6/17/2017

Urodzinowy hammam: coś dla ciała, coś dla ducha


Ten czerwiec jest dla mnie trudnym, ale i satysfakcjonującym miesiącem. Wczoraj postanowiłam z tygodniowym opóźnieniem uczcić moje urodziny i rozpieścić się w domowym zabiegu inspirowanym marokańskim rytuałem hammam. Spoiler alert: wyszło bajecznie.

Trzy podstawowe elementy klasycznego zabiegu to oczyszczenie ciała czarnym mydłem savon noir i rękawicą kessa, otulenie go glinką rhassoul oraz namaszczenie drogocennym olejem arganowym.

Ja swoją wersję postanowiłam trochę podkręcić i zadbać o ciało ze szczególną uwagą, a dodatkowo zatroszczyć się o cerę, włosy oraz… umysł. W ostatnim czasie musiałam wyciskać go jak cytrynkę, więc zasłużył na odrobinę relaksu :)


Po powrocie do domu dokładnie rozczesałam włosy, zrobiłam demakijaż i wskoczyłam pod prysznic by wstępnie się obmyć. Włosy umyłam aloesowym szamponem Equilibra, a ciało przywiezionym mi z Maroka mydłem oliwkowo-arganowym Traditioland. Kocham takie kosmetyczne pamiątki, a Wy? :D

Następnie nałożyłam na włosy maskę Kallos Algae wzbogaconą szczodrze olejkiem Alterra Limonka i Oliwka, a włosy zawinęłam w czepek i dodatkowy polarowy turban. Następnie sięgnęłam po peeling enzymatyczny Ziaja Ulga, a w ciągu pięciu minut potrzebnych mu na oczyszczenie cery z martwego naskórka, przygotowałam łazienkę do pozostałych kroków.

Do wanny napuściłam gorącej wody z dodatkiem kilku pompek oleju Alterra. Zapaliłam ob-łęd-nie pachnącą świecę Village Candle „Frozen Margarita”. Przygotowałam wybrane na ten wieczór kosmetyki, pół kilo truskawek, wielki kubek zielonej herbaty, szlafrok i tablet jako prowizoryczny odtwarzacz ;) Telefon przełączyłam go w tryb samolotowy, żeby czasem nikt nie wybił mnie z nastroju.


Przy dźwiękach ulubionej muzyki zmyłam peeling i nałożyłam maseczkę. Na taki zabieg sprawdzi się coś, co nie wymaga zwilżania (jak glinki) ani nie zaschnie na skorupę jak maseczki na alginacie (jak moje ulubione Nacomi). W moich zbiorkach znalazłam maseczkę w płachcie Missha Super Aqua Cell Renew Snail Hydro-Gel Mask, którą producent zaleca trzymać od 20 do nawet 40 minut, co w przypadku moich planów zapowiadało się idealnie!

Po nałożeniu maseczki zanurzyłam się gorącej wodzie i na pierwszych parę minut po prostu odpłynęłam. Później odpaliłam jeden z zaległych odcinków ulubionego podcastu (Zombie vs. Zwierz <3 Obczajcie ich na Soundcloud tutaj! albo na kanale Pawła na YouTube tutaj) i namydliłam ciało czarnym mydłem. Moje savon noir to produkt Nacomi, który należy zostawić na skórze około dziesięciu minut. Po upływie tego czasu wyszorowałam całe ciało kessą.

O kessie wspominałam w starym zestawieniu moich absolutnie -> niezawodnych niezbędników. Moją rękawicę kupiłam chyba z pięć lat temu w sklepie Helfy. Teraz już takiej nie mają i w ogóle podobnej nigdzie nie widziałam, a szkoda, bo jest/była wspaniała! Teraz szukam nowej, bo wydaje mi się, że moja nieco się wysłużyła i nie ściera już tak dobrze jak dawniej. Tym niemniej dalej ją uwielbiam!


Po takim oczyszczeniu mogłabym przejść do kroku z glinką, ale postanowiłam wykorzystać rozpulchnienie skóry i przy okazji ją wydepilować. Czy przy takim zabiegu mogłabym sięgnąć po cokolwiek innego niż pasta cukrowa? Chyba nie :) Tym razem nie była to moja -> pasta cukrowa domowej roboty, a produkt Sweet Skin firmy Cosmoderma. Z depilacji ostatecznie nic nie wyszło, bo - jak się okazuje - te pasty działają u mnie tylko na suchej jak pieprz skórze, ale później to nadrobiłam ;)

Po czarnym mydle i kessie skóra aż prosi się o ukojenie i odżywienie. Postanowiłam nałożyć na nią maskę do ciała do każdego rodzaju skóry „Błoto z Morza Martwego” firmy White Flower's. Kupiłam ją z rok temu licząc na to, że sprawdzi się do twarzy, ale nie, nie, nie i jeszcze raz nie: sama konsystencja po rozrobieniu jest tak ziarnista, że bliżej jej było do peelingu niż maseczki ;) Więc stosuję ją wyłącznie na ciało i to samo radzę Wam, bo ogólnie jest to fajny i ciekawy produkt! Rozrobiłam błoto z wodą do uzyskania gęstej konsystencji i wróciłam do leżakowania z kuprem w wodzie ;)

Po kolejnym kwadransie relaksu uznałam, że dosyć tego dobrego i czas wygrzebać się z wanny. Zdjęłam z twarzy płachtę, a z włosów turban i czepek. Od stóp do głów spłukałam się chłodną wodą w międzyczasie pumeksując stopy marokańskim glinianym „stemplem”, który jest najlepszym pumeksem jaki kiedykolwiek miałam!


Po ostatnich ablucjach zawinęłam odciśnięte z nadmiaru wody włosy w ręcznik, a ciało delikatnie osuszyłam. Następnie namaściłam je wspomnianym wcześniej olejkiem Limonka i Oliwka o pięknej, rześkiej woni – zaskakująco pasującej do mojej Frozen Margarity od Village Candle! Włosom dałam odpocząć od stylizacji, a jedynie zabezpieczyłam końcówki tą samą oliwką i pougniatałam całość z odrobiną odżywki bez spłukiwania Ziaja Codzienna Pielęgnacja. W twarz wklepałam jeszcze olejek Evree Revita Perilla i tym samym zakończyłam ten etap niesamowitego relaksu. Czekały na mnie jeszcze bilety na jeden z ostatnich spektakli „Piaf” w Teatrze Miejskim w Gdyni! Więc cały piąteczek był dokładnie taki jak lubię <3

Na takim pielęgnacyjnym popołudnio-wieczorze spędziłam w sumie z pół dnia. Próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatni raz miałam tyle wolnego czasu i coś mi nie idzie :P Dlatego tym bardziej cieszę się, że nie zmarnowałam go na oglądanie głupot albo scrollowanie stron internetowych, tylko naprawdę dałam sobie odetchnąć. Było miodnie.

A jak Wy relaksujecie się wtedy, kiedy macie naprawdę dużo czasu?

Buziaki,
Ania

9 komentarzy:

  1. Cudowny relaks pielęgnacyjny, ale najbardziej zazdroszczę biletów 🙀 Jak było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zachwycona :) Miałam to szczęście, że widziałam ten spektakl 8-9 lat temu i teraz mogłam odebrać go zupełnie inaczej, przez pryzmat nowych doświadczeń i troszkę innej dojrzałości. Wbiło mnie to w fotel!

      Usuń
  2. Próbowałam już kiedyś pasty cukrowej i chyba mam ochotę na powtórkę z rozrywki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło mi sie to czyta w pracy- też marzę o takim relaksie. Ale niestety moj największy problem to nieumiejętne odpoczywanie- zamiast sie relaksować spędzam godziny na fb lib zszywce jak kretyn... Bardzo zaciekawiłaś mnie pumeksem- kosmetyczka mi ostatnio kowiła ze najlepsze są te drewniane, a ja jej nie kogłam uwierzyć że takie istnieją. Gdzie go kupiłaś? Z jaką częstotliwością stosujesz? I jak właściwie- jako tarka czy masażer?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trochę dziwnie to zabrzmi, ale w maleńkim miasteczku (Nowy Tomyśl) był jakiś targ, a na nim stanowisko z różnymi marokańskimi produktami i tam kupiła go moja przyjaciółka :D Wiem, że w Gdańsku na Jarmarku Dominikańskim od paru lat jest takie stoisko, ale tych stempli tam nie kojarzę - chociaż faktem jest, że nie szukałam ich specjalnie, bo nie wiedziałam o ich istnieniu.

      Drewnianego pumeksu, szczerze mówiąc, nigdy nie widziałam. Chyba, że mówimy o np. typowym kamiennym albo takiej szczotce, które są w drewnianej osłonce :) Nie wiem czy będziesz jeszcze u tej kosmetyczki, ale jakbyś ją podpytała to podziel się koniecznie :D

      To jest typ pumeksu, który mniej działa na takie typowe zgrubienia czy stwardniałą skórę, ale za to bajecznie na wszelkie takie latające skórki, które po wyschnięciu są na maksa nieestetyczne :< I ja po prostu stosuję go tak często, jak mi się takie skórki zrobią - czyli tak co drugi-trzeci dzień :) W międzyczasie zawsze smaruję stopy kremem na noc itp.

      A nieumiejętne odpoczywanie to naprawdę plaga. Wartościowy relaks to umiejętność, na której wykształcenie większość z nas musi popracować - ja też o tym marzę! To był kolejny krok ku temu :)

      Usuń
  4. Ale Ci dobrze! Taki gliniany "pumeks" widziałam ostatnio, chyba w Beauty Ekspert. Rękawicę Kessa mam z Organique, masz blisko, może przejdź się kiedyś pomacać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zerknę na pewno! Mocny zdzierak?

      Usuń
    2. Nie mam porównania z żadną inną, więc nie mam punktu odniesienia :) Ale jak na moje potrzeby ściera bardzo fajnie :)

      Usuń
  5. HEJ, czy poleciłabyś mi jakąś dobrą odżywkę, maskę, szampon do włosów wybitnie cienkich, rzadkich i słabych, a jednocześnie wysokoporowatych od połowy? na czubku głowy włosy są w dobrej kondycji, później jest coraz gorzej. ścinanie przerabiałam wiele razy, nic to nie daje . jak dochodzę do długości za ramiona mimo regularnego podcinania końcówek, wiecznie jest ten sam problem. włosy wyglądają jak zapuszczane na siłę.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger