8/24/2014

Vademecum konserwacji i przechowywania domowych kosmetyków


Dzięki boomowi na naturalną pielęgnację mamy w blogosferze prawdziwy wysyp przepisów na własnoręcznie robione kosmetyki. Domowymi produktami smarujemy się dosłownie od stóp do głów, bo znajdziemy przepisy zarówno na wcierki czy płukanki do włosów jak i na kremy, peelingi bądź złuszczacze do pięt ;) Dla tych z Was, którym zdarzyło się zastanowić nad czasem przydatności do użycia takich produktów jest właśnie ten wpis.



Zastanówmy się w czym chciałybyśmy przechowywać nasz kosmetyk. Absolutną podstawą jest szczelność opakowania, która zminimalizuje dostęp tlenu do chronionej przez nas substancji. Niedoścignionym ideałem jest w tym względzie opakowanie typu air-less, które możemy kupić przez internet i napełnić płynem lub emulsją. Pozostałe produkty powinny znaleźć miejsce w szczelnych słoiczkach.

Zdecydowanie najbardziej polecam Wam opakowania szklane. Mają parę wad (jak kruchość czy ciężar), ale nie wejdą w reakcję z niczym co w nich umieścimy oraz są łatwe do mycia i dezynfekcji, a przy tym ekologiczne. Ciemne szkło dodatkowo ograniczy ryzyko fotodegradacji drogocennych składników.

Takie opakowanie trzeba przed każdym użyciem dobrze umyć, wysuszyć i zdezynfekować. W tym celu możemy użyć kuchenki mikrofalowej i torebek produkowanych z myślą o dezynfekcji butelek dla niemowląt. W sprzedaży są też oczywiście różne płynne środki dezynfekujące i jeśli zastosujemy je zgodnie z instrukcją producenta to również powinny się sprawdzić :)


Zrób swój kosmetyk przestrzegając wszystkich podstawowych zasad higieny. Prace wykonuj w czystym i przewietrzonym pomieszczeniu, czystymi rękoma, posługując się jednorazowymi lub czystymi narzędziami.

Jeśli chodzi o same składniki, to pamiętaj o używaniu wody destylowanej i czystych składników – ponownie kłania się higiena ich przechowywania. Pojemniczki z substancjami aktywnymi zamykaj/zakręcaj od razu po użyciu, oleje przechowuj z dala od źródła słońca i tak dalej... Mantra się powtarza i to niestety nie po raz ostatni ;)


W pierwszej kolejności zastanów się czy na pewno go potrzebujesz. Produkty suche, takie jak pasta cukrowa [do depilacji] czy zmielone płatki owsiane [do mycia twarzy] oczywiście ich nie potrzebują i jeśli tylko uchronisz je od kurzu czy zbyt wysokich temperatur to możesz korzystać z nich bardzo długo.

Stosunkowo łatwo konserwuje się produkty tłuszczowe takie jak olejowe maceraty czy masełka do ust. Głównym problemem który je dotyka jest ich jełczenie, czyli po prostu utlenianie. By je zahamować wystarczy dodać do nich przeciwutleniaczy – sprawdzi się witamina E (np. wyciśnięta z kapsułek) bądź olejek rozmarynowy. W ten sposób możemy zakonserwować też fazę olejową kremu, musimy mieć jednak na uwadze, że taki krem będzie też potrzebował zakonserwowania fazy wodnej!

Jeśli chodzi o produkty hydrofilowe („wodne”, np. toniki) to w wielu przypadkach możemy obejść się bez konserwantu. Niezależnie od tego czy to woda pietruszkowa, napar z żywokostu czy wcierka na skórę głowy – zwykle wykonanie ich jest szybkie i łatwe, więc możemy robić je małymi porcjami, które będziemy trzymać 2-3 dni w lodówce i zużywać na bieżąco. Jest to zresztą moja ulubiona opcja :)

Alternatywą może być na przykład alkohol etylowy. Jest to popularny i tani konserwant w kosmetykach naturalnych, a na bardzo ciekawej stronie Jaworek.net wyczytałam co następuje:

Spirytus jest dobrym i łatwo dostępnym konserwantem. Aby spełniał swoje działanie konserwujące należy 5% fazy wodnej zastąpić spirytusem. To znaczy np. zamiast 30g wody dodaje się do kremu 28,5g wody i 1,5g spirytusu. Alkohol dodaje się do gotowego kremu wraz z substancjami czynnymi i zapachowymi. Intensywny zapach spirytusu ulatnia się bardzo szybko, a jego ilość w kremie jest tak niewielka, że nie podrażnia ani nie wysusza on skóry. Czysty spirytus można zastąpić zwykłą wódką, ale trzeba wtedy użyć odpowiednio więcej wódki (około 12%).

W sieci udało mi się jeszcze znaleźć informacje o konserwowaniu kosmetyków olejkami eterycznymi, z których znaczna większość ma faktycznie właściwości antyseptyczne. Niestety, stężenie olejku zapewniające nam właściwą ochronę musiałoby być bardzo wysokie – a przecież same olejki znane są z powiązanymi z nimi ryzyka podrażnień i alergii. Dlatego dodatek paru kropli wspomnianego wyżej olejku rozmarynowego bądź też goździkowego, tymiankowego, lawendowego, cynamonowego, szałwiowego, oczarowego, herbacianego czy grejpfrutowego potraktujmy raczej jako miły dodatek niż jedyne zabezpieczenie.

Z kolei jeśli planujemy zamówienie przez internet półproduktów, wyjściem bardzo prostym i stosunkowo tanim jest zakup jednego z ekologicznych konserwantów. Różnią się one od siebie właściwościami (takimi jak zakres działania czy pH w których można je stosować), więc wybór powinien być sprawą indywidualną sprawą. Ja korzystam z FEOGu, który (jak czytałam) jednak niektórych potrafi podrażnić. Warto wspomnieć, że baza kremowa z ZSK o której już wielokrotnie wspominałam na blogu zawiera taką ilość FEOGu, że nie trzeba go już podczas wykonywania kremu dodawać w ogóle. Dla tych którzy go unikają to spory minus, ale w ogólnym rozrachunku jest to ogromne ułatwienie.


Dwie ważne rzeczy: przechowywanie i użytkowanie. O ile to pierwsze wałkuję od początku postu (z dala od światła, ciepła, tlenu i brudu, dobrym wyjściem będzie też lodówka), to o tym drugim również warto parę słów napisać.

Jeśli kosmetyk jest w buteleczce czy opakowaniu air-less, to właściwie na tym historia się kończy – oczywiście o ile masz nawyk dokładnego zamykania kosmetyków! Natomiast jeśli już mamy produkt w słoiczku, najlepsze co możemy robić to każdorazowe nabieranie porcji czystą szpatułką. Jeśli używamy dłoni, koniecznie je przedtem umyjmy i osuszmy. I oczywiście (mam nadzieję, że już po raz ostatni :D) natychmiast po nabraniu zamykamy słoiczek!

Przypominam też o wykonaniu próby alergicznej - najlepiej z każdym kosmetykiem, który wypróbujemy.


Jeśli pomimo przestrzegania powyższych wskazówek Twój kosmetyk zmienił kolor, zapach, konsystencję lub właściwości – nie używaj go! To samo dotyczy też oczywiście sytuacji kiedy nagle zaczął Cię uczulać lub szkodzić w inny sposób. Taki produkt powinien jak najszybciej wylądować w koszu, bo nie ma dla niego ratunku.

Źródła:

3 komentarze:

  1. Ja jeszcze nie tworzyłam nic domowego :) post bardzo przydatny dla osób, które planują zacząć robić takie rzeczy :) Może kiedyś i ja się na to zdecyduje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszamy do dodania bloga w serwisie zBLOGowani! Mamy już ponad 2900 blogów z 22 kategorii.
    Należy założyć konto jako bloger i w 2 krokach dodać bloga do serwisu. Nasz robot sam pobiera aktualne wpisy i prezentuje je tysiącom użytkowników którzy codziennie korzystają ze zBLOGowanych. Dla blogera to korzyść w postaci nowych czytelników i większego ruchu na blogu. Zapraszamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod postem dwoma rękami :) Bardzo ważne spostrzeżenia, w zasadzie każdy powinien je przestrzegać niemniej wyjątki też się zdarzają ;) i nie tyko kosmetyków (tych naturalnych jak i tych "zwykłych") to się tyczy.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger