2/08/2018

Styczniowe denko: zużycia ostatniego miesiąca (Bielenda, Biochemia Urody, Resibo, Balea, Alverde)



Nie wrzuciłam chyba nigdy takiego tekstu na bloga, ale w sumie zużyłam w zeszłym miesiącu wyjątkowo dużo produktów, które nie są na tyle przełomowe by zasłużyć na osobne wpisy czy recenzje, a zarazem na tyle fajne by o nich chociaż wspomnieć i na szybko Wam polecić (lub rzadziej: odradzić) :)


Babydream, Szampon ułatwiający rozczesywanie włosów


O ile zwykły szampon Babydream oraz jego prawie identyczny brat Babydream Kopf-bis-Fuess to dobre dla mnie produkty, szampon „z lewkiem” był dla mnie produktem wybitnym. Piszę o nim w czasie przeszłym, bo odkąd w Rossmannach pojawiła się jeszcze nowsza wersja (pokazywałam ją Wam tutaj) ta zniknęła ze sklepów i serio nie wiem, czy jeszcze się pojawi. A szkoda, bo prezentowana w tym poście opcja z odrobiną Polyquaternium-10 plątała mi włosy o wiele mniej niż szampon podstawowy. A ten najnowszy szampon Babydream już tego składnika nie zawiera... Od jakiegoś czasu go używam i w moim odczuciu faktycznie bliżej mu do zwykłego Babydreama niż „szamponu z lewkiem”.

Aqua, Decyl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Coco-Sulfate, Parfum, Glyceryl Oleate, Coco-Glucoside, Polyquaternium-10, Sodium Lactate, Sodium Hydroxide, p-Anisic Acid, Triticum Vulgare Germ Extract, Lactic Acid.

VinSvin, ATOMUS,

Innowacyjny szampon z nanosrebrem



Sama na pewno bym tego produktu nie kupiła, ale dostałam go w prezencie, więc gdy miałam potrzebę użycia szamponu oczyszczającego sięgałam po ten, bo oparty jest o SLeS. W składzie poza detergentami mamy tu koloidalne nanosrebro i ekstrakt ze skrzypu polnego, ale jak wiecie ja mało zwracam uwagę na takie rzeczy w szamponach oczyszczających i w tym przypadku nie było inaczej: ot, rypacz jakich wiele. Używałam go także w momentach, gdy miałam drobne problemy ze skórą głowy i nie zauważyłam by pomagał na nie bardziej niż zwykły szampon-zdzierak. Na dodatek był raczej mało wydajny (jest dość rzadki i o dziwo, słabo pieniący się jak na SLeS).

Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Colloidal Silver (nano), Equisetum Arvense Extract (and) Propylene Glycol, Citric Acid, Parfum, Amides C12-18 and C18 N-hydroxyethyl, Alcohol C12-18 Ethoxylated, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Hydroxyisohexyl-3-cyclohexene Carboxaldehyde, D-Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool.

Pirolam, Szampon


Dużo lepiej niż VinSvin sprawił się u mnie zwykły Pirolam. W ogóle zaskoczyło mnie to, że jak na szampon leczniczy, to ma on całkiem spoko skład: oparty jest o granicznej mocy detergent (ALS), a poza swoją substancją leczniczą (cyklopiroksolaminą) ma sporo różnych dobroci: i humektantów, i witamin, i protein pszenicy, i substancji kondycjonujących. Ponieważ jest drogi najczęściej myłam nim samą skórę głowy (metodą OOMO), ale całe włosy też zdarzało mi się nim przeszorować i naprawdę było spoko. Fajnie wspomógł lek na receptę który dostałam, więc na przyszłość będę mieć go na uwadze.

Ammonium Lauryl Sulfate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoamphoacetate, Cocoamidopropyl Betaine, Glycerin, PEG/PPG-120/10 Trimethylolpropane Trioleate, Laureth-2, Pentylene Glycol, Ciclopirox Olamine, Coco- Glucoside, Glyceryl Oleate, Polyquaternium-7, PEG-150 Distearate, Propylene Glycol, Parfum Liviano 21581, Hydrolyzed Wheat Protein, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Climbazole, Ciric Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Aqua.

Ziaja, olejki ylang-ylang i paczuli

w odżywce myjącej do włosów


Po LATACH odkąd włosomaniactwo eksplodowało w internetach Ziaja wypuściła wreszcie łagodne myjadło do włosów. To moje drugie albo trzecie jego opakowanie, bo to ciekawy produkt. Jest to zarazem opakowanie ostatnie, bo jest on po prostu na moich coraz dłuższych włosach bardzo, bardzo niewydajny. I nie chodzi tu o brak pienienia się, bo od dawna myję włosy najłagodniej jak się da i nie oczekuję litra piany na głowie ;) Ale jest po prostu w konsystencji tego balsamu myjącego coś, co nie pozwalało mu efektywnie dotrzeć do wszystkich moich włosów o ile nie wylałam na głowę jednej czwartej opakowania na raz. A szkoda, bo działanie fajne, zapach eleganckich perfum na WIELKI plus i skład też okej! Tak więc tego produktu już nie kupię, ale bardzo czekam na kolejne próby Ziai w tym temacie.

Aqua (Water), Cocamidopropyl Betaine, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Coco-Glucoside, Isopropyl Myristate, Behentrimonium Chloride, Cetyl Esters, Panthenol, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool, Citric Acid.



Bielenda, BODY BOOSTER,
Ujędrniający olejek w kremie w kremie do ciała (kokosowy)


Jest to produkt na tyle ciekawy, że wersję Nawilżającą (z olejem abisyńskim) i Regenerującą (z olejem arganowym) wypróbowałabym na pewno bardzo chętnie. To balsam, który faktycznie na pierwszych miejscach w składzie ma olej kokosowy, potem babassu, a poza nimi wiele innych dobroci (kolejne emolienty, substancje nawilżające oraz witaminy C i E). I w tej konkretnej formule udało się osiągnąć efekt tego, że drogocenne olejki są w nim odczuwalne w pozytywny sposób (przez niesamowite odżywienie i uelastycznienie skóry), a praktycznie nie dają tej tłustej warstewki typowej dla większości balsamów i maseł opartych o oleje. Wchłania się błyskawicznie! A do tego pachnie kokosową Princessą (nie kokosem!) <3

Aqua (Water), Cocos Nucifera Oil (Coconut), Orbignya Oleifera Seed Oil, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Ceterareth-18, Dimethicone, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Squalene, Lecithin, Sodium Polycrylate, Beta-Sitosterol, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides, Disodium EDTA, Phenoethanol, Methylparaben, Ethylparaben, DMDM Hydantion, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol.

(Kosmetyk otrzymany na spotkaniu blogerskim)

Balea MED, 15% UREA, balsam do ciała


O tym balsamie pisałam już wiele razy, najwięcej w przeglądzie wartych zakupu kosmetyków Balea. Aktualnie zostało mi w zapasie jedno opakowanie i używam go na zmianę z innymi produktami, żeby starczyło mi go na trochę dłużej ;) A latem trzeba będzie rozejrzeć się za kolejną dostawą.
 Aqua | Urea | Glycerin | Caprylic/Capric Triglyceride | Ethylhexyl Stearate | Isopropyl Palmitate | Cetearyl Alcohol | Glyceryl Stearate Citrate | Sodium Lactate | Allantoin | Lactic Acid | Sodium Hydroxide | Parfum | Carbomer | Phenoxyethanol | Benzyl Alcohol


Neutrogena, Intensywnie regenerująca emulsja do ciała


Ten balsam do ciała po prostu nic u mnie nie robił. Moja skóra bez użycia balsamu (dowolnego rodzaju) szybko robi się bardzo sucha i okej, przed tym ją ochronił. Ale to jest u mnie takie absolutne minimum, a chciałabym też prawdziwego nawilżenia, odżywienia, uelastycznienia czy zmiękczenia. Opisanym wyżej balsamom Balea czy Bielenda udaje się to bez problemu, więc dla mnie Neutrogena nie ma z nimi porównania.
 Aqua, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, Petrolatum, Dimethicone, Stearyl Alcohol, PEG - 100 Stearate, Glyceryl Stearate, Allantoin, Panthenol, Acrylates/C10 - 30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Palmitic Acid, Stearic Acid, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Tocopheryl Acetate, Methylparaben, Phenoxyethanol, Propylparaben.

Cien, Hand Concentrate

(krem-koncentrat do rąk z Lidla)


Jeny, ale bubel: najgorszy produkt z całego dzisiejszego tekstu, bez dwóch zdań. Skład niby spoko, ale formulacja tak do bani, że ciężko mi wyobrazić sobie co trzeba by było zrobić by jeszcze pogorszyć ten produkt: chyba tylko dać mu jakiś brzydki zapach ;) Konsystencja  jest koszmarna: ten krem się nie wchłania. Nigdy. Dodatkowo jego działanie jest praktycznie żadne. Także temu panu już dziękuję.

Aqua, Glycerin, Cetearyl alcohol, Phenoxyethanol, Palmitic Acid, Stearic Acid, Sodium Cetearyl Sulfate, Benzyl alcohol.

Shemen Amour, Mineral Hand & Nails Cream

(krem do rąk z minerałami Morza Martwego)


Większość osób z mojego otoczenia wie, że mam specyficzne podejście do pielęgnacji (zwłaszcza twarzy i włosów), więc gdy dostaję w prezencie kosmetyk bardzo często jest to krem do rąk, bo z innymi rzeczami ciężko trafić :D I w sumie przy kremach do rąk rzadko jest o czym pisać, ale jejlu – ten jest super. Nie widzę w jego składzie nic, co by go jakoś niesamowicie odróżniało od wszystkich innych kremów, więc zaryzykuję stwierdzenie, że po prostu jest tu idealnie w punkt utrafiona równowaga między humektantami a emolientami. Po prostu, ten krem na moje dłonie działał, a do tego stosunkowo szybko się wchłaniał, cudnie pachniał i dla mnie naprawdę niewiele więcej jest potrzebne by się zachwycić :)

Aqua, Stearic Acid, Cetyl Alcohol, Propylene Glycol, Sesamum Indicum Seed Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Olea Europea Fruit Oil, Triethanolamine, Chlorphenesin, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Sorbic Acid, Elaeis Guineensis (Palm) Kernel Oil, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Helianthus Annus Seed Oil, Prunus Persica Kernel Oil, Carbomer, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Anthemis Nobilis Flower Extract, Fragrance, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, Persea Gratissima Oil, Jojoba Oil, ALLANTOIN, Panthenol, Carica Papaya Fruit Extract, Caprylyl Glycol, Punica Granatum Seed Oil, Melauleca Alternifolia Leaf Oil, CI 47005, CI 42090, CI 16035.

Bielenda, SUPER POWER MEZO SERUM,

Aktywne serum rozjaśniające


W wakacje było moją niskobudżetową wersją serum z witaminą C do twarzy, a po wakacjach zużyłam je na szyję i dekolt pod olejek do masażu. Na oba sposoby spisało się doskonale! W kwestii szyi/dekoltu nie udało mi się tu zaobserwować nic spektakularnego, bo było tu jedynie prewencją ;) Ale na twarzy widać było jak pięknie (dzięki kwasowi PHA) mikrozłuszczało cerę trzymając ją w ryzach w trudnych do pielęgnacji warunkach, a wszelkie zmiany dzięki niacynamidowi i witaminie C goiły się jak marzenie. Cudo.

Stosowanie do szyi i dekoltu tańszych ser z witaminą C spodobało mi się tak bardzo, że wczoraj kupiłam kolejne opakowanie: tym razem w wersji multifunkcyjnej z zieloną herbatą :) Oba składy przeanalizowałam w tekście z przeglądem drogeryjnych ser z witaminą C.

Biochemia Urody, Serum ochronne ANTIOX z witaminą C


Bardzo solidną odlewkę słynnego serum dostałam od Pauliny. Wystarczyła mi na około tydzień codziennego stosowania, więc nie mogę powiedzieć o nim tak wiele, jak bym chciała :) Ale na pewno bardzo ładnie grało mi z filtrem nawet po nałożeniu na niego jeszcze odrobiny makijażu, więc konsystencja jest faktycznie lekka! Bardzo podobna do wzmacniającego naczynka serum Vianek, ale jeszcze lżejsza. Niestety, nie da się powiedzieć, czy na dłuższą metę to połączenie (serum + filtr) by mnie nie zapchało. Takie rzeczy wychodzą po około miesiącu stosowania i mam na razie wstępne podejrzenia co do Vianka… Wiem, że Pauliny serum Anti-Ox nie zapycha, więc może i u mnie by się udało :D

Składowo jest bardzo fajne. Witaminy C nie ma dużo (4,5%), ale jest to bardzo nowoczesna, stabilna i aktywna postać, więc pewnie lepsze to niż 10% innej formy, w innym serum ;) Do tego sporo dodatkowych fajnych, pielęgnujących składników, w tym przeciwstarzeniowo działających peptydów roślinnych (Hydrolyzed Rice Bran Protein; Glycine Soja Protein). O tym, że peptydy ryżu i soi mogą mieć działanie „pogrubiające” skórę pisałam w artykule o naturalnej pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Więc summa summarum jest to produkt, który zdecydowanie przykuł moją uwagę i którym na pewnie się w przyszłości zainteresuję bardziej.


Nivea, Lip butter (coconut)

(kokosowe masło do ust)


O tym, że jakieś masełko do ust Nivea zawsze mieszka na moim biurku pisałam w artykule o humektantowo-emolientowej równowadze w pielęgnacji ust. Po wersji karmelowej i waniliowej przyszedł czas na kokosa i tak jak się spodziewałam, skład i działanie są właściwie identyczne jak dotychczas ;) I bardzo dobrze! W następnej kolejności na tapet biorę masełko jagodowe, czekam tylko na jakąś promocję ;)

Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem


Wspominałam o niej w serii „Kosmeologika w praktyce”. To czadowy produkt, ale dla mnie nie nadaje się on do tej złotej trójki opisanej w podstawowym artykule. Natomiast stanowi świetny czwarty filar (peeling) w pielęgnacji ust o którym wtedy nie wspomniałam. Pomadka owszem, cudownie pielęgnuje usta, ale w moim przypadku zostawia na nich też grudki cukru, które są zaskakująco mocno widoczne :D W domu nie przeszkadza mi to ani odrobinę, ale „na mieście” i owszem ;) Dlatego bez dwóch zdań kupię ją kiedyś ponownie, ale na razie zasadzam się na wersję rokitnikową ;)



Kallos, PRO-TOX, maska do włosów


Nie chce mi się nawet liczyć który to już Kallos w mojej kolekcji, ale wiem, że na pewno nie dołączył do mojej ścisłej czołówki ulubionych, w której to znajdują się wersje Keratin i Algae. W moim rankingu znajduje się on tam, gdzie Kallos Chocolate: nie zaszkodził, ale i nie zrobił nic wielkiego, więc nie będę sobie nim zawracać głowy ;) Teraz myślę nad Color, Fig, Aloe, Biotin, Honey i Cherry – to jedyne, jakie zostały mi do wypróbowania, a których nie dyskwalifikuję ze względu na skład :)

Alverde, Sensitiv Spulung Bio-Echinacea & Bio-Jojoba

(odżywka do wrażliwej i podrażnionej skóry głowy)


To, że odżywek do włosów Alverde nie będę już kupować obiecywałam Wam milion razy. I co? I dupa zbita. Za każdym razem jak składam u kogoś zamówienie na balsam do ciała Balea to zerkam, czy Alverde nie wprowadziło jakichś nowych odżywek i prawie zawsze zamawiam jakąś, której dotąd nie miałam. Aktualnie dwie z nich mają alkohol na pierwszym po wodzie miejscu w składzie (miałam obie, słabe), dwie na trzecim (ich nie znam) i dwie na czwartym: jedną miałam wcześniej i mnie nie zachwyciła, a drugą jest ta tutaj odżywka z jeżówką i olejem jojoba. Prawdę mówiąc produkt ten nie robi z moimi włosami kompletnie nic ;) To znaczy wyglądają po jego użyciu lepiej, niż gdybym nie użyła kompletnie niczego - to chyba oczywiste :D Ale w porównaniu z efektem jaki udaje mi się uzyskać z innymi, znacznie łatwiej dostępnymi produktami - odżywka Alverde mogłaby dla mnie nie istnieć.
 Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Glycine Soja Oil*, Alcohol, Brassica Alcohol, Inulin, Decyl Oleate, Betaine, Brassicyl Isoleucinate Esylate, Parfum**, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Levulinic Acid, Coco-Glucoside, Glyceryl Caprylate, Glyceryl Oleate, Arginine, Sodium PCA, p-Anisic Acid, Sodium Levulinate, Hydrolyzed Wheat Protein, Citric Acid, Linalool**, Limonene**, Benzyl Alcohol**, Citral**, Benzyl Salicylate**, Echinacea Purpurea Extract*, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Lecithin, Ascorbyl Palmitate

Bell, HYPOALLERGENIC,

Hipoalergiczny korektor rozświetlająco-korygujący


Odkąd Basia zniszczyła moją miłość do płynnego kamuflażu Catrice potrzebowałam zamiennika. Ten korektor mnie zachwycił! Jest bardzo jasny (ale nie najjaśniejszy – tego efektu pod oczami też unikam) i tym razem upewniłam się, że nie ciemnieje ;D Jest też jak na korektor pod oczy bardzo kryjący i w ogóle bardzo dobrze się u mnie sprawdza. Jak to korektory w pędzelku, jest mało wydajny, niezbyt higieniczny i nie widać w nim stopnia zużycia: to niestety dostajemy w pakiecie z tym typem opakowania :( Dlatego w cenie regularnej go nie kupię (i od miesiąca wyskrobuję resztki kamuflażu Catrice), ale za to bardzo czekam na promocję na kosmetyki kolorowe w Rossmannie – pewnie kupię od razu dwa ;) Naprawdę mi podpasował.

(Kosmetyk otrzymany na spotkaniu blogerskim)

Kobo, Mono Eye Shadow,
wkład do paletki magnetycznej - matowy cień 116 Dark Chocolate


Był to jeden z pierwszych wkładów do paletki, jakie kiedykolwiek kupiłam: pokazywałam go Wam prawie dwa lata temu, już w drugiej części serii o podstawach malowania oczu cieniami :O Budując własną paletę cieni od podstaw celowałam w mniejsze gramatury i bardzo się cieszę, że tak robiłam - w zastępstwie tego cienia wybrałam teraz nieco chłodniejszy wkład Inglota (nr 329). Do cienia Kobo nie mam większych zarzutów. Jest mocno napigmentowany i trwały. Nieco się pyli, ale wciąż zdecydowanie mniej niż niejedne znacznie droższe cienie do powiek. Moja paletka w tej chwili to trzy duże cienie Inglot, sześć cieni Kobo i jedno wolne miejsce ;) Czekam tylko na jakąś promocję na cienie Nabla albo Glam Shadows, żeby zakupić jakieś cudowne duochrome'y, które uwielbiam <3



Biosilk, HYDRATING THERAPY, Maracuja Oil

(„olejek” do włosów z olejkiem z marakui)

„Olejek” kupiła mi mama w Biedronce za cenę ~5 zł i jest ono w porządku, jeśli szukacie silikonowego serum na końcówki, które nie będzie kosztowało milionów monet. Oczywiście zalecenia producenta by stosować je na całe włosy traktuję z przymrużeniem oka, bo kręcone włosy się z silikonami nie lubią. Uważam też, że sam marketing wokół produktu jest mylący, bo na opakowaniu stoi po prostu: Maracuja Oil – olej z marakui. Moja mama była pewna, że kupuje mi fajny bajer do olejowania włosów i jestem przekonana, że masa klientów się na to nacina. A ja nie lubię takich zagrywek.

Pod względem składu jest oczywiście znacznie lepiej, niż ze znanym jedwabnym serum Biosilk, które wszyscy sobie polecali nie patrząc na zawartość alkoholu wysoko w składzie: super sprawa dla końcówek włosów zwłaszcza ;> Tutaj mamy silikony, potem olej z marakui, a dalej nawet proteiny jedwabiu czy komosy ryżowej (quinoa). Działanie było w porządku, ale będę szukała czegoś jeszcze lżejszego i koniecznie z pompką: obecnie waham się między jedwabiem Biovax a Green Pharmacy.

Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Cyclohexasiloxane, Passiflora Edulis (Maracuja) Seed Oil, Hydrolized Silk, Hydrolized Quinoa, Phenoxyetanol, C12 Alkyl Benzoate, Fragrance (Parfum), Butylphenyl Methylipropional, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Benzyl Salicylate, Citral, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone

Lula, Patyczki kosmetyczne do korekty makijażu


Sama nigdy nie zwróciłabym na ten produkt uwagi, a nawet gdyby: na pewno wydałby mi się zbędnym bajerem. Ale jak już dostałam je na Wiosennym Spotkaniu Blogerek w Gdyni to oczywiście postanowiłam zużywać i wreszcie skończyłam. Jako że jedno opakowanie wystarczyło mi na 1,5 roku to na pewno poszukam ich i zakupię ponownie.

Tu mała dygresja: jeśli nakładam makijaż, to praktycznie zawsze mam kreski. Na pełnym ludzie mogę nie mieć podkładu, cieni do powiek czy szminki, ale w kreskach czuję się najlepiej i rzadko z nich rezygnuję. A mimo to wciąż słabo wychodzi mi rysowanie ich :D Dlatego te patyczki bardzo mi się przydają i są naprawdę praktyczne. Polecam trik umoczenia patyczka w odrobinie podkładu/korektora przed naniesieniem poprawki: unikniemy dzięki temu zrobienia „dziury” w podkładzie nałożonym wcześniej na twarz :D

(Produkt otrzymany na spotkaniu blogerskim)

Bielenda, CARBO DETOX,

Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy



Zamierzam jeszcze o tym żelu napisać w osobnym tekście, ale skoro zużyłam go w tym miesiącu to i tak coś niecoś powiem. To jest MEGA łagodny i bardzo skuteczny w myciu twarzy żel, którego nigdy więcej nie kupię. Powód: pachnie dość mocno czymś, co kojarzy mi się ze sztucznym arbuzem lub melonem. A ja nie cierpię smaku arbuza i nienawidzę jego zapachu, który (zwłaszcza świeży) powoduje u mnie odruch wymiotny. Więc dla mnie wielka strata, ale Wam polecam. Przy składzie tak krótkim trzeba by mieć ogromnego pecha by komuś zaszkodził.
 Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Carbon Black, Niacinamide, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.



tołpa, DERMO FACE, PHYSIO,

płyn micelarny do mycia twarzy i oczu


O tym produkcie napiszę już w następnym tekście: części drugiej zestawienia prostych, łagodnych płynów micelarnych, więc po prostu odeślę Was tam. Ale w skrócie: świetny skład, doskonale oczyszcza, nie podrażnia oczu i jest szeroko dostępny. Super!

Aqua, Poloxamer 184, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerine,  Polysorbate 20, Peat Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid.

(Kosmetyk otrzymany na spotkaniu blogerskim)

Bielenda, NEURO COLLAGEN 50+,
liftingujący krem koncentrat przeciwzmarszczkowy na dzień i na noc



Recenzja tego kremu już ukazała się na blogu. Jeśli jeszcze nie wiecie jak wielką miłością go obdarzyłam, zajrzyjcie do niej koniecznie! Jeden klik i wiadomo będzie czemu już kupiłam kolejne opakowanie ;)

 Resibo, krem pod oczy


Byłam tym kremem po prostu oczarowana. Wspominałam o nim na blogu już kilkukrotnie, a analizę składu znajdziecie w przeglądzie kremów pod oczy na każde potrzeby. Cena tego produktu jest dla mnie zaporowa i z tego powodu nie kupię go ponownie, ale działaniem odżywczo-nawilżającym zachwycał mnie w każdym calu.

(Kosmetyk otrzymany od marki)

***


Wiecie co? Ja chyba nie rozumiem idei postów typu denko :D Myślałam, że to będzie taki tekst na szybciora, bo jestem ostatnio bardzo zapracowana... a wyszło mi siedem stron maszynopisu -,- W tym samym czasie mogłabym chyba napisać coś takiego bardziej przekrojowego niż gadkę o konkretnych produktach, która kręci mnie mniej niż rozkładanie na czynniki pierwsze bardziej ogólnych zagadnień.

Nie mówię, że takich tekstów nie będzie więcej, ale pewnie nieprędko :D No, chyba że Wam się podobało? Dajcie znać, bo może to ja jestem taka zblazowana, że nie chce mi się nigdy czytać takich mini recenzji ;)


Czekam na odzew,
Ania

7 komentarzy:

  1. Faktycznie sporo tego. :D
    Kallos Botox u mnie tez srednio wypadl, ale tak jak Ty polubilam Keratin wiec moze teraz czas na algae. Odzywka Ziaji tez mnie zaciekawila i z checia siegne jak spotkam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe jakby się u mnie Resibo pod oczy sprawdził :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo tego:-) ja nawert nie mam tylu kosmetyków w szafce.
    Kochana pisałam pod wczesnijszym postem ale pewnie Ci uciekło. Czy możesz polecić jakąś masc/ olejek na blizny? Jestem świeżo po zabiegu usunięcia pieprzykow i chciałabym jakoś zadbać o te blizny. Dziekuje:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej moją uwagę zwrócił olejek z Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Musiałam odpalić notatnik bo gdzieś w połowie się pogubiłam :D

    A ten szampon z lewkiem to była wersja ułatwiająca rozczesywanie? Jeśli tak, to miałam, ale obciążała mi włosy i już do niej nie wróciłam :) Ta nowa szata graficzna Babydream jest ładna, ale dość mdła. Ale może to kwestia przyzwyczajenia.

    Pomadkę Sylveco uwielbiam. U mnie też zostawia cukier na ustach dlatego nigdy nie używam jej "w biegu", jeżeli poza domem, to z lusterkiem. Ocieram wargami o siebie i dzięki temu kryształki znikają. Bardzo lubię też bazę pomadki czyli to, w czym są zatopione drobinki - świetnie pielęgnuje moje usta :)

    Ze smutkiem patrzę, że Pro Tox Ci się nie sprawdził, teraz czuję małą wtopę w głowie bo ostatnio Ci go polecałam, ale to było chyba bardzo niedawno, więc raczej polecałam "po ptakach" niż był to zakup z mojego polecenia. Uwielbiałam tę wersję!

    Ejjjj :D Przepraszam, że zniszczyłam Twoją miłość :D A miałaś kiedyś może Affinitone? To przyjemny korektor :)

    Z patyczków do korekty makijażu kiedyś poleciłabym Cleanic, ale teraz poznałam jeszcze lepsze - O'Linear! Są w Rossmannie, ale nie każdym. Raczej w tych większych, na 100% w Rivierze :) W innych pewnie też, ale u mnie na Grabówku właśnie nie widziałam.

    Krem Resibo też lubię bardzo, ale odkąd wzbogaciłam mojego Mizona (kwas hialuronowy, gliceryna, olej arganowy), to też daje radę :) Ale tylko na noc.

    Mi tam się denko podobało, ale jeśli tego nie czujesz, to nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do serum Antiox - mnie praktycznie nic nie zapycha, więc to że u mnie nie ma takich problemów niestety o niczym nie świadczy :( Jedyny problem jaki mi się przytrafia przy zbyt ciężko-natłuszczającej pielęgnacji to mocno rozszerzone pory, ale tutaj to serum nigdy tak na mnie nie działało, zresztą bardzo szybko sie u mnie wchłania, szczególnie teraz, gdy powietrze jest suche od kaloryferów.
    W ogóle bardzo chciałabym wypróbować też Twoje serum z wit. C LIQ (czy jak ono tam się nazywało) i powoli się przymierzam do zakupów. Choć na dłuższą metę pewnie wybrałabym serim LIQ na dzień i Antiox na noc.

    Hihi co do ciemniejących korektorów to ja to widzę od razu na twarzy - najpierw jest "o rany, wreszcie korektor który rozświetla i rozjaśnia skórę!", a po pięciu minutach "wtf gdzie jest to rozświetlenie". Tak miałam np. z korektorem Lorigine który testowałyśmy na spotkaniu MBB - zaraz po nałożeniu mega zachwyt, ale ten fajny efekt po paru minutach zniknał, bo korektor ściemniał :( Tego korektora Bell w sumie nie polubiłam z tego co pamiętam to komuś oddałam.

    Glam Shadows ma teraz promocję walentynkową - polecam! (kod rabatowy np. na ich insta). W ogóle może mogłam była przynieść duochromy GS na spotkanie do pomacania na żywo, teraz dopiero o tym pomyślałam. Ale moje zdjęcia tych cieni na blogu i filmik były w sumie dosć udane.
    Ja do Nabla mam uraz, bo ich cień Pegazus, który miał być liliowo-złotym duochromem jest tak delikatny, że ledwo go widać :( Wolę Glam Shadows, bo u nich nawet te jasne i pastelowe duochromy jak np. Holo albo Jednorożec są ładnie widoczne. Choć kusi mnie "Alchemy" od Nabla.

    Fajne serum do końcówek z pompką ma Gliss Kur, w sumie tego używam od lat (teraz tylko mam przerwę przez remont i przeprowadzkę i trochę żaluję).

    Oooo, też nie lubię tego melonowo-arbuzowego zapachu, fuj! :P

    Szczerze przyznam - nie lubię czytać wpisów "denko", są dla mnie nudne nudne. Czasem jest w stanie je uratować fajny styl lub osobowość autora, ale to też tylko na krótką metę. Wolę jak te krótkie recenzje są zebrane kategoriami, np. tak jak u Ciebie "5 żeli pod prysznic". Denko lubię za to oglądać w social media w takiej skrótowej formie, ale na blogu jako wpis to bez sensu - wolę jak ulubione blogerki czas poświęcony na klepanie denka poświęcają na pisanie innych postów :P
    Ja też jestem zblazowana, przybijam piatkę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezłe denko :D
    Do serum Bielendy wrócę na wakacje. Obecnie używam rozjaśniającego z Biochemii Urody i jestem z niego zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger