3/03/2019

Przyczyny trądziku cz. 4: stan zapalny.



W serii na temat przyczyn trądziku omówiłam już kilka filarów, na których stoi ta choroba: było o bakteriach, było o nieprawidłowościach rogowacenia skóry, a o łojotoku napisałam tyle, że musiałam podzielić ten wpis na dwie części: jeden o przyczynach i leczeniu, drugi o diecie i kosmetykach.


Czy jednak wyczerwałam temat? Oczywiście, że nie. Jest jeszcze jeden istotny aspekt który musimy omówić: stan zapalny dziejący się w naszej skórze.

Aby ten wpis był dla wszystkich zrozumiały musimy przyswoić sobie pojęcie cytokin. O hormonach słyszałyście na pewno: to ważna grupa substancji chemicznych produkowanych przez nasze gruczoły i służące do przekazywania licznych sygnałów między oddalonymi od siebie narządami. Hormony najczęściej mają bardzo szerokie i różnorodne działanie, a ich stężenie we krwi jest na tyle duże że większość z nich można rutynowo zmierzyć w próbce krwi.

Cytokiny są do hormonów bardzo, ale to bardzo podobne: na tyle, że takiej twardej definicji oddzielającej jedne od drugich w zasadzie wciąż jeszcze nie ma. Na pewno są produkowane przez białe krwinki, czyli leukocyty – to raz. Dwa: najogólniej można powiedzieć, że cytokiny działają zdecydowanie bardziej lokalnie od hormonów i między innymi z tego powodu we krwi obwodowej nie osiągają sensownych stężeń umożliwiających ich miarodajne pomiary.

Niezależnie od tego kim jesteśmy i co robimy, poziomy najróżniejszych cytokin w naszych organizmach wzrastają i spadają, bo na tym opiera się choćby działanie naszego układu odpornościowego czy produkcja krwinek w szpiku kostnym. Ale są oczywiście sytuacje, które w tę delikatną równowagę ingerują: zwykłe zranienie czy infekcja powodują długi łańcuch wydarzeń, którego efektem ma być powrót do równowagi.


Zielone kropki to właśnie cytokiny!


Aby z pojedynczego impulsu mogła rozwinąć się cała kaskada reakcji, która w odpowiednim momencie się zakończy muszą istnieć dwa podstawowe rodzaje cytokin: cytokiny prozapalne oraz antyzapalne.

Myślę, że dla wielu z nas intuicyjnie „cytokiny prozapalne” kojarzą się pejoratywnie, w końcu zapalenie czegoś jest główną przyczyną wizyt pacjentów w przychodni. W różnych mniej lub bardziej zgodnych z nauką miejscach proponuje się leczenie chorób dietą antyzapalną. Łatwo więc przylepić cytokinom prozapalnym etykietkę tych złych. Nic bardziej mylnego!

Stan zapalny, a więc i cytokiny prozapalne są kluczowym dla naszego istnienia mechanizmem radzenia sobie z uszkadzającymi nasz organizm czynnikami zewnętrznymi. Oczywiście, objawy toczącego się stanu zapalnego jak gorączka są średnio przyjemne. Oczywiście, jak każdy element budowy ludzkiego ciała układ odpornościowy ma swoje defekty: istnieją zarówno choroby, których istotą jest nadmierny odczyn zapalny, jak i choroby wynikające z reakcji skierowanej przeciwko naszemu własnemu organizmowi. I cytokiny prozapalne jak najbardziej biorą w nich udział. Ale to dalej nie sprawia, że są one mniej potrzebne czy zgoła złe.

Czemu w takim razie omawiam je w kontekście choroby, w tym przypadku trądziku? Bo zdecydowanie mają udział w etiologii tej choroby. I chociaż chyba żaden autor nie ustalił jeszcze który filar trądziku jest pierwszym kamyczkiem strącającym lawinę (o ile w ogóle taki kamyczek istnieje), to chyba zdecydowana większość z nich jest zgodna, że nie jest to biorący się znikąd stan zapalny. To Propionibacterium acnes wywołuje szereg reakcji zapalnych zarówno immunologicznych, jak i nieimmunologicznych [1].

Oczywiście moglibyśmy wejść w takie totalne szczegóły, że P. acnes stymulują produkcję cytokin prozapalnych, w szczególności interleukin 1 i 6 za pośrednictwem receptorów TLR-4 i CD 14 [2], tylko w sumie po co? Najważniejsze jest dla nas zupełnie coś innego: to, że cytokiny prozapalne powodują między innymi napływ białych krwinek w miejsce toczącego się stanu zapalnego. Te z kolei krwinki zrobią to, co potrafią najlepiej: wezwą jeszcze więcej białych krwinek, a wszystkie razem zrobią z naszej grudki wypełnioną ropą krostkę. My z kolei wyciśniemy ją i...

STOP! Ani kroku dalej! Żadnego wyciskania!



Zacznijmy od rzeczy podstawowej: myślę, że dla zdecydowanej większości z nas delikatnie zamaskowana makijażem krostka wygląda o niebo lepiej niż zmasakrowany paluchami strup z centymetrowym marginesem nacieku zapalnego wokół.





Ale poza estetyką jest kilka zdrowotnych powodów, dla których chciałabym abyśmy unikały wyciskania. Pierwszy jest taki, że sam ucisk (a co dopiero przerwanie ciągłości skóry) powoduje lokalny wzrost stężenia cytokin prozapalnych i nawet gdyby udało nam się daną zmianę wycisnąć „na czysto” to bardzo prawdopodobne jest, że stan zapalny rozwinie się i tak.

Drugą sprawą jest to, że wyciskając krostki wciskamy część treści ropnej w głąb tkanek. Nie tylko w zasadzie gwarantuje nam to rozprzestrzenianie się stanu zapalnego, ale może nawet... doprowadzić do zgonu. Czy słyszałyście kiedyś o trójkącie śmierci? Wbrew dramatycznej nazwie, jest to zjawisko w pełni uzasadnione medycznie: ta okolica ma nietypowe unaczynienie mające połączenie z zatokami żylnymi w głębi mózgu. A jeśli infekcja przeniesie się właśnie tam, rezultatem może być zakrzepica naczyń i szybka śmierć właśnie. Oczywiście, zdecydowanie częściej dotyczy to poważnych infekcji jak ropnie czy czyraki, ale dla mnie w ogóle nie usprawiedliwia to wyciskania.




Czasem słyszę, że ktoś owszem, wyciska, ale tylko te „dojrzałe” zmiany, które bywają wręcz bolesne i aż proszą się żeby coś z nimi zrobić. Pytam wtedy: „i co, faktycznie w stu procentach przypadków pękają one przy lekkim tylko ucisku?” I myślę, że wiecie aż za dobrze jaka jest wtedy odpowiedź. Zresztą, po zalewie cudownych wiadomości od Was po moim wpisie na temat zaskórników na nosie mam pełną świadomość, że jesteśmy bardzo słabe w ocenianiu tego, co nadaje się do wyciskania, a co nie. Nie bierzmy tego osobiście: skoro nikt nie uczy tego w szkole, to skąd mielibyśmy to wiedzieć? Ale teraz już wiecie. Więc proszę, błagam, zaklinam: nie wyciskajcie.

Co jeszcze nasila stan zapalny w trądziku?



Wymieniłam na razie kwestie, na które większego wpływu nie mamy (jak P. acnes) oraz uszkodzenia mechaniczne (jak wyciskanie). Kolejną rzeczą, na szczęście dosyć rzadką, są leki: niektóre z nich wydzielane są z organizmu między innymi drogą gruczołów łojowych i mogą powodować ich drażnienie [3]. Te leki to między innymi witamina B12 (obowiązkowa suplementacja u wegan!), jod czy barbiturany [4].

Często mówi się o tym, że w trądziku szkodzi albo czekolada, albo ogólnie słodycze, albo jeszcze ogólniej: produkty o wysokim indeksie glikemicznym (IG). Na pewno nie jest tak, że czekolada to samo zło: mnóstwo osób ją je i nie ma trądziku, a wiele osób dotkniętych tą chorobą odmawia sobie czekolady i... dalej trądzik ma. Więc nie jest to takie zerojedynkowe.

Co jednak wiemy na pewno, to że zjedzenie produktu o wysokim IG powoduje nie tylko szybki wzrost poziomu cukru we krwi (a co za tym idzie – duży wystrzał insuliny mający go obniżyć), ale i solidny wzrost markerów stanu zapalnego właśnie [5]. Czy to jest jednoznaczne z tym, że jak zjemy białą bułkę albo lody to nas wysypie? Czasem (bardzo rzadko) tak, ale najczęściej ta ewentualna korelacja nie jest wcale tak oczywista. Tym niemniej produkty oparte o cukry proste, podobnie jak papierosy czy zwykły stres emocjalny bez wątpienia należą do czynników nasilających stan zapalny w trądziku [6].

Jak walczyć ze stanem zapalnym skóry?



Ponieważ w pewnym sensie stan zapalny jest wtórny do trzech innych rodzajów zaburzeń, podstawą będzie wprowadzenie w życie wszystkiego, o czym pisałam wcześniej w poniższych tekstach:


Piszę w nich szczegółowo na temat diety (i ewentualnej suplementacji), higieny, składników w kosmetykach, metodach radzenia sobie ze stresem... więc jeśli mamy determinację, to plan działania pisze się sam. Ale pomówmy też o sposobach wycelowanych w stan zapalny konkretnie.


Kto zgadł, że to krwawnik? ♡

Składniki przeciwzapalne w kosmetykach



O dziwo, czasem warto tutaj przyjrzeć się bardziej ofercie skierowanej do wrażliwców/atopików, przykładowo w temacie oczyszczania czy tonizowania. Wyjątkowo dużo ma nam tutaj do zaoferowania naturalna pielęgnacja, bo zioła łagodzące podrażnienia to najczęściej tanie, powszechnie dostępne surowce: w przeciwieństwie do przeciwzapalnych peptydów chociażby. Poniższe zestawienie to oczywiście tylko skrót, ale mam nadzieję, że przydatny!

Zioła najbardziej znane z działania przeciwzapalnego: żywokost, krwawnik, lipa, ślaz i prawoślaz, malwa
Peptydy przeciwzapalne: Copper tripeptide complex (= Copper tripeptide-1 = GHK-Cu = Iamin), Heat shock protein (70) (= Hsp70, a.k.a Artemia extract, wyciąg z larw solowca), Palmitoyl tetrapeptide-7 (= Palmitoyl tetrapeptide-3)
Składniki łagodzące podrażnienia: pantenol, alantoina, witamina E, kwasy PHA i inne składniki przeciwzapalne 
W aptece: nadtlenek benzoilu, ichtiol [7], antybiotyki/retinoidy (nie na własną rękę!!!)

Dieta przeciwzapalna



Pojęcie to widzę niestety najczęściej na różnej maści blogach poświęconych samoleczeniu. Tam nie tylko diecie przeciwzapalnej przypisuje się wyssane z palca rezultaty (z leczeniem raka albo choroby Hashimoto na czele), ale i najczęściej do prawdziwych założeń dopisuje się długą listę dodatkowych.

W czym tkwi problem? Ustalenie, czy dany produkt działa pro- czy antyzapalnie jest bardzo trudne. Zaprojektujmy w myślach eksperyment mający to wykazać: bierzemy dużą grupę ludzi, a połowie z nich na kilka miesięcy narzucamy ścisły jadłospis. Następnie próbujemy zmierzyć nasilenie ich stanu zapalnego (na początku tekstu wspominałam jak trudne to jest!), a w międzyczasie próbujemy kontrolować wszystkie inne mogące nasilać go czynniki. Do tego trzeba zrobić to w tak sprytny sposób, by nikt z tych ludzi ani z badających ich naukowców nie wiedział kto odżywia się pro- czy antyzapalnie. Ogólnie trudności można by piętrzyć i piętrzyć.

Nic dziwnego, że prac na temat pro- czy antyzapalnego działania różnych produktów spożywczych są TYSIĄCE, tylko że praktycznie wszystkie o słabej mocy: jeśli cynamon, kardamon, szafran czy imbir przyjmowało dwustu badanych, to nie mamy żadnej gwarancji że te same wyniki uzyskalibyśmy w skali całej populacji.

Jeśli chcecie poczytać na temat antyzapalnej diety z solidnego źródła, zajrzyjcie na Medycynę Praktyczną. Z góry uprzedzam: nic rewolucyjnego tam nie znajdziecie, bo zaproponowane tam rady to w sumie po prostu zasady racjonalnego żywienia. Więc można powiedzieć, że dietą antyzapalną jest po prostu zdrowa dieta: nie żadne bezglutenowe czy detoksyfikujące szamanizmy sprzedawane nam nierzadko przez trenerów personalnych i inne osoby niemające wykształcenia w tym kierunku.

***


Jeśli tekst się spodobał, koniecznie daj znać na Facebooku (klik!), a jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące artykułu i nie tylko - komentarze są Wasze! ♡

Buziaki,


Ania

12 komentarzy:

  1. Aniu, co do wyciskania to jakiś czas temu znalazłam na wizażu wątek, w którym użytkowniczka Chimay poleca Twój post o włóknach łojowych oraz sama pisze, że należy do tych co wyciskają raz w tygodniu ponieważ gdy zostawi pory same sobie to się rozrastają a pory roszerzają/powiększają.
    A że u niej nie są to zaskórniki tylko właśnie włókna, to retinoidy na nie nie działały. Podkreśla przy tym, że nie ma żadnych stanów zapalnych więc ich nie roznosi po twarzy a nacisk nie jest za mocny, ogółem polecam przeczytać całą stronę 104 bo dyskusja była nawet ciekawa, a następnych stronach już zmienili temat :)

    https://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=1118936&page=104

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, u mnie też włókna, na bank

      Usuń
    2. Faktycznie, dyskusja bardzo ciekawa! Ale nie mam tak naprawdę jak się do niej odnieść, bo Chimay nie widziałam, nie wiem na ile to co pisze to prawda: przede wszystkim czy faktycznie jej zmiany się rozrastają oraz czy jej pielęgnacja nie zostawia czegoś do życzenia i tak dalej - nie będę ciągnąć, bo jakoś tak głupio pisać o kimś, kto uzewnętrzniał się w grupie na forum, a nie tutaj :)

      Usuń
  2. Hej!
    Przede wszystkim przepraszam za brak polskich znakow:-/
    Chcialam się Ciebie poradzic w sprawie ampulek Bioderma Matricium, na ktore mam ogromna ochote, jednak wysoka cena chwilowo powstrzymuje mnie przed ich zakupem.
    Po zimie mam cere troche przewrazliwiona, szara, troche swedzaca, a ampulki o ktorych wyzej wspomnialam wydaja sie byc "lekiem na cale zlo".
    Kopiuje sklad i mam nadzieje, ze dasz mi swoja opinie na temat tego produktu.

    AQUA/WATER/EAU, SODIUM CHLORIDE, GLUCOSE, SODIUM HYALURONATE, ALANYL GLUTAMINE, DISODIUM PHOSPHATE, ARGININE HCL, SODIUM ACETATE, LACTIS PROTEINUM/WHEY PROTEIN/PROTEINE DU PETIT LAIT, SERINE, LEUCINE, MAGNESIUM CHLORIDE, POTASSIUM CHLORIDE, MANNITOL, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, RHAMNOSE, XYLITOL, VALINE, SODIUM PYRUVATE, LYSINE HCL, HISTIDINE HCL, PROLINE, CYSTEINE HCL, HYDROXYPROLINE, GLUTAMIC ACID, ASPARAGINE, THREONINE, INOSITOL, ADENINE, ALANINE, ASPARTIC ACID, GLYCINE, METHIONINE, TYROSINE, PHENYLALANINE, TRYPTOPHAN, LACTIC ACID, ISOLEUCINE, SODIUM SULFATE, FOLIC ACID, FERROUS SULFATE, CALCIUM PANTOTHENATE, THIAMINE HCL, PYRIDOXINE HCL, NIACINAMIDE, ASCORBIC ACID, THYMIDINE, CYANOCOBALAMIN, THIOCTIC ACID, RIBOFLAVIN, SODIUM METASILICATE, ZINC SULFATE, ADENOSINE, GUANINE, DEOXYRIBOSE, RIBOSE, BIOTIN, AMMONIUM MOLYBDATE, AMMONIUM VANADATE, COPPER SULFATE, MANGANESE CHLORIDE. [BI 575]

    Wielkie dzieki i pozdrawiam!
    Ewe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście każdy ma inne potrzeby i inne zasoby aby je zrealizować, ale dla mnie kompletna strata kasy. Nie mówię, że w ampułkach jest coś złego. Ale w składzie masz głównie substancje nawilżające, pojedyncze aminokwasy (co do których mam duże wątpliwości odnośnie ich faktycznego oddziaływania na skórę) oraz witaminy (z nielicznymi wyjątkami jak ACE+niacynamid, jak wyżej). A na pierwszym miejscu w składzie i tak jest sól kuchenna, czyli zagęstnik...

      Oczywiście nie jestem w stanie podać Ci zamiennika, który będzie te wszystkie składniki miał, ale jak napisałam wyżej: moim zdaniem wiele z tych składników to szumne nazwy i PR wokół nich, a niekoniecznie najlepsze efekty. Natomiast nawilżacze i substancje, które faktycznie działają (kwasy PHA, witamina C...) można kupić za ułamek tej ceny.

      Usuń
    2. Pewnie za wiele nie pomogłam, ale starałam się :D Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Wręcz przeciwnie, bardzo pomoglas! Pomoglas mi zaoszczędzic kupę kasy hehe. Dziękuję pięknie!
      Ewe

      Usuń
  3. Aniu zastanawiam się, czy do masażu twarzy z peptydami miorelaksacyjnymi, lepiej używać serum czy kremu które też zawiera te peptydy? Czy serum w czasie masażu rozkurczy mocniej niż krem?
    Chodzi o to że mam ograniczone fundusze a pielęgnację przeciwstarzeniową przemycam też mężowi więc zużywam podwójnie ;) i zastanawiam się czy zamiast kupować krem nawilżający i serum peptydowe, mogłabym stosować Bielendę Nuero 50+ (bo w przeciwieństwie do Super Mezo ma peptydy rozkurczający oraz pogrubiający).
    Miałam ją już kiedyś i wystarczająco zaspokajała moją buzię w okluzję i koiła po kwasach, u mojego męża też ładnie zmiękczała i nawilżała skórę (wspominałam Ci o jego problemach, przemycam mu peelingi i kwasy, do tego sumienne oczyszczanie i jest lepiej).
    Poza tym jak pewnie wiesz, wolę mieć na półce jeden kosmetyk wielozadaniowy niż zajmować miejsce kilkoma osobnymi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze słyszę o masażu twarzy z peptydami miorelaksacyjnymi, musiałabyś mi doprecyzować o co dokładnie chodzi :)

      Co do porównania serum z peptydami rozluźniającymi mięśnie a kremami zawierającymi je, to jednak jest to przepaść. Po nałożeniu Dermofuture na czoło widzę, jak na moich oczach zmarszczki znikają (oczywiście tylko na jakiś czas). Na razie po żadnym innym produkcie nie udało mi się uzyskać takiego efektu, a mówię tu i o kremach, i o dwóch innych serach, których głównym składnikiem miał być taki peptyd :(

      Usuń
    2. Przekonałaś mnie :),miałam na myśli głownie to co robi Azjatycki cukier czyli np. "rozciąganie" lwiej zmarszczki z użyciem serum, ja też wmasowuję palcem drobnymi kolistymi ruchami w okolice kurzych łapek, wiem że pod oczy lepiej ich nie nakładać :)

      Usuń
  4. Aniu jeszcze drugie pytanie, niedawno natknęłam się na dwa ciekawe produkty, pierwszy to tonik Norel z kwasami, który ze względu na żelową konsystencję ponoć jest często stosowany jako bardzo wydajne serum :), skład i opnie w KWC :)

    https://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,56791,norel-mandelic-acid-tonik-zelowy-z-kwasem-migdalowym.html

    A drugi to żel Mediqskin, zebrał trochę krytycznych opinii bo zawiera tretynoinę i jest sprzedawany bez recepty, przez co podrażniał osoby nie znające się na retynoidach. Ja jednak chciałabym go przetestować jako łatwiej dostępny produkt na podtrzymanie efektów po Atre, również wklejam KWC:

    https://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,158476,mediqskin-plus-zel-punktowy-do-cery-tradzikowej.html



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zadałaś mi o ten tonik Norel żadnego pytania, więc nie wiem co mam odpisać :D Ale już kilka razy pisałam o nim na blogu, może znajdziesz tam odpowiedzi na swoje wątpliwości:

      https://www.kosmeologika.pl/2017/05/naturalna-pielegnacja.html
      https://www.kosmeologika.pl/2018/05/toniki-kwasowe-z-drogerii.html

      Dla mnie Mediqskin jest produktem, który nie powinien być na rynku i nie chcę się nawet wypowiadać na jego temat.

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger