12/21/2015

5 strategii na udany podarunek dla Kosmeonautki ;)




Kocham, kocham, kocham kupować bliskim prezenty. O tych bożonarodzeniowych intensywniej myślę już od sierpnia, bo nie ma dla mnie większej satysfakcji niż ten najszczerszy z uśmiechów na widok trafionego podarunku.

Przepisów na udany prezent świąteczny jest wiele. Żaden nie jest skuteczny w stu procentach, bo wiele zależy od jego realizacji oraz osobowości samego obdarowanego – są przecież tacy, którym nie dogodzi się nigdy ;) Pomyślałam jednak że podzielę się z Wami moimi ulubionymi strategiami. Może tym, którzy w desperacji planują jeszcze zakupy w tym tygodniu przydadzą się już teraz? A jeśli tegoroczny szał zakupów macie już z głowy, to wskazówki mają szansę przydać się Wam za rok albo w międzyczasie przed urodzinami bliskich czy innymi okazjami :)






Myślę, że większość z nas ma w głowie takie coś, co do czego ciągle odgraża się, że to zrobi albo kupi. W przypadku ubioru często jest to jakaś rzecz, którą „widziałybyśmy” w naszych codziennych stylizacjach, a do zakupu której jakoś nie możemy się zabrać. U mnie najczęściej jest to książka którą polecili nam wszyscy wokół, zwłaszcza podstawa ekranizacji w postaci uwielbianego filmu czy serialu. Nierzadko jest to też coś, czego komuś po cichutku zazdrościmy – ja w czytnikach e-booków zakochałam się dopiero po pożyczeniu jednego od przyjaciółki i potem już nie spoczęłam dopóki nie sprawiłam sobie własnego ;)

Takie marzenia mają to do siebie, że ich właściciele zwykle wspominają o nich naprawdę ze sporą regularnością. Dlatego nie jest tu konieczna czujność jak u ważki, a jedynie odrobina dobrej woli :) Przed zrealizowaniem marzenia często powstrzymuje nas hasło „są ważniejsze wydatki”, więc prezent omijający tę przeszkodę to naprawdę super sprawa.

Jeśli o mnie chodzi, to wśród takich prezentów mogłabym od ręki wymienić choćby i dziesięć czy dwadzieścia. Idąc ulicą czy przez galerię handlową dosłownie chłonę oczami zawartość półek i wystaw, a także stylizacje osób wokół. Jeśli mam towarzystwo to właściwie zawsze chociaż raz skomentuję coś, co wybitnie wpadło mi w oko ;) Obecnie od pół roku zabieram się za kupno porządnego portfela z czarnej skóry oraz za... kilka fajnych gier towarzyskich! Jestem wielką fanką grania na imprezach i chciałabym mieć coś własnego. Szczególnie fajnie grało mi się w „Pięć sekund” oraz „Telestrations”, a z gier o których póki co tylko słyszałam - „Siedem cudów świata” śni mi się po nocach ;) Ale jak napisałam wyżej: dla mnie zawsze są gdzieś ważniejsze sprawy niż te, więc póki co tylko się odgrażam :P



Tytuł może sugerować prezenty bardzo drogie – takie, na jakie żałujemy sobie pieniędzy. Jednak nie zawsze tak jest! Czasem drobna, tania rzecz ma swój wysokiej jakości odpowiednik, który (choć droższy) nie zawsze musi kosztować bajońskie sumy. Tu podam przykład od razu: dla mnie takim prezentem są papcie z owczego runa od Lunaby (klik!). Kosztują około 60 zł, czyli nie majątek, ale co tu dużo kryć: są pewnie ze trzy razy droższe niż „kapcie góralskie” z pobliskiego bazarku. Ponieważ jednak owe kapcie startowo nie są rzeczą drogą, cena ich wersji ekskluzywnej niekoniecznie zwala z nóg. A zdecydowanie jest to rzecz, której w życiu nie kupiłabym sobie sama - „finansowe” wyrzuty sumienia chyba by mnie zabiły! ;D Na szczęście wiem już skądinąd, że jeden z moich Mikołajów postanowił spełnić to moje marzenie i już nie mogę się doczekać, gdy wsunę stopy w te miękkie, wełniane chmurki <3

W tej kategorii widzę też prenumeraty czasopism wszelkie ułatwiające życie, acz nie absolutnie konieczne do egzystencji technologiczne nowinki. Poręczna ładowarka indukcyjna, monopod (tzw. selfie stick), elektroniczny przyrząd do dbania o urodę... obecnie gadżety to nie tylko domena prezentów dla panów! :) Mi marzy się  na przykład wypasiony scyzoryk - oczywiście taki zawierający narzędzia, które realnie patrząc mogłabym kiedyś chcieć wykorzystać :P



Obecnie prawie każda sieciówka (a poza nimi liczne sklepy niesieciowe też!) oferuje coś takiego: sklepy z AGD/RTV, spożywcze, księgarnie, drogerie oraz oczywiście odzieżowe. Dla przeciętnej kobiety ostatnie trzy typy kuponów są oczywiście najfajniejsze ;) Unikam zakupów w EMPiKu jak ognia, ale kartę prezentową do Matrasa przygarnę z pocałowaniem ręki – o zakupach w Mango czy w dowolnej drogerii nie wspomnę ;)

Są tacy, którzy do ostatniej kropli krwi będą bronić poglądu, że taki prezent to nie prezent. Ja, jako osoba, dla której nie raz ktoś wykosztował się (!) na coś zupełnie niewłaściwego, uważam karty prezentowe za baaardzo przyjemne mniejsze zło oraz, co ważne, wyborne koło ratunkowe gdy prezent kupujemy komuś mało nam znanemu. Nie zapominajmy o tej opcji!


Po prezencie troszkę w stylu "na łatwiznę" przechodzimy do jednej z dwóch najtrudniejszych strategii. Kupienie takiego prezentu wymaga od nas raczej częstszego przebywania z daną osobą oraz bezwzględnej dyscypliny jeśli chodzi o słuchanie jej. Chodzi tu o to, by wyłapać bąknięte półsłówkiem marzenia, zapamiętać i... spełnić je w najmniej oczekiwanym momencie! Element zaskoczenia jest tu absolutnie kluczowy. Taka uwaga rzucona w eter często ulatuje z pamięci osobie wygłaszającej ją i gdy widzi ona swoje marzenie zrealizowane, okrzyk „RANY, SKĄD WIEDZIAŁAŚ?!” jest najlepszą nagrodą, przysięgam :)

Ja robię to tak, że mam w telefonie specjalną listę, którą skrupulatnie uzupełniam natychmiast po złowieniu rzuconej mimochodem uwagi. Czasem zapisuję też takie inne drobiazgi, jak ulubione przez kogoś kolory, smaki albo zapachy :) Choć takie rzeczy są czasem oczywiste (bo ktoś może mieć pół szafy w jednym kolorze), to nie zawsze tak bywa i wtedy takie notatki bardzo się przydają!




Jeśli poprzedni punkt to był level: hard, to ten dla niektórych wyda się być kompletnie nierealny. A niesłusznie! Nie trzeba mieć wielkich talentów artystycznych, wystarczy zastanowić się nad tym w czym jesteśmy dobrzy. Albo w ogóle pominąć element zdolności/umiejętności i zrobić coś najlepiej jak umiemy, choćby obiektywnie rzecz biorąc miało być temu daleko do perfekcji. Zapewniam Was, że w oczach obdarowanego wszelkie niedociągnięcia zmaleją do zera.

Ja sama raczej wielkich talentów manualnych nie posiadam, ale lubię piec (zajrzyjcie na mojego → Instagrama to się o tym przekonacie!) i bez problemu obdarowałabym kogoś wielkim słojem moich ciasteczek. Słój można łatwo ozdobić na przykład farbami do szkła i fajny prezent gotowy :) A może zamiast ciasteczek (które podczas świątecznego obżarstwa ciężko byłoby gdzieś wcisnąć) lepiej byłoby stworzyć kilka kuponów do zrealizowania w (nie)określonym terminie? Kuponów na ciasteczka, wspólnie spędzony czas albo... wyręczenie w domowych obowiązkach!

Tu jednym z moich marzeń jest rysowany albo malowany portret. Może kiedyś się go doczekam, ale póki co pokażę Wam luźno wzorowany na moim wizerunku projekt koszulki dla Włosomaniaczki na odbywający się kiedyś u Anwen konkurs. Konkursu niestety nie wygrałam, ale osobiście uważam mój pomysł za całkiem sympatyczny – mam nadzieję, że spodoba się i Wam :)
Jestem trochę podobna, nie? :)
Podsumujmy więc. Sprezentować można to, o czym ktoś od dawna bardziej lub mniej skrycie marzy. Zamiast tego można wybrać bon do ulubionego sklepu albo to, czego obdarowywany nigdy nie kupiłby sobie sam. Moim ulubionym sposobem jest czułe ucho przez cały rok i dyskretnie aktualizowana lista, do której w krytycznej sytuacji można się uciec ;) Cudownym sposobem na uszczęśliwienie jest też prezent do-it-yourself, co do którego chyba wszyscy moi znajomi zgadzają się że jest to typ prezentu absolutnie wyjątkowy – często taki, do którego pamięcią wracamy do końca życia.

Przy okazji – gdy rok temu pisałam Wam o moich → wymarzonych prezentach, w komentarzach poprosiłam Was o podesłanie swoich marzeń w podobnych kategoriach i bardzo mile mi się to czytało. Może i teraz podzielicie się ze mną Waszymi najskrytszymi pragnieniami? Dajcie znać co jest dla Was:

1. … marzeniem od dawna proszącym się o zrealizowanie
2. … rzeczą, której nigdy sobie same nie kupicie
3. … bonem, który zrealizowałybyście ze śpiewem na ustach ;)
4. … prezentem handmade, który zwaliłby Was z nóg!

Z oczywistych powodów nie pytam Was o pragnienia nie do końca uświadomione, ale może macie za sobą historię tego typu? Dajcie znać koniecznie! A tak w ogóle, to które z powyższych strategii są najbardziej w Waszym stylu? A może stosujecie zupełnie inne? Podzielcie się, gromadźmy ciekawe patenty :)

Buziaki!

K.

7 komentarzy:

  1. O tak bony podarunkowe są o niebo lepsze niż pieniądze w kopercie. Tzn. ja nie mam nic przeciwko pieniądza jeżeli się zbiera na konkretny cel, ja w tym roku miałam kupić samochód, więc wszystkie prezenty na urodziny i święta to właśnie pieniądze na ten cel. Ale w przypadku jak ktoś mówi" nie wiem co chcę" albo "nic mi nie kupuj, bo wszystko mam" to już lepszy bon np. do Sephory czy Rossmanna, czy sklepu odzieżowego dla kobiet, niż pieniądze same w sobie. Pieniądze się rozejdą i ani prezentu ani kasy. Ja dostałam kartę od siostry do empiku, bo pamiętała, że chcę jakieś książki, ale za chiny nie pamiętała tytułów, za to druga siostra sprezentowała mi bon do Organique, bo wie, że lubię i na pewno sobie wybiorę coś co będę aktualnie potrzebować i bardzo się ucieszyłam:)

    1. Chyba aktualnie takiego nie mam, tzn. mój samochód stoi już pod blokiem:P
    2. może taki lampion, latarenka na świecę? Strasznie mi się podobają, ale ceny są dosyć wysokie a nie jest to rzecz niezbędna
    3. Empik, Sephora, Douglas czy właśnie Organique o którym wspomniałam;)
    4. Wypieki! Kartki, plakaty, fotografie - jestem na tak!

    p.s. Twoja grafika super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) O tak, Organique to coś co u mnie znalazłoby się w kategorii nr 2 - ceny na studencką kieszeń są trochę zaporowe, ale na prezent to coś idealnego <3

      Usuń
  2. Ja staram się trafić w hobby, np mój tata jest fanem piłki nożnej i drużyny z naszego miasta a sam nie kupiłby szalika czy czegoś w tym stylu, więc prezentujemy mu takie gadżety które miło mieć a samemu się nie kupi bo po co :D I ja słucham tego co ludzie opowiadają, co by chcieli :) Lubię kupować dla siebie i innych więc wyławianie takich informacji przychodzi mi z łatwością :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to radzimy sobie bardzo podobnie :) High five!

      Usuń
  3. Myślałam właśnie na tym żeby podarować komuś kupon o którym piszesz, np. na wspólnie spędzony czas czy wspólną kawę. Wszystkie Twoje pomysły mi się podobają, a czasu na kupowanie mam jeszcze trochę, z niektórymi przyjaciółmi zobaczę się dopiero po świętach:)

    1.marzy mi się jakiś spontaniczny wyjazd, oczywiście na studencką kieszeń, po prostu zabrać kogoś znajomego i pojechać przed siebie, nawet na jeden dzień:)
    2.moja ulubiona książka "Lalka"- jeśli dostanę ją od kogoś w prezencie będzie miała dla mnie jeszcze większą wartość:)
    3. Empik, Rossman czy karta upominkowa do jakiejś kawiarni
    4. Widziałam kiedyś u kogoś taki słoiczek, a w nim kolorowe karteczki. Było ich sto, a cały pomysł polegał na wypisaniu 100 powodów, dla których kogoś kochamy lub lubimy. Genialne!;)

    P.S. ten brokuł na głowie podsunął mi pomysł, może płukanka z wody po gotowaniu tego warzywa? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie punktu 2. - Ja też uwielbiam "Lalkę"! A co jeśli Twoi przyjaciele obawiają się, że już masz? ;) Sieć księgarni Waterstone's też kiedyś tego nie przemyślała ;D http://img.ifcdn.com/images/3226d16728d229a4edd415b6bdbe77022cd094a9e05b0447ba67e6ed7094ccc7_1.jpg

      Co do włosów to widziałam już pomysły na płukanie ich wodą po ryżu czy makaronie, więc brokuły i inne nie mają szansy mnie zdziwić! ^^

      Usuń
  4. A już myślałam, że tylko ja chciałabym dostać w prezencie te kapcie z Lunaby :D Myślę, że taki portret to idealny pomysł natomiast słynne kupony do mnie nie przemawiają... Dziwnie bym się czuła dostając coś takie i znacznie bardziej ucieszyłby mnie słoik ciasteczek :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger