1/11/2018

Dbanie o cerę jest jak mycie zębów, a ja nie umiem starzeć się z godnością.




W niedzielny poranek zjadłam śniadanie z Azjatyckim Cukrem. A konkretnie słuchając jej filmiku zatytułowanego „Podsumowanie 2017 roku (podróże, obrazy, kurs na ASP, gra na instrumencie, itp.)?”, w którym Basia podsumowuje swój rok i w okolicy 19:43 porusza temat prowadzonego przez nią sklepu.


W klipie tym padają między innymi takie słowa:

Chciałabym zmienić to, jak patrzymy na starzenie twarzy, jak rozumiemy starzenie twarzy, (…) dbanie o cerę. Ja zawsze porównuję dbanie o cerę do dbania o zęby. Na chwilę obecną mamy całą gamę narzędzi i wiedzy, które pozwalają nam dbać o zęby do stopnia, że nawet mając siedemdziesiąt lat możemy mieć cały zestaw swoich zębów. Wiemy jak się nimi opiekować, wiemy jak o nie dbać, wiemy jak zapobiegać próchnicy. (…) I ja tak samo widzę kwestię skóry. Wydaje mi się, że na chwilę obecną jest bardzo mało wiedzy o tym jak dbać o cerę i co można osiągnąć, że cera może w naszym pięćdziesiątym, sześćdziesiątym czy siedemdziesiątym roku życia być jędrna, że może być bezzmarszczkowa, że może być gładka. Wydaje mi się, że to jest wszystko kwestia tej wiedzy i tego podejścia. Ja wierzę, że możemy mieć super zdrową, super wyglądającą cerę naprawdę długo i że rzeczy jak zmarszczki i utrata jędrności to jest oznaka zniszczenia cery. I chciałabym właśnie żebyśmy zmienili po prostu swoje podejście do tych spraw.



I ta uwaga zainspirowała mnie do napisania dzisiejszego eseju, w którym chciałabym raz jeszcze wyjaśnić czym kieruję się w mojej pielęgnacji.

***


Zacznę od małej polemiki, która może być odrobinę zbędna: wszak wypowiedź Cukru jest na YouTube, gdzie siłą rzeczy wypowiadamy się w trochę bardziej naturalny, a mniej drobiazgowy sposób. W związku z tym ja nie brałabym jej stuprocentowo dosłownie, ale po przepisaniu słów Basi mam obawy, że w wersji pisanej mogą wyglądać dość radykalnie ;) Niektóre jej tezy są bowiem dosyć śmiałe: zwłaszcza implikacja, że w wieku siedemdziesięciu lat cera też może być jędrna, bezzmarszczkowa i gładka. Nie przeczę, że w określonych przypadkach (geny, bardzo zdrowy styl życia, czyste środowisko…) jest to pewnie możliwe, ale intuicja podpowiada mi, że nawet wylewając na siebie litr mądrze dobranych kosmetyków dziennie, masując twarz, ćwicząc i tak dalej takie rezultaty będą nie do osiągnięcia dla większości z nas.

Ale z drugiej strony, analogia z zębami pasuje tu jeszcze bardziej: w wieku siedemdziesięciu lat możemy mieć komplet swoich zdrowych zębów, choć pewnie będą w nich jakieś wypełnienia ;) Tymi metaforycznymi plombami będą dla naszej cery JAKIEŚ oznaki starzenia, które moim zdaniem niechybnie się na niej pojawią prędzej czy później.

I o to „prędzej” i „później” tak naprawdę się rozchodzi. Możemy olać temat pielęgnacji anti-aging i zestarzeć się szybciej, co jest dobre, albo się nim zainteresować i zestarzeć się później, co też jest dobre. To wybór podobny do tego czy ograniczymy się do machnięcia szczoteczką do zębów dwa razy dziennie, czy może zrobimy to porządnie dokładając do tego nici, płukankę i szczotkę do języka.

Na moim blogu za bardzo tego nie widuję, ale w komentarzach u innych blogerek czy pod artykułami na portalach spotykam się często z taką niezbyt zrozumiałą dla mnie postawą. „Po co to wszystko – czytam – przecież i tak się wszystkie pomarszczymy. Trzeba się umieć starzeć z godnością”.



Mit starzenia się z godnością



Jejku, jak ja nie cierpię tego określenia! Od zawsze wydaje mi się, że sugeruje ono brak godności u osoby która zrobiła sobie na przykład zabieg medycyny estetycznej czy (Boże broń!) operację plastyczną; albo ubrała się tak jak jej do wieku „nie przystoi”; albo ogólnie zrobiła coś czego dany mówca nie chce bądź nie umie zaakceptować.

Jeśli godność to „poczucie własnej wartości i szacunek dla samego siebie” (za internetowym słownikiem języka polskiego PWN) to czego brakuje osobie starszej, która nosi długie włosy zamiast trwałej typu „ajumma”? Jeśli ma poczucie własnej wartości, to właśnie nie potrzebuje robić tego, czego oczekuje od niej społeczeństwo, bo nie uzależnia od jego opinii swojego nastroju czy samooceny.

A może niespełnianie tego, czego oczekuje ode mnie społeczeństwo to brak szacunku do samej siebie? Chyba jest wręcz przeciwnie: działanie wbrew sobie tylko po to, by zadowolić jakiś bezimienny i pozbawiony twarzy tłum to oznaka braku tego szacunku.

Kto w ogóle ustala co jest „godne”, a co „niegodne”? Myślę, że większość społeczeństwa akceptuje farbowanie włosów zwłaszcza w celu ukrycia tych siwych. Myślę, że większość akceptuje używanie „jakiejś” drogeryjnej, domyślnej pielęgnacji cery, która nie przekracza jakiejś dziwnej, wydumanej granicy. Szkoda, że jeśli w pewnym momencie owa granica zostaje przekroczona, to od iluś tam kosmetyków czy zabiegów nie umiesz już starzeć się z godnością. Ja to nie umiem na bank.

Jeszcze większa szkoda, że tej samej akceptacji nie ma dla osób (zwłaszcza kobiet), które zestarzały się w bardziej widoczny sposób, co (podkreślam!) też jest jest dobre! A przynajmniej w teorii powinno być. Jednak zauważmy: gdy hollywoodzki aktor przekracza pięćdziesiątkę, najlepsze oferty ról mogą być dopiero przed nim, a partnerować będą mu często młodsze o połowę aktorki. A jak często widzicie w filmach starsze aktorki w rolach innych, niż drugo- czy trzecioplanowe, najczęściej matki głównych bohaterów? W genialny sposób pisze o tym Zwierz Popkulturalny w „Babskie sprawyczyli kobiety, kino, kłopoty cz. I”, pierwszym z trzech wpisów o kobietach w kinie. A oczywiście kino to tylko czubek góry lodowej.

Wiecie czym dla mnie jest niegodne starzenie się? To zgorzkniałość. To zamknięcie się na ułatwiające życie technologie, bo „nie i już”. Nienawiść do swojej synowej za to, że jest. Wyklinanie na młode pokolenie, które nie chce w nowym świecie żyć według starych zasad.

Mam więc taką ogólną prośbę do wszystkich: do moich Czytelniczek i nie tylko, do ich partnerów i znajomych także. Umówmy się, że wygląd każdego z nas jest naszą i tylko naszą sprawą i doprawdy nie ma potrzeby żeby o nim rozmyślać, a już na pewno żeby go oceniać czy komentować: ani publicznie (na przykład na Pudelku pod zdjęciem znanej artystki), ani dwulicowo za plecami, ani bezczelnie w twarz, zwłaszcza pod płaszczykiem uprzejmości z wbitą szpileczką.




No dobra, to co z tym myciem zębów?


Wiemy już, że mamy w rękach arsenał wystarczający do zadbania o doskonały stan naszej cery aż do swoich późnych lat, to raz.

Tak jak nic nam do tego, czy ktoś nitkuje zęby i stosuje płukanki, tak nic nam do tego czy ktoś dba o cerę bardzo, trochę czy wcale albo czy ma zmarszczki lub też nie. To dwa.

Punkt trzeci, taki już bardziej praktyczny: oba typy działalności opierają się o systematyczność. Zęby myjemy codziennie, dentystę odwiedzamy co pół roku i już. Podobnie w pielęgnacji: jakiś pojedynczy zryw, żeby wywalić najlepiej trzysta złotych na dermokosmetyczny krem nie ma sensu, jeśli przed i po naszym epizodzie z nim będziemy się smarować czym popadnie.

***


Nie jest to pierwszy raz kiedy podejmuję się wyjaśniania mojego spojrzenia na temat pielęgnacji i stylu życia anti-aging, więc jeśli chciałybyście wiedzieć więcej o tym, jak pojmuję tę filozofię, są dwa wpisy które bardzo polecam Wam nadrobić:

Wstęp do tego, co rozumiem przez pielęgnację przeciwstarzeniową pojawił się we wpisie z moją aktualizacją „profilu” urodowego w styczniu 2017 roku, o tutaj.


Później podjęłam się opublikowania takiej hybrydy złożonej z mojego przeciwstarzeniowego manifestu i odpowiedniego słowniczka, który (mam nadzieję) uprościł Wam ubranie Waszych pytań w słowa albo pomógł lepiej zrozumieć to o czym piszę. Ten tekst to „Przeciwzmarszczkowy, przeciwstarzeniowy, a może anti-aging? Moja pielęgnacja i styl życia. Czemu dbasz o swoją skórę?”.

Miłego wieczoru!
Ania


PS. Następny tekst w kolejce: recenzja genialnego kremu do twarzy. Zaangażowane Czytelniczki wiedzą którego ;) Reszta musi poczekać do niedzieli...

4 komentarze:

  1. Gdybyśmy mniej komentowali: "publicznie (na przykład na Pudelku pod zdjęciem znanej artystki), ani dwulicowo za plecami, ani bezczelnie w twarz, zwłaszcza pod płaszczykiem uprzejmości z wbitą szpileczką.", pewnie większość ludzi nie miałaby problemów z tym co widzi w lustrze :P Zawsze uważam, że każdy powinien robić to na co ma ochotę, o ile nie krzywdzi tym innych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że ludzie używają tego określenia "starzeć się z godnością" bo wcale nie zastanawiają się nad głębszym sensem tej wypowiedzi :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami komentujemy (chociażby w myślach) czyjś wygląd bo nas dziwi, ja tak mam z przesadnie napompowanymi ustami czy firanami rzęs. Ale nie rozważam jakoś długo, po co? itd. Jak ktoś jest tak szczęśliwy to niech ma.
    Czasami komentuje się z zazdrości - to chyba głównie grupa komentująca pudelki i inne tego typu plotkarskie strony. Że kogoś stać na wypełnienie zmarszczek/ personalnego trenera/ masażystę/ sprzątaczkę - obojętne co tam się znajduje a jest poza strefą zasobności naszego portfela. Przykre.
    Stwierdzenie "starzeć z godnością" też dla mnie jest głupie i zgadzam się z tym, co Ty o tym sądzisz.
    Ale jedno co mogę dodać jeszcze od siebie, to bardzo podobały mi się Szwedki, gdy byłam tam przez tydzień. One nie wstydziły się siwych włosów, czy zmarszczek i nie były zaniedbane. Dbały o siebie, ale inaczej w zależności od wieku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś często oglądałam Azjatycki Cukier, teraz rzadko w ogóle zaglądam na YT, ale bardzo lubiłam jej podejście :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger