7/27/2015

Blogerzy głodni wrażeń (i nie tylko), czyli 3. edycja See Bloggers moim okiem [część ogólna]

Relacje z See Bloggers właśnie w tej chwili zalewają blogosferę, więc oczywiście muszę dołożyć do tego swoją cegiełkę. W przypadku wydarzenia na prawie tysiąc osób (z czego sześćset to uczestnicy z całej Polski tacy jak ja) nie da się ująć wszystkiego ani nawet prawie wszystkiego, ale paroma obserwacjami podzielę się na pewno. Ci z Was, których interesowały oferowane prelekcje na pewno oglądało je przez streaming na żywo, więc nie będę się o nich rozpisywać. Dla mnie motywami łączącymi zaskakująco dużą ilość wystąpień były próby umiejscowienia blogów w kontekście innych mediów i źródeł informacji oraz... Snapchat i jego fenomen.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Martusi z jej Kuferka ;)


Choć galę rozpoczęcia przewidziano na 9.45 w sobotę, ja zjawiłam się na miejscu już o ósmej, kiedy to miała zacząć się rejestracja uczestników. Spodziewałam się dzikich tłumów i chcąc ich uniknąć właściwie wygłupiłam się ;) Organizacja stanęła na wysokości zadania, otwarte były trzy „okienka” i o 8.30 nie miałam właściwie co ze sobą zrobić... Nie znałam osobiście zbyt wielu blogerów, a nie pomyślałam o tym, by wymienić się choćby numerem telefonu z tymi, których znałam (brawo ja). Więc nie mając pojęcia czy i kiedy dotrą, zajęłam się testowaniem mojego nowego aparatu fotograficznego. Kupiłam go dopiero w zeszłym tygodniu i nie znam jeszcze pełni jego możliwości, dlatego przepraszam Was za momentami wątpliwą jakość moich zdjęć ;)

Cisza przed burzą... to znaczy oblężeniem ;)


Podczas przechadzki po całym Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym (w którym to konferencja See Bloggers miała miejsce) rzuciła mi się w oczy rzecz niesamowita i niespotkana dotąd na żadnej imprezie masowej: spokój. Podczas gdy kolejne stanowiska wyrastały jak grzyby po deszczu, a blogerów na terenie obiektu przybywało, nikt nie biegał, nie panikował, nie gorączkował się. Wolontariusze (będący przy okazji niesamowicie sympatycznymi i pomocnymi ludźmi!) przemieszczali się żwawym krokiem metodycznie załatwiając kolejne sprawy z płynnością dobrze naoliwionego mechanizmu. Przyjemnie było na to patrzeć, bo do tej pory kuluary takich imprez kojarzyły mi się głównie z nerwówką i bieganiną z telefonem w jednej ręce, a narzędziami/materiałami/pakunkami pod pachą drugiej. Widok pracy nad See Bloggers stanowił prawdziwie odświeżające przeżycie ;)

Stanowisko firmy FM Group... loading, please wait


Po przemieszczeniu się do sali konferencyjnej (gdzie podczas całej konferencji odbywały się dostępne dla wszystkich wykłady największych gwiazd blogosfery) wśród siedzących w niej osób wypatrzyłam znajomą buzię Dagmary z bloga → Niebieskooka Testerka i pierwszej prelekcji wysłuchałyśmy razem.



Było to wystąpienie Grzegorza Strzelca z Grupy Onet na temat jego „dobrego kumpla” SEO. Jeśli tworzysz w internecie i nie wiesz co to jest, dowiedz się koniecznie. Ja miałam podstawy tematu zdobyte z ebooka Asi Glogazy, ale okazały się one kroplą w morzu informacji jakim zalał nas Grzesiek. Była to najbardziej „technologiczna” prelekcja na jakiej podczas See Bloggers byłam i zarazem jedna z najbardziej praktycznych. Pomyślałam wtedy, że nawet gdyby reszta dnia czy weekendu skopała się, to dla tego jednego wystąpienia warto było przyjechać... Na szczęście okazało się (spoiler alert!), że bardzo równy, wysoki poziom utrzymał się aż do ostatniej minuty niedzieli.

Gdy miejsce Grzegorza zajął Konrad z Halo Ziemia nie wiedziałam jeszcze, że zostanę wbita w fotel. W przeciwieństwie do poprzednika, Konrad nie tyle dawał rady jak coś robić, a bardziej opowiadał co on robi... i dlaczego. Niesłychanie mądry człowiek, bardzo ludzki i mówiący z prawdziwym przekonaniem – to musiało się udać. Zostałam kupiona w całości.



Kolejną prelekcją okazała się prezentacja Magdy z My Pink Plum – tym razem z innej beczki, bo od strony graficznej. Magda okazała się przesympatyczną osobą, która mówiła na do tej pory niezbyt interesujący mnie temat z pasją, której żar poczułam na odległość ;)

Po takiej ilości wykładów bardzo potrzebowałam przerwy. Małym minusem odbycia takiej ich ilości jeden za drugim było to, że nie było między nimi nawet pięciu minut przerwy – ot, tyle tylko, by jeden prelegent zszedł, drugi wszedł, odpalił prezentację i tyle. Wyjście do toalety czy po coś do picia oznaczało spóźnienie, czyli coś czego nienawidzę ;) Na szczęście kolejna taka próba charakteru czekała mnie dopiero następnego dnia, bo w sobotę czekały na mnie jeszcze warsztaty.

Mała ilość wolnego czasu wiąże się też pośrednio z innym, tym razem naprawdę poważnym (ale jedynym tego kalibru) minusem konferencji. Był to... głód. Nie głód wrażeń, nie głód wiedzy, tylko ten najpospolitszy fizjologiczny głód powodujący przykre ssanie w żołądku ;) Właściwie całe zaplecze „obiadowe” na See Bloggers stanowił jeden foodtruck i jeden mały bar sałatkowy (Dr Bardadyn). Kawa, herbata i ciastka dostępne były za darmo i przez cały czas, lecz zwyczajnie brakowało moim zdaniem czegoś konkretnego. Choć Surf Burger stanął na wysokości zadania i raczył nas przepysznym jedzeniem, to kazał sobie za to słono płacić... czterdziestoma minutami czekania. To samo tyczyło się zresztą także Bardadyna. O ile w sobotę znalazłam w swoim grafiku trzy kwadranse między jednymi zajęciami a drugimi, o tyle w niedzielę moja najdłuższa przerwa trwała pół godziny. Za krótko by zalała mnie „fala tejstu”, za krótko by zamówić pizzę, iść/jechać do knajpy... Wiecie jak jest: da się przetrwać cały dzień na śniadaniu, ciastkach i kupionym na stacji benzynowej jogurcie, ale po co? ;) Myślę, że drugi foodtruck załatwiłby sprawę i mam wielką nadzieję, że zostanie to rozważone przy organizacji kolejnego wydarzenia marki See Bloggers ^^

Czekając na Godo... hamburgery, czyli za obiektywem ja, przed obiektywem Justyna, a w tle nasze oaza/Mekka ;)


Dzień pierwszy zwieńczyła klubowa impreza w klimacie kubańskiej Havany. Sama nie zostałam na niej zbyt długo, ale mam wrażenie, że najlepsza część mnie nie ominęła! Urocza tancerka nauczyła nas podstawowych kroków bachaty i salsy, więc bioderka poszły w ruch ;) No, moje to może najmniej, bo na parkiecie mam tyle gracji co wyrzucona na brzeg morza ryba... Ale zrobiłam co w mojej mocy, a zarażająca uśmiechem i entuzjazmem instruktorka sprawiła, że niezbyt się moim kalectwem przejmowałam ;)

Świetną passę podtrzymało odbywające się następnego ranka śniadanie z BelVitą. Poszłam na nie wściekle głodna, cały czas z tyłu głowy obawiając się, że dostaniemy po prostu ciastka. Tymczasem w strefie cookingowej (czemu nie można jej było nazwać kulinarną?) czekały na nas szwedzkie stoły z jogurtem naturalnym, świeżymi owocami, miodem, orzechami i oczywiście produktami BelVita, których tartinki osobiście zawsze bardzo lubiłam :D Śniadanie zjadłam w towarzystwie przesympatycznej Marty z → Martusiowego Kuferka, którą poznałam dzień wcześniej na warsztatach z Anwen. I o Ani, i o Martusi jeszcze Wam napiszę, bo obie całkowicie mnie oczarowały ;)

 
Om nom nom! (kolejne zdjęcie pożyczone od Marty :*)
 
Po śniadaniu znalazłyśmy poznaną dzień wcześniej Justynę z → Czekam i pachnę i razem powędrowałyśmy na warsztaty, po których postanowiłyśmy wziąć wreszcie udział w licznych konkursach i atrakcjach dostępnych w formie wysepek pomiędzy poszczególnymi strefami See Bloggers. Była ich cała masa, więc bez szans na wypróbowanie wszystkiego... ale już z myślą o kolejnych edycjach zwróciłam uwagę na to, że na konferencji See Bloggers nie sposób się nudzić. Choć wielki stos uwielbianych przeze mnie planszówek wyglądał kusząco, to wokół działo się zdecydowanie zbyt wiele by się nim zaopiekować ;)

Z tych widocznych polecam Wam kultowe Jungle Speed (tzw. Prawo Dżungli) i nieco mniej znane "Wsiąść do pociągu"! :)


Co ważne, na See Bloggers wzięto pod uwagę, że nie tylko ilość atrakcji się liczy, ale też ilość ich rodzajów. Dzięki możliwości wybierania spośród prelekcji, warsztatów, wysepek i innych towarzyszących eventów (jak impreza klubowa chociażby) każdy mógł moim zdaniem znaleźć coś dla siebie. Introwertycy mogli zniknąć w anonimowym tłumie na wykładach, łowcy giftów i partnerów do współpracy mogli szukać ich na warsztatach, a szukający blogerskich znajomości bezproblemowo zagadywali do kręcących się po wysepkach ludzi.

Po co zagadywać, skoro można podziwiać buty? Później się rozkręciłam, ale właścicielki tych cudeniek nie spotkałam ;(


I to było oczywiście mega fajne! Skoro wszyscy mamy tę samą pasję, to startowo łączy nas już o wiele więcej niż z większością spotykanych przez nas każdego dnia ludzi, a to z kolei sprawiło że wymagająca przełamania pierwsze lody były wyjątkowo kruche. Było to widać na każdym kroku :) Zanim konferencja na dobre się zaczęła już zagadała do mnie jedna z wolontariuszek by skomplementować moją bluzkę (tak mnie zatkało, że nie odwdzięczyłam się pochwałą jej fryzury, która z kolei zwróciła moją uwagę)... potem wolontariuszka Gosia rozmową umiliła mi ponad półgodzinne stanie w kolejce na badanie włosów... a nieznany mi z imienia wolontariusz w strefie Fashion & Beauty swoimi dowcipami był na dobrej drodze do skradzenia Anwen jej warsztatów z włosomaniactwa ;) Na końcu napomknę o innym przykładzie niesamowitej serdeczności wszechobecnej bez względu na tematykę czy zasięg bloga - wiecie, że ktoś tak znany jak Radzka normalnie dołączył do "mojego" stolika podczas krawieckich warsztatów z Burdą i wypytywał nas o nasze małe blogi? Kurczę, to mi na usta cisnęły się dziesiątki pytań, a skończyło się na sytuacji zupełnie odwrotnej ;)

W każdym razie po śniadaniu i porannych warsztatach ponownie zapuściłam korzenie w sali głównej, gdzie czołowe nazwiska blogosfery podzieliły się z nami swoją wiedzą. Prelekcja Pawła Opydo dotyczyła nie tyle wyglądu bloga (co mógłby sugerować jej tytuł), co jego designu. Bo blog ładny i blog przemyślany czy stylowy to dwie zupełnie różne rzeczy – co obok koncepcji Experience Design bardzo zapadło mi w pamięć. Choć notowałam jak oszalała, będę musiała o tym jeszcze dużo poczytać sama i dużo popracować... Poniekąd zdawałam sobie z tego sprawę wcześniej – ale teraz zostałam do tego zmotywowana. I o to chodzi!



Zaskakująco fajna okazała się prelekcja Ryana Socasha – zostałam na niej bardziej z ciekawości niż z autentycznego zainteresowania tematem telewizji internetowej. Podobnie jak Magda prelegent okazał się osobą tak maksymalnie zajaraną swoim zajęciem, że entuzjazm od razu mi się udzielił i gdybym tylko miała kanał na YouTube to zapukałabym do MediaKraft... jednakże na chwilę obecną nie planuję takiej kariery, więc skomentuję jedynie tak: szkoda, że tłumacz Ryana nie przekładał żartów, które nam serwowano :D Socash okazał się szalenie dowcipnym facetem, który na dodatek do perfekcji opanował stosowanie terminu „gimbaza” - szacunek dla człowieka, któremu udało się wytłumaczyć mu takie niuanse naszego pięknego języka ;)

Po krótkiej (zbyt krótkiej by zjeść hamburgera, #najgorzej) przerwie odbył się fantastyczny panel dyskusyjny na temat kultury. Od razu mówię: Zwierz Popkulturalny ma taką charyzmę, że moim zdaniem po prostu ukradła ten panel :D Co nie znaczy, że Marcin Meller, Michał Fedorowicz czy Asia Szpachla mówili mniej ciekawie czy w ogóle mniej – poziom dyskusji był naprawdę wysoki, od każdego z nich dowiedziałam się wartościowych rzeczy i zwróciłam uwagę na kwestie, którym wcześniej nie poświęcałam zbyt wiele uwagi. Miodzio. Szkoda, że telewizyjne dyskusje częściej serwują nam porcję komunałów zamiast mówić takie rzeczy z takimi ludźmi – tutaj dodam tylko, że swoisty zmierzch (czy właściwie zmiana rozkładu sił) „starych” mediów przewijała się przez prawie każdą prelekcję, w której brałam udział. Ku pamięci.

Przyczajony tygrys, ukryty smok - jak na zwierza przystało, Kasia opanowała sztukę kamuflażu i za skromnym spuszczeniem oczu kryje się prawdziwe... zwierzę sceniczne ;)


Po świeżo przeprowadzonej zmianie tematu prelekcji prezentacja Tomka Tomczyka również dotknęła tematu starych mediów (co niekoniecznie miałoby miejsce, gdyby trzymał się pierwotnego planu mówienia o self-publishingu). Gdy Tomek wreszcie wszedł na scenę smutno było mi, że to już prawie koniec. Na pociechę jego prelekcja okazała się wisienką na torcie – co tu dużo mówić, zajebistą wisienką na naprawdę zajebistym torcie ;) Czterdzieści pięć minut wypełnił analizą rynku, praktycznymi wskazówkami, czymś z pogranicza coachingu motywacyjnego i innymi składnikami serwując nam naprawdę smakowity koktajl wiedzy, która po prostu się przydaje.

Jest i Piesia! ^^

Gdy po jego wystąpieniu rozwiązano część odbywających się podczas konferencji See Bloggers konkursów, a następnie zrobiliśmy sobie pamiątkowe grupowe zdjęcie przyszedł czas na słodko-gorzkie pożegnania i powroty do rzeczywistości. Ja musiałam zwijać się naprawdę błyskawicznie, więc z przekochanymi dziewczynami Martusią i Justyną zamieniłam dosłownie parę słów i popędziłam w siną dal, by dojechać do domu, a dziś o piątej wstać na praktyki ;)

Dream team! :D


Co jeszcze mogę dodać? Ludzie, bierzcie udział w takich wydarzeniach. Czerpcie od mądrzejszych, szukajcie tych pozytywnych i uśmiechniętych, poznawajcie ich, róbcie zdjęcia i wymieniajcie się doświadczeniami. A jak przy okazji wypijecie z nimi trochę whisky albo cydru, zatańczycie salsę albo trochę się powygłupiacie... to nie ma szans, byście nie zapragnęli tego powtórzyć :)

Kosmeonautka

Nie wiem kto wymyślił by Ice Watch rozdawał te wianki, ale pomysł mnie urzekł <3


13 komentarzy:

  1. Ostatnie zdjęcia świetne ;D Bardzo do twarzy Ci w tych krótkich włosach :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet się załapałyśmy na zdjęciu na wykładzie z SEO :) Super, że Ci się podobało. Takie imprezy są niesamowicie inspirujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że w ogóle często Was napotykałam i choć siostrzane podobieństwo zauważyłam od razu, to nie umiałam skojarzyć Was z blogiem - super, że się odezwałyście ^^ A jak Wasze wrażenia? Jeśli napiszecie relację to koniecznie ją tutaj podlinkujcie, a jeśli nie - odezwijcie się do mnie dowolnym kanałem (mail, Facebook, G+, ...); z radością porównam Wasze spostrzeżenia z moimi :)

      Usuń
  3. Również byłam :) szkoda, że się nie poznałyśmy ale nic straconego!
    Dagmarę znam :)
    Na początek obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Relacja z wydarzenia jest opisana tak genialne, że aż czuję jakbym tam naprawdę była :D:D:D #żarcikmusibyć A mówiąc już całkiem poważnie, to jak najbardziej podpisuję się pod Twoimi słowami, zarówno odnośnie prelekcji, spotkanych osób jak i burczenia w brzuszku. :-) Tak bardzo się cieszę, że mogłyśmy się poznać!

    Piękna zmiana szablonu :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładna, szczegółowa relacja, teraz żałuję, że mnie tam nie było...! szkoda tylko, że blogerzy musieli tam głodować ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne wspomnienia. Mam podobne wrażenia jeśli chodzi o jedzenie, ale mimo tego wszystko było super :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A gdzie można znaleźć informacje o tego typu wydarzeniach? O jakichś lokalnych spotkaniach blogerów czasami coś wpadnie mi w ucho, pod koniec roku dowidzialam się o blogowigilii, a teraz to :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że mnie samą sporo rzeczy ominęło i dalej omija, a o tym co wiem dowiaduję się najczęściej pocztą pantoflową - od znajomych blogerek. Ale jeśli masz konto na Facebooku, to zaczep mnie na nim, a ja podeślę Ci parę linków :)

      Usuń
  8. obawiam sie ze bylabym zwyczajnie głodna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. obawiam sie ze bylabym zwyczajnie głodna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No proszę jest i Justyna! to gdybym była pewnie byłaby szansa się poznać szybciej:P

    OdpowiedzUsuń
  11. O nieee... Ja tak bardzo chciałam pójść na warsztaty z Radzką, ale trochę się spóźniłam i głupio mi było wejść już po rozpoczęciu (też nienawidzę się spóźniać!), teraz tym bardziej żałuję :(

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kosmeologika , Blogger