1/20/2019

Będąc młodą lekarką: czego o najczęstszych infekcjach dróg oddechowych nie wie nikt!



Początkowo moją pracę w przychodni traktowałam jako etap przejściowy, ale prawdę mówiąc z każdym dniem jestem nią coraz bardziej zachwycona. Jak każda praca ma swoje gorsze strony, a jedną z nich są sytuacje, w których pacjent ma własną opinię na temat tego jak powinien być leczony. I myślę, że w żadnej innej kategorii nie zdarza się to częściej niż w temacie wszelkich infekcji górnych dróg oddechowych. Wiem, że medycyna rodzinna nie jest tematem typowym dla Kosmeologiki, ale pomyślałam sobie, że chyba każdą moją Czytelniczkę chociaż raz na jakiś czas coś rozłoży i może będę w stanie Wam tym wpisem dopomóc. Ja po siedmiu tygodniach pracy po prostu marzę o przelaniu na papier moich przemyśleń, więc skoro ten tekst i tak powstanie to czemu by go nie opublikować? Niezainteresowanych zapraszam na następny wpis, będzie już o pielęgnacji cery :)



Dlaczego lekarz nie dał mi antybiotyku?



Kiedy Alexander Fleming wynalazł w XX w. penicylinę cały świat myślał, że teraz wojna z bakteriami jest już właściwie wygrana. Niestety, dzisiaj wiemy już, że między nami a bakteriami trwa wyścig zbrojeń, w którym na każdy wynaleziony antybiotyk bakterie potrafią odpowiedzieć mutacją pozwalającą na wytworzenie oporności na niego. Wyjątkowo wredny gronkowiec MRSA stanowi poważny problem już od lat sześćdziesiątych, a w dzisiejszych czasach co jakiś czas pojawiają się doniesienia o wieloopornych superbakteriach. I chociaż na razie jest tych historii stosunkowo mało, ja osobiście boję się tego o wiele bardziej niż globalnego ocieplenia chociażby. Dla mnie sytuacja, w której ktoś mi bliski trafia z sepsą czy zapaleniem ośrodkowego układu nerwowego do szpitala i NIE MA leczenia przyczynowego to scenariusz o wiele bardziej realny i przerażający niż chociażby film „Pojutrze”. Bo to naprawdę dzieje się już teraz.


(Na marginesie powiem, że szuka się w tej chwili innych niż coraz to nowsze antybiotyki sposobów na walkę z bakteriami i w tym tkwi moja nadzieja.)


Ponieważ mnóstwo naukowców dostrzega ten problem, wytyczne odnośnie prowadzenia antybiotykoterapii są określane bardzo klarownie. Pod redakcją słynnej profesor Danuty Dzierżanowskiej CO ROKU ukazuje się zaktualizowany „Przewodnik antybiotykoterapii”, w którym określone są szczegóły wprowadzania antybiotyków, dobierania ich do jednostki chorobowej, określania dawki i czasu trwania kuracji. Wszystko to po to, by w miarę możliwości ograniczyć hodowanie wieloopornych bakterii i marnowanie szerokodziałających antybiotyków na każdy katar.




Ale, ale. Przecież czasem czujemy się naprawdę podle, czołgamy się do przychodni, a antybiotyku i tak nie dostajemy. Dlaczego?



MIT: Antybiotyki są na ciężkie infekcje, a leki bez recepty na lekkie.


Ogólnie rzecz biorąc stan pacjenta słabo koreluje z nasileniem czy przyczyną jego choroby. Tłumacząc na ludzki: po samym samopoczuciu nie możemy ocenić, czy złapaliśmy wirusa czy bakterię. Oznaką infekcji bakteryjnej nie jest także tak zwany ropny katar czy zielony kolor flegmy (autentyki!).

  • Fakt: Są takie infekcje bakteryjne, które nie zwalają nas od razu z nóg.
  • Fakt: Istnieją takie infekcje wirusowe, które rozkładają nas na łopatki.


Tymczasem z moich obserwacji wynika, że wielu pacjentów ma takie podejście, że jeśli oni się naprawdę, naprawdę źle czują, to bez antybiotyku się nie obejdzie, bo sprawa jest poważna. No i jest to błąd podwójny: bo wcale niekoniecznie jest poważna, a nawet gdyby, to kryterium do włączenia antybiotyku nie jest ciężkość infekcji tylko jej czynnik sprawczy! :)


Bonus: Tyle siedziałem w poczekalni, żeby dostać to co mogłem sobie kupić sam.



Nie. Tyle siedzimy w poczekalni, żeby wykwalifikowana osoba oceniła, czy tego antybiotyku potrzebujemy czy też nie.

Dodatkowo według moich obserwacji większość z nas kompletnie nie potrafi leczyć się lekami bez recepty, więc uważam że nawet w tym temacie moje zalecenia są cenne. Bardzo dużo moich pacjentów:

  • bierze leki przeciwkaszlowe na anginę czy przeziębienie bez kaszlu,
  • leki na kaszel mokry bierze przy suchym i odwrotnie,
  • mało kto sięga po paracetamol czy ibuprofen,
  • po małe dawki witaminy C sięgają dopiero w momencie zachorowania,
  • przyjmuje zbyt małe dawki leków,
  • kupuje beznadziejne suplementy diety zamiast leków bez recepty...


... a jest tego więcej. Dużo rozmawiam na ten temat z pacjentami, więc mam nadzieję, że nawet wychodząc bez antybiotyku nie czują że zmarnowali czas.




MIT: Wirus, nie wirus, antybiotyk na wszelki wypadek warto wziąć!


Zacznijmy od tego, że jeśli mamy chorobę wirusową, to ten antybiotyk w żaden sposób nie poprawi naszego samopoczucia ani nie przyspieszy powrotu do zdrowia. Antybiotyk nie działa przeciwzapalnie, nie wzmacnia nas, nie poprawia naszego stanu „aktywnie”: nie robi nic poza zabijaniem bakterii, więc jeśli żaden wredny bakcyl się u nas nie panoszy, to on po prostu nie ma nic do roboty.

Może za to nam zaszkodzić. Nie jestem przeciwniczką antybiotyków jako takich: uważam po prostu że należy je przepisywać kiedy są ku temu wskazania. Mają swoje działania niepożądane (jak każdy lek: liczne!) i jeśli pacjent ma chorobę bakteryjną, to najczęściej warto je dać, bo nad tymi działaniami niepożądanymi przeważają potencjalne korzyści. Ale jeśli tych korzyści nie ma (bo zainfekował nas wirus, a nie bakteria), to nagle te działania niepożądane są dla mnie bardzo mocnym powodem żeby antybiotyku nie dawać! Nie chcę żeby mój pacjent dostał biegunki, pleśniawek czy grzybicy pochwy bez powodu. Nie chcę ingerować w jego mikrobiom jelitowy. Nie chcę ryzykować reakcji alergicznej czy interakcji z innymi lekami.

Zresztą, po co ja wymieniam te wszystkie powody? Antybiotyki działają tylko na bakterie, w innych przypadkach ich nie dajemy. I kropka.




MIT: To może dać „ten trzydniowy”? Albo w małej dawce?


Przyszła do mnie niedawno kobieta z chorym dzieckiem. Podczas rozmowy powiedziała mi, że jak dziecko się gorzej czuło, to podawała mu antybiotyk. Widząc moją minę szybko dodała:
- Ale spokojnie, tylko po pół tabletki!

***

Drugi rodzaj scenki, powtórzył się już kilkukrotnie. Po zebraniu wywiadu i zbadaniu pacjenta mówię:
- Ma pan/pani infekcję wirusową, więc na szczęście obejdzie się bez antybiotyku...
- A nie mogłaby pani zapisać chociaż tego trzydniowego?

***

Ten „trzydniowy” antybiotyk to Sumamed*, czyli lek którego substancją czynną jest azytromycyna. Typ antybiotyku oraz jego dawkę dobieramy do choroby! To, że Sumamed jest zarejestrowany do leczenia powiedzmy bakteryjnego zapalenia gardła czy oskrzeli nie znaczy, że u pacjenta z zapaleniem krtani będzie dobrym pomysłem. Tak samo z dawkowaniem: mniejsze dawki może i mają mniejsze działanie na nasz organizm, ale działanie na bakterie też będzie przecież mniejsze. I jeśli będzie ono niższe niż w zalecanym schemacie leczenia i/lub czas terapii będzie za krótki, to hodujemy sobie tylko oporne bakterie zamiast się porządnie leczyć!

„Trzydniowy” antybiotyk albo antybiotyk w małych dawkach są dobrym wyjściem tylko wtedy, gdy to właśnie zalecają aktualne wytyczne: to nie „wytrych” na leczenie się antybiotykami bez efektów ubocznych, a wręcz przeciwnie. Źle dobraną antybiotykoterapią szkodzimy sobie o wiele bardziej, niż tą dobraną według obowiązujących zaleceń.


* Oczywiście są inne, ale prawie zawsze chodzi o ten konkretny.


O tym skąd pacjentka miała jakiś antybiotyk, jak często przychodzą do mnie pacjenci którzy wzięli parę tabletek na własną rękę i tak dalej nie będę nawet pisać, bo jest to dla mnie niebywale frustrujące.





Jak z antybiotykoopornością może walczyć lekarz?


Pierwszą i podstawową zasadą jest właśnie podążanie za wytycznymi. Wydawałoby się to proste, ale gdybym opowiedziała Wam ile razy atmosfera w gabinecie zwarzyła mi się gdy odmówiłam pacjentowi przepisania antybiotyku... Nawiązanie z pacjentem nici porozumienia (tak żeby on zrozumiał, że ja nie bagatelizuję jego choroby i mu tego antybiotyku nie żałuję!) jest dużym wyzwaniem, zwłaszcza dla mnie: osoby, która większość z tych pacjentów widzi na oczy po raz pierwszy.

Wytyczne mogą wydawać się trochę bezlitosne, ale spójrzcie na garść statystyk:

1. Ostry nieżyt nosa i zatok przynosowych: w 24-50% powodowany jest przez rynowirusy, w kolejnych 11% wirus grypy, dopiero dalej wchodzą znacznie rzadsze zapalenia bakteryjne.

2. Choroba ta zwykle ustępuje samoistnie, a w tych 0,5-2% przypadków kiedy przechodzi w bakteryjne, również w 70%  ustępuje samoistnie w ciągu 14 dni.

3. Ostre zapalenie gardła i migdałków (tak zwana angina): u dorosłych za 90-95% przypadków odpowiadają wirusy, a nawet gdy przyczyną jest bakteria zwana paciorkowcem choroba ustępuje w ciągu 3-4 dni bez antybiotyku.

4. Ostre zapalenie oskrzeli: najczęściej wirusy (grypy, paragrypy, RSV, koronawirusy, adenowirusy, rynowirusy) i tylko w mniej niż 10% wykrywa się zakażenie bakteryjne.

Oczywiście nawet te rzadkie infekcje bakteryjne są w wytycznych uwzględnione: to nie jest tak, że pacjentowi nie damy antybiotyku na nadkażone bakteryjnie zatoki, bo za 14 dni i tak będzie zdrowy! Ale jest pewna lista punktów, które należy przedtem rozważyć i na ich podstawie (wraz z dobrze zebranym wywiadem i badaniem fizykalnym) podjąć decyzję.




Jak z antybiotykoopornością może walczyć pacjent?


Przede wszystkim nie prosić o antybiotyk wtedy, gdy lekarz sam go nam nie przepisuje. Najwidoczniej nie jest nam potrzebny.

Jeśli już ten antybiotyk dostaniemy, przyjmujmy go dokładnie tak jak zapisał nam lekarz: nie krócej! Bakterie nie umierają od pierwszej tabletki, a czas terapii obliczony jest właśnie na to, by wybić je co do jednej.

Jeśli z jakiegoś powodu (jak choćby zła tolerancja leku) zostanie nam w domu jakiś antybiotyk po prostu zwróćmy go do apteki. Nie leczmy się nim na własną rękę, bo najprawdopodobniej nasza terapia będzie źle dobrana względem substancji, dawki lub czasu trwania.

***


Już mi lepiej ❤ Mam nadzieję, że wybaczycie mi nagłą zmianę tematu i że tekst się Wam przyda. A jeśli cokolwiek w tym temacie jest dla Was wciąż niejasne, KONIECZNIE dajcie mi znać! Chętnie pomogę, a przy okazji może dowiem się co jeszcze powinnam przekazywać na wizycie moim pacjentom. Same korzyści, więc komentujcie śmiało ;)

Życzę świetnego tygodnia!
Ania


39 komentarzy:

  1. Gdy zorientowałam się, że ten wpis będzie o antybiotykach trochę się najeżyłam, ale widzę, że niepotrzebnie. Po przeczytaniu książki "Dobre Bakterie" (Robynne Chutkan) przeraża mnie ogrom niepotrzebnej antybiotykoterapii o której pisze autorka. A teraz jeszcze bardziej przeraża mnie to co napisałaś - że ludzie sami bez większej potrzeby proszą o takie mocne i wyniszczające florę bakteryjną lekarstwa - ba! oni sami je zażywają bez konsultacji z lekarzem... Wydaje mi się, że w tym przypadku jest bardzo niska świadomość społeczna o tym jakie mogą być efekty uboczne niepotrzebnego i częstego stosowania antybiotyków. Dobrze, że jako lekarz nie przepisujesz antybiotyków zbyt pochopnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że takich pacjentów jak Ty (to znaczy cieszących się z tego, że obejdzie się bez antybiotyku albo zasmuconych, że jednak zmuszona jestem im go przepisać) też miewam, ale jednak proporcja jest jak jeden do dziesięciu - zdecydowanie więcej jest takich, którzy antybiotyku bardzo, bardzo chcą. Może zacznę im polecać tę książkę ;)

      Usuń
  2. Skoro piszesz, że nie potrafimy leczyć się lekami bez recepty to może podasz jakiś konkretne leki, na które powinniśmy zwrócić uwagę będąc w aptece, np co stosować na zapalenie gardła czy zapalenie zatok albo na grypę ( czyli gorączka,ból stawów czy głowy).
    Czym powinniśmy się kierować?
    Buziki :)
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie świetny pomysł. Muszę tylko upewnić się, czy na pewno nie byłoby to działanie w sprzeczności z etyką zawodową, ale jeśli nie to taki wpis na pewno się ukaże :) Dziękuję!

      Usuń
    2. Popieram, super pomysł! Taki wpis o tym jak najlepiej samodzielnie zadziałać przy pierwszych objawach/mniejszych przeziębieniach byłby baaardzo pomocny, ciężko znaleźć na ten temat informacje (szukałam - ale nie znalazłam w internetach nic godnego zaufania). Jeśli nie będziesz mogła pisać o konkretnych lekach (etyka) to może chociaż wpis ogólny, jakiego rodzaju leki warto brać / co innego robić?
      Kasia

      Usuń
  3. Po prostu zaufajmy ludziom którzy się znaja... niestety pacjenci bardziej ufaja reklamie niż fachowcom a szkoda bo reklamy leków nie służą edukacji tylko maja zachecic do kupna właśnie produktu"x". Nie dopytujemy się nie czytamy ulotek. Oczekujemy cudow. "Niech mi pani cos da ale najlepsze bo jutro musze być zdrowy.... Panie takie rzeczy tylko w reklamach...... i kazdy przypadek jest inny. Nie ma jednego cudownego leku na zapalenie zatok... ból głowy.... człowiek to nie maszyna ktora bedzie dzialala na każdym programie... brakuje nam pokory. Myslimy że najczęściej reklamowany lek bez recepty pomoze a jak nie pomógł to biegiem po antybiotyk... cudowny lek na każdą chorobę ...sfrustrowana farmaceutka😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to, bardzo dobrze ubrałaś to w słowa! To porównanie z pralką zachowam do jednego z następnych wpisów :)

      Usuń
  4. To że ludzie nie potrafią sami sobie pomóc środkami bez recepty oraz nie mają pojęcia jak prowadzić odpowiednią suplementację na co dzień wynika z tego, że... nikt nas tego nie uczy. Jeśli poszłabym do lekarza POZ i powiedziała, że chcę dobrać suplementy do samopoczucia X przy prawidłowych wynikach badań krwi itp., to uwierz mi 95% lekarzy by mnie potraktowało uśmiechem pożałowania. Z kolei nasza wiedza szkolna nie obejmuje tych zagadnień. W aptece też często jest beznadziejna obsługa. Nie raz pytałam, czy dany środek powinnam brać lepiej rano czy wieczorem, czy jak wieczorem biorę też suplement Y, to czy to dobrze, czy ze sobą współpracują - naprawdę rzadko ktoś chce mi odpowiedzieć. Ulotkę sama potrafię przeczytać, ale takich informacji w niej nie ma. Wszystkiego o zdrowiu nauczyłam się sama. Nacięłam na mnóstwo byle jakich praktyk. W zasadzie dopiero połączenie chodzenia do uważnej endokrynolożki (która rozumie potrzebę suplementacji i prowadzenia odpowiedniej diety przy niedoczynności tarczycy) z wizytami u kardiolożki, która zajmuje się ziołolecznictwem u Bonifratrów (nie leczę się kardiologicznie), dało u mnie zrozumienie tego co i jak mam robić. Bardzo żałuję, że nie miałam tej wiedzy kilkanaście lat temu. Jako dziecko i nastolatka regularnie byłam karmiona antybiotykami.
    Warto szukać uważnych specjalistów, ale niestety po drodze można stracić wiele czasu i pieniędzy u pozostałych. Za to jak już ktoś daje mi wiedzę i szuka rozwiązań dopasowanych do mojego zdrowia, to reklamuję go gdzie się da :)
    Rozumiem, że zawód lekarza jest bardzo wymagający. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości! Wymaga skupienia, rozległej wiedzy, też pokory jeśli się czegoś nie wie na poczekaniu i trzeba sprawdzić. Nikt nie jest idealny. Ale jeśli endokrynolog ocenia moje wyniki wbrew wytycznym Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego nie znajdując dla tego uzasadnienia, to już mi wszystko opada. Zastanawiam się po co te specjalizacje...

    Życzę Ci udanej pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To długi komentarz, który dotyka wielu ważnych i prawdziwych problemów, a jednocześnie jako osoba z "tej drugiej strony" wiem, że czasem nie wszystko jest takie jak się nam wydaje i leczenie wbrew wytycznym, metodami off-the-label i tak dalej czasem jest uzasadnione (o ile oczywiście jest czymś podparte!). Tak samo jestem przeciwniczką większości pomysłów na suplementację, ale też nie bez wyjątków. Także ostatecznie i tak każdy lekarz ma trochę własny "styl" leczenia, a i tak każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie :) Najważniejsze, że udało Ci się znaleźć takich lekarzy, z którymi się dogadujesz i z których pomocą (mam nadzieję) udaje Ci się trzymać zdrowie w ryzach!

      Usuń
  5. Świetny post Aniu! Ja ogólnie mam przekonanie, że antybiotyk to ostateczność i w całym swoim życiu używałam może z dwa razy :) Ma też niestety w bliskim otoczeniu osoby (matki), które za każdym razem wymuszały dla dziecka antybiotyk (a lekarz po prostu przepisywał(!)), a teraz dziecko ma 5 lat i niemal nic nie działa... Smutne to. Szkoda, że tak daleko mieszkać, bo przepisałabym się do Ciebie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miód na moje serce! (poza tą częścią o wymuszaniu antybiotyków, to jest załamujące...)

      Usuń
  6. Na pewno widziałaś 10 years challenge z posiewem i krążkiem antybiotykowym? Przerażające porównanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam, ale poszukałam I chyba dzięki Tobie znalazłam... Chodzi o to? https://www.google.com/search?q=10+years+challenge+bacteria&client=ms-android-huawei&prmd=ivn&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=2ahUKEwjZ7avW6_7fAhWJDywKHWDHChsQ_AUoAXoECAwQAQ&biw=360&bih=524#imgrc=qc7_PQMjK69_fM

      Usuń
    2. Dokładnie ten pierwszy obrazek :(

      Usuń
  7. O patrz a ja zawsze na anginę dostawałam antybiotyk więc tkwiłam w pewności że wywołują ją zawsze bakterie, zdziwiłam się zatem czytając, jak zwykle już świetny post!

    Aniu życzę Ci żebyś nigdy nie straciła tego entuzjazmu mimo że pacjenci bywają delikatnie mówiąc różni. Tak jak mówiłam Ci na ostatnim spotkaniu, jesteś świeżo po studiach i Twoja wiedza też jest wciąż świeża, wszystko pamiętasz i masz powołanie, chcesz szczerze pomagać pacjentom :)
    Ja niestety ciągle trafiam na "wypalonych" lekarzy po 40, którzy jadą utartymi schematami, rutyną, bagatelizują problemy i ja sama muszę się dopytywać (bazując na "wiedzy" zaczerpniętej z blogów!) lub podsuwać im swoje przypuszczenia...
    Dlatego bardzo żałuję że nie pracujesz w Gdańsku ;), ale mam cichą nadzieję że jak będziesz przyjeżdżać w odwiedziny do swoich dziewczynek, to nie zapomnisz i o mnie :).
    I dziękuję za mmsa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i zajrzałam do tesktu o suplementach, jakoś umknął mi lata temu, teraz jak już jesteś lekarzem to możesz zmienić czerwony nagłowek :)

      Usuń
    2. Haha, dzięki za czujność! Totalnie o tym zapomniałam :D

      Buziaki <3

      Usuń
  8. Niestety zdarza się i tak że to lekarze bez sensu przepisują antybiotyki :( w zeszłym roku miałam taki przypadek: lekarz osłuchał mnie przez jakieś 5 sekund, kolejne 20 dał na wymienienie objawów, po czym przepisał antybiotyk i powiedział że zwolnienie chorobowe nie jest konieczne bo nie jest ze mną źle (prawie 40 st gorączki!). Diagnoza z dnia następnego u innego lekarza: typowa wirusówka, tydzień w domu + leki (nie antybiotyki) - i oczywiście przeszło bez problemu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wypowiem się na temat Twojego konkretnego przypadku, ale na pewno mogę zgodzić się, że lekarze są bardzo różni - tak samo jak różni są nauczyciele albo kierowcy :) Nie zajmuję się innymi, staram się robić swoje najlepiej jak potrafię.

      Usuń
  9. Ha ale trafiłam ;) Witam w mój ostatni dzień kuracji antybiotykiem. Może na dniach napiszę do Ciebie maila. Jesteśmy w kontakcie :))
    Co do wpisu, to bardzo mi się podoba Twoje podejście i pokazanie pracy lekarza "od kuchni". Ja ją troch widzę, bo moja bliska ciocia jest pielęgniarką na zakaźnym. Niby nic, ale ma wiedzę. To ona leczyła mnie na studiach i wytłumaczyła, że nie zawsze warto brać antybiotyk - tak jak piszesz. W bólu gardła czy węzłów chłonnych (nie mam dwóch migdałków) najczęściej pomagał mi ibuprofen w dawce 400-600. Kilka dni kuracji i zostawał mi tylko katar. Czy robiłam dobrze? Nie wiem, ważne że pomagało ;)
    Ja nigdy nie idę dlatego do lekarza i nie mówię, że chcę taki i taki lek, bo wiem, że siedzi koło mnie osoba, która zna się lepiej. No dobra, raz się nie posłuchałam i nie wzięłam Izoteku ;P
    Co do mojej kuracji, olaboga ileż to ja się nasłuchałam o braniu tak długo antybiotyku... To chyba już wiesz ;) Z kuracji jestem zadowolona, chociaż czuję, że "puszcza" i nawet Epiduo nie "wyżera" mi twarzy jak dawniej ;p Ale jestem pod dobrą opieką i z Tobą w kontakcie ;) Na pewno będę pytać o ten Retinol (Retinoidy) bez recepty do zastosowania w pielęgnacji ;)
    Więcej takich wpisów proszę i pamiętaj, że wspieram Cię w Twojej pracy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie żałuję, że w mojej rodzinie nie było nikogo kto by nas jakoś poprowadził, coś nam podpowiedział - sama też popełniłam milion błędów, zwłaszcza w liceum, bo mieszkałam wtedy w internacie i nie było rodziców, którzy wykopaliby mnie do lekarza ;)

      W razie czego czekam na maila! <3

      Usuń
  10. Hej,
    1.Orientujesz się może, czy nakładając serum Iwostin z kwasem laktobionowym mogę na to nałożyć Rozex, czy lepiej rozłożyć te dwa produkty na rano i wieczór?
    2. Rozex stosuję, ponieważ wyszedł mi pozytywny wynik na nużeńca, ogólnie też mam duży i stałe utrzymujący się rumień na nosie i jak myślisz, czy on pomoże uporać się z tym pasożytem? :(
    Przepraszam za tyle pytań i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!

      1. Najlepiej będzie jak podeślesz mi skład tego serum. Próbowałam pobieżnie sama go znaleźć, ale widzę tylko peeling Iwostin - a to chyba nie ten sam produkt?

      2. Rozex to absolutna podstawa walki z nużeńcem, więc powinien pomóc! :)

      Trzymam kciuki!

      Usuń
  11. A ja myślałam, że o antybiotykach już tyle powiedziano, że większość osób wie, że to nie cukierki i "na wszelki" wypadek to można się ubezpieczyć, a nie ładować w siebie antybiotyki. Dramat:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak chyba napisałam w którymś komentarzu wyżej: może jedna osoba na dziesięć cieszy się z braku antybiotyku, więc na polu edukacji jest tu jeszcze BARDZO dużo do zrobienia...

      Usuń
  12. ja ufam lekarzom. wierze, ze po to tyle sie ksztalcili, zeby byc najlepsi w tym co robia! i zawsze sie ciesze, gdy obejde sie bez antybiotyku :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo przydatny wpis - myślę, że dla dosłownie wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój rodzinny ma tendencję do przepisywania antybiotyku na byle co. Dlatego gdy jestem chora to jedynym celem mojej wizyty jest L4, a przepisanego antybiotyku nawet nie kupuję. Więcej mądrych rzeczy dowiaduję się w aptece, niż w gabinecie lekarza rodzinnego. Niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to myślę, że lepiej byłoby po prostu zmienić lekarza :) Bo jednak sytuacje, w których ten antybiotyk trzeba wziąć też istnieją, więc rezygnowanie z niego w każdym przypadku to (przynajmniej moim zdaniem) przeginka w drugą stronę... W aptece nikt Cię nie osłucha, o reszcie badania czy wywiadu nie wspomnę :<

      Usuń
  15. 1. Tak, to jest peeling w formie serum z 7% kwasem laktobionowym.
    2. Dziękuję Ci bardzo :) Nareszcie jakaś konkretna odpowiedź w tym temacie. Lekarze wciskają mi tylko żel Demodex, który przecież nie robi nic. A jak myślisz, jak długo używać Rozex?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. A Rozex zalecono Ci używać raz czy dwa razy dziennie? Jeśli dwa razy, to ja proponowałabym tak: przez tydzień wstrzymaj się z tym serum Iwostinu i stosuj sam Rozex. Dopiero jak wyczujesz, czy na pewno skóra dobrze na niego reaguje można dołożyć to serum (chociaż moim zdaniem lepiej byłoby je rozdzielić).
      2. Prawdę mówiąc nie wiem co to za preparat, Google podrzuca mi żel o nazwie "Stop Demodex" - to o to chodzi? Co do długości kuracji Rozexem to nie mogę Ci pomóc, bo jest to lek i przez to moja opinia byłaby w tym momencie bardzo nieetyczną poradą lekarki, która nie widziała pacjentki na oczy... Mam nadzieję, że to zrozumiesz :(

      Usuń
  16. 1. Rozex używałam na początki 1x dzienne, a teraz 2x, bo nie widzę skutków ubocznych w postaci podrażnień, a moja skóra ma do tego skłonności.
    2. Pomyliłam się z pośpiechu- chodziło mi o żel Demoxoft: https://www.doz.pl/apteka/p65848-Demoxoft_Plus_lipozel_do_specjalistycznej_ochrony_i_pielegnacji_powiek_15_ml
    No pewnie, że rozumiem ! :)
    Dziękuję Ci bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, okej! Ja z Demoxoftu znałam tylko chusteczki do higieny brzegów powiek i moim zdaniem warto przy infestacji nużeńcem je stosować, ale raczej tylko wspomagająco do leczenia celowanego :)

      Co do serum, to na razie na tydzień-dwa zostaw sam Rozex dwa razy dziennie bez Iwostinu, a potem ostrożnie można je wprowadzić, najlepiej z pominięciem okolicy nosa :)

      Usuń
    2. Czy mogę jeszcze o coś zapytac? Pomyślałam sobie, że może znasz wyjście z takiej sytuacji, a konkretnie, mam problem z powiekami i ogólnie oczami. Przetestowałam bardzo dużo korektorów, tych mineralnych również i za każdym nowym podejściem występuje podrażnienie i pieczenie:( czy to możliwe żeby skóra na wszystko tak reagowała? Może znasz korektor, którego mogłabym spróbować? Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Powiem Ci, że nie jesteś pierwszą osobą która pisze do mnie z podobnym problemem! Ogólnie dobrych korektorów przerobiłam w życiu bardzo mało, ale jeśli jeszcze nie przerobiłaś oferty Bell z serii Hypoallergenic, to polecałabym te:
      http://bell.com.pl/produkt/hypoallergenic-lightening-concealer/
      http://bell.com.pl/produkt/multimineral-anti-age-concealer/
      (pierwszy miałam i uwielbiałam, drugi mam na wishliście jak zdenkuję obecnie używane beznadziejne korektory)

      Natomiast parę razy pogadałam z dziewczynami mailowo na temat pielęgnacji i udało nam się tutaj dużo zdziałać (czasem całkowicie pozbyć problemu, a czasem tylko go zmniejszyć). Więc może puść mi maila na kosmeologia@gmail.com? :)

      Usuń
    4. Dziękuję Aniu! Napisałam maila.
      Pozdrawiam,
      Klaudia.

      Usuń
    5. Postaram się odpisać najszybciej jak to możliwe, ale na pewno będę musiała poprosić o chwilę cierpliwości :)

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger