4/14/2019

Oleje to twarzy i do włosów: moi ulubieńcy oraz... znielubieńcy ;)



Od olejów w pielęgnacji łatwo się odbić. Źle dobrane, źle zastosowane czy źle zmyte (na przykład z włosów) potrafią narobić kłopotu. Ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, oleje stanowią skarbnicę urody. Jestem pewna, że dziś nie mogłabym cieszyć się zdrowymi, pełnymi blasku włosami gdyby nie one. Z kolei w pielęgnacji twarzy były one dla mnie jednym z pierwszych kroków ku sensownej pielęgnacji: pamiętacie jeden z pierwszych wpisów na blogu, ten o detoksie cery? Niedawno doczekał się zresztą kontynuacji, więc wtedy Wam go przypominałam ;)


Większość z Was zna zapewne podział włosów na nisko-, wysoko- i średnioporowate oraz podział olejów na najlepiej sprawdzające się przy tych typach grupy olejów: nieschnących, półschnących oraz schnących.

O tym czemu jednej grupy nie lubię, za drugą przepadam w pielęgnacji włosów, a trzecią kocham w pielęgnacji twarzy przekonacie się już dzisiaj. Miłej lektury!



Oleje nieschnące

Olej kokosowy


Zacznę od oleju, który w moim odczuciu był jednym z kamyczków strącających lawinę ogólnego zainteresowania kosmetykami naturalnymi. Mam wrażenie, że najpierw długo, długo nie mówiło się o nich w ogóle, a potem bum! na każdym blogu pojawił się wpis o OCM albo dziesięciu zastosowaniach oleju kokosowego właśnie. Dziewczyny prześcigały się zachwalaniu jego właściwości nawilżających (sic!) albo detoksykujących, na przykład przez ssanie tego oleju (bez komentarza).

U mnie olej kokosowy nie sprawdza się w ogóle, stosuję go wyłącznie w kuchni. Jest świetny do niskoporowatych włosów, ale moje są średnioporowate. Do twarzy jest dla mnie o wiele za ciężki. Skórę ciała natłuszcza, ale moja wymaga dużej dawki nawilżenia i zmiększczenia, a nie tylko kołderki z emolientów. Więc to kompletnie nie moja bajka.

Skąd wzięły się te wszystkie zachwyty? Myślę, że z przeskoku od beznadziejnych balsamów drogeryjnych przede wszystkim. Ja składy wszelkich mazideł do ciała wybieram ostrożnie już od tak dawna, że olej kokosowy zwyczajnie nie mógł przebić moich sklepowych ulubieńców. Natomiast jeśli ktoś wciąż walczy z beznadziejnymi składowo produktami, które poza zapachem nic nie robią to nawet taki olej kokosowy może wydać się manną z nieba.

W bardzo podobny sposób jak olej kokosowy spisuje się u mnie także oliwa z oliwek oraz olej ze słodkich migdałów. Często widzę je zakwalifikowane do olei półschnących, jednak za książką Klaudyny Hebdy „Kosmetyki, które zrobisz w domu” traktuję je jako nieschnące (w przypadku oliwy dotyczy to wersji rafinowanej, nierafinowana to w rzeczy samej olej półschnący).

Wszystkie te oleje rozprostowują mi włosy i przyczyniają się do ich strączkowania, a mojej cerze po prostu szkodzą.




Oleje półschnące

Olej sezamowy


Stosuję go głównie w kuchni, ale raz na jakiś czas olejuję nim włosy i efekty są super. Niestety nie mogę robić tego za często, bo pachnie bardzo mocno i po kilku olejowaniach zaczynam czuć na włosach ten zapach. Owszem, apetyczny, ale nie chcę pachnieć jak pieczone warzywa korzeniowe, czyli moje ulubione danie z zastosowaniem tego oleju ;)

Wśród innych olei półschnących bardzo lubię też olej słonecznikowy, nie przepadam za to na przykład za arganowym. Chociaż w sumie ten ostatni testowałam mając włosy o zdecydowanie wyższej porowatości, więc może powinnam dać mu jeszcze kiedyś szansę.

Ze względu na super mocny zapach nigdy nie nakładam tego oleju na skórę, zresztą dotyczy to wszystkich olei cięższych niż schnące, o których pomówimy za chwilę.



Oleje schnące

Olej z pestek winogron


To mój ulubiony tani olej do wszystkiego, praktycznie zawsze mam go w domu. Lubią go moje włosy, lubi go moja cera, sprawdza się w kuchni i jest powszechnie dostępny w szklanej butelce nawet w dyskontach. Dla mnie same plusy.

Jest to jeden z moich ulubionych olejów do olejowania włosów, ale w przypadku cery jest zdecydowanie na drugim miejscu po olejkach jeszcze lżejszych. Kiedyś lubowałam się w kupowaniu drogich jak piorun olejków ze sklepów z półproduktami i zachwycałam się na przykład olejem z pestek truskawki. Dziś zdecydowanie wolę solidną butelkę spożywczego oleju konopnego i do tego raz na jakiś rok rozpieszczam się niewielką buteleczką czegoś ekstra. Aktualnie na tapecie jest olej marula i wygląda na to, że pobił u mnie wszystkie inne oleje stosowane do twarzy.

Z kolei olejem, z którym się nie polubiłam był olej lniany: między innymi dlatego, że moje włosy chwytały jego zapach w zastraszającym tempie.

***


Olejów do twarzy nie traktuję jako elementu rutyny, tylko jako ekstra kompres po peelingu i maseczce, czyli w moim przypadku raz w tygodniu. Gdybym miała na stanie jakiś sensowny kwas hialuronowy to mogłabym sięgnąć po nie częściej, ale jakoś ciągle nie po drodze mi zamówieniem półproduktowym.

Z kolei w przypadku włosów to olej jest dla mnie krokiem tak naturalnym jak szampon, odżywka czy serum na końcówki: włosy staram się olejować praktycznie przed każdym myciem za wyjątkiem SLeSowego mocnego oczyszczania raz na jakiś czas. Nie wyobrażam sobie w jakiej kondycji byłyby moje włosy gdyby nie oleje (i blog Anwen, z którego się o nich dowiedziałam).

Zdecydowana większość olei widocznych na zdjęciach to najzwyklejsze oleje spożywcze kupione w Biedronce, Auchan, Rossmannie... Bez dwóch zdań wolę kupować oleje tego rodzaju i w razie braku kompatybilności z moimi włosami po prostu je zjadam ;) Wszystkie one są bardzo zdrowe.

A Wy jak wolicie?
Olejujecie jeszcze włosy?

Ania


21 komentarzy:

  1. Mam fazy na olejowanie włosów. Raz to robię, raz nie. Za arganowym nie przepadam, za to awokado czy różany do twarzy uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, różany to chyba schnący, nie? To tez muszę go kiedyś wypróbować na twarz! :)

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o ssanie oleju koko, to faktycznie z tą detoksykacją ludzie grubo przesadzają, ale... ja stosuję i jestem bardzo zadowolona z efektów. Nie liczę oczywiście na detoksykację, ale moje zęby wyglądają lepiej, osadza się na nich mniej kamienia i zapach z ust jest lepszy. Czyli "magiczne właściwości" prawdopodobnie są tylko ograniczaniem powstawania kamienia, dla mnie to już dużo :)

    Na włosy stosuję konopny z kuchni, chociaż zapach jest obrzydliwy ;) Za to do twarzy odkryłam dla siebie macadamię, łączę z kwasem hialuronowym i jest z tego super serum!

    Mam jeszcze pytanie, dlaczego nie olejujesz przed myciem SLSem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy kojarzysz pojęcie dowodu anegdotycznego, ale polecam poczytać, bo fajnie pomaga nabrać sceptycyzmu :)

      Mój konopny pachnie bardzo lekko, raczej trawiaście - kupowałam go w Biedronce, może sprawdzi Ci się lepiej!

      Przy myciu SLSem lubię mocno wyczesać włosy i oczyścić je tak, żeby aż skrzypiały, więc nie myję wtedy maską, a bez niej bardzo ciężko mi zmyć olej z włosów, chłoną go do ostatniej kropelki.

      Usuń
  3. U mnie praktycznie wszystkie roślinne oleje dobrze się sprawdzają. Lubię ich używać do skóry i do włosów. Żaden nie zrobił mi krzywdy, a moja sucha skóra i suche włosy bardzo je lubią.

    Stosuję też oleje w kuchni - głównie lniany i z oliwek.

    Używałam też oleju kokosowego "do ssania", ale tak, jak Kasia, nie wierzę w "detoksy", tylko robiłam to dla zębów, które rzeczywiście lepiej wyglądają. Muszę do tego wrócić. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoje potrzeby trzeba wyczuć :) Są tacy, którym to ekstra "coś" dają dermokosmetyki albo kosmetyki naturalne i ja kompletnie to rozumiem, mimo że do żadnej z grup nie należę :)

      Usuń
  4. Cześć Aniu, czy mogłabyś polecić jakiś krem do stóp zluszczajacy. Że względu na wzmożoną potliwosc stosuje kremy wysuszajace ( pedipur) ale przez to mam na piętach i pod dużym palcem bardzo gruba skórę i twarda. Niestety żadne tarki nie pomagają. W zimie stosowalam skarpetki zluszczajacy, efekt był ale niestety na krótko. Czy znasz jakiś krem bądź plyn który mógłby mi pomóc?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć maść z witminą A lub maść na odciski działają świetnie przy stosunkowo niskiej cenie

      Usuń
    2. Maść z witaminą A moim zdaniem w miarę nawilża, ale nic poza tym. Z takich złuszczających polecam te z gigadawką mocznika. Ja w grudniu kupiłam sobie krem, który pobił wszystkie inne, ale nie mogę sobie przypomnieć nazwy (a jadę do pracy). WYDAJE MI SIĘ, że wybrałam w końcu krem firmy Podopharm o nazwie PODOFLEX® Maść do popękanej i zrogowaciałej skóry stóp , ale wieczorem się upewnię ;D

      Usuń
    3. Dziękuję )

      Usuń
    4. Okej, nazwę podałam dobrze, a moja niepewność brała się z tego, że moje opakowanie wygląda nieco inaczej niż na zdjęciach ze strony producenta i nie ma na nim napisu Podoflex. Ale nazwa "Maść do popękanej i zrogowaciałej skóry stóp" się zgadza, więc to pewnie ten sam produkt :)

      Usuń
  5. Przypomniałaś mi o oleju z pestek winogron, do włosów był najlepszy, może na twarz też się sprawdzi, dziękuję <3
    Mi olej kokosowy na włosy też sprawdza się średnio, na twarz na dłużej bym nie nałożyła, bo bałabym się, że zapcha, ale ma jedno wspaniałe zastosowanie, nie znalazłam lepszego olejku do demakijażu - trzymam odrobinę w opakowaniu po kremie, zwilżam oczy wodą, potem odrobina oleju na palce i jakie to wygodne i jakie szybkie i jakie dokładne, potem przecieram wilgotną ściereczką z mikrofibry i myję twarz żelem. I ekonomicznie i ekologicznie <3
    Ja nie wiem, jaki to jest sensowny kwas hialuronowy, ale kiedyś widziałam jakieś w aptece Gemini przy Dużym Rynku w Brodnicy (mają taką półeczkę z różnymi olejkami, takie z Etja na przykład i tam stały) - ale to kilka miesięcy temu było, nie wiem, czy nadal będą mieli :( i jak już wspomniałam, nie wiem, czy sensowne, dlatego możesz sprawdzić ewentualnie, jak będziesz miała gdzieś po drodze ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, akurat byłam w tej aptece po raz pierwszy w zeszły piątek, ale tylko wpadłam i wypadłam ;)

      Dla mnie porządny kwas to na pewno kwas potrójny, stężenie 1,5%, bez zbędnych dodatków (konserwanty są okej, ale nic poza nimi). Świetne są te ze sklepów typu Zrób Sobie Krem, ale przesyłka wychodzi drożej niż sam produkt... Więc w wolnej chwili postaram się podskoczyć do Gemini, dziękuję <3

      Usuń
  6. Aniu, a co sądzisz o tym kremie i serum? - Dermo Pharma Archi-Tec Skoncentrowany krem na twarz, szyję i dekolt Czynnik wzrostu naskórka i kolagen Dermo Pharma DNA Cream Concentrate Skin Archi-Tec Epidermal Growth Factor + Collagen

    OdpowiedzUsuń
  7. Skład kremu: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Vegetable Oil, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Carbomer, Sorbitan Stearate, Polysorbate 60, PEG-100 Stearate, Stearic Acid, Hydrolyzed Collagen, Ethyl Ascorbyl Ether, Butylene Glycol, Boswellia Serrata Resin Extract, Caprylhydroxamic Acid, Caprylyl Glycol, 1,2-Hexanediol, Triethanolamine, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Fragrance.

    Skład serum: Pure Water, Polyacrylic Acid (Cabomer), Sodium Hyaluronate, Butylene Glycol, Glycerine, Propylene Glycol, Epidermal Growth Factor, Hydroxyethyl Cellulose, Triethanolamine, Methylisothiazolinone/Iodopropyl Butylcarbamate, Mannitol/Sodium Citrate/Acetyl Tetrapeptide-15, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil/Lauryl Alcohol Polyethylene Glycol Ether, Fragrance.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to serum jeszcze ujdzie w tłoku: skład mega syntetyczny, ale chociaż EGF jest w miarę wysoko na liście (chociaż pierwszy raz widzę, żeby ktoś zapisał jego nazwę w ten sposób...).

      Krem bezsensowny. Jasne, mamy nawilżacze i emolienty, ale to jest w każdym kremie :D W sumie jedyny jasny jego punkt to witamina C w spoko postaci i w miarę wysoko, ale osobiście wolałabym kupić dobre serum z tą witaminą i na nie nałożyć jakiś fajny krem zamiast inwestować w ten konkretny produkt.

      Usuń
  8. Próbowałam olejować włosy, ale przy moich cienkich tragicznie potem wyglądały.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakos jeszcze nie olejowałam włosów

    OdpowiedzUsuń
  10. To dla mnie totalna nowość. Muszę wypróbować.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger