3/21/2021

Te pięć rzeczy pomogło mi w czasie... ♔♔♔


Nie chcę być setną osobą, która zacznie od „o kurczę, ale to niesamowite, że od pierwszego lockdownu minął już rok!”... ale o kurczę, chyba nikt wtedy nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Tak jak nie spodziewałam się go słuchając pierwszych doniesień o nowym wirusie jeszcze w końcówce roku 2019.


Mając pełną świadomość konsekwencji jakie nas wszystkich dotknęły mocno zastanawiałam się jak zatytułować ten wpis. „Hity pandemii” i inne takie wzbudzają we mnie niesmak, a domyślam się, że wśród wielu z Was również. Więc powiem tak: dzięki poniższym rzeczom ostatnie dwanaście miesięcy było dla mnie znacznie łatwiejsze. W ten bądź inny sposób. Zacznijmy od najważniejszego ulubieńca:





♔ Kneipp, balsam do ust Wanilia


Kupiłam tę pomadkę ochronną kompletnie przypadkowo i nie będę przed Wami ukrywać: skusiło mnie eko-opakowanie. Pomadek z dobrym składem jest w Rossmannie pełno, ale ta jako jedna z niewielu nie miała do kartonika dołączonej plastikowej wytłoczki, a jak się potem okazało: jej opakowanie wykonane jest z korka oraz włókien trawy, w 100% biodegradowalne o_O


Natomiast to, co czyni dla mnie tę pomadkę hitową jest jej konsystencja. To jedyny taki znany mi produkt ochronny do ust, który tak ładnie „przylega” do ich powierzchni nawilżając je bez klejenia się do maseczki. Mogę to porównać do kilku innych kosmetyków walających się u mnie po domu i te pozostałe są w większości fajne, ale tylko w domu właśnie. Pod maseczkę balsam Kneipp nie ma sobie równych.


Skład:


Rhus Verniciflua Peel Cera, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Candelilla Cera, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Vanilla Planifolia (Vanilla) Fruit Extract, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Oil, Limonene, Geraniol, Parfum (Fragrance), Tocopherol.


Tych pomadek w całej linii jest cztery i każda z nich bazuje składem na wosku z drzewa lakowego. Nigdzie wcześniej nie spotkałam się z tym składnikiem, więc to jemu przypisuję magiczne właściwości balsamu. Wersja waniliowa już mi się kończy i w następnej kolejności będę polować na Czarny Bez, dlatego że ze wszystkich wersji ta jest najbardziej podobna składowo do waniliowej (pierwsze siedem pozycji w INCI jest identyczne). Liczę więc na miłą odmianę względem zapachu przy zachowaniu podobnej konsystencji!


Kneipp, balsam do ust Czarny Bez:


Rhus Verniciflua Peel Cera, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Candelilla Cera, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Sclerocarya Birrea (Marula) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Flower Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Oil, Litsea Cubeba Fruit Oil, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Limonene, Citronellol, Citral, Linalool, Geraniol, Parfum (Fragrance), Tocopherol.




 Kominiarka


Nie jakaś konkretna kominiarka, tylko kominiarka w ogóle. Moją kupiłam za coś około 5 zł na jakiejś wyprzedaży wszystkiego w Biedronce. Jest z polaru i ma na czubku głowy otwór, dzięki czemu można używać jej także jako ciepłego komina na szyję.


Kominiarka w czasie epidemii jest na wagę złota, bo gdy siłownie są zamknięte, a ćwiczenie w domu nam zbrzydło, bieganie na świeżym powietrzu staje się naprawdę sympatyczną alternatywą. Zimę mieliśmy wszak łagodną i krótką, więc warunki były prawie cały czas.


Po drugie, po bieganiu na chłodzie wiele z nas łapie irytujący odruch suchego kaszlu i mnie też to dotyczy. W czasie epidemii wyjątkowo zależało mi, żeby nie straszyć pacjentów i znajomych z pracy, a dzięki bieganiu w kominiarce całkowicie mi się to udało. Biegania w maseczce, szaliku na twarzy czy przyłbicy kompletnie sobie nie wyobrażam.



Trzeci plus jest taki, że jeśli biegnę gdzieś pod górkę albo zwyczajnie podkręcę trochę tempo i chwyci mnie większa zadyszka to mogę po prostu jednym ruchem zsunąć ją z ust i zaczerpnąć więcej powietrza, a później równie łatwo założyć z powrotem. Z maseczkami byłoby to średnio realne, przy zdejmowaniu/zakładaniu gubiłby się rytm biegu.


Gdybym dzisiaj miała kupić kominiarkę to wzięłabym coś innego. Mój chłopak ma taką termoaktywną z Militaria.pl i po pierwsze, nie wygląda w niej tak głupio jak ja w mojej ;) A po drugie na taką cienką kominiarkę w najgorszy mróz można założyć jeszcze grubą czapę i wtedy nie ma w ogóle mowy o jakimkolwiek przewianiu/przemarznięciu tych okolic. Dla zmarzluchów hit nad hity.




♔ Krem do rąk i krem SOS od Resibo


To, że częste mycie i dezynfekowanie rąk rujnuje skórę dłoni wiemy wszyscy aż za dobrze. Mi udało się tego uniknąć! Częściowo dlatego, że ogólnie mam nawyk wycierania rąk do sucha, natychmiastowego kremowania i tak dalej. Ale częściowo dlatego, że mam dwa kremy ratujące dłonie z każdej opresji: naturalny krem do rąk Resibo gdy zaniedbam je tylko troszeczkę, a krem SOS Resibo gdy faktycznie mocno nie ogarnę.


Resibo, Krem ratunkowy SOS


Aqua, Garcinia Indica Seed Butter, Ribes Nigrum Seed Oil, Propanediol, Propanediol Dicaprylate*, C12-C16 Alcohols, Butyrospermum Parkii Butter, Isoamyl Laurate*, Glycerin, Mangifera Indica Seed Butter, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Crambe Abyssinica Seed Oil, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Palmitic Acid, Hydrogenated Lecithin, Cetyl Esters*, Avena Sativa Bran Extract, Dipotassium Glycyrrhizate*, Sodium Hyaluronate*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Hydrogenated Rapeseed Oil*, Sodium Stearoyl Glutamate*, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Xanthan Gum*, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid


O ile bazę w kremie SOS stanowi faktycznie unikatowy składnik (masło kokum) wzbogacony o wiele lubianych przeze mnie składników (szczególnie olej z porzeczki i abisyński, masło mango i kakaowe, owsiany beta-glukan), o tyle ciężki mi zidentyfikować co takiego w naturalnym kremie do rąk sprawia, że lubię go aż tak bardzo.


Resibo, Naturalny krem do rąk


Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Isoamyl Laurate*, Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride*, Cetearyl Alcohol*, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate*, Aleurites Moluccana Seed Oil, Solanum Lycopersicum Seed Oil, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Avena Sativa Kernel Extract, Lilium Candidum Flower Extract, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Allantoin, Xanthan Gum*, Glyceryl Caprylate*, Tetrasodium Glutamate Diacetate*, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Citric Acid


Producent wychwala go głównie ze względu na ekstrakt z kwiatów białej lilii, ja obstawiałabym bardziej miks olejów kukui, z nasion pomidora i marula; a summa summarum pewnie chodzi o wszystko razem. To nie jest „mój krem do użycia po każdym myciu rąk”, tylko „mój krem gdy kilka razy zapomnę nakremować ręce”. Wtedy zwykły krem piecze w skórę zamiast ją regenerować, ale nie ten. Mój ci on!




♔ Ziołowe mieszanki na zdrowy sen


Takie mieszanki popijam od kilku lat i bardzo je sobie chwalę. Od razu powiem, że nie mają u mnie działania ułatwiającego zasypianie: tak działa na mnie tylko unikanie błękitnego światła 2-3 godziny przed snem, relaksujące rytuały, ogólnie wszystko co opisałam w tekście na temat higieny snu.


Natomiast widzę wyraźnie, że jeśli wieczorem wypiję sobie kubek ziółek na dobry sen (najczęściej biorę takie podstawowe z supermarketu czy Rossmanna, a obecnie mam akurat mieszankę z Flying Tiger) to spędzając we śnie tę samą ilość czasu budzę się bardziej wyspana. Czy chodzi o to, że śpię głębiej, rzadziej się wybudzam, mam lepszy stosunek REM/NREM – nie wiem i nigdy w to nie wnikałam. Ale gdy wiem, że czeka mnie wczesna pobudka i/lub ciężki dzień to sięgam po ten wspomagacz i jestem bardzo zadowolona.


Wspominam o tym w dzisiejszym wpisie, bo dbanie o zdrowy sen to jeden z elementów dbania o nasze zdrowie psychiczne, które jest w obecnej sytuacji jeszcze bardziej kruche niż kiedykolwiek dotąd. To raz.


Dwa, wiele z nas pracuje obecnie ponad siły; zmagamy się z wyzwaniami jakich nigdy się nie spodziewałyśmy. Mi to potrafi naprawdę mocno wejść do głowy i jedną z wielu rzeczy które robię, by ją rozładować jest dbałość o wysokiej jakości odpoczynek nocny. Co i Wam polecam. Jeśli zamierzacie stosować zioła częściej niż raz na jakiś czas, a przyjmujecie przewlekle jakieś leki to lepiej skonsultujcie to ze swoim lekarzem.


Aha! Takie zioła mogą podziałać moczopędnie, więc ja piję je na dwie godziny przed pójściem do łóżka: wtedy wiem, że nie będę musiała potem wstawać do toalety w nocy... ;)


Skład mieszanki Good Night Tea (Flying Tiger):

melisa 34%, liście mięty pieprzowej 30%, korzeń kozłka lekarskiego, kwiat lawendy, kwiat nagietka, kwiat rumianku


Skład mieszanki LOYD Recepta na spokojny i dobry sen (Lidl):

liść melisy 46%, kwiat rumianku 20%, szyszki chmielu 12%, liść mięty pieprzowej 12%, ziele męczennicy 5%, ziele trawy cytrynowej 5%


Skład mieszanki HERBARIUM Na spokojny i zdrowy sen (Biedronka):

liść melisy, kwiat rumianku, szyszki chmielu, liść mięty pieprzu wejść, ziele męczennicy, ziele trawy cytrynowej


(miałam je wszystkie oraz kilka innych, w moim odczuciu różnią się głównie smakiem)




♔ Przyłbica z ochroną UV:

Bluestone Sunshields, Full Lux Clear 99% UV protection


OGÓLNIE rzecz biorąc jestem totalnie #teammaseczka. Już pomijam to, że one najzwyczajniej w świecie chronią bardziej, ale ja po prostu polubiłam noszenie ich... albo weszło mi to w krew tak bardzo, że już nie umiem dostrzec różnicy. W każdym razie mam stos różnych materiałowych maseczek uszytych w większości przez koleżanki mojej mamy i to jest moja podstawowa codzienna ochrona.


Były jednak pojedyncze sytuacje kiedy chciałam założyć przyłbicę oprócz lub zamiast maseczki i postanowiłam kupić sobie taką naprawdę wow, czyli z porządną ochroną przeciwsłoneczną. Firmę Bluestone Sunshields wypatrzyłam na Instagramie @inti_skin i czekałam, czekałam, aż doczekałam się promocji -50% na Black Friday, bo cena regularna jest niebagatelna: 67,95 euro + koszt przesyłki.


Producent chwali się, że jego przyłbica ma blokować 99% promieniowania UVA/UVB, spełniać wymagania certyfikatu ANSI Z80.3, być odporna na wysokie temperatury i dopasowywać się do kształtu głowy czy twarzy.


Szczególnie za to ostatnie muszę ją pochwalić: szeroka czarna opaska nie jest może mega atrakcyjna i kojarzy mi się trochę z aerobikowymi stylówkami lat 80./90., ale jest MEGA wygodna. Zakładałam tę przyłbicę nawet na marszruty po leśnych wertepach i nie musiałam jej sobie poprawiać. Raz założona siedzi gdzie ma siedzieć.


Skoro o noszeniu jej na zewnątrz mówimy, taka przyłbica (oraz każda inna, oczywiście) ma niesamowicie przydatną funkcję chronienia twarzy przed opadami. Prószący śnieg, zacinający deszcz nie zalewają nam już oczu/okularów, nie rujnują makijażu... bo blokuje je przyłbica. Cudo!


Noszenie przyłbicy wewnątrz przydawało mi się szczególnie wtedy, gdy czułam się wyjątkowo zagrożona i wydawało mi się, że zwykła maseczka (czy nawet kilka z nich naraz albo maska FFP 2, bo taką też oczywiście posiadam) to za mało. Nie chcę podawać przykładowych sytuacji, bo bywały one naprawdę brutalne i dla niektórych mogą być nieprzyjemnym triggerem. Ale cieszę się, że mogłam wtedy ochronić się trochę bardziej.


Do głowy przychodzi mi jeszcze jedno zastosowanie: gdyby chwyciła mnie infekcja z katarem, zatkanym czy cieknącym nosem, to pewnie nosiłabym maseczkę w nieprawidłowy sposób (zakrywając usta bez zakrycia nosa), ale w zamian za to dołożyłabym sobie przyłbicę. W ostatnim czasie jest akurat zdrowa jak koń i nie przypominam sobie, żeby przez cały rok chwyciło mnie coś gorszego niż drapanie w gardle, więc to tylko moje gdybanie.


Na koniec zostawiłam sobie rzecz oczywistą: ochronę przeciwsłoneczną. Wiecie oczywiście, że ja krem z filtrem noszę cały rok. Wiecie też zapewne, że nie jest to moją religią i po pierwsze, nie dosmarowuję kremu w ciągu dnia oraz że na przykład w weekendy często sobie SPF odpuszczam, bo wychodzę z domu tylko na spacer z psem czy do supermarketu. Mam też tak, że jeśli z danym kremem przeciwsłonecznym nie polubiłam się, to „jakoś tak” stale „zapominam” go używać – też tak macie? W każdym razie te wszystkie sytuacje sprawiły, że na przyłbicę blokującą promieniowanie UV ostrzyłam sobie zęby od momentu kiedy uświadomiłam sobie, że takie rzeczy istnieją. Toć latem będzie to mój ulubieniec wszech czasów! A obecnie jest na piątym miejscu, więc myślę że też niczego sobie ;)


(Jeśli nie było to oczywiste, wszystkie produkty kupiłam sama i nikt nie płaci mi za promowanie żadnego z nich.)


***


Ode mnie to dzisiaj wszystko.

Życzę Wam tylko jednego: trzymajcie się.


Wasza Ania

8 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe koło ratunkowe. Nienawidzę masek szczególnie materiałowych. W jednorazowych jeszcze jako tako oddycham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to ja właśnie tych jednorazowych nienawidzę - pięć sekund i jestem pod nimi cała spocona. Te tkaninowe to jest to <3

      Usuń
  2. Fajne produkty. Bardzo podobają mi się te kremy

    OdpowiedzUsuń
  3. Kominiarkę bym wybrała. Przyłbic jakoś nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie wypróbowałabym ten kremy do rąk. Widzę, że nie tylko ja lubię sobie ułatwiać :D

    OdpowiedzUsuń
  5. U m nie idzie dużo kremów do rąk i balsamów do ust.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam wrażenie że już nigdy nie będzie normalnie :/

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie pandemia to czas wielkiego testowania, kilka perełek wyłowiłam :))

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger