3/08/2015

Ziołowa apteczka – czyli co poratuje nas przy codziennych dolegliwościach?

Problem z apteczkami jest taki, że najczęściej popadamy w jedną z dwóch skrajności. Często nie posiadamy jej w ogóle: wtedy głupie skaleczenie urasta do rangi kataklizmu, gdy nie mamy wody utlenionej do przemycia ani opatrunku do założenia. Najczęściej po takim zajściu obiecujemy sobie zmienić stan rzeczy, ale nic z tym nie robimy aż do następnej awarii... ;)

Drugim (i chyba nawet częstszym!) podejściem posiadanie superhiperultraapteczki full wypas deluxe. Mamy w niej zachomikowane od Sasa do Lasa resztki leków przyjmowanych przez ostatnie trzy lata, preparatów dosłownie na wszystko! Szkoda tylko, że przeterminowanych i nieumiejętnie stosowanych, a przy tym często bez środków najbardziej podstawowych...

Piękny tymianek. | źródło

Dziś powiem Wam, jak wyglądać może przykładowa, złożona z rozsądkiem apteczka. Będzie to apteczka studencka, czyli niskobudżetowa i zupełnie nienadająca się dla osób mieszkających z dziećmi oraz mężczyznami – życie z nimi to zupełnie inna para kaloszy i wówczas należy być przygotowanym nawet na najdziwniejsze sytuacje ;) Natomiast to, co najlepiej sprawdza się u mnie pokażę Wam poniżej.

Na samym początku powiedzmy sobie jasno jedną rzecz: w apteczce powinny być leki na przypadłości nagłe, wymagające natychmiastowej interwencji. Nie ma sensu trzymać w nich leków na bardzo konkretne choroby, zwłaszcza resztek jakichś dawnych kuracji. Te oddajemy do aptek, które je prawidłowo utylizują - nie wyrzucamy ich do kosza na śmieci! Nie trujmy siebie ani środowiska, OK? :)

A co zwykło spotykać nas nagle i niespodziewanie? Myślę, że wiele z nas na jednym wydechu wymieni podobne dolegliwości: ból głowy, gorączka, katar, ból gardła, kaszel, przeziębienie, bóle menstruacyjne, nerwowość/bezsenność i urazy.

Jeśli chodzi o bóle głowy i gorączkę, to owszem – można leczyć się domowymi sposobami, ale te naprawdę nigdy nie okazały się u mnie skuteczne. Obie te przypadłości zdarzają się u mnie niezmiernie rzadko, ale gdy się pojawią, zawsze sięgam po lek z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych i ewentualnie paracetamol. Kupując takie „awaryjne” opakowanie tabletek przeciwbólowych warto zapytać w aptece o najtańszy zamiennik. Przykładowo Ibuprom LGO (10 tabletek z 200 mg ibuprofenu) kosztuje 2,60 zł, a ich znany, reklamowany odpowiednik w fioletowym opakowaniu kosztuje 4,90 zł – prawie 100% różnicy w cenie za taki sam lek!

Obok klasycznych tabletek przeciwbólowych, jedyne tabletki w mojej apteczce to węgiel leczniczy. Ten środek wraz z miętowymi kroplami żołądkowymi albo najzwyklejszym naparem z mięty całkowicie wystarcza mi do terapii prostych zatruć pokarmowych. Nie można przy tej okazji zapomnieć o lekkostrawnej diecie, bo nawet koktajl Stoperanu, probiotyków i licho wie czego jeszcze nie pomoże, jeśli na chory żołądek najemy się golonki ;)

Liście lipy. Parzymy oczywiście kwiaty, ale to zdjęcie mnie urzekło :) | źródło

W przypadku banalnego przeziębienia nie może zabraknąć u mnie naparu z lipy. Moim marzeniem jest suszyć własne zioła, ale niestety znalezienie dostępu do takich nienarażonych na spaliny i inne źródła metali ciężkich na razie mnie przerasta... Dlatego kupuję zioła firmy Kawon (której jestem wielką fanką) i w przypadku uczucia rozbicia, stanu podgorączkowego i innych nieprzyjemnych objawów sięgam po pyszną i pachnącą lipę. Odkąd zaczęłam uprawiać sport mało co mnie bierze, a jeśli już, to lipa błyskawicznie stawia mnie na nogi.

Kwiat prawoślazu | źródło


Gdyby jednak się to nie udało i kaszel albo ból gardła dokuczałby mi dłużej, to również mam swoich trzech faworytów. Na kaszel syrop prawoślazowy, który kosztuje grosze i bardzo szybko pomaga mi w pozbyciu się problemu. I na dodatek jest pyszny :P Na gardło w dziewięciu przypadkach na dziesięć pomaga mi mieszanka ziółek typu „Sposób na gardło”, które widuję tylko w niektórych aptekach (i, o dziwo, w drogeriach) – a szkoda! Gdy jednak sporadycznie gardło odmówi mi posłuszeństwa na dłużej, wytaczam ciężką artylerię i sięgam po spray z chlorowodorkiem benzydaminy. To substancja czynna, którą możecie znać z leku Tantum Verde. Ponownie: markowy oryginał kosztuje 24 zł, a lek generyczny (Uniben) – trzynaście z groszami. Nie dajcie się naciągać! :) Zaletą takiego sprayu jest to, że możemy wrzucić go do torebki i w razie potrzeby dyskretnie zażyć w pracy/na uczelni.

źródło

No dobrze, a co na katar? Znacie z pewnością powiedzenie, że katar nieleczony trwa tydzień, a leczony – siedem dni. To prawda i nieprawda zarazem :) Oczywiście, nieżyt nosa nawet leczony będzie sprawiał nam problemy przez co najmniej parę dni: zaatakowany przez zarazki organizm potrzebuje ich by dojść do siebie. Ale czy znaczy to, że jesteśmy skazani na chodzenie przez tydzień z otwartymi ustami i nosem niczym u renifera Rudolfa? Oczywiście, że nie.

W słabym katarze sprawdzi się nawet przepłukanie nosa solą fizjologiczną, której ampułki zawsze warto mieć w apteczce. Mają długi termin ważności, niską cenę i wiele zastosowań: możemy przepłukać nimi oczy gdy coś do nich wpadnie, wstępnie oczyścić zanieczyszczoną np. piachem ranę, albo właśnie „przetkać” zapchany nos.

Pan Kermit był chory i leżał w łóżeczku... | źródło

W cięższych przypadkach świetnie sprawdzają się u mnie preparaty z ksylometazoliną czy innymi substancjami obkurczającymi naczynia krwionośne. Psiknięte do nosa błyskawicznie zmniejszają obrzęk błony śluzowej i sprawiają, że możemy nim po prostu oddychać... Ponadto forma podania sprawia, że – podobnie jak w przypadku sprayu na gardło – możemy wziąć je ze sobą do miasta i użyć w razie potrzeby. Możemy też wybrać preparat z dodatkiem 5% pantenolu, który wspomoże nawilżenie i regenerację śluzówki :)

Czasami bywa tak, że nerwy dnia codziennego nas przerastają. Czasami bywa tak, że kładziemy się do łóżka tak zmęczeni, że aż paradoksalnie nie możemy zasnąć. Czasami bywa tak, że mamy okres i chcemy umrzeć :P Remedium, które warto wypróbować w tych wszystkich przypadkach jest jedno: melisa :) Jej działanie uspokajające jest powszechnie znane, ale spazmolityczne (czyli zmniejszające kurczliwość mięśniówki – a to właśnie skurcze macicy odpowiadają za dolegliwości podczas menstruacji) już mniej i dlatego pomyślałam, że muszę się tym z Wami podzielić. Wyjście świetne zwłaszcza wtedy, gdy możemy „kurować się” na spokojnie w domu, a nie jesteśmy zwolenniczkami łykania kolejnej pigułki na byle drobiazg.

Powyższe leki stanowią rdzeń mojej apteczki. Jak widzicie, jest przede wszystkim naturalnie i łagodnie, ale bez przesady w żadną stronę. Leki i koncerny farmaceutyczne je produkujące są ostatnimi czasy strasznie demonizowane, najczęściej bezzasadnie.

Nie zapominajmy też, że w każdej apteczce powinna być woda utleniona i plastry. Warto też kawałek plastra mieć zawsze przy sobie (np. w kosmetyczce) i stanowić ratunek dla koleżanek, którym zdarzy się odparzyć stopę w nowych butach ;) Ja do dziś pamiętam twarze osób, które mnie poratowały w takich sytuacjach i nigdy im tego nie zapomnę! <3


Kończąc dzisiejszy wpis chciałabym podkreślić, że został on napisany przez amatora i w żadnym razie nie może stanowić substytutu porady lekarskiej. Przed zastosowaniem jakiegokolwiek leku (także ziołowego!) należy skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą, a co jeszcze ważniejsze – nie przekraczać zalecanej na opakowaniu dawki. Kurowanie się w domu jest fajne (zwłaszcza biorąc pod uwagę kolejki do lekarzy), ale róbmy to z głową :)

Czym Wy ratujecie się w kryzysowych sytuacjach? Macie jakieś niezawodne środki? Dajcie znać jak wygląda to u Was :)

7 komentarzy:

  1. ja w apteczce mam paracetamol , syrop prowoślazowy i srebro koloidalne do odkażania i żel z aloesu na rany i stłuczenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żel z aloesu też mam zawsze, ale w kosmetyczce - do twarzy, skóry głowy i włosów :) Na stłuczenia wolę żel z arniki, ale zdarzają mi się one tak rzadko, że po wykończeniu ostatniej porcji nie robiłam go już więcej ;)

      Usuń
  2. Moja studencka apteczka jest chyba dość uboga. Mam to, co zostało mi z przeziębienia, czyli jakiś Strepsils, Polopirynę z wit. C i syrop sosnowy. Na brzuch mam zawsze Pyralginę, bo bez tego niestety umieram. A i maść Hydrocortizonum na jakieś uczulenie, maśc z wit. A i Fastum. I plastry też mam. A no i Amertil na alergię. I wapno. I leki na tarczycę. Kurde, jednak sporo tego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam na początku, traktuję apteczkę jako synonim zbioru leków na nagłe przypadki - leki na choroby przewlekłe (jak Euthyrox, Letrox, na alergię itp.) czy maść z witaminą A (która ma tyle zastosowań, że u większości osób w użyciu jest praktycznie codziennie ;) ) to zupełnie inna broszka, ich mam też całkiem sporo - i to takie same :D

      Usuń
  3. Trochę mi się tekst rozjeżdża.
    W apteczce mam najczęściej opatrunki i ziółka (w tym czosnek). Poza tym Laremid (na ostre biegunki), węgiel leczniczy, wapń, pyralgina. Ostatnio leżakuje Grypolek i Strepsils (to już była konieczność z kupnem, bo musiałam iść chora do pracy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, hm, a jakiej przeglądarki używasz? Bo sprawdziłam na komputerach innych niż mój i wszystko jest ok, więc muszę pogłębić diagnostykę problemu ;)

      Usuń
  4. Ostatnio na wszystko pomaga mi herbata z imbirem i lukrecją (szczypta suszonego korzenia). Jeśli to przeziębienie to dodam chilli, jeśli niestrawność - bazą jest rooibos z miodem, bo zawsze to jakieś składniki odżywcze. Apteczka jako taka zawiera witaminy i minerały i jakoś "dają radę" w większości przypadków :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger