8/07/2014

DIY: Robimy prosty krem nawilżający na bazie kremowej

Baza kremowa to genialny wynalazek. Jeśli nie masz wiedzy, funduszy albo wystarczającego zapału, by uzbrajać się w termometry, zlewki, papierki lakmusowe i dziesiątki innych drobiazgów, ona pozwala na zrobienie czegoś naprawdę ekstra prawie z niczego.




Jak wspominałam w poście o → DIY maceracie, chodzi mi po głowie krem inspirowany pastą Angels On Bare Skin od LUSHa, więc dalej pozostajemy w tematyce migdałowo-lawendowej :) Pierwsze podejście do tej mikstury wyszło mi nie do końca tak, jak bym sobie tego życzyła, bo:

1. Kupiłam olej ze słodkich migdałów, ale rafinowany... Chociaż w sumie mam wątpliwości czy ten nierafinowany pachnie właśnie migdałami? Wie ktoś? Jeśli nie, to w następnej wersji spróbuję oszukać system i sięgnę po olejek z pestek śliwki – ten podobno pachnie marcepanem na kilometr, więc spełni swoją rolę.

2. Olej z migdałów okazał się olejkiem zbyt ciężkim na tę porę roku, o trwającej obecnie fali upałów nie wspominając. Olej śliwkowy (vide: pkt. 1) nie powinien mi sprawić tego problemu, ale w razie czego jest tyle dobrych olei schnących... Tylko znowu dwa tygodnie czekania na macerat! Więc może jednak sam olej?

3. Nie ma jeszcze sezonu na lawendę i przez to nie udało mi się jej kupić, więc fazę wodną ograniczyłam do półproduktów rozpuszczonych w wodzie destylowanej. Do następnej wersji na pewno zrobię już swój hydrolat, to dopiero będzie szał.

4. Nie udało mi się powstrzymać i do kremu sypnęłam szczyptę ekstraktu z soku truskawki, więc krem całkiem mocno nią pachnie :)

Także summa summarum wyszedł mi krem nawilżająco-natłuszczający i to lawendowo-truskawkowy. Ale i tak jestem zachwycona, wiecie?

No dobrze, to do rzeczy.


Moja baza kremowa to baza 1-1-3 z ZSK. Ma dwie wady, które dla mnie nie są wadami, ale dla kogoś mogą nimi być. Pierwsza sprawa to gliceryna. Druga to FEOG, którego baza zawiera tyle, że po zrobieniu kremu nie trzeba już dodawać żadnych konserwantów. Mi żaden z tych składników krzywdy nie robi, podobnie jak z pozostałych:

INCI: Aqua, Glycerin, Sorbitan laurate, Polyglyceryl-4 laurate, Dilauryl citrate, Hydroxyethyl acrylate, Sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, Trilaureth-4 phosphate, Lauryl glucoside, Phenoxyethanol, Ethylhexylglyceri

Poza tym baza jest tania, wydajna i dziecinnie łatwa w zastosowaniu. Mając ją, wodę destylowaną i dowolny (lekki) olej można za pomocą strzykawki i pudełeczka zrobić sobie najnormalniejszy w świecie krem. Zamieńmy wodę na hydrolat – robi się ciekawiej. W oleju i hydrolacie rozpuśćmy odpowiednie składniki aktywne – mamy krem w wersji full wypas.

Przepis na mój krem, po poprawkach o których pisałam wyżej:


Przygotowanie:
  1. Do pojemniczka (50 ml, czystego) odmierzamy (np. strzykawką) 10 ml bazy.

  2. [opcjonalnie] Odmierzamy odpowiednią (dopuszczalną przez producenta) objętość substancji aktywnej rozpuszczalnej w olejach, np. 4 ml olejowej witaminy C.

  3. Odmierzamy olej z pestek śliwki do 10 ml (dziesięć jeśli sam olej, 6 ml jeśli substancji aktywnej były 4 ml i tak dalej...) i rozpuszczamy w nim ewentualną substancję z pkt. 2.
  4. Fazę olejową wlewamy do pojemniczka z bazą i mieszamy bagietką.

  5. [opcjonalnie] Odmierzamy odpowiednią objętość substancji aktywnej rozpuszczalnej w wodzie, np. niacynamid czy kwas hialuronowy.

  6. Odmierzamy hydrolat lawendowy do 25 (a nie 30!!! jak zalecałby producent) mililitrów i rozpuszczamy w nim ewentualną substancję z pkt. 5.
  7. Intensywnie wstrząsamy i tu właściwie krem jest już gotowy, chyba że...

  8. [opcjonalnie] … dodamy liposomy. Jeśli chcemy dać np. 3,5 ml ekstraktu nawilżającego, to oczywiście przedtem odpowiednio zmniejszamy ilość hydrolatu. Liposomy dodajemy do gotowej emulsji i znowu mieszamy/wstrząsamy.

  9. Pudełeczko z kremem dokładnie opisujemy (zawartość + data wykonania) i przechowujemy w suchym i chłodnym miejscu – ja swój trzymam w lodówce, ale przetrwał też bez szwanku podróż tam i z powrotem nagrzanym jak puszka autobusem.

Z tego przepisu powinien nam wyjść obłędnie pachnący lawendą i marcepanem krem o właściwościach nawilżających, rozjaśniających przebarwienia, antyoksydacyjnych, przeciwstarzeniowych, łagodzących, Bożeczegotenkremnierobi, sebostatycznych, lekko antybakteryjnych... i przy tym bardzo lekki.


Dodam, że mój obecny krem zawiera połowę proponowanych powyżej dobroci, a nawilża genialnie – przypisuję to liposomom nawilżającym, które stały się ostatnio jednym z moich ulubionych półproduktów.

Generalnie pierwsza wersja już bardzo odpowiada mi działaniem (jak wspomniałam, tylko olej mogłabym dać deczko lżejszy, ale za miesiąc-dwa będzie w sam raz), teraz dopieszczam jego stronę wizualno-olfaktoryczną ;) Moje kremy będą pięknie pachnieć bez dodatków substancji zapachowych i basta!

A na bazie kremowej eksperymenty naprawdę są szybkie i banalnie proste :)

Znacie, używacie? A może macie porównanie do innych baz? Zamieniam się w słuch i czekam na Wasze komentarze!


29 komentarzy:

  1. Trafiłam na Twój blog poprzez dodany przez Ciebie komentarz na innym blogu.. i jestem zachwycona. Bardzo prosto ale skrupulatnie opisujesz krem, no po prostu rewelacja. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie komentarze to miód na moje serce ;)

      Usuń
  2. Uwazam, ze takie robione kremy własnoręcznie sa lepsze niz nie jeden drogi, markowy krem :)
    Z checia bym taki zrobila jakbym miala tyle polproduktow :) z checia dodaje do obserwowanych :)
    Sarahbedroom.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. mogłabym prosic o link z zsk jakiego liposomu uzylas, ze krem tak genialnie nawilża ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, to ten http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Ekstrakt-nawilzajacy/95 - polecam :)

      Usuń
    2. rzeczywiscie nawilza ? (:

      Usuń
    3. Tak jak napisałam w poście - krem wyszedł mi bardzo nawilżający, a poza tym ekstraktem jego jedynym nawilżającym składnikiem jest odrobina gliceryny w bazie. Więc śmiem wnioskować, że nawilża i to bardzo! :) Dałam go w kremie maksymalne stężenie (7%) i to samo sugerowałabym każdemu.

      Usuń
    4. ale 7 ml w 50 ml kremie to 14 %..

      Usuń
    5. Bardzo dziękuję za wyłapanie tego błędu! Jutro poprawię jeszcze grafikę :)

      Usuń
  4. Świetny pomysl! Ile taki krem wytrzymuje? Czy jest jakas data przydatności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg producenta można go przechowywać poza lodówką przez sześć miesięcy :)

      Usuń
  5. gdzie przechowywac juz zaczeta baze ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mówimy o bazie z ZSK to w warunkach pokojowych - dobrze zakręcamy i chowamy w suche i chłodne miejsce :) Bazy innych firm mogą mieć ewentualnie nieco inne wymagania.

      Usuń
  6. Pytanie jak zmodyfikowac krem aby byl natluszczajacy (dobry na Zime ) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najprościej będzie dodać kilka kropli oleju. Najlżejsze oleje z tych dostępnych w sklepach to olej z pestek winogron (dostaniesz nawet w Biedronce ^^) i olej lniany. Można też wycisnąć do kremu parę kapsułek z witaminą E.

      Jeśli mogę coś doradzić, to proponuję część kremu przełożyć do innego pojemniczka i tam zrobić eksperymenty "na próbę". Unikniesz w ten sposób sytuacji takiej, że zmarnowałaś sobie cały krem, bo nowy składnik Cię uczulił albo zapchał... :)

      Usuń
    2. Przeciez i tak jest olej w skladzie. To chyba teraz trzeba wybrac na zime bardziej natluszczajacy czyli nieschnacy dobrze rozumuje ?

      Usuń
    3. I jaki olejek dac aby zmniejszyc widocznosc blizn po tradziku ?

      Usuń
    4. Tak, oczywiście - źle Cię zrozumiałam! Myślałam, że masz już swój ulubiony krem i chciałabyś dostosować go do zbliżającej się zimowej pogody... :)

      Oleje zmniejszające widoczność blizn powinny zawierać jak największą ilość witaminy C, która jest naturalnym rozjaśniaczem. Takim olejem jest na przykład marokański olej cytrynowy (nie mylić z cytrynowym olejkiem eterycznym), który jest jednak bardzo drogi i generalnie trudny do kupienia... Z produktów łatwiej dostępnych polecałabym olej z dzikiej róży. Jest on przy tym deczko cięższy niż oleje z pestek i nasionek, ale nie tak ciężki by robić krzywdę, bo to dalej olej nieschnący. Nie słyszałam o olejku półschnącym i jednocześnie zawierającym dużo wit. C, więc osobiście widziałabym tu dwie drogi do wyboru:
      -> wybieramy olej półschnący (polecałabym sezamowy), a witaminę C dodajemy osobno do fazy olejowej tak jak jest wspomniane w pkt. 2
      LUB
      -> zamieniamy olej na ten z dzikiej róży, więc dodatek wit. C staje się zbędny, ale by krem był treściwszy wzbogacamy recepturę o lanolinę i witaminę E

      Zresztą lanolina, wit. E i filtry UV to trzy składniki, które powinny być w dobrym kremie na zimę! :)

      Usuń
    5. Jeszcze jedno pytanie gdzie kupie filtry uv ? I w jakiej ilosci je dodac ? A oleju sezamowego nie za bardzo lubie.. Polecasz jeszcze jakies z tej grupy ?

      Usuń
    6. I w jakiej ilosci. ( kosztem czego ) dodac lanoine uv i e ? Jestem genialna ! Wspaniale zrodlo wiedzy bardzo pomocna i Twoj blog jest super ;** wielkie dzieki za cala pomoc i pisz dalej buziaki ;*

      Usuń
    7. No to po kolei :)

      1. Filtrem UV, który kupisz bez problemu w sklepie z półproduktami jest tlenek cynku. Możesz go dać do kremu (w fazie wodnej) od 5 do 15%. Jeśli dasz go te 15% to SPF wyjdzie nieco powyżej 15, a krem nie powinien bielić buzi :) Minus jest taki, że krem będzie miał za wysokie pH, więc żeby go obniżyć, będziesz potrzebowała kwasu mlekowego i papierków lakmusowych. Robi się to tak, że sprawdzasz pH fazy wodnej -> dajesz kropelkę kwasu -> mieszasz, znowu sprawdzasz pH -> jeśli za wysokie, to znowu dodajesz kwasu... I tak dalej. Dużo roboty!

      2. Naturalnym filtrem jest też witamina E, więc tym lepiej mieć ją w kremie na zimę! Dodajemy ją do fazy olejowej w ilości zależnej od tego jaką kupisz, bo są różne formy :)

      3. Po zastanowieniu myślę, że lanolina jako stały wosk (a nie płynny olej) nie ma szans zmieszać się z takim kremem na bazie :( Trzeba by było zrobić krem klasycznie, z fazami, emulgatorami i tak dalej...

      4. Świetny olej półschnący robi się z krokosza barwierskiego i bawełny, może coś z nich? :)

      Gotowy przepis wyglądałby więc tak:
      10 ml bazy
      10 ml fazy olejowej: proponuję 3,5 ml olejowej witaminy C, 2 ml octanu tokoferolu i 4,5 ml oleju z krokosza barwierskiego/bawełny
      25 ml fazy wodnej: 3 ml ekstraktu nawilżającego, 6,5 g tlenku cynku, 15,5 ml ulubionego hydrolatu lub wody destylowanej + kwas mlekowy do regulacji pH

      Jeśli mogę dodać coś od siebie, to ja od jakiegoś czasu nie robię sobie specjalnych kremów na zimę, tylko używam najpierw leciutkiego kremu jak ten opisany w poście, a na to nakładam po prostu grubą warstwę sklepowego kremu z filtrem :) I ochrona jest większa, i same filtry to zawsze takie tłuściochy że świetnie chronią :)

      Usuń
    8. Aha, i byłabym zapomniała - WIELKIE dzięki za ciepłe słowa! Jak widzisz, jestem tu od niedawna i każdy motywator jest dla mnie na wagę złota :)))

      Usuń
    9. Wit e moze byc ta ? http://www.doz.pl/apteka/p7169-Vitaminum_E_plyn_doustny_300_mg__ml_Medana_10_ml

      Usuń
    10. A moglabys napisac wiecej tych olejkow ? Nie bede zamawiac teraz polproduktow a mam sporo ich w domu (: jestes kochana nie wiem co bym zrobila bez Twoich rad (:

      Usuń
    11. Co do witaminy E, to niestety nie ma tam pełnego jej składu, a sama nie miałam przyjemności testować tego produktu, jednak myślę, że jeśli zachowasz ostrożność to warto spróbować :) A całkiem szeroką listę olejów półschnących znajdziesz na Wikipedii :D http://pl.wikipedia.org/wiki/Oleje_p%C3%B3%C5%82schn%C4%85ce

      Usuń
  7. A jaka e z pelnym skladem polecasz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdzi się każda witamina E wyprodukowana z myślą o robieniu z niej domowych kremów :) Na przykład ta http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Witamina-E/230 , ta http://www.e-naturalne.pl/pl/p/WITAMINA-E-/131 albo ta http://mazidla.com/kategorie-poproduktow/witaminy/witamina-e.html :) Niewykluczone, że ta z apteki też byłaby dobra, i chociaż na sobie na pewno ją wypróbuję, to bałabym się polecić ją komuś i w razie jakiejś alergii mieć czyjąś skórę na sumieniu :)

      Usuń
  8. A jeśli chciałabym zrobić delikatnie matujący krem, to jaki dodatkowy składnik mi polecasz? ;) Świetny i rzetelny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie glinkę! Pisałam o tym tutaj :) http://kosmeo-logy.blogspot.com/2014/08/sos-zbyt-tusty-lub-zbyt-rzadki-krem.html

      Usuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger