11/15/2015

Podsumowanie października z wyzwaniem Szafa Minimalistki :)

Szafa Minimalistki to (jak wspominałam we → wcześniejszym poście na ten temat) to wyzwanie, która stawia sobie Katarzyna Kędzierska z bloga Simplicite. Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda to w oryginale, zajrzyjcie tam koniecznie – a jeśli nie chcecie, to zajrzyjcie by poznać mądrą i ciepłą osobę, która o slow fashion wie chyba wszystko ;)

Ja wyzwanie dostosowałam trochę do siebie i mojego stylu życia. Wybrałam piętnaście ubrań na okres miesiąca – wchodziły w to buty, ale nie inne dodatki ani okrycia wierzchnie. Wyzwanie nie obowiązywało mnie w weekendy, które i tak najczęściej spędzam w domowych pieleszach ;) To samo dotyczyło ważnych dla mnie okazji, gdzie preferowany był strój galowy: był to jeden egzamin na uczelni oraz konferencja, o której pisałam w → podsumowaniu października. Moje postępy na bieżąco uwieczniałam w formie szybkich zdjęć i wrzucałam na → moje konto na Instagramie. Dziś pokażę je Wam wszystkie :)




Moją piętnastkę na październik stanowiły:

dwie pary spodni (zwykłe szare oraz czarne skórzane), czarna skórzana spódnica, trzy koszule (dżinsowa, kraciasta flanelka, jedwabna w paski), biały T-shirt, mały granatowy kardigan i duży fioletowy, dwa swetry (oliwkowy i beżowy) oraz trzy pary butów: czarne baleriny, czarne sportowe Pumy i brązowe jazzówki.

Jak oceniam swój wybór z perspektywy miesiąca? I dobrze, i źle ;)

Zacznę od tego, co mogłam przemyśleć lepiej: jazzówki wymagały przed założeniem wymiany fleków... której nie załatwiłam do dziś. Więc naprawdę nie założyłam tych butów ani razu ;) Głupotą było wybrać do mojej capsule wardrobe coś „jeszcze nie gotowego” i wstyd mi, że tak się popisałam – zwłaszcza, że Asia Glogaza w swojej książce o slow fashion przestrzega przed tym kilka razy!

Poza tym miałam pecha, bo: skórzane portki pękły mi któregoś ranka i są nie do odratowania, a biały T-shirt w którymś momencie przebarwił się na amen i obecnie spoczywa już w śmietniku. Z kolei jedwabnej koszuli nie udało mi się awansować z półki „na specjalne okazje” na półkę „na co dzień” i jej też w końcu nie ponosiłam. Także jak widzicie, w moim zestawieniu kilka slotów zostało zmarnowanych.



Co mnie jednak mile zaskoczyło – tak czy owak miałam co nosić. Zadziwia mnie ile zestawów dało się z tego stworzyć i ciekawa jestem ile byłoby ich gdybym mądrzej przemyślała zestawienie ;) Nie ma jednak tego złego, następnym razem będę już wiedziała.


No właśnie, co z tym następnym razem? Na razie powiem tyle, że chwilowo nie planuję kontynuacji eksperymentu ;) Udowodniłam sobie co chciałam, ale w tym czasie dotarło do mnie, że paradoksalnie wyczyszczenie szafy utrudnia mi takie akcje. Po prostu gdy w garderobie wiszą same najukochańsze ciuchy i widzisz je każdego dnia, to rezygnacja z noszenia ich nawet w tak szczytnym celu była dla mnie bardzo dotkliwa ;D Tak więc odtąd jakiekolwiek outfity będą pojawiały się raczej sporadycznie (zwłaszcza, że żadna ze mnie ikona stylu :P) – tym niemniej zachęcam Was do obserwowania mnie na Insta (@b.anna.maria), podeślijcie mi Wasze nicki i podpowiedzcie kogo jeszcze warto zaobserwować :)

Buziaki!

K.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @b.anna.maria

18 komentarzy:

  1. Zdziwiło mnie, że w październiku byłaś w stanie chodzić w balerinkach - ja prawie cały przechodziłam w botkach i kozakach :)
    Bardzo podobają mi sie te (a'la)skórzane spodnie, także zastanawiam się nad takimi.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham gołe kostki i przedramiona do tego stopnia, że wytrzymałam w balerinach chyba nawet dwa tygodnie :D

      Usuń
  2. Śledziłam na instragramie Twoje stylizacje :):)
    Kurczę, tak sobie myślę, że mi takie wyzwanie też się przydało, ale ostatnio obkupiłam się w kilka ślicznych bluzeczek w lumpeksach, że chyba nie dam rady no ;);)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, jak nie w weekendy to nie byłby to jakiś problem, bo do pracy i tak chodzę ciągle w tych samych jeansach ;) Dopiero w weekend wyciągam sukienki i kombinuję. Ale nie nadążałabym z praniem, gdybym miała tylko tyle rzeczy. Przez to, że ćwiczę 5-6x w tygodniu zużywam mnóstwo koszulek itp. Mój mąż jest takim uosobieniem minimalizmu jeśli chodzi o ubrania, ma ich niewiele, ale za to wszystko dobrej jakości i ze sobą zgrane. Ja jednak bym tak nie chciała, bardzo lubię kombinować i dopasowywać styl stroju do humoru danego dnia. Bardzo podobały mi się Twoje fotki na IG :) I w ogóle zazdraszczam włosów! Aż mam ochotę swoje też ściąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wyzwaniu chodzi o to, że zasady nie są sztywne - co blogerka to inne, bo każda z nas ma trochę inny tryb życia więc z jakiej racji jedne reguły miałyby pasować do nas wszystkich? :) Ja zresztą wyłączyłam z tego odzież funkcyjną, jak na przykład sportowa, dlatego moje treningi w ogóle nie wchodziły mi tu w paradę :)

      Usuń
  4. Bardzo fajne wyzwanie :*
    Jeśli nie masz nic przeciwko wspólnemu obserwowaniu, to zapraszam, na pewno się odwdzięczę.
    Jedynie daj znać że zaczęłaś :))
    Mój blog ♥ Serdecznie zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie bawię się w takie rzeczy :P Zajrzę do Ciebie i jeśli mi się spodoba to zaobserwuję na pewno i tylko tyle oczekuję od innych ;)

      Usuń
  5. Ja chyba też muszę się wziąć w garść i zrobić porządek w szafie i jakieś fajne zestawy. Myślę że to ułatwi mi życie. Chętnie dodam do obserwowanych ale nie widzę u Ciebie na blogu takiej opcji ?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opcja jest na samej górze, na tym samym pasku co kategorie postów - tylko, że po prawej stronie :)

      Usuń
  6. Super projekt, na pewno stanowi dobry test dla naszej garderoby. Mimo wszystko ja chyba jeszcze nie jestem na niego gotowa, choć i tak z wieloma rzeczami się już rozstałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny pomysł z tym wyzwaniem, wyglądasz super! Chętnie poczytam więcej o tej akcji - już patrzę bloga Simplicite :)

    Brzydki Ptak

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, czy mogłabyś pomoc mi rozszyfrować skład? Z góry dziękuję :-) water, alcohol denat, hexylene glycol, pentylene glycol, ppg-26-buteth-26, acetyl tetrapeptide-2, biotin, caramel,creatine, dextran, fragrance, panthenol, pantolactone, peg-40, hydrogenated castor oil, pyridoxine hcl, tocopheryl nicotinate.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woda, alkohol, potem parę zapychaczy, a po nich sporo witamin i innych dobroci, ale niestety tylko kilka z nich jest przed kompozycją zapachową. Pantenol, witamina B6 czy witamina E są już po.

      Sądząc po składzie jest to jakaś wcierka do skóry głowy? Jeśli tak, to można spróbować - obecnie zdecydowana większość z nich zawiera alkohol, który ma pomagać w przenikaniu składników do miejsca docelowego. Natomiast jeśli kiedykolwiek miałaś problemy z suchą skórą głowy to na Twoim miejscu raczej nie próbowałabym :(

      Usuń
    2. Dziękuję :-) nie nigdy nie miałam takiego problemu :-) czyli ogólnie wcierka nie jest warta swojej ceny...(160zl) :/

      Usuń
    3. Na to pytanie niestety nigdy nie da sie odpowiedziec patrzac po samym skladzie, bo teoretycznie w tej moga byc idealnie wywazone proporcje wszystkiego co wyrozniloby ja wsrod tych tanszych... Ale moja subiektywna opinia jest taka, ze rzeczywiscie nie warto. Mam nadzieje, ze pomoglam :)

      Usuń
  9. Rewelacja :) Aż podejmę to wyzwanie u siebie, bo naprawdę ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nie zdecydowałam się na takie wyzwanie, ale nie powiem - korci mnie od jakiegoś czasu. Zestawy pewnie wyglądałyby podobnie jak u ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger