8/30/2016

Peelingi enzymatyczne - trochę teorii, trochę praktyki i trochę gdybania ;)



Dla stałych czytelników bloga moja miłość do peelingów enzymatycznych nie jest żadną nowością. Odkąd parę lat temu sięgnęłam pierwszy z nich (z pewnych względów wspomnę o nim na szarym końcu), jedynym ziarnistym scrubem z jakim zdarzyło mi się zdradzić ten rodzaj kosmetyku jest korund: najczęściej ze Zrób Sobie Krem lub w składzie wygładzającego peelingu Sylveco.

Tak naprawdę ciężko byłoby mi wybrać cerę, na której peeling enzymatyczny nie sprawdzi się. Do cery suchej, wrażliwej i naczynkowej jest to właściwie jedyna słuszna opcja. Dla cery mieszanej będzie to idealny kompromis zadowalający zarówno partie tłuste, jak i suche czy normalne. Trądzikowa skóra z wykwitami również podziękuje nam, jeśli oszczędzimy jej szorowania drobinkami. Dla cery tłustej możemy zastosować peeling częściej lub ciut dłużej i również uzyskać doskonałe efekty. Największą ostrożność zalecałabym tutaj alergikom, bo enzym jako substancja o złożonym działaniu może wywołać u nich nieprzewidzianą reakcję. Próba alergiczna najpierw na dłoni, a potem na szyi, dekolcie czy za uchem powinna nas uspokoić. Więc nad czym się jeszcze zastanawiać? Oczywiście, nad wyborem właściwego produktu…

Jeśli wolicie poczytać po prostu o konkretnych kosmetykach, zjedźcie kawałek niżej ;) Tutaj czas na odrobinę teorii!

Tak, wiem, że macie już dość widoku tej tubki... ;)


Wszystkie peelingi enzymatyczne mają jedną wspólną cechę: koniecznie trzeba przechowywać je w chłodzie i ciemności. Enzymy jako cała grupa substancji są dosyć niestabilne, ciężko robi się formulacje je zawierające, a dla ich poprawnego działania kluczowe jest to, żeby nie rozłożyło ich żadne wahnięcie temperatury, zmiana pH, namnożenie bakterii itp.

Ogólnie do wyboru mamy dwie podstawowe grupy substancji działających jako nasz peeling. Możemy zdecydować się na substancję pochodzenia owocowego lub bakteryjnego. Zanim przerażone zamkniecie zakładkę ;) powiem od razu, że substancja pochodzenia bakteryjnego to nie bakteria! Z laseczki siennej Bacillus subtilis, bo o niej mówimy, oryginalnie pozyskano subtylizynę, podobnie jak szereg innych enzymów, a także antybiotyki, aminokwasy i prebiotyk inulinę. Bardzo pożyteczne żyjątko, nie?

Dziś można te enzymy wyprodukować przemysłowo, nie muszą mieć z bakteriami żadnego kontaktu. Subtylizynę znajdziecie na przykład w peelingu enzymatycznym Ziaja nuno. Towarzyszy jej tam proteaza: inny przedstawiciel enzymów keratolitycznych.

Innym składnikiem jaki może nas zainteresować jest Bacillus ferment. Jest to prebiotyk powstały dzięki niesamowitym właściwościom fermentacyjnym naszej laseczki. Dzięki właściwościom złuszczającym jest on głównym składnikiem wielu peelingów enzymatycznych dostępnych w drogeriach: odsyłam Was do (nie moich) recenzji saszetek Soraya, Bielenda i Malwa. Przy okazji, jeśli znajdzie się ktoś kto wytłumaczy mi jak krowie na rowie DLACZEGO nie można wyprodukować tych kosmetyków w pełnowymiarowym opakowaniu, to dostanie ode mnie order z ziemniaka. I uścisk ręki prezesa.



Alternatywą dla subtylizyny będą enzymy owocowe. Papaina z papai, bromelaina z ananasa – myślę, że pewnie większość z nas już o nich słyszała. Ale nie wiem czy wiecie, że dobrym źródłem papainy są wyłącznie zielone, niedojrzałe papaje (źródło)... Właśnie z tego typu powodów od zwykłej maseczki z rozgniecionego owocu wolę kosmetyk z konkretnym stężeniem enzymu – choć oczywiście dla fanek stuprocentowo naturalnej pielęgnacji może być to fajna opcja :)

Inną opcją naturalną może być zrobienie peelingu własnoręcznie. Tu głos oddaję Druidce, bo samej ciągle nie po drodze mi z zamówieniem półproduktowym, a lista zachcianek jakoś nie chce się skracać, tylko ciągle rośnie ;) Więc myślę, że jeśli zastanawiacie się czy i jak zrobić peeling enzymatyczny w domu, to u niej znajdziecie odpowiedź.

Przejdźmy wreszcie do produktów drogeryjnych. Mój ulubiony peeling enzymatyczny to produkt Balea: niedostępny w Polsce, za granicą do kupienia za grosze. O tym, że stanowi u mnie podstawę pisałam choćby w poście o pielęgnacji cery mieszanej oraz w aktualizacji: przeciwstarzeniowej pielęgnacji cery 25+.

Mam jednak świadomość, że jego dostępność to dla niektórych bariera nie do pokonania. Dlatego kiedy nie czeka mnie żadna rozpusta Drogerie Markt idę po prostu do sklepu Ziaja lub dowolnej drogerii i wybieram peeling enzymatyczny Ziaja Ulga. Często polecam go koleżankom, na stałe zamieszkał też u mojej mamy – słowem, mam z nim sporo doświadczenia. I o ile nie zagwarantuję jego stuprocentowej skuteczności (a warto pamiętać też o ryzyku reakcji alergicznej), o tyle za tę cenę na pewno jest to produkt wart wypróbowania zwłaszcza na początku, gdy dopiero próbujemy odejść od tradycyjnych zdzieraków.

Na otwarcie czeka u mnie maska enzymatyczna Ava, o której dowiedziałam się oczywiście od Alinki. Wydaje mi się, że będzie to idealne rozwiązanie na rok akademicki, kiedy peeling połączony z glinkową maską (a obok alg stosuję wyłącznie glinki) zaoszczędzi mi sporo czasu.

Z kolei na fanpage’u Sylveco wypatrzyłam ostatnio, że wypuścili wreszcie peeling enzymatyczny. Niestety, schodziłam nogi, ale jeszcze nigdzie go nie widziałam… Skład, jak zawsze w Sylveco, jest przepiękny i czuję, że to może być ich nowy hit. Jak nie wierzycie, to zerknijcie tutaj.




I na koniec coś zupełnie innego. Co do tego, że savon noir (czarne mydło) ma właściwości peelingu enzymatycznego zgodne są wszystkie znane mi blogi i strony, łącznie z wieloma anglojęzycznymi. To właśnie był mój pierwszy "enzymatyk", więc od dawna obserwuję takie efekty u siebie… ale nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji któremu składnikowi je zawdzięczamy. Przeciętne czarne mydło to tylko oliwki zmydlone zasadą potasową, trochę oliwy, czasem gliceryna albo inne dodatki. Oczywiście wiem, że peelingi chemiczne to nie tylko kwasy, ale też zasady (poczytacie o tym tutaj), i z tego powodu wysunę hipotezę, że savon noir jest peelingiem nie-ziarnistym, ale też nie typowo enzymatycznym, a po prostu zasadowym i to w wersji łagodniejszej, niż opisuje Mademoiselle Eve w podlinkowanym tekście. Jeśli jest na sali ktoś, kto wie że się mylę – proszę o głos :)

Stosujecie peelingi regularnie? Jeśli tak, to jakie wolicie - ziarniste czy enzymatyczne?
Polećcie nam swoje ulubione produkty :)

Ania

14 komentarzy:

  1. Peelingi to dział pielęgnacji, który nie jest mi znany wcale a wcale. Tylko kawowy to mój niekwestionowany hit i nic tego nie zmieni, ten enzymatyczny to dla mnie czarna magia :D nie potrafię pojąć na jakiej zasadzie działa :D kawa sprawdza się bez zarzutów i przy niej zostanę - do ciała, stóp, twarzy i skory głowy :) Nie ufam "kupnym" peelingom, bo dwa razy się zraziłam okropnie. Pierwszy raz do gotowca z Avonu - lata świetlne temu, jeszcze chyba w gimnazjum. Drugi kiedyś kupiłam w promocji w HEBE. Nie wiem jak się nazywał, ale był to zestaw w biało-srebrnej saszetce. Peeling i do niego jakaś czarna maseczka. Podrażnił moją skórę, co wydaje się chyba niemożliwe, poza tym standardowy wysyp i kolejne rozczarowanie. Kawa! Tylko! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yoskine! Ta saszetka. Tak się właśnie nazywało to okropieństwo i barbarzyństwo :D

      Usuń
    2. Jeśli jesteś zadowolona w stu procentach, to super! Lepsze jest wrogiem dobrego, czasem warto odpuścić sobie kombinowanie. Ja kawę bardzo lubię, ale na cerze ociupinkę za bardzo podrażniała, a za mało złuszczała. A Ty na twarz stosujesz ją solo, z żelem, z olejem, jakoś inaczej...?

      Usuń
    3. Też jestem zwolenniczką kawy. Miło widzieć, że jest nas więcej :D

      Usuń
    4. Tylko kawa! :D
      U mnie mydełko Barwa + peeling :) moja pielęgnacja twarzy opiera się właśnie na owym mydle oraz oleju lnianym. Ostatnio dołożyłam do tego różowy micel od Garniera i wszystko świetnie ze sobą współgra! ;)

      Usuń
  2. Peeling enzymatyczny Sylveco faktycznie trudno jest kupić bo dopiero w poniedziałek można go było zamówić u producenta ;) Ja już w sklepie mam!
    Peelingi enzymatyczne sama baaardzo cenię choć widzę, że większość klientek muszę do nich przekonywać, pewnie wydaje im się, że jak nie podrapią to "nie zejdzie".
    Co do savon noir to sama od kilku lat ciężko myślę skąd to peelingujące działanie i nie ma siły to musi być kwestia zasadowości.
    Jeśli mam coś polecić to na pewno żelowy peeeling z kwasami owocowymi Planeta Organica, absolutny must have i właśnie savon noir

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa jestem, kiedy enzymatyczny peeling Sylveco pojawi się w ofercie internetowych drogerii, chętnie kupiłabym go razem z oczyszczającym, za którym już zdążyłam się stęsknić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę wypróbować ten peeling, też uwielbiam enzymy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Już nie mogę się doczekać, aż dopadnę sylveco! :):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja wrażliwa skóra uwielbia peelingi enzymatyczne. Po mechanicznych zawsze robiła się zaczerwieniona, podrażniona i wysuszona. Aktualnie najbardziej lubię różowy peeling z Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam peelingi enzymatyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie korzystałam z peelingów enzymatycznych. Tak na dobrą sprawę - w ogóle nie peelinguję twarzy - póki co nie mam z nią za wiele problemów, a dobrze sprawdza się podstawowa pielęgnacja: mleczko do demakijażu, paluch Glov i nawilżający krem lub olejek :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odkąd mam problemy z naczynkami przerzuciłam się na peelingi enzymatyczne i jestem zadowolona. Nie mogę jednak polecić żadnej marki, bo wszystko robię w domu sama :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Peeling kawowy uwielbiam ale nie do twarzy. Jest super i żaden inny dotąd kupiony, nie przebija go. A do twarzy to tylko enzymatyczna maska - odnowienie z Tołpy! Uwielbiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger