendowanie cieni i konturowanie. Jeśli natomiast nie mam ochoty na pełny makijaż a chcę się czuć ogarnieta to stosuję korektor i puder pod oczy, tusz do rzęs bez zalotki, puder Eveline Celebrities dający lekkie krycie, róż w kremie i balsam koloryzująy do ust albo pomadkę w naturalnym kolorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najczęściej robię tak, że rano wykonuję ten makijaż minimalistyczny, a wieczorem trochę się bawię korzystając z tego, że mam więcej czasu niż rano ;)

      Usuń
  5. Nie noszę makijażu codziennie i zdarza mi się wychodzić na miasto nomakeup - gdy się spieszę, albo gdy lenistwo wygra :P Ale malować się uwielbiam, więc regularnie robię makijaż nawet w weekend czy w dni spędzane w domu. To dobry czas na zabawę pstrokatymi kolorami :D I tak jak piszesz - z makijażem czuję się bardziej ogarnięta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ ładna z ciebie kobietka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam prośbę. Czy możesz mi powiedzieć co sadzisz o takim preparacie: https://kosmepro.pl/product-pol-578-Bielenda-Zel-przygotowujacy-do-zabiegow-eksfoliacji-200g.html
    Kupiłam a teraz boję się używać 😁 Dlugo już stosuję preparaty z 10% kwasrm migdałowym ale ten preparat ma też inne kwasy i nie wiem co myśleć, a chciałbym coś mocniejszego niż dotąd , żeby jeszcze bardziej wyrównać koloryt i być może zmniejszyć zmarszczki... jestem po 40stce.. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tutaj składu tego produktu, więc ciężko mi się wypowiedzieć. Ale uważam ogólnie, że kwasy do zabiegów gabinetowych to raczej zabawa dla wybranych... ;)

      Usuń
  8. kurcze, ta wzmianka o malowaniu się.. to o mnie! Nie mam problemu z wychodzeniem z domu bez makijazu, ale po prostu lubię wychodzić w. Poza tym jak sie juz pomaluje czuje sie fasktycznie ''ogarnieta i gotowa do dzialania'' :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię makijaż więc i weekend go wykonuję najczęściej. Z tym, że często mam wtedy więcej czasu więc bawię się cieniami, bo w tygodniu to raczej makijaż w wersji ekspres. Z tym, że ja używam minerałów więc to parę ruchów pędzlem i gotowe 😋
    Jeśli chodzi o krem bb z vianka to są dwa odcienie i ten pierwszy jest naprawdę jasny, może nie mega blady, ale jasny (jak dla mnie jaśniejszy niż krem z cosnature). Może uda się zdobyć gdzieś próbkę i w ten sposób przetestujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cosnature też jest dla mnie za ciemny, tylko jego krycie jest taaak minimalne, że według mnie jakoś się to rozkłada/wyrównuje. Ale w takim razie muszę zapolować na tego Vianka :)

      Usuń
  10. Zdarza się, że mam delikatny makijaż mimo, że nie planuję wyjścia czy też odwrotnie, wychodzę z domu bez makijażu. Jednak nie czuję, żeby wpływał on na mnie w takiej kwestii jak opisujesz ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger