1/16/2016

Krótkie loki / krótkie włosy – jak prawidłowo je zapuścić?




Dałabym głowę, że szczegółowy poradnik jak zapuścić długie włosy musiał się już w blogosferze pojawić i to pewnie nie raz... jednak moje internetowe poszukiwania zakończyły się fiaskiem. Znalazłam wiele postów o przyspieszaniu porostu (a to nie to samo co zapuszczanie!), prawie równie liczne były też teksty rozważające za i przeciw zapuszczaniu. Jednak chyba nikt dotąd nie próbował przekazać konkretnej wiedzy w pigułce, więc postanowiłam podzielić się moimi obserwacjami w nadziei na także i Wasze wskazówki :)

Poniższy schemat ilustruje najważniejsze elementy prawidłowego zapuszczania włosów. Oczywiście nie ma obowiązku korzystać z nich wszystkich ;) Ale jeśli na długich włosach zależy nam naprawdę bardzo, jeśli liczy się każdy centymetr i każda sekunda, a także jeśli ważna jest dla nas także jakość wyhodowanej czupryny, to wypadałoby zadbać o każdy aspekt.






Fryzjer, fryzury i spółka


Czasem by pójść naprzód, trzeba zrobić krok w tył.


Choć wpis chciałabym poświęcić głównie zapuszczaniu krótkich włosów, to trafią tutaj także te z Was, które mają je średnie czy półdługie. Ta zasada dotyczy nas wszystkich: jeśli końce włosów są suche, porozdwajane czy przerzedzone, to trzeba je ściąć. Cięcie może, ale nie musi być drastyczne: dwie podstawowe strategie to: 


  • ściąć wszystko, co suche/zniszczone/farbowane (to ostatnie w przypadku, gdy chcesz zapuścić włosy w naturalnym kolorze) 


  • podciąć tylko końcówki z małym marginesem (1-2 cm), a następnie regularnie ścinać to, co na początku oszczędziłyśmy (zakładając, że włosy „na wspomaganiu” urosną o 2 cm miesięcznie, to ścięcie jednego cala co kwartał nie powinno być bardzo bolesne).

Obie powyższe mają swoje wady i zalety, nikogo nie będę przekonywać do żadnej z nich – jestem pewna, że w głębi serca każda z nas wie, czy zniesie mocne skrócenie włosów czy nie :)

Wracając jednak do nas, krótkowłosych, chciałabym zwrócić uwagę na inny aspekt: nasze zapuszczanie jest wyjątkowo trudne. Dopóki włosy trochę nie odrosną, mają dziwny kształt będący najczęściej pozostałością fryzur jakie nosiłyśmy: wystrzępień, asymetrii, cieniowań, a nawet podgalanych boków czy karku.

Wobec tego najbardziej popularną (bo najmniej bolesną) metodą jest zapuszczanie włosów z równoległym wyrównywaniem u fryzjera wcześniejszych szaleństw. Oczywiście spowalnia to proces dojścia do konkretnych długości, ale jaką mamy alternatywę? Ostrzyc się na zapałkę i zapuszczać wszystko na raz albo bez podcinania zapuszczać włosy „jak leci” z efektem bezkształtnej szopy na głowie... Zakładając że się na te opcje nie zdecydujemy, radzę metodę numer jeden bardzo dokładnie omówić z fryzjerem.

Tu warto wspomnieć, że dobry fryzjer podczas zapuszczania nie jest naszym wrogiem (jak to kiedyś szeptało się we włosomaniaczych kuluarach), a najlepszym przyjacielem. Nie tylko pomoże stopniowo wyrównać nam włosy, ale też dobierze nam i zrealizuje dobrą fryzurę przejściową, a później zadba o nasze końcówki gdy włosy średnie, półdługie, a w końcu długie...

Jak już wspomniałam o fryzurach przejściowych, to oczywiście dopowiem o nich jeszcze parę słów, bo zwłaszcza w przypadku włosów kręconych i falowanych jest to bardzo ważne. Takie włosy są niepokorne, nie chcą grzecznie układać się w supermodnego boba, a częstą stylizacją na gorąco doprowadzimy do tego, że zapuścimy włosy długie... i zniszczone. Dlatego warto jest poświęcić kilka(-naście) godzin na znalezienie inspiracji do fryzury, która ani nas nie oszpeci, ani nie będzie wymagała „ciężkiej” stylizacji. Dlatego tak ważne jest zaprzyjaźnienie się z dobrym fryzjerem i jeśli miałabym wskazać na który element walki o długie włosy warto jest wydać większe pieniądze, to wybrałabym właśnie ten.

Na koniec chciałabym wspomnieć o jeszcze jednej ważnej rzeczy związanej z fryzjerstwem, a stanowiącej dla wielu z nas niewidzialną ścianę, o którą rozbijają się nasze wysiłki. Chodzi o przekroczenie długości do ramion.

Tak z zapuszczaniem bywa, że włosy rosną... aż nagle przestają. Wiele z nas szuka w internecie odpowiedzi na pytanie co zrobić z włosami, które nie rosną. Oczywiście możliwych jest tu wiele scenariuszy, ale często zapominamy o jednej z możliwych przyczyn: niszczeniu się końcówek sięgających ramion.

Długość ta jest newralgiczna z wielu powodów. Po pierwsze, gdy włosy są rozpuszczone, końcówki przez cały dzień „tańczą” ocierając się o plecy i ramiona, co może i stanowi uszkodzenia w skali mikro-, ale powtarzane dzień za dniem doprowadza do kruszenia się końcówek, rozdwajania ich i pozornego zastoju w przyroście. Gdy przycinamy końcówki suwakiem kurtki, przygniatamy ramiączkami torebek, ocieramy je o grube szaliki czy nawet moczymy podczas codziennej kąpieli (także tej bez mycia włosów) – bardzo pomagamy uszkodzeniom rosnąć w siłę.

Co w związku z tym zrobić? Najoczywistszym rozwiązaniem jest zabezpieczanie końcówek. Olej, serum, połączenie obu (link pod koniec wpisu) – wszystko ma szansę zadziałać, warto od razu zacząć szukać naszego ideału. Ale ja zaproponowałabym Wam jeszcze dwie rzeczy, bo wiem, że nie u każdego zabezpieczanie końcówek wystarcza.

Podstawową metodą powinno być po prostu upinanie włosów. Nawet jeśli się w upięciach nie lubimy, to warto zacisnąć zęby na te trzy miesiące, podczas których włosy urosną 3-6 centymetrów i przekroczą strefę zagrożenia ;) Jeśli obawiamy się zniszczeń, to już śpieszę wyjaśnić, że chodzi mi oczywiście o proste fryzury z użyciem bezpiecznych dla włosów gadżetów. Nawet zwykły kucyk związany gumką bez metalowej złączki „uniesie” nasze końcówki o dobre kilka cali w zależności od tego na jakiej wysokości go zrobimy. Warto o tym pomyśleć. Wpis o bezpiecznych akcesoriach i idealnych na ten okres upięciach znajdziecie pod koniec wpisu.

Innym wyjściem – tym razem tylko dla zakręconych włosomaniaczek – jest keratynowe prostowanie. W przypadku fal czy loków rozprostowanie włosa powoduje pozorny zysk kilku centymetrów, co pozwoli nam na przeczekanie trudnego okresu i hodowanie w tym czasie dalszego przyrostu. Gdy po 3-6 miesiącach keratyna wypłucze się i wróci nam skręt, włosy przy pomyślnych wiatrach mogą być dłuższe nawet o kilkanaście centymetrów niż przed zabiegiem! To naprawdę ogromne ułatwienie, a warto też zauważyć, że ceny zabiegów keratynowego prostowania uzależnione są od długości włosa, więc w naszym przypadku nie jest to majątek ;)
To były chyba najdłuższe włosy jakie wyhodowałam w dorosłym życiu. Po lewej flesz, po prawej światło dzienne. 

SUPLEMENTACJA, ale nie suplementy!


Suplementacja to (w ujęciu internetowego słownika PWN) «uzupełnianie diety o niezbędne witaminy i składniki mineralne». Czy do tego celu trzeba użyć suplementów diety (w sensie farmakologicznym, zgodnie z ich definicją Głównego Inspektoratu Sanitarnego)? Nie, a nawet (jak starałam się wykazać w moim wpisie {z wiedzą o suplementach} nie powinno się tego robić.

Nie oznacza to oczywiście, że suplementację należy sobie całkowicie odpuścić. Trzeba to po prostu zrobić z głową: wybrać dobry środek (porady znajdziecie w podlinkowanym wyżej wpisie) oraz ograniczyć się do jednego, by łatwiej było nam ocenić co faktycznie pomogło włosom rosnąć, a co nie. Polecam prowadzenie notatek na ten temat. Pod koniec wpisu znajdziecie link do instrukcji prawidłowego pomiaru długości włosów.

Jeśli chodzi o moje doświadczenia z przyspieszeniem wzrostu włosów, to dotąd z całą pewnością spektakularnie zadziałało u mnie tylko Calcium Pantothenicum, czyli produkt leczniczy (nie lek, ale też i nie suplement).

Próbowałam poza nim wielu innych preparatów, ale bez skutku. Nie będę tu o nich pisać, bo źle czułabym się polecając coś czego skuteczności nie mogę potwierdzić, a poza tym – znajdziecie w sieci dziesiątki postów na ten temat. Od siebie poleciłabym szczególnie posty podsumowujące suplementową akcję u Anwen (link na dole). Zobaczymy tam nie tylko najpopularniejsze propozycje suplementów, ale i oszacujemy wyniki jakich można się po nich spodziewać: oczywiście biorąc poprawkę na błędy pomiarów, które prawie na pewno się tam wkradły.

WCIERKI – bo odżywiamy się nie tylko od środka...

Skoro mówimy już o odżywianiu, to nie sposób nie wspomnieć o odżywkach na skórę głowy – tak zwanych wcierkach. W ogóle dbanie o skórę głowy (we włosomaniaczych kręgach zwanej skalpem) jest dla włosów kluczowe: zarówno dla ich wyglądu, wzrostu jak i skali wypadania.

Naturalnie, nie wszystkie wcierki służą przyspieszaniu wzrostu włosa: wiele z nich ma za zadanie zmniejszyć przetłuszczanie albo wypadanie czy po prostu walczyć z dowolnym kłopotem, jaki możemy z włosami mieć. Nie ulega jednak wątpliwości, że każda substancja nakładana w okolice naszych cebulek włosowych może im pomóc w produkcji zdrowych włosów: pozostaje „tylko” znaleźć dobrą wcierkę i regularnie ją aplikować.

Niestety, jeśli o znalezienie konkretnego produktu chodzi, to łatwiej to powiedzieć niż zrobić ;) Sama przetestowałam wiele różnych i poza brzydko pachnącą wcierką Joanny „Czarna Rzepa”, żadna z nich nie przyniosła mi żadnych korzyści. Nie zdążyłam, niestety, przestować kultowego Jantaru przed zmianą składu, a ten w nowej wersji mnie rozczarował. Dla ułatwienia pod koniec wpisu odsyłam Was do podsumowania innej akcji u Anwen – tym razem wcierkowej. Jak zawsze w tym typie posta możemy tam znaleźć listę popularnych wcierek, efekty jakie miały czytelniczki, a także zdjęcia realnie osiągniętych efektów.


To jest chyba zdjęcie późniejsze o parę miesięcy: po podcięciu, delikatnym wycieniowaniu i wyciągnięciu na szczotce :) 

O SKÓRZE GŁOWY raz jeszcze...

Pamiętajmy, że wcierka to nie wszystko. Zdrowie skóry głowy to podstawa, a czasem zdarza się nawet, że wcierki im szkodzą: uczulają, wysuszają, podrażniają... choć dotyczy to głównie wcierek z alkoholem i wyjątkowo nadwrażliwych skalpów, więc z pewną dozą ostrożności da się to obejść.

Primum, non nocere - zacznijmy od tego, żeby skórze głowy nie szkodzić ;) A szkodzi jej wiele: ciasne upięcia, nieoddychające czapki, suche powietrze, silne detergenty, … Mogłabym tak w nieskończoność. By nie zwariować warto zadbać choćby o tych kilka najważniejszych rzeczy wypisanych powyżej – już to będzie ogromną pomocą!

A jak skórze głowy dopomóc jeszcze trochę? Masażem! Najlepiej wykonywać go codziennie albo przynajmniej w każdy dzień mycia włosów, na przykład podczas aplikacji wcierki. Wówczas nie tylko ogólnie poprawimy ukrwienie skóry głowy, ale też wzmocnimy w ten sposób działanie kosmetyku. Masaż możemy wykonać dowolnie, ja od palców czy Tangle Teezera zdecydowanie wolę druciany masażer-pająk ;)

Ukrwienie głowy możemy poprawić też przez spłukiwanie jej pod koniec mycia chłodną (nie zimną!) wodą albo... zgrywając nietoperza :P Metoda inwersji polega na wiszeniu głową w dół przez cztery minuty codziennie przez tydzień. Dla mnie – szaleństwo, ale dla niektórych święty Graal. Więc tu tylko o niej wspominam, na dole link do pełnego wpisu jej poświęconemu.

W niektórych przypadkach przydatny okaże się także robiony co jakiś czas peeling skóry głowy. Docenią go szczególnie właścicielki skalpów z tendencją do łojotoku i łupieżu, a także osoby myjące głowę bardzo delikatnymi szamponami. To właśnie te dwie grupy najbardziej narażone są na nabudowanie się na skórze głowy różnego rodzaju filmów, których wraz z peelingiem możemy się pozbyć. Do wyboru mamy peelingi enzymatyczne i mechaniczne, z czego te drugie dodatkowo poprawią ukrwienie skóry głowy w sposób podobny jak masaż.

Na skórę głowy możemy zastosować też różnego rodzaju maseczki: nie tylko te domowe, ale i drogeryjne. Glinkową maseczkę do skóry głowy ma w swojej ofercie Dermaglin. Z kolei nawilżające maski-kompresy z siemienia lnianego czy aloesu docenią szczególnie te z nas, które postawiły na wcierki skomponowane na bazie alkoholu.

ABY ROSŁY ZDROWE, czyli stan zdrowia i pielęgnacja

Last but not least!


Na koniec parę słów o tym, co najważniejsze, a zostawione na koniec tylko w nadziei, że jest to dla Was oczywista oczywistość ;)

Zdrowych i gęstych włosów nie zapuścimy podczas choroby, zwłaszcza niedoborów, anemii, chorób hormonalnych i wielu innych. Najpierw należy uregulować stan zdrowia, zadbać o dietę, wysypianie się, ruch i picie dużej ilości wody. Niby banał, a dla wielu z nas jest to zaciągnięty hamulec ręczny niepozwalający na pokonanie którejś z wielu przeszkód na drodze do długich włosów.

Druga rzecz to pielęgnacja. Podczas zapuszczania dbamy o włosy! Nie czekamy z założonymi rękami aż będą długie ;) Inaczej łatwo wtedy osiągnąć to, o czym napomknęłam przy punkcie pierwszym: wyhodowane z dużym poświęceniem długie... suchelce, połamane i wymięte.

Gdy ja {ścinałam swoje włosy dla fundacji}, wiedziałam że kiedyś mogę chcieć je zapuścić i że wtedy moje obecne dwadzieścia centymetrów włosów stanie się mym pakietem startowym. Że to, co teraz jest nasadą włosa kiedyś stanie się jego końcówką i że będzie pamiętać wtedy wszystkie moje włosowe grzeszki. Dlatego wbrew początkowym zapędom przez ten rok wyprostowałam je może ze cztery razy i poza tymi okazjami ani razu nie wysuszyłam ich suszarką. Nigdy też nie zostawiłam ich bez maski ani tym bardziej odżywki bez spłukiwania: absolutnej podstawy dla loków i fal :)

Nie znaczy to oczywiście, że robiłam z nimi dokładnie tyle samo co z długimi: pisałam o tym w poście o {pielęgnacji krótkich włosów}. Zrezygnowałam z olejowania, zabezpieczania końcówek, łagodnych szamponów i mycia odżywką, a dodatkowo przemeblowałam swoją listę kosmetyków: zamiast droższych, specjalistycznych czasem produktów sięgnęłam po tanie jak barszcz {Kallosy} :) O zabiegach takich jak płukanki, laminowanie, wiązanie na noc i tak dalej zdążyłam już zapomnieć i przypomniała mi o nich dopiero lektura posta podlinkowanego powyżej...

Do tego wszystkiego będziemy musiały wrócić lub – jeśli dopiero stawiamy pierwsze kroki we włosomaniactwie – włączyć to do naszej pielęgnacji po raz pierwszy. Choć może wyglądać do przerażająco, to tak naprawdę po paru tygodniach testowania da się już wypracować codzienny schemat z użyciem ulubionych produktów. A wtedy tylko patrzeć jak włosy osiągają kolejne przyrostowe cele... :)


Podsumujmy...

Reasumując stwierdzam, że zapuszczanie idealnych długich włosów naprawdę zamyka się w tych pięciu punktach:

  • Szukamy dobrego fryzjera, podcinamy włosy, podczas zapuszczania wyrównujemy ślady asymetrycznych cięć, robimy sobie fryzurę przejściową. Gdy włosy sięgną ramion wykonujemy keratynowe prostowanie i/lub uczymy się łatwych, nieszkodliwych dla włosów upięć. Cały czas dbamy o końcówki przez zabezpieczanie ich i podcinanie gdy tego wymagają. 

  • Dbamy o bogatą i zróżnicowaną dietę, którą warto wspomóc wysokiej jakości dodatkiem, niekoniecznie typowym suplementem. 

  • Kupujemy lub robimy wcierkę na skórę głowy i stosujemy ją regularnie. 

  • Dbamy o skórę głowy unikając szkodliwych sytuacji, robiąc masaże, płucząc ją chłodniejszą wodą lub nawet wisząc głową w dół. W razie potrzeby robimy peeling skóry głowy. 

  • Pilnujemy spraw zdrowotnych oraz wprowadzamy kolejne elementy coraz bogatszej pielęgnacji zgodnej z zasadami włosomaniactwa. 



źródło włosów użytych w centrum 

Tak naprawdę dopiero pisząc ten tekst uświadomiłam sobie jak ważne podczas zapuszczania są kwestie fryzjerskie, a z kolei dopiero doczytując podczas pisania inne artykuły zauważyłam jak szalenie zaniedbywana jest ta kwestia. Mam nadzieję, że teraz wszystko o zapuszczaniu włosów zostało już powiedziane! Ale oczywiście jeśli coś jeszcze Wam się nasunęło, macie z tym jakieś doświadczenia i chciałybyście podzielić się wskazówkami albo refleksjami, to piszcie koniecznie!

Jeśli macie jakieś inne problemy to też pytajcie w komentarzach :)

Ściskam,
Ania

PS. Tak, zaczynam zapuszczać włosy... :) :) :)

→ Refleksje Mysi na temat za i przeciw zapuszczaniu - bardzo ciekawe! KLIK
→ Akcesoria nieuszkadzające włosów! KLIK
→ Proste i łatwe upięcia na okres przejściowy podczas zapuszczania KLIK
→ Anwen o tym jak rozpoznać, czy włosy potrzebują cięcia. Można się zdziwić ;) KLIK
→ Anwen o mojej ulubionej metodzie zabezpieczania końcówek dwoma produktami: KLIK
→ Anwen o prawidłowym mierzeniu włosów KLIK
→ Mój post o suplementach diety: KLIK
→ Podsumowanie suplementowej akcji u Anwen: KLIK
→ Podsumowanie wcierkowej akcji u Anwen: KLIK
→ Metoda inwersji! KLIK

26 komentarzy:

  1. Do suplementacji koniecznie bym dodała badania krwi, żeby sprawdzić, czy czegoś nie brakuje - morfologia, ferrytyna (żelazo), wit. D i B12 choćby. Najlepiej pod okiem lekarza. Mi pomaga to niesamowicie :)
    Heh, kiedyś miałam włosy do pasa. Nawet zaczynały sięgać do pośladków jak nie podcinalam końcówek! Ale odkąd mam problemy z tarczyca to ciagle tylko włosy ścinam, bo są tak rzadkie, ze inaczej wyglądają słabo ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast tych wszystkich badań wystarczyłaby po prostu morfologia, bo witaminę D i tak trzeba brać ;) No i przede wszystkim punkt piąty rzecze: "Włosów nie zapuścimy podczas choroby, zwłaszcza niedoborów, anemii, chorób hormonalnych itp." :) Uporządkowanie spraw zdrowotnych to podstawa, tyczy się to zresztą nie tylko włosów, ale i cery, figury/kondycji fizycznej itp.

      U mnie wszystkie zdjęcia pochodzą z okresu choroby (diagnozę postawiono zanim powstało polskie włosomaniactwo ;) ), ale ja od lat mam wyniki wyrównane, więc to inna bajka. Mam nadzieję, że i Ciebie to kiedyś spotka :)

      Usuń
  2. A znalazłaś może takiego dobrego fryzjera w Gdańsku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Gdańsku ścinałam włosy tylko raz w życiu, właśnie w ramach akcji Rak'n'Roll o której wspomniałam. Na pewno jeśli chodzi o dobór fryzury i technikę cięcia to jestem na TAK, ale nie miałam na przykład okazji sprawdzić czy podcinanie końcówek o 2 centymetry to faktycznie oznacza DWA centymetry... ;) Od lat chodzę do tej samej fryzjerki w moim rodzinnym mieście, niestety nie w 3city.

      Usuń
  3. ja obecnie nie zapuszczam włosów, bo dopiero co ścięłam ponad 40 cm, do długich na razie nie wrócę.:) ale wpis bardzo przydatny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż popędziłam do Ciebie żeby zobaczyć Twoją przemianę - jaaaka szkoda, że na razie tak mało włosowych postów u Ciebie! Będę na nie czekać <3

      Usuń
  4. Dieta to dla mnie podstawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będąc dzieckiem lubiłam sobie powisieć głową w dół na trzepaku i faktycznie - miałam wtedy więcej włosów! Haha ;D Ale tak na serio to u mnie przyczyną osłabienia włosów jest hashimoto i nawet po wyrównaniu hormonów nie jest łatwo ani o zagęszczenie, ani o jakieś spektakularne zapuszczenie włosów. W zeszłym roku namiętnie wcierałam Jantar (ten z nowym składem, bo wcześniejszego też nie zdążyłam) i nawet pojawiło mi się sporo małych wkurzających włosków ;D Teraz znów zaczynam wcierać.
    Powodzenia w zapuszczaniu! Chociaż w krótkich też jest Ci bardzo do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komplement i trzymanie kciuków ;) Wierzę, że jak już z Hashimoto zapuściłam, to zapuszczę i drugi, niech mnie ktoś powstrzyma! ;D

      Usuń
  6. Pamiętam czas, w którym moją manią było zapuszczanie włosów. Odkąd jednak mam te 20 kilka lat stwierdzam, że długie włosy nie są dla mnie. Owszem wyglądają kobieco i pięknie, ale zdecydowanie lepiej czuję się w krótszych włosach do ramion :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nosiłam długie przez ostatnie pięć lat, a dziś dokładnie wypada rocznica ścięcia ich na krótko :) I choć przez rok odkryłam wiele plusów krótkiej fryzury, to najbardziej sobą czuję się mimo wszystko w długich. Co nie znaczy, że w przyszłości nie zmienię zdania - wszak kobieta zmienną jest :D

      Usuń
    2. Ja odkąd ścięłam włosy po raz pierwszy z włosów do pasa o jakieś 10 cm, to przy każdej kolejnej wizycie u fryzjera ścinam je jeszcze krócej :D Oby mnie czasem nie poniosło!

      Usuń
  7. W Gdańsku polecam "Perełkę" w Oliwie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nigdy nie prostowałam włosów, nie suszyłam suszarką i nie farbowałam i dziwiłam się, że nie wyglądają dobrze, dopóki nie zrozumiałam, że przy tak długich włosach nie mogę tak po prostu ich rozczesywać i tyle. Aktualnie staram się częściej odwiedzać fryzjera, olejować, zdrowo odżywiać itd. i to rzeczywiście daje efekty. Powodzenia w zapuszczaniu włosów, niczego od siebie nie dodaję, moim zdaniem wyczerpałaś temat :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wpis, widać że się nad nim napracowałaś i dzięki temu ma w sobie dużo potrzebnych informacji. Planuję zapuścić włosy tak aby móc oddać je na perukę na rak'n'roll i twój wpis pomoże mi osiągnąć cel

    OdpowiedzUsuń
  10. też chciałabym zapuścić włosy. nie chcę iść do fryzjera bo pewnie fryzjerka bd chciała mi obciąć więcej włosów niż ja bym chciała :<

    http://www.owodoru.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam zrobienie dokładnego wywiadu. Któraś koleżanka na pewno zna fryzjerkę, która rozumie swojego klienta :)

      Usuń
  11. Wiem, że dużo dziewczyn w dzieciństwie/młodości miało długie włosy, a potem dla wygody ścinały. U mnie zupełnie na odwrót: w okresie nastoletniego buntu był jeż, potem do 24 r.ż. zawsze krótko, a teraz od paru lat zapuszczam hehe, właśnie przekroczyły magiczną granicę łopatek. Nigdy nie miałam długich włosów i teraz mnie dziwi np. ich ogromna ilość plącząca się na podłogach czy w łazience, zapinanie ich na zamek od kurtki, "przydeptywanie" na oparciu od krzeseł i inne tortury - taka jestem nieprzyzwyczajona :) Musiałam zacząć wiązać je na noc i po prostu zacząć brać je pod uwagę w codziennym życiu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Widać, że się napracowałaś. Ja uważam, że fryzura przejściowa jest bardzo ważna. Jeśli się nie zadba o fryzurę przejściową to najczęściej oznacza, że szybko będziemy mieć jej dość i zetniemy włosy... Dobrze dobrana fryzura przejściowa sprawi, że nawet nie zauważymy, że mamy długie włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Zetniemy albo ewentualnie w poszukiwaniu sposobu na poprawę ich ogólnego wrażenia przefarbujemy/zaczniejmy stylizować, więc zaszkodzimy i zaraz będziemy ścinać więcej...

      Usuń
  13. Bardzo dawno poprosiłam swojego fryzjera o pomoc przy zapuszczaniu. Miałam dość krótką fryzurę i miesiącami mi wyrównywał, oswajał te odrośnięte bezkształty, na ile się dało. Narzekałam, że tak długo to trwa i tracę cierpliwość. W końcu powiedział mi "niestety,żeby było szybko, musisz przestać przychodzić". I wtedy poszło błyskawicznie. Długie mam do teraz, a tamtego fryzjera nie widziałam od lat. Do podcinania końcówek mam Panią "na przeciwko":)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przydatny post, bo właśnie w pon. idę podciąć moje niemiłosiernie długie włosy i liczę, że odrosną w lepszej kondycji :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Trzeba było wpisu u Anwen, żebym wreszcie do Ciebie zajrzała! ;)
    Idealnie napisany wpis. Przemyślany i bez chaosu - a podsumowanie to już zasługuje na medal!
    Lecę czytać dalej ;D

    Jeśli mogę podpowiedzieć - podczas zapuszczania włosów łagodnie falujących może się przydać trwała. Włosy kręcone opierają się o ramiona inaczej i mniej się wycierają niż proste, łatwiej też je upiąć w razie czego - a po czasie trwała się wypłucze. Kręconą grzywkę też o wiele łatwiej zapuścić niż falującą i wicherkową (efekt McDonald's :P) Niestety dotyczy to tylko włosów zdrowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wszystkie miłe słowa :) Zapuszczanie grzywki mam już, dziękować bogom, od paru lat za sobą - gdybym tylko wtedy wiedziała o takiej opcji jak trwała!

      Usuń
  16. Właśnie jestem na etapie zapuszczania włosów, bo do tej pory ścinalam na long boba. Tęsknię za długimi włosami :) własnie zaczęłam używać wzierki Jantar, więc mam nadzieję, że trochę pomoże :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger