1/20/2017

Moje włosy: stan aktualny i cele do osiągnięcia [AKTUALIZACJA]


Podobnie jak w przypadku metryczki dotyczącej → mojej cery (klik!), i tę na temat włosów przydałoby się wreszcie zaktualizować. Zwłaszcza, że tu zmieniło się naprawdę wiele...

W poście sprzed 2,5 roku pisałam o trapiącym mnie wypadaniu włosów, które finalnie zagarnęło jedną trzecią ich objętości (z 10 na 7 cm w obwodzie). Winna okazała się anemia, po której wyleczeniu rozpoczął się żmudny proces walki o powrót do dawnej gęstości.

Pół roku później, w styczniu 2015 roku ścięłam włosy i oddałam je na Fundację Rak'n'Roll, o czym możecie poczytać tutaj (klik!).

Ponieważ moje włosy miały wtedy bardzo luźny skręt (około 2a w nomenklaturze Naturally Curly), wydawało mi się, że po ścięciu będą w dalszym ciągu takie „prostawe” i marzyłam o bobie w stylu Keiry Knightley z roku 2011. Tymczasem okazało się, że po zdjęciu z nich 30 centymetrów ciężaru kudły zaczęły kompletnie szaleć. Podniosły się, bardzo mocno skręciły i ogólnie straciłam nad nimi panowanie ;)

Dokładnie z tymi zdjęciami poszłam do fryzjera. Do dziś strasznie chce mi się śmiać, że mogłam być aż tak naiwna :D
Szybko udało mi się trochę je ogarnąć, a po odzyskaniu paru centymetrów nawet polubiłam nową fryzurę. Krótka burza loczków ma swój urok, ale po roku noszenia jej uznałam, że jednak tęskno mi za długimi włosami. Dopiero co minęło dwanaście miesięcy od oficjalnego rozpoczęcia zapuszczania ich, więc idealny czas na podsumowania. Cechy uporządkowałam od najważniejszej do najmniej ważnej, gdybyście szukały we mnie swojej „włosowej siostry”, co jest bardzo przydatne przy czytaniu włosowych artykułów i przekładaniu czyichś rad na swoje życie.

porowatość: średnia


To, co mam w tej chwili na głowie, to włosy które nie pamiętają czasów sprzed rozpoznania u mnie choroby Hashimoto, nie pamiętają anemii, a z suszarką do włosów zetknęły się może z pięć razy w całym swoim nie-życiu (pamiętajmy, że mimo wszystko są martwe ;)). Dodajmy do tego wytężoną i świadomą pielęgnację, a siłą rzeczy wyjdą z tego włosy o porowatości średniej (pomimo faktu, iż zaniedbane nader chętnie idą w stronę wysokiej).

typ („texture”): falowane (według klasyfikacji Naturally Curly to 2c - „wavy whirly”)


W tej chwili kudły są trochę kapryśne i czasem się pięknie skręcą, a czasem wyjdzie z nich nieskładna mieszanina loczków, falek i prawie prostych pasm. Na szczęście w tej sytuacji mogę je (wreszcie!) związać albo upiąć, więc nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, a dodatkowo motywuje do uczenia się nowych upięć. Przy długich włosach nie miałam do tego cierpliwości, ale teraz to co innego ;)

długość: do łopatek


Włosy w dalszym ciągu, oczywiście, zapuszczam. Na ten moment planuję podciąć je (i być może wycieniować) dopiero w wakacje, bo mimo gorszych czasem dni całkiem fajnie się układają i kurczę, muszę przyznać, że naprawdę, naprawdę jestem z nich zadowolona :) Nie wiem czy to okej pisać o sobie w takich superlatywach, ale prawda jest taka, że lubię moje włosy i całe to „skakanie” wokół nich sprawia mi mnóstwo frajdy!

gęstość: średnia, obwód kucyka ok. 9 cm


Zarówno w celu zapuszczania, jak i walki o odzyskanie dawnej gęstości, dbam o włosy od wewnątrz i od zewnątrz. W miarę możliwości zdrową dietę uzupełniam dwoma środkami z apteki, które przyjmuję z zupełnie nie włosowych powodów. Od zewnątrz, tradycyjnie: wcierki, masaże, peeling skóry głowy. Misją jest przyspieszenie wzrostu oraz – jeśli to możliwe – zagęszczenie włosów o ten jeden brakujący centymetr, którego potrzebowałabym do powrotu do dawnej gęstości. Na obecną absolutnie nie narzekam, ale jak się ma porównanie do dawnych dobrych czasów, to ciężko jest zaakceptować to, co po nich nastąpiło. Więc jeśli uda się je zagęścić to wspaniale, a jeśli nie – to trudno :)

kolor: naturalny średni brąz, nigdy nie farbowane


Nie wiem czy wiecie, ale moich włosów nigdy nie tknęła nawet szamponetka, ba! nawet kolorowa bibuła :D Nigdy mnie to nie kręciło i dalej tak jest. Czasem, tak mniej-więcej co pół roku, nachodzą mnie myśli o rozjaśnieniu włosów o parę tonów, ale za każdym razem myślę wtedy o błędnym kole odrostów, tonerów, żółknięcia czy blaknięcia i momentalnie mi przechodzi! :D Jak kiedyś wymyślą sposób na zmianę koloru włosów bez pakowania się w comiesięczne (lub, przy moim tempie porostu, sporo częstsze) wydatki, to będę pierwsza w kolejce. Póki co cieszę się tym, że mam własny kolor, który w pełni akceptuję mimo jego zwyczajności.

A tak moje włosy prezentują się obecnie:


Po lewej w miarę widać jak długie byłyby gdyby były proste ;)
Po prawej zdjęcie w świetle naturalnym w pochmurny dzień, blisko okna.
Podobnie jak w przypadku aktualizacji cery z poprzedniego posta postanowiłam nie wrzucać tu stosowanych przeze mnie metod ani kosmetyków, aby zbyt szybko się nie zdezaktualizował. Taki post na pewno się tu w najbliższym czasie pojawi, więc jeśli jesteście ciekawe - zapraszam pod koniec przyszłego tygodnia.

Buziaki!
Ania

18 komentarzy:

  1. Świetny post Aniu! :) Ale długie, jak proste :) Bardzo jestem ciekawa wszystkich kosmetyków, których teraz używasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Kochana :* Będzie pewnie w następny weekend :)

      Usuń
    2. To ja czekam niecierpliwie :)
      Zainspirowałaś mnie i też zrobiłam sobie takie zdjęcia włosów, mokre jeszcze, tylko po żelu i już wyschnięte, ale z nieodgniecionym żelem - różnica w długości dobrych kilka centymetrów hehe ;)

      Usuń
  2. Ja przez wypadanie tez straciłam dużo z objętości włosów ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takiej długości i kondycji i tak będziesz nimi powalać! :D

      Usuń
  3. Tak to jest z kobietami, ze prostowłose marzą o kręconych loczkach i odwrotnie... A włosy piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja nie marzę o prostych włosach! Z tymi kręciołkami czuję się sobą, nawet jeśli moja ścieżka do tego punktu była kręta i wyboista... ;)

      Usuń
  4. A ja wciąż jestem fanką krótkiego boba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, wkleiłam już zdjęcie włosów od tyłu w naturalnym świetle :)
    Zobacz sobie :) KLIK

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne włosy! :)

    https://roseaud.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana Aniu (mam nadzieję, że nie obrazisz się za ten zwrot), ostatnio u Kasi z kasianafali wspomniałam Ci o bioika i o ich sklepie stacjonarnym w pasażu chełmskim. Oczywiście nie wytrzymałam i już dziś się tam wybrałam i spieszę z doniesieniami (z obawą, że portfele Twój oraz innych dziewczyn z Trójmiasta mnie znienawidzą jeszcze bardziej ;D). Jestem całkiem zachwycona, więc będzie długo, uwaga.
    Niestety miałam takiego pecha, że akurat trafiłam na braki w sklepie, ponieważ czekają na dostawę. Jeśli chodzi o marki to znakomita większość, która jest stronie (o ile nie wszystkie) faktycznie jest na miejscu: Ecolab, Planeta Organica, Organic Shop, Fitokosmetik, Babuszka Agafia, Le Cafe de Beaute, Dr Konopka, Nacomi i wiele innych których nie zapamiętałam. Jest nawet mały dział z kosmetykami dla mam i małych dzieci, bardzo wiele past i proszków do zębów z względnie naturalnym składem, wszystkie, które oglądałam bez fluoru, ceny od 10 do 30 złotych. Zła wiadomość jest taka, że szamponów Ecolab w tym momencie nie ma i to już od jakiegoś czasu. Pani, która akurat sprzedawała była szalenie sympatyczna, dowiedziałam się właśnie o tej dostawie, o tym, że można składać zamówienia przez internet i wtedy odbiór osobisty w sklepie jest za darmo, darmowy kurier od 79 złotych, myślę, że bez problemu można dzwonić i pytać o to, czy dany produkt jest dostępny. Gdy pytałam o szampony Ecolab, które też bardzo chciałabym wypróbować, pani szepnęła mi, że widziała je w Carrefourze na Morenie i w Bałtyckiej. Ceny są trochę nieaktualne, ale to na plus - produkty zostały policzone za ceny, które obowiązują na stronie i są niższe niż te na kosmetykach. Nie dotyczy to produktów, których na stronie nie ma, a zdarzył mi się jeden taki balsam do włosów.
    Generalnie tak sobie myślę, że to byłby dobry post z serii Pięknie(j) w Gdańsku i to o Pasażu Chełmskim, bo oprócz bioiki, znajdziemy tam (również na dole pasażu, ale po drugiej stronie) sklep zielarsko-medyczny Aloes, gdzie na szybko zdążyłam zauważyć takie marki jak Sylveco, Vianek, Babuszka Agafia, L'biotica (Biovaxy i płatki pod oczy), kilka olejków typu z nasion marchwi czy żele aloesowe; kawałek dalej jest jeszcze sklep z "prawdziwą chemią z Niemiec", można dostać słabo dostępne w Polsce produkty Balea w zawrotnej cenie 6,50 za sztukę szamponu czy odżywki.
    Na sam koniec mojego wywodu mam do Ciebie pytanie: czy z balsamem do włosów o poniższym składzie można zaryzykować i nałożyć go na skórę głowy? Interesuje mnie to, bo maskę drożdżową Agafii nakładałam i pomogła przy wypadaniu.
    Aqua, Sapindus Mukurossi Peel Floral Water (wyciąg z orzechów mydlanych), Humulus Lupulus Extract (ekstakt chmielu), Malt Extract (ekstrakt słodu jęczmiennego), Chamomilla Recutita Extract (ekstrakt rumianku), Glycerin, Behenamidopropyl Dimethylamine, Glyceryl Monostearate, Glyceryl Stearate SE, Organic TriticumVulgare Germ Oil (organiczny olejek z zarodków pszenicy), Hibiscus Extract (ekstrakt hibiskusa), , Parfum, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, koleżanko, grabisz sobie - jak do końca roku będę jeść chleb posmarowany nożem to wiedz, że to będzie Twoja wina! ;D W takim razie postaram się w lutym wybrać na Chełm, bo dziewczyny z Trójmiasta MUSZĄ się o tym pasażu dowiedzieć :)

      A co do maseczki, to moim zdaniem na pewno warto spróbować, ale na Twoim miejscu nałożyłabym najpierw na mały obszar w niewidocznym, ale łatwo "badalnym" miejscu (np. za uchem) i poczekała ze trzy dni żeby upewnić się, że nic się tam nie rozbabrało. I na początku może krótkie aplikacje, nie na całą noc. No i koniecznie daj znać jak doświadczenia: czy nie było przykrych niespodzianek i czy zahamowało wypadanie :)

      Jeśli to nie tajemnica to podpisuj się swoim imieniem, będzie mi łatwiej zidentyfikować autorkę przyszłych komentarzy jako winowajczynię mojego bankructwa ;)

      Usuń
    2. Dopóki stać Cię na chleb to jeszcze nie jest źle! :D :D
      To ja jeszcze z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że w Aloesie raczej nie ma całej oferty Sylveco i Vianka, tylko pojedyncze produkty, pewnie więcej się znajdzie w Naturze na Głównym, ale to zawsze coś. Tak, wiem i tak sobie grabię, ale jak sama napisałaś - dziewczyny z Trójmiasta i okolic MUSZĄ wiedzieć o tym miejscu, szczerze mówiąc to jedno z moich dwóch największych, prywatnych odkryć jeśli chodzi o miejsca kosmetyczno-naturalnie-ziołowe - takiego zatrzęsienia różnorodnych produktów skupionych w jednym miejscu w Trójmieście jeszcze nie widziałam (naprzeciwko Pasażu Chełmskiego jest też Rossmann, jakby komuś się naturalne kosmetyki znudziły;p)
      To w takim razie tak zrobię, najpierw próba tego balsamu, a potem ewentualnie na całą głowę. Mogę dać znać jak już skończę go nakładać, z tym, że nie wiem, czy będą to informacje o tym, czy zahamowało wypadanie, akurat w tym momencie włosy mi nie wypadają nadmiernie, ale w okresie jesienno-zimowym lubię sobie coś profilaktycznie w głowę wetrzeć; z pewnością napiszę czy nie było przykrych niespodzianek i spróbuję zmierzyć porost, może ten chmiel coś da;)
      Pozdrawiam, Ewa:)

      Usuń
    3. Najbardziej interesuje mnie to, czy nie będzie negatywnych efektów, więc już za to info będę wdzięczna :)

      Buziaki!

      Usuń
  8. Aniu kochana, powiedz ty mi, czy miałaś już żel z syossa, taki czarno-zielony max hold? :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger