8/08/2015

Pięć rzeczy, które udało mi się zrobić w lipcu!



1. Najważniejszy wpis na blogu

W lipcu zdecydowanie najchętniej czytałyście moją relację z → konferencji See Bloggers, na którą wybrałam się po raz pierwszy i zapewne nie ostatni :) Ponieważ miałam Wam na jej temat tyle do powiedzenia podzieliłam moje sprawozdanie na dwie części, które i tak wyszły sadystycznie dlugie... Ale jeśli jesteście ciekawe, to zapraszam Was na → drugą część relacji – może jeszcze jej nie widziałyście :)


Zdjęcie dzięki uprzejmości @theCieniu


2. Najlepsze momenty

By nie zmienić bloga w blogerską kronikę towarzyską, relację ze spotkania trójmiejskich blogerek skrócę do minimum :D Z inicjatywy pełnej energii Oli z bloga → Biały Lifestyle wybrałyśmy się do Tokyo Sushi Bar w Gdyni. Po pokazie firmy Repechage (która opracowała chyba najbardziej relaksujący zabieg kosmetyczny ever!) czekało nas to, co lubimy najbardziej: pogaduchy o urodzie, dobre jedzenie i oczywiście prezenty od Repechage oraz Cattier. Oczywiście dla mnie gwoździem programu były zrobione przez → Cienia paznokcie oraz boska tempura <3

Brak konta na Instagramie sprawił, że nie mam nawyku robienia zdjęć jedzeniu - na szczęście Paulina zamówiła to samo :D #foodporn

Na spotkanie udało mi się wyciągnąć moją czytelniczkę Kamilę, którą znacie jako winowajczynię zatrzęsienia odlewek w mojej łazience :D Oto jej wrażenia ze spotkania:

Jestem bardzo zadowolona, że mogłam poznać trójmiejskie blogerki urodowo-lifestylowe i zarazem miło zaskoczona, że jest ich aż tyle (a to przecież nie wszystkie!), gdyż na blogach które odwiedzałam były wzmianki głównie o Krakowie lub Poznaniu. Miejsce spotkania było świetnie trafione, ładne i klimatyczne :). Po prezentacji maseczek lody zostały przełamane i odbyło się mnóstwo rozmów na przeróżne tematy. Dziewczyny zaskoczyły mnie otwartością, kreatywnością i bardzo pozytywnym nastawieniem do życia (pozdrawiam Bogusię!). Mam nadzieję, że będę mogła uczestniczyć ponownie w takim spotkaniu, być może już jako blogerka :).

Widzicie to? Blogowanie jest zaraźliwe! :D A Bogusia to oczywiście autorka bloga → Piękno i minimalizm.

Cieniu, the master of nail art w akcji :)


3. Największe odkrycie

Będzie ono... spożywcze. Obędzie się niestety bez zdjęcia, bo bardzo moim zdaniem udany hummus kupiony w Biedronce (sic!) rozszedł się w trymiga. Za cenę bodajże 6,99 zł dostajemy „trójpak”: po 80 g hummusu klasycznego, pomidorowego i paprykowego. Ten ostatni jest według mnie nieco słabszy niż pozostałe, ale całkiem przyzwoity skład i idealna dostępność kupiły mnie całkowicie :)




 4. Najlepszy zakup

Sama nie wierzę, że wreszcie mogę to napisać, ale... kupiłam aparat fotograficzny :O Jako osoba, która do tej pory nigdy nie posiadała własnego (choćby najbardziej dennego!), a zdjęcia na bloga robiła pożyczanymi lub w ostateczności dennym pstrykaczem 3,2mpix z własnego równie dennego telefonu – nie mogę się na moje cacko napatrzeć :) Wybrałam bezlusterkowca Sony alpha a6000 ze standardowym obiektywem 16-50mm i choć dopiero uczę się jego obsługi, za punkt honoru postawiłam sobie robienie zdjęć na manualu – w trybie auto nie cyknęłam na razie ani jednego :) Oczywiście ma to swoje konsekwencje w postaci beznadziejnego nieraz efektu moich fotograficznych popisów, ale uważam, że ten się nie myli kto nic nie robi ;)

5. Największy sukces

Kupno aparatu to dla mnie już wielki sukces :P Ale poza tym jestem dumna, że pomimo kosmicznych temperatur co najmniej dwa razy w tygodniu chodzę na siłownię, a pomimo licznych obowiązków (w tym czterech tygodni przepracowanych na praktykach) codziennie czegoś się uczę, czytam jeden rozdział książki, trenuję umiejętności językowe.


Największym jednak sukcesem było ogarnięcie mojej szafy. Tak, jestem z tych ludzi, którzy są tak nieporadni, że potrzebują do tego książki. Dla mnie „Slow Fashion. Modowa rewolucja” Asi Glogazy było jak objawienie i w lipcu pozbyłam się takiej ilości ubrań, że nigdy byście nie uwierzyły. I dalej mam co nosić! Jak tylko uzupełnię kilka najbardziej palących braków napiszę Wam jak to u mnie wyglądało, co Wy na to?

… a na koniec ulubione piosenki miesiąca. Z powodu szlifowania języka porzuciłam chwilowo ukochaną Trójkę na rzecz niemieckiej rozgłośni WDR2. Oto szwabskojęzyczne utwory, które najbardziej wpadły mi w ucho :) Wiem, że obecnie najmodniejsze na świecie jest szydzenie z niemieckiego (który dla mnie jest niesłychanie ładny, w przeciwieństwie do wzbudzających zachwyty francuskiego czy hiszpańskiego), ale może dacie im szansę? Jeśli lubicie rockowe klimaty, to spróbujcie ^^






15 komentarzy:

  1. Heh, trafna uwaga z tym Instagramem. Ja dziś piekłem świetną pizzę z tuńczykiem i oliwkami. Przez myśl nawet mi przeszło zrobić zdjęcie, ale uznałem, że nie chce mi się specjalnie sięgać po aparat i od razu zjadłem :-P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybij piątkę :D Ja nawet mam zwykle przy sobie aparat (a na spotkaniu blogerek to już rzecz oczywista), tylko właśnie nie przychodzi mi do głowy to, że mogłabym go użyć :P

      Usuń
  2. A ja uwielbiam instagram, to chyba jedyna aplikacja, która mnie tak wciągnęła;) Spotkanie było świetne i fajnie będzie powtórzyć:) Dziękuję też za podlinkowanie. Hummusy też zajadam, zaraziłam nawet tym mojego męża, najczęściej kupuję Sante, bo mam w sklepie pod domem, ale wypróbuję też te biedronkowe, bo skład wydaje mi się być podobny;) A no i na pewno spróbuję też zrobić sama;)
    Nauczysz się obsługiwać aparat, ja w miarę ogarniam, tak mi się przynajmniej wydaje. A co to znaczy bezlustekowiec?
    Ty się uczysz niemieckiego, ja się staram uczyć angielskiego, bo mam koszmarne zaległości... Książkę Asi też czytałam i bardzo mi się podobała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na dobry początek chciałam zrobić własną tahinę, to też się bardzo przydaje (i do hummusu, i do wielu innych dań)!

      Bezlusterkowce to, tłumacząc na język amatorski, ogniwo łączące kompaktowe cyfrówki z lustrzankami. Nie mają w środku luster, więc są mniejsze, lżejsze i tańsze, ale bezlusterkowce nowej generacji dorównują pod pewnymi względami lustrzankom. Tak wyczytałam w sieci przed zakupem, a na jednej z prelekcji na See Bloggers też usłyszałam o nich duuużo dobrego!

      Ja po angielsku mówię już płynnie, ale uwielbiam się uczyć języków, więc postanowiłam ruszyć zwoje mózgowe leżące odłogiem od pięciu lat i wrócić na niemiecki - satysfakcja jest ogromna!

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o odkrycia kulinarne to (poza upieczeniem placka z wiśniami) jadłam dziś zupę - krem ze szparagów (z biedry). Z tej samej firmy, co zupa „farmerska”, którą jadłaś będąc u mnie - była pyszna, szczególnie zagryzana bagietką czosnkową!
    #wyrafinowane#podniebienie#cebulaka#

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze marchewkowa i chyba jeszcze jakaś - wszystkie mnir zachwyciły, więc poluj na nie ;D

      Usuń
  4. Miło było Cię poznać i spotkać na spotkaniu ;)
    Musisz przekonać się do insta :D też długo mi to zajęło, ale jednak założyłam i wciągnęło mnie totalnie.

    Hummus kupiłam z ciekawości jakiś czas temu i też mi zasmakował.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję bardzo za podlinkowanie :) ogólnie fajny pomysł na wpis, podkradnę pod koniec sierpnia hehe

    Co do języków obcych to angielski to moja największa porażka :( zaraz po maturze miałam poziom solidny B2 a potem na studiach tak zaczęłam się cofać, że szok... mam ledwo ruszoną na półeczce książkę do nauki na certyfikat FCE, ale teraz, żeby się zabrać za niektóre zadania to szkoda gadać... jednak człowiek zapomina :) Ale od niemieckiego uciekam jak od ognia, trauma z 3 lat liceum bezskutecznego uczenia się tego języka...

    O swojej szafie nie wspomnę, bo też taka pomoc książkowa by mi się przydała :) ale to może kwestia psychologiczna - żal mi niektórych rzeczy wyrzucać i tak trzymam przez lata haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden problem :D

      Dla mnie języki zawsze były przyjemnością aż do liceum, gdy owszem - angielski był moim absolutnie ulubionym przedmiotem, ale niemiecki... szkoda gadać. Trzech nauczycieli w trzy lata, na dodatek często dający sobie wchodzić na głowę: skończyło się oczywiście tym, że nie nauczyłam się zbyt wiele niż "dzień dobry" i "do widzenia" :D Ale po pięciu latach przerwy zatęskniłam za językami obcymi i padło właśnie na germana. Okazało się, co prawda, że moje ucho do języków zapodziało się gdzieś przez te lata i nauka jest bardzo mozolna, ale chyba nawet bardziej satysfakcjonująca niż kiedyś. Więc zachęcam - niekoniecznie do nauki języków, ale do stawiania sobie wyzwań :)

      Usuń
  6. Ja też nie mam własnego aparatu, ale może kiedyś się dorobię. Co do niemieckiego to podziwiam, bo dla mnie ten język brzmi okropnie. I chociaż uczyłam się go w podstawówce i gimnazjum, to wszystko wyparłam z głowy i teraz pamiętam tylko pojedyncze słowa :) A mam w rodzinie nawet jednego Niemca i zawsze musimy się porozumiewać po angielsku, bo inaczej nie ma szans ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja niemieckiego uczyłam się sama, jedynie po to żeby móc wpisać do CV. Brzmienia tego języka nie znoszę, chyba nie ma w nim żadnego ładnego słowa ;D. Nauczyłam się jednak niewiele, a może raczej tak jak Ania powyżej - sporo, ale pozapominałam, a wracać do starych notatek mi się nie chce, mimo że sumiennie trzymam :). Myślę, że dużą rolę odgrywa tu też psychologia, konkretnie nastawienie - angielski jest dla mnie neutralny i mówię biegle, natomiast skoro ten język od początku mi się nie podobał to nie ma się co dziwić że poszło o wiele gorzej

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale Twoje zatrzęsienie odlewek to i tak lewdiwe 1/6 mojej kolecji, która nie chce się zmniejszać ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Hummus z biedry ma niestety benzoesan sodu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ma, co widać na zdjęciu :) Na szczęście nie mam chorego żołądka i nie jem dużo przetworzonego jedzenia, więc takiego hummusu w ogóle nie muszę się obawiać! :)

      Usuń
  10. Książka Slow Fashion - Genialna!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger